Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Sztuka polityczna? (Kozyra i Kilian)

izakow2

Moja dobra znajoma artystka (nie wiem, czy chce bym ujawniła jej nazwisko), zwierzyła mi się niedawno, że myślała o zrobieniu sztuki politycznej, ale w końcu odstąpiła od tego pomysłu. Bo czy można zrobić dobrą sztukę polityczną?


Coraz bardziej wydaje mi się, że coś takiego w ogóle nie istnieje.


Wiem, wiem – wszystko jest polityczne, ale przecież nie to chodzi.


Sztuka polityczna, przynajmniej taka, jak powstaje ostatnio w Polsce, musi niestety samo-ograniczać się. Nie może pozwolić sobie na pełne rozwinięcie skrzydeł. Na przykład sztuka na rzecz zwalczania homofobii – jest grzeczna, uładzona, że może przyprawić o mdłości.


Mało kto pozwala sobie tutaj na całkowite otwarcie swej wyobraźni.


Jest artystka, która to robi (otwiera wyobraźnię, bo chyba homofobia i jej zwalczanie niezbyt ją interesują, chociaż kto wie... I tak wychodzi to przy okazji).



 

To Katarzyna Kozyra, która uczy się być kobietą od transwestyty – Glorii Viagry. „Tribute to Gloria Viagra” czy „Pre-view with Gloria Viagra”, gdzie Kaśka i Gloria stają się niemal bliźniaczkami, to prace, które dekonstruują tożsamość, ukazują performatywność płci, uwodzą nas w sensie wizualnym, a przez to rozsadzają logikę naszego „uspołecznionego” pożądania. To prace, które jednak - chcąc tego czy nie - rozsadzają porządek społeczny.


 

Ale do tych prac określenie „polityczne” jakoś nie pasuje. Podobnie jak do prac Artura Żmijewskiego. Artur ostatnio z kole został zaatakowany o brak etyki – w odniesieniu do „Powtórzenia” I wcale nie zaatakowali go prawicowi publicyści, ale krytycy „z naszej strony”.


Wymaganie od prac, by były jednoznaczne, by odpowiadały jakimś ideologicznym regułom, by niosły pozytywne przesłanie, by sztuka była etyczna i zmieniała rzeczywistość – to jakieś absurdalne wymagania, które zabijają sztukę.


Twórczość np. dadaistów czy wiedeńskich akcjonistów odcinała się od polityki i dlatego zyskiwała mocną polityczną wymowę.


Na pocieszenie dla przyjaciółki – zdarzają się jednak dobre prace polityczne. W tekście o historii w Obiegu wspominam o projekcji wideo „Junge Deutsche im Mai” Bernda Kiliana, gdzie filmowi ukazującemu neofaszystów w Dreźnie towarzyszy poruszająca muzyka Gustava Mahlera - kompozytora żydowskiego pochodzenia (1860–1911). Ta praca przyprawiła mnie o dreszcze.



 

Film Kiliana został zrealizowany przy użyciu teleskopowej kamery, dzięki czemu ukazane są zbliżenia twarzy tych ludzi, niejako ich portrety. Neofaszyści, skinheadzi, przeciwnicy pokojowych i równościowych demonstracji ukazywani są zwykle w mediach jako „masa”. Zresztą tylko dzięki identyfikacji z silną grupą, ci ludzie czują się silni.



 

W tym filmie zostają zindywidualizowani. Niektórzy z nich wydają się bezmyślni, beznamiętni, lękliwi, ale z drugiej strony – nietrudno dostrzec w nich również ludzi zwyczajnych... właściwie takich jak my. Pojawia się pytanie – dlaczego znaleźli się po drugiej stronie?



 

Zdjęcia prac Kozyry ze strony: http://www.katarzynakozyra.com.pl/

 

Zdjęcia z filmu Kiliana są niewyraźne, gdyż na ekranie odbijało się podwórko Kunsthaus w Dreźnie oraz stojący tam ludzie. Ten problem nakładania się rzeczywistości ("ich" i "nas") wydał mi się ważny, dlatego postanowiłam to sfotografować.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci