Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Stara Bretonka - do zjedzenia?

izakow2

Jeszcze w poświątecznym nastroju i raczej całkiem prywatnie, bo a’propos fascynacji moich i moich znajomych.



 

Małe wieczko od słoika z żurawiną, którą mój mąż kupił na święta. A ile z tego wieczka radości! A to za sprawą reprodukcji obrazu Władysława Ślewińskiego pt. „Stara Bretonka” z kolekcji poznańskiego Muzeum Narodowego. Wydaje się, że ten pomysł z umieszczaniem reprodukcji obrazów na wieczkach dżemów ma służyć temu, by przyciągnąć do Muzeum więcej oglądających, by zapoznać konsumentów z dorobkiem sztuki polskiej. A więc prościutki pomysł na akcję edukacyjną, a dla firmy produkującej dżemy – duży plus.


Tak się składa, że mam słabość do przeróżnych gadżetów z reprodukcjami dzieł sztuki. Zastanawia mnie samo umieszczanie reprodukcji obrazów lub ich fragmentów na torbach, parasolkach, zapalniczkach, podstawkach pod kubki, puzzlach itp.


Ma to w sobie nutkę perwersji i snobizmu, a jednocześnie osłabia znaczenie samego dzieła sztuki – bo osłabia znaczenie oryginału, wyjątkowości, mistrzowskiego wykonania. Z drugiej strony jest dowodem cyrkulacji obrazów – w jak dziwnych miejscach i na jak dziwnych przedmiotach umieszcza się reprodukcje obrazów? To taka rozrzedzona sztuka. Wprzęgnięta w reguły konsumpcji i sama poddana pewnej kanibalistycznej tendencji naszej kultury, że sprzedać i skonsumować można wszystko.


Ale też, kiedy zastanowimy się nad tym, skąd znamy dzieła sztuki, gdzie się z nimi spotykamy – można zauważyć, że coraz rzadziej z muzeów, ale przede wszystkim właśnie z reprodukcji. Często to reprodukcje są dopiero impulsem, by zainteresować się oryginałami.


Gdzie jest więc przyczyna a gdzie skutek? Czy te prościutkie przedmioty nie są dowodem na cyrkulację obrazów, które odbijają się w sobie niczym w gabinecie ustawionych na przeciwko siebie zwierciadeł?


Mają w sobie te reprodukcje również spory ładunek kpiny z historii sztuki, bo toż to gadżeciarstwo jest zaprzeczeniem tego wszystkiego, czym tradycyjna historia sztuki się zajmuje. Chyba zresztą dlatego historycy sztuki raczej takich gadżetów nie lubią i udają, że nie ma tego drugiego tajemnego obiegu życia sztuki (niskiego, zwyczajnego, trywialnego). I dlatego warto pochwalić Muzeum Narodowe w Poznaniu za wejście w takie, było nie było, dość kontrowersyjne posunięcie marketingowe. 



Ale ta „Stara Bretonka” na słoiczku żurawiny to również jedna z „kobiet do zjedzenia”.


O ozdabianiu różnych produktów żywnościowych wizerunkami kobiet, a wręcz o utożsamianiu kobiet z żywnością pisała Agata Araszkiewicz (m.in. w tekście publikowanym w książce „Feminizm, kobiety i media” pod red. Edyty Zierkiewicz i moją, ale też wspomina o swojej kolekcji „Kobiet do zjedzenia” na swoim blogu).


Ale co ciekawe ta Stara Bretonka jest tu upodmiotowiona. Ona nie ma nic wspólnego z utowarowieniem, ma być raczej gwarantką dobrej jakości tego, co w słoiczku. Może kojarzyć się z mistrzynią, nauczycielką, opiekunką, doradczynią. Nie ma w niej zalotności, chęci przypodobania się. Jest raczej świadomość siebie wyrażona w skierowanym wprost na widza spojrzeniu - spojrzeniu dojrzałej kobiety.


I dlatego jest ciekawa jeszcze ze względu na trzeci rodzaj fascynacji Edyty Zierkiewicz (autorki zbiorów tekstów a starszych kobietach), a mianowicie fascynacji wizerunkami starszych kobiet. Odsyłam do swojego wcześniejszego wpisu na ten temat.


I nie pozostaje mi nic innego jak zadedykować fotkę Agacie od „kobiet do zjedzenia” i Edycie „od starszych kobiet” ;-)


A wczoraj podczas świętowania, ktoś z mojej rodziny wpadł na jeszcze jeden trop widząc to wieczko – "O! Ślewiński przebrany za starą Bretonkę". Toż to queer przecież ;-)

Komentarze (9)

Dodaj komentarz
  • ala_k_b

    Antropolog i historyk widziałby jeszcze inne połączenie - kobieta jako karmicielka, kobieta jako szafarka pożywienia materialnego i duchowego.

    Mediewistka Caroline Walker Bynum napisała o tym wspanialą i klasyczną już książkę "Holy Feast and Holy Fast: The Religious Significance of Food to Medieval Women", a inspirowała się w niej teoriami antropologicznymi. Pokazała tam, jak kobiet w średniowieczu negocjowały swój autorytet i władzę (duchową) właśnie w oparciu o politykę jedzienia (i niejedzenia) - w jedynej sferze życia codziennego, w której miały suwerenną władzę - w przygotowaniu i dystrybucji pożywienia.

    Tak a propos tych wszystkich smalców babuni i innych.

    Z drugiej strony przypomina mi się reklama "no to frugo" z bardzo negatywną prezentacją starych babć, które zachwalają kompoty i plastikowe owoce...
    A pomysł Muzeum rzeczywiście znakomity. Nie tylko można obejrzeć obraz, ale dowiedzieć się, że był taki polski malarz, co się nazywał Ślewiński...

  • uenifeu

    :))

    Ojej..okropne :) To jest gorsze niż "majonez z babuni"....

  • izakow2

    Ala,
    tak wlasnie, kobieta jako karmicielka, matka gastronomiczna, opiekunka domowego ogniska. Agata Araszkiewicz tez o tym pisala.
    Jest to tez dosc charakterystyczne dla naszej kultury: kobieta karmi innych - soba (kobieta seksualna, matka karmiaca), lub przygotowanymi przez siebie produktami (matka gastronomiczna, kucharka).
    I tak sama (w tych roznych postaciach) staje sie kobieta do zjedzenia (ona i jej potrzeby nie sa wazne, jej glod - fizyczny i duchowy nie liczy sie, wrecz nie powinno go byc).
    No wiec zalezy jak na to spojrzec - moze faktycznie miec to dosc koszmarny wydzwiek.
    W najgorszym wypadku do tego kulturowego kanibalizmu, dochodzi tez autokanibalizm, jak w "Fight Club": "sprzedaje babom ich wlasny tluszcz". Oj, temat rzeka ;-))
    pozdr

  • edison30

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie
    kuchniawegetariaska.blox.pl
    Miłego dnia zyczę :)

  • Gość *.dawid.uni.wroc.pl

    Pomysl zamieszczenia tej akurat reprodukcji (tj. przedstawiajacej stara kobiete) jest tez fajny dlatego, ze prawie wszystkie wizerunki towarzyszace dowolnemu, reklamowanemu produkowi przedstawiaja mlode kobiety. Ich mlode, ponetne, SMACZNE ciala przenosza na reklamowany produkt czesc swojego glamour, albo wrecz reklamodawcy chca, zebysmy je utozsamili/utozsamialy z ich wyrobem. A stara kobieta? Czy stare "cialo" moze skutecznie reklamowac nowoczesne samochody?, krem do twarzy?, pyszne czekoladki? Itp. Nie sadze, zeby producentowi tego dzemu chodzilo o sprzedaz dzemu cialem, a wlasciwie twarza starej kobiety ;-) Bo w pewnym sensie stare kobiety w kulturze sa niewidzialne. I tutaj ona tez nie istnieje (w miare) autonomicznie - odsyla do artysty i jego tworczosci. Spawa jest - jak wynika z Twojego bloga i powyzszych komentarzy - znaczenie bardziej zlozona ;-)
    pozdr ;-)

  • Gość: [Tunia] *.cust.tele2.fr

    Troche mnie zaskoczyla analiza tego wieczka jako kobiety do zjedzenia. Mi stara bretonka kojarzy sie z fachowoscia wyrabianych bretonskich smakolykow a przede wszystkim nalesnikow i plackow do ktorych dodaje sie wysmienitej jakosci przerozne dodatki. Wiec moze to po prostu chodzi o sztuke kulinarna. Kuchnia tez moze byc sztuka i o tym stare bretonki (i nie tylko wiedza). Bardzo podoba mi sie pomysl ozdabiania jednej sztuki druga. We Francji laczenie tych dwoch sztuk jest dosyc czeste : na przyklad w restauracjach o subtelnym wdzieku i slynacych z dobrej kuchni, czesto organizuje sie wystawy wspolczesnych malarzy. Smakujac wysmienite dania, goscie gustuja sie estetyka dziel i czasami dochodzi do transakcji. Piekne polaczone z pozytecznym. I malarze na tym korzystaja, i restaurator, i klienci maja wrazenie ze spedzili wyjatkowy moment.
    Mam tylko nadzieje ze ta zurawina zawarta w tym sloiczku zasluguje na miano sztuki. Zasluguje ?

  • izakow2

    A, zurawinka bardzo smaczna. Dziekuje :-)))

  • artemizja.gentileski

    Akcja Muzeum Narodowego w Poznaniu jest zakrojona dosc szeroko, z muzeum w ktorym pracuje tez wyslalismy kilka fajnych "kobiet do zjedzenia".
    Teoria queer na sloiczku z zurawia jest po prostu super-ciekawe co na to dr. Kochanowski? ;)

  • artemizja.gentileski

    haha, z zurawina chcialam napisac, oczywiscie! gdyby sloiki z zurawi zaczeto produkowac, to byloby nie ciekawie, a juz wogole fatalnie by sie stalo gdyby byly one reklamowane przez reprodukcje dziel sztuki!

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci