Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wielkie mistrzynie na Documentach w Kassel

izakow2

Czy powinnam wytłumaczyć swoje długie milczenie? Powiem tak: powodów jest wiele i są całkiem prozaiczne.


Mniej prozaiczne jest może to, że wyprawa do Wenecji i Kassel trochę mnie przygniotła. Na razie napisałam o tym, co mnie zirytowało, a resztę trawię i pewnie trochę to jeszcze potrwa.


Bardzo dobre wrażenie zrobiły na mnie Documenta 12 jako cała wystawa. Bo organizatorzy zdobyli się na odejście od sztampy wystawienniczej. Dyskurs tej wystawy jest dyskursem anty-esencjonalistycznym (przy nazwiskach autorów nie są podane kraje pochodzenia, prace poszczególnych artystów są przemieszane, można je znaleźć w różnych miejscach). Ale zarazem dominuje sztuka, którą można wpisać w dyskurs postkolonialny. I choć najbardziej wyróżniają się prace odwołujące się do kultury nie-białego i nie-heteroseksualnego człowieka, to jednak nie jest to wystawa polityczna! Nacisk położony został przede wszystkim na formę. Wydaje się to niezwykle ważne, by spojrzeć na sztukę, pod której adresem stawiano zarzuty, że jest publicystyką czy polityką, własnie jako na sztukę (z całym zasobem formalnym, z bogactwem warsztatu, z osadzeniem w artystycznej tradycji).


A sama wystawa osadza współczesne prace w całej tradycji historii sztuki, pokazuje, w jaki sposób te prace odwołują się do dawnej ikonografii, jak żonglują podobnymi formami obrazowymi (genialna praca Luisa Jacoba, o której napiszę przy innej okazji), jak wciąż nieustannie odbijają się w sobie (ujawnia się tu derridiańska metafora gabinetu zwierciadeł).


Nacisk położony jest na międzyobrazowość, intertekstualność, ale zarazem ta wystawa to wielki pokłon w stronę sztuki współczesnej. Zaś widz zmuszony jest to odgadywania rebusów, poruszania się po wystawie niczym w labiryncie, wychwytywania wątków, których jest wiele i które ze sobą się przenikają.


Na razie wątek pierwszy, który roboczo nazwałam: Wielkie mistrzynie, albo też Heroiny sztuki współczesnej.

 

 

Tanaka Atsuko, Electric Dress, 1956 - to praca członkini grupy Gutai, artystki niekonwencjonalnej, która występowała w tejże niesamowitej sukni z żarówek.


 

 

 

Alina Szapocznikow, Fotorzeźba, 1971 - raczej mało znane (lub nieznane) prace tej jednej z największych polskich artystek. Prace pokazujące niesamowite wyczulenie na formę. Fotografie ukazują formy stworzone z gumy do żucia, odpoczynkowo, eksperymentalnie. "Kreacja leży pomiędzy marzeniem a codzienną pracą" - napisała w odniesieniu do tych prac ta mistrzyni formy.



 

 

 

Mária Bartuszová, rzeźby z lat 1970-87 - to czesko-słowacka (czy prościej: czechosłowacka) rzeźbiarka żyjąca w latach 1936-1996. Trudno oprzeć się skojarzeniu z pracami Aliny Szapocznikow: podobne zmaganie z formą i podobne wrażenie organiczności. Niesamowite prace, do których chce się wracać.


 

Martha Rosler, Hothouse, or Harem, 1972 - dobrze zrobiona lekcja feminizmu, zalew wizerunków kobiecych ciał, wszystkie kobiety są jedną kobietą; John Berger: ona usosabia spojrzenie patrzącego, patrzy dla widza, ona jest dla widza. Ale z drugiej strony jest to przede wszystkim znakomicie wykonany fotomontaż.


 

 

 

Mary Kelly, Love Songs, Sisterhood is Pow..., 2005 - bo kiedy już jesteśmy przy feminizmie, to trudno nie zauważyć, że na wystawie zgromadzono prace najważniejszych feministycznych autorek, jak choćby Mery Kelly. W przypadku tej pracy jest to ironiczny dialog z feminizmem, z jednej strony wskazanie na tytułową siłę siostrzaństwa, a z drugiej - na ograniczenie, zamknięcie w wąskich ścianach małego domku. Plus ironiczne cytaty. Ale wydaje mi się, że jednak jest to przede wszystkim hołd dla feminizmu.


 

Jo Spence, Terry Denett, Remodelling Photo History, 1982 - bo heroiny, to również kobiety zmagające się z własnym ciałem, z własną chorobą, jak Jo Spence, która dokumentowała z całą brutalnością zmiany, jakim podlegało jej ciało na skutek nowotworu piersi. To złamanie kanonów piekna, sposobów widzenia kobiecego ciała, jak w przedstawionym wyżej kolażu Marthy Rosler. A jednak bolesne dla oczu. Mam wciąż problem z patrzeniem na te fotografie...

 


 

Louise Lawler, fotografie 1996 - to mistrzyni fotografii, odwołująca się do tradycji malarstwa europejskiego, korzystająca z niego pełnymi garściami, a przy stosująca odwołania, cytaty do wielkich mistrzów, przetwarzająca ich obrazy na równi z innymi akcesoriami. Mistrzyni smaku.

 

 

 

Zofia Kulik, Wspaniałość siebie, 1997 - znakomita praca Kulik umieszczona pomiędzy obrazami Rembrandta. Genialne! Na otaczających obrazach podobna powaga, hieratyczność pozy i podobne atrybuty, jak we "Wspaniałości siebie". Ale jest coś jeszcze, co porusza. Znakomity dialog pomiędzy tymi pracami, choć byli i tacy, których to zestawienie szokowało... Ale byli i tacy, ktorzy mówili, że na Documentach jest wyjątkowo dużo kobiet-artystek. Trudno bylo mi się z tym zgodzić, nie liczyłam. Faktem jest, że było wiele prac wielkich mistrzyń.

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • ala_k_b

    Iza! Dzięki za ten materiał! Jest fascynujący. :) Wiesz, będę strasznie namolna, ale gdybyś rozwinęła ten wątek postkolonialny to byłoby bardzo ciekawe.

    A propos tej instalacji z domkiem i cytatem - bardzo często go tutaj słyszę od studentek. I bardzo różnie do tego podchodzą. Niektóre traktują to jako część politycznego i rodzinnego dziedzictwa, a inne zupełnie to odrzucają, np. zakładając ultrareligijne rodziny itp. W pewnym sensie to także realizacja haseł feminizmu - wolny wybór; a w pewnym sensie to bunt córek przeciw ideałom matek. Bardzo ciekawa praca.

  • komentatorkabloga

    Oj jak fajnie przeczytac taka notke o mistrzyniach. Jaki power.

  • Gość: [www] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Witam lakonicznie i serdecznie!

    Gorąco zachęcam do czytania i rozpowszechniania moich aforyzmów.
    Wkrótce ukończę również (pełną prowokacji i niesamowitych zdarzeń) autobiografię "PAMIĘĆ I FANTAZJA"!
    Informacje o autorze i próbki twórczości - w Internecie:
    wwwiercioch.blog.onet.pl

    Z AFORYSTYCZNYM POZDROWIENIEM
    dr WWW, filozof-teozof i polityk-satyryk
    www.pracownialogos.com.pl

  • komentatorkabloga

    Ja cie krece. Ludzie to nie maja obciachu.

  • Gość: [antioche] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Nie ze złośliwości, ani nie ze złej woli, ale akurat z miłości do japońskiej sztuki kobiet, pragnę zwrócić uwagę, że Atsuko nie mała wystawy w Zachęcie tylko Yayoi Kusama. Tanaka powróciła do malarstwa i nadal pracuje i jest zdrowa. Pozdrawiam serdecznie. Wiadomo każdemu zdarzyć się może, że prace dwóch artystów zlać mogą się w jedno.

  • izakow2

    Oj! dziekuję za tę uwagę, faktycznie te dwie artystki nalożyły mi sie na siebie. Duzy blad, poprawilam to. Jeszcze raz wielkie dzieki i pozdrawiam.

  • Gość: [as] *.noname.net.icm.edu.pl

    Fotorzeźby Aliny Szapocznikow nie sa "nieznane" wystarczy spojrzec do katalogu artystki, swoja droga gdzies w tym blogu jest informacja że AS nie przeszła mastektomii, to nie prawda, przeszła, co w kontekście wpisu ma zasadnicze znaczenie,
    pozd, as

  • izakow2

    Witam,
    mam wrażenie, ze jednak "Fotorzeźby" były w Polsce mniej eksponowane na wystawach, niż inne rzeźby (takie jak Nowotwory, Zielnik, Lampy i inne). Katalog, w którym są te prace też na pewno nie jest znany szerokiej publiczności.
    Co do informacji dotyczącej mastektomii, to zwróciła mi już na to uwagę Jola Gola. Ja tłumaczyłam się już, że informację czerpałam z książki Piotra Piotrowskiego "Znaczenia modernizmu". Oczywiście dla bycia wierną faktom, ma to znaczenie i dziękuję za tę uwagę. Dla interpretacji tej pracy - nie ma to aż takiego znaczenia, bo w zasadzie ta praca sama mówi o chorobie i śmierci tej właśnie części ciała.
    Pozdrawiam

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci