Blog Izy Kowalczyk o sztuce strasznej i wstrętnej, czyli o moich ulubionych pracach artystycznych i nie tylko
Blog > Komentarze do wpisu
"Zmurzynienie" Tomka Kozaka

Praca Tomka Kozaka „Zmurzynienie” (2006) wywołała swego czasu sporo kontrowersji. Pojawiły się nawet głosy, że jest rasistowska.


Artysta sam mówi, że chciał obudzić demony tkwiące w naszej (zbiorowej) wyobraźni: punktem odniesienia są teksty dwóch pisarzy - Polaka i Niemca - którzy tuż po II wojnie światowej posługiwali się tą samą metaforą po to, by opisać pobojowisko i zdiagnozować krach europejskiej kultury. Chodzi tu o dzienniki Ernesta Jüngera - kapitana Wehrmachtu, oraz nowele i wiersze Tadeusza Borowskiego - byłego więźnia obozów koncentracyjnych. Ci dwaj wybitni pisarze wykreowali w tym samym czasie -niezależnie od siebie - ten sam symbol upadku zachodniej cywilizacji. Tym symbolem była figura Murzyna.

Fotomontaże z tej serii ukazują ruiny naszej cywilizacji (a może ruiny wyobraźni?).

Odwołują się do figury innego, dzikiego, kanibala, który pojawia się na tych ruinach i zgliszczach.


Określenia „kanibalizm” zostało pierwszy raz użyte przez Kolumba dla nazwania „barbarzyńców” oddających się praktykom jedzenia ludzkiego mięsa. Zygmunt Bauman za Claudem Levi-Straussem powiada: „Kanibalizm” szybko stał się definicją i dowodem barbarzyństwa barbarzyńców.  W ten sposób pojęcie to stało się narzędziem kolonizacji „Innego”, wobec którego my – ludzie nie zjadający swych wrogów mogliśmy się określić jako cywilizowani, jako nie-barbarzyńcy. Skoro je uknuliśmy, dotyczy więc ono bardziej nas samych. Jest naszym konceptem i jako takie mówi właśnie o naszej kulturze. Wciąż pojawia się jako figura tego, co w ludzkiej naturze określamy jako dziką, nie-ludzką stronę człowieka, jako bestię, monstrum. Poprzez odcięcie się od tego, definiujemy nasze człowieczeństwo, możemy je potwierdzić i – w co wierzymy – udowodnić. Ale zarazem jest to moment, kiedy kolonizujemy Innego, przykładamy do jego zrozumienia nasze miary, pojawia się on tylko jako antyteza nas samych, udowadniając naszą wyższość.


Czy nie chodzi więc o wydalenie innego na zewnątrz, o pozbycie się swojego własnego abiektu?

To, co mnie też fascynuje w tym projekcie, to również jego urzekająca wizualność (obraz katastrofy jest tu obrazem pięknym, popychającym nas do czerpania estetycznej przyjemności).

I znowu – czy nie jest to reguła, jeśli chodzi o naszą potrzebę oglądania zła, katastrof, masakry? Dlaczego pożądamy takich obrazów? Ale, z drugiej strony, chcemy jednak widzieć innych, a nie siebie jako ofiary. W projekcie Tomka, następuje delikatne przesunięcie. To symboliczni inni są symbolicznymi zwycięzcami.


No i druga sprawa – poruszanie się po terenie niebezpiecznym, sięganie po metafory sprzeczne z poprawnością polityczną... Tego typu zabiegi stosowane w sztuce rodzą zawsze konsternację i niepokój. Ale wydaje mi się, że właśnie o to w tym projekcie również chodzi. O zadanie sobie pytania – jacy jesteśmy? Pozbyliśmy się pewnym szkodliwych nawyków, wypleniliśmy z języka dyskryminujące pojęcia. Ale czy faktycznie pozbyliśmy się ich z naszej wyobraźni?

środa, 24 września 2008, izakow2
Komentarze
Gość: cocarta, 158.75.34.10*
2008/09/26 11:17:01
cocarta.pl artystyczny serwis społeczności internetowej CSW w Toruniu

Tworzysz sztukę? Załóż konto i publikuj swoje prace.
Interesujesz się sztuką? Oglądaj, oceniaj i komentuj niezależną twórczość w internecie.

Przy nowo otwartym Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu powstał serwis społecznościowy, który stanowi platformę komunikacyjną i internetową galerią dla wszystkich osób działających artystycznie, zarówno amatorsko, jak i profesjonalnie.

Cocarta to pierwszy w polskojęzycznym internecie serwis dla artystów stworzony przez publiczną instytucję kultury.

Zapraszamy do uczestnictwa...
www.cocarta.pl
www.csw.torun.pl
-
Gość: , nat-dz2-1.aster.pl
2008/09/26 12:22:06
Dziwnie łagodni i spokojni są ci "dzicy".Wchodza i w naturalny sposób przejmują wymarłą cywilizacje jakby zawsze byli w niej obecni. Zagłada to nie koniecznie pustka. Ładne, ale nie koniecznie straszne.
Straszna jest natomiast Yoko Ono! Dziwne że o niej nie piszesz. Byłem, widziałem i nie mogę uwierzyć ,że wciąż epatuje stylistyka lat 70-tych!
Mam taka obserwację z wernisażu: Kilka setek ludzi przyznających się do bliskiego kontaktu ze sztuka 'wysoką', naznaczonych indywidualizmem- ekscentrycy bardziej lub mniej trendi,w takiej masie staja sie banalni i nieciekawi zwłaszcza z plastikowymi kubkami wypełnionymi piwem w dłoni. Wiem że sie czepiam bo nie strój świadczy o człowieku - mówię o całej dość komicznej sytuacji: Yoko Ono:+ zamek ujazdowski+ ekscentrycy+piwo
-
2008/09/26 13:33:02
Nie piszę, bo nie byłam. Nie mam ciśnienia, by gonić za wszystkim, co jest na topie. Wielkie nazwiska też nie bardzo robią na mnie wrażenie. Mój blog nie jest blogiem z cyklu "news". Wolę pisać nawet o starszych pracach, które mnie nurtują, są niejednoznaczne, wywołują niepokój, itp. A z tego, co piszesz, nie mam specjalnie czego żałować, że nie byłam :-) Zresztą nie lubię tej atmosfery, o której piszesz. Pozdrawiam
-
Gość: przystojniejszodsasnala, 209-6-236-114.c3-0.smr-ubr2.sbo-smr.ma.cable.rcn.com
2008/09/26 21:13:14
Nie posądziłbym Kozaka o rasizm, ale o brak wyczucia. Na świecie (jego cywilizowanej części) takich rzeczy się nie robi niezależnie od kontekstu i warstwy teoretycznej.
Kozak używa wizerunku Afrykanów, w taki a nie inny sposób, bo nie ma świadomości jak delikatne są uwarunkowania kulturowe i historyczne w kontekście rasy (głównie białą i czarną ze względu na historię niewolnicwa, apartheidu i segregacji rasowej). W Polsce nie ma "Murzynów", więc takie traktowanie wizerunku uchodzi na sucho w naszym rasowo ignoranckim społeczeństwie.
Ruiny na obrazach Kozaka są ruinami XIX wiecznych budynków neoklasycystycznych. Czy adresatem jego sztuki ma być więc XIX wieczny kolonizator? Jak ma się czuć potencjalny XXI wieczny odbiorca tej pracy, jeśli miałaby ona być pokazana w Kenii, czy Nowym Yorku, gdzie co drugi gość galeryjny jest "murzynem"? "Murzyn", przypominam, jest określeniem obraźliwym, tak jak w jęz. angielskim określenie "nigger", które nawet w USA zostalo zdelegalizowane w strefie mediów publicznych. Bez względu na to, w jaki sposób osoba biała mówi o rasie (używa rasy), samo mówienie o niej (używanie jej) PRZEZ OSOBĘ BIAŁĄ jest kulturowo niebezpieczne. Dlaczego? Dlatego, że każde ustosunkowanie się osoby białej do problemu rasy odbywa się z pozycji oprawcy i nic nie jest w stanie wpłynąć na ten układ nawet po stu latach.
-
2008/09/26 21:35:34
Przystojniaku ;-)

Masz rację, że byłoby ciekawie pokazać te pracę w NY.

Ale mam problem z tym, co piszesz, taki, jak często miewam przy płciowym określaniu prac. Praca kobiety bywa odczytywana jako dekonstruujaca pewne schematy i stereotypy, ale taka sama praca stworzona przez mezczyzne bedzie odczytana jako dyskryminujaca, i na odwrót. Please! To jest wlasnie dyskryminacja. Zakladanie, ze musimy kogos chronic, bo byl przez kulture dyskryminowany, jest slabszy, itp.???

Gdbyby te prace zrobiła osoba pochodzenia afroamerykańskiego (in. gdyby rzeczony Kozak byl afroamerykaninem), zostałoby to odczytane jako praca na temat wizerunku osoby czarnej (wyobrazenia owego dzikiego) w kulturze europejskiej, a wiec tak jak wg mnie te prace mozna czytac.
Sama widzialam na ubieglorocznych Documentach sporo prac odwolujacych sie wlasnie do tego wizerunku (n.in. K.J. Marschalla).

Chociaz oczywiscie, masz sporo racji, wskazujac na problem wlasnego ulokowania: kto i z jakiej pozycji mowi. Tyle, ze tak jak napisalam, dla mnie, wymog ochrony dla osoby, ktora byla na pozycji zdominowanej jest w gruncie rzeczy kontynuacja dyskryminacji.

Nie sadze, zeby mozna bylo mowic o braku wyczucia. Wrecz przeciwnie. Zreszta, nieprawda jest, ze w Polsce nie ma czarnych. Sa, chocby pilkarze, ktorzy spotykaja sie z potworna dyskryminacja i wciaz sa traktowani jako ci "murzyni".
To raczej my udajemy, ze nie mamy problemu i nie jestesmy rasistami. I moze dlatego ta praca nas drazni?

Poza tym, mnie do konca nie interesuja "intencje" artystow, ale to, w jakis sposob praca dziala, funkcjonuje w dyskursie. A ta wywoluje sporo zamieszania i zmusza do myslenia, wlasnie poprzez te niejednoznacznosc.

Pozdrawiam
-
Gość: t.kozak-nietatktowny-oprawca, host-89-230-212-252.lublin.mm.pl
2008/09/27 00:11:46
Hmm... Nie wiem, czy Przystojniejszy mi to wybaczy, ale muszę zadeklarować, że czerpię dużą prrzyjemność z przyjmowania pozycji "oprawcy", który jest może nie tyle pozbawiony "wyczucia", co raczej - programowo "nietaktowny" (takt, a co za tym idzie - zasada decorum, wywołuje we mnie coś na kształt sadystycznych impulsów:)

Gwoli wyjaśnienia - moje prace w istocie adresowane są do "kolonizatorów" - ale nie dziewiętnasto- lecz raczej XXI-ych. Mam na myśli tych, którzy "kolonizują" fantazje (np. "rasowe"), próbując na siłę wcielić je do poprawnej politycznie freblówki. Wydaje mi się, że Przystojniejszy próbuje afirmować taką "kolonizację" w formie raczej naiwnej (wyczuwam bowiem jego dezaprobatę dla mojego braku "wyczucia":)...

Pozdrowienia z Plantacji
-
2008/09/27 03:02:37
Zupełnie się zgadzam z Przystojniejszymodsasnala. Nic dodać, ani nic ująć.

Iza, może w tym jest problem, że dyskurs naukowy jest wobec siebie autodestrukcyjny? Jeśli nie ma wyjścia z zaklętego koła teorii i jej aplikacji to nie znaczy, że inni też kręcą się w kółko i widzą to co my przy użyciu naszych wyrafinowanych kategorii. Osobiście wierzę w rzeczywistość poza tekstem i teorią. ;) Tylko nie obruszaj się na to. Nie napadam na Ciebie, bo sama im więcej czytam siebie tym bardziej jestem przerażona jak teoria formatuje widzenie i myślenie... ;)

Pan Kozak - Tłumaczenie interpretującym, co artysta miał na myśli przez samego artystę jest zawsze nieco żenujące - bez urazy. :)
Ja widzę Pana fotografie zupełnie w ten sam sposób, w jaki Przystojniejszyodsasnala - i wielu tak to będzie widziało, chyba że Pan da podtytuły, że Pan tym straszy "kolonizatorów" (Kolonizatorów w "" czy bez? ;). I nawet w takim wypadku może być sporo niepewności, czy Pan sobie aby nie robi jaj... ;) Może pomysł był ciekawy, ale jakoś dobór materiału zawiódł? W każdym razie technicznie ładne. :)

Ciepło,
-
Gość: t.kozak, host-89-230-212-252.lublin.mm.pl
2008/09/27 10:41:48
1. Artysta tłumaczący swoją pracę widzowi jest żenujący, natomiast krytycy tłumaczący tę samą pracę odbiorcom, lub odbiorcy tłumaczący ją samym sobie żenujący już nie są. Pomijając brak mocnych argumentów uzasadniających taka tezę, powiedziałbym, że jest ona rozbrajająco staroświecka. W istocie jednak to punkt widzenia "strasznego dziadunia" - konserwatywny, by nie powiedzieć - filisterski. Strach przed teorią + niewypowiedziany wprawdzie, lecz implicite obecny postulat, by dzieło nie było "tłumaczone" (broń boże przez artystę), lecz "mówiło-samo-za-siebie" - to wszystko jest symptomem nader groźnej choroby, mianowicie - "LOGOFOBII", która artystów i sztukę skazuje na zgoła "egipskie" milczenie, czyli regres do barbarzyństwa.

2. Zawiódł dobór materiału? Co Pani ma na myśli? W ruinach powinni grasować BIALI Murzyni? :-)
-
Gość: , nat-dz2-1.aster.pl
2008/09/27 11:33:17
Biali murzyni!To dobry trop:)
-
2008/09/27 17:19:10
W jednym paragrafie nazwał Pan swojego widza bo nie jestem krytykiem ;) staroświeckim, starszym dziaduniem, konserwatystą i filistrem. Takie negatywnie nacechowane etykietki zupełnie mnie nie przekonują! :) Rozumie Pan dlaczego? Bo to lekkie inwektywy. Pański widz krytycznie wypowiedział się o Pana sztuce, a Pan zwymyślał widza ;) A feee artysto. Czy to aby nie jest staroświecka zagrywka? Widz - filister? Artysta ponad tłumem? Nie jesteśmy w XIX-tym wieku!

Krytyka cudzego podejścia "teoretycznego" nie jest strachem przed teorią. To niesmak, jeśli się widzi, że teoria jest nadużywana, wyrwana z kontekstu (zachodnia polityczna poprawność), przeniesiona w inny kontekst (polityczna poprawność w Polsce?). Niesmak to nie strach. I nie ma tu nic implicite wmawianie w adwersarza wyobrażonej przez krytyka (w tym wypadku Pana) postawy jest jednym z najtańszych chwytów w dyskusji.

Dzieło nie musi mówić samo za siebie może mówić Pana głosem jeśli Pan czuje, że zawiódł w użyciu śrdoków artystycznego wyrazu. Można np. dodać nagranie z Pana autorskim komentarzem. ;) Dzieło w ogóle nie mówi. Mówią za nie odbiorcy krytycy i widzowie, oczywiscie mówi przez nie artysta explicite i implicite ;). I mogą mówić różne rzeczy. Myślę, że nie urażam artystycznego narcyzmu? Izie te obrazki się podobają, nie wiem zresztą dlaczego, a mnie nie.

Protestuje Pan przeciwko poprawnej politycznie freblówce. A gdzie ona jest? W Polsce? To proszę wskazać kto, gdzie i kiedy w Polsce lansuje zasady politycznej poprawności? Czy w Polsce jest polityczna poprawność??? Jeśli adresuje Pan te prace do "kolonizatorów" nie XIX-wiecznych, lecz XXI wiecznych, to kogo mam pan na myśli? Swoich profesorów? Właścicieli galerii? Co oni kolonizują, bo to też jest niejasne?

Jeśli Pan chce zaepatować miejsce wyklucia się politycznej poprawności (Zachód?), to ryzykuje Pan, że zamiast forpocztę post-post-modernizmu, która się bawi konwencjami konwencji, zobaczą tam w tych pracach jeszcze jeden zmanierowany przykład wschodnioeuropejskiego aplikowania pewnych niezrozumiałych dla Wschodnioeuropejczyka teorii, do rzeczywistości społecznej i kulturowej, a którym Wschodnioeuropejczyk chce zaepatować zgniły Zachód Jeśli o to chodzi to ok. Niech Pan sprawdzi i spróbuje zaszokować praktyków politycznej poprawności.

Jeśli chciał Pan zaszokować rodzime elity artystyczne profesorów-artystów, krytyków, właścicieli galerii i rutynowych konsumentów sztuki, którzy publicznie wyznają zasadę politycznej poprawności, a prywatnie mogą wiedzieć swoje to ok. Jeśli to jest Pana grupa docelowa, to w takim razie kontekst pana dzieła, przepraszam, ale jest bardzo ... ograniczony. Ale w porządku! W Polsce robi się filmy do użytku wewnętrznego, robi się także taką sztukę. Chce Pan być niegrzeczny, bo Pan powie, że czarni zniszczą cywilizację? Wiele polskich środowisk intelektualnych się z Panem w zupełności zgodzi! Jaka w tym nowość? Może pan nawet będzie bardzo popularny! Wie Pan dlaczego? Bo kontekst odbioru sztuki - niestety - ma znaczenie. Co nie znaczy, że kontekst determinuje interpretację sztuki. Pewnie Pan zaszokuje swoich profesorów. Gratuluję.

Co prawda w XIX-to wiecznej konwencji sztuki artysta stoi ponad tłumem, ale polityczna poprawność, wobec której Pan protestuje, była lansowana jako zasada dla wszystkich, a nie dla elity

2. Zawiódł dobór materiału? Co Pani ma na myśli? W ruinach powinni grasować BIALI Murzyni? :-)

Może zieloni? A może fioletowi, albo pomarańczowi? Może w innych ruinach? Może nie powinni grasować? ;))) Zresztą ja tam akurat grasowania nie zauważyłam
To Pana wrażliwość wszak Pan jesteś artystą! Miło,
-
Gość: t.kozak, host-89-230-212-252.lublin.mm.pl
2008/09/27 18:24:07
Szanowna Pani,

Widz, który odmawia artyście prawa do mówienia na temat swoich prac (bo jest to rzekomo "żenujące") jest dla mnie konserwatywny i filisterski - nie traktuje bowiem artysty jak pełnoprawnego uczestnika gry interpretacyjnej, lecz jedynie jako niemego podwykonawcę dzieła.

Pyta się Pani gdzie w Polsce rezyduje poprawność polityczna? Otóż myślę, że rządzi ona właśnie w naszym pseudoliberalnym światku sztuki.

W kwestii teorii - czy sądzi Pani, że kilka nader ogólnych zdań o jakichś tam teoriach (jakich? czyich?), które rzekomo formatują jakieś życie (czyje? Pani?) można określić nobilitującym mianem "krytyki"? Proszę wybaczyć - dla mnie jest to tylko gołosłowny wyraz stereotypowych przesądów. Wypowiedziane przez Panią zdania lokują sie zatem w sferze nieweryfikowalnej subiektywności, której daje Pani wyraz mówiąc, że prace się Pani"nie podobają". Otóż Pani gust zupełnie mnie nie interesuje ponieważ nie może być miarodajnym kryterium oceny moich wypowiedzi i gestów artystycznych. Pani opnie natomiast - owszem - mogłyby mnie zainteresować, pod warunkiem jednak, że nie byłyby zbiorem ogólników. W tym kontekście doradzam, by zainteresowała sie Pani bliżej przemyśleniami teoretycznymi, które stoją za projektem "Zmurzynienie" (proszę w tym celu trochę "pograsować" po sieci).

Zupełnie nie rozumiem o jakich niezrozumiałych dla "Wschodnioeuropejczyka" teoriach Pani mówi - proszę o więcej precyzji i konkretów! I niechżesz nie będzie Pani taka obrażalska - wszak dziś "konserwatysta" to w Polsce zaszczytne miano :-)
-
2008/09/27 19:06:44
Dziękuję, że mnie Pan odesłał do internetu, żebym sobie sprawdziła kim Pan jest, bo byłam przekonana, że ta praca to Pański dyplom... Tak, to rozjaśniło sprawę. Jest Pan wybitnym przedstawicielem sztuki narodowej. ;) I bardzo dobrze! Czapki z głów!
Teraz zrozumiałam, że chyba trochę za dużo oczekiwałam od Pana prac...

Jeśli Pana moje ignoranckie zdanie nie interesuje, bo miarodajne nie jest (a skądże!), to chyba rozmowa skończona. Życzę... więcej poczucia humoru.

Iza! Artysta się nabzdyczył, i boję się, że zacznie mi wymyślać jeszcze bardziej, więc przenoszę rozmowę na mój blog. Ciepło

blogali.wordpress.com/2008/09/27/obrazony-artysta-albo-o-sztuce-narodowej-i-uniwersalnej/
-
Gość: t.kozak, host-89-230-212-252.lublin.mm.pl
2008/09/27 20:05:49
"Wybitny przedstawiciel sztuki narodowej" to zacne miano!

Nie rozumiem jednak, dlaczego moją prośbę o precyzję i konkret (w miejsce subiektywizmu) bierze Pani za wyraz "nabzdyczenia"?... Co ma jedno do drugiego?

Proszę nam nie uciekać do swojego refugium. Zaręczam, że nikt tutaj nie będzie Pani atakować "wyzwiskami" (skąd w ogóle to przypuszczenie?). Pani obawa przed inwektywą sprawia, że serce mi mięknie, ale mimo to wciąż domagam się konkretów, a nie aluzyjek i odwracania KOTA ogonem, pani ALU :-)
-
2008/09/27 23:10:27
A ja już zgubiłam główny wątek tej dyskusji. O co toczy się spór - o pracę, o możliwość komentowania sztuki przez artystów, o krytyków, o widzów? Właściwie o wszystko...
A dla mnie praca jest ciekawa, bo wg mnie stawia pytanie - o naszą wyobraźnię, o to, czy zniknęły z niej obrazy kolonizacji; o to, dlaczego w niektórych tekstach kulturowych - powojennych (np. u przywołanego przez Tomka Borowskiego) pojawia się ta nieszczęsna figura "Murzyna". Dla mnie to przykład tego, jak bardzo kultura europejska, nawet po katastrofie próbuje się wciąż "wybielić", a więc wciąż jest kulturą kolonizatorów, wciąż szuka innych, by się usprawiedliwić. Wydaje mi się to i ciekawe, i problematyczne, i krytyczne. A gdyby Tomek Kozak zrobił taką pracę z punktu widzenia poprawności politycznej, to nie byłoby żadnego sporu. Znowu byśmy mogli stwierdzić - ach ta nasza kultura jest zła, ale nie my, bo my przecież się na nią oburzamy i ją potępiamy. A tak praca każe zapytać nas samych, jaki mamy do tego stosunek, jak jesteśmy w to uwikłani, jak sami tworzymy te ruiny i stawiamy na nich symboliczne figury "innego", "obcego", "Kanibala", "Murzyna".
Tak to właśnie czytam. Poza tym ja osobiście nie czuję się dobrze w takich emocjonalnych sporach ;-)
Ala, nie odczytuję zupełnie tego jako napaści, przynajmniej na mnie ;-) Oczywiście, masz rację, że dyskurs ustanawia (formatuje) rzeczywistość, tylko, nie wiem, czy teorie muszą być aplikowane do sztuki. Mam akurat niestety coraz gorsze zdanie o takiej sztuce, która próbuje aplikować jakieś teorie, nawet te najbardziej "nabożne".
Nie wiem, co mam dodać. Nie wiem, czy jestem filistrem, czy nie. Nie mam zresztą wcale pewności, czy mam rację (a zresztą, kto może mieć?). To tylko takie - IMHO. Ale, wydaje mi się, że czytanie pracy artystycznej wprost (w tym przypadku, że czarni chcą zniszczyć białą cywilizację, na co bym nie wpadła, bo na tej pracy wszystko jest umowne i symboliczne) jest bardzo zwodnicze. Zresztą takie myślenie może działać też w drugą stronę, a więc trzeba by przyznać rację wszystkim obrażonym ze względu na ich uczucia religijne (bo np. ktoś przygniótł papieża meteorytem, a inny obsikał Chrystusa). Ale chyba nie tędy droga. Więc albo czytamy tak, albo wspak ;-)))
Ale, tu oczywiście znowu są dwie drogi interpretacji, i każda zwodnicza...
-
2008/09/27 23:57:58
Iza,

Ja się też pogubiałam... Artysta z jednej strony wyprasza sobie moje komentarze, mówi ogólnikami i krytykuje mnie za ogólniki, z drugiej prowokuje do dalszego gadania, "prosząc" o twarde fakty, a nie o aluzyjki... ;) To była nawet dosyć przyjemna sobotnia rozrywka...

Ja mam tu mój "tradycyjny" problem - w jakim kontekście mówimy? Polskim? Europejskim? A jeśli europejskim, to np. niemieckim, hiszpańskim, duńskim, czy brytyjskim? Globalnym? Znowu - kto nie pamięta o kolonizacji? Byłe kolonie, których współczesna tożsamość polityczna i kulturowa opiera się na doświadczeniu kolonizowania? Algieria nie pamięta? Środkowa Afryka? Indie? Chiny? Obie Ameryki? Kto nie pamięta? Polska nie pamięta, że była pod rozbiorami? Że była częścią sowieckiego bloku? Nie pamiętamy o Stasiu i Nel?

A w związku z tym, o czyją wyobraźnię pytamy? Czy nie za bardzo homogenicznie działa ten kwalifikator "nasza" przed wyobraźnią?

Jeśli Ciebie te prace skłaniają do pytań o stosunek do kolonizacji - to dobrze. Myślę, że np. studentów literatur obcych takie prace do stawiania takich pytań by nie skłaniały. A studentów ekonomii lub stosunków międzynarodowych - do innych. Tych, co plują w tramwaju na widok mojego przyjaciela - jeszcze do innych. Ale to jest oczywiście problem grupy docelowej i recepcji. I jeśli Tomasz Kozak zrobił swoje prace dla lewicowej elity, to ok. W tej grupie może nie pamiętamy, wyłączywszy tych, którzy się interesują teorią postkolnialną.

Myślę, że takie prace mogą skłonić do stawiania takich pytań tylko tych, którzy myślą podobnie jak artysta - jakkolwiek myśli, bo dla mnie nadal nie jest jasne o co mu chodziło w tych pracach... I uważam, że jest to dowód na "ograniczony zasięg" tych prac. Ale też owszem - zasięg oddziaływania prac wcale ni musi być masowy. Może być elitarny. Ale wtedy też dobrze określić kontekst.

Ja nie czytam tych prac wprost - przykro mi, że o taką krótkowzroczność mnie posądzasz. Ja się zastanawiałam nad tymi pracami i nic tam więcej nie zobaczyłam poza tym, co jest na wierzchu. Może to moja krótkowzroczność. A może tam po prostu nic nie ma "pod spodem"? Czy wszystkie prace artystyczne są sztuką, która się udaje? Czy te prace pana Kozaka muszą być udane? Ja właśnie od krytyków sztuki oczekuję, żeby mi powiedzieli - nie muszą etykietować co jest dobre, a co złe, ale niech mi pozwolą razem ze sobą rozważyć jakiej wartości jest to sztuka. I jeśli coś nie wychodzi, to czy trzeba koniecznie przekonywać - że wyszło?

Nie jestem krytykiem sztuki, ale widzem. I piszę to, co widzę i odczuwam. Czy mam do tego prawo? I jeśli jest w tych pracach coś więcej powyżej epater le bourgeois atakiem na polityczną poprawność w kontekście polskim, to chciałaby to zobaczyć.

I a propos politycznej poprawności - czy polityczną poprawnością jest także nie krytykowanie sztuki, nie wyrażanie głośno braku swojej admiracji wobec artysty uznanego w środowisku? Kwestionowaniem tego, czy kolejny eksperyment artystyczny się udał, czy też nie? Jeśli tak, to zatoczyliśmy koło... I jeśli kogoś uraziłam swoim brakiem politycznej poprawności - to z całego serca przepraszam! :)
Ciepło,
-
Gość: t.kozak, host-89-230-212-252.lublin.mm.pl
2008/09/28 10:54:22
Proszę nie przepraszać - Pani wypowiedź jest o bardzo "poprawna" - bazuje wszak na typowych dla poprawności politycznej przesądach. To one generują obawę, że każda zabawa ze słowem "Murzyn" w istocie jest odpowiednikiem "oplucia Pani czarnego przyjaciela". Proszę darować, ale to jest właśnie ta dziecinna freblówka - ta świętoszkowata czujność, to wyczulenie na najmniejszą możliwość urażenia uczuć "Innego"...

Przy tym woli Pani smakować swoje oburzenie i szafować ogólnikami (bo konkretów o owych"teoriach" i "Wschodnioeuropejczykach" wciąż nie jest Pani w stanie podać), zamiast samodzielnie wniknąć w ów KONTEKST, którego się Pani ode mnie domaga (kontekst ów wielokrotnie wyjaśniałem w innych miejscach - proszę poszukać). Prośbę o podanie konkretu uznaje Pani za wyzwiska ciskane przez urażonego artystę? To niedorzeczność...

Martwi mnie także Pani aroganckie lenistwo (połączone z ignorancją) bo przecież wciąż nie zbadała Pani kontekstu mojej pracy, a mimo to próbuje mnie Pani protekcjonalnie upupić, o czym świadczy zagadkowa uwaga o "sztuce narodowej".

Wobec tego proponuję raz jeszcze - proszę zgłębić kontekst "Zmurzynienia", a następnie sformułować kilka konkretnych pytań i zarzutów, które nie będą świadectwem Pani subiektywnych przesądów. Tak jak powiedziałem - nie interesuje mnie Pani subiektywny gust, ponieważ to, czy "Zmurzynienie" się Pani "podoba", czy też nie, nie przyczynia się do lepszego rozumienia problemów tej pracy. Korzyść poznawczą mogłyby przynieść konkretne i precyzyjne opinie na temat konkretnych aspektów tej pracy (np. demistyfikacji obrazu ofiary i kata w tekstach Jungera i Borowskiego). Opinii tych Pani do tej pory nie wyraziła, koncentrując się na powierzchownych próbach dezawuacji mojej pracy (eh, ta "sztuka narodowa"...:-), połączonych z wygłaszaniem nieweryfikowalnych mniemań (jakieś "teorie", jacyś "Wschodnioeuropejczycy" etc.). Proszę mi wybaczyć, ale dla mnie to jest interpretacyjna Dulszczyzna i heremeneutyczna dziecinada :-)

Z chłodnym pozdrowieniem
TK :-)
-
Gość: t.kozak, host-89-230-212-252.lublin.mm.pl
2008/09/28 11:07:36
I jeszcze drobna, lecz istotna uwaga - Pani próbuje moje uwagi zaklasyfikować jako dąsy "nabzdyczonego" artysty. To pozornie wygodna taktyka, która zwalnia Panią z obowiązku mówienia o meritum. Zarazem jednak to wygodnictwo oddala Panią od szansy na zrozumienie "Zmurzynienia...". Być może zresztą zrozumieniem w ogóle nie jest Pani zainteresowana, kontentując sie satysfakcją wypływającą z prób deprecjacji tego, czego nie zrozumiała Pani "na pierwszy rzut oka". Mam wrażenie, że to właśnie ta deprecjacja całkowicie Panią satysfakcjonuje.

W tym kontekście muszę podkreślić, że o ile nie wymagam od Pani bezkrytycznej admiracji, o tyle byłbym bardzo zainteresowany merytoryczną i rzeczową krytyką. Niestety gołosłowne, subiektywne i nieweryfikowalne zarzuty podane w sosie małostkowych złośliwostek ("sztuka narodowa") na miano krytycyzmu bynajmniej nie zasługują.
-
2008/09/28 17:59:20
Panie Tomaszu,

Jest rozmowa. I jest pyskówka. W Pana wypowiedziach pod moim adresem od początku - znajdują się przede wszystkim negatywnie nacechowane opinie wartościujące. W dwóch ostatnich wypowiedziach (tak jak wcześniej) używa Pan argumentum ad personam, nie ad meritum.

Np. "woli Pani smakować swoje oburzenie i szafować ogólnikami". Akurat tutaj się Pan myli. Jeśli Pan uważa, że mnie te prace oburzają, to bardzo Pan przecenia ich wpływ na moje emocje... One mnie zniesmaczają, a to inny rodzaj uczucia. Obrzenie jest wywołane przez szok lub zaskoczenie - zniesmaczenie - przez niestrawność... ;)
"Prośbę o podanie konkretu uznaje Pani za wyzwiska ciskane" - Panie Tomaszu, Pan nie prosi? Pan prowokuje do rozmowy negatywnie etykietując swojego rozmówcę! W tym samym paragrafie próbuje Pan zdyskredytować moralnie i ideologicznie pozycję swojego rozmowcy i zaprasza Pan do syskusji??? Dyskusja to nie jest ring, proszę Pana.

"Martwi mnie także Pani aroganckie lenistwo", "nie zbadała Pani kontekstu mojej pracy", "próbuje mnie Pani protekcjonalnie upupić", "Pani subiektywnych przesądów", "dla mnie to jest interpretacyjna Dulszczyzna i heremeneutyczna dziecinada". Wystarczy? Zdaję sobie sprawę, że to potoczny w naszym kraju rodzaj wymiany poglądów (nie mylić z dyskują), co nie zmienia faktu, że dyskusja to nie jest.

Zainteresowanych, co mam do powiedzenia na temat kontekstu dyskutowanych powyżej prac zapraszam na mój blog:
www.blogali.wordpress.com
-
Gość: t.kozak, host-89-230-212-252.lublin.mm.pl
2008/09/28 19:12:53
Szanowna Pani,

Nie jest Pani oburzona? Dzięki Bogu! Zamiast oburzenia, smakuje Pani zatem swój niesmak. Jest to jednak proces równie jałowy, jak smakowanie oburzenia - problem polega na tym, że wciąż robi to Pani w sposób skrajnie subiektywny. Konkretów jak nie było, tak nie ma - nie znalazłem ich także na Pani blogu. Bo przecież konkretem nie jest kolejny ogólnik o "topowych" teoriach (jakich? Wszak nie istnieje jeden "intertekstualizm" - od czasów retoryki było ich w historii estetyki co najmniej kilka:-)

Przyznaję natomiast, że swoistym konkretem jest podana przez Panią definicja "sztuki narodowej". Brawo! Ma ona tę zaletę (jak większość tego, co Pani pisze), że jest nader ogólna. Dzięki tej ogólności zmógłbym w sumie zgodzić się z opinią, że jestem artystą "narodowym".

Negatywnie waloryzowanej sztuce "narodowej" przeciwstawia Pani pozytywny model sztuki "międzynarodowej". Problem polega na tym, że taka aksjologia implikuje konieczność mówienia o polskich sprawach po "amerykańsku". Pani niesmak budzi fakt, że o polskiej kulturze mówię przy pomocy polskich ikon. Chciałaby Pani, bym mówił o nich przy pomocy ikon amerykańskich? O Narutowiczu przy pomocy Obamy? To byłaby zgoła paradna ekwilibrystyka. Ten imperatyw amerykańskiej mowy mógłby być nawet ciekawy, pod warunkie jednak gdyby został przez Panią w w jakikolwiek sposób uzaadniony. Zamiast uzasadnień proponuje Pani jednak emocjonalną, histeryzująco arbitralną aksjologię. Jedyną legitymacją tej aksjologii jest Pani rzekome prawo do mówienia o tym, co Pani CZUJE. Tego prawa oczywiście nikt nie zamierza Pani odbierać, niemniej proszę nie oczekiwać, by w merytorycznej dyskusji afekt miał przewagę nad argumentem. Niestety to, co Pani pisze nie ma nic wspólnego z dowodzeniem swoich - jest to dyskurs jedynie-afektywny, pozbawiony w dodatku retorycznej efektywności.

Wobec braku argumentów i konkretów, jedyną taktyką jaką Pani stosuje, to dość nieporadne próby dezawuacji pracy przy pomocy eksponowania swojego "niesmaku". Wątpię jednak, by Pani "niesmak" miał jakąkolwiek merytoryczną wagę.
-
2008/09/28 19:28:06
Nie znalazł Pan argumentów, bo pewnie Pan niezbyt dokładnie ich szukał... Proszę jeszcze raz zajrzeć.
blogali.wordpress.com/wp-admin/post.php?action=edit&post=414

Iza, chciałam ten komentarz wkleić na Twojego bloga, ale jest za duży - sorry! Oczywiście ciekawa jestem Twojej opinii - jak zawsze.

Wszystkim czytelnikom życzę przyjemnej niedzieli! :)
-
2008/09/29 00:36:39
Tak, to zadziwiające, jak z jednej strony Pan Kozak usiłuje personalnie zdyskredytować rozmówczynię, a jednocześnie prowokuje do ciągłej rozmowy. Czy to jakiś emocjonalny rozstrój?

Panie Tomaszu, skoro otykietował mnie Pan jako "emocjonalną", "histeryzującą" i "czującą", to Pan w tej dialektyce pyskówki zapewne reprezentuje stronę rzeczową, opanowaną emocjonalnie i merytoryczną? Jedny słowem, skoro uważa mnie Pan za histeryczną babę, a siebie za męskiego argumentatora - to może sobie odpuścimy? :)

Każdy z czytelników tej pyskówki widzi, że Pan tu męskim argumentem, rzeczowo, bez emocji, po męsku i w ogóle - męsko - I w porzo! Czytelnicy docenią Pana męski styl, pana sposób argumentacji, Pana męski stosunek do rozmówcy!

Pokazał Pan swoje zdolności erystyczne.

Glossa: poczucie humoru, ironia i kpina to niekoniecznie oznaki emocjonalności argumentacji - raczej dystansu do rozmowy, przedmiotu lub rozmówcy.

Glossa nr. 2 a propos mojego wpisu o Fussie - jeśli Pan Kozak tego nie zauważył, to wpis dotyczył używania poprawności politycznej w sztuce. Sztukę Pana Kozaka przeciwstawiłam street art Petera Fussa. Interpretacja mego wpisu przez Pana Kozaka jest wysoce redukcjonistyczna - raczej proszę jej nie powielać, bo obciachowa... ;)

To co, kończymy? Chłodno, zimno, gorąco, albo zupełnie neutralnie.
-
Gość: t.kozak, host-89-230-212-252.lublin.mm.pl
2008/09/29 10:58:27
Szanowna Pani,

Pani dyskurs jest mieszaniną przeinaczeń, nieścisłości i kompletnego pomieszania pojęć.
Wbrew temu, co Pani pisze, ja nie używam argumentów ad personam. Gdybym napisał np., że "Ala jest dziecinna", to byłby to to argument ad hominem. Tymczasem postawiłem tezę, że to nie Ala jest dziecinna, lecz jei INTERPRETACJE są dziecinne. Tak więc nie dyskredytuję Pani osobiście. Natomiast - owszem - dyskredytuję merytoryczną wartość tego, co Pani pisze. W tym kontekście to, co nazywa Pani "prowokowaniem" do "ciągłej rozmowy" jest po prostu (bezowocną - jak się okazuje) próbą wydobycia z Pani enuncjacji jakiegoś merytorycznego konkretu. Czy takie próby to świadectwo "emocjonalnego rozstroju"? Wątpię - to (bezskuteczne) usiłowanie sprowadzenia tej rozmowy na merytoryczny poziom.

Proszę mi wierzyć, że w trakcie tych usiłowań wcale nie muszę "etykietować" Pani emocjonalności - ku mej uciesze Pani mnie w tym wyręcza - choćby nadużywając emotikonów w swoim tekście.

Przy tym niezdarnie usiłuje mnie Pani ubrać w kostium seksisty. Czy kiedykolwiek czyniłem aluzje do Pani seksualności (nazywając Panią "histeryczną babą")? Nie przypominam sobie. Proszę mi wobec tego oszczędzić żałosnych "genderowych" wytrychów. Pani płeć mnie w tej dyskusji nie obchodzi - odwoływanie się do afektów nie jest bynajmniej uwarunkowane przez Pani kobiecość, lecz raczej przez intelektualną słabość, która jest przypadłością - by tak rzec - uniseksualną.

Tak więc, Pani dyskurs miesza pojęcia (np. w kwestii rzekomej argumentacji ad hominem), posługuje się nieporadnymi insynuacjami (aluzyjki do rzekomego seksizmu), a wreszcie - grzęźnie w sposób zupełnie fatalny w OGóLNIKACH.

By w kwestii ogólnikowości tego dyskursu nie być gołosłownym, zatrzymam się na chwilę przy sformułowanej przez Panią definicji "sztuki narodowej". Otóż pisze Pani, że "sztuka narodowa" to taka sztuka, której twórca "bawi się konwencjami narodowymi, symboliką narodową, etc. Narodowa, bo jego prace są czytelne jedynie w kontekście narodowym, dla tych co znają Matkę Boską Częstochowską, Grottgera, Olbrychskiego, Sienkiewicza, Hoffmana, itp." Podstawową słabością tak sformułowanej definicji jest jej operacyjna nieprzydatność w procesie identyfikowania i opisu konkretnych zjawisk. Okazuje się bowiem, że w zakresie tak sformułowanej definicji mieszczą się zarówno Matejko i Grottger, jak i np. Pawlak (bo namalował polską flagę), Klaman (bo zaprojektował nową polską flagę), Rumas (bo wykorzystał figurę Matki Boskiej), a nawet Sasnal (bo namalował portret Narutowicza). Co łączy tych artystów poza tym, że faktycznie posługują się niekiedy "narodową" ikonografią? Czy wszyscy są artystami "narodowymi"? To definicyjna niedorzeczność.

Tak więc, Pani dyskurs jest ogólnikowy, ogólnikowość ta zaś prowadzi Panią na manowce niedorzeczności. Te manowce to obszar otumanienia, które sprawia, że właściwie już sama Pani nie wie, o czym pisze. Twierdzi Pani np., że "jeśli Pan Kozak tego nie zauważył, to wpis (dotyczący Fussa - T.K.) dotyczył używania poprawności politycznej w sztuce". Rzeczywiście tego akurat nie zauważyłem. Być może dlatego, że w Pani tekście nie pada ani jedno słowo na temat politycznej poprawności (chyba, że przyjmiemy, iż problematykę owej poprawności lokuje Pani wyjątkowo perfidnie zamaskowanej sferze eliptyczności - sferze zamaskowanej do tego stopnia, że całkowicie nieczytelnej).

I jeszcze w kwestii Fussa - pisze Pani, że moje odczytanie Pani interpretacji jest "redukcjonistyczne". Ja powiedziałbym raczej, że jest to po prostu odczytanie syntetyczne, które ujmuje istotę rzeczy, wskazując na absurdy "internacjonalistycznego" "projektu", który zobowiązuje artystów znad Wisły, by mówili językiem używanym nad Potomakiem.

Proszę mi wybaczyć to natręctwo, ale wciąż pytam, gdzie są konkrety - na temat kontekstu Zmurzynienia, intertekstualizmu etc.?

Pozostając w niesłabnącej nadziei, że wreszcie je od Pani usłyszę, pozdrawiam Panią chłodno - Tomasz Kozak :-)
-
2008/09/29 14:48:49
To far well Panie Tomku!
Piszę właśnie tekst - "Polski bufon akademicki - Próba analizy gatunku" i dostraczył mi Pan wiele materiału - za co dziękuje.
Emocjonalnie emotikonem :)
Uff, nareszcie koniec...
-
Gość: t.kozak, host-89-230-212-252.lublin.mm.pl
2008/09/29 15:22:29
Szanowna Pani,

Proszę nie spieszyć się z pożegnaniem. Obawiam się, że zanim ono nastąpi, będzie Pani musiała przełknąć jeszcze moją odpowiedź na na Pani najnowszy tekst, w którym wreszcie - obok rytualnych już paternalistycznych prztyczków - pojawiły się zalążki konkretów, do których z polemiczną radością odniosę się MERYTORYCZNIE. Jeśli Pani pozwoli, odpowiedź tę umieszczę JUTRO na Pani blogu (dziś niestety nie pozwalają mi na to inne obowiązki).

Odnośnie zaś "bufona" - to chyba właśnie jest, o ile się nie mylę, typowy argument ad hominem. Czy musi Pani przejmować złe obyczaje adwersarza? :-)
-
Gość: , host-89-228-205-207.kalisz.mm.pl
2008/10/01 17:42:12
Pan Tomek chyba 24h spedza przed komputerem i na blogach o sztuce
albo u krytykanta, albo na swoim, albo na tym
a wystawy co? robia sie same?
-
2008/11/09 16:35:04
Mam wrażenie, że Pan Kozak może świetnie sprzedać swoje prace posłowi Górskiemu lub innym członkom jego klubu, którzy dumnie podzielają jego poglądy. W sam raz na ścianę.

wyborcza.pl/1,75248,5899886,PiS_odcina_sie_od_wypowiedzi_posla_Gorskiego_o_Obamie.html
-
2008/11/15 12:31:26
Ala,
a ja dalej swoje - uważam, że te zdjęcia właśnie wydobywają to, że od uprzedzeń rasowych wcale nie jesteśmy wolni i takimi oto wyobrażeniami się operuje, że jakiś mit zniszczenia kultury białych przez czarnych wciąż gdzieś pokutuje, odzywa się jak widmo (dla mnie właśnie te zdjęcia Tomka są takimi widmami).
To nie tylko Górski. W jakimś poznańskim kościele rozdawano obrazki z napisem: "szkoda, że wiara nie wybiela skóry". Ponadto Watykan ostrzegał Obamę.
Pozdrawiam