Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

WPP w Złotych Tarasach

izakow2

Było tu ostatnio dużo na temat użycia ludzi w sztuce. Według mnie podstawowy błąd tych, którzy zarzucają współczesnym artystom brak etyki, to niezauważanie, że sztuka jest komentarzem na temat otaczającej nas rzeczywistości – rzeczywistości, w której prawo do prywatności szargane jest nieustannie. Artyści tworzą artystyczny komentarz na temat naszego nieetycznego świata.


I znowu mam wrażenie, że po prostu łatwiej oburzać się na artystów, zamiast wnikać głębiej, pytać, co charakteryzuje współczesną kulturę wizualną; dlaczego tak wiele otaczających nas obrazów dokonuje właśnie przekroczenia prawa do prywatności.

Oburzanie się nie jest dobrą strategią, może lepiej zanalizować, zapytać, dlaczego i po co obrazowana jest czyjaś prywatność, czyjeś nieszczęścia, a nawet śmierć, a przede wszystkim, co stało się z prawem do prywatności, skoro nie cieszy się ona należnym, jak nam się wydaje, szacunkiem?


Sztuka nie posuwa się jednak tak dalece w obrazowaniu nieszczęść i czynieniu z nich pięknych obrazów, jak choćby fotografia dokumentalna. Artyści problematyzują kwestie prywatności, nierówności społecznych, choroby, umierania. Zmuszają nas do zastanowienia się nad naszym stosunkiem do tej problematyki.


Tymczasem, proszę zobaczyć, co się dzieje w przypadku obrazów prezentowanych w ramach World Press Photo. Pisałam o tym tutaj wielokrotnie, że te fotografie przekształcają ludzkie nieszczęścia, wojny, konflikty, zwyczajną prywatność w estetyczny spektakl.




 

1. nagroda w kategorii Wydarzenia ogólne (zdjęcie pojedyncze): Luiz Vasconcelos, Brazylia, Jornal A Crítica/Zuma Press, Kobieta starająca się powstrzymać przymusową eksmisję swoich ludzi, Manaus, Brazylia, 10 marca



1. nagroda w kategorii Problemy współczesności (reportaż): Carlos Cazalis, Meksyk, Corbis, Bezdomni, São Paulo, Brazylia



Czy ktoś zastanawia się nad prawem do prywatności sfotografowanych osób; nad etyczną stroną przedstawiania martwego ciała; nad kwestią wizualnego kolonizowania poprzez obrazy Innych?



Yuri Kozyrev, Russia, Noor for Time. Rajiha Jihad Jassim with her son Sarhan, Baghdad, Iraq



Carlo Gianferro, Italy, for Postcart. Roma interiors, Romania and Moldova
 

Nie obwiniałabym jednak samych fotografów. Te obrazy powstają, bo ktoś chce je oglądać. Cieszą one nasze „kanibalistyczne oko”, może podbudowują też nasze poczucie bezpieczeństwa, może pozwalają się nam określić wobec Innych. Może też pogłębiają naszą wrażliwość, co prawda niewiele z tego wynika...


Najbardziej zastanawia mnie przymus fotografowania martwych ciał i siły tych obrazów, od których nie sposób się uwolnić.



Lissette Lemus, El Salvador, El Diario de Hoy. Petrona Rivas, victim of gang violence, El Salvador, 15 October



Tu nie ma zapachu martwego ciała, jego zimnej, milczącej obecności, jego grozy, pozostaje jedynie obraz. Louis Vincent Thomas wpisuje tego rodzaju praktyki w strategie negowania śmierci: „Pozbywanie się zmarłego przez wysługiwanie się nim na wszelkie sposoby dla zadowolenia wojeryzmu jest bez wątpienia ostatecznym sposobem negowania śmierci; banalizuje się ją, sprowadzając do kroniki wypadków, których powtarzalność rozładowuje tragizm”.



1. nagroda w kategorii Wydarzenia (zdjęcie pojedyncze): Chen Qinggang, Chiny, Hangzhou Daily, Rescue troops carry earthquake survivor, Beichuan County, China, 14 May



Ciekawym przypadkiem jest mająca właśnie miejsce wystawa WPP na terenie Złotych Tarasów w Warszawie.

 



fotografia z blogu Roberta Danieluka

 

W tej totalitarnej (używam tego określenia ze względu na samowystarczalność tego zamkniętego i sztucznego świata - świata, od którego reguł nie ma odstępstwa) świątyni konsumpcji, można skonsumować wszystko: od ubrań, butów, książek, poprzez jedzenie i picie, a kończąc na konsumpcji obrazów (również obrazów śmierci).

 



 

Symboliczne jest oglądanie tych zdjęć w tej zamkniętej kapsule: w symulacji, jaką jest galeria handlowa oglądamy inną symulację - symulację zewnętrzenego świata, jego konfliktów, życia codziennego, politycznych czy sportowych wydarzeń.


Jest to doskonałe urządzenie konsumpcjonizmu, może trochę przerażające, ogarniające w zasadzie wszystko – wszystko, co można kupić za pieniądze...
I może tutaj leży problem – prywatność zaczęliśmy traktować tak, jak inne towary w kulturze konsumpcyjnej; coś, co można sprzedać/kupić; przerobić w obraz; zamienić w spektakl. I raczej na pewno nie jest to wina artystów...




1. nagroda w kategorii Sztuka i rozrywka (reportaż): Roger Cremers, the Netherlands, Preserving Memory: Visitors at the Memorial and Museum Auschwitz-Birkenau, Poland, 30 April-4 May



To akurat szczególnie ciekawa seria zdjęć, ukazująca turystów-konsumentów Muzeum Auschwitz, niemal wszystkich z aparatami, dzięki którym dokonywali właśnie symbolicznej konsumpcji tego miejsca... Te zdjęcia wydają się komentarzem do świetnej książki Janiny Struk "Holokaust w fotografiach".



Ciekawa była też seria ukazująca sceny wojenne zainscenizowane przy użyciu miniaturowych żołnierzyków (niestety nie mogę tego znaleźć w necie). Było to ciekawe, bo to dość popularny chwyt używany przez artystów w sztuce określanej jako "toy art".

 

Tu z kolei warto podkreślić hybrydyczność naszej kultury, nie tylko sztuka zbliża się do dokumentu, również dokument korzysta w dużej mierze ze współczesnych chwytów artystycznych. Ponadto ta praca świetnie pokazuje, że fotografie dokumentalne są tak naprawdę fotografiami inscenizowanymi.

Komentarze (28)

Dodaj komentarz
  • bigapple1

    zgadzam sie z obserwacja, ze niesamowicie symptomatyczne jest miejsce prezentacji wystawy - do konca niwe wiem, co o tym myslec, nie bylam niegdy w 'zlotych tarasach' i w koncu sam toscanini dyrygowal beethovena w salonach domu handlowego wanamaker's... ale jakos tak dziwnie. u nas WPF pokazywane jest zwykle na dole w gbudynku sekretariatu generalnego ONZ - i mysle, ze tam przestrzen raczej podkresla wage tych fotografii, a nawet przez moment daje widzom poczucie, ze moze ktos jednak bedzi ekiedys probowal zrobic cos wiecej w obliczu tych wszystkich wydarzen - cos wiecej, niz tylko przycisnac spust migawki, jakkolwiek to samo w sobie czasem wiele znaczy.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Tych dwóch facetów w red dresach robi dokładnie to, co np. Żmijewski w tym samym miejscu: różne metody ale efekt ten sam - promocja autora jako twórcy dzieła sztuki fotograficznej lub krytycznej, egal.

  • izakow2

    Tak, ale 'rama', czyli kontekst nadają inne znaczenia. Sztuka dodaje powagi, skłania do przemyśleń; przestrzeń sklepu - banalizuje...
    A poza tym ja nie mówię, że artyści są niewinni, to twierdzenie byłoby naiwne.

  • niebezkozyry

    IK: Było tu ostatnio dużo na temat użycia ludzi w sztuce. Według mnie podstawowy błąd tych, którzy zarzucają współczesnym artystom brak etyki, to niezauważanie, że sztuka jest komentarzem na temat otaczającej nas rzeczywistości rzeczywistości, w której prawo do prywatności szargane jest nieustannie. Artyści tworzą artystyczny komentarz na temat naszego nieetycznego świata.

    NBK: Zauważam komentarz, piszę o tym w swoim SCENARIUSZU Artyści w odruchu niezgody na rzeczywistość kompresują w swoich pracach całe zło tego świata, by następnie w galerii sztuki zderzyć z nim widza, by obarczyć go za nie odpowiedzialnością. (i dalej) Nie wiem, czy jest to rezultat wyjątkowej wrażliwości, która pozwala artystom dostrzec tendencje ukryte pod powierzchnią codzienności, czy raczej pragnienie dotrzymania kroku badaczom, którzy organizm człowieka traktują jako swoisty poligon. Artystyczna wizualizacja tych zjawisk ukazuje kierunek w jakim podążają przemiany naszej świadomości. Coraz łatwiej akceptujemy uprzedmiotowienie ciała. [1]

    Z Pani wypowiedzi wynika, że jeśli artysta komentuje (opresyjną) rzeczywistość, posługiwanie się ludźmi (naśladowanie rzeczywistości, nieetyczność) jest usprawiedliwione. Ja tak nie uważam. Rzeczywistość jest jaka jest, a artysta komentując ją powinien honorować normy etyczne i prawne własnej wspólnoty. Cel nie uświęca środków.

    IK: I znowu mam wrażenie, że po prostu łatwiej oburzać się na artystów, zamiast wnikać głębiej, pytać, co charakteryzuje współczesną kulturę wizualną; dlaczego tak wiele otaczających nas obrazów dokonuje właśnie przekroczenia prawa do prywatności.

    NBK: Mój głos nie jest oburzeniem. Wypowiadam krytyczny sąd w sprawach, które wcześniej bardzo gruntownie przemyślałam, a własne wnioski skonfrontowałam z poglądami wielu osób. Robię to, aby usłyszeć kontrargumenty. Niestety słyszę jedynie zarzuty. Pytając i wnikając głębiej nie należy krzywdzić ludzi.

    IK: dlaczego tak wiele otaczających nas obrazów dokonuje właśnie przekroczenia prawa do prywatności

    NBK: dlatego, że pozorujemy otwartość, jesteśmy chciwi, myślimy, że myślimy.

    IK: Czy ktoś zastanawia się nad prawem do prywatności sfotografowanych osób; nad etyczną stroną przedstawiania martwego ciała; nad kwestią wizualnego kolonizowania poprzez obrazy Innych?

    NBK: Wielokrotnie zwracałam na to uwagę w różnych miejscach.

    IK: Te obrazy powstają, bo ktoś chce je oglądać. Cieszą one nasze kanibalistyczne oko, może podbudowują też nasze poczucie bezpieczeństwa, może pozwalają się nam określić wobec Innych. Może też pogłębiają naszą wrażliwość, co prawda niewiele z tego wynika...

    NBK: Wspomniany tekst choć nie odwołuje się bezpośrednio do WPF ma je na uwadze, np. kiedy piszę: Kiedyś poznawaliśmy świat poprzez opowieści podróżników i wędrowców. Dziś obsadzono nas w roli naocznych świadków, gapiów, którzy karmią się cudzym nieszczęściem. Tylko nieliczni bronią się i nie ulegają pokusom współuczestnictwa w tym powszechnym podglądaniu okiem kamery.[2]

    IK: Jest to doskonałe urządzenie konsumpcjonizmu, może trochę przerażające, ogarniające w zasadzie wszystko wszystko, co można kupić za pieniądze...

    NBK: Zawierane są transakcje jeden człowiek kupuje ciało drugiego człowieka. () Wymagamy respektowania prawa, ale tolerujemy bezprawie. Człowiek odpowiedzialny rywalizuje z tym, kto nie czuje się do niczego zobowiązany. Przegrywa w takiej rywalizacji. Kiedy protestuje, przypominamy mu, że jest wolny, że i on może robić co zechce. [3]

    Pani Izo, tytuł ostatniego posta brzmiał następująco "Sztuka o użyciu ludzi przez sztukę..."więc pisałam o etyczności sztuki i artystów (choć Krasnale nabili nas na minaret), więc odwiedziłam Palestynę. Pozdrawiam. :)

    Przypisy:
    [1,2,3] Scenariusz

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    izakow: fotografie przekształcają ludzkie nieszczęścia, wojny, konflikty, zwyczajną prywatność w estetyczny spektakl.
    Pani Izo, od stuleci ludzie to robią. Choćby w liczonych na kopy "Ukrzyżowaniach". Nie tylko nie mam im tego za złe, ale jestem wdzięczny za krucyfiksy: Velazqueza, Bacona, Ćwiertni, Sempolińskiego... Zamiana dramatu, pospolitej zbrodni w dzieło, w inne przeżywanie, ładowanie akumulatorów. Jednoznaczność, wręcz oczywistość faktu, zamieniona w wielowymiarowy twór dzieła przy użyciu niegłupiego instrumentarium. this is it, czego nie chcą zauważyć ci, co im homosłoń na jaja nadepnął. Teraz jest moda na przemianę jednoznacznego w jednoznaczne, zw. łopatologią

  • niebezkozyry

    "Sztuka, film, fotografia, massmedia krok po kroczku wkradają się w nasze prywatne życie. Setki kamer filmują każdy nasz ruch w miejscach publicznych, miliony mikrofonów nagrywają każdy dźwięk, miliony aparatów fotograficznych utrwalają obraz chwili Świadomie bądź nieświadomie, obiektywnie i nieobiektywnie, rzeczowo i tendencyjnie, w poszukiwaniu piękna i defektu, doskonałości i wady, ideału i ułomności, procesu i wydarzenia.
    Gdzie jest granica naszej prywatności? Gdzie jest ostatni milimetr, po przekroczeniu którego specjalnie lub przypadkowo stawia się nas zupełnie nagich i bezbronnych przed całym światem? Fotografia, film, nagranie, słowo - mogą w chwili obecnej zrobić krzywdę znacznie większą niż broń, stajemy się coraz częściej zupełnie bezbronni. Współczesna technika przekazu informacji i nowoczesne urządzenia rejestrujące rzeczywistość wkraczają w naszą intymność. Coraz częściej media i artyści, chcąc przekazać nam swój zamysł wkraczają w obszary cudzej prywatności, przekraczając w zabłoconych butach sterylne wrota, które każdy z nas pozostawia otwarte wyłącznie dla siebie samego lub swoich najbliższych. Gdzie jest granica?
    (...)
    Ukryte w piramidzie za czarnymi pudełkami, będącymi zamkniętą całością zawierającą prace Beaty Wąsowskiej kryją się treści, pytania, odpowiedzi, stwierdzenia próbujące własnym przekazem i słowami innych twórców określić granice sztuki, dopuszczalny związek pomiędzy formą prezentacji a podmiotem, z którego dzieło czerpie siłę swojego przekazu.
    Dopóki podmiot nie ma konkretnego imienia i nazwiska, dopóki nie jesteśmy z nim związani uczuciowo - wszystko wydaje się być w porządku."

    To fragment omówienia wystawy NIE BEZ KOZYRY, (edycja w Andrychowie, 2008), której autorem jest Jarosław Skupień. Całość tu.

  • nameste

    W zestawieniu z całym-złem-świata-tego moralny wymiar relacji, obrazów, dokumentów i fikcji, przedstawiających owo zło, ma się jak pagórek w lasku miejskim do Himalajów. Owszem, są dwa wymiary tego pagórka, które w niezaniedbywalny sposób dokładają się do górotworu: "kanibalistyczni" klienci voyeurzy i przemysł, który (re)produkuje obrazy zła jakby dodatkowo, by zadowolić (i poszerzać) tę klientelę. Moralistyczne reakcje na "pagórek" przypominają jednak w jakims stopniu piętnowanie prostytucji z jednoczesnym pełnym hipokryzji zaniedbaniem klientów prostytutek (dylemat obrazowany przez wyjątkowe ustawodawstwo szwedzkie, oferujące grzywnę nie prostytutce, a jej klientowi).

    Poza tym, jajakoczytelnik tego bloga i od czasu do czasu komentator stwierdzam, że lans pani niebezkozyry przekroczył co do częstości i objętości granice mojej tolerancji. Nothing personal, oczywiście.

  • niebezkozyry

    @nameste

    Projekt NIE BEZ KOZYRY porusza bardzo istotne zagadnienia - pytam o GRANICE WOLNOŚCI (człowieka, a nie tylko artysty). Analizuję (min.) sztukę krytyczną, wcale nie osoby, lecz utwory i ich konsekwencje.

    Robię to na własne ryzyko, na własną odpowiedzialność, we własnym czasie, za własne pieniądze. Inaczej niż lansowani przez obieg oficjalny artyści krytyczni.

    Tak ma Pan rację LANSUJĘ. Lansuję ideę, że NIE WOLNO UŻYWAĆ LUDZI do celów artystycznych i komercyjnych. NIE NALEŻY TRAKTOWAĆ LUDZI, TAK JAK PRZEDMIOTÓW. Robię to dostępnymi mi sposobami.

    Ponieważ moje wypowiedzi interpretowane są jako lans, jestem zmuszona opuścić to forum. Nie można rozmawiać z osobami, które są zamknięte na nasze argumenty.

    Pozdrawiam i życzę, aby nigdy nie znalazł się Pan w sytuacji, w której ktoś zechce zrobić z Pana (lub Pana bliskich) sztukę, eksponat popularnonaukowy, bohatera fotografii (oczywiście martwego), albo żywą bombę, a Pan zindoktrynowany, albo zmuszony koniecznością nie będzie mógł odmówić.

    Beata Wąsowska

    Ps. Zapraszam na wystawę malarstwa pt. Kobiety takie jak ja - Do 15 lipca. Kraków, Galeria Piano Nobile, Rynek Główny 33.

  • Gość *.icpnet.pl

    Pani Beato W., zgadzam się z nameste, takie perfidne lansowanie się ,w dodatku nie na swoim blogu jest wkurzające..czytając komentarze do wpisów pani Izy, ciągle natykam się na bezpośrednią promocję pani projektu. Dobra, robi go pani samodzielnie, za własne pieniądze itd.,ale ma pani swojego bloga, niech pisze o tym pani u siebie. Zapewniam panią, ze na strasznej sztuce już wszyscy wiedzą, ze zrobiła pani projekt "nie bez kozyry" i że jest genialny. pozdrawiam.

  • Gość: [nameste] *.aster.pl

    @niebezkozyry:

    Nie mam intencji, ambicji ani najmniejszych upoważnień, żeby decydować o obecności wśród komentatorów bloga tego (ani jakiekolwiek innego, poza moim własnym :) Pani czy innych osób. Po prostu stwierdzam, że (wg mnie) przekroczyła Pani granice strawności, cytując in extenso recenzje ze swego projektu itd. itp. Gdy tymczasem istotne merytoryczne tezy Pani, a to: (1) cel nie uświęca srodków, (2) nie wolno używać ludzi, (3) ani traktować ich jak przedmiotów -- zostały, jak sądzę, już przyswojone przez wszystkich, którzy w ostatnich miesiącach zaglądalli do Izy. Nie są to też tezy jakoś bardzo odkrywcze.

    Nie bardzo zatem rozumiem, po co je Pani powtarza wciąż innymi (i długimi) słowy. Hipoteza, że chodzi o autopromocję w kontekście Pani własnych projektów artystycznych, po prostu się -- proszę wybaczyć -- sama narzuca.

    Ogólne (1), (2), (3) mogę bez oporów ogólnie poprzeć. I co dalej?

  • niebezkozyry

    Dalej? A czy jest jakieś dalej? Ja powtarzam do znudzenia tezy, podpieram je czym się da.
    Jestem niestrawna, zgoda. Dlaczego? Bo, nie widzę by ich deklarowana akceptacja szła w parze z reakcją na sytuację, z wypowiedziami. Mam własny blog, będę sobie sama ze sobą rozmawiała. Najlepiej jeśli każdy kto ma inne od naszego zdanie założy własny blog i pisze sobie do woli.

    Gdyby moje wypowiedzi doczekały się kontrargumentów, można by mówić, że toczy się polemika. Ale się nie toczy, mówię do siebie, jestem namolna, lansuję własny projekt, który Was nie obchodzi i co ważniejsze na pewno nie zainteresuje.

    Przez pewien czas testowałam Krytykanta. Podobnie jak tu teraz, tam słyszałam, że mam sobie założyć własny blog. Taka uwaga dowodzi zamkniętości na argumenty inne iż własne, na działania artystów innych niż swoi. Rozumiem Panią Izę, poruszonej przez mnie sprawie zajęła stanowisko, stoimy po przeciwnych stronach. A inni? Nie rozumiem.

    Ponieważ nie jestem sadystką, to tyle. Zapraszam na mój blog.
    Pozdrawiam. :)

  • Gość: [aaa] *.icpnet.pl

    żałosne. robicie ze świetnego bloga forumowisko jakich wiele. wszyscy się tu lansujecie.

  • nameste

    @niebezkozyry:

    Ja tam z Panią dyskutowałem (mam nadzieję, merytorycznie). Raz się zgadzaliśmy, innym razem -- nie. Ale jak dyskutować z (ogólnikowym) "ceterum censeo"?

    A poza tym, proszę się nie mijać z prawdą. Podobnie jak tu teraz, tam słyszałam, że mam sobie założyć własny blog. Nic takiego nie było tu powiedziane, przynajmniej przeze mnie. No i cokolwiek bym powiedział, nie jestem Gospodynią bloga i nie mam żadnej mocy stanowiącej.

  • Gość: [http: visualvisualculture.blogspot.com ] *.chello.pl

    zdjęcia mocne ale bazują na tanich chwytach - im drastyczniej tym lepiej ..a może są tylko pozowane ?! coś już o tym słyszeliśmy chyba ...

  • niebezkozyry

    Ceterum senseo -tak. Ogólniki - nie. Konkret. Rozwinę u siebie.

    WPP - zdecydowanie nie na miejscu (Złote Tarasy), ale dlaczego nie tam, skoro prawie nikt nie jęknął na plastynaty? Na plastynaty w BP. Wydaje mi się, że dziś WPP bazuje na naszych najniższych instynktach, i oczywiście przekonuje, że to dokumentowanie faktów, (w plastyce komentowanie rzeczywistości)

    Pojawiła się kwestia zdjęć inscenizowanych, o czym przypomina visualculture, dowód na to że WPP to czysta komercja, która używa ludzi. O tym wszystkim bardzo ogólnie (katastroficzna wizja przyszłości) we wspomnianym wyżej Scenariuszu. Czy powinnam udawać, że nie istnieje moja praca sprzed lat (odnosząca się do tej kwestii), tylko dlatego, że wspominając (wielokrotnie) o niej spotkam się z zarzutem o lans? Wspomniana praca jest znana Pani Izie, dlaczego nie stała się odniesieniem - ta lub inna wypowiedź (niekoniecznie moja) na poruszony przez Panią Izę, ważny, zgadzam się, temat?

    Zirytowało mnie stawianie pytań postawionych już dawno temu, udawanie że nie ma na nie odpowiedzi. W tym miejscu oczekuję odpowiedzi, alternatywnych do istniejących, oczekuję na porównania i odwołania do rzeczy innych niż powszechnie znane.
    I prawdę powiedziawszy tak naprawdę mogę na nie liczyć u Krasnali. Oni patrząc z innej perspektywy dostrzegają drugie dno projektów oficjalnego obiegu. Inni choć idą podobnym torem nie mają tej co Krasnale siły uderzenia, ale chwała im za to, że są. Są alternatywnym punktem widzenia, źródłem cennych informacji i odniesień.

    To nie są zarzuty. Wyjaśniam, dlaczego stosuję "ceterum censeo". Chyba zbyt wiele oczekuję. Pozdrawiam ;)

  • nameste

    @niebezkozyry:

    Pewnie jest też tak, że traktuje Pani ten tu na przykład blog jako rodzaj "trybuny", miejsca, w którym wypowiedzi są w pewien szczególny sposób adresowane. Blog praktykującej kuratorki, krytyczki sztuki, publikującej, cytowanej itd. Ja tymczasem jestem całkowicie z offu, ani krytyk, ani artysta; mogę sobie co najwyżej posymbolizować prosty lud. Więc, generalnie, proszę się mną nie przejmować :) -- marudziłem jedynie jako przygnębiony czytelnik.

  • niebezkozyry

    @nameste
    @wszyscy
    Mam zapędy misjonarskie, (nie da się tego ukryć :) i czasem mnie ponosi, więc przepraszam i ... nie obiecuję poprawy, jestem realistką, znam siebie. W obrazach pastwię się nad kolorami, w NbK nad KK, a na blogach nad blogerami, ale daję słowo nie jestem taka straszna jak się może chwilami wydawać. Pozdrawiam. ;)

  • izakow2

    Pani Beato,
    ja Pani stąd nie wyrzucam! Ja prawdę mówiąc raczej Pani zupełnie nie rozumiem. Nie rozumiem tego projektu, nie rozumiem, w czym jest on rzeczywiście krytyczny wobec takich prac, jak prace Kozyry, w jaki sposób podważa jej działania czy odsłania brak etyki. Czy coś więcej tam jest oprócz rzekomego "pastwienia się" (chociaż tego też za bardzo nie widzę)? A raczej kategorycznych stwierdzeń i wskazywania, czego nie wolno.

    Ciekawi mnie analiza np. kanonu sztuki współczesnej, nadgryzanego przez marginesy, ale jakoś w przypadku Pani projektu ten "kanon" wydaje mi się zupełnie nienaruszony, a nawet wręcz utwierdzany.
    Więc, jak nie rozumiem, ani nie mam przekonania do projektu, to nie mam też zamiaru się do tego odwoływać!
    Można mówić bardzo szlachetne rzeczy, ale w przypadku doboru złych środków, niestety powstaje bardzo zła sztuka (to trawestacja Oskara Wilde'a; można tym samym pokazać niepewność rozważań nad etyką w sztuce, które zapoczątkował tekst Pawła Leszkowicza "Czy twój umysł jest pełen dobroci?").
    Bo Pani wciąż w kółko powtarza, że nie można używać ludzi, ostatnio dziwiłam się, dlaczego w Pani wypowiedziach zniknęły zwierzęta (zaleciało wtedy strasznym antropocentryzmem...) Ale z tego powtarzania, nic dla sztuki nie wynika. Zastanawiałam się też, czy nie myli Pani sztuki z etyką.

    Ponadto Pani w ogóle nie odnosi się do kontrargumentów, ukazujących skomplikowaną materię, do której odwołują się artyści. Otóż np. przez nieetyczny zabieg w "Łaźni" Katarzyna Kozyra pokazała ciała odarte z narzuconej przez sztukę i kulturę popularną retoryki pozy i przymusu doskonałości. Ten przymus widzialności doskonałych ciał jest czymś dużo gorszym niż działanie KK (bo jest totalitarny, a nie jednostkowy).
    I tu jest pies pogrzebany - w niuansach odniesień do kontekstów, a nie kategorycznych stwierdzeniach, mówiących, co jest dobre, a co złe.
    Więc proszę nie pisać: "Zirytowało mnie stawianie pytań postawionych już dawno temu, udawanie że nie ma na nie odpowiedzi". Bo mówimy o czymś zupełnie innym i w zupełnie inny sposób myślimy o sztuce oraz o całej kulturze wizualnej.
    Ja byłabym zwykłą hipokrytką, idąc na wystawę WPP i nie widząc swojego uwikłania w ten wizualny kanibalistyczny system oraz związanych z nim ambiwalencji. A moja krytyka nie ma na celu potępiania, ani tworzenia zakazów tylko raczej zastanawianie się nad kondycją współczesnej kultury.
    Pozdrawiam

  • niebezkozyry

    Trudno rozumieć coś czego się nie zna lub nie czuje, coś do czego jesteśmy negatywnie nastawieni, ale mimo to dziękuję za ocenę. Pani ma wiedzę, ja tylko doświadczenie, stoję na straconej pozycji. Zapraszam na mój blog, i przepraszam za perturbacje, do których niechcący się przyczyniłam. Miałam dobre intencje. Pozdrawiam.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    P. Izo. Pisze Pani:
    "moja krytyka nie ma na celu potępiania, ani tworzenia zakazów tylko raczej zastanawianie się nad kondycją współczesnej kultury" (interpunkcja) by za chwilę:
    "Ciekawi mnie analiza np. kanonu sztuki współczesnej, nadgryzanego przez marginesy".
    I jeszcze:"byłabym zwykłą hipokrytką,(..) nie widząc swojego uwikłania".
    Czytając powyższe, mam wątpliwości czy uznanie jednych zjawisk za kanon, a innych za marginesy wynika rzeczywiście z analizy kondycji współczesnej kultury czy raczej z ANALIZY INNYCH ANALIZ. Ładnie Pani bywa, przyznaję, w nieskazitelnej bieli (UL), ale nie zawsze. Pytanie tylko, czy Pani o tym wie. Przy tym, mówiąc o Pani, mam na myśli całkiem sporą część i innych "analityków" kondycji współczesnej kultury polskiej, którzy zastanawiająco szybko i zgodnie ustalili kanon. I zastanawiająco ściśle kanon ten przylega do kanonu innych "analityków", którzy akurat "obsiedli" partię o nazwie Frieze, na Rivington Street 81 in London. Zastanawiająco, oczywiście, jeśli się nie wie, że właśnie ta część polskich analityków w pełnym zestawie "studiowała" u tamtych analityków (Np. na konferencji nazwanej -o ironio- "Polifonia głosów", w październiku 2002, obok obowiązkowego zestawu nazwisk KAŻDEJ większej imprezy z solidną, państwową kasą w tle: Daniela Birnbauma, Hansa Ulricha Obrista, Ivon Blazwick, że o S. Bos, M. Bonvicini, Ch. Esche, Liam Gillick, czy J.Hoet nie wspomnę, pojawiają się także nasi "słuchacze" w "obowiązkowym" zestawie: A. Budak, A. Szymczyk, a także W. Kozłowski, A. Szyłak, A. Rottenberg, P. Piotrowski, S.Szabłowski, J. Mytkowska i ... Izabela Kowalczyk.
    W tym kontekście, Pani pytanie do B. Wąsowskiej odwrócę 180 st: "czy nie myli Pani sztuki z etyką"? I (pytanie PL) czy Pani umysł jest pełen dobroci?
    Od razu dodam, że nie jestem admiratorem talentu P. Wąsowskiej i jej metod autopromocji (także tutaj), więcej, choć zabrzmi to nieprawdopodobnienie, nie jestem admiratorem własnego talentu. Byłoby to ciut za prosto, że jak się czepiam cudzego, to zaraz chcę swoje wetknąć. Niet, niet. Ot, niezdarnie analizuję.

  • izakow2

    Mój umysł nie jest pełen dobroci i to mnie zdecydowanie różni od pani Beaty Wąsowskiej.
    Na konferencję "Polifonia głosów" nie dojechałam.
    Co do korzystania z analiz innych analiz - brzydki to zarzut.
    Kiedy pisałam pod koniec lat 90. książkę o sztuce krytycznej, ta sztuka była jeszcze marginesem. To jest zadanie badacza/krytyka, żeby ustalać pewne kanony, ale też z taką świadomością, że powinny być one podgryzane ;-) Tyle w skrócie i ogólnikowo.

  • mojarzezba

    Sztuka wypływa od ludzi, jest o ludziach i dla ludzi.

  • Gość: [http: visualvisualculture.blogspot.com] *.chello.pl

    Pani Wasowska to chyba bardzo samotna osoba i chyba się lekko w sieci zagubiła ...

  • kanibalia

    Nie schodźmy poniżej pewnego poziomu zaczynając wycieczki osobiste, nie jesteśmy w sejmie.

    Wracając do dyskutowanego problemu, słusznie zauważa Andrzej Biernacki:
    "Izo, od stuleci ludzie to robią. Choćby w liczonych na kopy "Ukrzyżowaniach". Nie tylko nie mam im tego za złe, ale jestem wdzięczny za krucyfiksy: Velazqueza, Bacona, Ćwiertni, Sempolińskiego... Zamiana dramatu, pospolitej zbrodni w dzieło, w inne przeżywanie, ładowanie akumulatorów. Jednoznaczność, wręcz oczywistość faktu, zamieniona w wielowymiarowy twór dzieła przy użyciu niegłupiego instrumentarium. this is it, czego nie chcą zauważyć ci, co im homosłoń na jaja nadepnął. Teraz jest moda na przemianę jednoznacznego w jednoznaczne, zw. łopatologią"

    Faktycznie sztuka używa człowieka, śmierci i tragedii od zawsze. Raz alegorycznie w przywołanych wyżej przedstawieniach religijnych, raz konkretnie odnosząc się do rzeczywistych wydarzeń (choćby "Rzeź na Chios"). Z etycznego punktu widzenia jest to nie do obrony, z estetycznego jak najbardziej. Bo rzeczywiście, dawne przedstawienia wychodziły poza jednoznaczność osiągając wspomnianą wielowymiarowość, wieloznaczność etc.
    Czyli wszystko to co przy okazji maskowało moralną dwuznaczność.
    Dzisiaj wieloznaczności nie ma, estetyczną ucztę zastąpił prymitywny fast-food. Ale nadal podstawą dania jest ciało i krew.

  • Gość: [ff] 193.0.74.*

    Bo rzeczywiście, dawne przedstawienia wychodziły poza jednoznaczność osiągając wspomnianą wielowymiarowość, wieloznaczność etc.
    Czyli wszystko to co przy okazji maskowało moralną dwuznaczność.Dzisiaj wieloznaczności nie ma, estetyczną ucztę zastąpił prymitywny fast-food.


    Skoro cały wymieniony wyżej 'aparat przedstawienia' został bezceremonialnie odrzucony, to może zyskaliśmy właśnie na obnażeniu tej moralnej dwuznaczności, tak zręcznie dotąd tuszowanej czy 'zagłuszanej' przez komplikacje stylu? A z drugiej strony - czy zdjęcie ze sztuki przymusu koturnowości musi w sposób jednoznaczny doprowadzić do utraty przez nią owego czynnika 'meta'? Nasuwa się tu na myśl pisarstwo Houellebecq'a, w którym płaskość i trywialność rzeczywistości - zewnętrznej, ale i wewnętrznej bohaterów - okazuje się najlepszą metodą na katharsis czytelnika, na uświadomienie sobie, na ile samemu bierze się udział w 'strumieniu obojętności'. Być może - nie ma też sensu roztrząsanie kwestii zgodności sztuki współczesnej z myślą etyczno-humanistyczną, kiedy ta ostatnia się 'po prostu' (jak diagnozuje Houellebecq) skończyła?

  • kanibalia

    W dawnej sztuce chodzi mi nie o koturnowość, ale o wyjście (poprzez szerszą metaforę, wartości czysto warsztatowe, rozszerzenie interpretacji) poza dosłowny cytat.
    Co do stwierdzenia że myśl etyczno-humanistyczna się skończyła - nie zgadzam się.
    Sądzę, że ona nigdy się nie zaczęła.

  • krwawymsciciel

    te "sceny wojenne zainscenizowane przy użyciu miniaturowych żołnierzyków" to dokladniej najbardziej 'ikoniczne' (debilne slowo) zdjecia wojenne, przy uzyciu owych zolnierzykow zainscenizowane. jako wzorce sluzyly zdjecia reporterow takich jak Capa, Eisenstadt, Rosenthal. bardzo mi sie kojarza z 'gay, innocent & heartless' Libery.

  • izakow2

    Krwawy mścicielu, a czy wiesz, kto jest autorem tych zdjęć????

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci