Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Jacy jesteśmy (w) "Po Jedwabnem"?

izakow2

Byłam wczoraj na wystawie „History Will Repeat Itself” w CSW. Wychodząc stamtąd, czułam się przytłoczona jakimś dziwnym szumem informacyjnym, rozczarowana tym, że część prac zapowiadało się o wiele ciekawiej w przeczytanych wcześniej opisach, a przede wszystkim czułam się przez prezentowane tam prace zagadana.


Prosto z CSW pojechałam do Zachęty. Oglądając instalację „Po JedwabnemZofii Lipeckiej wszystko inne wydało mi się nieważne.



 

Tu oglądamy siebie, musimy pytać o swój stosunek do ludobójstwa, którego dokonali na Żydach Polacy, słuchając bodaj najbardziej poruszającego i przerażającego fragmentu „Sąsiadów” Jana Tomasza Grossa - świadectwa Szmula Wasersztajna o wydarzeniach w Jedwabnem. Głos czytającego ten fragment Andrzeja Seweryna przedziera się przez trudny do zidentyfikowania, ale drażniący szum (dźwięk samolotu?, odgłos silników?, szum informacyjny?), ale po pewnym czasie w zasadzie już tego szumu nie słyszymy.


Czytając już dość dawno relację Wasersztajna, moja wyobraźnia wytworzyła obrazy nie do zniesienia. To jest tak silne, że nawet po zamknięciu książki, te słowa i obrazy wciąż wracają. Wciąż bolą. I teraz ten obraz wrócił ze zwielokrotnioną siłą. To wytwarzanie obrazów przez naszą wyobraźnię, Elżbieta Janicka w pięknym i poruszającym tekście dotyczącym instalacji Lipeckiej, określa „projekcją mentalną”. Bo te obrazy wydają się całkowicie nieprzedstawialne.


Ale można ustawić lustro, by zobaczyć ich odbicie, reakcję, którą te słowa wywołują w słuchających je osobach, w czytelnikach, w nas. W myśl tej pracy, to my jesteśmy ekranem, na który rzutuje swój obraz nieprzepracowana historia. W pracy Lipeckiej funkcję takiego lustra, ekranu pełni projekcja wideo przedstawiająca twarze różnych osób skonfrontowanych ze świadectwem Wasersztajna.


Filmy wideo wyświetlane są na przeciwległych ścianach (po dwie projekcje na każdej ścianie), wizerunki tych osób co jakiś czas się zmieniają, by wrócić w innym miejscu. Ukazanie emocji odbitych na twarzach kojarzy się z projekcjami Billa Violi.


 

Dwie pozostałe ściany pokryte są lustrami, które zwielokrotniają obrazy, ale także zmuszają nas do porzucenia bezpiecznej pozycji obserwatora. Jesteśmy wciągnięci do środka pracy, wciągnięci w nieskończenie powielające się wizerunki i w ten sposób sami stajemy się kolejnym ekranem.


Przepracowanie problemu rozpoczyna się od jego wysłuchania. Musimy stanąć z nim twarzą w twarz, a zarazem zapytać o swój stosunek do niego, o to, czy chcemy w ogóle uleczenia. Widziałam osoby w Zachęcie, które wchodziły do tego pomieszczenia na krótko, niektórzy rozmawiali ze sobą, śmiali się... Wydało mi się do dziwne. Jakby reakcja obronna, niechęć do otwarcia się na tę pracę? Niechęć wysłuchania?


Powtarzający ten traumatyczny fragment głos słychać było jeszcze długo po opuszczeniu tego pomieszczenia. A swoją drogą zupełną dezynwolturą wystawienniczą wydało mi się umieszczenie wystawy polskich dokumentalistek tuż przy pracy Lipeckiej.


Bo w zasadzie nie da się oglądać tej drugiej wystawy, gdy zza ściany dochodzi wciąż głos Seweryna czytającego to przerażające świadectwo. Wytworzone w wyobraźni obrazy są o wiele silniejsze niż mnóstwo rozdrobnionych przekazów z wystawy o dokumentalistkach. Ich zdjęcia wydają się zupełnie nijakie, miałkie, nieznaczące, co oczywiście jest krzywdzące dla dokumentalistek, ale po prostu sąsiedztwo tej wystawy jest dla nich zbyt przytłaczające. Przekaz pracy Lipeckiej jest tak silny, że powinna być prezentowana w Zachęcie sama.


Ale w gruncie rzeczy ta praca, którą można określić jako podjęcie pracy żałoby, wydała mi się dużo bardziej optymistyczna niż prace przedstawione na wystawie w CSW. Bo tamte mówią, że jesteśmy skazani na symulacje i powtórzenia, ta zaś pokazuje, że historia nie jest tylko medialnym obrazem, że jest także niezagojoną raną, ale tym samym daje szanse na uzdrowienie.



Komentarze (26)

Dodaj komentarz
  • fg2002

    Od niedawna nie wzruszają mnie takie obrazy, bo ich projekcja przekroczyła miare przyzwoitości. I jest zwyczajnym szkalowaniem Polaków. Przecież wśród Żydów też nie brakowało zbrodniarzy, choćby w samym UB, ale nie wypada ich wspominać, bo to antysemityzm. Przecież ich nazwisk nie wymyśla Stanisław Michalkiewicz, to nazwiska prawdziwych zbrodniarzy, zrywających Polakom paznokcie. - To jednostronne krzywienie historii musi wywoływać taką reakcje freemen.d2.cz/texty/jedgeszeft.htm - przecież to zdrowa reakkcja, też oparta na prawdach.

  • izakow2

    No coz, Rownie dobrze moze nie wzruszac zagazowywanie Zydow w obozach koncentarcyjnych. Moze nie wzruszac to, ze w niektorych momentach historycznych niczym nie roznilismy sie od faszystow. Albo to, ze obecnie sa w Polsce ludzie, ktorzy glosza faszystowskie poglady. Moze nic nie wzruszac. To kwestia czlowieczenstwa, a nie narodowsci. Jak slysze/czytam takie komentarze, jak slysze przywolane w komentarzu nazwisko, wstydze sie, ze jestem Polka.

  • fg2002

    Właśnie - to nie kwestia narodowości. Tylko narodowości polskiej - narodowości żydowskiej nie ruszać, bo ona jest iberalles. Żydowskich bandytów nie było.

  • fg2002

    A wzruszać powinno gazowanie nie tylko Żydów i nie tylko w "polskich" obozach koncentracyjnych.

  • izakow2

    Uderz w stół a nożyce się odezwą. Spod dywanu wyłazi antysemityzm.

  • izakow2

    Jest pan u mnie na blogu, co można potraktować tak, jakby wszedł pan do mnie do domu. Więc zaznaczam, że nie życzę sobie tutaj takich tekstów.
    Pisałam o żałobie i tym bardziej jest to niestosowne, co pan pisze. Podobnie, jak niestosowne jest zakłócanie czyjegoś pogrzebu. Więc proszę wybaczyć, ale nie będę z panem dalej rozmawiać.

  • fg2002

    Czyli morde w kubeł? - Czego zabrakło - argumentów czy skromności? - W moich blogach wszystko wolno, nawet antypolakom, bo mnie oni niestraszni.

  • Gość: [tomek kozak] *.lublin.mm.pl

    Powyższa wymiana zdań to nader pouczający obrazek rodzajowy - zderzenie dwóch schematyzmów:

    Z jednej strony prymityw antysemickiego dyskursu, z drugiej - obrażalska, paternalistyczna i w gruncie rzeczy skrajnie ksenofobiczna "kwadratura" politycznej poprawności, która chce dekretować "żałobę" urzędowym, belfersko-dyrektorskim językiem.

    Dyskus tej poprawności jest fatalny - jałowy poznawczo, zamknięty w gorsecie nudnych jak flaki z olejem konwencji myślowych i drętwej frazeologii zaczerpniętej z psychoanalitycznych bryków. Dyskurs ten odbija rzeczywistość dokładnie w taki sam sposób, jak lustro w pracy Lipeckiej - to struktura autoteliczna, zamknięta w bezpiecznym kręgu drobnomieszczańskich wyobrażeń o "stosowności".

    Znamienny jest sposób, w jaki ten język reaguje na rzeczywistość - robi to, jak urażona ciocia, która wyprasza niepożądanych gości ze swojego - he, he - "domu".

  • fg2002

    To co tu zadyskursowałeś, nikomu nic nie powie.

  • Gość: [ww] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    O rany, polscy naziole czytają blogi o sztuce współczesnej, co za postęp!

  • fg2002

    A co - ona tylko dla Żydów?

  • izakow2

    Do Tomka Kozaka - jesli chcesz dyskutowac, prosze bardzo, nikt Ci tego nie broni. Ja nie bede brac udzialu w grze - jak podejmiesz dyskusje - to źle (bo z gruntu jest ona agresywna i emocjonalna, jak u tego goscia), jesli nie podejmiesz - też źle (bo jestes ciotka klotka).

  • Gość: [tomek kozak] *.lublin.mm.pl

    Sprawa jest chyba bardziej skomplikowana. Nie tyle bowiem chodzi o odmowę dyskusji, co raczej o JĘZYK, w jakim ta odmowa zostaje wyrażona. Moim zdaniem to fundamentalna sprawa, ponieważ język Twojej odmowy - nacechowany, wybacz mi to okreśłenie, drobnomieszczańskimi,"salonowymi" emocjami - wskazuje na niepokojące mechanizmy myslowe, odpowiedzialne za fatalne zgola podejście do problemu Zagłady.

    Zaryzykowałbym twierdzenie, że w tekście o projekcie Lipeckiej Twój język, Izo, jest językiem "stosowności" (patrz np.: "Stosowność i forma. Jak opowiadać o Zagładzie?") i jako taki, prowadzi do katastrofalnej, czułostkowo-filisterskiej konwencjonalizacji dyskursu o Holokauście. Zapewne znasz tekst Agnieszki Graff z wyżej wspomnianej książki - casus Wilkomirskiego pokazuje do jakich zafałszowań prowadzą - he, he -"projekcje mentalne".

    Sądzę, że ten sam dyskurs "stosowności" pobrzmiewa w odprawie, jakiej udzieliłaś naszemu bogobojno-antysemickiemu Lechicie. Funeralne metafory, jakimi się posługujesz prowadzą w prostej linii do dekretowania żałoby, wymuszania empatii i odgórnego wprowadzania ciszy cmentarnej. To zaś w prostej linii wiedzie do jakiejś straszliwej poobiednio-salonowej, kontemplacyjnej rytualizacji Zagłady, która sprowadza sie do powielania pustych gestów nie zobowiązującego współ-czucia.

    Ja - podobnie, jak wyproszony z przez Ciebie z domu Polaczyna - ani takiego współ-czucia, ani wzruszenia w obliczu multiplikowanych obrazów obozowych potworności nie odczuwam. Czy powinienem ją odczuwać? Czy jej nieobecność czyni mnie kandydatem na przyszłego siepacza? To kwestia otwarta...
    Przyznam natomiast, że trawi mnie za to (niezdrowa?) CIEKAWOŚĆ - myślę, że to bardziej skuteczny wehikuł poznawczy od empatii pokazowych rytuałów pogrzebowych.

    Tak, czy inaczej, wciąż pozostaje w mocy pytanie o sposób dyskusji z "pałkarzami". Alternatywą dyskusji nie jest bowiem Twoje pełne oburzenia milczenie. Może nim być np. lecz kij bejsbolowy - moim zdaniem to całkiem zacne narzędzie, pytanie tylko czy optymalne i rzeczywiście skuteczne. Tak więc nie stoimy wcale przed zagadnieniem: rozmawiać czy milczeć, lecz przed icałkiem nnym wyborem - dyskutować czy batożyć...

  • mcwal

    "Tu oglądamy siebie, musimy pytać o swój stosunek do ludobójstwa, którego dokonali na Żydach Polacy, słuchając bodaj najbardziej poruszającego i przerażającego fragmentu Strachu Jana Tomasza Grossa - świadectwa Szmula Wasersztajna o wydarzeniach w Jedwabnem"
    No sorry, ale ja w "Strachu" relacji Wasersztejna nie znalazłem.
    Wasersztejn Szmul (pisownia przez e) wymieniony jest w Strachu na strt 229 i 309.
    W pierwszym fragmencie Grosss pisze:" Mnie samemu zajęło parę lat, aby przyjąć do wiadomości relację Szmula Wasersztejna i zrozumieć, co tam się stało."
    W drugim:"... ten mrożący krew w żyłach"Jurek" Laudański czy "Jerzyk" Tarnoczek z relacji Szmula Wasersztajna ozbrodni w Jedwabnem..." tu pisownia przez "a", więc, która jest poprawna? nie wiem.

  • izakow2

    Oczywiscie chodzi o Jedawabne i o "Sasiadow", a nie o "Strach".
    Przepraszam, moja omylka - juz poprawiona. Relacja Szmula Wasersztajna.

    Co do kwestii dyskusji, o ktorej pisze Tomek Kozak - chyba nie bardzo rozumiesz, czego dotyczyla odmowa.

    Te komentarze byly napastliwe, zaczepne i agresywne. I nie zakladaly w ogole mozliwosci dyskusji. Wiec szkoda czasu i energii, zeby "gadac po proznicy", a nawet chocby po to, by machac kijem bajsbolowym.

    Prawde mowiac, ja tez nie mam przekonania do "dyskursu zalobnego", a juz zwlaszcza do kategorii stosownosci.
    I oczywiscie, ze dyskurs zaloby jest bezpieczny czy wrecz konformistyczny.
    A co ja niby robie? Pisanie bloga jest super bezpieczne i wygodne.

    Akurat w tym przypadku, czym innym jest kwestia stosownosci w mowieniu o Zagladzie, a czym innym kwestia poradzenia sobie z wlasnymi winami czy przyjecia chocby tego, ze nasza historia daje nam nie tylko powody do dumy, ale wrecz odwrotnie.

    Ciekawi mnie problem poradzenia sobie Polakow z wlasna zbrodnia, wlasnym antysemityzmem, ksenofobia. Mozna zaprzeczac i udawac, ze tego nie bylo (mowiac np. o "zydowskich zbrodniarzach"), mozna przechodzic obojetnie, a moze jednak nalezy probowac "odprawic pochowek".

    Choc oczywiscie, beda to jedynie gesty symboliczne, bezpieczne, pseudonakowe, czy niby psychoanalityczne dyskursy z brykow (tak to jakos szlo).
    Ale niby jak inaczej?

  • mcwal

    Gross w "Upiornej dekadzie" na str.59 apeluje: " Wypowiem to jeszcze inaczej: czyż nie jest aby tak, że powinniśmy czym prędzej złapać za połę bliskich nam ludzi z pokolenia rodziców i dziadków, by im zadać pytanie: Gdzie byłeś, co robiłeś, kiedy w twojej miejscowości mordowano Żydów?"

    Ja zapytałem. Pytanie było w zasadzie bezpieczne, Matka w chwili wybuchu wojny miała 6 lat, Ojciec 7.
    Ale był i element niepokojący: obydwoje pochodzili z kieleckiego.
    Co usłyszałem?
    Matka: "W wojnę to straszna bieda była,butów nie miałam, a sukienkę jedną, a Dziadek to strasznie dupowaty był, nie mógł to po Żydach jakichś rzeczy przywieźć ?"
    Ojciec:"Za wiele nie wiem, bo mnie to nie interesowało, ale ze dwa, trzy razy, biegałem, z kolegami, w pole, trupy oglądać, mówili że żydowskie."
    No i mam problem!
    Czy moja Matka była antysemitką?, w wieku lat sześciu, a może Babcia?, co dupowatemu Dziadkowi głowę suszyła, że taki niezaradny, a może koleżanki mojej Matki?, w nowych butach i sukienkach, takie śliczne i już od niej bogatsze?
    A Ojciec, no cuż trup to zawsze atrakcja, szczególnie jak się ma 7 lat. "Malowany ptak" dla dupowatego Dziadka.
    Ale mam dużo szczęścia, mogłem przecież usłyszeć: "A tak Dziadek nawiózł ubrań, mebli, i nam trochę lepiej w tej biedzie było."
    Albo:"Był taki jeden, zarośnięty i brudny, w stodole, a później to leżał na polu, zabity."
    Więc ja mam szczęście, to nie moi Dziadkowie przywozili ubrania (łachy), nie mordowali i wywozili w pole trupy.
    Ale jak nie Oni, to kto?
    Inni, zawsze inni, Polacy to my, inni to zawsze nie my, to motłoch, margines, degeneraci.
    Tak się zastanawiam w którą wersję uwierzycie, w tą opowiedzianą przez moich rodziców, czy tą, którą ja wymyśliłem.
    Pytać dalej już nie mogę, obydwoje zmarli w 2005r.
    Jeśli możecie to pytajcie, może ktoś wam odpowie.
    Pankowski mówi:"Nie ma żydów."
    I już więcej powiedzieć nie może, On pamięta że byli, nieważne, a raczej bardzo ważne co mu odpowiada kolega z młodości:" A tak nie ma, to świetnie."
    Sierakowski mówi:"Żydzi, Rodacy, przybywajcie."

    Czy jesteśmy gotowi, stanąć i powiedzieć "Żydzi,Rodacy!"

    Do tej pory to mówiliśmy "problem żydowski".

    Przeczytałem tekst pod linkiem podanym przez fg2002, zgadzam się z twierdzeniem że:
    "Może nim być np. lecz kij bejsbolowy - moim zdaniem to całkiem zacne narzędzie, pytanie tylko czy optymalne i rzeczywiście skuteczne. "
    Skuteczne, całkiem skuteczne, a o czym są "Sąsiedzi", o czym jest "Strach", jak nie o skutecznym użyciu zacnych narzędzi.

  • fg2002

    O curwa, ale kyrk.

  • izakow2

    Koles, a ty masz w ogole jakies argumenty oprocz obrzucania blotem, tudziez rzucania miesem???

  • krytykant.blogspot.com

    Iza, prosiłaś o info odnośnie mojej odp. na Twój komentarz u mnie. nie jest duży, ale jest.
    jakby co, to masz na dole po prawej taki znaczek "RSS-komentarze". Klikasz i możesz śledzić komentarze danego wątku - będą przychodzić Ci na mejla. Tak samo wpisy. To chyba jest tez możliwe na blogu (tzn. na wpisy na pewno, ale na komentarze pewnie też)
    pozdrawiam!
    K

  • izakow2

    Kuba, pisalam dzisiaj, ze jest juz czytelnie, jak bedzie znowu jakis problem - dam znac.
    pozdr

  • takiadres

    Do krytykanta - wiadomości rss nie przychodzą na maila, tylko są odbierane przez czytnik rss, który może znajdować się w tzw. "kliencie" poczty (np Outlook, Thunderbird itp), może też być wbdowany w przeglądarkę (polecam tu Operę, Firefox też to ma, ale Opera lepszy; jak najnowszy Internet Explorer - nie wiem) lub być osobnym programem.
    [a="pl.wikipedia.org/wiki/RSS] więcej[/a]

  • takiadres

    Do krytykanta cz.2 - wpisy i komentarze też! i to od całkiem dawna, a w przypadku blogspot masz też do wyboru obok rss także wiadomości w formacie atom
    przepraszam za ten komentarz nie na właściwy temat

  • krytykant.blogspot.com

    a, dzięki :-)
    mi przychodzą na Thunder., więc w skrócie napisałem - mejla. sory.
    pozdr
    K

  • Gość: [qwerty] *.chello.pl

    w temacie w sumie aktualnie ancity.blogspot.com/

  • takiadres

    to ja przepraszam, zabrałem głos tak gwoli ścisłości, ale to szczegóły, nie ważne...

  • Gość: [konkret] *.ump.edu.pl

    To jeszcze nie dotarło do świadomości,ze Wasersztejn żadnym świadkiem wydarzeń w Jedwabnym nie był ?
    Zatem głos Seweryna miał tak działać na słuchająych , czy wytwór ubeckiej wyobraźni ?

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci