Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Bestiarium Oli Polisiewicz

izakow2


Już dość dawno temu zachwyciłam się pracami Oli Polisiewicz z cyklu Bestiarium podświadomości (2003-2004). Fotografie (a także film wideo) przedstawiają pozornie bezwładne ciała, którym brakuje głów. Obrazy te rządzą się zasadą dekompozycji, wszystko ulega tu odwróceniu: koszula założona jest na nogi, spodnie na tułów. Ciało jawi się jako przedmiot, a nie podmiot, jest też ciałem bez właściwości: bez płci i wieku.



 

Te prace niepokoją naszą percepcję wzrokową, o której psycholog Rudolf Arnheim pisał, że jej naczelnym dążeniem jest dążenie do równowagi. w wyobraźni zastanawiamy się, jakich przesunięć i odwróceń należy dokonać, by kompozycja zyskała równowagę. Dzieje się tak dlatego, że, jak twierdzi Arnheim, nasze spojrzenie jest dynamiczne – wzrok dąży do nadania obrazowi utraconej równowagi. Można wręcz powiedzieć, że dąży – do „naprawienia” obrazu. Gdybyśmy w wyobraźni mieli przywrócić równowagę tej pracy, musielibyśmy odwrócić: całą kompozycję, ale też dokonać wewnętrznego odwrócenia koszuli i spodni tak by ręce wpasowały się w rękawy, a nogi w nogawki spodni. Może też trzeba by odwrócić prawą i lewą stronę... Trudno zliczyć, ile wizualnych odwróceń musielibyśmy dokonać, żeby mieć do czynienia z kompozycją zrównoważoną.


 

Jest to więc kompozycja, w której równowagi brak, zasadą tych przedstawień jest raczej de-kompozycja. Tyle, że nie jest to wynik błędów artystki, ale efekt świadomej strategii artystycznej związanej ze znaczeniami tej pracy. Tą zasadą rządzą się również pozostałe prace z tej serii.



Na innej fotografii, w wannie z wodą widać nogi odziane w koszulę, pomiędzy którymi pływa karp. Ryba zastępująca głowę wypływa z otworu kołnierzyka koszuli. Tworzy to twór dość przerażający.


Fotografie mogą prowadzić do myśli o śmierci; mówią o pustce po odejściu bliskiej osoby, o „roztrzaskaniu” uporządkowanego świata, ale też w szerszym sensie – o napiętnowaniu śmiercią. Ale można je też interpretować inaczej: wpływająca i wypływająca spomiędzy rozwartych nóg ryba może też kojarzyć się z porodem, dlatego praca staje się metaforą pętli życia.


Może też chodzić o utratę tożsamości, o przepoczwarzenie, przemianę, budowanie na nowo własnego zdekomponowanego „ja”...


Więcej prac oraz moja analiza – w „Merybie. Piśmie mniejszości o kulturze” (cudnie wydanym i bardzo ciekawym).

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • Gość: [m] *.chello.pl

    O, tu rzeczywiście powiew świeżości, choć to prace nienowe i znane. Ale świetne. Tak mocne i zarazem otwarte, intrygujące, że nie są potrzebne tropy interpretacyjne. Może wystarczy dać się ponieść niepokojom, jakiemuś dziwnemu mrowieniu jakie się czuje patrząc na nie. W końcu to bestiarium PODŚWIADOMOŚCI... no i w końcu to sztuka wizualna, więc nie bójmy się po prostu mocy obrazu jako bodźca,, może jest tak, że ten naprawdę dobry już nie potrzebuje ideologii...

  • madri81

    a może chodzi też o niemożność wypowiedzenia się, w końcu ryby głosu nie mają... Gdyby tylko pojawiły się głowy - wraz z nimi zdolność mówienia, wszystko stałoby się bardziej normalne.

  • komentatorkabloga

    moze jakas zabawka blogowa? Zeby sie troche rozerwac: /-) szczegoly na bumelka.blox.pl

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci