Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Ornamenty horroru: Kuśmirowski

izakow2

Zmieniam blogi i tożsamości...


W każdym razie ostatnio poprzestawiało mi się w głowie. Przestałam wierzyć. Przestałam wierzyć w feminizm, Zielonych, uliczne akcje i zbawczą moc sztuki. Wydaje mi się to wszystko śmieszne.


Nie wiem, dlaczego tak się stało. Przyczyn może być kilka:


- przestałam sypiać po Marszu Równości, na którym zostałam pedałem,


- uderzył mnie orczyk w głowę, moja twarz była sino-fioletowa, a do teraz mam na czole guza. Tlenek, mój były szef (szef, którego największą wadą jest to, że znudziło mu się już bycie szefem) powiedział z troską, że powinnam sobie tę głowę prześwietlić. Zastanawiam się, czy czegoś nie sugerował,


- spełniłam wreszcie jedno ze swoich marzeń - kupiłam sobie narty i zaczęłam na nich jeździć (mimo niefortunnego startu z orczykiem),


- poleciałam do Rumunii i przeżyłam spotkanie z wampirem (coraz bardziej wydaje mi się to prawdopodobne).


- obudziłam się któregoś dnia w krainie absurdu i wciąż nie chce mi się wierzy, że to wszystko dzieje się naprawdę...


W każdym razie jedyne, co mnie ostatnio naprawdę kręci to sztuka straszna, koszmarna, wstrętna, obrzydliwa, niesamowita i fantastyczna.


Sztuka horroru.


Gdy rzeczywistość, która nas otacza przeradza się w absurd, zaczynają pojawiać się w niej koszmary i polowanie na inność, pozostaje jedynie ucieczka w sztukę grozy.


Thriller, gotyk, duchy, demony, wampiry.... Trzewia domów i zamków, zło wychodzące spod spodu, wnętrzności i flaki...


Zresztą, co tu dużo mówić, nie ja to wymyśliłam, że horrory uczą nas prawdy o nas samych, o naszej mrocznej stronie, o strachu – przed samymi sobą. Strachu przed własną innością, która czym bardziej jest negowana – tym bardziej przeraźliwie powraca. Jeśli ten strach zaczyna kształtować rzeczywistość – ona sama może przemienić się w koszmar. Mam jakieś dziwne wrażenie, że tak dzieje się obecnie. Zaczynają tu rządzić jacyś straszni ludzie, którzy na pielęgnowaniu strachu przed innością budują swoją siłę. Na ustanawianiu twardych tożsamości, które nienawidzą własnych Innych (opowiem kiedyś o „Carrie” Kinga). Bo ich granice są płynne i niepewne, boją się więc rozpadu. Opisują więc rzeczywistość – jako wciąż zagrożona – degeneracją, deprawację, demoralizacją, sztuką i wszystkim, co inne. A ludzie, którzy czują się zagrożeni, potrzebują silnej władzy, dla której mogą zrezygnować z części swojej wolności. I zaczynają odbierać tę wolność innym.


Paradoksalnie, przebywając w koszmarze, pozostaje już tylko ucieczka w inny koszmar. Zresztą filmy grozy uczą nas czegoś jeszcze - zło zostaje zawsze ukarane, ale też zawsze może się odrodzić, powrócić... Pamiętacie Azazela z filmu „W sieci zła” (Fallen, 1998)?


Ale to nie będzie blog o polityce, ale o sztuce, o moich ulubionych koszmarnych pracach. Tak, jestem zbytnio ekshibicjonistyczna, bym mogła pisać o sobie. Poza tym, nie rozumiem dlaczego nikt do tej pory nie napisał historii strasznej sztuki. Zajmę się tym kiedyś, może jak będę na emeryturze....


Pierwszą praca, której prezentacji odmówić sobie nie mogę to „Ornamenty Anatomii III” Roberta Kuśmirowskiego, prezentowane właśnie w CSW Zamek w ramach kolejnej odsłony z cyklu „W samym centrum uwagi”.


 

Ta praca jest o stwarzaniu ułudy, powoływaniu złudzenia. Zresztą Kuśmirowski wraca do tego, co przez wieki było istotą sztuki, a mianowicie, jak pisał Sir Ernst Hans Josef Gombrich – właśnie do stwarzania złudzeń. Oto przywołany przez Gombricha Platon powiadał: „Czy nie powiemy, że umiejętność nasza z pomocą architektury stwarza dom, z pomocą malarstwa pewien dom inny – niby widziadło senne, ludzką ręką wykonane dla tych, którzy nie śpią.” Platon potępia malarstwo jako głoszące nieprawdę. W jego idealnym „Państwie” nie ma dla malarzy miejsca. A może Platon wierzył, że w tym idealnym bycie, nie zjawią się horrory, z którym to właśnie sztuka musi się rozprawić? Platon popadł jednakże sam w iluzję – iluzję wyraźnie wytyczonych granic i podziałów, a jak wiemy od Kristevej z tym zawsze wiąże się wykluczenie horrorów pogranicza i nieczystości. Ale jak pisze Gombrich „Nie ma oczywistej linii podziału między fantazją a rzeczywistością, prawdą a zmyśleniem” („Sztuka i złudzenie”, s. 102).


Praca „Ornamenty Anatomii III” jest też o tym, że granic między tym, co jest złudzeniem a tym, co rzeczywistością znikają pod pewnymi warunkami – jeśli na przykład artysta zabroni widzom dotykania swej pracy. Bo stwarzanie iluzji, cała sztuka wywodzi się – jak chciał już Leone Battista Alberti z mechanizmów projekcyjnych naszej psychiki. Pewne kształty zamieniamy w psychice znajome obrazy, widzimy kształty zwierząt w chmurach, inne kształty w formacjach skalnych, rozpadlinach, drzewach... Powiedzieć można, że nasza wyobraźnia skora jest do stwarzania horroru... Ale on pryska, gdy będziemy próbować dotknąć tych kształtów.


Do teraz chce mi się śmiać z przyjaciół, z którymi zwiedzałam Biennale w Berlinie. Odłączyli się ode mnie, bo chodziłam, jak dla nich, za wolno. Potem żałowali. Nikt im nie powiedział, że mogli postukać w wagon Kuśmirowskiego, lub przeczytać chociaż notę na temat tej pracy. Oni naprawdę myśleli, że jest to prawdziwy wagon, jakimś cudem wstawiony na drugie piętro do byłej szkoły dla żydowskich dziewczynek przy Auguststrasse...


Gra z iluzją staje się jeszcze bardziej dosłowna w „Ornamenty anatomii III”, gdzie część przedmiotów jest autentycznych część spreparowanych przez artystę. Artysta jako genialny manipulator? Oszust? A może demiurg i alchemik? Czy jest to więc praca o roli artysty?


Ale ta praca jest też o tym, o czym pisałam wcześniej. Artysta pyta, gdzie są granice koszmaru. Gdzie właściwie ten koszmar się rozgrywa? Na zewnątrz czy wewnątrz? W sztuce czy w nas samych?


Kuśmirowski wprowadza nas w ten koszmar stopniowo, powoli, bez szoku. Ukazuje, że nie ma też ostrych granic między wiedzą (którą reprezentuje tu oświetlona biblioteka), chęcią poznania (preparaty, czaszki, elementy umieszczone już w ciemnym pomieszczeniu) a szaleństwem, które rozgrywa się za kratą, gdzie alter ego artysty – Dr Vernier chce stworzyć nowego człowieka. Artysta zawsze jest trochę demiurgiem – o tej roli pisze wspomniany już tu Gombrich przypominając starotestamentowy zakaz „rytowanych wizerunków”, który powstał nie tylko z obawy przed bałwochwalstwem, ile z lęku przed wkroczeniem w strefę działań stwórcy...


Ale nagle, będąc już w samym wnętrzu pracy, zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy w pułapce. To nie my przyglądamy się gabinetowi osobliwości Doktora Verniera. Stoimy za kratą, za którą on odbywa swe eksperymenty. Część, gdzie przebywa jest po drugiej stronie, o czym świadczą wspaniałe barokowe drzwi, za którymi – jak wynika z inskrypcji mieszka Vernier. A więc wabi on nas do wnętrza swego królestwa, mami obietnicą wiedzy i zobaczenia rzeczy niezwykłych, a potem... spuszcza kratę. Jesteśmy uwięzieni. To my staniemy się – a właściwie już jesteśmy częścią przeprowadzonego przez niego eksperymentu.



 

to Ornamenty Anatomii II - z Hamburga, ale warszawskie są straszniejsze...

 

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • nieistotne

    Dziękujemy a odwiedziny! Zapraszamy częściej.(redakcja nieistotne)

  • cane1

    A może, ot tak, prozaicznie, dojrzałaś? ;)

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    do dupy

  • Gość: [eryk maler] *.netdrive.pl

    ogromnie ciekawy zestaw tekstów i zdjęć, brawo, nieważność śmieci, nic nie znaczenie, wojna jako coś co nie ma znaczenia, cierpienie jako niepotrzebny detal, brawo i artysta który widzi to co maluje, konsumpcjonizm, dokładnie tak jest - malarz e'ryk

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci