|
Blog > Komentarze do wpisu
Koszmary historii i inne paradoksy
Słysząc różne relacje o
filmie Yael Bartany „Mary Koszmary”, wydawał mi się jednoznaczny, ideologiczny,
może zbyt prosty. A z drugiej strony bardzo ciekawie o tym filmie napisała
Kasia Bojarska.
Ale trudno mieć opinię w
oparciu o to, co się zasłyszało. Dzisiaj obejrzałam „Mary
Koszmary” na pokazie w poznańskim Zamku organizowanym przez „Krytykę Polityczną”.
To chyba jakiś maraton. W zeszłym tygodniu przez kolejne dni były wyświetlane
filmy Żmijewskiego. No i dobrze, bo to miasto
jest dość nudne i wreszcie coś się dzieje! Ale wracając do filmu,
jest bardzo interesujący, ale i przedziwny. Niejednoznaczny, a nawet denerwujący.
W pierwszym momencie wydaje
się, że Sierakowski woła do Żydów wyrzuconych z Polski w 1968 roku: „Wracajcie!”.
Ale zaraz mowa jest o 3 milionach Żydów. „Żydzi! Rodacy! Ludzie!
Luuudzieee!!!!! Myślicie, że ta stara kobieta, która wciąż śpi pod pierzyną
Ryfki, nie chce was widzieć? Zapomniała o was? Mylicie się. Ona śni o was
każdej nocy. Śni i drży ze strachu. Od tej nocy, kiedy was już nie było, a jej
matka sięgnęła po waszą pierzynę, nawiedzają ją mary. Mary - koszmary. Tylko wy
możecie je przegnać. Niech przy jej łóżku staną trzy miliony Żydów, których
zabrakło w Polsce, i przegonią w końcu te zmory”. Chodzi więc o duchy – duchy ludzi, którzy nie doczekali się godziwego pochówku. To właśnie prochy tworzą napis, że 3 miliony Żydów może uratować Polaków. ![]() A wszystko odbywa się w niemal socrealistycznej konwencji. Sierakowski jako młody działacz lewicy, otoczony przez harcerzy z czerwonymi chustami, wygłasza z przejęciem swą mowę, a dzieje się to na opustoszałym, smutnym Stadionie Dziesięciolecia, stadionie, który przypomina cmentarz, a gdzieś do góry toczy się normalne (handlowe) życie. Wszystko jest tu jakieś
nieadekwatne, porządki i czasy są pozamieniane. Dla mnie to utopijna opowieść o przeszłości (utopia dotycząca utopii?). Cofamy się wraz z tym filmem w przeszłość, ale przeszłość
zmienioną, przeszłość, która wydarza się teraz. Film mówi o tym, co mogło
się wydarzyć, a się nie wydarzyło, o tym, że lewica mogła być niewinna, a nie
była, o tym, że można było przepracować traumatyczną przeszłość, a nie udawać,
że jej nie było, że można było odmienić myślenie, odejść od rachunków
narodowych krzywd, zamiast zaostrzać konflikty i wyrzucać z Polski Żydów. A teraz my, jeśli nie
przepracujemy tej przeszłości, nie będziemy mogli budować przyszłości. Przeszłość wciąż się za
nami ciągnie, wciąż uwiera, z szafy wyskakują szkielety, a spod dywanu wyłażą
brudy. Jak np. antysemityzm.
Ktoś mi tu wmawiał niedawno na blogu, ze w Polsce nie ma antysemityzmu. Nie ma?
Jest tylko odwieczna mowa, ile to polski naród wycierpiał krzywd, jak bardzo
realizowane są żydowskie interesy, że wszyscy uwzięli się na biedną Polskę i
czego to się teraz młodzież uczy. Młodzież nie powinna takich filmów oglądać! –
stwierdził pan obecny na widowni otoczony przez grupkę młodych narodowców. Jedna
z dziewczyn obecnych na widowni trzeźwo zauważyła, że my nie ma za bardzo
możliwości, by z takimi argumentami w ogóle dyskutować. Że jesteśmy wobec nich
bezradni. Ja miałam coś takiego na
blogu, przy okazji pracy „Po Jedwabnem” Zofii Lipeckiej. Będąc bezradna wobec swego
rodzaju „mowy nienawiści”, którą reprezentował jeden z komentatorów na blogu,
grzecznie przeprosiłam, że nie będę rozmawiać. Może i głupio zrobiłam, co zarzucał mi jeden artysta. Ostatnio ukazał się
Manifest Archiwum Etnograficznego, odbyła się dyskusja w CSW, o której też ostatnio
pisałam. Pojawił się tam argument, że sztuka ma bezpośredni wpływ na rzeczywistość
społeczną. Film „Polak w szafie” Artura Żmijewskiego opowiadający o traumie
etnografów w związku z mieszczącym się w katedrze sandomierskiej obrazem ukazującym
rytualny mord dokonywany przez Żydów. W manifeście stwierdzono, że film miał same dobre skutki,
m.in. „realny wpływ na sytuację w mieście, wyrażający się m.in. w kościelnej
decyzji o zasłonięciu obrazów w Katedrze (pod pozorem ich konserwacji)”. No i tu jest pies
pogrzebany. Bo mam wątpliwości, czy to zasłonięcie ma same dobre skutki. Czy
ulecza sytuację w Polsce związaną z, może nawet nie antysemityzmem, ale ze
swego rodzaju Żydo-fobią? Czy rzeczywiście leczy i kogo leczy? Nas (odbiorców)
pewnie tak, oto mamy uspokojone sumienie, że wreszcie zakryto ten wstrętny
obraz. Jesteśmy uspokojeni. Prawda jest po naszej stronie, ona zwyciężyła.
Tylko, czy czasem, nie okazujemy w ten sposób poczucia moralnej wyższości? Ci,
inni są nieważni, nieistotne, co myślą i co mówią. Ich problem rozwiązujemy w
ten sposób, że skazujemy ich na milczenie. Tak, ja też wykopałam
tego antysemitę z mojego bloga. Ale wychodzę z założenia, że mój blog jest
miejscem prywatnym. Ale, co dzieje się wtedy, gdy ucina się dyskusję w miejscu
publicznym, bo dyskutować nie ma sensu? Bo nie ma! Jesteśmy kompletnie
bezradni, nie chcemy tego słuchać, w tych wypowiedziach jest mnóstwo przemocy. No,
ale znowu, na pewno nie raz to słyszeliśmy, od starszych wujków, znajomych
dziadków. Ale, czy można tych starych ludzi zmienić? Pewnie i nie. Wyjść? Ja
raz wyszłam z imienin, mówiąc, że nie będę siedziała przy jednym stole z osobą
o faszystowskich poglądach. Niepotrzebne emocje. Nie ma dobrego rozwiązania. Ale
niekiedy, podsycamy jeszcze ich fobię. Bo wiem dobrze, jako
historyk sztuki (tudzież historyczka), że zasłonięty obraz ma jeszcze większą
siłę oddziaływania, niż niezasłonięty. Więc ten rzekomo dobry skutek, a więc akt
zasłonięcia obrazu jest tak naprawdę zamieceniem brudów pod dywan jeszcze
głębiej, a nie – ich wymieceniem. Bez jakiegokolwiek przepracowania problemu
wśród miejscowych ludzi, ich fobia będzie jeszcze większa. Oczywiście pytanie,
kto miałby przepracować? Wydaje się, że najwięcej miałby tu do powiedzenia
Kościół, który woli przemilczeć, niż przepracować. Bo, czy właściwie Kościół
rozliczył się z podsycania antysemityzmu, co myśleli jego przedstawiciele o
tych obrazach, o legendach o krwi, o ukradzionych przez Żydów hostiach (tu akurat
przeskakuję z Sandomierza do Poznania). Gdzie właściwie kryje się ten diabeł? Ludzie są dość mocno
poranieni. Inny, obcy jest często łatwym wytłumaczeniem dla naszych krzywd, bo
inaczej ciężko jest żyć. Ale, należy uważać, bo
strasznie łatwo jest napiętnować tego, kto sam piętnuje i wpaść w błędne koło
wykluczeń i nienawiści do Innego, tudzież jego uciszania, odmawianie mu prawa
głosu i możliwości reprezentacji. Nie wiem, czy jest jakieś
wyjście z sytuacji. Chyba jedynie wejść (symbolicznie) w przeszłość, by ją
uleczyć dla przyszłości. Ale to znowu jest ogólnik, albo i wręcz złudzenie. A może film Bartany ukazuje
przede wszystkim utopijność naszej wiary w to, że przepracowanie historii
wszystko załatwi. Że zaleczy nasze rany. Że wymiecie kurze spod dywanów.
Podczas, gdy tak naprawdę będą one wciąż zamiatane coraz głębiej... A zatem nie wiara w utopie, które wiemy jak się skończyły (tu najbardziej znaczącym symbolem jest właśnie pusty Stadion Dziesięciolecia), ale czujność wobec siebie, odrzucenie pychy, ale i pogodzenie się z duchami we własnym domu, tudzież ze swoim własnym Innym. P.S. A życie dopisało do tego wpisu obrzydliwy komentarz. Chodzi mi o koszulkę jednego z łódzkich piłkarzy z wulgarnym antysemickim napisem. Polski antysemityzm jest tym, o czym wreszcie trzeba zacząć rozmawiać! wtorek, 29 kwietnia 2008, izakow2
Komentarze
2008/04/30 19:05:10
"Film Polak w szafie Artura Żmijewskiego opowiadający o traumie etnografów w związku z mieszczącym się w katedrze sandomierskiej obrazem ukazującym rytualny mord Żydów."
Może się czepiam, ale jest jakaś niezręczność w tym zdaniu, to nie Żydzi są mordowani, na tym obrazie, oczywiście. 2008/05/01 10:58:07
Dziękuję za czujność. Znowu był to skrót myślowy. Poprawiłam. Pozdrawiam serdecznie
2008/05/02 15:50:26
gpkt.wordpress.com/2008/05/01/tajemnica-gracjana-r-wywiad/
Gracjan Roztocki zdradza swoje sekrety
Gość: qwerty, chello089076199105.chello.pl
2008/05/02 17:51:45
Gracjan fajny gość..zastanawiam się tylko ile z tego polskiego kontekstu i całej tej historii rozumiała Yael Bartana robiąc ten film ,to mnie zastanawia
|
|
Czeka mnie podobna sytuacja. Kolejny facet mojej siostry, jak wynika z jej przebaknięć - rasista, faszysta, wielbiciel militaryzmu, antysemita, homofob. Nie mam nic przeciwko Murzynom, ale asfalt powinien znac swoje miejsce - takie teksty wyglaszane ze smiechem, ze niby to zart, ale cos w tym jest, o czym wszyscy przeciez wiem, prawda? Szykuje sie impreza z jego udzialem, poznamy sie osobiscie. Wyjscie nie jest dobra metoda, chyba trzeba bedzie dyskutowac i trzymac emocje w ryzach.