Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Symboliczny pochówek u Karoliny Freino

izakow2

W związku z najbliższymi świętami, warto przypomnieć projekt Karoliny Freino „Murki i piaskownice” (zrealizowany w Szczecinie w 2007 roku).

 

Autorka zebrała listę około 40 miejsc (tytułowych murków, piaskownic) na terenie Szczecina, które zbudowano z żydowskich i niemieckich nagrobków.


Nagrobki te były używane masowo podczas odbudowy miasta ze zniszczeń wojennych jako materiał budowlany. Posłużyły za budulec przy budowie murków, piaskownic oraz śmietników na terenie całego miasta. Polacy dokonali tym gestem zrównania członków narodu oprawców i narodu, którego dotknęła Zagłada, dokonując symbolicznej zagłady śladów kultury jednych i drugich.

 


Karolina Freino sfotografowała te miejsca, przepisując pozostałości inskrypcji i umieszczając zdjęcia wraz z inskrypcjami oraz ich tłumaczeniem w formie nekrologów w szczecińskich gazetach.




Autorka wskazała poprzez swoją pracę na sferę sacrum (związaną ze śmiercią, pochówkiem), która została sprofanowana oraz na to, że nam jako przechodniom, którzy mijają takie miejsce, zamiast refleksji, towarzyszy zwykła obojętność. Karolina Freino pisała: „Mój projekt zakłada próbę sprawienia, aby codzienny przechodzień dostrzegł, obok czego przechodzi. Jeśli wskutek politycznych uwarunkowań użyto kiedyś nagrobka jako budulca, to być może nie jest możliwa natychmiastowa zmiana takiego stanu rzeczy, możliwe jest jednak zwiększenie świadomości tego faktu, co mam nadzieję przyczyni się do ogólnego wzrostu poszanowania dziedzictwa historycznego naszego miasta, niezależnie, czy pochodzi z jego niemieckiej,  żydowskiej czy polskiej przeszłości”.



Projekt ten z jednej strony miał wskazać na pozostałości historii oraz podejście do nich, miał sprowokować dyskusję na temat historii, pamięci oraz ich użycia. Konieczne wydaje się również zadanie pytania o przyszłość tych miejsc.


A wbrew pozorom takich miejsc w całej Polsce jest bardzo wiele – w Białymstoku, Warszawie, Kaliszu, Ostrowie Wielkopolskim. W tych dwóch ostatnich miastach macewy z żydowskich cmentarzy posłużyły jako budulec przy budowie ulic i chodników. Może warto więc pamiętać, że chodzimy czasem po grobach, nawet o tym nie wiedząc...

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • ala_k_b

    Iza,

    Właśnie niedawno dowiedziałam się od blogera-Rapnika, że po remoncie ostatecznie usunięto fragmenty macew, z których zbudowano ławki dla spacerowiczów na jednym ze skwerów w Białymstoku. Coś się więc jednak zmienia i to dobre.

    Pomysł Karoliny Freino bardzo mi się podoba, zwłaszcza ze względu na jego antykwaryczny wymiar. Zastanawiam się, jak zareagowalibyśmy na projekt, w którym to fragmenty polskich i katolickich nagrobków pojawiają się nagle w centrach miast, jako materiał budowlany... Projekt byłby, niestety, zbyt kosztowny, bo trzeba byłoby zamówić fikcyjne nagrobki, a to przecież wydatek niebywały... Oczywiście żartuję sobie cierpko.

    A poważnie, myślę, że z jednej strony mamy do czynienia z odkrywaniem świętokradztwa, co wskazujesz. Ale jednocześnie z czymś więcej. Status miejsca pochówku w różnych religiach jest przecież odmienny. W kulturze katolickiej deptanie średniowiecznych płyt nagrobnych w posadzkach kościołów jest wyrazem pokory - ciało zmarłego nie jest fetyszem. Za wyjątkiem ciał męczenników oczywiście. Same cmentarze to w Polsce przede wszystkim miejsca publiczne, choć to właśnie prywatnie otaczamy kultem groby (czy tylko?) naszych zmarłych. Kult przodków trwa jedynie wówczas, gdy jest (publicznie) odprawiany.

    Zdaje się, że i sama instytucja cmentarzy jest modernistyczna. Do niedawna na wiejskich cmentarzach np. w południowej Polsce można było oglądać pasące się owce i kury i walące się krzyże - i krewnym to specjalnie nie przeszkadzało... A dodatkowo nowoczesność wprowadziła do kultury męczenników świeckich, na wzór męczenników religijnych, sakralizując także miejsca ich kaźni i pochówku.

    Myślę, żę Karolina Freino dotknęła czegoś bardzo ciekawego i bardzo głębokiego i wielowymiarowego, w co warto byłoby się artystycznie zanurzyć...

    Ciepło,

  • izakow2

    Ala,
    dzieki za komentarz, wskazujesz na ciekawe zroznicowanie problemu. Chociaz z drugiej strony, mimo tego zroznicowania, poszanowanie miejsc pochowku wystepuje niemal w kazdej kulturze. Moznaby jeszcze pomyslec o zapomnianych cmentarzach, ktorych ruiny mozna odkryc niekiedy w lasach... Zgadzam sie z Toba, ze ona dotknela w swojej pracy waznego problemu, bo jakby ukazala to, co chowa sie gdzies pod spodem. Zarazem jej praca, choc antykwaryczna dotyczy waznych kwestii kulturowo-politycznych.
    Pozdrawiam rownie cieplo

  • ala_k_b

    Iza, masz rację. Sama nie lubie relatywizowania i nie można relatywizować w tym konkretnym wypadku pracy Freino.

    Naisałam to, bo są przecież regulacje zarówno na cmentarzach komunalnych, jak i na kościelnych, że nieopłacony grób idzie na przekopanie i "miejsce" sprzedaje się komuś innemu. W ten sposób na wielu komunalnych cmentarzach na Dolnym Śląsku zmieszały się prochy polskich "kolonistów" z niemieckimi "autochtonami"... Na Pomorzu też. To też ma wymiar symboliczny. Ale w tym wypadku miejsce pochówku jest ciągle miejscem pochówku - racja.

    A zupełnie halleenowo - przypomniały mi się miejskie legendy z bliższych Winograd, gdzie kiedyś był cmentarz cygański, przekopany przez miasto i oddany pod budowę bloków. Słyszałam kilka historii o Pallotynach, którzy tam swego czasu regularnie egzorcyzmowali mieszkania i mieszkańców, słyszałam też niesamowite historie od samych egzorcyzmowanych...

    Serdecznie,

  • izakow2

    Ala, ale co to znaczy, ze tam straszylo??? I gdzie to dokladnie bylo?
    Niesamowita historia!
    A ja ostatnio czytalam, nie wiem, czy nie u Steinlaufa, ktorego mi polecilas o tym, ze w Warszawie przez lata nie mozna bylo wybudowac nic w miejscu, gdzie stala wczesniej synagoga, bo nic z tej budowy nie wychodzilo. I nie wiem, czy rowniez nie odbylo sie cos w rodzaju od-egzorcyzowania tego miejsca i dopiero wtedy, bodaj w latach 90., cokolwiek udalo sie wybudowac.
    To tez ciekawe historie, prawie wcale nie dotykane.

  • ala_k_b

    Iza,
    Na Osiedlu Przyjaźni, w blokach bliżej Słowiańskiej, tej. Nie słyszałaś o tym? I moja pomyłka, nie pallotyni egzorcyzmowali, ale salezjanie z Warzywnej. Iza, cuda się miały dziać: stare cyganki chodziły w nocy po mieszkaniach, szkła pękały, kwiaty więdły, magnetofony się same włączały w środku nocy, takoż woda z kranów, a w czasie czyichś imienin nad stołami latały świetliste kule. Ja to słyszałam od kilku różnych osób, w różnych latach! Kobieta, u której salezjanie egzorcyzmowali mieszkanie, opowiadała mi, że sami zakonnicy łączyli te rzeczy z cmentarzem cygańskim i mówili, że dużo egzorcyzmują na Przyjaźni... A kobieta - hm... prawniczka, tłumaczka, anglistka, 15 lat w Australii, wróciła do Polski i ją nawiedziło...

    Trick or treat! ;)

  • Gość: [qwerty] *.chello.pl

    uuuuaaaaa
    trudno uwierzyć w takie historie..znajomy (wcześniej całkiem normalny !) dostał brzydko mówiąc pierdolca , w pewnym momencie wszystko w nocy w domu zaczynało się ruszać ,działać etc.etc. naprawde był wystraszony ,chodził blady codziennie(ale nie wiem gdzie mieszkał i czy to miało związek z jego historią )
    pomysł artystki ciekawy,nawet niewiedziałem, że takie rzeczy miały miejsce w historii budownictwa

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci