Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

W zaczarowanym Poznaniu

izakow2

Moi drodzy! Wzięłam wczoraj ślub!



Zresztą nie tylko ja...



To oczywiście żart. Uczestniczyliśmy w akcji "Love Stories" Izabelli Gustowskiej.



Bo właśnie od "Love Stories" rozpoczął się Festiwal Sztuki w Przestrzeni Publicznej "Urban legend". Artystka nawiązała do legendy Parku Sołackiego, romantycznego zakątka Poznania, który przynosi szczęście młodym parom.



Na zdjęciu m.in. z artystką, Ramanem Tratsiukiem oraz jako pannami młodymi: Justyną Ryczek (tuż obok mnie), Anią Tyczyńską (pierwsza od lewej) i małpą. Małpa wróci jeszcze później...


Po sesji fotograficznej na Sołaczu, wybieramy się na poszukiwanie następnych legend:



Oprowadzać nas będzie Paweł "Fabulous" Leszkowicz. To on jest zdecydowanym gwiazdorem dnia! I to właśnie Paweł wraz z Izą Gustowską (pomysłodawczynią imprezy) oraz Ramanem Tratsiukiem przygotowali Festiwal.



Paweł jako przewodnik po poznańskich legendach jest po prostu genialny! W jednym z autobusów konkurencję próbuje mu robić Pan Szymon z instalacji dźwiękowej Sławka Sobczaka, "opowiadający" o poznańskich Jeżycach.


Najpierw jedziemy odsłaniać tablicę pamiątkową upamiętniającą aktywność pioruna kulistego na Chwaliszewie:




To praca "Piorun Kulisty" Jakuba Czyszczonia i Honzy Zamojskiego.
Później trafiamy na poznańskie mosty...

 


Lepiej nie zbliżać się za bardzo do Pawła. Ochrona jest czujna!



Wśród publiczności znowu pojawia się tajemnicza małpa.



A niektórzy mimo zimna dalej paradują w strojach ślubnych (Anka Tyczyńska).



To już stojący na moście św. Rocha Edgar Allan Poe w instalacji "Śniąc sny" Piotra Kurki. Jedna z poznańskich legend mówi o tym, że zabłąkał się tu tajemniczy brat bliźniak pisarza...




To piękna praca! Poe nie schodzi z góry, więc go zostawiamy i jedziemy dalej...
Na dworcu poznajemy dziwną historię "Jak Greisera wieszali" Piotra Bosackiego, później wspomnienie nieistniejącego już kina "Bałtyk", awantura przed galerią "Stereo", gdy jedna z mieszkanek kamienicy udaremnia występ Leszka Knaflewskiego i wreszcie coś dla ciała: Kiełbasa!!!!



To zdecydowanie jedna z najlepszych prac!!! "Fat Love" Aleksandry Ska w delikatesach mięsnych Prosiaczek.



Oddajemy hołd legendarnej białej wielkopolskiej kiełbasie, którą spożywamy, niektórzy kupują jeszcze kabanosy.



Zostawiamy kiełbasianą boginię, by udać się na Stary Rynek.



Paweł i Raman z artystką, Katarzyną Podgórską-Glonti, której instalacja z dźwiękiem"Anna, Barbara, Elżbieta, Katarzyna"  upamiętnia poznańskie służki, na które nałożono kary za zbyt strojne ubieranie się i z tych kar ufundowano poznański pręgierz. Służki karane były z zawiści poznańskich mieszczek, które strojności i zbędnego wydawania pieniędzy nie aprobowały.



Następnie szukamy czarownic.



Z jednej z piwnic dobiegają krzyki i lamenty...
Niektórzy są przerażeni:




 

Czarownice torturowane przez telewizję publiczną w pracy autorstwa Virgins Deluve Edition.



Paweł przeprowadza wywiad z autorkami: Alexis Anorexis i Mariją Hysterią.

 



 

A to "Dziewczynka i szczury" Agaty Michowskiej na ulicy Sierocej, upamiętniająca średniowieczną baśń o sierotce Adelce, która przyjaźniła się ze szczurami. To jedna z moich ulubionych prac (obok "Fat Love" Oli Ska i Edgara Allana Poe Piotra Kurki), a może zresztą najlepsza.

 


 

Ulica Sieroca to rewiry mojego dzieciństwa. Chociaż ja znam inne legendy o szczurach, zbyt przerażające, aby je tutaj opowiadać...



Autorka przy podwórku z Adelką.



Paweł znowu opowiada o złych poznańskich mieszczkach...



 

"Życie organiczne" Grupy Bergamot. Współczesne tabliczki żebracze jako cenne manuskrypty trafiły do Muzeum Narodowego.






"Straszne drzewo" Alicji Wysockiej.



 

Autorka spętała i unieszkodliwiła grasujące na Placu Wolności zbrodnicze drzewo, które porywało ludzi.



 

A to już akcja uwalniania drzew i uruchamiania zieleni miejskiej - grupa Tasak.




 

Praca "Poznański Kupiec" Wojtka Dudy i Rafała Jakubowicza.To słynna budka z kurczakami przy placu Wiosny Ludów; budka, której właściciel, prawdziwy poznański przedsiębiorca, wciąż stawia opór neoliberalnemu światu. Te kurczaki mogłyby być nowym logo miasta!



 

Niektórzy przed budką z kurczakami spędzili całe popołudnie (Piotr C. Kowalski i Piotr Bernatowicz), przynajmniej najedli się w spokoju. Kiedy nadciągnęła tu wycieczka pod przewodnictwem Pawła, niemal wszyscy rzucili się na kurczaki.

 


 

Piotr C. Kowalski przechadza się po swoich przejściowych, przejezdnych i przejechanych obrazach.



 

Pomiędzy tymi obrazami, jest jeszcze kolorowy, dziecięcy.



 

"Opór" Marka Wasilewskiego. Na ul. Półwiejskiej nie mogło zabraknąć odwołania do legendarnego zakazanego Marszu Równości z 2005 roku. Praca ma w sobie bardzo duży ładunek agresji, postanawiamy więc z Pawłem zaatakować autora.



 

Na jednym z podwórek poznajemy historię "O pokolanym POZNANIU" Darii Giwer. To tragiczna historia o nieszczęśliwej miłości, o zamkniętym na podwórzu kochanku i kochance, która zniknęła i odnaleźć ją można ponoć jedynie w poznańskiej Palmiarni. Ale zjawia się znowu małpa, to chyba ona była tą tajemniczą kochanką...


Temat 'zwierzęta i ludzie' jest kontynuowany w filmie o słoniu Ninio Pawła Leszkowicza, którego projekcja ma miejsce w Spocie.

 



 

Paweł nie spotkał w ZOO homoseksualnego słonia, chociaż chciał mu dać jabłko i go bardzo pięknie nawoływał. Słoń ukryty jest przed oczyma ciekawskich (a może w geście obrony przed promocją homoseksualizmu?) w Słoniarni wybudowanej za 34 miliny złotych, która architekturą przypomina muzea sztuki współczesnej. Znakomity film! Paweł! Brawo po raz kolejny!


Trzeba przyznać, że dziwny jest ten Poznań, zwykle nudny i bezbarwny. Na ten jeden dzień zamienił się w miasto poszerzające granice wyobraźni, zaczarowane przez artystów, odkrywane przez naszą wycieczkę prowadzoną przez "Fabulousa" Leszkowicza.


Najbardziej chyba urzekła mnie bajkowość całego przedsięwzięcia, jego fantazyjność; oryginalna, trochę campowa, trochę baśniowa estetyka, przy jednoczesnym dość mocnym zaakcentowaniu wątków społecznych i politycznych.
I ja tam byłam, kurczaków nie jadłam, ale piwo piłam. Tyle relacji na gorąco (wybaczcie ew. błędy i pominięcia). Przyjdzie jeszcze czas na interpretacje, bo warto!


P.S. Bardzo dobra dokumentacja na blogu Projekt Miasto Vol.2

Komentarze (42)

Dodaj komentarz
  • mojarzezba

    O matko! Co tam się działo ? :-))))

  • niebezkozyry

    Akcja fajna, popularyzuje, otwiera, ale co to ma wspólnego ze sztuką przez duże S? Zgoda, brakuje definicji Sztuki, nie godzimy się na rygory takiej definicji, (na żadne rygory zresztą). A więc wolność, swoboda artystycznej wypowiedzi, jedyne kryteria. Niech będzie, ale nie mieszajmy ludziom w głowach i nazywajmy rzeczy po imieniu, mimo wszystko. Jak? Nie wiem, jestem prowincjonalną artystką (użyjmy efemizmu: dojrzałą), są mądrzejsi ode mnie, a w każdym razie bieglejsi w nazywaniu rzeczy, bo mądra jestem wystarczająco (na własny użytek; wiem: stara zrzęda, co nie była, nie widziała i nie piła, ale otwiera gębę, a przecież tę się przyprawia. ;)

    W zaczarowanym Poznaniu, "zaczarowany dorożkarz", zaczarowana kiełbasa i budka z kurczakami przyprawionymi ideologią. Signum temporis.
    A mnie tam nie było... wielka, wielka szkoda (i jaka strata dla potomnych). Jak będzie trzeba zdjęcie doślę, mały fotomontaż i po sprawie, jakbym była. Tymczasem z harcerskim pozdrowieniem: czuwaj!

    Ps. sama nie wiem dlaczego przynudzam o tej Sztuce, przecież to margines współczesności. Jakaś zacofana jestem chyba, a na pewno wczorajsza.(b)

  • Gość *.chello.pl

    Pierwsze wrażenie - jak fajnie, jak wesoło.
    Faktycznie, przecież sztuka może być po prostu zabawą, czemu nie.
    Ale przychodzi też refleksja - takie zabawy kontekstualne, grę w skojarzenia można spokojnie zrealizować angażując niemal kogokolwiek z twórczym zapędem, naprawdę nie są potrzebni artyści z obiegowymi nazwiskami. Taki projekt naprawdę narzuca wręcz pytania o pewne jakości, nad którymi tak się niby męczymy.
    Pani Izo, kiedyś dość dawno w odpowiedzi na jakiś mój wpis narzekała Pani na sztukę performance, że jest taka oczywista i łopatologiczna. Odpowiedziałam, jak zawsze, że taki zarzut można postawić większości produkcji artystycznej niezależnie od formy. Tu są różne formy, na pierwszy rzut oka zabawne, fajne, ku uciesze szerokiej publiczności...tylko...no właśnie, co z tą oczekiwaną głębią, wielowymiarowością, jakością? Nie mówię o dużym S, ale o dużym, a przynajmniej jakimś '' ? ''.

  • izakow2

    Ale co to jest właściwie sztuka przez duże S.?
    I nie wiem, jak to mam odnieść do mojej fotorelacji.
    Po pierwsze, były prace świetne (Agata Michowska, Ola Ska, Piotr Kurka, Bergamot, a także opowieść o Ninio) oraz takie sobie, kontrowersyjne, a także słabe i oczywiste.
    Nie bardzo wiem, jak mam się odnieść do waszych ogólnych zarzutów, że w zasadzie każdy może coś takiego zrobić i co to - niby - za sztuka. To te zarzuty są bardzo oczywiste.
    Bo nie mam pojęcia, jak chcecie takie akcje widzieć i czego od nich oczekujecie, jak powinny według was wyglądać festiwale sztuki w przestrzeni publicznej? A także czego oczekujecie od sztuki w ogóle?
    Sztuka w przestrzeni publicznej raczej nie stawia na pierwszym miejscu pytań o jakość, bo jej istotą jest efemeryczność, krótkotrwałość, kontekstualność, raczej zjawia się, niż jest.
    W kontekście Urban Legend, można przywołać idee Beuysa rzeźby społecznej. I tu raczej o to chodzi. Nie tylko, żeby się dobrze bawić, ale też aby kształtować przestrzeń naszego życia, aby wprowadzić do oczywistej przestrzeni, coś absurdalnego, zaskakującego, co przedostaje się do rzeczywistości z przestrzeni wyobraźni. I uważam, że coś takiego tutaj udało się osiągnąć.
    W zależności od interpretacji, zależy gdzie z tym pójdziemy, czy dalej w sferę fantazji i pytań, czy dzięki sztuce możemy znaleźć się na chwilę po drugiej stronie lustra (ja się tak czułam pod tym uwięzionym drzewem..) czy w obszary społeczno-polityczne (pytania o biedę, wykluczenie społeczne, pytanie o niewidzialnych bezdomnych, o dyskryminację; o nadmiar konsumpcji i rozprzestrzenianie się neoliberalizmu; a także o to, do kogo należy sfera publiczna). I tu też wielki plus tej akcji - od nas tylko zależy, którą interpretację wybierzemy. Według mnie, jest w tym głębia, wielowymiarowość oraz jakość.

  • Gość *.chello.pl

    No fakt, może trochę się czepiłam...;)
    Może Poznaniowi zazdrościmy...
    Nadal myślę że takie kontekstualne zadania to jednak jest trochę ćwiczeniowo/gadźetowe podejście do sztuki, że prawie każdy może (oczywiscie lepiej lub gorzej;) ale w sumie to fajnie jak coś takiego się dzieje. Tylko może lepiej (autentyczniej, bardziej szczerze) by takie projekty robili artyści którzy z wyboru, świadomie taką właśnie sztuką się zajmują. Zawsze można i nie jest do tego potrzebny parasol "wystawy w przestrzeni publicznej"...bo trochę tak to wtedy wygląda. Ale to takie uwagi czepialskie, dla porządku ;))

  • ala_k_b

    Super wyglądacie! :)

  • mojarzezba

    Każdy ma prawo wyrazić swoją reakcję na takiego typu zdarzenia. Przynajmniej cos się dzieje, czymś ludzie się zajęli, nikomu przez to nie szkodzili, ich czas popłyną inaczej niż zwykle i to je pożyteczne :-)

    I nie ma co się spierać, co jest sztuką, a co nie. Każdy ma swój pogląd na te sprawy i wystarczy to uszanować.

  • izakow2

    Droga Chello, to ja się też jeszcze poczepiam, chodzi mi mianowicie o zdanie: "Tylko może lepiej (autentyczniej, bardziej szczerze) by takie projekty robili artyści, którzy z wyboru, świadomie taką właśnie sztuką się zajmują". Nie znam za bardzo takich polskich artystów, no może poza... Wodiczką. W jego przypadku pełen profesjonalizm, ale pytanie - czy to jest autentyczne i bardziej szczere? I niekiedy chyba za bardzo dydaktyczne, jak wspomniana kiedyś w komentarzach akcja na Zachęcie. W tym przypadku nie odpłyniemy na "drugą stronę lustra"...
    I nie sądzę, żeby to się nadawało na festiwal.
    No i jest jeszcze street art, ale z kolei to zupełnie inna para kaloszy.
    Ja osobiście jestem wielką zwolenniczką festiwali artystycznych, które odbywają się w przestrzeni miejskiej. I bardzo zazdrościłam Wrocławowi choćby "Survivalu". Bo, jeśli chodzi o Poznań, to raczej tutaj niewiele się dzieje. Kiedyś, dawno temu (lata 90.), podobne festiwale też się tu odbywały, brali w nich udział również tacy artyści, jak Iza Gustowska, Sławek Sobczak, Anka Tyczyńska czy Agata Michowska. Więc ja w tym widzę pewne nawiązanie do tamtych akcji.
    Festiwal to święto, akcja wyjątkowa i uważam, że jak najbardziej mogą (a nawet powinni) brać w niej udział tzw. "obiegowi" artyści (choć pewnie ci, którzy tu się pojawili wcale za takich się nie uważają ;-) Inna sprawa, że w większości to właśnie oni zapewniali jakość. A oprócz tego byli artyści młodzi, nieznani, był architekt, była grupa "Tasak" (architektura krajobrazu), był też Gracjan, którego w ogóle nie wiem, jak zakwalifikować... Był to więc też trochę festiwal freaków, takiej inności, której jak najbardziej na naszych ulicach (a może i w naszym życiu) brakuje.
    Może i się czepiamy, ale zawsze miło porozmawiać ;-)

  • izakow2

    Ala! Dzięki, będą jeszcze "profesjonalne" zdjęcia! ;-))

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    W Polsce już mieliśmy sztukę przez duże S, a nawet za sprawą np. Uklańskiego przez duże SS. I chwacit.
    Akcja poznańska w porzo: Jasne, żeńcie się, po co macie być szczęśliwi?!
    P. Izo, Pani wygląda w tych bielach tak , że będę musiał się teraz krygować w komentarzach, no i trochę je przytępić, licząc na życzliwość zwrotną.
    Ale, ale. Bywam w Poznaniu(Ogrody) regularnie u przyjaciół, którzy całymi sobą zaświadczają, że jeszcze Polska nie zginęła, oprowadzają mnie po miejscach gdzie detalicznie wszystko, wystawy, lokale gastronom., nowe obiekty arch. nawet niewielkie jezioro(przechodzi się jakimś tunelem), wywołują u mnie ogromny entuzjazm (w porównaniu z Warszawą są tu jakieś właściwe proporcje). Nic tu nie wymaga -moim zdaniem- dodatkowej animacji. Ale skoro animujecie, to jeszcze lepiej.

  • niebezkozyry

    Powtarzam, akcja fajna, ale zbyt łatwo wszystko nazywamy sztuką. Nie każde wydarzenie artystyczne jest sztuką. I nie chodzi o duże czy małe "s", ale o ideologię. "Rzeźba społeczna", wielkie nazwiska, wartościowanie, a miało się dziać i nic więcej. Tam gdzie chodzi o proces nie mówmy o jakości prac, bo wtedy trzeba zapytać "a dlaczego świetne?".

    Nie zawsze celem jest dzieło, dobre dzieło, czasem (wydaje mi się że w tym przypadku) chodzi o to, żeby wziąć udział, uczestniczyć w procesie, żeby ten proces pozostawił w nas ślad. O nic więcej. Materialny rezultat takich akcji wartościowany jako dzieło sztuki to pomyłka. Wydarzenie, jego wpływ na odbiorcę, na uczestników, a nie przedmiot materialny, powinno podlegać ocenie i nie musi być nazywane "rzeźbą" aby było twórcze, twórczość nie musi być sztuką, aby wpływała na otoczenie. Sztuka nobilituje? Jak długo jeszcze jeśli wszystko jest sztuką?

    Klasyfikowanie takich akcji jako sztuka to błąd, jeśli celem jest kształtować postawy. Po drugiej stronie lustra odbiorca jest wspaniałym człowiekiem. W odświętnym nastroju sztuki pochyli się nad uwięzionym drzewem, a po powrocie do domu jak zwykle wywiezie śmieci do lasu.
    Po drugiej stronie lustra jesteśmy idealni (jak w kościele), a po zwykłej stronie jesteśmy sobą. Akcja jako sztuka prowadzi na drugą stronę, tam bierzemy sobie do serca to i owo, a potem wracamy do siebie i robimy to, co zwykle. Gdyby "dopaść" widza w realu, czułby dysonans za każdym razem kiedy źle potraktuje np. drzewo, drugiego człowieka.

    Sztuka jest o życiu, o prawdziwym życiu i musi wynikać z życia. Zabawa jest częścią życia, ale to, co poważnie traktujemy w zabawie, lekko traktujemy w życiu i odwrotnie. To takie moje smutne życiowe doświadczenie. Możemy mówić o życiu poprzez zabawę, ale musimy o tym pamiętać, aby uniknąć rozczarowania. Żadna postawa z drugiej strony lustra nie zaistnieje w "realu". To prawo lustra. Nic nie wynika z tego dla gejów, że po drugiej stronie nie ma np. homofobii. Ludzie, żeby się zabawić potrafią na czas zabawy zrezygnować z własnych przekonań.

  • izakow2

    Proszę przeczytać jeszcze raz to, co napisałam, bo Pani pisze o czymś zupełnie innym. Np. nikt tu nie litował się tu nad drzewem, bo było ono złe i porywało ludzi. A homofobii i antysemityzmu było bardzo dużo w pracy Marka Wasilewskiego (do której powoli zaczynam się przekonywać). "Po drugiej stronie lustra", jeśli w ogóle słyszała Pani o "Alicji w Krainie Czarów", nie chodzi o lepszy świat (momentami był on wręcz okrutny), ale o świat wyobraźni. A w sztuce powinna przede wszystkim poszerzać sferę naszej wyobraźni.
    Pani pisze: "Sztuka jest o życiu, o prawdziwym życiu i musi wynikać z życia". To jest też kolejna utopia, bliska wspomnianemu tu Beuysowi i radzieckim konstruktywistom. Jeśli Pani uważa, że sztuka powinna zmieniać świat na lepszy, to jest to bliskie tej utopii. A proszę mi powiedzieć, w jaki sposób sztuka może zmieniać świat na lepszy?
    I musimy właśnie rozmawiać o różnych teoriach na temat sztuki i jej definiowania, a nie o mrzonkach, czym jest sztuka w ogóle. Dlatego pytałam o tę definicję sztuki przez duże S (ja powiem od razu, że wg mnie nie ma czegoś takiego w ogóle), o Pani oczekiwania wobec sztuki i jakoś odpowiedzi nie otrzymałam. Pani pisze o smutnych życiowych doświadczeniach i rozczarowaniach. Mam wrażenie, że Pani za bardzo sztuki nie lubi...

    Panie Andrzeju, ślub był oczywiście na niby, ale uważam, że ożenek nie jest tym, co ludzi unieszczęśliwia, ludzie raczej unieszczęśliwiają sami siebie i to na własne życzenie.

    Pozdrawiam. Evviva l'arte! ;-)

  • niebezkozyry

    "Sztuka jest o życiu, o prawdziwym życiu i musi wynikać z życia" - to moja definicja sztuki i wszystkie dzieła sztuki spełniają ten warunek. Alicja w Krainie Czarów także. Sztuka nie jest zabawą, nie jest rozrywką, nie jest do lubienia, nie jest użytkowa i nie zajmuje się poszerzaniem wyobraźni (choć odbiorca może w ten sposób postrzegać sztukę).

    Zajmuję się się malarstwem nie dlatego, że lubię malować i nie po to, żeby zmieniać świat, wyobraźnia nie ma z tym nic wspólnego, a użytkowość jest wtórna do procesu powstawania obrazu. Sztuka nie ma żadnych zadań. Co odbiorca z niej weźmie dla siebie to jego sprawa. Sztuka nie służy do zmieniania świata. Jest i tyle.

    Sztuka bywała i (bywa) dworska albo wywrotowa - jeśli pozwala się klasyfikować w taki sposób to znaczy, że ktoś posługuje się sztuką, nie jest celem lecz środkiem.

    Nie piszę o smutnych życiowych doświadczeniach, ale o tym, że bawiąc się udajemy wspaniałych, silnych odważnych, szlachetnych, sprawiedliwych, że boimy się strasznego drzewa..., a w prawdziwym życiu jesteśmy jacy jesteśmy, i drzewa boją się nas. I to jest smutne :)

    Festiwal to zabawa. Nie mam nic przeciwko zabawie, a nawet bardzo lubię.
    Chyba się jednak nie rozumiemy.

  • Gość: [Towarzysz Winnicki] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    ,,..Panie Andrzeju, ślub był oczywiście na niby.... ,,,
    wow!
    To Pani jest oszustka matrynonialna... ;)
    -a może Bóg pobłogosławił (z góry) Pani związek.... i co wtedy??
    -a może ktoś powie ,że Art Basel to też jest takie na niby i może być tragedia....

  • izakow2

    Nie jestem oszustką, bo to był mój prawdziwy mąż ;-)

  • Gość *.man.poznan.pl

    autorka "Strasznego Drzewa" ma na imię Alicja, a nie Agnieszka.

  • izakow2

    Dzięki, strasznie mnie irytowało, ze w tych informacjach są jedynie inicjały... Przepraszam i już poprawiam.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Z tego, co się zdążyłem zorientować, towarzyszu Winnicki, wielkopolce Kowalczyk raczej nie zależy na błogosławieństwie Boga, i nawet pseudonim wybrała jakiś taki z ruska brzmiący: Izakow?!
    Otóż Pani Izakow gdzieś już tu wyznała, że jest indyferentna, a szkoda, bo na oko ma warunki na rączy fideizm od wejrzenia, a nawet na odwejrzenia łatwowierność. W te klocki często jednak pozory mydlą. Mylą, mulą i mdlą. Podobnie jak miejskie akcje ludyczne. Tu mamy inicjatywę oddolną (chyba?), ale na ogół celują w nich lokalni urzędnicy. Nie usiedzą spokojnie na dupie, tylko będą kombinować, zwłaszcza w sezonie: a może byśwa, kuśwa co zrobili. Trochę kasy z kasy skubnęli. Cuś niech się podzieje, jakieś poznańskie jadło, jakieś święto jakiegoś marcinrogala. Cuś, teges. Jakiś ruch, wicie, rozumicie. Tak się bawi, tak się bali STO-LI-CA. Wielkopolski. A tu proszę przymuły (Przymuł czyli artysta w slangu urzędniczym w odwecie za urzędasa) robią akcję KO. O Ku..., jest OK.

  • antropologia_miasta

    wyłapałam kolejną pomyłkę: Daria Giwer nie Dorota. swoją drogą: fajnie fajnie, tylko,sprawa jest taka, że nie będąc członkiem wycieczki artystycznej trudno było sobie dryfować po realizacjach i to jest dla mnie porażką tego Festiwalu, ponieważ znów się okazało, że artyści działają dla artystów.

  • izakow2

    Ok, poprawione. A może ktoś wie, jak miał na imię P. Nowak od "Grawitacji" (most Jordana)?
    Co do kwestii wycieczki - była otwarta, każdy mógł się przyłączyć. Co ciekawe, po drodze przysiadali się, albo później chodzili z nami ludzie prawie przypadkowi, lub zupełnie przypadkowi. Więc nie zgodzę się z tym, że to było wyłącznie dla samych artystów.

  • niebezkozyry

    to nie jest takie skomplikowane, trzeba wpisać do wyszukiwarki frazę "Festiwal Sztuki w Przestrzeni Publicznej "Urban legend" (skopiowałam z powyższego tekstu), ... trochę poszukać (ctrl+f) ...np tu: projektmiasto2.blox.pl/2009/05/www-Festiwalu-Sztuki-w-Przestrzeni.html, albo tu:
    obieg.blogspot.com/2009/06/artysci-artystom.html - (pewniak, czasem u Krasnali także, ale nie tym razem)
    Tak ABSTRAHUJEMY DOCELOWY ADRES:
    urbanlegend.pl/wp/
    klikamy w "artyści" i "czary mary" - jesteśmy po drugiej stronie lustra ;)
    urbanlegend.pl/wp/artysci/
    albo tam gdzie chcemy. Wyobraźnia nie jest nam do tego potrzebna.

    Pani Iza mnie zamorduje, to pewne - (straciłam wiarę w poczucie humoru, przez duże H ;) karaluchy do poduchy. Czuj czuj czuwaj.

  • izakow2

    Dzięki za czujność! Nie mogłam wcześniej wejść na tę stronę Urban Legends. Nie morduję, tylko pozdrawiam!

  • niebezkozyry

    :)

  • antropologia_miasta

    www.urbanlegend.pl bez tego /wp/. adres jest zmieniony

  • Gość: [http: visualvisualculture.blogspot.com] *.chello.pl

    "Powtarzam, akcja fajna, ale zbyt łatwo wszystko nazywamy sztuką." no akurat z tym Pani droga zgodzę się ,fajna akcja i nic ponad to ...

  • niebezkozyry

    Jan Świdziński: "gdy robię performance, to czy chcę czy nie chcę - ja informuję, nadaję komunikat. Nawet jeżeli mówię, że publiczność nic mnie nie obchodzi, to jeżeli oni na mnie patrzą, to przyjmują pewną informację poprzez to co robię. Informacja jest estetyką performance. Dlatego trzeba eliminować szumy, zakłócenia bo one utrudniają komunikowanie i obniżają jakość komunikatu." www.swidzinski.art.pl/guzek.html

  • izakow2

    A ja uwazam, ze to nie tylko "fajna akcja i tyle", bo to akcja, oprocz atmosfery bajkowowsci, zmuszajaca do pytan o status przestrzeni publicznej, do kogo ona nalezy i, jakimi regulami sie rzadzi, kto jest z niej wykluczony. Przeswietlajaca m.in. reguly neoliberalizmu, a takze krytyczna wobec polityki miasta (mimo, ze za pieniadze miasta sfinansowana).
    Ale w ogole drazni mnie, ze nie rozmawiamy o konkretach, o ideach zwiazanych ze sztuka w przestrzeni publicznej, tylko w kolko ktos powtarza: "To nie jest sztuka". Takie odsawione pancie, ktore podchodzily do naszej wycieczki, wydymaly usta mowiac pogardliwie: "I to ma byc sztuka!". Mam wrazenie, ze takie jest polskie spoleczenstwo, niechetne jakiejkolwiek innosci (oczywiscie uogolniam). Pytam więc, czy ważniejsze jest jak to nazwiemy, czy to, co z tego wynika?

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Przestrzeń publiczna należy głównie do tych wszystkich co z powodem lub bez ruszają się jak nakręceni. Inni, np. ci, co uważają, że "tylko w ciszy mieszka życie, że wyciszony jest żywy aż do dna"(Kirkegaard) są z przestrzeni wykopani.

  • niebezkozyry

    A więc co i dla kogo wynika z Festiwalu? Przejdźmy do konkretów.

  • mojarzezba

    Co Was wszystkich tak wzięło- to jest przecież strasznasztuka, prawda ? :-)

    I problem z głowy.

    Sztuka to nieskończoność, a utworzenie jakiegoś szczególnie konkretnego wyjaśnienia odnośnie pojęcia "sztuka" nie ma sensu i jest niemożliwe.

  • izakow2

    Pani Niebezkozyry, przecież pisałam, co z tego wynika. Jeśli chcemy, tego rodzaju sztuka, poszerza sferę wyobraźni; jeśli chcemy, wskazuje nam na znaczenia sfery publicznej; jeśli chcemy, uczy twórczego kształtowania naszej przestrzeni (idea "rzeźby społecznej" wyśmiana przez Panią), a także naświetla kwestie władzy i wykluczenia. To od nas samych tylko zależy, co z tego wynika. Jeśli mamy klapy na oczach - wtedy rzeczywiście nic nie wynika ;-)
    Przepraszam za złośliwości, ale ja wciąż piszę, "co z tego wynika", a Pani w ogóle się do tego nie odnosi.

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Pani wymienia potencjalne możliwości, a ja pytałam o rezultaty.

    Nie jestem przeciwko takim akcjom, są potrzebne. Protestuję przeciwko nazywaniu ich sztuką, aby nie zaprzepaścić szans jakie stwarzają.

    Złośliwości - bardzo lubię ;)

  • niebezkozyry

    to były moje słowa :)

  • Gość *.icpnet.pl

    Okazuje się, że Krasnale tez przeprowadziły wtedy akcje w Poznaniu, równolegle do Urban Legend. Co ciekawe, nawiązały tam do niezrealizowanego jeszcze projektu Rajkowskiej,która miała przemienić jeden z poznańskich kominów w minaret. Jestem strasznie ciekawa czy to tylko zbieg okoliczności, czy może jakaś współpraca tych artystów(Rajkowska i The Krasnals-to by było dobre..)

  • izakow2

    Tak, widziałam, ale ja to odebrałam raczej jako akcję prześmiewczą, być może również wobec projektu Rajkowskiej... Ale też trochę kontekstualną, odnoszącą się choćby do ubiegłorocznego wrocławskiego "Survivalu", ale może również do toczonych sporów o sztukę, ideologię, religię...

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    izakow2: "sztuka, poszerza sferę wyobraźni; jeśli chcemy, wskazuje nam na znaczenia sfery publicznej; jeśli chcemy, uczy twórczego kształtowania naszej przestrzeni(..), a także naświetla kwestie władzy i wykluczenia".
    Tak, istotnie, takie m.in. funkcje i treści mogą należeć do sfery sztuki, pod warunkiem, że wyartykułowane będą specjalnie do nich ZNALEZIONĄ FORMĄ. Trzeba mieć klapy na oczach, albo blade pojęcie o formie żeby nie widzieć, iż treści podane łopatą w Poznaniu, wzięte są z zupełnie innej niż sztuka półki, ot, np. z poziomu miejskiej animacji kulturalno-oświatowej, jakiej pełno ostatnio w różnej maści lokalnych domach kultury.

  • izakow2

    To ciekawe, czyli domy kultury proponują np. uwięzienie drzewa, albo wideo umieszczone w sklepie mięsnym. No, no, wysoki poziom w tych lokalnych domach kultury ;-)
    A słyszał Pan np. o Fluxusie czy o Beuysie, bo, jeśli mówić o "półkach", to raczej w tym przypadku mamy sięganie do tej tradycji.

  • Gość: [piotr.b] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Iza, jedno z drugim się nie kłóci - tzn. podobieństwo do akcji organizowanych w domach kultury, z odniesieniami do tradycji sztuki neoawangardowej, gdyż także pracownicy dk (wielu z nich to przecież artyści, historycy sztuki) często inspirują się tą tradycją. W końcu to już prawie pół wieku minęło.

  • izakow2

    Jasne, ale mam wrażenie, że pan Andrzej tej tradycji nie brał pod uwagę i raczej używał tego porównania w znaczeniu deprecjonującym.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    O Fluxusue i Beuysie słyszał już każdu matoł, bo nie tylko się trzepie o tym ozorami już od paru dekad, ale i od paru dekad małpuje, mniej lub bardziej jawnie. Ja tylko chciałem podpowiedzieć, że wideo w mięsnym, drętwa figura na moście lub banalna figurka na podwórku, że o drzewie nie wspomnę, są w intelektualnym zasięgu dowolnego domu kultury. A za dopłatą 100 000 w zasięgu animatorów świetlicy przyzakładowej dawniejszgo typu.

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    'sluby' byly inspirowane tina oelker czy mi sie tylko wydaje?

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    I Tina Oelker i Robert Gober. Rżnie się dzisiaj jak leci, licząc na cud, że zanim się zorientują...sporo wody w Warcie upłynie. A nawet jak się zorientują, to w odwodzie są jeszcze bajania o appropriation art, technikach subwersywnych etc..itp.

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci