Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Druty kolczaste, cz. 2, Rodde i Cantor

izakow2

Pisałam jakiś czas temu o wystawie Christopha Roddego w Galerii Wozownia w Toruni. Teraz Rodde pokazuje swoje prace w galerii Szyperskiej w Poznaniu. Wystawa znowu niezwykła, poetycka, efemeryczna. Takie haiku o historii miasta (jest tu ratusz, jest mykwa i inne wodne odwołania naprowadzające na znaczenia poznańskiej synagogi-pływalni).


Ale nie będę pisać teraz o tej wystawie. Jakiś czas temu jechałam pociągiem z jej kuratorem, Tadeuszem Żuchowskim, który opowiadał mi o innej pracy Roddego – drucie kolczastym zrobionym z jedwabiu, o misternie zaplecionych poszczególnych fragmentach drutu...



 

Miałam wrażenie, że musiałam już to wcześniej widzieć, a jednak nie. Niemożliwe.


Może to ze względu na temat, przecież też jakiś czas temu pisałam tu o drutach kolczastych.


Bo w jakimś sensie weszły one do ikonografii. Stały się łatwo rozpoznawalnym emblematem. Z jednej strony są symbolem zła, odsyłającym do najgorszych wyobrażeń, do tragedii Zagłady, ale z drugiej – są elementem estetycznym. Są jednym z elementów kultury.


Przy okazji tamtego wpisu, zastanawiałam się jak traktować to, że w zasadzie Zagłada stała się jednym z elementów kultury. Co to znaczy? Jak to się ma do przypominanych zwykle przy tym temacie (i chyba za często) rozważań Adorna o etycznym obowiązku poezji (sztuki) oddania sprawiedliwości ofiarom Zagłady? Ale może Adorno, który ujął to w formie pytania: ‘czy możliwe jest pisanie wierszy po Auschwitz?’ sam się zapętlił? Może dostrzegł paradoksalność tego problemu.


Przedstawienie wymusza odrealnienie i przyjęcie pewnej estetycznej konwencji. Jak dalece sięga to odrealnienie? Czy możliwe jest odrzucenie złowrogich skojarzeń? Czy można oswoić zło? Czy można wyleczyć się z własnej posttraumy? Czy można uciec od konieczności ciągłego wracania do tego tematu? Do wracania, które można określić jak wręcz neurotyczne?


Może sposobem jest medytacja, może przepracowanie? Wydaje mi się, że Rodde, w jakimś sensie neurotyk właśnie, który wciąż powraca do tematu Zagłady, próbuje dokonać takiego przepracowania.


Ale czy to możliwe, żeby druty kolczaste, były, jak w jego pracy, miękkie, przyjemne w dotyku, wręcz pieszczotliwe?


W końcu przypomniałam sobie, dlaczego myślałam, że widziałam już tę pracę. Widziałam podobną na blogu u Magdy Ujmy. Magda opisywała swoją niezwykłą włoską podróż. O pracach Mircei Cantora, które oglądała w Galerii Magazino w Rzymie, nie napisała zbyt pochlebnie.



 

Jedna wydała jej się ciekawa. To "Chaplet" (2007): namalowany na ścianie jednego pomieszczenia drut kolczasty, jakby przecinający to pomieszczenie, realistyczny z daleka, z bliska odrealniony, ale, w jakimś sensie, zindywidualizowany, uczłowieczony, bo stworzony z odcisków palców wykonanych tuszem na ścianie.



 

To znowu jakieś niemożliwe połączenie. Próba oswojenia? Udźwignięcia tematu? A może jednak tylko element estetyczny? Artystyczna symulacja?

 

 

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • Gość: [tomek kozak] *.lublin.mm.pl

    Wydaje mi się, że fragment Adornowskich "Rozważań o metafizyce" jest nieustannie przeinaczany. Otóż podkreslic należy, że Adorno, NIE zastanawiał się wcale nad tym, czy po Oświęcimiu mozliwe jest pisanie wierszy, innym słowy, czy mozliwa jest kultura. Jego pytanie jest znacznie bardziej radykalne, a mianowicie - czy po Auschwitzu możliwe jest ŻYCIE? Zdanie o poezji było wielokrotnie wyrywane z kontekstu, a jego sens przeinaczany, dlatego ponizej pozwalam sobie przytoczyć fragment odnośnego akapitu z "Dialaktyki negatywnej":

    "Wciąż trwające cierpienie ma takież prawo do ekspresji, jak maltretowany do krzyku; dlatego raczej mylny byłby sąd, że po Oświęcimiu nie można juz napisać żadnego wiersza. Nie ma jednak błędu w mniej kulturalnym pytaniu, czy po Oświęcimiu można jeszcze żyć, a zwłaszcza, czy ma do niego pełne prawo ten, kto przypadkowo Oświęcimia uniknął, a w zasadzie powinien być stracony. Jego dalsze życie wymaga już chłodu, podstawowej zasady burżuazyjnej subiektywności, bez której Oświęcim nie byłby możliwy: drastyczna wina oszczędzonego. W odwecie nawiedzają go sny w rodzaju tego, że już nie żył, że został zagazowany w 1944 r. i że swą dalszą egzystencję prowadził jedynie w wyobraźni, jako emanację obłąkanego życzenia człowieka zmordowanego przed dwudziestu laty" (s. 509).

  • Gość: [qwerty] *.chello.pl

    mnie to absolutnie nieprzekonuje (wcześniejsza Woodman -ok. )
    czy przez fakt że jakaś instalacja jest minimalna w formie( co nieznaczy że została najlepsza cząstka po takim odarciu z szat estetycznych ) musi odrazu być efemeryczna ?!ta praca raczej taką niejest .nie dźwiga ciężaru tematu według mnie i pusta ilustracja zostaje.w bebechach dla niewprawionego odbiorcy można ukryć braki,przy tak minimalnym działaniu jest to niemożliwe.jestem na -nie.
    pozdrawiam

  • takiadres

    Zmarł i pogrzebion jeden z moich ulubionych artystów - Stanisław Zagajewski. Pomyślałem, że warto o Nim wspomnieć.

  • Gość: [kaszel] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Zapraszam na bloga o streetarcie:
    kaszel.blogspot.com

  • kamil.g

    Koniecznie napisz o tej poznańskiej wystawie Roddego! Bo ta pływalnia miejska to naprawdę wyjątkowe miejsce - straszne, dziwaczne, amnezyjne, przerażająco zwyczajne.
    .

  • izakow2

    No tak, napisalam juz artluka, bo zamowili u mnie tekst. Wyjdzie niedlugo. Zajmuje sie tez "Plywalnia" Jakubowicza i wtedy bede pisac wiecej

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci