Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Panny młode, matki, córki..

izakow2

Ostatnio na blogu u Ali pojawił się ciekawy i przewrotny wpis o ślubach i weselach. Konkluzja jest taka: dlaczego feministki zwracając się w stronę kobiecej symboliki, szukają znaczenia wspólnoty w takich czynnościach, jak np. lepienie pierogów, ale odwracają się od rytuałów ślubno-weselnych, które można by odczytać jako „znak kontynuacji doświadczenia, komunikacji, pojednania, akceptacji i dialogu z innymi kobietami, choćby z własnej grupy krewniaczej”.

  

Ala ma dość duży dystans do feministycznego pisarstwa spod znaku „ciało-w-ciało” z matką, symboliki miesiączki itp., a mówiąc wprost do esencjonalizowania, co zresztą mnie osobiście też drażni. To esencjonalizowanie jest niestety dość trudne do wykorzenienia w feministycznych dyskursach.

  

A’propos tematu ślubów przypomniały mi się prace Anny Baumgart z serii „Dostałam to od mamy”.




 

Bo ujawniają one coś jeszcze – nie tylko kontynuację kobiecej „ginealogii”, ale i wpisaną w ten związek walkę, ścieranie się, cierpienie, a nieraz i przemoc. „Królewny”, inaczej określane jako „Panny młody” to artystka i jej córka Agata. Niby wszystko jest w porządku, ale na stopach mają symbole cierpienia – stygmaty. Znaczące jest też odwracanie się ich od siebie, toczona w milczeniu rywalizacja.


 Ostatnio pojawiło się też kilka tekstów na temat przemocy pomiędzy kobietami, przemocy, jaką stosują starsze kobiety: babki, matki wobec córek czy wnuczek. To temat tabu, na razie również w feminizmie.

 

Bo można wyobrazić sobie, jeśli już jesteśmy przy temacie ślubów, sytuację, która łamie feministyczny stereotyp: córka wychodzi za mąż nie po to, żeby przejść pod władzę męża (o rynku kobiet – Lucy Irigaray), ale po to, by uciec od przemocy, której zaznaje od kobiet w swojej rodzinie i aby zbudować oparte już nie na przemocy relacje. Czy jest możliwa taka sytuacja? Na pewno tak.

W takim przypadku potrzebna jest też na pewno świadomość tego, co „dostaje się od mamy” (genialny tytuł pracy Baumgart).

 

 

Co córka dostaje od mamy: urodę, radość, mądrość, ale również choroby, złość, frustrację. Matka stygmatyzuje córkę. Praca Baumgart jest świetna dlatego, iż pokazuje, że nie ma prostych sytuacji, nie ma tylko dobra, albo tylko zła, miłości lub nienawiści (to nie jest poszukiwanie wiecznej kobiecości czy macierzyńskości). W każdy związek, a zwłaszcza związek matki i córki wpisana jest ambiwalencja, sprzeczne uczucia, bagaż, na pozór niemożliwych do pogodzenia elementów.


 I wracając jeszcze do schematów i kwestii przemocy – mały spór na ten temat pojawił się na Feminotece – pomiędzy Areną a Joanną Piotrowską. Arena przyczepił się tego, że feministki za mało zajmują się przemocą wobec kobiet.


 I znowu ten nieszczęsny schemat! Mam wrażenie, że jest coś mocno nie tak z „rodzajowieniem” (esencjonalizowaniem) przemocy, z powtarzaniem tego, że najczęściej ofiarami przemocy są kobiety, albo wręcz z uproszczaniem: „ofiarami przemocy są kobiety”, bo część z nich jest (i tego nie kwestionuję), ale inne nie są, a jeszcze inne same dopuszczają się przemocy, inne nieświadomie uczestniczą w jej reprodukowaniu itd.

 

Raczej częściej ofiarami przemocy są dzieci (traktowane w tym dyskursie jako odnoga, albo dopełnienie kobiet, (co z kolei powtarza stereotyp: „kobiety, dzieci i starcy”).

 

Po drugie – powtarzana setki razy opinia zaczyna być traktowana jako prawdziwa. Mówienie o przemocy wobec kobiet, a nie o problemie, jakim w ogóle jest przemoc może prowadzić do reprodukowania prostego i niebezpiecznego wzorca: „kobiety to ofiary a mężczyźni to agresorzy” (a tożsamość, jeśli jest rodzajem cytowania wzorca, może i w tym przypadku sprawiać, że zaczyna się cytować, powtarzać schemat).

  

Konkludując – przykładanie schematów do czegokolwiek odbiera nam możliwość zobaczenia całości sytuacji, jej złożoności i niuansów.

A mój wpis na marginesie innych wpisów, tym razem wpasował się w niedawny Dzień Matki.

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • ala_k_b

    Iza! Podpisuję się pod tym, co napisałaś i dzięki za pokazanie prac Baumgart.

    Wiemy już, że feminizm amerykański, zwłaszcza ten drugiej fali, w swoim esencjalizował i uniwersalizował doświadczenie kobiet. I tym zabiegiem zagłuszał doświadczenie kobiet, które nie były, jak głosi formuła, białymi protestantkami z klasy średniej. I wywołał tym reakcję - feminizm trzeciej fali, albo feminizm multikulturowy (kolorowy).

    Natomiast można zrozumieć, skąd te tabu na mówienie o tej przemocy - bo teza o wspólności doświadczenia stała się takim aksjomatem w tradycyjnym feminizmie, że wyrwanie tego elementu zdaje się świętokradztwem - i dostarczeniem argumentu przeciwnikom feminizmu. Zwłaszcza w kraju homogenicznym kulturowo.

    Esencjalizacja doświadczenia kobiet może się w Polsce spodobać i ładnie przyjąć, bo wpisuje się w różne tradycje, m.in. patriotyczno-religijną. Tak samo jak uprawianie mistyki codziennej reprodukcji - sprzątania, gotowania, zmywania - zwłaszcza, gdy ma się zmywarkę do naczyń. Jak się nie ma, to cóż, kapitalizm daje wszystkim szanse dorobienia się - z czasem będzie i zmywarka. ;) Sorry... ;)

    A konflikty i przemoc pomiędzy kobietami jest tabu. A jest jej dużo, nie tylko wśród kobiet różnych generacji, ale także pomiędzy siostrami, czy koleżankami z klasy. Ale do rozwinięcia tego tematu, to już potrzebny psycholog, albo pedagog. ;)

    ciepło,

  • przekrojone_kiwi

    Psycholog albo pedagog? Zgadzam się, jak i z tym, że przemoc między kobietami jest, i że to tabu. Nie rozwijając, bardzo silne - w moim odczuciu. Między matką a córką... Ale czasem przeradza się w jakąś dobrą więż, instynktownie, inaczej niż kiedy w sprawę zamieszani są mężczyżni.Jakby kobietom było łatwiej się pogodzić...

    Natomist muszę też pesymistycznie dodać, że " pedagog" czesto tylko z nazwy i w teorii pomógłby w takiej trudnej sprawie. To mówię po czterech latach studiowania Pedagogiki. To mij trzeci wydział i mam dość krytyczne spojrzenie. Wydział bardzo sfeminizowany ( Uniwersytet Warszawski), zarówno wykładowcy, jak i studentki. Te studentki, te przyszłe pedagog... To są nieraz takie sadystki, tak toksyczne osoby, ze powinny odpaśc i nie dostac syplomu. Na ćwiczeniach w kółko: " kary dobre, dzieci złe" , " wymierzyć policzek" i w ten deseń.

    Ale właściwie zajrzałam, bo napisałam o pająku u mnie.Na razie same żarty, bo to na tym blogu nie na serio. Zafascynowała mnie ta praca " Arachne" Bogny Burskiej, opisana przez Ciebie w Artmixie. Ona super komponuje się z moim satyryczno - prywatnym blogiem, taki "buduarowy" wystrój.Bardzo ciekawy ten tekst o lękach [ ja akurat uwielbiam pająki].
    Pozdrawiam
    Kiwi

  • joe255

    :-) poszłaś w socjologię, ale Baumgart doskonale ilustruje ten temat. Widać czasem wspólność doświadzczeń nie jest/nie bywa wystarczającym powodem do ustania wojen ;-)

  • waha123

    Proszę to przeczytać...
    wtc251.blox.pl/html
    Pozdrawiam serdecznie

  • m-a-g-a

    Iza, piszesz:

    "I znowu ten nieszczęsny schemat! Mam wrażenie, że jest coś mocno nie tak z „rodzajowieniem” (esencjonalizowaniem) przemocy, z powtarzaniem tego, że najczęściej ofiarami przemocy są kobiety, albo wręcz z uproszczaniem: „ofiarami przemocy są kobiety”, bo część z nich jest (i tego nie kwestionuję), ale inne nie są, a jeszcze inne same dopuszczają się przemocy, inne nieświadomie uczestniczą w jej reprodukowaniu itd."

    Jasne, ale czy nie chodzi o proporcje jednak? Są rodzaje przemocy i inne społeczne problemy silnie powiązane z rodzajem. Np. to mężczyźni zmuszają kobiety do prostytucji i czerpią z tego zyski, raczej nie odwrotnie. Czy mówienie o tym w kontekście płci to seksizm? Nie chodzi tu przecież o proste konstatacje, że "mężczyźni tacy są", tylko o analizę mechanizmów społecznych doprowadzających do nierównego układu sił.

    Mi się nie podoba zacieranie takich danych, wygładzanie i neutralizowanie problemu. Rozumiem o co Ci chodzi, ale taką irytację "rodzajowieniem" odczuwasz chyba tylko w środowisku feministycznym? Bo raczej nie w mediach itd.

    U nas nawet eweidente przykłady przemocy związanej z płcią, represjonowaniem kobiet i ich seksualności itd. nie są analizowane w kontekście rodzaju. Przykład? Gwałt na Ani z Kiełpina. Czy padło wtedy w mediach sformułowanie "przemoc seksualna wobec kobiet"? I nie pytam tu o feministyczne analizy... Ten przypadek analizowano w kontekście rozwydrzenia uczniów, a nie przemocy seksualnej.

    Na zbliżony temat piszę u mnie na blogu.
    feminizm.blox.pl

    Pozdrawiam!

  • m-a-g-a

    Chyba bez sensu podałam ogólnego linka, zamiast linka do konkretnego wpisu:
    feminizm.blox.pl/2007/06/3000-dolls-from-Russia.html

  • arena1981

    Pani Izo!:
    Bardzo mi przykro jest czytać o tym, że problem przemocy nie jest związany z płcią agresora i ofiary. Niestety większość badań dowodzi, że agresorem jest zazwyczaj mężczyzna a ofiarą zazwyczaj kobieta.

    Komentarz do dyskusji pomiędzy mną a Joanną Piotrowską kojarzy mi się z diagnozami stawianymi przez Pierre'a Bourdieu wobec twórców kultury tzn., że dystansują się od sposobu postrzegania świata przez lud/plebs/proli, na rzecz patrzenia na świat z pełnym dystansem właściwym dla arystokracji. Ostanio zresztą na ten temat pisały Joanna Tokarska-Bakir i Anna Zawadzka i niestety nie zostały zrozumiane.

    Być może w wyższych sferach zjawisko nie jest związany z płciowością i to mężczyźni są równie ofiarami bici i zabijania ze strony kobiet, co w drugą stronę. Niestety wśród proli sytuacja jest ściśle związana z płciowością.
    Pozdrawiam

  • mal111

    Z mojego socjobiologicznego podwórka zainteresowań: u Blaffer Hrdy ("Kobieta, której nigdy nie było", wyd.polskie ukazało się z rok temu) jest trochę o rywalizacji i (tak, tak) przemocy wśród samic naczelnych. IMHO warto takie uwarunkowania zwierzęce znać.
    Nie lekceważąc powalających statystyk, po których widać, że nie ma żadnego tak silnego korelatu przemocy (i przestępczości w ogóle) jak płeć. (W tym sensie arena ma rację :( )
    Co zresztą raczej z tzw. "natury" nie wynika...

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci