Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Libera i c.d. powtarzania

izakow2

Wracając jeszcze do „powtarzania”, Zbyszek Libera słusznie zwrócił mi uwagę na różne strategie „powtarzania” i na pewną pustkę, która jest związana ze zwyczajnym powtarzaniem czegoś, co już pojawiło się w sztuce.


Tylko czy jest to związane z niemocą artystyczną czy raczej z szerszą niemocą wpisaną w naszą kulturę (kiedy przed oczyma wciąż przemykają nam obrazy, których nie jesteśmy już w stanie rejestrować, a na pewno nie zastanawiamy się nad ich sensem)?


Powtarzamy coś, co mamy gdzieś w pamięci, także pamięci wizualnej. Pewne obrazy odciskają się w niej tak mocno, że nic nie może ich stamtąd wymazać. I jesteśmy wobec nich bezbronni. Pokazuje to praca Libery pt. „Pozytywy”, która jest według mnie, przede wszystkim grą z pamięcią.



Przypomnę tylko jeden z „Pozytywów”, pt. „Nepal”. Uśmiechnięta naga dziewczyna biegnąca w fotografii „Nepal” przywołuje przerażoną dziewczynkę z fotografii „Napalm” (Nick Ut, 1972). Obraz grozy wietnamskiej wojny wyłania się jakby zza tamtej postaci – wyłania się właśnie w naszej wyobraźni – i jest nieodłącznie towarzyszącym jej cieniem. Libera pokazuje, że obrazy tragedii zdążyły się one już w jakimś sensie opatrzyć, nad ich złowrogim znaczeniem zastanawiamy się dopiero za sprawą dokonania odwrócenia semantycznego, jak w przypadku „Pozytywów”, a więc wtedy, gdy jesteśmy zmuszeni zastanawiać się nad mechanizmami ich funkcjonowania - przede wszystkim nad tym, jak funkcjonują one w naszej wyobraźni.



Ale zastanawiam się, czy w przypadku „Pozytywów” Libery mamy do czynienia jeszcze z "powtarzaniem", czy raczej z pewną, właściwą sztuce „konceptualizacją” tego, co już znamy.


O tej konceptualizacji pisze Ernst Gombrich w starej już książce pt. „Sztuka i złudzenie”, wskazując na istniejącą w sztuce tendencję, że znajomy widok niemal zawsze jest punktem wyjścia dla przedstawienia czegoś nieznanego (dlatego obraz szarańczy – w języku niemieckim – koników polnych – na dawnej rycinie przypomina konie, a hipopotam u Albrechta Durera (1496) „ubrany” jest w pancerz). Artysta zwykle fascynuje się tym, co jest mu znane. Dlatego według Gombricha artysta raczej widzi to, co maluje, niż maluje to, co widzi. A więc nie tyle rzeczywistość jest podstawą, ile język, którym on operuje – język sztuki czy też kultury. Wszelka sztuka rodzi się w ludzkim umyśle, wyraża więc raczej doświadczanie świata, niż sam świat widzialny i dlatego każda sztuka jest „konceptualna” – twierdzi Gombrich.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • ala_k_b


    Wiesz, to powtarzanie mnie zaintrygowało. Znowu wraca simulacrum, kopia z kopi. Z drugiej strony nasuwa mi się skojarzenie, że powtórzenia w religijnych rytuałach, także w literaturze, mają charakter sakralny. Libera ze swoimi pozytywami jest genialny, ale wydaje mi się, że ciągle tkwi w hermeneutycznym kręgu, że nie wskazuje drogi wyjścia, ale kierunki kontemplacji, że te prace są jak spirala, która kieruje w głąb problemu, do serca labiryntu raczej, niż do wyjścia. Ciekawa jestem, co o tym sądzisz.

    A propos, Ewa D. złożyła książke do druku, a ma tam rozdział o Liberze, historii i pamięci.

  • izakow2

    Ala, ciekawe to, co piszesz, ale zastanawiam sie, czy jest jakies wyjscie...
    O ksiazce Ewy wiem, przyslala mi ten rozdzial. Ciekawy.

  • Gość *.221.reserved.ish.de

    Ich weiß was du nicht weißt

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci