Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Żmijewski z gaśnicą na Documentach w Kassel

izakow2

Na Documentach w Kassel prezentowany jest nowy film wideo Artura Żmijewskiego pt. „Oni”.


 

Przedstawiona została tu sytuacja quasi-warsztatów, w których uczestniczą cztery grupy: starsze panie silnie manifestujące swoje przywiązanie do kościoła (które skojarzyć można z określeniem „moherowe berety”), trójka osób z Młodzieży Wszechpolskiej (można mieć jednak wątpliwości, czy faktycznie są oni z Młodzieży Wszechpolskiej...), grupa osób związanych z lewicą oraz młodzi polscy Żydzi.


Grupom tym odpowiadają określone kolory koszulek, w które są ubrani: czerń dla „moherowych beretów”, biel – dla Młodzieży Wszechpolskiej (?), czerwień dla lewicowców oraz niebieski dla Żydów.


 

Mają oni na tych koszulkach symbole, które sami wcześniej namalowali: starsze panie – kościół, Wszechpolacy – szczerbiec opasany biało-czerwoną wstęgą, lewica – mapę Polski w kolorze czerwonym ze słowem „wolność”, zaś Żydzi – mapę w kolorze zielonym z napisem Polska po hebrajsku.


 

Rzeczywistość warsztatów jest ściśle określona według schematycznych podziałów znanych z mediów (np. w grupie „moherowych beretów” nie ma żadnego mężczyzny, choć słuchaczami Radia Maryja są zarówno kobiety, jak i mężczyźni). Równie schematyczne są zachowania przedstawionych osób (np. dziewczyna z grupy „lewicowej”, która mówi o wolności, z nonszalancją pali w czasie tej wypowiedzi papierosa).



 

Warto zapytać, jaki jest cel filmu „Oni” i czy łamie on schematy czy raczej odwrotnie – utwierdza je? Wydaje się, że raczej to drugie, gdyż pomiędzy tymi grupami, które malują na kartach papieru symboliczne obrazy i hasła ukazujące to, co jest dla nich najważniejsze nie dochodzi do żadnego porozumienia, a wręcz odwrotnie – narasta wzajemna agresja.


 

Oni to my, my to oni – można by powiedzieć, tyle tylko, że ta konstatacja nie pojawia się wśród samych uczestników tych quasi-warsztatów. Trudno mówić tu zresztą w ogóle o sytuacji warsztatowej, gdyż z tego spotkania nic nie wynika (to, że osoby z grupy czerwonej i czarnej tną sobie wzajemnie koszulki z symbolicznymi hasłami, nie znaczy jeszcze, że mogą się wzajemnie porozumieć).



 

Jedynym pozytywnym momentem w tym filmie jest wyjście z całej tej sytuacji kilku starszych pań, które mówią: „to nie ma żadnego sensu”. Jest to jedyny dobry moment filmu.


Po przeprowadzonej akcji z malowaniem symboli i haseł, wycinaniem ich, niszczeniem, paleniem fragmentów obrazu, wyrzucaniem go przez okno (schemat identyczny jak w przypadku filmu „Polak w szafie”), wszyscy wychodzą z tego pomieszczenia. Tym, kto zostaje jest artysta, który bierze do ręki gaśnicę i gasi płonące resztki papierów. Zamiarem artysty było być może ukazanie potrzeby wzajemnej konfrontacji, doprowadzenie do sytuacji, kiedy zantagonizowane grupy, zaczynają wzajemnie rozmawiać. Jednak film pozostawia przede wszystkim wrażenie niemożności zmiany sytuacji (a więc znalezienia możliwości wzajemnego dialogu i porozumienia).


Ale to samo wrażenie mamy oglądając w telewizji relacje dotyczące polskiej rzeczywistości społeczno-politycznej oraz odbywających się w jej ramach konfliktów (np. przy okazji próby wprowadzenia do konstytucji zapisu o obronie życia nienarodzonego, przy okazji marszów równości czy feministycznych manifestacji). Od artysty takiego jak Żmijewski chciałoby się więcej.



 

Film wydaje się realizować (podobnie jak „Polak w szafie”) tezy manifestu Żmijewskiego ogłoszonego w „Krytyce politycznej” dotyczącego stosowanych sztuk społecznych. Jednakże rola artysty jest w tym przypadku dwuznaczna. Nie jest to obraz rzeczywistego konfliktu, ale konfliktu wygenerowanego przez artystę. Tym samym gasi on pożar, który sam zaaranżował. Ukazane antagonizmy zostały podkreślone przez środki, które sam wybrał (chociażby te kolorowe koszulki). Inaczej mówiąc, nie dąży on wcale do zmiany sytuacji społecznej, ale odwrotnie - do jej spetryfikowania. Proste podziały, naiwne założenia nie zmuszają nas w żaden sposób do głębszej refleksji czy choćby zastanowienia się nad tym, jak ukazaną sytuację można zmienić. Nie mówi nam nic nowego język wizualny zastosowany w filmie – język haseł i symboli używanych na manifestacjach czy szerzej – w sferze społeczno-politycznej; a także tak chętnie wydobywany przez media język konfliktu (ideologicznych kłótni i przepychanek).


Ideologiczne wojny, zamazywanie jednych haseł i wpisywanie drugich, podobnie jak zamalowywanie jednych symboli drugimi ma wciąż miejsce w naszej rzeczywistości i zdążyło się już mocno opatrzyć, żeby mogło nas w ogóle poruszyć. Zawodzi tym samym sztuka mająca, według Żmijewskiego, możliwość generowania skutku, sztuka uproszczona, pozbawiona wieloznaczności, przycięta do ideologicznych założeń. Artysta z gaśnicą staje się tu jedynie figurą tragikomiczną.


 

Żmijewski w swoim manifeście zaatakował niechęć do polityki w sztuce. Ale przeoczył fakt, że ta niechęć może wiązać się się z niechęcią do tworzenia ze sztuki jedynie politycznego narzędzia oraz z idącymi za tym uproszczeniami interpretacyjnymi.


Najlepsze prace to takie, które pozwalają nam spojrzeć w inny sposób na rzeczywistość, takie, które nas zmieniają, ale niekoniecznie muszą to być prace, które powstają w myśl określonych ideologicznych założeń (i takie są znakomite wcześniejsze realizacje Żmijewskiego).


Mam wrażenie, że prace przykrojone do politycznych programów stają się jedynie ilustracją danych tez, zaczynają w końcu ograniczać także samych artystów. Ponadto, jak pisze Ewa Majewska w "Obiegu": „Ściśle reporterski, podporządkowany aktualności społeczno-politycznej imperatyw twórczy, jaki wyłania się z tekstu Żmijewskiego ryzykuje przede wszystkim pozbawienie sztuki tego, co cechowało dotąd udane przedsięwzięcia artystyczne – ich zdolności przenoszenia wyobraźni i percepcji odbiorcy w obszary wychodzące poza rzeczywistość daną przy jednoczesnym umiejętnym sproblematyzowaniu tej rzeczywistości”.


Majewska trafia tym stwierdzeniem w sedno, choć jak sądzę, tego filmu jeszcze nie widziała...

Komentarze (15)

Dodaj komentarz
  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    przekonujaca interpretacja, tym bardziej ze znam sytuacje warsztatowa z pierwszej reki. zmijewski prowokowal konflikty, namawial do agresji tym czasem poczatkowo ludzie w przeciwnych grupach nie byli wcale wrogo nastawieni. zmijewski bardzo sie rowniez denerwowal kiedy sytuacja nie ukladala sie wedlug scenariusza. rzeczywiscie wygladalo to tak jakby chcial bardzo skrupulatnie zobrazowac teze o "antagonizmie". w sumie wszystko to razem sklada sie na dosyc smutny obrazek.

  • omnitan

    Docierające do mnie pogłoski o tym projekcie wzbudziły podobne refleksje, jak u autorki. Jeśli sztuka ma stać się odwzorowaniem rzeczywistości, a nawet próbą jej analizy, to zapewniam, ze życie społeczno-polityczne w naszym kraju jest teraz tak bogate w wydarzenia przekraczające poza percepcję odbiorców, że samo staje się sztuką. He:)

  • krytykant.blogspot.com

    Ad Anonim nr. I

    A mogłaby/mógłby Pani/Pan podpisać się imieniem i nazwiskiem? Taka informacja - jeśli prawdziwa - jest niezwykle wyrazista i można by odnieść się do niej np. w tekście podsumowującym działania AŻ po ogłoszeniu manifestu (jako do jednej z pozycji). Innymi słowy, byłby przydatna w publicznej dyskusji.

    Tak jest tylko nic nieznaczącym komentarzem... Równie dobrze można napisać jego negację.

    pozdr

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Moja informacja rzeczywiście może byc potraktowana tylko jako nic nie znaczący komentarz, dlatego proponuje bezposrednio skontaktować sie z uczestnikami warsztatów.
    Pozdrawiam.

  • krytykant.blogspot.com

    nic nieznaczącym na polu debaty publicznej... nie w ogóle..

    no cóż, szkoda

    pozdrawiam

  • izakow2

    Kubo,
    a ja bym nie umniejszala rangi anonimowych komentarzy. Taki jest urok blogowania i bytowania w internecie. Ty tez nie podpisales sie pod komentarzem imieniem i nazwiskiem, ale swoim blogowym nickiem, ktory moze dla kogos innego niewiele mowic.
    Dla mnie ta informacja o antagonizowaniu jest bardzo ciekawa i jest potwierdzeniem moich wrazen po obejrzeniu tej pracy.
    Bardzo jestem ciekawa Twojego zdania, wybierasz sie niebawem do Kassel?

  • krytykant.blogspot.com

    Ależ ja nie umniejszam... Sensu.. Właśnie dlatego, że jest to b.ciekawa wypowiedź, szkoda, że nie można się do tego odwołać, bo, jak pisałem, ja jako X mogę napisać coś o przeciwstawnej wymowie.
    No chyba, że w przypisach zaczniemy umieszczać anonimowe opinie... ;-)

    Tak, jadę do Kassel na dniach. Z pewnością podzielę się wrażeniami.
    Czekam też na jakiś pokaz u nas sumujący twórczość AŻ "po SSS". Fajnie by było, gdyby ktoś się o to postarał.

    pozdrowienia
    K

  • przekrojone_kiwi

    Ja nie widziałam tego filmu i jedyne, co o nim wiem, to to, co wyczytałam tutaj we wpisie.Trochę interesuję się sztuką i mam jako takie pojęcie o twórczości Żmijewskiego. Z tego, co przeczytałam, wynika, że jest kiepsko.Bardzo nie lubię sztuki poprzycinanej do ideologii - właśnie dlatego,że w taką sytuację jest wpisana jakaś utrata niezależności twórczej, jakaś strata. Nie chodzi mi o to, że ten film jest kiepski ( chociaż pewnie jest), ale szerzej.Dla mnie artysta to buntownik, a bunt według schematu to już nie bunt. To polityczna prowokacja albo reklama.
    Kiedy czytałam opis filmu od razu skojarzyło mi sie to z młodzieżowymi próbami artystycznymi rodem ze studniówek :). Że przyciężkie intelektualnie, nieprzemyślane i rzeczywiście chyba bardzo naiwne. No, ale ja tylko tak, bo pewnie powinnam zobaczyć film, żeby krytykować...

    P.S. Artysta jest dla mnie też obserwatorem. A obserwator nie ma potrzeby trzymać gaśnicy :)( Zresztą buntownik też nie). Ta gaśnica to jakieś rzeczywiście wyjście ratunkowe z sytuacji, kiedy chyba zabrakło klamry, wieńczącej dzieło. W teatrze kiedyś stosowano w takich wypadkach metodę " Deus ex machina".

  • dioskorides

    Schematyczne to strasznie i tym samym przyciężkie i w sumie niepotrzebne

  • ala_k_b

    A Ty na wakacjach? ... Czytam i popłakuję, bo tęsknię po Tobie... ;)

  • izakow2

    Alu kochana, nie moge sie wciaz zabrac za pisanie! (wakacje, remonty, remanenty i inne). I zaczelam jezdzc autkiem ;-)
    dzieki za pamiec i obiecuje dac cos nowego...

  • ala_k_b

    Wow! To świetnie! :)

    I co, podoba Ci się jazda? Ja też jestem teraz w trakcie reanimacji mojego prawa jazdy tutaj, ale powiem Ci, że po ... latach bycia wożoną wcale mi się nie uśmiecha samej prowadzić. Zagapiam się i w ogóle... ;)

    A teraz idę poczytam o artystkach...
    Uściski,
    :)

  • izakow2

    e tam, ja tez bylam lata wozona, a teraz jezdze z dzika radoscia. A u was to w ogole - drogi szerokie, spokoj, luzik, ech - tylko zazdroscic ;-)

  • Gość: [pz] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    byłem i wiem jak było. Konflikty nie były prowokowane. Nie trzeba było prowokować :)

    nie podoba mi się styl pisania autorki. Troszkę nagięć też się tu znajdzie.

  • Gość: [marcin] *.aster.pl

    Tak się składa, że brałem udział w nagrywaniu projektu jako działacz MW. W rzeczywistości w ciągu trzech zajęć przewinęło się przez naszą ekipę 6 osób (tak na marginesie) i nie bardzo rozumiem pani wątpliwość w naszą prawdziwość. Dlaczego mohery wyglądają pani na moherów, Żydzi na Żydów,lewacy na lewaków, a Wszechpolacy na Wszechpolaków już nie??

    Co do szczegółów produkcji, uczestnikom wmówiono, że biorą udział w warsztatach rzeźbiarskich. Żadna z grup na pierwszym spotkaniu nie zetknęła się z "konkurencją".

    Żmijewski poprosił o narysowanie czegoś co nas wyraża bez zastosowania słów (twierdzi, że język pisany zafałszowuje komunikację - dobre sobie). Po 10 naszych różnych pomysłach, które odbiegały od stereotypu "naziola-kibola", kręcił głową, aż kazał nam namalować Szczerbiec. Na tym koniec.
    Kolejne warsztaty spędziliśmy na wzajemnym niszczeniu swoich prac i absurdalnych dyskusjach. Żmijewski stworzył sztuczne warunki rywalizacji, po czum dumnie ogłosił (oczywiście nie expresis verbis), że dotarł do sedna podziałów społecznych. Podczas spotkań dało się odczuć wyraźny brak koncepcji, pomysłów i dziki opór Ż. przed nieprawomyślną (w jego pojęciu) kreatywnością.

    Proszę zauważyć, że zadanie polegało na stworzeniu graficznego autoportretu,natomiast zarówno grupa Żydowska jak i lewicowa nie wyraziła właściwie nic poza "postymi słowami"

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci