Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej
Blog > Komentarze do wpisu
Idę na wojnę i pytania do czytelników

W sumie, gdy nie piszę nic na swoim blogu, to też jest ciekawie, bo uaktywniają się wtedy szanowni czytelnicy i czytelniczki, i okazuje się, że mają wiele do powiedzenia. A ja przynajmniej, zamiast pisać, mogę sobie z przyjemnością poczytać.

Jakoś ostatnio rzeczywiście nie chce mi się pisać. Męczy to, że trzeba by wciąż o tym samym. Wystawa Fussa w Pradze została zniszczona, ale on chyba zagrał trochę nie fair (zrównywanie katów i ofiar wydaje się dość przerażające, chociaż widzę w tym pewien ponury potencjał).

Wciąż coś nowego wysyłają Krasnale, cudny obrazek przysłali dzisiaj z okazji wykładów Žižka w Poznaniu, ale u licha mój blog nie jest po to, aby reklamować działalność The Krasnals. W końcu mają swój blog.

Jakiś czas temu wymyśliłam zjawisko artystycznego bazgrolizmu i chciałam połączyć sztukę Basi Bańdy (to przy okazji przyznania jej nagrody Arteonu, w czym miałam swój skromny udział), prace chłopców z Krechy z animacją „Włatców móch”, ale ci ostatni jakoś mi się znudzili, więc bazgrolizm znowu odłożyłam na później.

Nie jest to dobra praktyka, bo kiedyś na blogu pisałam właśnie o tym wszystkim, co odkładałam na później...

Jutro znowu rusza rozprawa Doroty Nieznalskiej i właściwie najbardziej bolesne dla mnie jest to, że pisanie o tej sprawie byłoby jakimś strasznym powtarzaniem się.

Nie chcę się tłumaczyć w tym przydługim wstępie z własnego znudzenia. Właściwie to chcę zadać wam kilka pytań, które dotyczą poniekąd zresztą sprawy Nieznalskiej i kwestii wolności tworzenia.

Jakub Banasiak opublikował w "Obiegu" przedziwny tekst zatytułowany szumnie „Z dziejów cenzury sztuki polskiej”. 

„Pierwsza była bitwa Roku Pańskiego 1993 o Piramidę zwierząt, ostatnia - potyczka Roku Pańskiego 2001 o Pasję. I choć wynik tej ostatniej jest ciągle nieznany, to dziś jest jasne, że całą wojnę wygrała sztuka. I to na wszystkich frontach”.

No i tu zdziwienie mnie dopadło i zaczęłam się zastanawiać, jak to jest, czy rzeczywiście sztuka zyskała na procesie Nieznalskiej i w jakim sensie? Jaka wojna i o co została wygrana? Czy rzeczywiście w obronie Nieznalskiej wszyscy, jak pisze Banasiak, zjednoczyli się? I co niby ta rzekoma solidarność dała?

Można zapytać by Dorotę, czy rzeczywiście czuła jakiekolwiek wsparcie polskiego środowiska artystycznego, z wyjątkiem paru zaprzyjaźnionych z nią osób? Czy czuła wsparcie, zwłaszcza od osób, którzy nazywali ją artystką od „chuja na krzyżu”, albo od Żmijewskiego, który w Manifeście twierdził, że nie umiała wykorzystać sytuacji (opisała to kiedyś dobrze Agata Jakubowska). Jak czuje się artystka, która nie jest zapraszana do publicznych galerii?

Czy mamy obecnie do czynienia z sytuacją, że respektowana jest wolność tworzenia? Czy nic tej wolności już nie zagraża? Dlaczego tak wielu niebylejakich artystów mówi, że do pewnych instytucji wstępu nie mają i mieć nie będą?Czy nagle sztuka, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, oddzieliła się od ideologii?

Rozumiem, że Banasiak zakwalifikował mnie już do tych weteranów, o których pisze tak:

„Da się jeszcze zrozumieć weteranów, którzy żyją dawnymi zwycięstwami i czarem wojaczki, a w kolejnych tekstach powtarzają już tylko w różnych konfiguracjach to, co pisali w latach 90. i na początku niniejszej dekady. Ale co z resztą? (...), co z widzami, którzy zamieszczają swoje opinie w Internecie? Dlaczego także oni uwięzieni są w języku sprzed ponad dekady?”

Rozumiem, że według Banasiaka, wszelkie przypadki cenzury (w tym ostatnia cenzura pracy Rafała Jakubowicza, mająca w końcu miejsce w instytucji, z którą Banasiak jest blisko związany, ja zresztą też, choć nie aż tak blisko...), my – weterani sami sobie wymyśliliśmy, kreujemy je, tworzymy, bo przecież nie mamy już o czym pisać (do czego zresztą przyznałam się już na początku tego wpisu)!

Albo inaczej, to wszystko były złe prace, a złe prace, jak wynika z logiki tego tekstu, który odnosi się przede wszystkim do sprawy Żemojdzin, można cenzurować.

Chciałabym jednak przypomnieć Banasiakowi fragment Konstytucji RP, mówiący o tym, że każdemu zapewnia się prawo do wolności twórczości artystycznej, prawo do badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników oraz prawo do wolności korzystania z dóbr kultury.

Chodzi mi najbardziej o to ostatnie prawo, o prawo widzów do oceny, czy rzeczywiście praca Żemojdzin była zła. Ktoś podjął tę decyzję za widzów, niektórzy krytycy nie widząc pracy ogłaszają jej całkowity bezsens. Hm, nawet w prawie karnym, za skazanego uznaje się dopiero osobę po wyroku, wcześniej natomiast oskarżony ma prawo do własnej wypowiedzi. Zarówno Żemojdzin, jak i później Jakubowicz, prawa do wypowiedzi zostali pozbawieni, ale zostają uznani „winnymi” (stworzenia złych prac). Swoją drogą kompletne milczenie w „Obiegu” na temat sprawy Jakubowicza też wydaje się znaczące.

 „Jadwiga Charzyńska miała szansę dokonać małego przewrotu kopernikańskiego i zakwestionować zasadność pokazywania realizacji Żemojdzin w instytucji dotowanej z publicznych pieniędzy ze względu na jej artystyczny poziom, a nie fakt, że komuś coś się skojarzyło” – stwierdza autorytarnie Banasiak, on wie już, że niepokazana praca była zła, bo przecież mówienie w sztuce o kulcie piękna, dramatach anoreksji i bulimii, kanibalizmie naszej kultury jest już kompletnie passe. A kto tak stwierdza? Banasiak, który jak rozumiem, ma się teraz za autorytet  rozstrzygający, o czym się mówi w sztuce, o czym nie. A także, jakiego języka się używa. Ja jakoś nie zauważam nowego języka mówienia o sztuce. Jeśli natomiast „my” mówimy językiem sprzed dekady, to Banasiak mówi językiem sprzed dwóch dekad. Jakoś ten backlash wciąż daje się we znaki! Nagłe zawieszenie związków sztuki i ideologii, które postuluje Banasiak, nie jest żadnym wynikiem nowatorstwa, a jedynie konserwatywnym powrotem do idei sztuki wydzielonej z powiązań społecznych i ideologicznych (tak sztuka była rozumiana w PRL-u). Sama sztuka tkwi w tym układzie, albo nie. I to nie w zależności od swoich własnych pragnień, ale jedynie w zależności od języka, którym jest opisywana.

Wracając do tekstu - dyskutowanie o poziomie niepokazanej pracy wydaje mi się bez sensu, ja sama też podejrzewałam, że to praca wtórna, ale nie mam tyle bezczelności, aby ją ocenić, dopóki jej nie widziałam! Mówienie o tym, że praca jest zła, które ma być kontrargumentem dla przeciwników cenzury, to trafianie kulą w płot, albo manipulancki chwyt poniżej pasa.

Nie rozumiem też dramatycznego tonu tego tekstu, że wszyscy tak bardzo stracili na wydarzeniu związanym z pracą Żemojdzin. Raczej wszyscy tracą na decyzjach szefów instytucji, aby czegoś nie pokazywać; decyzjach kompletnie nieliczących się z widzami. Znowu widzowie traktowani są jak dzieci, niezdolne do jakiejkolwiek oceny (Pani Beato, to w tym właśnie tkwi największy problem, w impertynencji urzędników związanych ze sztuką i niektórych broniących ich krytyków!).

Oj, ale miały być pytania do czytelniczek i czytelników!

Jak to w takim razie jest, co straciliśmy, co zyskaliśmy na sprawie Nieznalskiej? Czy kwestia rozważań na temat cenzury jest już rzeczywiście przeżytkiem? Czy na pewno interes widzów, którzy w tym wszystkim w ogóle nie są brani pod uwagę, może tu w ogóle mieć jeszcze coś do rzeczy?

Ale, żeby nie było tak prosto: Ja też uważam, że nadużywa się pojęcia cenzura. Inną sprawą jest, czy można bronić wolności wypowiedzi w każdej sytuacji? Co ją powinno ograniczać? Czy wolność wypowiedzi może być uznawana za wartość samą w sobie? Jeśli tak, to czy powinniśmy bronić poglądów sprzecznych ze swoimi? Głupich, a może nawet nietolerancyjnych? Studenci UKS-u, którzy protestują przeciwko odwołaniu wykładu Camerona na temat zgubnych skutków homoseksualizmu, powołują się w końcu też na artykuł 73. Konstytucji RP. Czy np. Indeks 73 powinien włączyć się w obronę tejże dziwnej konferencji? Albo, czy powinien bronić Petera Fussa przedstawiającego faszystów z gwiazdami Dawida?

Nie wiem, czy w gruncie rzeczy można odpowiedzieć jednoznacznie na te pytania. Dlatego też uważam, że najciekawsze rzeczy w ogóle jeszcze w naszym środowisku nie zostały przedyskutowane, więc, jak ktoś będzie mnie nazywał weteranem, to ja idę na wojnę (sorry Tomek, że Ci podkradam tytuł ;-)!


P.S. Jeszcze jeden głos w dyskusji o sprawie Doroty Nieznalskiej - artykuł Doroty Jareckiej

wtorek, 12 maja 2009, izakow2
Komentarze
Gość: malo, chello087206033240.chello.pl
2009/05/12 22:29:22
tekst Banasiaka jest słabiuchny że czytać nie idzie go..poprostu oczwistości i tyle..
-
Gość: Aneta, 81-186-224-2.cityconnect.pl
2009/05/13 01:55:01
witam
dla mnie problem cenzury jest drugorzędny względem innego problemu - brak w Polsce osób oddanych sztuce i jednocześnie umiejących o niej w zrozumiały sposób mówić i pisać w mediach (z akcentem na "jednocześnie").
Jeśli takie osoby by były, to zrozumienie dla sztuki współczesnej byłoby większe i może mniejsza chęć cenzurowania? Wiem, że to nie takie proste, że naród niewyedukowany jest od małego itd itp, ale może to by pomogło?
Ja rozumiem, że praca pani Aliny nie jest najlepsza, niemniej jednak myślę, że można byłoby ją korzystnie zinterpretować i chyba nawet były takie próby na tym blogu. Powinna to przede wszystkim zrobić (albo "spowodować" przez poproszenie odpowiednich osób o opinię/zorganizowanie spotkania dla dziennikarzy z ekspertami itd itp) pani dyrektor galerii, bo to ona przyjęła pracę na wystawę. Odrzucając pracę podważyła swój autorytet, bo okazało się, że nie umie bronić swej wcześniejszej decyzji o przyjęciu pracy.
parergonn.blogspot.com
-
Gość: t.kozak, host-89-230-222-82.lublin.mm.pl
2009/05/13 09:35:18
Izo,

Tytuły, idee etc. przejmujmy na potęgę! (Appropriation Critics?) ;-)

Ale żarty na bok. Ja również przecierałem oczy ze zdumienia czytając artykuł Krytykanta. Zwłaszcza passus dotyczący Nieznalskiej wzbudził moją konsternacją. Zjednoczenie środowiska? Wolne żarty! Jeśli ktoś się w tej sprawie zjednoczył, to raczej dyrektorzy instytucji, którzy właśnie za sprawą Nieznalskiej zaczęli z ogromną - he,he - ostrożnością wystawiać sztukę, by tak rzec, "antagonistyczną". Pamiętacie odwołanie wystawy Nieznalskiej w "Baszcie Czarownic" w Słupsku, tchórzostwo Kazimierczaka i jego dość haniebne zarzuty pod adresem artystki? Dla mnie to był właśnie emblemat środowiskowego "zjednoczenia". Bo w końcu w sprawie Nieznalskiej liczyła się moc faktów dokonanych, a nie słabość lamentacyjnej retoryki.

Ja pamiętam również inne wydarzenie - inicjatywę kuratorską, bodajże z roku 2003, kiedy próbowano film Nieznalskiej z sali rozpraw pokazać jednocześnie w trzech instytucjach - CSW, Zachęcie i Muzeum Narodowym. To miała być manifestacja środowiskowej solidarności. Do pokazu w końcu nie doszło, a cała inicjatywa umarła w kuluarach. Dlaczego? Bo dyrektorzy się wycofali... (podobno wideo Nieznalskiej było "słabe", ha,ha!). Może o tym akurat nie powinienem pisać, bo cała sprawa nigdy nie ujrzała światła dziennego i nie mam żadnych materialnych dowodów na jej istnienie. Ot, wszystko po prostu, typowo po polsku, się rozmyło...Niemniej, jeśli ktoś kiedyś chciałby stworzyć obszerniejszą od Banasiakowej, a przede wszystkim nie pisaną z pozycji fałszywie szczęśliwej świadomości, "historię cenzury w sztuce polskiej", to powinien ten casus przypomnieć jako ciekawy przyczynek do dziejów tej całej batalii...

A korzyści? Czy rzeczywiście odnieśli je WSZYSCY? Niechże Banasiak spyta samą Nieznalską o jej bilans zysków i strat...

W jednej natomiast sprawie zgadzam się z Krytykantem. Dzisiaj nadużywamy słowa "cenzura". Przykładem może tu być sprawa skrzynki Jakubowicza. To oczywiście kolejna historia, po której człowiekowi opadają ręce w obliczu instutucjonalnej arogancji. Ja oczywiście podzielam oburzenie Rafała Jakubowicza, Ewy Mikiny i innych. Niemniej, zadaję sobie pytanie, czy faktycznie mieliśmy tu do czynienia z "cenzurą"? Dla mnie sprawa skrzynki była przykładem groteskowego, a jednocześnie w najwyższym stopniu oburzającego sposobu, w jaki dzisiaj Instytucja(CSW) może lekceważyć w Polsce artystę. Czy jednak to lekceważenie było "cenzurą" - kneblowaniem "swobody wypowiedzi", duszeniem "wolności słowa"? Moim zdaniem, nie - to było coś innego, choć równie groźnego. By to "coś" opisać potrzebujemy bez wątpienia nowego języka - mniej pompatycznego, mniej koturnowego, bardziej natomiast zjadliwego i satyrycznego... Koniec, końców "skrzynka" to raczej materiał dla Stańczyka niż dla Rejtana czy Skargi. Może więc trzeba przestać się skarżyć, a zacząć np.boleśnie OŚMIESZAĆ i satyrycznie punktować (zamiast szaty rozdzierać!;-)...

Swoją drogą, nie rozumiem dlaczego w Banasiakowych "dziejach" zabrakło historii "skrzynki". W końcu prawdziwy kronikarz powinien, jak sądzę, przede wszystkim wyciągać szkielety z własnej szafy.

Pozdrawiam!
TK

-
2009/05/13 11:52:19
Tomek,
ja też tak to widzę - raczej jako zjednoczenie szefów galerii; pozwolenie sobie z jednej strony - na strach, uginanie się przed naciskami, a z drugiej - pozwolenie sobie na zupełną bezkarność. Dyrektorzy zachowują się często jak panowie na własnym folwarku. I w tym sensie, wcale ludzie sztuki się nie zjednoczyli, raczej przystali na te idiotyczne reguły gry.
Co do nadużywania słowa "cenzura" - no właśnie, tylko jakiego innego pojęcia używać, jak opisywać takie przypadki, jak casus Jakubowicza, żeby wciąż nie szafować wyświechtanym pojęciem?
Pozdrawiam
-
2009/05/13 12:11:12
@Iza:

Co do nadużywania słowa "cenzura" - no właśnie, tylko jakiego innego pojęcia używać, jak opisywać takie przypadki, jak casus Jakubowicza, żeby wciąż nie szafować wyświechtanym pojęciem?

Jednostkowo: "wymilczanie" ;). Na zjawisko jako całość istnieje wiele już funkcjonujących terminów, od łagodnej "marginalizacji" po ostateczne "wykluczenie".
-
2009/05/13 12:37:28
Witam porannie. Pani Izo tamta dyskusja jeszcze w toku a tu już pojawia się kolejna obiecująca szansa. Nie mogę powstrzymać się od zabrania głosu. Jestem słaba ;)
Niech wybaczą mi wszyscy Ci, którym obiecałam odpowiedź. Uważam, że ten temat nawiązuje do poprzedniej dyskusji, więc odpowiem tutaj na niektóre z poruszonych kwestii.

1.
Parafrazując cytowanego przez Panią Krytykanta, należy stwierdzić:
Pierwsza była bitwa Roku Pańskiego 1993 o Piramidę zwierząt, ostatnia - potyczka Roku Pańskiego 2001 o Pasję. I choć wynik tej ostatniej jest ciągle nieznany, to dziś jest jasne, że całą wojnę PRZEGRAŁA sztuka. I to na wszystkich frontach.

Przegrali artyści krytyczni. Sztuka krytyczna stała się śmierdzącym jajem. Idzie się po linii najmniejszego oporu, nie zaprasza artystów lub wycofuje potencjalnie sporne prace. To klęska, bo w ten sposób galerie wypełniają prace bezpieczne lub miałkie, pseudo krytyczne a nie krytyczne. Prace "kolekcjonerskie". Ekscytujemy się cenami na aukcjach, nie interesuje nas przekaz, czy jakości artystyczne pracy. A wystarczyłoby przygotować ekspozycję od strony prawnej, ale to wysiłek, koszty, dodatkowe procedury, których tak nie lubimy, bo nas ograniczają. Sztuka krytyczna, jak pokazuję w swoim projekcie spaceruje po terytorium prawa i etyki i musi mieć "ochroniarzy", prawników i etyków, którzy podzielą włos na czworo. Artyści nie powinni się krzywić, lecz cieszyć.

Sprawa Doroty Nieznalskiej powinna być dawno zamknięta. Jak wielokrotnie już stwierdzałam w różnych miejscach, artysta jest twórcą dzieła, i ma konstytucyjne prawo robić co chce, jeśli tym bezpośrednio nie wyrządza szkody innym. Jej praca (niepublikowana) nie wyrządza nikomu szkody. Celem jest publikacja, ale nie odbywa się przecież na życzenie artysty, a jedynie za jego zgodą. Wydaje mi się, choć to powinni ocenić prawnicy, że Dorota nie powinna być w ogóle oskarżona. Źle postawiono problem i dlatego to się wlecze. Problemem jest to "czy publiczna instytucja, może pokazywać dzieło, które odbiorca postrzega jako obraźliwe, jeśli ono nie jest celowo obraźliwe? Kiedy tak, kiedy nie?". Oskarżona powinna być instytucja, a nie artysta. O winie powinien rozstrzygnąć bezstronny sąd. Widz ma prawo do własnych ocen.
cdn.
-
2009/05/13 12:58:20
To co obecnie promuje Kuba Banasiak to największy dołek sztuki polskiej, komercyjne dno do którego się zniżyła. Nawet można by się pokusić o odwołanie Banasiaka z pełnionych przez niego funkcji, gdyż psuje wizję sztuki polskiej. To co pisze w żaden sposób nie odnosi się do dążenia do nowych celów, ewolucji sztuki, to zwykła strategia sklepikowego galerzysty prywaciarza zamawiającego promocyjne teksty swoich towarów. To co krytykant robi to właśnie usilna promocja wybranych przez siebie (i zaprzyjaźnione galerie) kilku artystów na różnych frontach, rozpaczliwe poszukiwanie i naginanie kontekstów, niby logiczne argumentowanie, naturalnego biegu historii sztuki, a teraz jeszcze niezbędna potrzeba wprowadzenia nowego języka pisania o sztuce. Jakiego? Zapewne surrealistyczno abstrakcyjnego. Super zaścianek! A na pewno nie idzie to ze współczesnym trendem światowym, wystarczy poczytać czasami teksty na temat tendencji w sztuce na zachodnich blogach.
Jest to też typowa zagrywka rodem z komuny zrobić najpierw zadymę, poprzez energię sztuki krytycznej i rewolucyjne teksty wprowadzić do władzy swoje siły i nagle ogłosić, że krytyczność jest już passe, teraz cool są te nowe, spokojne trendy.
To że na targach pojawiło się w wyniku kryzysu więcej prac nad kominek, nie znaczy że nie ma potrzeby krytyczności. Spójrzmy choćby na tematy biennali czy kuratorowanych wystaw tematycznych na świecie. Dlatego bądźmy czujni i nie dajmy się wciągnąć w pasożytnicze cofające nas do tyłu teksty.

To typowe komercyjne podejście trzyma się kilku klasycznych nazwisk ze sztuki krytycznej już uznanych i ustabilizowanych w mainstreamie, stabilnych i niezdartych, a z drugiej strony promuje kilku malarzy pokojowych. A teraz ruszył z tacką wyciągniętą do przodu aby zebrać jałmużnę na kolejną promocję swoich wybrańców umieszczonych w doborowym kontekście.
Oczywiście mocno wspierany przez panów z Artbazaaru, którzy wyłącznie zajmują się spekulacją sztuki, którzy wizualizują siebie w roli Saatchiego bądź jak developerzy próbują sobie dorobić wykorzystując naiwność i niewiedzę innych ludzi. Niesłychane jak krytykant może dobrze czuć się w roli kundelka na usługach wszystkich u których może coś zarobić? To typowa postura byłych komunistów średniego i niższego szczebla. Na takich ludziach była budowana właśnie komuna pełniących funkcje służebne dla władzy.
-
2009/05/13 13:33:26
niebezkozyry - ja nie uważam, że sztuka krytyczna przegrała, co prawda samo pojęcie też wydaje się wyświechtane.
Ale, np. ta wystawa, którą zrobiłam w Arsenale pokazuje, że ta sztuka trzyma się dobrze i sama się broni, że można w nowy sposób patrzeć na sztukę krytyczną (jest bardziej analityczna, ale z drugiej strony wciąż radykalna) i wcale nie trzeba operować wciąż tymi samymi nazwiskami. Tutaj zaprosiłam m.in. Izę Gustowską, Tomka Kozaka, Maurycego Gomulickiego, Bognę Burską, Olę Polisiewicz, Elę Jabłońską, których trudno nie określić jako krytycznych. Inna sprawa, że może jest to po prostu pojęcie zbyt szerokie.
Np. to, co robią The Krasnals to przecież też sztuka krytyczna, tyle, że wszyscy się na nich oburzają, bo są spoza układów.
Wspominany przeze mnie Fuss - również artysta krytyczny.
Inną sprawą jest występowanie anonimowo, wskazujące, że bardziej są to strategie dywersji.
A z drugiej strony - wszystko to są jednak zupełnie inne bajki. Więc na pewno jest tak, że samo pojęcie "sztuka krytyczna" to zdecydowanie za mało.

Świetna diagnoza The Krasnals, bo pojawia się tutaj wg mnie ważna opozycja - między sztuką jako sklepikową, galeryjną ozdobą a właśnie szeroko pojętą sztuką krytyczną; między sztuką zatopioną w neoliberalnych regułach a potrzebą sztuki, która mówi coś więcej.
W tym polu sztuki krytycy oczywiście odgrywają bardzo ważne role, są powiązani instytucjonalnie, ideologicznie, finansowo itp., co oczywiście Banasiak neguje, bo mu po prostu tak wygodnie. Mówienie o ideologicznych kontekstach sztuki, zmusiłoby go do ujawnienia własnego zaplecza, więc próbuje te konteksty i powiązania zanegować. Jakie to proste!
Uważam, że to funkcjonowanie sztuki w Pl jest naprawdę znakomitym tematem do analiz artystycznych. Jest tu gorąco, duszno, nad stołem wszyscy się pięknie uśmiechają, pod stołem kopią się po kostkach. Albo swoista hipokryzja i udawanie, że nie ma problemu. Jak choćby z Nieznalską ('wszyscy wygrali, wiec dajmy już sobie z tym spokój').


-
2009/05/13 13:35:18
Pani Beato,
ale co Pani sądzi o tym, że najgorsze w traktowaniu widzów, jest traktowanie ich jako niemyślących i niezdolnych do samodzielnej oceny?
-
Gość: t.kozak, humpc-79-152.umcs.lublin.pl
2009/05/13 14:04:51
Diagnoza, diagnozą - ale te postulaty dotyczące odwoływania ze stanowisk, aluzje odnośnie domniemanej prywaty, to jest wszystko moim zdaniem bardzo szkodliwe. Szkodzi to ludziom, którzy posługują się takim językiem - bo ustawia ich w pozycji bezsilnych frustratów i tropicieli "Układu", szkodzi to także samej debacie, bo poziom dyskusji sprowadza na jakąś zgoła PiS-owską platformę czczej gadaniny ufundowanej na nieudokumentowanych podejrzeniach. Proponuję, by porzucić retorykę "antykorupcyjnej" podejrzliwości (i związanej z nią chęci czyszczenia stanowisk redakcyjnych;-).

Lepiej skoncentrować się na twardym meritum. Tutaj się bez wątpienia zgadzamy. Surrealizujący abstrakcjonizm to faktycznie galanteryjna żenada. Antyteza tejże żenady, czyli model rzekomego "zaangażowania" i "politycznego" "aktywizmu", to również sprawa bardzo wątpliwa. Do tego dochodzi także fakt, iż krytyka obu modeli w wykonaniu Krasnali-Stuckistów jest niestety, według mnie, nie lepsza... Czyli z jednej strony źle, z drugiej - niedobrze, a z trzeciej też słabo. Trudno, trzeba to w wszystko we krwi i znoju przepracować od podstaw, uff...
-
2009/05/13 14:46:50
Zgadzam się z Krasnalami w ich ocenie sytuacji, choć nie wprowadzałabym pojęcia komuch bo nas sprowadzi na ślepy tor, no i nie jestem tak radykalna. Wydaje mi się, że rozumiem rację stanu każdej ze stron i zaniechania każdej.

Skąd biorą się wszystkie kłopoty?
Moim zdaniem na urzędników publicznych podległych formalnie politykom (dyrektorów instytucji sztuki) patrzymy jak na ludzi sztuki, a przecież oni muszą robić to, co im każą politycy, są ich najemnikami. Rozporządzają publicznymi środkami, które przyznają politycy. My jako środowisko powinniśmy mieć wpływ na ich decyzje, ale nie zgadzamy się na żadne definicje, na klasyfikacje i procedury a bez tego pozostaje tylko strategia prywatnego folwarku, "ja tobie, ty mnie".
Politycy nie przegapią dobrych okazji, których dostarczają im artyści. Mają kampanię promocyjną za cudze pieniądze, że niby bronią słabych, dobra, prawdy, ojczyzny. Ale to artyści sami wkładają im do ręki broń. Stosują środki, które można zakwestionować na prawnej lub etycznej płaszczyźnie, więc politycy kwestionują klasyczna technika PR. Dlatego mój projekt, dlatego do znudzenia powtarzam, że nikogo nie interesuje co artysta mówi, liczy się to jakich użył środków. Cyniczni artyści zdobywają w ten sposób rozgłos, a naiwni pozwalają się wrobić i są oskarżani i sądzeni. Pierwsze awantury wynikały z naiwności (zawsze to artysta był naiwny).
Sprawa druga to zauważenie, że przypadek, przypadkowi nie równy. Sprawa Jakubowicza (i Uklańskiego) to problem prawny. Prawnicy powinni rozstrzygnąć kto ma rację. Jeśli prawo autorskie chroni tę skrzynkę (wizerunek Olbrychskiego) i nie ma pisemnej zgody na jej wykorzystanie to przykro mi, ale dyrektor musi przestrzegać prawa. Zawsze jest pierwszy, drugi, trzeci raz kiedy sprawa uchodzi na sucho, a potem właściciele znajdują sposób by ukrócić praktyki artystyczne, które szkodzą ich interesom. To wszystko problemy prawne, ale nie jest to kwestia cenzury.

Sprawa trzecia to marszandzi, aukcje, targi itp. Traktujemy ich działania jak artystyczne, a one są komercyjne. Dzieło sztuki w rękach marszanda ma przynieść zysk. Naiwni urzędnicy, (cyniczni udają) i artyści nie dostrzegają, że wykorzystuje się publiczne instytucje sztuki do lansowania prac z prywatnych kolekcji, do budowania pozycji artystów, których prace wcześniej "kolekcjoner" zakupił u studenta. Casus Saatchi.

Podsumowując, dyrektor to urzędnik, którego celem jest kariera a nie wartości artystyczne, musi przestrzegać prawa i norm obowiązujących w danym społeczeństwie. Polityk i biznesmen wykorzysta każdą sytuację aby zbić swój kapitał (polityczny lub finansowy). Urzędnik o tym wie, artysta nie chce przyjąć do wiadomości, więc ten nie może go wspierać.

Sposób w jaki traktowany jest widz (wyborca), to temat na osobną dyskusję, więc odpowiem innym razem, żeby nie było za dużo wątków. Zastanówmy się lepiej co jeszcze sprawia, że instytucje publiczne nie stają po stronie artystów? Mam kilka sugestii, ale zaczekam na wasze. b

Ps. oczywiście to wszystko znowu ogólniki, ale w tym miejscu inaczej się nie da. Każdy ogólnik mogę rozwinąć i szczegółowo uzasadnić. b
-
Gość: malo, chello087206033240.chello.pl
2009/05/13 17:34:48
To co obecnie promuje Kuba Banasiak to największy dołek sztuki polskiej, komercyjne dno do którego się zniżyła. Nawet można by się pokusić o odwołanie Banasiaka z pełnionych przez niego funkcji, gdyż psuje wizję sztuki polskiej. To co pisze w żaden sposób nie odnosi się do dążenia do nowych celów, ewolucji sztuki, to zwykła strategia sklepikowego galerzysty prywaciarza zamawiającego promocyjne teksty swoich towarów. To co krytykant robi to właśnie usilna promocja wybranych przez siebie (i zaprzyjaźnione galerie) kilku artystów na różnych frontach, rozpaczliwe poszukiwanie i naginanie kontekstów, niby logiczne argumentowanie, naturalnego biegu historii sztuki, a teraz jeszcze niezbędna potrzeba wprowadzenia nowego języka pisania o sztuce. Jakiego? Zapewne surrealistyczno abstrakcyjnego. Super zaścianek! A na pewno nie idzie to ze współczesnym trendem światowym, wystarczy poczytać czasami teksty na temat tendencji w sztuce na zachodnich blogach.
Jest to też typowa zagrywka rodem z komuny zrobić najpierw zadymę, poprzez energię sztuki krytycznej i rewolucyjne teksty wprowadzić do władzy swoje siły i nagle ogłosić, że krytyczność jest już passe, teraz cool są te nowe, spokojne trendy.

masz rację w 100 procentach ,myslę w identczny sposób o tym co z robi albo czego nie robi dla polskiej sztuki Banasiak..toczy wózek z gnojem na dobrze wydeptanym szlaku i teraz w ten szlak wtłoczy swoich 400000 malarzy ..a jakich to chyba domyślać się nie trzeba ,to się wie ...
-
2009/05/13 18:02:16
No dobrze, ale nie demonizujmy znowu tak bardzo Banasiaka. Uważam, że on nie jest winny sytuacji, która ma miejsce obecnie w sztuce. Jest raczej jej symptomem, albo i swoistym efektem.
Układy w sztuce zawsze były, kto się lepiej układał, zawsze znajdował sobie wygodne miejsce i odcinał kupony. Postulat zwalniania krytykanta też wydaje mi się trochę zabawny. Na jego miejsce przyjdzie 10 innych krytykantów.
Raczej uważam, że jeśli ktoś chce rzeczywiście coś zmienić, musi wgryźć się w mechanizmy funkcjonowania sztuki. I to nie tyle wspomnianych układów, ale i neoliberalnego ciśnienia, które ze sztuki robi jedynie dekorację.
Pisałam już kiedyś, że uważam, że obecna sytuacja wytwarza jakąś taką miałkość i letniość. Ale z drugiej strony, jak widać, temperatura bywa gorąca, przynajmniej nie wszyscy się ze sobą zgadzają. Jest dużo przykładów sztuki, która nie jest ani miałka, ani jedynie dekoracyjna.
Na pewno fajnie, gdyby pojawiły się akcje artystyczne, które właśnie nasz świat sztuki analizują, przenicowują te wszystkie pozory, wchodzą wgłąb.
Nie jestem taką pesymistką, jak Tomek Kozak, że od której strony nie spojrzeć, jest źle.
Ale, np. dlatego tak bardzo wkurzyło mnie odwołanie wystawy Jakubowicza, bo to właśnie mogła być taka analityczna praca względem świata sztuki (tu akurat biorąca na warsztat mit i funkcjonowanie Foksalu). No i co? Kupa :-(
Ale mimo wszystko liczę na inteligencję artystów!
-
2009/05/13 18:24:23
Pani Izo, nie bardzo rozumiem? Oczywiście, że szkoda, kiedy praca z potencjałem nie może być pokazana, ale jeśli ta praca narusza np. prawo (prawo autorskie) to nie możemy ubolewać nad tym, że nie została pokazana, że ją zablokowano. Należy zastanowić się dlaczego nie przygotowano się do wystawy od strony formalnej tak, aby praca mogła być pokazana i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Ze słów Jakubowicza wynika, że miał ustną zgodę, dlaczego on lub kurator no i dyrektor nie zadbali o to by zgoda była pisemna. Ustawa o prawie autorskim wyraźnie stwierdza, że musi być na piśmie. Zawiniła nonszalancja, a wyszło, że mamy cenzurę. Nie mylmy zbiorów.

Jak skrzynka może być analityczną pracą o świecie sztuki? Musi zostać obudowana teoretycznie, ale wtedy to nie sama praca lecz proces jest krytycznym dziełem. Takim samym wyzwalaczem może być skórka od banana, na której pośliźnie się kurator wystawy. To tylko pretekst. Jeśli chcemy uczciwie rozmawiać, jakiś pretekst się znajdzie. Jeśli chcemy sobie pogadać, powiedzieć swoje, powtarzać w kółko te same tezy, najlepszy pretekst zostanie zmarginalizowany.
-
2009/05/13 19:04:45
Pani Beato! w mojej skromnej opinii absolutnie ta praca nie naruszala praw autorskich, podobnie zreszta w opinii prawnika, ktora uzyskal Jakubowicz. Przeciez zupelnie o cos innego chodzilo. Odsylam to swojego wczesniejszego wpisu, gdzie o tym projekcie (bo nie o pracy - tej nie bylo!) pisalam.
-
2009/05/13 19:25:55
Jeśli chodzi o kwestie prawne, one były argumentem dyrektora CSW, dlatego o nich wspomniałam. Chodziło mi głównie o zwrócenie uwagi na to, jak ważna jest strona formalna, standardy organizacyjne i procedury.
Jeśli chodzi o sam projekt, za mało wiem na ten temat, może to faktycznie była szansa. Świat nie kończy się na Zuju. Przecież można pokazać to gdzie indziej, jeśli nie ma przeszkód formalnych. No i dlaczego używa Pani czasu przeszłego mówiąc "to właśnie mogła być taka analityczna praca względem świata sztuki (tu akurat biorąca na warsztat mit i funkcjonowanie Foksalu)". Przecież to nie roślinka, nic mu się nie stanie, może poczekać ;)

ps. @nameste - odpowiedziałam na wczorajsze pytanie.
-
Gość: Libera, prg1-v-12-145.static.adsl.vol.cz
2009/05/13 20:09:15
Chcialbym poruszyc troche inny ale moze wazniejszy temat. Chce powiedziec o dalszych perypetiach wystawy niejakiego Petera Fussa w Galerii Nod w Pradze. W PL nie zajmowano sie tym tak bardzo jak w CZ. Wszystkie gazety tutaj rozpisywaly sie o tym skandalu. Moze dla tego, ze nigdy wczesniej nie spotkano sie tu z czyms podobnym. Ktos przychodzi do twojego domu i sra ci na stol a jak go wypraszasz to zarzuca ci nietolerancje ! Nieszczesny kurator wystawy Milan Mikulaszczik probowal jeszcze ratowac sprawe i postanowil zaprosic znanych artystow aby skomentowali zaistniala sytuacje. Zaproszeni byli Jiri David, Martin Z, Ivan Vosicki (znany z pracy polegajacej na wyknaniu gigantycznych rozmiarow napisu IZRAHELL na wzgorzu Letnej), Awdiej Tel-Gavodian (ten, ktory w latach 90 urzadzil w Moskwie rzucanie siekiera do Ikon swietych), Kozelka (artysta-anarchista czeski, ktory byl naj bardziej agresywny podczas akcji niszczenia wystawy Fussa przez ochroniarzy gminy zydowskiej), Tamara Moyses (artystka pochodzenia zydowskiego mieszkajaca w Pradze) oraz ja. Po parodniowej dyskusji powolani w stan alertu artysci doszli do wniosku ze nie da sie tu nic zrobic ! Nie da sie posprzatac gowna, ktore przyniosl ze soba polski artysta (?). Dlaczego ? Bo przedewszystkim w kontrakcie zawartym pomiedzy wlascicielem budynku (gmina zydowska) a bordem zarzadzajacym galeria istnieje punkt mowiacy o tym, ze wlasciciel nie zyczy sobie zadnych wystaw propagujacych rasizm, nietolerancje, nazizm itp. Jakikolwiek komentaz w zaistnialej sytuacji grozilby likwidacja galerii, a tego nikt z nas nie chcial. Pytanie: czy myslicie, ze artysta moze wypowiedziec wszystko co mu slina na jezyk przyniesie a tzw odbiorca musi tego wysluchac bez mozliwosci wlasnej wypowiedzi czy komentarza ? Czy artysta to swieta krowa, ktora moze bez zadnej odpowiedzialnosci, ba nawet bez znajomosci tematu wypowiadac sie na kazdy temat ?
-
2009/05/13 21:12:26
To wbrew pozorom ten sam temat. "Ktos przychodzi do twojego domu i sra ci na stol a jak go wypraszasz to zarzuca ci nietolerancje !" i krzyczy cenzura.
Raz tym domem są symbole religijne, kiedy indziej wolność osobista, jeszcze innym razem ciało żywej istoty. Zawsze w imię oświecania.
-
2009/05/13 21:24:48
Zbyszek! No właśnie! Czyli jest jakaś granica (dla mnie jest nią właśnie szerzenie nietolerancji, nienawiści, chęć ograniczenia wolności innych - casus Camerona).
Tylko widzisz, dla mnie jest ciekawym problemem, jak to zdefiniować i jak to od siebie oddzielić (co jest już wypowiedzią szerzącą nienawiść - to jest koszmarnie płynne, kiedy miała miejsce sprawa Obarskiego, Żydowicz też powoływał się na to, że swastyka jest symbolem faszyzmu, wiec wystawa sieje nienawiść...). Kto więc ma o tym decydować, jak to rozstrzygać????
W przypadku Fussa, ja mam zupełnie inne podejrzenie, że to była po prostu głupota, walnął z grubej rury, nie zdając sobie sprawy z tego, jak to będzie odebrane. Jak napisałam gdzieś indziej, takie zamianki były już w sztuce robione, choćby u Rama Katzira "Twoja książeczka do kolorowania" i ja raczej zarzucałabym Fussowi wtórność. Nie sądzę, że on chciał obrazić ofiary (figurki ofiar z klocków lego też były przez niektórych odbierane jako obraźliwe, ale wiadomo, że nie o to chodziło. A może nawet on chciał się Tobie przypodobać?).
Rozumiem też jego intencje, żeby zwrócić uwagę na przemocową politykę Izraela. Ale nie wyszło, przynajmniej nie w tamtym miejscu, ale ogólnie - zaistniała ciekawa sytuacja, on nie został ocenzurowany wcześniej, tylko artyści, których wkurzył wystawę zniszczyli. A wy przynajmniej spędziliście dużo czasu dyskutując (co jest przecież wartościowe!).
Oczywiście, ja sobie gdybam na zimno, a sądząc z tego, co piszesz, to musiało być w Pradze bardzo gorąco.
Ja w ogóle wolę do tego wręcz się nie ustosunkowywać, bo mam takie wrażenie, że za tym kryje się przywoływanie ostrego i jakoś tam dramatycznie nierozstrzygalnego konfliktu: Izrael-Palestyna (w końcu, wielu krytyków Izraela, w tym również Zygmunt Bauman pisało o tym, że dla Izraela Holocaust jest mitem założycielskim).
Nie bronię w tym przypadku pracy Fussa, tylko sytuacji. Doszło do pokazu, widzowie się wkurzyli i zniszczyli pracę. A w Polsce jest inaczej, dyskutujemy co chwilę o pracach, które nie mogą być pokazywane i to jest wkurzające.
Ale pytanie o granice wolności sztuki wydaje mi się bardzo ciekawe i to zresztą jest główne pytanie mojego wpisu.
-
2009/05/13 21:57:56
Dobrze że przewinęło się tu hasło stuckiści, bo właśnie Banasiak ze swoją ekipą artystów świetnie pasuje pod to określenie. Tak jak oni promuje miałkie malarstwo i choć bardziej dyplomatycznie, głosi brak sensu tworzenia sztuki krytycznej. Cofa sztukę w sferę konserwatywną, tak jak stuckiści promuje błahe malarstwo, do tego kiepsko wykonane.
Cała koncepcja takiego malarstwa to robić malunki dla samych malunków (tu czaszka, tu Akt, tu pejzaż). Wizualnie zresztą można zauważyć wiele podobieństw:
www.hauserwirth.com/artists/33/jakub-julian-ziolkowski/images-clips/
www.stuckism.com/PaintingsList.html#Paintings
Ok., nie mamy nic do artystów, niech sobie malują co chcą, ich prawo, ale niech krytycy nie wynoszą tego na absurdalne wyżyny sztuki. Bo na tej samej zasadzie można podciągnąć promocję artystów z typowych galerii drobnomieszczańskich z symboliczną wręcz Napiórkowską. Tam też roi się od surrealizmów, własnych światów i abstrakcji. Tak właściwie Banasiak wybierając tylko kilku z nich dokonuje na reszcie z tego grona cenzury pomijając ich w swoim dyskursie sztuki ;) A jego odwrócone od rzeczywistości teksty o charakterze abstrakcyjno surrealistyczno nadrealnym pasowałyby niemal do wszystkich artystów ze stajni Napiórkowskiej jak ulał. Wystarczy - w ramach odprężenia się - przeczytać kilka tekstów z katalogów tych artystów, kropla w kroplę z tekstami o młodych surrealistach polskich. Fascynująca literatura! I w sposób pośredni krytykant sprowadza rozmowę z ważnych tematów dotyczących cenzury na trop jakości promowanych przez siebie idei. Więc już może dosyć na ten temat.
Bo rzeczywiście sprawa wolności wypowiedzi artystycznej i jednak istniejących granic nie tyle że jest nierozstrzygnięta, ale praktycznie nieporuszona.
-
Gość: t.kozak, host-89-230-222-82.lublin.mm.pl
2009/05/13 23:18:36
Izo, ja nie jestem pesymistą - wydaje mi się po prostu, że akurat w tym momencie scena znajduje się w stanie stagnacji. Nie widzę w tym w sumie nic tragicznego - jest to naturalna kolej rzeczy. W podtekście mojej wypowiedzi o pracy u podstaw kryło się przeświadczenie, że wszyscy oczekujemy na jakiś spektakularny przełom, a tymczasem najpierw trzeba stworzyć "habitat", w którym przewartościowanie się pojawi. Trzeba się zatem uwolnić z dotychczasowych uwarunkowań, przesądów etc. W tym kontekście popieram Krasnali, bo oni jednak wyprowadzają z równowagi ten mega-nadęty establiszmęcik naszego art worldu. Z drugiej strony jednak mój stosunek do Krasnali jest nader sceptyczny. To jednak zupełnie inna historia - inna dyskusja.

Odnośnie tego, co pisze pan Zbigniew Libera, powiedziałbym, że "radykalna" akcja (artysty) może wywołać równie "radykalną" reakcję (publiczności). Artysta musi liczyć się z tym, że ktoś na jego prowokacyjny gest odpowie gestem np. obrazoburczym. Jeśli jednak mówimy o prawdziwej odpowiedzialności artysty, to - moim zdaniem - może on ją ponosić tylko wtedy, gdy jego praca zostanie w sposób pełnowymiarowy skonfrontowana z opiniami krytyków, kuratorów, dziennikarzy etc. Wtedy artysta może się np. dowiedzieć, że jego praca jest głupia, słaba lub szkodliwa. Rozwalanie lub przerywanie wystaw - paradoksalnie - zwalnia artystę od odpowiedzialności, przerzuca bowiem ciężar dyskusji z meritum na problemy zastępcze. Zadyma przesłania wtedy intelektualne i estetyczne sedno sprawy. Dlatego właśnie zamykanie lub niszczenie wystaw jest tak szkodliwe - uniemożliwia ono społeczności dogłębne rozpracowanie problemu. Inną kwestią w tym kontekście jest infantylna i - no właśnie - NIEODPOWIEDZIALNA postawa dyrekcji lub właścicieli galerii. W końcu ktoś wstępnie akceptuje pomysły potencjalnie kontrowersyjne. I co? Nikt nie wlicza wtedy w koszty możliwych konsekwencji? Trzeba być naprawdę niesłychanie krótkowzrocznym i w sumie bezmyślnym, żeby w przypadku czegoś takiego, jak propozycja Fussa nie przewidzieć jakiegoś zamieszania. Prosty rachunek prawdopodobieństwa podpowiada, że może ono wybuchnąć. Trzeba się na to jakoś wcześniej przygotować, rozpisać scenariusz awaryjny. A tymczasem dyrekcja galerii zachowuje się jak kotek rażony gromem w czasie srania do cukiernicy...
-
2009/05/14 00:33:42
Drugi akapit powyższego trafia w sedno.
-
2009/05/14 01:01:59
O to chodzi.
Trzeba się na to jakoś wcześniej przygotować, rozpisać scenariusz awaryjny., ale najpierw trzeba rzecz przemyśleć i czasem może jednak samemu zrezygnować z pomysłu.
-
Gość: zaklad slusarstwa koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2009/05/14 01:54:22
Co do Fussa. Inna perspektywa, niż przyjście do czyjegoś mieszkania i nasranie na stół, jest taka, że ktoś wyszedł w przestrzeń publiczną, a przynajmniej publicznie dostępną, i napisał na ścianie "Józek to chuj". Pytamy, czy Józek nie ma prawa się oburzyć i zamalować "napisu"? Interpretacja Fussa była prosta, jak przysłowiowa konstrukcja cepa. Chodziło mu o to, że Izrael to jakby współcześni naziści. Gdyby chociaż nie stwierdził tego tak wprost, możnaby doszukiwać się (na siłę, ale jednak) jakiegoś cudzysłowia, jakiejś opowieści, własnego spojrzenia. Tu niczego takiego nie ma, co Fuss sam stwierdza, więc przyznaje, że identyfikuje Izrael z nazistami. Nie wiemy, czy Fuss nienawidzi Żydów. Na pewno ich obraża. Mógłby przynajmniej poczytać sobie bloga Rajkowskiej z Izraela, gdzie artystka pisze, że "tu każdy ma swoją historię i każdy ma rację". Stwierdzanie: "ci są dobrzy, a tamci są źli" zdradza, że Fuss ma umysł zbuntowanego nastolatka, któremu wydaje się, że coś "wie" bo widział coś w telewizji.

Poza tym, jako mieszkańcy Torunia, czujemy sie zobowiązani sprostować stwierdzenie Pani Izy, że Żydowicz oskarżył Obarskiego o sianie nienawiści. Żydowicz oskarżał "tylko" o:
"nieczułość, totalną ignorancję, najwyższy brak szacunku dla cierpienia, bólu i ludzkiej tragedii". Rozróżnienie fundamentalne, a jednak przez Panią niezrozumiane.

Krasnale, co prawda, nie odnoszą się do tego w swoim komentarzu, ale na swoim blogu owszem. My rozumiemy ich stanowisko tak, że wielu próbuje "wypłynąć" wykorzystując motywy związane z holokaustem, w gruncie rzeczy nie mając nic szczególnego do powiedzenia. Wiadomo, że "coś z tego będzie", więc to się opłaca. Jak dla nas można do tego grona spokojnie zliczyć zarówno Fussa, jak i Obarskiego (na zaproszeniu na jego wystawę była goła laska "ukrzyżowana" na swastyce - litości!)

I tu dotykamy problemu bardziej dotyczącego Pani pytań. W bilansie zysków i strat sprawy Nieznalskiej i innych, trzeba uwzględnić też pewne pasożytnictwo artystyczne. Rozumiemy, że Nieznalska naprawdę ma przechlapane, że zdarza się, że artyści tępieni są instytucjonalnie, a nie merytorycznie, że naprawdę instytucje kultury są opanowane przez jakąś zaściankową mafię i że to jest zabójcze dla "kultury".

Problem w tym ,że artyści jak Obarski, czy Fuss wykorzystują tę atmosferę cenzury, by firmować nią swoje wypociny. Wykorzystują pewien mechanizm, który, niestety, działa trochę samoistnie, bezrefleksyjnie. Artysta ma pomysł, który 1. jest głupi, 2. sprawia komuś przykrość. Ktoś podnosi larum, że artysta kogoś obraża. "Ludzie sztuki" mówią "cenzura". Wtedy artysta chodzi opromieniony sławą męczennika za wolność słowa. Wiemy, że artyści celowo prowokujący konflikt, to margines. Ale ten margines jest najbardziej widoczny. To truizm. Tylko, że to "ludzie sztuki" pomagają temu marginesowi stać się widocznym, opatrując go hasłem "cenzura", legitymizują go.

Nie jesteśmy pewni, ale w latach 90. chyba nie było takiego mechanizmu. Rumas po termoforach, czy Libera po Lego nie funkcjonowali chyba publicznie, jako męczennicy. Może Kozyra trochę tak. Wystawa z 1995 r. pt. Antyciała została "obziewana", nikogo to nie obraziło, nie ruszyło. A po Akcjach w Zachęcie i Nieznalskiej mechanizm działa aż miło. Nie jesteśmy pewni, czy ludzie ze środowiska sztuki też tak to odbierają, ale z zewnątrz mniej więcej tak to wygląda.
-
2009/05/14 08:49:11
Z wewnątrz podobnie. Metoda "na cenzurę" generalnie się sprawdza, pomaga wryć nazwisko w zbiorową świadomość.
-
2009/05/14 09:22:42
@niebezkozyry:

O to chodzi.

Miałem poprzestać na ogólnej aprobacie dla treści drugiego akapitu pana Kozaka, ale gdy Pani afirmatywnie zredukowała ją (przesadzam) do postulatu obmyślania przez wystawcę alternatywnych scenariuszy na okoliczność, gdy się np. publiczność zbiesi, to sprecyzuję.

Z tymi zdaniami zagdzam się na 100%:

Jeśli jednak mówimy o prawdziwej odpowiedzialności artysty, to - moim zdaniem - może on ją ponosić tylko wtedy, gdy jego praca zostanie w sposób pełnowymiarowy skonfrontowana z opiniami krytyków, kuratorów, dziennikarzy etc. Wtedy artysta może się np. dowiedzieć, że jego praca jest głupia, słaba lub szkodliwa. Rozwalanie lub przerywanie wystaw - paradoksalnie - zwalnia artystę od odpowiedzialności, przerzuca bowiem ciężar dyskusji z meritum na problemy zastępcze. Zadyma przesłania wtedy intelektualne i estetyczne sedno sprawy. Dlatego właśnie zamykanie lub niszczenie wystaw jest tak szkodliwe - uniemożliwia ono społeczności dogłębne rozpracowanie problemu.

Natomiast sytuacja, w której wystawca najpierw planuje pokazać daną pracę, ale potem, pod naciskiem "obrażonych uczuć religijnych prawdziwych Polaków/radnych LPR itd." czy wskutek jakichkolwiek innych presji, powiada "sorry, kręcą nosami, pan/pani zostaje wykluczony/a" -- jest dla mnie skandaliczna.

Za skandaliczną uważam również przemoc fizyczną (w tym: niszczenie dzieł sztuki, nawet jeśli ktoś uważa je za paskudne pseudo-dzieła). Przemoc prawna (z pragrafu np. o "obrazę uczuć religijnych" to też skandal; ten paragraf dawno powinien zniknąć, razem z drugim, o obrazie głów (czy szyj) państw.

Pisze pan Kozak, że artysta musi się liczyć, że ktoś na "jego prowokacyjny gest odpowie gestem obrazoburczym". Zgoda, w sferze "tak bywa". Ale w sferze "tak powinno być" zgody nie ma. Od zwalczania wypowiedzi są inne wypowiedzi; oburzona publiczność niech chwyta za transparenty ("pseudo-artysta X to głupi ch..., jego żałosna 'sztuka' jest do d...") i demonstruje. Ale wara od "gestów Olbrychskiego". Na tym polega wolność słowa, ktora jest wolnością także dla wypowiedzi głupich, przykrych czy niesmacznych.
-
2009/05/14 12:15:06
@nemeste
dopowiedzenie:)

Podobnie jak Pan zgadzam się z drugim akapitem (ale nie całym), dodatkowo podkreślam pewien ustęp, oraz wskazuję od czego należy zacząć. Piszę, że najpierw trzeba rzecz przemyśleć i czasem może jednak samemu zrezygnować z pomysłu, a następnie trzeba się przygotować, rozpisać scenariusz awaryjny.

Rozwinę moją wypowiedź, chociaż to komunały.

Mamy pomysł, który realizujemy na własne ryzyko. Zrealizowany przed publikacją konsultujemy i rozważamy możliwe konsekwencje jego publikacji. Wprowadzamy korekty lub podejmujemy decyzję o publikacji, przygotowując się na ewentualne problemy. Kurator oraz galeria muszą w tym uczestniczyć (muszą zdawać sobie sprawę z zagrożeń, bo to na nich spada odpowiedzialność wraz z publikacją dzieła). Jeśli nie dostrzegli zagrożeń sami, artysta powinien zwrócić na to ich uwagę. W każdym innym wypadku artysta "wystawia na odstrzał" instytucję (inna sprawa, że ta powinna mieć wypracowane standardy, dziś idzie po linii najmniejszego oporu). Powinna realizować własny program odpowiedzialnie, ale odważnie.
Przychodzą mi na myśl słowa pani Majewskiej, która zwraca uwagę na kompletny brak umiejętności i woli bronienia własnych projektów (przez artystów) i własnej pozycji w otoczeniu, które dla nowoczesnej sztuki nie chce, a często i nie umie być nastawione przyjaźnie.. Można je odnieść do dyrektorów.

Jeśli jednak mówimy o prawdziwej odpowiedzialności artysty, to - moim zdaniem - może on ją ponosić tylko wtedy, gdy jego praca zostanie w sposób pełnowymiarowy skonfrontowana z opiniami krytyków, kuratorów, dziennikarzy etc. Wtedy artysta może się np. dowiedzieć, że jego praca jest głupia, słaba lub szkodliwa.

Problem polega na tym, należałoby przyznać takie prawo każdemu artyście (no bo dlaczego nie), co jest utopią. Media i krytycy nie daliby rady widzieć wszystkiego i opiniować wszystkiego i to jeszcze w sposób pełnowymiarowy.
Odniosą się jedynie do tego co się przebije do ich świadomości. Ten sąd sprawia, że artyści starają się zwrócić uwagę krytyków i mediów na siebie w zakwestionowany wyżej sposób. Paradoksalnie to zdanie ich usprawiedliwia i zwalnia z odpowiedzialności za własne gesty, bo mogą powiedzieć co im ślina na język przyniesie, bezrefleksyjnie opublikować za publiczne pieniądze i dopiero wtedy kiedy ocenią to krytycy i media, zgodzą się lub nie z ich werdyktem, (a z doświadczenia wiemy, że nigdy się nie godzą, nigdy nie widzą swojej winy, nigdy nie przepraszają, zawsze mają pretensje do całego świata i krzyczą cenzura).

Cytowane zdanie wymusza przywileje. Wypowiada je Pan Tomek, jest uprzywilejowany więc nie dostrzega sytuacji innych artystów. Jego szczególna sytuacja polega na tym, że ma etat na uczelni, jest w stajni prestiżowych galerii, krytycy i media znają go i biorą pod uwagę, jego prace najprawdopodobniej finansowane są z grantów, lub zakupów galerii.

Jak ma zwrócić uwagę dzieło artysty bez takiego zaplecza? Nie ma szans. Jedyne co można zrobić to wywołać skandal, albo wstawić swoje obrazy do wielokrotnie już przywoływanej Napiórkowskiej i na tym poprzestać, bo pies z kulawą nogą nie spojrzy krytycznie na te prace. Nie wypracowaliśmy dotąd mechanizmów odkrywania talentów z prowincji. Wszystkie dotychczasowe gwiazdy mają ten sam rodowód Warszawa, Gdańsk, Poznań.

Prawdziwa odpowiedzialność bierze pod uwagę realia i uwarunkowania wszystkich uczestników procesu publikacji, a więc nie tylko własne artysty, ale i instytucji, polityków i odbiorcy. Musimy pamiętać, że sztuka to idee z którymi ktoś się utożsamia, a ktoś inny jest im przeciw. Jeśli sztuka to wartość, należy zadbać o to by nie robiono z niej polityki, lub by politycy się nią nie posługiwali. Na tym polega odpowiedzialność artysty. Ta o, której pisze Pan Tomek jest odpowiedzialnością dziecka, które domaga się prawa do cukierków, a o tym czy zaszkodziły czy nie zadecyduje wizyta u stomatologa.
-
2009/05/14 12:18:52
cd
@nemeste

Zgadzam się natomiast, z poniższym stwierdzeniem, że:
Rozwalanie lub przerywanie wystaw - paradoksalnie - zwalnia artystę od odpowiedzialności, przerzuca bowiem ciężar dyskusji z meritum na problemy zastępcze. Zadyma przesłania wtedy intelektualne i estetyczne sedno sprawy.

Ale już nie zgadzam się z wnioskiem

Dlatego właśnie zamykanie lub niszczenie wystaw jest tak szkodliwe - uniemożliwia ono społeczności dogłębne rozpracowanie problemu.

Nie dlatego jest złe, że uniemożliwia debatę, ale dlatego, że zrywa wcześniejsze umowy (pod różnymi naciskami).

Różnica pomiędzy dzisiejszym i ongisiejszym zamykaniem wystaw polega na tym, że w czasach minionego ustroju artysta tracił możliwość publikacji swojej pracy raz na zawsze. Dziś wystawa, której nie pokaże CSW może się odbyć w Zachęcie, w galerii prywatnej, w domu kultury, lub wreszcie w sali wynajętej w tym celu przez artystę. Cała awantura wynika stąd, że wystawy w CSW finansowane są przez CSW. Gdzie indziej artysta musiałby znaleźć sponsora, lub sam pokryć koszty. Wszystkie moje wystawy finansuję sama, galerie udostępniają mi swoją przestrzeń, ale zwykle oczekują czegoś w zamian. To norma dla artystów spoza obiegu.

Wszytko inne (w komentowanym komentarzu ;) pełna zgoda, stąd mój projekt. Jest reakcją widza. Moim transparentem. Daję dobry przykład, ale oklasków niestety brak. ;(
-
Gość: Libera, prg1-v-12-145.static.adsl.vol.cz
2009/05/14 12:25:34
Mojm zdaniem optymalnym rozwiazaniem w sprawie wystawy w praskim Nod byloby wejscie w interakcje z praca np. zamalowanie gwiazdy Dawida i na powrot namalowanie swastyki. Oczywiscie ochroniarze nie maja inwencji i zamiast tego woleli zniszczyc prace. Z drugiej strony nie lamentowalbym tak bardzo nad tym zniszczeniem bo zdarzylo sie, ze i ja sam w latach 80 niszczylem prace innych artystow o co zreszta nie ciagali mnie przed wymiar sprawiedliwosci. Czy jesli artysta zniszczy prace innego artysty to znaczy co innego niz uczynilby to nie-artysta ? Ostatecznie cala odpowiedzialnosc za wybryk Fussa spadla na kuratora zgodnie z logika, ktora przedstawiono powyzej. Milan Mikulaszczik bronil sie tym, ze przyzekl Fussowi iz nie bedzie ingerowal w jego pomysl na wystawe a jako zaangazowanemu anarchiscie nawet nie wypadalo mu. Teraz pozostaje mu tylko albo zrezygnowac z prowadzenia galerii albo wystawiac bezpieczne np. malarstwo, najlepiej abstrakcje lub krajobrazy. Pan Banasiak by sie tu nadawal. Mnie jednak podobnie jak Ize interesuje gdzie jest ta granica oraz co nalezy w takich sytuacjach robic. Kilka lat temu podczas wystawy w Sztokholmie pewien artysta zaatakowal przy uzyciu pracy Olega Kulika moja prace. Artysta ten znany ze strategii wywolywania skandali i tym razem chcial pojawic sie na pierwszych stronach gazet. Zdecydowalismy wowczas, ze bedziemy milczec aby nie dawac mu satysfakcji. To chyba zadzialalo. Moze wiec nie warto poswiecac czasu i miejsca na omawianie co obrzydliwszych wyczynow tak jak to robia w gazetach a raczej bardziej skupic sie na przykladach pozytywnych.
-
Gość: t.kozak, host-89-230-222-82.lublin.mm.pl
2009/05/14 13:47:06
Pojęcie granicy jest rzeczywiście istotne. W którym momencie przerwać dialog z "wrogiem"? Nie wiem... to cholernie trudna sprawa, bo ja np. jestem zwolennikiem dialogu - najbardziej nawet polemicznego, najostrzejszego. Uważam także, iż "przemilczanie" "wrogich" komunikatów jest w pewnym sensie "nieetyczne" - według mnie bowiem "etyka" krytyki zasadzie się na imperatywie dyskutowania o wszystkim i - w miarę możliwości - ze wszystkimi (z Cameronem także - może zwłaszcza z ludźmi takimi jako on). Ale, ale... powiedziałem: "w miarę możliwości". No, właśnie... gdzie ta miara możliwości się wyczerpuje?... Trudno to wymierzyć, a programowanie jakiegoś algorytmu, który by to wyliczał mogłoby być ryzykowne. Więc jest to jeden z "przeklętych" problemów.

Jeszcze drobna uwaga do "Niebezkozyry". Pani wydaje się mieć prawdziwą obsesję na punkcie tzw. artystów "dotowanych". To oczywiście jest nieistotne w kontekści głównego tematu tej dyskusji, ale proszę pozwolić mi na drobne uściślenie. Otóż wbrew Pani przypuszczeniom w ogromnej mierze ja sam finansuję swoje prace - nie korzystam w ogóle z tych mitycznych, a zarazem demonizowanych przez Panią usług systemu "dotacji". Proszę sobie wyobrazić, że materiały do filmów found footage (czyli płyty DVD) kupuję - to niebywałe! - za własne pieniądze. Komputer, na którym pracuję opłaciłem też z własnej kieszeni. I co? Czyni mnie to bardziej wiarygodnym w Pani oczach? Bliższym nie tylko "zwykłym" ludziom, lecz także i tym "wykluczonym" z systemu grantów? Wolne żarty. Takie myślenie to prosta droga na manowce świadomości kompletnie zmystyfikowanej.
-
2009/05/14 14:33:08
@ T. Kozak

Przyznaję, że to temat drażliwy. Proszę mi jednak wierzyć, że ja kupuję nie tylko komputer, nie tylko materiały do jednego z moich dzieł, lecz wszystko. Uważam, że jest to temat, który musi zostać przedyskutowany, oczywiście w innym miejscu, innym razem. Jest ważny także dla tej dyskusji, bo tu przebiega linia podziału pomiędzy artystami.

Zgodzi się Pan ze mną, że inne są możliwości artysty dotowanego, inne sponsorowanego inne niezależnego. Moja obsesja bierze się stąd, że artyści finansowani (dofinansowani) ze środków publicznych prezentują się jako artyści niezależni. Sami siebie postrzegają w taki sposób, podczas kiedy są uzależnieni od fanaberii finansujących ich twórczość instytucji (co im przeszkadza, ale nie idą na swoje lecz wołają ratunku). Można nawet stwierdzić, że są uwikłani w politykę, bo publiczne instytucje sztuki to polityka. W końcu bojkotowaliśmy je podczas stanu wojennego, dobrze to rozumiejąc.

To, że odniosłam się do Pana wynikało z faktu, że Pan wypowiedział określoną opinię.
Ma Pan rację pod warunkiem, że artysta ma taką jak Pan pozycję lub lepszą. Proszę nie traktować mojej uwagi jak zarzutu, zazdrości czy frustracji.

Uważam, że brakuje mechanizmów pozwalających każdemu artyście aplikować po środki publiczne. Mechanizmów łatwych do obsłużenia. Będąc artystą niezależnym nie ma się żadnych szans. System rozważa tylko wnioski instytucji i organizacji pozarządowych. Jednym słowem artysta musi związać się z jakąś siłą mniej lub bardziej polityczną aby mieć dostęp do środków publicznych.

Ja dokonałam wyboru, jestem niezależna, ale to automatycznie lokuje mnie na najniższym szczeblu w artystycznej hierarchii. Pisząc "ja" mam na myśli artystów w podobnej sytuacji. Nie użalam się i nie kwestionuję Pana możliwości. To dobrze, że je Pan ma. Ma Pan szansę być usłyszany. Jak Pan ją wykorzysta to już inna sprawa. W każdym miejscu są problemy, im wyżej tym większe. Rozumiem, że i Pan znajduje się w sieci ograniczeń, innych niż moje, ale kto wie czy nie trudniejszych do pokonania.

Niezależnie od konieczności jakim musi sprostać artysta uważam, że odpowiedzialny artysta potrafi uniknąć sytuacji bycia pociąganym do odpowiedzialności, że potrafi to nawet obrazoburca. Nie potrzebuje ocen osób trzecich, aby wiedzieć co jest do przyjęcia, a co nie.
Pozdrawiam i przepraszam jeśli moje słowa Pana dotknęły. Beata Wąsowska
-
Gość: t.kozak, host-89-230-222-82.lublin.mm.pl
2009/05/14 15:32:40
Szanowna Pani,

Pani słowa mnie nie "dotknęły" - nie chodzi wszak o urażone uczucia, tylko o wizję rzeczywistości, która - proszę wybaczyć to sformułowanie - jest przez Panią kompletnie zafałszowana. Rozróżnienia, jakie Pani proponuje są niestety niedorzeczne. Pani kupuje sama wszystkie materiały. Pięknie! A skąd ma Pani na to fundusze? Z obrazów, które sprzedaje Pani w prywatnej galerii. Czyli - idąc za tokiem proponowanego przez Panią rozumowania - "niezależność" finansują Pani galerzyści oraz kolekcjonerzy, nabywające Pani prace. Jest Pani zatem "uzależniona" od kaprysu kolekcjonera w takim samym stopniu, w jakim artysta "dotowany" jest uzależniony od kaprysu urzędnika. jakiekolwiek kategoryzacje niezależności tracą wobec tego sens. Bo wychodzi na to, ze my oboje - Pani, artystka "niedotowana" i ja, artysta (rzekomo) "dotowany" - jesteśmy w istocie tak samo zależni od jakichś tam źródeł finansowania. Możemy oczywiście mówić o "lepszych" i "gorszych" zależnościach, ale jaki to ma sens? Problem polega na tym, że zawsze, żeby od kogos dostac pieniądze, musi Pani tego kogos przekonać, by w Panią "zainwestował" - by kupił Pani obraz, zrobił Pani wystawę, napisał o Pani w gazecie. I tym sposobem wikła się Pani w sieć zależności, bo po prostu siłą rzeczy jest Pani uwikłana w międzyludzkie i międzyspołeczne gry interesów.
-
Gość: t.kozak, host-89-230-222-82.lublin.mm.pl
2009/05/14 15:50:08
Poza tym, co to znaczy: "artyści, tacy jak Pani"? Artyści z ZPAP na przykład? Zaryzykuję twierdzenie, że jest Pani członkinią związku. Jeśli tak, to Pani też jest w istocie artystką "dotowaną". Pamięta Pani czasy PRL-u kiedy ktoś, kto nie był członkiem ZPAP nie miał prawa kupować materiałów w sklepach dla plastyków? Chyba Pani pamięta... No, właśnie... A dzisiaj, co? To, że ZPAP nie może "dotować" bo ma mało kasy, nie znaczy, że nie "dotowałby" na masę, gdyby tylko mógł (bo kiedyś tak robił, tworząc zresztą jedną z najbardziej skorumpowanych i kastowych struktur w Polsce - to był taki plastyczny PZPN). Tak więc Pani lamenty są dla mnie nie tylko merytorycznie problematyczne, lecz także cokolwiek podejrzane, zważywszy na Pani związkowe "uwikłanie"...



zapewne dobrze Pani wie, że kasta ZPAP jest organizacją w istocie kastową i na przykład ja - nie będąc członkiem związku - nie mam szans na wystawę w związkowej galerii. Bo nie mam powiązań z ludźmi ze Związku. "Nie ma picia - nie ma wystaw" - tak parę lat temu szef lubelskiego ZPAP zakomunikował moim kolegom, którzy nie palili się do wspólnych biesiad w ramach interpersonalnej integracji. Dziś ktoś inny - nie będący członkiem żadnej oficjalnej organizacji - mógłby mi powiedzieć np. "Nie masz abstrakcyjnych obrazów - nie masz wystaw
-
2009/05/14 16:07:31
Iza: Czyli jest jakaś granica (dla mnie jest nią właśnie szerzenie nietolerancji, nienawiści, chęć ograniczenia wolności innych - casus Camerona).

Jeśli by uczciwie patrzeć na istotę sztuki, w naturze sztuki granic nie ma. Nawet najbezwzględniejsze wytwory, totalnie niemoralne, nieetyczne, złe, mogą być arcydziełem. Sztuka nie powie jesteś kiepskim dziełem bo siejesz zło. Sztuka jest bezwzględna.
Natomiast istnieje ona w ścisłym układzie ze społeczeństwem, i pewne jego prawa nie mogą być łamane, choćby te podstawowe zapewniające ochronę jednostki np. prawo obywatelskie zabrania (na szczęście) nawet dla sztuki zabijać, kraść, terroryzować itp. I ta zakazana sfera wypowiedzi nie jest nałożona przez sztukę, lecz przez społeczeństwo. Miejmy nadzieję że wszyscy przedstawiciele sztuki się z nią zgadzają. Dlatego np. logicznie może zaistnieć sytuacja że świetne dzieło zostaje słusznie według wszystkich, jednogłośnie ocenzurowane. Gorzej kiedy przechodzimy w stronę praw które dla jednych są etyczne dla innych nie, a do tego prawo zawiera niejasny przepis dotyczący danego zagadnienia. Wtedy granica jest płynna, toczy się walka gdzie ją umieścić. Pojawia się problem co zrobić gdy ktoś w naszym pojęciu ją przekroczy lub odwrotnie jak wyegzekwować prawo do własnego kroku który według nas nie narusza granicy. Jest jak na wojnie, kto silniejszy, ma większą armię czy spryt wygrywa.
Np. sprawy tolerancji, zabijania zwierząt, uczuć religijnych, seksu itd. są prawnie tak kruche, że każde przekroczenie granicy w tych sferach jest prowokacją, przynosi z jednej strony fale protestów, z drugiej zapewnia artyście oraz prezentującym go instytucjom rozgłos lub wręcz przełomową rolę w historii sztuki przesunięcie kolejnej granicy. Dlatego sztuka która swój rozwój w dużej mierze zawdzięcza prowokacjom, ceni w gruncie rzeczy niemoralność. Każda prowokacja ze swej natury jest krótko mówiąc skopaniem kogoś, przynajmniej obrażeniem jego uczuć, często niezgodna z prawem. Nieważne czy dla ogółu ma dobre czy złe intencje.

Inna sprawa że wraz z dziejami historii normy społeczno-etyczne w błyskawicznym tempie się przesuwają, zakazy moralne odpadają jedne po drugich. To co kiedyś dla sztuki i dla ludzi w ogóle było niemoralne, obrazoburcze, dziś jest w pełni akceptowane.
Dlatego też pytanie na przyszłość gdzie dalej przesunie się ta granica a może zniknie? Sytuacja ta raczej ewoluuje wraz z rozwojem kultury społeczeństw, te emancypują w różnych sferach, prawo się zmienia, jest coraz więcej swobód, jednak nigdy najprawdopodobniej nie pozwolimy sobie na akceptację artysty Dextera mimo iż jego performace potrafią być fascynujące a intencje dobre. Bo swoboda Dextera z jednej strony, ograniczenie wolności ofiary z drugiej. Pytanie kiedy ofiara zaczyna być ofiarą gdzie jest granica która z pozyskiwania wolności przez artystę zmienia się w ograniczanie wolności ofiary?
Wracając do początku Jeśli założymy że sztuka sama w sobie akceptuje pełną swobodę wypowiedzi nieograniczoną moralnością, etyką itp., to podczas oceniania sztuki przez krytyków i znawców sztuki powinno odpaść kryterium szkodliwa nieszkodliwa. Czy szkodliwa sztuka jest zawsze zła? Historia zna świetne dzieła sztuki propagandowej, promującej nieludzkie systemy W czasach kwitnięcia sztuki społecznie zaangażowanej krytyk oceniający w ten sposób, powinien jasno zaznaczać, na jakich przekonaniach opiera się jego ocena. Ale wówczas nie może powiedzieć ta praca jest zła, lecz ta praca jest zła pod względem przekonań np. lewicowych prawicowych, praw człowieka. Ale pod względem artystycznym jest.
Pojęcie dobrej lub złej sztuki przy odrzuceniu kryteriów moralności jest jeszcze bardziej płynne niż pojęcie granic które powinno lub nie powinno się jej narzucać, więc lepiej może zostawić je samemu sobie i swobodzie którą dzięki temu ma cały artworld.
-
Gość: t.kozak, host-89-230-222-82.lublin.mm.pl
2009/05/14 16:22:28
"Dlatego sztuka która swój rozwój w dużej mierze zawdzięcza prowokacjom, ceni w gruncie rzeczy niemoralność. Każda prowokacja ze swej natury jest krótko mówiąc skopaniem kogoś, przynajmniej obrażeniem jego uczuć, często niezgodna z prawem. Nieważne czy dla ogółu ma dobre czy złe intencje"

Ha! To dobre! Czyli wasze prowokacje wymierzone w Sasnala były niemoralnym kopaniem jego świątobliwej dupy? No, teraz to już musicie posypać głowę popiołem i na kolanach przepraszać za wszystkie obelgi (zwłaszcza Krytykanta, bo on to naprawdę była obrażony w swoich uczuciach)
-
2009/05/14 16:23:41
Tomek podjął problem odpowiedzialności dyrektorów galerii. Zgadzam się, że to ważne, ale jak pokazał Zbyszek w odniesieniu do sprawy Fussa, nie zawsze to wypala i albo Mikulaszyk odejdzie, albo będzie musiał przestać być anarchistą.
Ta "odpowiedzialność" też może mieć opaczne efekty. Np. gdy dyrektorzy zaczną bać się pokazywać cokolwiek, co byłoby kontrowersyjne - przecież to dobrze znamy...
Inna sprawa, że faktycznie część z nich zachowuje się jak te kotki trafione gromem ;-) Bo uważam, że jeśli już się na coś zgodzili, przystali na projekt (te są im znane jeszcze długo przed wystawą), to wtedy już konsekwentnie powinni bronić swojej decyzji (ale to raczej odnosi się do sprawy Żemojdzin, Jakubowicza czy Obarskiego, aniżeli Fussa).
I wydaje mi się, że publiczność nie ma takiej potrzeby, aby ich chronić przed pracami, które są słabe, albo wieloznaczne etycznie. Bo, dlaczego mieliby być chronieni? W takim myśleniu ujawnia się swoiste poczucie wyższości i to traktowanie widzów jak dzieci, o czym pisałam już wcześniej.
Niech więc potem skrytykują, oprotestują wystawę, prowadzą dyskusję o negatywnych stronach pracy, albo pominą sprawę znaczącym milczeniem, jak w przypadku opisanym przez Zbyszka.
A nawet niech zniszczą! (ale też ważne, aby za to zniszczenie umieli ponieść konsekwencje, aby się wybronili). To może jedyny punkt, Tomek, w którym się z Tobą nie zgadzam. Z resztą - całkowicie.
Generalnie świta mi po głowie taki projekt dotyczący wolności wypowiedzi, który kładłby nacisk właśnie na konflikt, wydobywałby konflikt, a nie go tuszował, likwidował, czy udawał, że go nie ma. Czyli raczej właśnie konfrontacje, dyskusje, wskazanie na różne, sprzeczne opinie. I wyrzucenie tego wszystkiego na zewnątrz.
Ciekawiło mnie też, że w przypadku "Zmurzynienia" Tomka bano się, jakby tego wszystkiego, co Tomek wyrzucił na zewnątrz. Wtedy jest najłatwiej oskarżać artystę.

Inna sprawa, czy rzeczywiście taki otwarty projekt dotyczący wolności wypowiedzi może dotyczyć wszystkich wypowiedzi. Sianie nienawiści czy nietolerancja być może powinny stanowić jakąś sensowną granicą. Ale to też jest ambiwalentne, bo każde zamiecenie brudów pod dywan, powoduje, że one tam wciąż są, a nawet się w jakiś sposób wzmacniają...
Generalnie widzę, bo różnych reakcjach na rozmaite prace, że zwykle raczej wygrywa opcja zamiatania pod dywan. Szkoda.
Chociaż uważam, że bardziej ten problem z wolnością wypowiedzi dotyczy praktyk społecznych (np. kiedyś był postulat delegalizowania Młodzieży Wszechpolskiej, jak dla mnie bardzo dwuznaczne), aniżeli sztuki, której wypowiedź, jak dla mnie, jest sferą umowności.
Do Zakładu! Nie cytowałam dokładnie Żydowicza, ale wydźwięk jego kilku wypowiedzi był ogólnie taki, że Obarski chce przedstawić pracę faszystowską (czyli inaczej: wzywającą do nienawiści).

Przepraszam, że trochę chaotycznie, ale jak mnie nie ma trochę dłużej przy komputerze, to ciężko mi to wszystko nadgonić.
Pozdrawiam
-
2009/05/14 16:38:55
Do The Krasnals - bardzo fajne są Twoje (wasze)?) komentarze, ale tę ostatnią kwestię granic etycznych ja bym widziała jednak trochę inaczej.
Po pierwsze trzeba zapytać, czy sztuka jest przedstawianiem i komentowaniem rzeczywistości czy jest samą rzeczywistością.
Jeśli założymy, że jest rzeczywistością - masz (macie) racje.
Jeśli komentarzem sprawa wygląda nieco inaczej. Wskazujesz na przesuwające się i niejasne granice etyczne. Tylko cały problem z etyką jest taki, że jest ona w jakimś sensie zmechanizowana, traktowana raczej ze względu na nasze przyzwyczajenia, obycie z rzeczywistością, itp.
Np. uważamy, że zabijanie zwierząt jest nieetyczne, ale dotyczy to przypadków szczególnych, a zwłaszcza tych, które są unaocznione. Bo w większości wszyscy te zwierzęta zabijamy (jedząc, nosząc skóry, itp.).
Albo uważamy, że nie wolno odbierać ludziom prywatności, ale zwykle też, o czym pisałam, w poprzednim wpisie, jeśli mamy w domu telewizory i oglądamy choćby wiadomości, stajemy się też uczestnikami szargania czyjejś prywatności.
Raczej artyści wyrywają nas z tego mechanicznego myślenia i wtedy jest problem, bo np. trzeba zacząć analizować wszystko jednostkowo.
Inna sprawa jeszcze wydaje mi się ciekawa - założenie, że sztuka może siać zło. Może? Na pewno? Czy to raczej ludzie to zło sieją i niekiedy sztukę do tego wykorzystują (tu: sztuka totalitaryzmów).
No i właśnie, przekonania!
Tu zgadzam się całkowicie:

Czy szkodliwa sztuka jest zawsze zła? Historia zna świetne dzieła sztuki propagandowej, promującej nieludzkie systemy W czasach kwitnięcia sztuki społecznie zaangażowanej krytyk oceniający w ten sposób, powinien jasno zaznaczać, na jakich przekonaniach opiera się jego ocena. Ale wówczas nie może powiedzieć ta praca jest zła, lecz ta praca jest zła pod względem przekonań np. lewicowych prawicowych, praw człowieka. Ale pod względem artystycznym jest.
Pojęcie dobrej lub złej sztuki przy odrzuceniu kryteriów moralności jest jeszcze bardziej płynne niż pojęcie granic które powinno lub nie powinno się jej narzucać, więc lepiej może zostawić je samemu sobie i swobodzie którą dzięki temu ma cały artworld.
-
2009/05/14 16:39:11
Wszyscy jesteśmy zależni od źródeł finansowania. Błędnie zakłada Pan, że finansuję własną twórczość ze sprzedaży moich obrazów. Chyba zna Pan realia rynkowe, moje obrazy, choć kolorowe i podobno "kobiece", są za trudne dla widza. Fakt, można je zobaczyć w komercyjnych galeriach, co nie oznacza, że idą. Wiszą po prostu. Czasem coś sprzedam, ale gdybym oparła na tym twórczość artystyczną, byłabym malarką niedzielną. Jestem specjalistką rozwiązań "bezkosztowych". Bardzo mi w tym pomaga Internet. No i mam wiele różnych (także nieartystycznych) umiejętności, a chronicznie nie znoszę chodzić na smyczy. Z NIKIM się nie układam.
Jedynym dziełem do którego przekonuję jest projekt Nie bez Kozyry.

Wróćmy jednak do tematu rozmowy. Pisze Pan:
Jeśli jednak mówimy o prawdziwej odpowiedzialności artysty, to - moim zdaniem - może on ją ponosić tylko wtedy, gdy jego praca zostanie w sposób pełnowymiarowy skonfrontowana z opiniami krytyków, kuratorów, dziennikarzy etc. Wtedy artysta może się np. dowiedzieć, że jego praca jest głupia, słaba lub szkodliwa.

A ja się z tym nie zgadzam. Najpierw odpowiedzialność własna, a potem oceny innych.
Dlaczego zakładać, że to Ci inni mają rację? Zwłaszcza jeśli jestem obrazoburcą, wtedy bowiem moje zdanie obala mity, przekonania i recenzenci z dużym prawdopodobieństwem będą przeciwko. Dlatego właśnie obrazoburca musi być lepiej niż inni przygotowany do odparcia ataku, obrony własnego stanowiska, musi mieć naprawdę mocne karty w ręku. Inaczej jest tylko niedojrzałym krzykaczem. A krytycy, media, kuratorzy? Każdy z nich ma własną rację stanu. Dla jednych jest nim nakład, dla innych możliwość wypłynięcia na spornym artyście, a dla jeszcze innych święty spokój.

No i jak pisałam, dlaczego artysta z Koziej Wólki nie miałby się domagać takiej samej uwagi krytyków i mediów jak artysta z CSW? Czy dlatego, że jest gorszy, a może głupszy? Może nie zna się na sztuce nowoczesnej, bo "daleko od szosy"?
Powtórzę -"Media i krytycy nie daliby rady widzieć wszystkiego i opiniować wszystkiego i to jeszcze w sposób pełnowymiarowy."
Tworząc mamy obalać mity, kontestować, szukać nowych rozwiązań. Nowe przebija się z trudem, więc założenie, że recenzenci poznają się na rzeczy jest naiwnością. Tu działa statystyka. Jedni się poznają, inni nie, ale skąd pewność, ze ci którzy się poznają będą mieli coś do powiedzenia? Może też mieszkają na prowincji?
To uczniowski nawyk, oczekiwać oceny. Trzeba samemu wiedzieć czego się chce i samemu wiedzieć kiedy to jest dobre, a kiedy złe w każdym tych słów znaczeniu.

Artysta odpowiedzialny rozumie, że nie jesteśmy jednakowi, że inni mają swoje racje i równe z nami prawa. Uwzględnia to. Jeśli atakuje mimo wszystko, jest przygotowany na kontrofensywę. Jeśli atakuje za środki publiczne i publiczna instytucja kręci nosem, może domagać się zadośćuczynienia za zerwanie umowy i może iść z projektem gdzie chce, nikt mu nie broni.
Cenzura skutkuje tym, że konkretne dzieło ląduje w koszu, na półce itp. a artyście grozi "wilczy bilet" Myślę, że nawet Nieznalska, choć podobno tępiona, w dzisiejszej Polsce nie jest aż w tak złej sytuacji, są osoby prywatne, które kolekcjonują jej prace i przyznają się do tego publicznie.

Ale jeśli jej sytuacja jest tak zła, to jest kozłem ofiarnym polityki. Weszła na pole minowe. Ktoś ją tam wpuścił. Kto? Gdzie więc są Ci, którzy ją w to wmanewrowali?
Artysta krytyczny jest jak saper, bardzo ryzykuje. Najwyraźniej prawdą jest to co stwierdza pani Majewska. Uczelnia nie bierze pod uwagę rzeczywistości, z którą artysta będzie musiał się mierzyć. Pod kloszem ASP artysta robi co mu się pomyśli i nieprzygotowany trafia na pole bitwy, gdzie leje się krew i są trupy. Uczelnia posyła na front żołnierzy bez broni i bez przygotowania. To nieodpowiedzialne.
-
2009/05/14 18:07:42
do TK:
;););)
-
Gość: Kla-wy-man, public12317.xdsl.centertel.pl
2009/05/14 19:31:40
Dwója, p. Kozaku. Między kupującym(dotującym) kolekcjonerem a dotującą instytucją jest różnica -drobnostka- własności środków, którymi dysponują
-
Gość: zaklad slusarstwa koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2009/05/14 19:51:13
Przepraszamy, że ciągniemy ten wątek trochę osobno od reszty dyskusji, ale to też jest na temat i dotyczy Pani Izy osobiście więc:

Pisze Pan o Żydowiczui:
wydźwięk jego kilku wypowiedzi był ogólnie taki, że Obarski chce przedstawić pracę faszystowską (czyli inaczej: wzywającą do nienawiści).

Nie wiemy, ile dokładnie w sumie było tych wypowiedzi, ale odniesiemy się do wypowiedzi Żydowicza opublikowanych w GW, w tym listu otwartego do marszałka województwa. Były 2 takie wypowiedzi. Obydwie dłuższe, kilkuakapitowe. Można w nich znaleźć 1 zdanie, które od biedy uzasadniałoby Pani opinię, a mianowicie:
Namawianie do rehabilitowania tego znaku to nieświadome pomaganie tym, którzy z całą pewnością nie myślą o pierwotnym, pozytywnym jego znaczeniu, tym, którym ten znak nadal służy do poniżania innych, tylko dlatego że mają inny kolor skóry lub poglądy

Pozostałe ok 1,5 strony tekstu nie odnosi się do tego problemu. Ale Pani wybrała sobie to zdanie i stwierdziła, że taki jest wydźwięk jego wypowiedzi, że uważa tę pracę za faszystowską. Zresztą uważamy że nawet to 1 zdanie nie uzasadnia takiej opinii. Ale chyba o to chodziło, że szukała Pani takiego zdania, które pozwoliłoby Pani, na taką opinię, bo sama opinia poprzedzała swoje uzasadnienie. W ten sposób przedstawia Pani Żydowicza jako idiotę, który nie rozumie, czym miałaby być ta wystawa i w ogóle jak "funkcjonuje" sztuka. Tymczasem on takim idiotą nie jest. Ale na jego oskarżenie, że artysta jest nieczuły i ma w dupie wrażliwość innych ludzi, a jego projekt jest pretensjonalnie wydumany i głupi, już chyba nie znalazłaby Pani odpowiedzi. OK, z tą pretensjonalnością można dyskutować. Ale na zarzut o brak wrażliwości można już tylko odpowiedzieć: tak, mam w dupie wrażliwość innych ludzi. To byłoby uczciwe. Wręcz posuniemy się do stwierdzenia, że broniłoby to wystawy pod względem "etycznym". Ale odwagi powiedzenia tego pan Obarski już nie miał. Za to z przyjemnością skrył się pod parasolem "cenzury". A zamknięcie wystawy było decyzją WYŁĄCZNIE Obarskiego i dyr. Jackowskiej. Tymczasem w Pani interpretacji to Żydowicz jest odpowiedzialny za zamknięcie, ponieważ jest debilem, który nie rozumie o co w tym w ogóle chodziło i oskarża Obarskiego o propagowanie faszyzmu. Nie ma więc Pani poczucia, że trochę przyczynia się Pani do zafałszowania tego, jak postrzegana jest ta sprawa (cytowano Panią w GW), a co za tym idzie, jak postrzegany jest problem "cenzury"?

Proszę więc zastanowić się, które stanowisko Pani wybiera, bo nie można jednocześnie obwiniać Żydowicza (przypisując mu zresztą intencje, których nie miał) i stwierdzać, jak Pani, że:
jeśli już się na coś zgodzili, przystali na projekt (te są im znane jeszcze długo przed wystawą), to wtedy już konsekwentnie powinni bronić swojej decyzji (ale to raczej odnosi się do sprawy Żemojdzin, Jakubowicza czy Obarskiego, aniżeli Fussa).
W tym przypadku odpowiedzialność ponosi nie tylko dyrektor, jak to zwykle bywa ale i sam artysta.

Błąd Żydowicza był natury taktycznej. Opublikował swój list za wcześnie, stawiając na pierwszym miejscu dobro ludzi, w imieniu których występował. Dzięki temu Obarski mógł, swoją suwerenną decyzją, nie dopuścić do otwarcia wystawy, powołując się na Żydowicza, a następnie zarzucać wszystkim krytykom, że nie powinni się wypowiadać, bo nie widzieli wystawy. Czy tak wg Pani wygląda cenzura?
-
Gość: malo, chello087206033240.chello.pl
2009/05/14 20:09:23
"Ale, np. dlatego tak bardzo wkurzyło mnie odwołanie wystawy Jakubowicza, bo to właśnie mogła być taka analityczna praca względem świata sztuki (tu akurat biorąca na warsztat mit i funkcjonowanie Foksalu). No i co? Kupa :-(
Ale mimo wszystko liczę na inteligencję artystów! "
iza mnie też to wkurzyło ale jakubowicz złe miejsce wybrał ..
-
2009/05/14 20:33:20
Do Zakładu!

ok, poddaję się! Nie było wprost tego zarzutu, on powstał w mojej głowie po przeczytaniu różnych tekstów, w tym listu Żydowicza do Indeksu, wklejam fragment:
"Intencje autora musza niepokoic w kontekscie dzialan roznych grup neonazistowskich! Z cala pewnoscia Panstwo wiedza, iz niemal polowa kibicow zespolu Legia Warszawa to czlonkowie grup neonazistowskich. Tak podaly media w ubieglym tygodniu.Az sie
wierzyc nie chce! Zyje w Polsce miliony osob ktore doznaly roznych krzywd od
ludzi spod tego znaku.O ich uczuciach nie powinnismy zapomniec gdy bedziemy bronic prawa pana Obarskiego do swobodnej wzpowiedzi tworczej. Jakim trzeba byc czlowiekiem by nie uszanowac bolu Tych ktorzy wspominaja swoich bliskich pomordowanych przez oprawcow spod znaku swastyki?"

Odnośnie braku ingerencji w decyzję odwołania wystawy, wiem od samych zainteresowanych, że one były. Natomiast mnie najbardziej zadziwił atak, tak sobie przy okazji, na toruńskie CSW, akurat przed samym otwarciem. Przypadek?

Co do samego Obarskiego - owszem, gdybym wystawę zobaczyła i gdybym dostrzegła w niej ślady neonazistowskiego myślenia (takie podejrzenie również w mojej głowie się pojawiło), sama pierwsza zjechałabym to z góry do dołu. Ale, tej możliwości nie miałam :-(

I właśnie o to chodzi. Zamiecenie pod dywan, niczego nie rozwiązuje.

A artyści, jak pisze pani Beata, faktycznie powinni być odpowiedzialni, co dla mnie oznacza, powinni być gotowi na dyskusję i, jeśli stworzą pracę, w której jest nienawiść, nawoływanie do zła, niech mają szansę zostać za to ocenieni, niech im się leją na głowę pomyje, a nawet niech są niszczone wystawy.

Ale, jeśli wystawa została już przez ludzi związanych ze sztuką, urzędników zaaprobowana, to wypraszam sobie totalitarne rozstrzyganie za mnie, co mam oglądać, a czego nie.

Więcej na ten temat pisałam tutaj: strasznasztuka.blox.pl/2008/05/Cenzura-w-Toruniu.html
-
2009/05/14 20:34:33
malo, ale co to znaczy, że Jakubowicz wybrał sobie złe miejsce????
-
2009/05/14 20:51:31
Artyści zdają się myśleć taktycznie - wariant 1 , kontrowersyjna wystawa się odbywa, artysta przekazuje swoje przesłanie. Wariant 2, kontrowersyjna wystawa zostaje odwołana, artysta przekazuje swoje przesłanie w mediach, które nagłaśniają je dłużej i szerzej niż sama wystawa; jako bonus twórca otrzymuje nimb ofiary systemu/przesądów/układu.
Nic tylko dać się cenzurować :)
-
Gość: zaklad slusarstwa koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2009/05/14 21:15:16
Dziękujemy za zacytowanie listu do Indeksu, którego nie znaliśmy. Intencją Obarskiego była "rehabilitacja" znaku swastyki i do tego właśnie odniósł się Żydowicz. Pomiędzy stwierdzeniem, że czyjeś działanie może mimowolnie przyczynić się do "wzrostu" nastrojów nazistowskich, a stwierdzeniem, że ktoś propaguje nazizm, jest diametralna różnica. .

Przyznajemy, że rozumiemy, że może Pani rozumieć intencje Żydowicza, jako chęć przypisania Obarskiemu szerzenia nienawiści, choć się z tym nie zgadzamy.

Ale jakie konkretnie, albo przynajmniej "mniej więcej", były te ingerencje w decyzję? Pytamy z ciekawości, nie zakładamy, że ich nie było. Po prostu chcielibyśmy wiedzieć na jakim świecie żyjemy.
-
2009/05/14 21:37:41
Po artykułach w prasie zwołano komisję, która miała wydac ekspertyzę, w końcu, z tego, co wiem od Obarskiego, negatywnie ustosunkowal sie tez marszalek wojewodztwa i prezes ZPAP. Oprocz tej ogolnej i, juz dzisiaj, dla mnie samej, enigmatycznej informacji, mialam tez inne zrodla, ktorych nie moge ujawnic (prywatne mejle).
To jest zreszta dosc czesto spotykany mechanizm, naciskow, do ktorych nikt oficjalnie sie nie przyzna. Wlasnie o to mi chodzi, ze gdyby wystawa doszla do skutku, nie trzeba by bylo siegac do informacji tajnych przez poufne ;-)
Dlatego takich przypadkow po prostu nie powinno byc.
-
Gość: Libera, prg1-v-12-145.static.adsl.vol.cz
2009/05/14 21:40:59
Drodzy (Drogi) The Krasnals
Nie zauwazylem jak dotad aby istniala jakas platonska idea sztuki bez granic. To jest mit. Nie robi sie sztuki na bezludnej wyspie (zobacz Robinson Crusoe). Sztuka tak jak jezyk i wogole komunikacja naleza do tego co wspolne. Zarem istnieja granice i to wlasnie jest interesujace. Podobnie jak Iza uwazam, ze odpowiedzialnosc artysty jest gotowoscia do udzielenia odpowiedzi. W przypadku Fussa bylo to niemozliwe bo ukrywa sie za zaslona anonimowosci podobnie zreszta jak The Krasnals. Anonimowosc moze miec swoje dobre strony ale jak widac tutaj takze zle. A to wlasnie unikanie odpowiedzialnosci. Zekomo The Krasnals krytykuje komercyjna sztuke ale jednoczesnie przeciez uczestniczy w krytykowanym przez siebie procederze. To jak to wlasciwie z Wami (Toba) jest ?
-
2009/05/14 22:35:01
@ T. Kozak cd.

Na wojnie jak na wojnie

Zaryzykuję twierdzenie, że jest Pani członkinią związku. Jeśli tak, to Pani też jest w istocie artystką "dotowaną". () Tak więc Pani lamenty są dla mnie nie tylko merytorycznie problematyczne, lecz także cokolwiek podejrzane, zważywszy na Pani związkowe "uwikłanie"...
zapewne dobrze Pani wie, że kasta ZPAP jest organizacją w istocie kastową i na przykład ja - nie będąc członkiem związku - nie mam szans na wystawę w związkowej galerii. Bo nie mam powiązań z ludźmi ze Związku. "Nie ma picia - nie ma wystaw" - tak parę lat temu szef lubelskiego ZPAP zakomunikował moim kolegom, którzy nie palili się do wspólnych biesiad w ramach interpersonalnej integracji. Dziś ktoś inny - nie będący członkiem żadnej oficjalnej organizacji - mógłby mi powiedzieć np. "Nie masz abstrakcyjnych obrazów - nie masz wystaw


Jestem jak pisałam niezależna. Jest istotna różnica pomiędzy zarabiam, a otrzymuję. Wygląda na to, że Pan jej nie dostrzega.

Nic nie stoi na przeszkodzie by został Pan członkiem ZPAP, i korzystał z dobrodziejstw członkostwa, drzwi są otwarte dla każdego. Galerie, wystawy, dotacje. Ma Pan rację tylko członek (każdy członek) ZPAP może wstawić swoje prace do galerii ZPAP, tu jednak pełen egalitaryzm. Płacąc składki to ja dotuję związek, a nie odwrotnie. To jak zrzutka. Jedni zrzucają się na związek inni na wódkę. Czy mówimy wtedy, że wódka jest dotowana? No i powinien Pan wiedzieć, że zarządzanie środkami organizacji pozarządowej poddane jest kontroli jej członków.

Pan może zapisać się do związku i za kilkadziesiąt złotych rocznie korzystać z jego dobrodziejstw. Czy ja mogę zapisać się do rankingowej galerii i zrobić tam wystawę? Czy istnieją jakieś reguły, których spełnienie pozwala zwykłemu artyście z prowincji skutecznie starać się o wystawę w prestiżowej galerii? Powie Pan o tym decyduje rada programowa, jakość dzieła. Ma Pan rację, ale przecież na prowincję nikt nie zagląda, skąd się o mnie dowiedzą, że mam coś do powiedzenia?

Na podstawie zacytowanej wypowiedzi odnoszę wrażenie, że Pana wiedza o codzienności jest niepełna (zawsze zawracam na to uwagę u obrazoburców). Artysta musi znać realia, a nie żyć mitami przeszłości. Artysta krytyczny powinien znać je lepiej od innych. Zamierza bowiem krytykować współczesną mu rzeczywistość.

Np. realia PRL-u dobrze znał Duda Gracz, był pierwszym znanym mi artystą krytycznym, był prawdziwym artystą krytycznym, znał rzeczywistość i o niej mówił. Mówił prawdę, bo ludzie reagowali jak na prawdę. Oczywiście nie miał na nią licencji, on także się mylił jak my wszyscy, ale zapewniam Pana, że jego dzieło przetrwa. Dlaczego? Bo znał realia.

Dzisiejsze realia są takie, że dysponent środków publicznych podlega nadzorowi i finansowej polityce państwa, która zależy od polityków. Dyrektor publicznej instytucji ma w wielu sytuacjach związane ręce, czego artyści nie chcą widzieć. Właśnie dlatego, że galeria nie jest prywatnym folwarkiem dyrektora, ten nie może się zgodzić na każde dzieło, lub musi się zgadzać na wszystko.

Nic jednak nie stoi na przeszkodzie by niezadowolony artysta udał się do prywatnej galerii i tam pokazał swoje prace. Nic nie stoi na przeszkodzie by artysta pokazał swoje prace w Koziej Wólce albo za granicą.
Dziś żyjemy w wolnym kraju, bez cenzury, bez inwigilacji, nie trzeba deklarować lojalności. Mamy otwarte granice, nie podoba się w Polsce można wyjechać choćby do Chin (mogli Krasnale, może każdy), gdziekolwiek chcecie. Nie jest idealnie? A gdzie jest? Chętnie tam pojadę. Kiedy czytam jak młody mężczyzna, artysta wygaduje takie brednie, robi mi się smutno. Przez 20 lat byłam wyjęta matka, wiadomo dwa, a nawet trzy fronty, a teraz niemal rówieśnik mojej córki, rozmawia ze mną w ten sposób. Wielki Artysta, psia mać!
-
2009/05/14 22:49:36
@izakow2
"Ale, jeśli wystawa została już przez ludzi związanych ze sztuką, urzędników zaaprobowana, to wypraszam sobie totalitarne rozstrzyganie za mnie, co mam oglądać, a czego nie. "

To należy traktować jak umowę. Zerwano umowę, czy wypowiedziano umowę? Są na to procedury. Trzeba dociekać dlaczego? Kto zawinił? Czy to artysta nie wywiązał się z warunków umowy, czy galeria zmieniała priorytety? A może jeszcze co innego, np. okoliczności. To się zdarza. W każdej dziedzinie życia mamy do czynienia z takimi sytuacjami. Prawo ma tu wypracowane reguły postępowania. Należy po nie sięgać. Ja mówię tak ogólnie, bo tej historii z Obarskim nie znam, ale zasady ogólne działają także w konkretnych sytuacjach.
-
2009/05/14 22:56:51
Pani Beato! Ale w czyim interesie Pani mówi? Bo mam wrażenie, że w tym systemie broni Pani interesu urzędników i galerii! Ja uważam, że należy bronic interesu artystów i widzów. Sama opisuję różne przypadki własnie z perspektywy widza, któremu odmówiono prawa do własnej oceny.
Zbyszek! celna uwaga z tym podwójnym wiązaniem. Chociaż zwykle zastanawiam się, kto w nim nie tkwi.
I masz rację, że jeśli artysta ucieka od odpowiedzialności (jak Fuss), to wtedy dyskusja czy nawet konflikt przestają mieć sens.
-
Gość: zaklad slusarstwa koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2009/05/14 23:08:17
1.Obarski i Jackowska wiedzieli co mają zamiar wystawiać w Wozowni, a zachowali się jak wspomniany wcześniej kotek

2.Żydowicz w w swoim liście otwartym do marszałka całbeckiego odnosi się do opisu wystawy w którym Obarski mówi o: "rehabilitacji znaku swastyki, w którego emanacji energii mamy się grzać w poczuciu szczęścia", więc o to chodzi Żydowiczowi, gdy wspomina o ruchach neonazistowskich, a nie o to, że Obarski celowo propaguje nazizm

3.Trudno tez się dziwić ze marszałek zwołal posiedzenie. Cytat z GW:
- Marszałek nie ingeruje w działalność podległych instytucji, to dyrektor odpowiada za program - odpowiada rzeczniczka urzędu marszałkowskiego Beata Krzemińska. - Były niepokoje społeczne, był oficjalny list, w związku z tym marszałek urządził spotkanie z dyrektorami instytucji kultury. Zdania były podzielone, jedni uważali, że wystawa jest szkodliwa, inni, że to dobry pomysł. Dyrektorka sama podjęła decyzję o zawieszeniu wystawy.

4.Rozumiemy, że marszałek niekoniecznie powinien upubliczniać swoją opinię o wystawie. Ale jeśli dyrektorka galerii nie jest przygotowana na to ,że urzędnikowi coś się nie podoba, to chyba pomyliła zawód.

I tu wracamy do odpowiedzialności dyrektora. Jackowska oficjalnie stwierdza, że zamyka wystawę jako dyrektor, a nie, że nakazano jej to jakąś totalitarną decyzją. Jednocześnie okazuje się, że mogły być jakieś naciski, ale nie można powiedzieć jakie. Uwiera nas trochę wygoda dyrektora w takiej sytuacji. Niby sam zamyka, ale właściwie nie może powiedzieć dlaczego. Uzasadnieniem zamknięcia są więc jakieś frazesy, za które dyrektor nie musi brać odpowiedzialności, bo przecież "wiadomo" jak było, więc możemy tylko wierzyć Pani "na słowo".

Pani natomiast na tak wątłej podstawie ("wiem, ale nie mogę powiedzieć") stwierdza, że oto ktoś totalitarnie czegoś Pani zabronił.
-
2009/05/14 23:44:51
Do Izy i pana Zbigniewa,
Oczywiście nie mamy gotowej i sztywnej recepty i próbujemy spojrzeć na problem z różnej strony. Granice wolności w sztuce same w sobie są dla nas szalenie nurtujące ale i pociągają za sobą inne zagadnienia które były przyczynkiem do powstania The Krasnals.
Skoro jest to tak płynne i chaotyczne, stwierdziliśmy że może dobrze byłoby spróbować na chwilę oddzielić te mieszające się ze sobą sfery i zobaczyć gdzie jest baza, choćby platoniczna, od której można się odbić. Potwierdziliśmy też, że sztuka w praktyce nie istnieje jako forma niezależna gdyż funkcjonuje w społeczeństwie.

Problem granic jak również popieranych poglądów wiąże się ściśle z ocenianiem sztuki. Często stosuje się je również niesłusznie jako jedyne lub główne kryterium jakości dzieła sztuki w zależności od popieranej polityki. Czy Żmijewski według wielu kręgów nie przekracza dozwolonych granic? Przekracza i to stanowi jeden z głównych atutów dla krytyków pozytywnie oceniających jego twórczość. Dla jednych jego prace są szkodliwe, niemoralne, dla innych nie. Tak jak istnieją różne opcje polityczne z różnymi systemami wartości, tak samo istnieją różne systemy wartości dla sztuki. (inaczej wszyscy artyści, krytycy mieliby to samo zdanie).
Dobre jest potraktowanie dzieła sztuki jako wypowiedzi, głosu w dyskusji, ale wówczas kiedy przeciwna opcja nie zgadza się z wypowiadanym zdaniem powinna wysunąć argument o braku racji a nie jak to często bywa o kiepskiej jakości artystycznej pracy.

Niestety sztuka, czyli ów głos w dyskusji to też towar rynkowy, (zostaje uprzedmiotowiony, co jeszcze nie jest najgorsze, choć ulega zblazowaniu), z drugiej strony kreuje się sztucznie wiele dzieł sztuki na ważny głos w dyskusji w celu dobrej sprzedaży. Zabierając głos w sztuce między innymi o tym mówimy, na to zwracamy uwagę, ale nie twierdzimy że osiągnęliśmy np. oświecenie w tej dziedzinie i odnaleźliśmy cudowną receptę na jedyną prawidłową, niezależną drogę dla artysty.
I zgadzamy się anonimowość prócz wszystkich plusów ma też wiele minusów. (kiedyś może to rozwiniemy).
-
Gość: t.kozak, host-89-230-222-82.lublin.mm.pl
2009/05/14 23:54:47
do niebezkozyry:

Szanowna Pani,

Rzeczywiście, Związek w dużym stopniu finansuje swoje działania ze środków własnych, niemniej otrzymuje również dotacje z Ministerstwa i od samorządów. To, że owe dotacje są znikome, to inna sprawa. W przyszłości mogą być większe, o ile projekty ubiegające się o dofinansowanie będą lepsze, atrakcyjniejsze lub po prostu sprytniej skrojone... Byc może się mylę, ale mam wrażenie, że Pani jest przekonana, iż "artyści tacy, jak Pani" są dyskryminowani niejako systemowo...

Druga sprawa. Moja wiedza na temat zasad działania ZPAP może być oczywiście niepełna. Proszę mnie zatem skorygować, jeśli się mylę. Otóż, jak rozumiem, twierdzi Pani, że każdy członek związku może wstawić swoje prace do galerii związkowej, a egalitaryzm tej organizacji polega na tym, że każdy artysta zrzeszony może mieć tam wystawę. Czy tak jest np. w przypadku DAP na Mazowieckiej w Warszawie? Nie wydaje mi się... Galeria ta ma przecież dyrektora i kuratorów, którzy dokonują selekcji prac i artystów. Nie mogę po prostu wejść z ulicy i po okazaniu legitymacji wpisać do terminarza datę swojej wystawy. Ktoś musi zaakceptować moje prace, moją koncepcję, wreszcie - moją osobę... Z tego, co wiem, tak to działa również w Lublinie, gdzie mieszkam. Ale może się mylę... Jeśli się jednak mylę, to nie rozumiem, dlaczego akceptuje Pani te zasady w przypadku Związku i ocenia je jako egalitarne, natomiast wtedy, gdy stosują je inne instytucje (CSW, Zachęta etc.) to ten sam mechanizmy ocenia Pani jako elitarne, by nie powiedzieć - represyjne i wykluczające?

A co do tego wszystkiego mają Chiny? Czy ja sugerowałem, by udała się Pani na emigrację? A kwestia "matki"? Cóż... fakt bycia matką jest oczywiście godny najwyższego i niekwestionowanegp szacunku, niemniej cóż on ma wspólnego z meritum naszej polemiki?
-
2009/05/15 00:19:08
@izakow2
Pani Izo, wypowiadam się we wspólnym (artysty, widza i instytucji) interesie, dociekam kto ma rację. Racja, jak to racja, raz jest po jednej, raz po drugiej stronie. Staję po każdej. Uważam, że jeśli dobrze zdiagnozujemy problem, znajdziemy satysfakcjonujące każdą ze stron rozwiązanie. Zwykle każda ma coś na sumieniu. Na nic się nie zada stawanie w czyjejś obronie, jeśli ten ktoś popełnił błąd i zamiast się do niego przyznać zrzuca winę na innych.

Reguły muszą być, nie ma rady i należny ich przestrzegać, tylko wtedy jest szansa na bezpieczną podróż. Dziś to wygląda tak, że artyści nie stawiają sobie żadnych wymagań, a wielkie wszystkim innym. Przykro mi, choć jestem artystką i życzę artystom jak najlepiej jestem również widzem, czasem pracobiorcą, czasem pracodawcą. Każda ze stron musi się wywiązać z umowy inaczej wszystko kuleje, wszyscy mają pretensje.

To, co napisałam o uwarunkowaniach dyrektorów publicznych instytucji sztuki (i wszystkich innych instytucji) to fakty. Ignorować je to jak udawać, że jest z górki, kiedy jest pod górkę. Deszcz to deszcz, trzeba mieć parasol albo moknąć.

Znając konieczności dyrektorów należy tak przygotować się do wystawy aby nie mieli podstaw do zerwania umowy. Jeśli to zrobią są legalne sposoby dochodzenia swoich praw. W Polsce niestety wciąż koślawe, ale w porównaniu z tym co było kiedyś to raj. Należy z nich korzystać. Oczywiście o wiele łatwiej byłoby gdyby pomagał nam np. ZPAP. Tak, uważam, że związek powinien stać na straży, zatrudniać prawników z prawdziwego zdarzenia, pomagać w trudnych sprawach. Artysta w pojedynkę nie da rady. Niestety ZPAP niewiele proponuje swoim członkom. (Nikomu innemu nie musi). Ale to nasza wina, nic nie robimy. Pan Tomek gardzi ZPAP, zapewne nie on jeden, a może na tym polega błąd. Fotograficy, aktorzy mają silne związki i nie mają takich problemów jak my. My wolimy w pojedynkę, każdy przy swojej chacie uprawiać marchewkę i ogórki. Nasz wybór, ale wtedy trzeba zaakceptować rezultaty.

mam wrażenie, że w tym systemie broni Pani interesu urzędników i galerii! Ja uważam, że należy bronic interesu artystów i widzów. Sama opisuję różne przypadki własnie z perspektywy widza, któremu odmówiono prawa do własnej oceny.

Jest wiele grup widzów, każda uważa co innego. Która z nich ma prawo do własnej oceny? Jeśli jedni są za a drudzy przeciw, po czyjej stronie powinien stanąć dyrektor?
Zapewniam, że stanie po tej stronie od której otrzymuje wynagrodzenie. Dyrektor to zazwyczaj nie arystokrata, czy kapitalista lecz zwykły człowiek, który musi zarabiać na utrzymanie rodziny. Nie zaryzykuje konfliktu, który pozbawi go dobrze płatnej posady.
Gdyby awantura z Uklańskim i Nieznalską miała inny przebieg, gdyby dyrektorzy nie stracili wtedy pracy, może nie mielibyśmy dziś takich problemów, ale stracili. Nie zdołaliśmy temu zapobiec, więc teraz ponosimy konsekwencje. I nic nie da nasze gadanie, liczą się konkretne działania, oraz zrozumienie, że mając prawa mamy obowiązki. Są standardy, procedury i ścieżki załatwiania takich spraw. Ale to formalności, których nie lubimy.
-
2009/05/15 00:57:22
@T. Kozak

A co do tego wszystkiego mają Chiny? Czy ja sugerowałem, by udała się Pani na emigrację? A kwestia "matki"? Cóż... fakt bycia matką jest oczywiście godny najwyższego i niekwestionowanegp szacunku, niemniej cóż on ma wspólnego z meritum naszej polemiki?

Chiny są od meritum naszej dyskusji równie daleko jak ZPAP, które Pan przywołał. Moje macierzyństwo miało Panu przypomnieć, że choć mamy odmienne opinie możemy zachowywać się w stosunku do siebie uprzejmie. Odniosłam wrażenie, że Pan o tym nie pamięta.

Nie potrafię odpowiedzieć na Pana pytania ponieważ nie korzystam z żadnych dobrodziejstw ZPAP. Płacę składki i to wszystko. Wydaje mi się, że w Katowicach obowiązuje kolejka. Kto się zapisze ma wystawę. Do galerii komercyjnej, która jest wynajęta prace może wstawić każdy.

Byc może się mylę, ale mam wrażenie, że Pani jest przekonana, iż "artyści tacy, jak Pani" są dyskryminowani niejako systemowo...

Nie należy nadużywać słów. Słowo dyskryminacja wprowadza w błąd, sugeruje, że ktoś jest krzywdzony. Nie o to chodzi. Chodzi o to, że w Polsce (i w Europie) osoba prywatna, artysta praktycznie nie ma możliwości aplikowania o granty.
Takie są zasady, akceptuję je tak długo jak długo jestem traktowana fair. Niestety rankingowi artyści (zakupy i dotacje) dość pogardliwie wyrażają się o swoich nierankingowych kolegach zapominając, że publiczne środki, nawet nieduże to jednak jakieś wsparcie, którego innym brak.
Nie uznaję w sztuce egalitaryzmu, ale nie uznaję również braku zasad. Chyba u Krytykanta pisałam jak to powinno wyglądać. To temat na inny raz.
NGO ma statut, który definiuje takie sprawy, CSW nie wiem. Może coś ma, ja nigdy nie próbowałam nawet myśleć o wystawie tam, moje przykłady są hipotetyczne. Uważam, że powinny być przejrzyste kryteria, które obligują dyrekcję do pewnych rzeczy, np, tyle instalacji a tyle malarstwa sztalugowego, tyle MSP, a tyle nestorów. Nad jakością powinna czuwać rada, ale każdy powinien mieć potencjalną możliwość. (Może taką ma, ale nie sprawdzałam). Tyle na dziś. Dobranoc.
-
2009/05/15 10:09:41
Ustalanie "procentowego udziału" różnych gatunków sztuki w ofercie wystawienniczej już się kiedyś zdarzało... Wtedy miało to na celu zachowanie proporcji i dominującego udziału sztuki aktualnie "słusznej". Dziś miałoby to tylko sens gdybyśmy dysponowali aktualną diagnozą ile czego się aktualnie tworzy, tyle że przecież zmiana zachodzi nieustannie i uzyskanie wyników badań, które byłyby wiarygodne choćby przez jakiś czas nie jest chyba możliwe.
Choć oczywiście zgadzam się, że w instytucjach publicznych, dotowanych powinny być prezentowane wszystkie nurty i pokolenia twórców, instytucja publiczna, która lansuje wyłącznie jedną opcję jest niesmacznym nadużyciem.
Za ZPAPem ciągnie się nie zawsze chlubna historia, ale zwróćmy uwagę, że od 20 lat Związek działa już w nowej rzeczywistości, modyfikuje się, tworzą go również młodzi ludzie. Tak naprawdę każdy Okręg działa inaczej, jedne są bardziej otwarte, inne mniej (w Zielonej Górze staramy się otwierać) i generalne traktowanie ZPAP jako wygodnego bohatera negatywnego jest również mocno niesprawiedliwe, a faktem jest, że w wypowiedziach części ludzi sztuki taki kontekst się pojawia.
-
2009/05/15 11:27:59
@kanibalia
Zgadzam się z Panem.
-
Gość: malo, chello087206033240.chello.pl
2009/05/15 18:33:21
"malo, ale co to znaczy, że Jakubowicz wybrał sobie złe miejsce????"
tzn. że są inne piękne miejsca które dobrze zajęły by sie takim projektem co wydaje mi sie oczywiste ,wogóle dziwię się że Rafał coś chciał tam zrobić jego twórczość dla mnie do tego miejsca nijak nie pasuje..
-
Gość: Kla-wy-man, public11090.xdsl.centertel.pl
2009/05/16 10:48:23
Wręcz przeciwnie, Jakubowicz z Mikiną (kumple z Facebooka) do CSW pasuje jak ulał. Bez kasy publicznej, jak cała reszta rankingowych z Obiegu niewiele są w stanie z siebie wygenerować.
-
Gość: zaklad slusarstwa koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2009/05/19 00:34:01
Pani Izo.
Ponieważ postanowiła Pani przemilczeć temat, pozwalamy sobie skorzystać z wolności słowa :) i dopowiedzieć parę spraw.

Oto CAŁY list Żydowicza do Indeksu 73, z którego zacytowała Pani część potrzebną Pani do uzasadnienia opinii, że Żydowicz oskarża Obarskiego o propagowanie nazizmu:

Szanowna Pani!

Jestem wielce zobowiązany ze Panstwa, niezwykle wazna, inicjatywa INDEKS 73 podjela temat "zawieszenia" wystawy Przemyslawa Obarskiego. Pragne podkreslic, iz jestem rzecznikiem swobod tworczych i zawsze wzstepowalem w ich obronie.
Nie moglem jednak pozostac obojetny wobec jednoznacznej deklaracji Autora wystawy zamieszczonej na zaproszeniu rozeslanym do licznej grupy mieszkancow Torunia, w ktorym Autor mowi wprost, iz jego celem jest REHABILITACJA ZNAKU SWASTYKI. Juz ta deklaracja oderwana od historycznego kontekstu zdeprecjonowania pierwotnych, pozytywnych znaczen znaku budzic musi niepokoj. Smiertelna powaga z jaka autor mowi o swej misji przywrocenia tychze pozytywnych skojarzen troche smieszy, zwlaszcza w kontekscie tego co naprawde z tym znakiem "robi" w swoich dzialaniach,ktore przeciez sa pozbawione komentarza historycznego! Mamy tu do czynienia z mowa znakow i brzmieniem slow autora, ktory przeciez nie bedzie codziennie oprowadzal po swej wystawie zwiedzajacych by im wytlumaczyc znaczenie dosc galanteryjnych zabaw znakiem swastyki, jakby to byl ornament z historycznego wzornika! Intencje autora musza niepokoic w kontekscie dzialan roznych grup neonazistowskich! Z cala pewnoscia Panstwo wiedza, iz niemal polowa kibicow zespolu Legia Warszawa to czlonkowie grup neonazistowskich. Tak podaly media w ubieglym tygodniu.Az sie wierzyc nie chce! Zyje w Polsce miliony osob ktore doznaly roznych krzywd od ludzi spod tego znaku.O ich uczuciach nie powinnismy zapomniec gdy bedziemy bronic prawa pana Obarskiego do swobodnej wzpowiedzi tworczej. Jakim trzeba byc czlowiekiem by nie uszanowac bolu Tych ktorzy wspominaja swoich bliskich pomordowanych przez oprawcow spod znaku swastyki?

Jestem do Panstwa dzspozycji.
Z wyrazami glebokiego szacunku.
Marek Zydowicz

Jeśli dalej uważa Pani, że Żydowicz zarzuca Obarskiemu propagowanie nazizmu, to oczywiście nie mamy chęci, ani ochoty Pani tego zabraniać. Uważamy jednak, że każdy zainteresowany powinien wyrobić sobie zdanie na ten temat na podstawie rzeczywistych wypowiedzi uczestników, a nie wyciętych fragmentów.

Oprócz tego pisze Pani, że zastanawiające jest, że również wtedy miał miejsce "atak" Żydowicza na CSW w Toruniu. Nie był to atak. Było to głębokie ubolewanie. Jeśli Pani nie pamięta / nie wie, to służymy informacją: to Żydowicz(historyk sztuki) wywalczył i wyżebrał to Centrum dla Torunia, a kiedy już "czarna robota" była odwalona, został pięknie "wyślizgany" z decydowania o dalszym kształcie instytucji (dyrektorem został prawnik!). Jako członek Rady Programowej bez wsparcia pozostałych członków nie ma właściwie nic do powiedzenia w sprawie działalności CSW. A jak wygląda ta działalność? Służymy przykładem wystawy otwarcia, która tak zbulwersowała p. Żydowicza. Informacje pochodzą od pracownicy CSW, pani Radomskiej. Otóż wystawa "Jak się rzeczy mają" została "skonstruowana" następująco: CSW zwróciło się do fundacji Thyssen-Bornemisza mniej więcej tak: macie tyle fajnych rzeczy, pożyczcie nam coś na wystawę otwarcia (żadnej propozycji jakiejkolwiek narracji, nic). Thyssen-Bornemisza odpowiedziało: "dobra, damy wam coś, ale to my decydujemy co to będzie, my wam wymyślimy wystawę." I tak właśnie się stało. Thyssen zadbali, żeby nie znalazło się tam nic szczególnie interesującego.
-
Gość: zaklad slusarstwa koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2009/05/19 00:44:10
Wszystkiego tego dowiedzieliśmy się podczas "oprowadzania z kuratorem" po toruńskim CSW. Nie było kuratora, ale w zastępstwie była p. Radomska. Niestety nie potrafiła wyjaśnić, o czym opowiada wystawa "Jak się rzeczy mają". W ramach wyjaśnienia opowiedział nam przytoczoną tu historię. Wiedziała tylko, że wystawa opowiada "o pracy". Niestety nie potrafiła wytłumaczyć nam, jak się do tego mają konkretne dzieła (a przynajmniej nie lepiej, niż zrobiłby to rozgarnięty gimnazjalista widzący wystawę po raz pierwszy). Pani Radomska spontanicznie uraczyła nas za to refleksją, że Żydowicz jest czarnym charakterem touńskiego "środowiska" i cenzuruje sztukę.

Druga wystawa otwarcia (Kwiaty naszego życia) to kilka rzeczy, które byłyby ciekawą propozycją dla jakiegoś miejskiego BWA, a nie pierwszego powojennego polskiego muzeum sztuki współczesnej. Oprócz tych kilku rzeczy, były też inne, wręcz beznadziejne. Np. plagiat D. Spoeriego podlany jakimś newage'owskim sosem. Naprawdę nie rozumie Pani, dlaczego Żydowicz "atakował" CSW? Gwoli ścisłości - nie jesteśmy jakkolwiek związani z p. Żydowiczem, fundacją Tumult, toruńskim CSW, Wozownią, ani jakąkolwiek inną instytucją świata sztuki.

Zresztą nie była to jednorazowa wpadka typu "pierwsze śliwki robaczywki". W marcu br. wystawę S. Philipsz skrócono o 1 dzień, bo jakaś firma wynajęła tę salę na firmową imprezę (zamkniętą oczywiście). I dlaczego nie napisała Pani o niedawnej sprawie Dziatkiewicza w tymże CSW? Jest to przecież, jak stwierdziła inna pani z Indeksu - novum i kuriozum w polskim światku artystycznym. Oto artysta wespół z kuratorem i dyrektorem, sami zdecydowali o "ocenzurowaniu" swojej pracy. Uzasadnienie tej decyzji to gimnastyka umysłowa na poziomie światowym.

Wróćmy też do tego, jak Pani kształtuje postrzeganie sztuki i cenzury w Polsce. Z jakiegoś powodu nie chce Pani zrozumieć, że Żydowicz nie oskarża Obarskiego o propagowanie nazizmu i wmawia to Pani wszystkim uparcie. Niestety Pani "skrzywienie" poznawcze odnosi się nie tylko do tego pojedynczego przypadku. Proszę przypomnieć sobie sprawę Czerepoka i synagogi we Wrocławiu

strasznasztuka.blox.pl/2008/07/Nie-tylko-dobro-przychodzi-z-gory.html

Tam również pisała Pani, że rabin Rapaport oskarża Czerepoka o antysemityzm, a na stronie Indeksu napisaliście państwo, że sprzeciwiacie się temu aktowi CENZURY. Tymczasem wystarczy obejrzeć film ze spotkania z Rapaportem, zmieszczony zresztą przez Indeks

www.youtube.com/watch?v=gUnqOBv7JMI

żeby przekonać się, że nie jest to z Pani strony nadinterpretacja, a zwykłe kłamstwo. Rapaport powiedział, że nie widzi problemu, żeby praca Czerepoka wisiała gdzieś indziej. Chodziło mu tylko o to, by nie umieszczać jej na tym samym podwórku, na którym stoi synagoga. Chodzi o to, by nie zmuszać ludzi, którzy kiedyś przeszli piekło, do kontaktu z obiektami posługujacymi się estetyką ściśle wiążącą się z tamtą sytuacją piekła, jakkolwiek "mądre" i "analizujące naszą kulturę" te obiekty by nie były.

Następna sprawa. Uważamy, że mądrze o cenzurze pisał do niedawna Andrzej Osęka w GW. A pisał (mniej więcej), że cenzura jest niedopuszczalna zawsze i wszędzie. Nie omieszkał jednak zaznaczyć swojej opinii o pracy, która mogła paść ofiarą cenzury. Jeśli uważał, że to gniot, to jasno to pisał. Pani pisze natomiast: cenzura jest niedopuszczalna I NIEWAŻNE o jaką pracę chodzi, czy jest to sensowna wypowiedź, czy bełkot - nie dociekajmy tego, bo nie to jest problemem. W ten sposób zachęca Pani oszołomów (np Fuss), którzy nie mają nic do powiedzenia, do wypowiedzi, których jedynym sensem jest ewentualny konflikt, ponieważ miałkość tych wypowiedzi zniknie pod "dyskusją o cenzurze". Efektem tego jest, że do jednego worka wrzucane są ważne wypowiedzi, które naruszają jakiś ład, bo chcą coś "przekazać" oraz pseudofilozoficzny bełkot, którego jedynym celem jest zwrócenie na siebie uwagi.
Czy w dalszym ciągu nie ma Pani poczucia, że zniekształca Pani sposób, w jaki postrzegana jest sztuka i cenzura?
-
2009/05/19 11:42:32
Proszę wybaczyć, ale to jest trochę jak wmawianie dziecka w brzuch.
Bo w powyższym wpisie zastanawiam się właśnie nad ograniczeniami dotyczącymi wolności wypowiedzi, w jaki sposób można te ograniczenia zdefiniować. Czy wystarczy powiedzieć: "to jest gniot"? To chyba trochę za mało? Kto i w jaki sposób powinien decydować? Wciąż brakuje mi mądrych argumentów poszerzających ten problem, natomiast widzę, że niektórych bawią zwyczajne przepychanki.
Co do zarzutu, że Żydowicz oskarżył Obarskiego o propagowanie nazizmu, już dawno się z tego wycofałam, pisząc, że powstał on w mojej głowie, czyli inaczej przeinterpretowałam jego wypowiedź. Proszę czytać uważniej moje wypowiedzi, a nie używać w kółko tych samych argumentów i pisać, że czegoś nie chcę zrozumieć! Ja przyznaję sobie prawo do pomyłek i nie widzę problemu, by się do nich przyznać.
Inna sprawa: tak, wystawy na otwarcie CSW w Toruniu były raczej słabe, o czym też pisałam: strasznasztuka.blox.pl/2008/06/Otwarcie-Centrum-sztuki-Wspolczesnej-w-Toruniu.html
Ale, proszę wybaczyć, co ma piernik do wiatraka? Wojna podjazdowa przeciwko CSW przy okazji wystawy Obarskiego w Wozowni? Co to ma ze sobą wspólnego?
Kto zyskuje na takich przepychankach?
-
2009/05/19 14:52:30
Przewija się w tej dyskusji również wątek oceny jakości prac. Przy sprawie Nieznalskiej często kryterium jakościowe było wygodną drogą ucieczki - pamiętam publiczne wypowiedzi kilkorga ludzi sztuki, że "właściwie nie ma o czym dyskutować bo praca jest po prostu słaba" - rozmawiając w ten sposób "sprytnie" omijali dyskusję o wymowie samej pracy. Stało się to pewnym modus operandi w trudnych przypadkach. Często analizując dzieła kontrowersyjne krytyk skupia się też wyłącznie na stronie warsztatowej omijając problem wymowy i treści. (tak początkowo pisano o Krasnalach, zarzucając im "kiepski manual" zarazem kompletnie ignorując całą resztę) Co ciekawe kryterium warsztatowe raczej nie pojawia się przy pisaniu o dziełach i twórcach "słusznych".
I pytanie z trochę innej beczki; czy niedopuszczenie do wystawy z powodu słabej jakości prezentacji artystycznej to już cenzura?
-
2009/05/19 20:25:31
Kanibalia - zgadzam się z Twoją diagnozą! Ocenienie pracy jako słabej to często wykręt, aby w ogóle zapoznać się ze znaczeniami danej pracy.
I następna rzecz: "czy niedopuszczenie do wystawy z powodu słabej jakości prezentacji artystycznej to już cenzura?". Oczywiście, że nie! Ale dyskutujemy o pracach, które zostały przyjęte na wystawę przez kuratorów, zatwierdzone przez szefów galerii, ale potem z powodu różnych późniejszych kontrowersji, tudzież nacisków - wycofane. I trudno mi zgodzić się z taką sytuacją - niejawności, niejawnych nacisków, itp. Jeśli dopiero w tym momencie pojawia się argument o słabej jakości, to trudno mi w to uwierzyć. No i jak pisałam - niech ocenią to widzowie, krytycy i, jeśli rzeczywiście, praca jest słaba, niech wtedy twórca za nią oberwie.
-
Gość: zaklad slusarstwa koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2009/05/19 21:58:13
Prawdę mówiąc, nie zrozumieliśmy Pani wcześniejszej wypowiedzi:
ok, poddaję się! Nie było wprost tego zarzutu, on powstał w mojej głowie (...)

Uznaliśmy, że to ironia. Wykrzyknik uznaliśmy za oznakę wzburzenia. Natomiast stwierdzenie, że zarzut powstał w Pani głowie uznaliśmy za ironizowanie na temat Pani ewentualnej niepoczytalności. Skoro tak nie było, to wyrażamy nasze ubolewanie z powodu tak dalece idącego nieporozumienia.

Co do problemu "cenzura a wartość pracy" to chyba z kolei Pani źle nas zrozumiała. "Artystyczna" wartość pracy, jej ocena, nigdy nie może być powodem cenzury - należy to podkreślać zawsze i wszędzie. Jednak to, że praca jest zagrożona, lub już poddana cenzurze nie zmienia tego, że jest słaba albo dobra.

Cenzurze należy sprzeciwiać się zawsze i wszędzie (choć uważamy, że potrzebna jest szczególna ostrożność w używaniu tego słowa). Chodzi nam o to, że krytyk (np. Pani) nie powinien uchylać się od ustosunkowania się do wartości "dzieła" - czyli wykonywania swojego zawodu - tylko dlatego, że jest ono zagrożone cenzurą. Uważamy, że w ten sposób traktuje się artystę jak dziecko, zwalniamy go z odpowiedzialności za swoją pracę (czy on na pewno tego chce?)
-
2009/05/20 10:07:15
Ha, no i kolejny raz nieporozumienia biorą się z pewnej właściwości internetu (jaką jest niemożność oddania mimiki, emocji, itp.). Nie ironizowałam, nie jestem też osobą, która by się twardo upierała przy swoim zdaniu. Więc bywa, że jeśli ironizuję, to na swój temat ;-)
Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia, zgadzam się z Wami, co do kwestii cenzury i potrzeby oceny wartości pracy.
Pozdrawiam
-
Gość: malo, chello087206033240.chello.pl
2009/05/20 15:26:23
Jakubowicz czy Nieznalska (cuż za zabawna rozbieżność)nie przechodzi ,takie video pewnie bez 2 zdań ...www.ubu.com/film/weiner_water.html
-
2009/05/20 16:36:00
Zbigniew Libera postarzal sie i zaczyna mowic w duchu LPR. "artysta przyszedl i nasral w cudzym domu na stol"... "obrzydliwe wyczyny"... Brakuje jeszcze "pseudoartysty jadącym na skandalu". A niedawno Libera wszystkich przekonywal ze "w sztuce wszystko jest do pokazania".
Moze chodzi o to, że w sztuce wszystko jest do pokazania przez Libere, a innym tego nie wolno. Mit Libery mi padl po tych komentarzach.
-
Gość: Kla-wy-man, public4333.xdsl.centertel.pl
2009/05/20 23:20:12
Panie chello, rozbieżność czy lubieżność?
-
Gość: ff, aavj129.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/05/21 13:25:46
A może powodem, dla którego Libera wypowiada się o całej sprawie tak emocjonalnie jest
'wtargnięcie' Fussa na ten obszar działania, w którym moglibyśmy widzieć również 'LEGO camp' i 'więźniów' z 'Pozytywów'? Z tą różnicą, że o ile Liberze udało się utrzymać równowagę między obrazoburczą siłą a niejednoznacznością przesłania, o tyle Fuss swoją akcją ten rodzaj języka spłyca, jeśli nie degraduje? Reakcja Libery byłaby tu próbą obrony pewnego sposobu wypowiedzi przed grafomańskim nadużyciem. Na ile autorytarną, pozostaje inną kwestią.
-
2009/05/21 18:33:25
Pyskówka Libery jako obrona "terenów" zarezerwowanych dla niego? Ciekawa teza, ale czy są to "tereny"zarezerwowane tylko dla Libery? Poza tym ja widzę różnice w podejciu do tych "terenów".
Libera eksplorował pamięć historyczną z jej zagospodarowywaniemi i wpływem na teraźniejszość. Fuss poszedł dalej, bo przełamał ten wpływ i odrzucił go w imię swobody mówienia o teraźniejszości (Gaza). Rożnica w podejściu do tematu wynikać może z różnicy pokoleniowej między nim, a LIberą (zakładam,że Fuss jest młodszy).
Przełamywanie tabu zawsze wiąże się z trudnościami, więc Fuss nie powinien się dziwić, ze ściagnął na siebie gromy.
Inną kwestią jest jak wogóle wygląda dyskusja o wystawie Fussa. Gdzie się podział Indeks 73? Bronią Czecha w Brukseli, a nie bronią Polaka w Czechach?
-
2009/05/22 16:07:32
@ mondopan
"Inną kwestią jest jak wogóle wygląda dyskusja o wystawie Fussa. Gdzie się podział Indeks 73? Bronią Czecha w Brukseli, a nie bronią Polaka w Czechach?"

Indeks 73 podział się tu:
www.indeks73.pl/pl_,aktualnosci,_,20,_,641.php
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Fussem.
-
2009/05/22 16:27:46
Natomiast Zakład Ślusarstwa pytał o sprawę Dziadkiewicza. Info tutaj: www.indeks73.pl/pl_,aktualnosci,_,20,_,639.php
-
Gość: Kla-wy-man, public5724.xdsl.centertel.pl
2009/05/23 11:17:48
Dzisiaj cool jest w sztuce wszystko, z wyjątkiem twórczości w przedziale od van Eycka do r.p. 2000. Na szczęście kategoria passe, też jest cool tylko w pewnym przedziale czasowym
-
2009/05/23 17:14:03
Deprecjonuje się "stare" żeby wykreować "nowe", które inaczej nie miałoby najmniejszych szans przeżycia... Bo jeszcze ktoś by sobie porównał...
-
2009/05/25 13:27:30
Podrzucam link do odpowiedzi (???) Kuby Banasiaka: www.obieg.pl/felieton/11172 . Zawahałam się, czy można to nazwać odpowiedzią, bo w jakim sensie sztuka współczesna wyszła z batalii wokół pracy Nieznalskiej, silniejsza, wciąż nie wiem... Dostałam za to interesującą analizę, jaka to jestem słaba ;-)
-
Gość: gosc, port-212-202-154-114.static.qsc.de
2009/05/25 17:47:28
Dla mnie tekst Banasiaka to bardzo inteligentna, blyskotliwa ale w wielu miejscach nieuczciwa intelektualnie szarza.
Nieuczciwa tak jak watpliwe sa jego dzialania. To nie jest spiskowa teoria, ze watpliwy jest fakt, ze krytyk pracuje dla wydawnictwa prywatnych kolekcjonerow ktorzy naduzywaja w marketingowy sposob nosnego hasla Nowa Fala popierdala. Jak moze tak krytyczny i blyskotliwy autor nie zauwazyc tego naduzycia i je legitymowac? To haslo wyprane z idei lat 80., pozostaje reklamowa agresja, obietnica swiezosci i mlodosci - czyli po prostu nowego produktu ktory ma zastapic inne, bo wlasnie agresywnie popierdala a nie plynie sobie.
Banasiak jest nieuczciwy kiedy postuluje polifonie zjawisk artystycznych. Tej polifonii nie ma - oczywiscie nie tylko z jego winy - ale z uwagi na znana mu specyfike nacjonalistycznej i scentralizowanej ciagle systuacji w sztuce polskiej. tu ironiczny tytul Establishment jako... jest nie tylko kokietowaniem, a nowa fala popierdala nie jest uklonem w strone lat 80. tylko strategia rynkowa, w stylu teraz my. tu art baazar pisze w ramie w ramie z dziennikiem o rankingach, artystycznej ekstraklasie (oczywiscie POLSKICH artystow bo przeciez to "naturalne" ze kibicujemy swoim?) Dostalam ostatnio zaproszenie na rozmowe o penerstwie ktore brzmialo mniej wiecej tak: o ile lata 90. byly naznaczone przez sztuke krytyczna to poczatek 21 wieku zdominowala nowa ekspresja poznanska.
To wszystko nie jest jezykiem polifonii, tylko prostym (czasem prostackim) mysleniem najpierw bylo to i sie skonczylo a potem pojawilo sie cos innego co zmiotlo to co bylo. To jezyk walki, agresji, samozadowolenia z symbolicznej wladzy, braku uwaznosci. A przeciez ciekawszy bylby dialog.
-
2009/05/25 18:39:52
A kto Kubę Banasiaka traktuje jeszcze serio? Chyba już nikt.
-
2009/05/25 19:17:12
Przedziwna replika, mam nieodparte wrażenie, że autor zarzucając pani zastygnięcie w nieprzystającej do rzeczywistości pozie w istocie (podświadomie) pisał o sobie. Nakreślił piękną i utopijną wizję współczesnego, polifonicznego artświata, wizję tak idealną, że naprawdę chciałoby się w nią uwierzyć... Niestety wygląda to inaczej, nie ma równoprawności punktów widzenia sztuki.
-
2009/05/25 20:22:51
No właśnie, trudno jest poważnie traktować kogoś, kto umie jedynie manipulować. Słuszne jest używane w środowisku określenie Krytykant-Manipulant.

Oto mały przykład:

Napisałam w komentarzach w odniesieniu do propozycji zwalniania Banasiaka: No dobrze, ale nie demonizujmy znowu tak bardzo Banasiaka. Uważam, że on nie jest winny sytuacji, która ma miejsce obecnie w sztuce. Jest raczej jej symptomem, albo i swoistym efektem.

Banasiak za to pisze: "Warto zauważyć, że Izabeli Kowalczyk - wydawałoby się, że tak czułej moralnie - absolutnie nie przeszkadza retoryka odwoływania funkcji", pasożytnictwa" czy kundelka na usługach". Jest za to szybko odpowiedź: Świetna diagnoza The Krasnals"".

Podczas, gdy moja wypowiedź do Krasnali odnosiła się do innego zupełnie wątku. Oto całość zdania(!):
"Świetna diagnoza The Krasnals, bo pojawia się tutaj wg mnie ważna opozycja - między sztuką jako sklepikową, galeryjną ozdobą a właśnie szeroko pojętą sztuką krytyczną; między sztuką zatopioną w neoliberalnych regułach a potrzebą sztuki, która mówi coś więcej".

W tej dyskusji na szczęście nie wszystko kręciło się koło Bansaiaka. Może to go tak zabolało? Ale nic to! Wystarczy wyjąć fragment zdania z kontekstu i można sobie odczytać znaczenia, jakie się tylko w wyobraźni autora zalęgną.
Jedno wiem na pewno, więcej go nie będę bronić! ;-)

Ciekawy zresztą jest ten natrętny egocentryzm, że zdanie, które nijak ma się do niego samego, tak właśnie odczytał. A skoro o języku mowa, to jedna ciekawostka. Czytam ten tekst Banasiaka i coś mi nie gra.
Co któreś zdanie zaczyna się od: "Zdiagnozujmy", "Wróćmy", "Powtórzmy", "Przytoczmy", "Zerknijmy". (To ilu właściwie jest tych Banasiaków?)
A pod koniec: "Może kogoś dziwić, że właściwie cały czas - niemal w każdej partii tego tekstu - się osłabiam"".
Muszę powiedzieć, że to bardzo interesujący przypadek, ale jako osoba spłaszczająca rzeczywistość i niewiele z niej rozumiejąca, nie odważę się go analizować ;-)
-
2009/05/25 21:25:21
Skoro w "środowisku" "jest używane" określenie "Krytykant-Manipulant", a ja umiem "jedynie manipulować", z pewnością Gospodyni tego bloga polemikę ze mną ma za (co najmniej) stratę czasu.
Nie będę się u Niej więc naprzykrzać, pozwolę sobie jednak odnieść się do dwóch kwestii Autora/Autorki (jedna dotyka mnie bezpośrednio) "Gość: gosc, port-212-202-154-114.static.qsc.de":

"krytyk pracuje dla wydawnictwa prywatnych kolekcjonerów"
- Czy może sprecyzować Pan/i ten b.poważny zarzut? Czy chodzi o jedną z kilkudziesięciu wypowiedzi artystów, kuratorów, galerzystów, krytyków etc. zamieszczonych w książce "Przewodnik kolekcjonera..."? Mimo wszystko "pracą" bym tego nie nazwał... I z tego co jest napisane na okładce, wydawnictwa to Ha!art i Bęc, a Martyna Sztaba ani Bogna Świątkowska nie są chyba (?) kolekcjonerkami.

"którzy [kolekcjonerzy] nadużywają w marketingowy sposób nośnego hasła Nowa Fala podpierdala"
-z tego, co można przeczytać na blogu ArtBazaar, nie jest to "nadużycie", tylko wspólny projekt z artystą Ryszardem Woźniakiem, autorem owego "w marketingowy sposób nośnego hasła" (???) - tytułu jednego z obrazów. Skoro nie miał On nic przeciwko, a wręcz przeciwnie, by Piotr Bazylko i Krzysztof Masiewicz użyli tego tytułu - to gdzie tu "nadużycie"? To kolejny poważny zarzut bez porkycia.

I jeszcze propozycja pewnej intelektualnej łamigłówki (może być, że "szarży" ;) ) - dlaczego nie protestuje Pan/i, że po latach 90. pozostała - jako zwarte zjawisko - tylko sztuka krytyczna? Dlaczego nie utyskuje Pani, że swoją książką Izabela Kowalczyk wykluczyła całe rzesze artystów: z peryferii, ale także tych z centrum, którzy nie mieścili się w kategorii "sztuki krytycznej" vel "ciała"?

Natomiast co do polifonii - znowu, ku uciesze, się "osłabię" - nic nie poradzę na to, że inni krytycy nie piszą o innych zjawiskach w młodej polskiej sztuce - wyrazistych, koherentnych w swojej wymowie, ważkich, znajdujących uzasadnienie także w sferze pozaartystycznej etc. Ja ich po prostu nie widzę - i tyle. I tak jak Pan/i z niecierpliwością czekam na ów "dialog", na kontr-narracje i kontr-propozycje. Tylko tyle.

pozdrawiam,
K
-
Gość: gosc, port-212-202-154-114.static.qsc.de
2009/05/25 23:01:53
Panie Jakubie,
oto odpowiedz. Nie demonizuje pana, prosze mnie zle nie zrozumiec. Pan ma niebywaly talent, znakomity styl, zywy jezyk, duza wiedze, ja traktuje Pana powaznie i dlatego zadaje sobie wysilek pisania. Zarzucam Panu nadmierna agresje, zacieklosc, a takze dosc bezkrytyczne (i nieuczciwe w przypadku krytyka) poddanie sie jednej opcji (z wylomami) i zaciekle siekanie innych. Przez to uwazam traci Pan wiele narzedzi krytycznych, istotnych dla Pana pracy.
a teraz odpowiedzi:
nie zarzucam Izie Kowalczyk wykluczenia artystow w jej slynnej ksiazce i prosze nie traktowac mnie arogancko, wiadomo ze tworzenie narracji jest wyborem. Pan wprowadzil nowa jakosc - niespotykana wczesniej agresje i te zarzucam Panu

nowa fala popierdala - prosze sie uczciwie zastanowic skoro jest pan tak krytyczny a nie tylko powtarza zaslyszany pr - czy nie jest to naduzycie, czy nie jest to - za zgoda czy bez wozniaka - powazniejszy sympotom wspolczesnej sztuki - w ktorej zongluje sie takim nosnymi haslami (NOWA FALA POPIERDALA ZNACZYLA COS INNEGO W latach 80. czy umie pan przekonujaco odeprzec zarzut ze dzis chodzi w tym o jakas wazna intelektualna propozycje a nie o nowosc rynkowo-pokoleniowa), establishment jest niby zrodlem cierpien, w csw w galerii okna marcin krasny - wspoltworca wystawy establishment.. pokazuje kolekcje art bazaaru, obieg robi rankinig wladzy, dziennik ekstraklase, a penerstwo uksztaltowalo sztuke polske poczatku 21 wieku.

Ok. przyznaje - zle zrozumialam stopien Pana zaangazowania w Art Baazar i przepraszam - za ta pomylke, to nie byla manipulacja - a brak wiedzy.

Ale oczekuje od Pana wiecej. Dlaczego jest Pan krytyczny tylko dla 1 formacji zwiazanej z pokoleniem Izy Kowalczyk, a w ogole nie wobec braku wiedzy lub manipulacjji, mitologizacji krytykow i kuratorow ktorzy pisza o uczuciach, snach, brzuchach, sniacych cialach i zyciu wewnetrznym, swiezosci, fantazji artystow w zaden sposob nie przewartosciujac tych watpliwych kategorii!!!
Przeciez swiezosc, sny, fantazje jesli nie potraktujemy ich jako pewnej swiadomej STRATEGII (wiem ze Pan nie lubi tego slowa) reprezentacji, to jest mitologia artystyczna, strategia ekonomiczna (prosze mnie zle nie zrozumiec kibicuje artystom zeby sprzedawali swoje prace). A od krytyki wymagam KRYTYCZNOSCI a nie slepemu zaangazowaniu w jedna opcje ideologiczno-estetyczno- ekonomiczna.

-
Gość: qwerty, chello087206033240.chello.pl
2009/05/25 23:52:02
Natomiast co do polifonii, nic nie poradzę na to, że inni krytycy nie piszą o innych zjawiskach w młodej polskiej sztuce - wyrazistych, koherentnych w swojej wymowie, ważkich, znajdujących uzasadnienie także w sferze pozaartystycznej etc. Ja ich po prostu nie widzę - i tyle. I tak jak Pan/i z niecierpliwością czekam na ów "dialog", na kontr-narracje i kontr-propozycje. Tylko tyle.

pozdrawiam,
K

Tak,mnie również zastanawia to zjawisko ..od czasu dłuższego narzekania na zmęczonychsłyszeć można w zasadzie z każdej strony ,nie wnikam czy słuszne czy nie ,to w tym momencie jest absolutnie nie istotne..narzekania są ale co z nich wynika ?!

zastanawiające jest to o czym pisze Kuba, a co każdemu (zdecydowanej większości ) jest na rękę bo i wychylać się nie musi wtedy i od myślenia zwalnia formułowanie własnych poglądów na podstawie obserwacji tego co cieszy ,bawi i co w ogóle jest w sztuce (jeśli tylko jest )
jeśli są krytycy ,jeśli obserwatorzy i inteligentni widzowie, jeśli są różne środowiska w różnych miastach i jeśli są w końcu ci artyści to czemu brak właśnie relacji z tych frontów.?Piotrowski niegdyś wspominał o historii sztuki pisanej z pozycji środowiska warszawskiego a przecież tyle dobrego działo się również w innych miastach ..jakie zatem przeszkody dziś stoją przed próbą opisywania tego co w innych środowiskach dzieje się również?!no, klasyczny leń w dupie.. większość czeka że samo się zrobi i dlatego mamy samych biednych zmęczonych z pretensjami do malarstwa i kilku brudnych poznaniaków i jakby nic więcej
-
Gość: gosc, port-212-202-154-114.static.qsc.de
2009/05/26 00:06:52
To nie jest len, ale uwarunkowania, ktore mozna pewnie zmienic, ale nie wylacznie kategoriami lenistwa lub pracowitosci. W polsce kultura ma bardzo scentralizowany model i nie ma co udawac ze tak nie jest ale swiadomie i krytycznie sie temu przygladac czego nie nalezy mylic z tropieniem ukladow i narzekaniem.
Poza tym dlaczego w ogole piszecie o molodej sztuce polskiej. Dlaczego mloda dlaczego polska, dlaczego tak bezmyslnie i bezkrytycznie sa tak powtarzane te kategorie? Czy np. do takiego kijowa, berlina, pragi tak daleko?
-
2009/05/26 08:57:54
I czy artyści starszych pokoleń wymarli?
-
Gość: , blueice3n1.de.ibm.com
2009/05/26 09:07:35
I dlaczego piszecie po polsku. Żyjemy w Europie i uzywajmy jakichś języków bardziej europejskich - niemiecki lub francuski...

dlaczego tez nie piszecie o sztuce ludowej? Mamy narawdę wspaniałych artystów w tym obszarze. Dlaczego ich wykluczacie? Dlatego że nie tworzą w Warszawie czy Poznaniu?
-
Gość: gosc, port-212-202-154-114.static.qsc.de
2009/05/26 09:59:01
Prosze bez takiej taniej ironii, podajac berlin, kijow i prage nie posluguje sie kategoriami kosmopolitycznymi, ktoregos z europejskich krajow. Krytykuje waskie, marektingowe mialkie intelektualnie myslenie w kategoriach mlodzi, polscy artysci
-
2009/05/26 11:40:48
Dziwny zeskok na dziwne wyrzuty: "Dlaczego piszecie o tym, a nie o tamtym, dlaczego o Warszawie, Poznaniu, a nie o innym mieście, dlaczego nie piszecie o Kijowie czy Pradze i dlaczego nie po francusku?". O jakich znowu "wy" chodzi? Może przejdziemy od razu na formę: "Towarzysze!".

U mnie na blogu co jakiś czas pojawia się np. sztuka czeska, którą uwielbiam. Staram się śledzić to, co dzieje się w innych miastach - Wrocławiu, Zielonej Górze, Gorzowie Wielkopolskim, Toruniu itd. Jest też jakaś przeszkoda w braku krytyków z innych ośrodków. Naprosiłam się niejednokrotnie ludzi o teksty na temat wystaw, które miały miejsce w mniejszych miastach. I naprawdę jest trudno zmobilizować ludzi, by wzięli się za pisanie. Wciąż brakuje autorów. Może to kwestia braku warsztatu, nie wiem, nie umiem tego sensownie wytłumaczyć.

Podobnie nijak mają się zarzuty o warszawo- czy poznanio-centryczność. Proszę zobaczyć aktualny numer artmixa - tylko jedna opisana wystawa miała miejsce w Warszawie i jest to zdecydowanie negatywna recenzja.

Co do narzekania - to proszę wybaczyć, ale też z tym nie do mnie. Uważam, że w sztuce współczesnej dzieje się dużo ciekawych rzeczy. Znowu na dowód - prace, które tu na blogu się pojawiają. Tezy o stagnacji, zastoju, zmęczeniu rzeczywistością mają się według mnie nijak do tego, co się dzieje w sztuce.

Może to znowu kwestia braku warsztatu i nieumiejętności opisu zjawisk artystycznych. Oto np. następny demagogiczny argument Banasiaka, że swoją książką wykluczyłam rzesze artystów, którzy tworzyli w latach 90. Tak się akurat składa, że pisałam o swoim subiektywnym wyborze artystów. I nie moja wina, że inni historycy sztuki czy krytycy nie opisali innych artystów czy innych zjawisk. Więc znowu - proszę z tego typu argumentami zgłaszać się pod inny adres.
"Młodzi polscy artyści" to rzeczywiście kategoria przede wszystkim marketingowa. (Zresztą kategoria, którą w zupełnie innym kontekście próbował wprowadzić Paweł Leszkowicz w analogii do Young British Artists).
Ja widzę raczej różne postawy, opcje, podejścia, które są absolutnie niezależne od wieku. Wielokrotnie opisywany w moich tekstach Jerzy Kosałka nie ma nic wspólnego wiekowo z młodymi artystami, ale jego prace są młodsze niż prace młodych artystów. Ale są w Polsce również młodzi artyści krytyczni, czego też nikt nie zauważa. Myślenie o pokoleniach to taka wydmuszka. To swego rodzaju iluzja. "Czekaliśmy na sztukę naszego pokolenia" - mówili rastryści, gdy odnaleźli grupę Ładnie. Cała ta historia też pokazuje jak bardzo jednak było to wplecione w reguły rynkowo-marketingowe. I właśnie, jaką wydmuszką się okazało, bo trudno żeby trzech malarzy na krzyż reprezentowało jakieś pokolenie!
Faktycznie trzeba otworzyć oczy na to, co się dzieje dookoła zamiast w kółko zrzędzić i marudzić.
-
Gość: , blueice1n1.de.ibm.com
2009/05/26 14:32:05
Kali pisać o swoim subiektywnym wyborze artystów to dobrze. Kalemu napisać o o swoim subiektywnym wyborze artystów to wykluczanie, chodzenie na pasku, kundelkowatość, warszawkocentryzm.

To nie wina Kalego że inni historycy sztuki czy krytycy nie opisali innych artystów czy innych zjawisk ale wina Banasiaka że pisze tylko o określonych kręgach artystów.
-
2009/05/26 15:54:22
Hm, piszesz dość enigmatycznie, możesz to rozwinąć? Ja mam wrażenie, że pogubiły nam się wątki... Nie czepiałam się Banasiaka za jego wybory, bo to jest wyłącznie jego sprawa, może pisać o czym mu się żywnie podoba. Punktem wyjścia było coś zupełnie innego - jego hurra-optymistyczna diagnoza sytuacji z Nieznalską. Inną sprawą jeszcze jest to, że każdy z nas ma swoje preferencje, ale niektórzy udają, że poza tą preferowaną przez nich sztuką nic więcej nie ma, albo co gorsza deprecjonują to wszystko i odsyłają do lamusa.
-
Gość: Kla-wy-man, public13845.xdsl.centertel.pl
2009/05/26 17:20:25
Wątki bez przerwy będą się gubić i rwać bo osnowa ciągle nie ta lub założona na krosno( na blogi) do bani. Głównym problemem dzisiaj (a właściwie jedynym, który rodzi inne bez wyjątku ) jest do granic cyniczny system:
mixt komuny z wolnym rynkiem.
Na wolny rynek wystawieni są wszyscy oprócz tych, z dotowanych instytucji publicznych. Transakcje na wolnym rynku są śmieszne do tego z towarzyszeniem: ryzyka umoczenia własnych pieniędzy, braku opłaconego zaplecza krytycznego, wydawniczego etc), Co to oznacza dla instytucji zasilanych milionami jest całkowicie jasne: zakupy od swojaków nie tylko bez ryzyka wyrzucenia w błoto własnych środków, ale jeszcze z szansą pozaformalnego podziału ich na role, wymiany z bogatymi z zagranicy, pełna obsługa finansowa i organizacyjna każdego, nawet najbardziej niedowarzonego pomysłu(potem szymne wpisy w bio). Dopóki nie zrobi się z tym porządku (zbliża się okazja - kongres kultury polskiej) natury ontologicznej czy epistemologicznej, rozterkami natury aksjologicznej, możemy się tu zbiorowo podetrzeć.
-
2009/05/26 17:53:18
Diagnoza wydaje się radykalna, ale nie sposób zauważyć, że tak faktycznie jest. Ale pytanie - w jaki sposób można to zmienić? W którą stronę iść? - stworzenia na nowo systemu publicznego czy na odwrót - większego urynkowienia sztuki? Jakieś propozycje?
-
Gość: Kla-wy-man, public13845.xdsl.centertel.pl
2009/05/26 19:21:44
Propozycje nowego porządku powinny wynikać z analizy obecnej patologii, ot choćby takiego faktu:
Obecnie prace klasyka z zamkniętym śmiercią wybitnym i nagradzanym najbardziej prestiżowymi nagrodami dorobkiem pokazuje się w ledwo wynajętym z 40 tys. lokalu na prowincji, a niesprawdzonym debiutantom galeria (niemal)narodowa, największa w stolicy dopłaca do wystaw (konflikt Sanecki-Szabłowski - Establishment)
Oczywiście jest tego cała paleta i trzebaby tu epopeję zakroić notabene niepotrzebnie, bo wszyscy przytomni wiedzą o co chodzi, tylko niektórzy rżną głupa.
-
Gość: t.kozak, host-89-230-211-62.lublin.mm.pl
2009/05/26 22:04:15
Mam nieodparte wrażenie, że Kla-wy-man to może być Bezan (Andrzej Biernacki?) a ów nieżyjący klasyk to ... Jacek Sienicki? Proszę mi wybaczyć, że bawię się w tę zgadywankę, ale robię to nie tylko dla sportu, lecz także po to, by nieco rozluźnić atmosferę, która stała się trochę, by tak rzec, kurczowa...

Pozdrawiam Klawego, Bezana, p. Biernackiego i innych!
-
Gość: gosc, port-212-202-154-114.static.qsc.de
2009/05/26 22:07:57
Pani Izo, ja nie Pania krytykuje piszac o tworze mlodej polskiej sztuki, polaczeniu nacjonalizmu z merkantylizmem, tylko Kube Banasiaka, rankingi itd, w Pani zainteresowaniach widac wlasnie bardzo szerokie spektrum wiedzy, wykraczajace poza kanon lat 90. , samodzielne, poszukiwania zjawisk, uwaznosc, odwage w przeciwienstwie do wulgarnego myslenia w kategoriach nowa fala popierdala, co nie znaczy ze stawiam pania w opozycji do mlodych polskich artystow z warszawy czy poznania.
-
2009/05/26 22:39:11
Dziękuję bardzo za miłe słowa, chodziło mi raczej o doprecyzowanie kwestii, która trochę była enigmatyczna :-)
Idąc w ślady Tomka, również wszystkich pozdrawiam ;-)
Skądinąd, to nie dyskusja jest kurczowa, tylko, jeśli można tak powiedzieć, "system" czy też raczej jego aktualna kreacja.
-
2009/05/26 22:41:43
P.S. ja w tej wojnie to i tak się patyczkuję, zobaczcie jak walą Krasnale: thekrasnals-pl.blogspot.com/2009/05/to-ja-mam-racje-kuba-banasiak.html
-
Gość: torjohnson, 82.177.130.19*
2009/05/26 23:36:21
Pani Izo, satysfakcja, śmiech, radość i zabawa, jak to przy dymaniu? Niezwykłe to zaiste u subtelnej intelektualistki...
-
2009/05/27 00:07:57
Eee..., przecież to nie ja dałam ten obrazek, ja jedynie relacjonuję przebieg wojny i pokazuję jej różne strony... Równie dobrze mogłabym sobie darować odnośnik do tekstu Krytykanta, który również, a może jeszcze bardziej, subtelnością nie grzeszy...
-
2009/05/27 00:17:13
Panie Torjohnson, ale jeszcze jedno, dlaczego właściwie: zabawa, śmiech, radość (nawet jak przy dymaniu) muszą się wykluczać z "subtelną intelektualistką"? Przecież to jest kalka dawnego myślenia o kobietach, które są albo subtelne i uduchowione i mdleją na widok różnych bezeceństw, albo są wulgarne i prostackie; mówiąc bardziej bezpośrednio, bo ja chyba jednak nie jestem taka subtelna: albo madonny, albo dziwki.
-
Gość: qwerty, chello087206033240.chello.pl
2009/05/27 00:18:22
no mnie się podoba wpis Pana Kozaka
-
Gość: Torjohnson, 82.177.130.19*
2009/05/27 00:19:38
Cudownie, jak czyta Pani po swojemu. Chyba czytalismy różne texty. Banasiak pisał coś o ssaniu fiuta i dymaniu w dupę? Btw.przypisywanie twórczości Beaty Wasowskiej inspiracji Barbarą Krueger i Zofią Kulik. Proszę popatrzeć tu www.ulubione.info/inne/cudnie/regaty/album/ i naprawdę nie wierzyć, że chodzi o coś innego jak tylko totalne niezrozumienie twórczości KK.
-
Gość: Kla-wy-man, public3913.xdsl.centertel.pl
2009/05/27 07:34:30
Pudło Kozaku, biernacki podpisuje się nazwiskiem pod postami (Arteon, The Krasnals). Tym bardziej warto skupić się na treści, nie na autorze wpisu. A treść jest jednoznaczna: Od co najmniej dekady, trwa jedno wielkie dymanie samodzielnie myślących i działających na koszt własny frajerów (naiwnie wierzących w nowy ustrój) przez cwanych ziutków na etatach instytucji, nie wiedzieć czemu nazywanych instytucjami sztuki.
-
Gość: t.kozak, host-89-230-211-62.lublin.mm.pl
2009/05/27 09:52:26
Jeszcze w kwestii konfliktu na linii Krytykant kontra Krasnale (choć nie wiem, czy mielenie tego tematu ma jeszcze sens...).

Muszę powtórzyć swoją tezę, że w konflikt między nimi jest to w ogromnym stopniu pozorny. W istocie bowiem obie strony wzajemnie się uzupełniają, tworząc lustrzane strony tego samego medalu, a ściślej - tej samej monety (intelektualnej oraz retorycznej), którą płaci się (przyjaciołom i wrogom) w polskim obiegu.

Można by, jak sądzę, wskazywać na wiele uderzających analogii między Krytykantem i Krasnalami, mnie jednak uderza zwłaszcza jedna. Otóż obie strony usiłują stawiać całościowe, "uniwersalne" diagnozy, a tymczasem proponują karykaturalnie wycinkowe wizje rzeczywistości.

Z jednej strony mamy zatem "archiwum (rzekomo) otwarte", będące w istocie ciasną kanciapą, zapchaną banałami [np. na temat "formalizmu" i "zaangażowania" ("Człowiek. Istota społeczna", he,he...)], uproszczeniami oraz zafałszowaniami ("w 'Nowych zjawiskach w sztuce polskiej po 2000', (...) nie znajdziemy (..) bodaj ani jednego artysty, dla którego własna wyobraźnia jest ważniejsza niż tzw. zwykłe życie" (sic!)].

Z drugiej strony natomiast są Krasnale, dla których wszystko sprowadza się do tego, kto kogo ładuje w dupę.

Jutrzejsze zadanie krytycznej refleksji w polskiej sztuce polegać musi na przezwyciężeniu tej żałośnie spolaryzowanej sytuacji. Człowiek, istota społeczna, powinien w Polsce wejść na wyższy szczebel rozwoju, zostawiając figury plemiennych waśni (Krytykanta i Krasnali) tam, gdzie ich miejsce - na śmietniku historii lub w archaicznej sferze przedwiecznego prymitywu. Tak nam dopomóż bóg!
-
Gość: t.kozak, host-89-230-211-62.lublin.mm.pl
2009/05/27 10:01:31
I jeszcze drobna, choć chyba istotna sprawa - mianowicie kwestia SYMPATII. Wprawdzie obie strony konfliktu są mi równie dalekie, to jednak dzisiaj - mimo wszystko - sympatyzuję do pewnego stopnia z Krasnalami. Ich nonkonformizm (jakkolwiek pokraczny) jest jednak znacznie sympatyczniejszy (a nawet jakoś tam podnoszący na duchu) od uległości Krytykanta wobec najbardziej miałkich tendencji mainstreamu.
-
Gość: Kla-wy-man, public3913.xdsl.centertel.pl
2009/05/27 10:17:37
Jak Pan wyjdzie na powietrze i roztoczy czujność po swoim Roztoczu, to rzuci się Panu na synapsy, iż polskiej "istocie społecznej" na jej aktualnym szczeblu rozwoju, bliższe jest ludyczne "ładowanie w dupę" Krasnali, niż pseudoscjentyzm ezoterycznych gadek jutrzejszych zadań krytycznej refleksji. Na miejscu krytyki zaczekałbym z refleksją i popatrzył, co mają do powiedzenia goście z łapą, okiem, talentem, pracą, a nie protezował niedowarzonych kulawiątek sztuki zapożyczoną z innego świata refleksją
-
Gość: t.kozak, host-89-230-211-62.lublin.mm.pl
2009/05/27 10:54:11
Pan natomiast - o ile uda się Panu wyjść z opłotków pseudoludowej bajki - dostrzeże być może konieczność wydobycia tzw. "polskiej istoty" z niewoli łapy, łydy i krzepy... No, chyba, że ta "istota" ma po wsze czasy biegać po gumnie w łowickim pasiaku (wariant wolnościowo-infantylny) albo harować przykuta łańcuchem do sztalugi (uciskowy wariant robotniczo-chłopski z 12-godzinnym dniem pracy)?

Ja uważam, że owa "istota" zasługuje jednak na coś lepszego - np. na wyższej klasy instrumenty... Bo nieustanne oranie mazowieckiej gleby własnym kutasem wykończy nawet największego junaka (te uwagę kieruję Krasnalom ku przestrodze). Nieprzypadkowo technologia oferuje nam różne protezy. Więcej wiary w potęgę postępu! (to dzięki niemu jest bardziej klawo)
-
2009/05/27 12:02:24
Panie TorJohnson, przemilczmy już kwestię wulgaryzmów... Co do tych obrazków pt. Regaty, to rzeczywiście dla mnie też są koszmarne. A w ogóle jako matkę żeglarza regatowego, strasznie wkurzył mnie tytuł! Ale swoją drogą, jeśli ta sama osoba wykonała ten obrazek o wolności artystycznej (myślałam, że autorem jest niejaki Atom, który jest kimś innym, no to rzeczywiście ciekawostka).
Może i to prawda, że Beata Wąsowska (vel. Nie Bez Kozyry) nie rozumie Kozyry, ja w ogóle nie rozumiem, o co jej chodzi (Wąsowskiej, nie Kozyrze). A z drugiej strony, podoba mi się idea polemiki ze sztuką gwiazd...
Może to wszystko po prostu jest jeszcze nieudolne, intuicyjne, szczeniackie (i tutaj też zahaczam o refleksję Tomka Kozaka), bo to na razie jest takie przedszkole, albo żłobek demokracji w sztuce... A z drugiej strony, jednak fajnie, że coś takiego się pojawia...
-
2009/05/27 12:04:59
P.S. A może jestem naiwna, czego zresztą się nie wypieram.
-
Gość: Kla-wy-man, public3913.xdsl.centertel.pl
2009/05/27 12:38:39
O, tak. Grasować w gumiakach z glutem po gumnie i grzebać w gminnym gnoju głupiej gawiedzi, to jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Roztocze i moliki wszystkich blogów łączcie się
-
Gość: Kla-wy-man, public3913.xdsl.centertel.pl
2009/05/27 12:42:18
P. Kozaku instrumenty w łowickiem mamy najwyższej klasy. Mógłbym pokazać, ale nie ma tu opcji zamieszczania obrazków. Jak wZuję to dolinkuję.
-
Gość: qwerty, chello087206033240.chello.pl
2009/05/27 12:46:29
przykład Wąsowskiej to w ogóle ciekawy ewenement! maluje irysy w wazonie jako artystka a wolnych chwilach (tej to dobhrze) toczy zażarte spory o kształt sztuki współczesnej z Banasiakiem, Kozakiem i resztą (a jakaś jest ???) wymądrza się jak może i kiedy może a maluje (tworzy) na poziomie domu kultury z pamiątkami...dziwne
-
Gość: qwerty, chello087206033240.chello.pl
2009/05/27 12:53:22
a największy obciach to że p.Wąsowska
zamieszcza posty pod swoimi artykułami na 10 własnych przeróżnych blogach
-
Gość: t.kozak, humpc-79-152.umcs.lublin.pl
2009/05/27 13:21:24
Iza,

Ja się bardzo cieszę, że piszesz o blogach i projektach Niebezkozyry czy np. o "Drugim Obiegu" (nota bene to znakomita formuła blogerska). Generalnie duży szacunek - m.in. za to, że jako jedna z pierwszych osób poważnie potraktowałaś the Krasnals. W ogóle cały ten odddolny, kłębiący się u podstaw ruch frustracyjno-kontestacyjny wydaje mi się ważnym i ciekawym zjawiskiem. Powstają oczywiście pytania, jak ten ruch opisywać, przy pomocy jakich kryteriów oceniać, a wreszcie - jak go wykorzystać w konstruktywnych celach... Czy możliwy jest dialog między tym oficjalnym, zakompleksionym, zaściankowym, cholernie spastycznym światkiem artystycznego establishementu, a równie zaściankowym, resentymentalnym światem "wykluczonych/odrzuconych"? To nie są pytania retoryczne - warto próbować na nie odpowiadać, choć o jednoznaczne odpowiedzi będzie chyba ciężko... I czy w ogóle są jakieś platformy dialogu? (albo wspólny język?)
-
2009/05/27 13:39:27
Tomek,
mam pewien pomysł, przygotowuje już nowy wpis, ale na razie bardziej chcę to potraktować od strony... formalnej. Chociaż po Twoim komentarzu zastanawiam się, czy to ma sens...
-
Gość: t.kozak, humpc-79-152.umcs.lublin.pl
2009/05/27 13:48:17
Do powyższych dodałbym jeszcze jedną uwagę. Otóż establishment oczywiście - jak na razie - nie chce takiego dialogu. Z wielu powodów - bo "wykluczeni" są 'naiwni", "spiskowi", "roszczeniowi", "agresywni" etc. To wszystko w dużym stopniu prawda, ale nie o to chodzi. Bo tak naprawdę interesująca wydaje mi się następująca kwestia: - Otóż duch "establishmentu" nie chce rozmawiać z "wykluczonymi", ba, nie chce ich nawet uwzględnić w polu widzialności, bo właśnie w "wykluczonych" instynktownie rozpoznaje to, czym sam był jeszcze wczoraj (a był petentem; aspirantem pretendującym do salonowego uznania), a z czego się niby to wyemancypował (zajął lukratywne pozycje w prestiżowych strukturach). Problem polega na tym, że w Polsce to instytucjonalne pole prestiżu jest stosunkowo wąskie i w sumie dość łatwo z niego wypaść w nieprzebrane niemal odmęty "odrzucenia". Dlatego duch "establishmentu" tak nerwowo reaguje na natarczywą obecność "wykluczonych". Jego świeżo ukonstytuowana tożsamość-z-awansu jest bowiem niestabilna i niepewna siebie. Ta tożsamość nie chce pamiętać o swoich kompromitujących, siermiężnych korzeniach. Te korzenie to sztuka PRL-u (arte polo), PRL-owscy klasycy (Sienicki et consortes), PRL-owskie struktury (ZPAP) etc. Generalnie, jest to problem nuworysza, który wstydzi i wypiera się swoich obciachowych rodziców. "Establishment" jednak - tak czy inaczej - musi się jakoś zmierzyć z tym problemem, bo tylko wtedy uświadomi sobie swój realny status. W przeciwnym razie będzie tylko fasadowym światkiem pseudoprestiżu, kompletnie zagubionym w labiryntach fałszywej świadomości (nie potrzebuję dodawać, że dla mnie egzemplaryczną figurą takiego zagubienia jest właśnie Krytykant, będący tubą tego ducha drżącego o swój, jakże problematyczny, "prestiż" i o swoje, jakże kruche, "prawdy").
-
2009/05/27 14:51:36
Coś w tym jest... Czy jednak korzenie dzisiejszego establishmentu sięgają aż PRLu? Raczej widziałbym w nim beneficjentów późniejszych rewolucji i przewartościowań.
-
Gość: qwerty, chello087206033240.chello.pl
2009/05/27 15:11:00
przykładem tego - tekst o Janasie . po co Kuba go napisał ? nie umiem na takie pytanie sensownie odpowiedzieć ,może Ty mi pomożesz Tomek?!
sam tekst o Janasie, jak większość jego produkcji nie wnosi nic nowego do języka krytyki sztuk wizualnych, to tylko opis poetyzujący ,forma która pokutuje od ponad stu lat i jak widać nijak jej pozbyć się nie można z polskiej pisaniny (niedawna próba lichej dyskusji na temat języka krytyki sztuki spełzła na niczym ); język którego używa Kuba jest twardy ,siermiężny i nadal wysoce zaścinkowy ..wybory artystyczne, cuż mogę powiedzieć ..jak widać potrzebny jest ktoś piszący teksty grzecznościowe o polskiej produkcji wkraczającej w Art World ale czy to coś więcej?! napewno nie jest to palenie mostów (jakich mostów do cholery ??) ciekawe lub mniej felietony które autor próbuje systematyzować sprowadzając się do quazi proroka choć to tylko ułuda dla bardziej obeznanego widza..
-
Gość: Kla-wy-man, public3913.xdsl.centertel.pl
2009/05/27 15:37:25
Całkowicie się Pan, drogi Kozaku myli w kwalifikacji obecnego status quo. Fakt, że ktoś się w jakiejś sprawie odzywa, absolutnie nie jest tożsamy z faktem, że osobiście gdzieś pretenduje. Np. ja mam to total w dupie. Dowód: Drobna kwota i jestem tam ze swoją produkcją gdzie establishment (a nawet dalej), choćby na targach, w gazecie, w dobrej galerii. (Nie w Whitechapel wprawdzie, nie Hauser & Wirth, bo tam są preferencje od pasa w dół). Podobnie jak ktoś inny co mu fuksem zrobili jedną wystawkę w Zuj-u, a drugiej już nie chcą (skrzynka), nie znaczy, że jest w establishmencie. Nikt mnie nie wykluczył, bo nigdzie nie lazłem ze swym portfolio. Trudno będzie Panu w to uwierzyć, ale jest (sorry za nieskromność) odwrotnie! Powtórzę zatem raz jeszcze: Niektórzy nie piszą dlatego,że ich nie ma (bo są tam gdzie chcą być i w żądanej ilości), ale dlatego, że publiczna kasa idzie na kosmicznie drętwą nudę, utaplaną w mętnej brei pseudouczonych uzasadnień i wzajemnej adoracji. Do tego wtórną, bez wyjątków.
-
Gość: t.kozak, host-89-230-211-62.lublin.mm.pl
2009/05/27 15:46:29
No, cóż.. Dla mnie akurat cel pisania o Janasie wydaje się dość oczywisty. W końcu faktycznie był to pierwszy surrealizujący abstrakcjonista, którego zaakceptował polski "establishment" po roku 2000. Jego nieobecność w książce wydanej przez CSW to rzeczywiście duże przeoczenie, bo przecież bez Janasa nie mógłby się pojawić Ziółkowski, malarz tak ważny dla Banasiaka...

Inna sprawa to tezy znajdujące się w "Wielkim przedwiecznym". Twierdzenie, że w "Nowych zjawiskach..." nie ma żadnego artysty, dla którego wyobraźnia byłaby ważniejsza od "zwykłego życia", to niedorzeczność (jest to teza tym bardziej niedorzeczna, że Banasiak - jak zwykle zresztą - nie definiuje kluczowych kategorii, którymi zwykł się posługiwać. Nie wiem, czym według niego jest "wyobraźnia", a czym "zwykłe życie", podobnie jak nie wiem, czym jest owa "forma", której z zapałem godnym lepszej sprawy wciąż się domaga... Nie wiem, bo Banasiak tych pojęć w żaden sposób nie definiuje. Podejrzewam zatem, że pojmuje je w sposób najbardziej potoczny - dlatego właśnie jego archiwum wypchane jest komunałami).

Generalnie, z całego artykułu zostaje dla mnie tytułowa metafora. "Wielki przedwieczny" to figura zabawna i sugestywna. Pytanie, czy faktycznie pasuje ona do Janasa? Bo przecież ten malarz bynajmniej nie funkcjonuje w "najczarniejszych zakamarkach sceny artystycznej". No, chyba, że za takie zakamarki uznamy komercyjne galerie w Los Angeles... To byłaby ciekawa koncepcja, tyle tylko, że.... no, właśnie - znów niedorzeczna. Czy obrazy Janasa mają archaiczną, monumentalnie "sakralną" (w rozumieniu Bataille'owskim) aurę? Cóż... to kwestia punktu widzenia. Dla mnie Janas jest przede wszystkim malarzem kominkowym. Dlatego jest nie tyle "przedwieczny", co w najwyższym stopniu - późno-nowoczesny... (niemniej za obraz "Untitled", przedstawiający oblicze porysowane błyskawicami, artysta ten ma u mnie plus, reszta jest manieryczna, schematyczna i równie blada, jak tło, z którego się wyłania).

Uff... to taka mikro-recenzja w kontrze do oficjalnego klepania po dobrze odżywionej pupie...
-
Gość: t.kozak, host-89-230-211-62.lublin.mm.pl
2009/05/27 15:52:12
Kla-wy-man:

Drogi Panie Andrzeju, Pan jednak jest Panem Biernackim... Chyba, że na blogu Izy szlaje jakiś copy-cat... Ale nie - ta fraza, ta wizja rzeczywistości... To znaki rozpoznawcze nie do podrobienia (to przypuszczenie oczywiście nie ma nic wspólnego z meritum dyskusji, niemniej pozwalam sobie podtrzymywać hipotezę, dotyczącą Pańskiej tożsamości)...
-
Gość: t.kozak, host-89-230-211-62.lublin.mm.pl
2009/05/27 16:00:12
A swoją drogą, gdyby był Pan uprzejmy skonkretyzować, na czym dokładnie, w szczegółach polega preferowanie "od pasa w dół" np. w Hauser & Wirth, to mogłoby się zrobić naprawdę ciekawie. A przy tym zgodnie z duchem czasu - taboidalnie, a przy tym krytycznie. Czekam na rewelacje!
-
Gość: t.kozak, host-89-230-211-62.lublin.mm.pl
2009/05/27 16:24:56
Kla-wy-man:

W kwestii pomyłek. Mam wrażenie, że mylnie czyta Pan moje słowa. Otóż ja nie twierdzę, że Pan "osobiście" gdzieś pretenduje (Pańskie motywacje osobiste są, owszem, interesujące, ale w kontekście tej dyskusji drugorzędne). Chodzi o coś innego - otóż Pan, jako rzecznik "wykluczonych", pretenduje, by tak rzec, pełną gębą. Świadczy o tym choćby głos, zabrany przez Pana w imieniu zmarłego klasyka z "dorobkiem i nagrodami". Wszak chciałby Pan, żeby nie tylko prowincjonalne galerie, lecz także kluczowe instytucje stołeczne prezentowały prace tego artysty? Tak, czy nie? Bo jeśli - tak, to pretenduje Pan do uznania, przyznawanego przez instytucje przez Pana krytykowane. I bardzo dobrze - pretendowanie nie jest niczym haniebnym, ani wstydliwym.
-
Gość: qwerty, chello087206033240.chello.pl
2009/05/27 16:27:38
-
Gość: Kla-wy-man, public3913.xdsl.centertel.pl
2009/05/27 17:21:32
Tomasz Kozak: Nie chcę zdominować tego adresu naszym dialogiem, ale to jednak Pan mało widzii: Upominanie się o własną a upominanie się o cudzą obecność to jednak poważna różnica. Podobnie jest z różnicą między klasykiem "z" PRL-u a klasykiem PRL-u, jak wrednie i z sufitu określił Pan Jacka Sienickiego ( Sienicki był nagradzany za sztukę ale i przez gremia zza oceanu za polityczny kręgosłup (A.Jurzykowski)). Wiem, że i Sienicki, gdyby żył, miałby gdzieś doceny czy wykluczenia tych wszystkich "jurorów" z Zuj-u i Zachęty. Jeżeli więc czasem coś tu wstukam to tak, jakbym stukał w czoło tej obecnej czołówki: drętwe popłuczyny do Tate, a genialną twórczość za widnokrąg. Lepiej unikać porównań. Nonsensem byłoby sądzić -rzecz jasna- że Sienickiemu stanie się tu jakaś krzywda. Tu ma Pan rację, niepotrzebnie się indyczę. On się ostanie. Trzeba cierpliwie przeczekać, aż się zutylizuje to gówno, ochoczo teraz (świadomie lub nie) ferowane pod dyktando Frieze. Trzeba przeczekać, aż Pan Krukowski sobie powetuje długie lata kopania w zadek, za tę jego ruchliwą akademię ku czci bezruchu.
-
Gość: qwerty, chello087206033240.chello.pl
2009/05/27 17:36:41
cuż Siennicki miał więcej słabych obrazów jak dobrych a oryginalności w nim niewiele ..cuż więc tu doceniać ?!
-
Gość: Kla-wy-man, public3913.xdsl.centertel.pl
2009/05/27 18:49:49
Istotnie tu niewiele można doceniać, zwłaszcza zalety ortografii (proponuję iść dalej w futurystycznych pomysłach pisowni i pisać Curz i Siennnicki przez 3 n
-
Gość: utre, evu31.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/05/28 16:26:37
a wez Kozak idz na wojne!!
-
2009/06/09 13:56:07
Indeks 73 publikuje polemikę z Peterem Fussem autorstwa Piotra Pazińskiego, redaktora naczelnego miesięcznika Midrasz:
www.indeks73.pl/pl_,aktualnosci,_,20,_,648.php