Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej
Blog > Komentarze do wpisu
Minaret Rajkowskiej - czy Poznań jest miastem otwartym?

Temat „Minaretu”, który chce zrealizować w Poznaniu Joanna Rajkowska w ramach przyszłorocznej Malty, pojawił się już w komentarzach przy wpisie o używaniu ludzi przez sztukę.

The Krasnals wkleili list otwarty do autorki, pytając ją o sens przekształcania komina w minaret i przytaczając negatywne opinie Poznaniaków z jednego z internetowych forów.

Pojawił się mocny zarzut, że artystka wstawiając ciało obce w tkankę miasta dokonuje swego rodzaju gwałtu.



wizualizacja projektu


Niedawno negatywna opinia pojawiła się w jeszcze innym kontekście. Koszty powstania „Minaretu” pokryć ma Fundacja Malta wraz z miastem Poznań. Miasto przed podjęciem ostatecznej decyzji finansowania projektu, czekało na ogłoszenie wyników konkursu na projekt zagospodarowania terenu pomiędzy ulicami Szyperską, Estkowskiego, Garbarami i Piaskową (gdzie znajduje się komin, który ma przekształcić Rajkowska).

Konkurs został rozstrzygnięty, a wraz z informacją o wynikach pojawiła się także dodatkowa opinia Sądu Konkursowego Stowarzyszenia Architektów Polskich, wyrażająca sprzeciw wobec realizacji Rajkowskiej, gdyż:
a) jest obca kulturowo; b) nakłada się na osie widokowe w kierunku na katedrę i na pobliski budynek dawnej synagogi; c) może być odebrana jako prowokacja o charakterze religijnym; d) może być odebrana jako próba ośmieszenia symbolu religijnego – minaretu, poprzez jego realizacje na kominie przemysłowym; e) nie posiada żadnych istotnych walorów artystycznych związanych z wydarzeniami kulturalnymi miasta Poznania”.

Fundacja Malta odpowiada na zarzuty w swoim liście otwartym, pisząc m.in. „Uważamy, że stanowisko członków Sądu Konkursowego wzywa do zamknięcia się na wpływy innych kultur (nie obcych, lecz innych), wyraża postawę leku wobec zakłócania wszelkich lokalnych status quo: „wydarzeń kulturalnych Poznania”, „osi widokowych” oraz innych religii, które, mimo że obce, mogą zostać ośmieszone. Analiza przedstawionych explicite poglądów napawa dużym niepokojem. Pokazuje bowiem, że osoby powołane do odpowiedzialnego współkreowania przestrzeni publicznej wykluczają rozumienie jej jako miejsca intelektualnej i artystycznej dyskusji”.

Sama mam dość ambiwalentne uczucia, co do tego projektu, jednak najbardziej zastanawia mnie niechęć wobec niego. Co jest powodem tak emocjonalnych reakcji ludzi, którzy nie chcą w Poznaniu „Minaretu”? Dlaczego tak bardzo podkreśla się „obcość kulturową”? Kogo właściwie najbardziej to boli i dlaczego?

Na pewno nie muzułmańską mniejszość mieszkającą w Poznaniu, bo jej przedstawiciele popierają pomysł Rajkowskiej. Może więc niechęć do „Minaretu” wiąże się z islamofobią? A może raczej z niechęcią do jakiejkolwiek inności? Może właśnie ze strachem przed kulturową obcością?

Może to zazdrość czy wręcz zawiść, że obca (nie-poznańska) artystka buduje swój obiekt w sferze publicznej naszego miasta...

Brałam ostatnio udział w gorącej dyskusji w gronie paru znajomych związanych z Indeksem na temat zamieszania wokół całego projektu.

Mnie cały czas zastanawia kwestia nierozwiązanych problemów tkwiących w tkance Poznania, m.in.: niewiadomy byt synagogi, która została przekształcona w pływalnię przez nazistów, z których spadku chętnie korzystają mieszkańcy Poznania. To nie jeden spadek. Poznaniacy chętnie korzystają również z jeziora Rusałka, sztucznie stworzonego przez nazistów, przy którego budowie, zginęły setki Żydów. Problemem jest niemieckość (pruskość) miasta rzucająca się w oczy, ale nienazwana i niesproblematyzowana (CK Zamek jako miejsce, w którym straszą duchy cesarza Wilhelma II oraz Adolfa Hitlera, który wybrał to miejsce na swoją wschodnią rezydencję i, choć nigdy tu nie zamieszkał, już w 1939 roku zlecił Albertowi Speerowi przebudowę Zamku Cesarskiego w duchu architektury III Rzeszy.). Dalej to: „ureligijnianie” (katolicyzowanie) świeckich pomników (Pomnik Czerwca 56); to również porzucone i zapomniane cmentarze żołnierzy radzieckich (Cytadela i Miłostowo)... Itp.

Miasto naszpikowane jest konfliktami związanymi z jego przeszłością, które jednak nie są jawne, widoczne (to zresztą charakterystyczny rys wielu polskich miast).

Hubert Bilewicz przypomniał mi jeszcze poznańskie spory wokół odbudowy zamku na Wzgórzu Przemysła. Dotyczyły one poszczególnych projektów, z których jedne odrzucane były jako zbyt nowoczesne i obce polskiej tradycji, zaś drugie – tradycyjne uchodziły za kiczowate i nieciekawe. I tak wybrano projekt raczej kiczowaty, oby tylko nie musieć konfrontować się z OBCĄ „nowoczesnością”.

Zastanawiam się, czym będzie projekt Rajkowskiej, który nakłada na taką konfliktową tkankę miasta dziwny, obcy element. Projekt, który nie odsłania wcale dawnych konfliktów, ale wywołuje nowe (a jednak te konflikty również są symulacją – symulacją innych konfliktów związanych z niechęcią przed innością). Projekt odnosi się do wielokulturowości i różnorodności wyznaniowej, ale jest jedynie ich symulacją (nie odnosząc się do przeszłości miasta, nie będąc prawdziwym symbolem religijnym)...

Czy nie pogłębi to jeszcze bardziej symulacji, jaką jest wizerunek miasta - stworzony po II wojnie światowej z aplikacjami neoliberalnymi, które pojawiły się po 1989 roku? A może odwrotnie – tę symulację wydobędzie, ukazując, że sam wizerunek został również stworzony jako symulacja?

Położenie minaretu między katedrą a dawną synagogą jest oczywiście znaczące.

I znowu przypomina się obsesja, jaką ma to miasto na punkcie swoich inności. Parę lat temu europoseł z ramienia PiS, Marcin Libicki zaproponował odkupienie synagogi od gminy żydowskiej i jej wyburzenie. On również twierdził, że synagoga jest obca kulturowa, że była elementem niemieckiej polityki kulturkampfu, który miał ograniczać wpływy polskości i katolicyzmu w Poznaniu.

Zresztą na marginesie mówienia o polskości i katolickości miasta, mało kto problematyzuje tę kwestię naszych miast jako narodowo-religijnych monolitów (wraz z odpowiadającą temu sferą symboliczną). Tym bardziej zaskakuje odkrycie, że te miasta pełne są śladów po dawnych Innych, ale również trudno jest niekiedy przyjąć do świadomości, jak wielu Innych jest wśród nas (Zdziwienie może budzić odkrycie, że w Poznaniu istnieje mniejszość muzułmańska.).

Ta niechęć do inności jest w tym mieście symptomatyczna. Przy takich okazjach wielokrotnie padały już pytania, czy Poznań jest miastem otwartym. Było to jedno z najważniejszych pytań zadawanych przy okazji Marszu Równości w 2005 roku – marszu, który też spotkał się z niechęcią, protestami i w końcu z samym zakazem. W tym przypadku powodem niechęci również była inność – inność, która miała zostać zamanifestowana w sferze publicznej (a dokładnie celem było wskazanie na problemy żyjących w mieście mniejszości – m.in. seksualnych, narodowych, niepełnosprawnych).

Miasto wolało złamać prawo konstytucyjne, aby nie dopuścić do Marszu Równości. Niechętni inności mieszkańcy Poznania przyszli zaatakować nielegalny Marsz, dopuszczając się nie tylko słownej przemocy. Jeszcze inni postanowili obśmiać wydarzenie, organizując Marsz Onanistów (poznańska Naszość, co do której mam podejrzenia, że jest jakoś spokrewniona z The Krasnals).

Chyba faktycznie tak jest, że to miasto ma obsesję na punkcie swojej inności (negując ją, nie przyznając się do niej, nie zezwalając na inność w sferze publicznej).

Mówienie o swoich własnych innych, występowanie w ich imieniu zawsze traktowane jest jako gest ideologiczny, a wręcz polityczny. Związane jest z polityką tożsamościową i niekiedy może prowadzić do konfliktów. W tym przypadku jednak tak nie jest.

wizualizacja projektu

Pojawiły się zarzuty wobec projektu, że może być potraktowany jako prowokacja religijna. Ale przecież „Minaret” nie może prowadzić do konfliktów religijnych. Ewa Majewska podczas naszej rozmowy słusznie zaważyła przewrotność projektu Rajkowskiej związaną z jego aspektem genderowym. Minaret zbudowany przez kobietę (obcą, inną i w dodatku artystkę) nie może być elementem wykorzystanym przez jakichkolwiek fundamentalistów. „Pocztówka z Jenin” brzmi beztrosko, niewinnie, to powidok czegoś innego wprowadzony w przestrzeń publiczną, coś sztucznie oderwanego od ciężkiej sfery religijnych konfliktów.

Można więc powiedzieć, że „Minaret” prowadzi do rozpraszania tożsamości, dokonuje jej dekonstrukcji, każe krytycznie spojrzeć na samo miasto, zmusza do patrzenia, jakie symbole dominują w jego urbanistyce, a co jest w niej ukryte.

Wprowadzenie elementu nieoczywistego, zaskakującego powoduje, że wszystko na około przestaje również być oczywiste.

Chyba zaczynam się przekonywać do tego projektu, ale nawet, gdybym znalazła więcej argumentów krytycznych, nie oznaczałoby to, że jestem przeciwna jego realizacji. Niedopuszczenie do niej pokazałoby, że Poznań jest miastem zamkniętym.

P.S. Ostatnio temat Poznania pojawia się dość często. W "Obiegu" ukazała się moja recenzja z "Urban Legends" oraz polemika Marka Wasilewskiego z tym, co pisałam o jego pracy pt. "Opór".

 

niedziela, 12 lipca 2009, izakow2
Komentarze
Gość: Towarzysz Winnicki, aajk112.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/13 13:50:59
tylko czy to będzie Minaret na miarę naszych czasów, naszych możliwości...
chyba , żeby Misia na szczycie jeszcze zmieścić co ,,Oczko mu się odlepiło. Temu misiu.,,
Czuwaj!
-
Gość: turuturu, enj204.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/13 15:44:56
Sądzę, że cała koncepcja jest związana z wizją, pomysłem, skojarzeniem artystki, która w kominie zauważyła minaret. Jest to w pewnym sensie kulturowy przeszczep, ale bardziej jednak rodzaj artystycznego zabiegu, kreacji.
Całe miasto można też potraktować jako przestrzeń galerii, w której umieszcza się coś, co jest wybijające, niecodzienne. Z pewnością odświeży to widok miasta, ale również wywoła (już wywołało) dyskusję na temat islamu, sensu sztuki, przekazu itd. , itp.
Nie jest to coś, co ma się podobać, estetycznie zachwycać, ale wywoływać opinie, komentarze.

Tomek
-
2009/07/13 15:52:16
a może chodzi też o jakiś gwałt, pogwałcenie praw człowieka, zwrócenie uwagi na kwestie polityczne i humanistyczne?...
ciekawe, ciekawe

Tomek
-
Gość: andrzej biernacki, public7246.xdsl.centertel.pl
2009/07/13 16:03:44
Nie żaden MINARET tylko - O RETY MINETA! Kolejna, zresztą, po "Palmie".
A przydałaby się jakaś normalność, jakieś zwyczajne posprzątanie tej części Poznania. Ale nie u nas, na zadupiu cywilizowanego świata. Tutaj cały czas pokutuje tendencja, żeby ustawiać kryształy na zaszczanym kredensie z paździerzy rzeczywistości (patrzta, jakie my są zasobne i postępowe). I do tego napinanie muskułów, kto? , kogo? Z jednej strony zakuty w moher łeb, z drugiej "wyrafinowany świat artystyczny", który już jest jedną nogą w XXV wieku.
I hajda: "Wątłe mięśnie naprężać, pierś cherlawą wytężać" gdy tymczasem "ma dziurę w ... podeszwie, mój pretendent", chuj wie do czego. Tu naprawdę przydałby się jakiś ogólnopolski dotleniacz.
-
2009/07/13 16:46:49
a mi się wydaje , że stylistycznie, estetycznie minaret Rajkowskiej dobrze komponuje się z otoczeniem szarych i brudnych budynków.

Jest to nagłe wzrokowe przeniesienie się z rodzinnego otoczenia w nieznane strony, niemal przeniknięcie dwóch kultur, rzecz jasna w tym przypadku wykreowane i sztuczne, ale całkiem ciekawe.

Myślę, że Rajkowska dobrze odnajduje się w miejskiej przestrzeni ze swoim planowanym przedsięwzięciem.

Uważam też, że nigdzie indziej na świecie nie byłoby oburzenia, sprzeciwów, tylko zadowolenie z artystycznego działania, które odrealnia rzeczywistość.
-
2009/07/13 18:22:57
hmm, moje zdanie na temat minaretu jest podobne do tego, któremu dałaś wyraz w komentarzu na swoim blogu, który kończysz słowami "jest w tym jakiś nietakt...".
Nie jestem fanem tego projektu, raczej uważam go za jeden ze słabszych projektów Joanny.

Natomiast zastanawia mnie obecne Twoje stanowisko wobec tego projektu wyrażone w powyższym wpisie. Oczywiście, rozumiem że poglądy się zmianiają i ewoluują. Ale tutaj argument za minaretem jest w rodzaju "na złość babci odmrożę sobie uszy". Skoro panowie z Sarpu (czytaj: reprezentacja zamkniętego, mieszczańskiego Poznania) są przeciw (nota bene nikt nie pokusił się o podanie nazwisk członków szanownego jury) to ja będę za!
Ja też uważam, że Poznań jest zamkniętym i w gruncie rzeczy mieszczańskim miastem, ale "otwieranie" go za pomocą minaretu (ewidentnie już na tym poziomie zawłaszczonego przez lokalnych wyznawców islamu - było to doskonale widoczne na spotkaniu w Arsenale), przypomina leczenie dżumy za pomocą cholery...
-
Gość: Towarzysz Winnicki, aajk112.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/13 18:34:45
,,stylistycznie, estetycznie minaret Rajkowskiej dobrze komponuje się z otoczeniem szarych i brudnych budynków,,,
Tomku...
-jescze lepiej się będzie komponować złota(!),ogromna kopuła...w otoczeniu szarych i brudnych budynków oczywiście... ;)
Ps.ew. ogromna ,różowa Rakieta Basi B. też sie moze fajnie komponować...
itd. itp...
-
2009/07/13 20:40:23
Nie rozumiem Waszego podejścia. Sztywny schemat spostrzegania wszystkiego źle na pewno zabija.
-
2009/07/13 20:40:49
Tomku - bardzo ciekawe sugestie, choćby z tym gwałtem..

Piotrze - ja mam wciąż wątpliwości i bardzo ambiwalentne odczucia, co do samego projektu, jednak nie chciałabym, żeby on nie powstał. Tu widzę problem: wątpliwości, ambiwalencje, jak to było w przypadku różnych innych projektów nie powinny być przeszkodą w ich realizacji. Chciałabym go skrytykować już po realizacji, a nie chciałabym, żeby moje wątpliwości były uznane za dodatkowy argument przeciw samej realizacji.
To nie jest odmrażanie uszu na złość babci, ale raczej odzwierciedlenie klinczu, w którym tkwimy.
Bardzo podoba mi się Twoja interpretacja: leczenia dżumy za pomocą cholery. W pierwszym momencie wydawało mi się to zupełnie bez sensu, ale teraz nie jestem już taka pewna. Bo może, pozostając dalej przy tej przenośni, jedynie za pomocą cholery można pokazać, że miasto jest zadżumione?
Zauważ, że jakiekolwiek wcześniejsze dyskusje pytające o to, czy Poznań jest miastem otwartym (nawet prowadzone na publicznych forach), kończyły się niczym.
Studiowałam dzisiaj socjologiczne badania na temat stosunku miast do swojej przeszłości i dawnej wielokulturowości (książka Andrzeja Szpocińskiego). Dziwna rzecz tam się pojawia, której autor nawet nie rozwija. W większości polskich miast dawna wielokulturowość, wieloetniczność uznawane były za coś, co nobilituje. Nie dotyczyło to jednak Katowic i Poznania - Katowic, gdyż jak pisze Szpociński, istnieją tam silne napięcia między członkami różnych grup etnicznych w stopniu nieporównywalnie większym z innymi regionami kraju. Ale dlaczego taki zamknięty i niechętny wielokulturowości jest Poznań?
Nie wystarczy chyba wytłumaczenie, że to miasto mieszczańskie.
-
Gość: Zaklad Slusarstwa Koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2009/07/13 22:46:02
Oprócz kwestii wymienianych już wielokrotnie odnośnie do minaretu, to mamy jeszcze jeden problem z minaretem. Na wizualizacjach widać, że na kominie zostaną anteny (podejrzewamy że to nadajniki telefonii komórkowej). Dziwne, że Rajkowskiej nie razi to w żaden sposób i nie widzi problemu w mieszaniu porządków sakralnego, kulturowego, artystycznego i "ordynarnego" porządku produkcji przemysłowej. I Rajkowska z jakimś arabistą mogą sobie mówić, że minaret to obiekt architektoniczny, a nie religijny. Nie zmienia to faktu, że najważniejszą funkcją prawdziwego minaretu jest miejsce dla muezzina nawołującego do muzułmańskiej modlitwy. Zakładamy, że skoro Rajkowska nie wspomniała o tych antenach, to uważa je za NIEWAŻNY szczegół. Natomiast patrząc na wizualizację, jest to pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy - minaret z plątaniną nadajników (nie głośników dla muezzina)

Sprawa druga:
Jeśli chodzi o wykupienie i zburzenie synagogi, to Pani czytelnik nie ma wątpliwości, kto chciał dopuścić się tak skandalicznego (również wg nas) działania - Marcin Libicki z PiS!
Jeśli radni w Gdańsku nie zgadzają się na nadanie szkole imienia Brzechwy, to również dowiadujemy się kto jest temu winny - Piotr Gierszewski, przewodniczący Komisji Edukacji Rady Miasta, członek klubu PiS!
Jeśli natomiast w Poznaniu nie wydaje się zgody na Marsz Równości, a miasto odnosi się krytycznie do projektu Rajkowskiej, to też wiadomo kto jest winny, ale trochę inaczej: to takie zamknięte miasto, mieszczańskie środowisko.

Podejrzewamy, że nie jest Pani superfanką PO, więc tym bardziej nie rozumiemy dlaczego powiela Pani myślową sztancę rodem z Gazety Wyborczej.
-
2009/07/13 23:16:08
Hm, zastanawiam się nad tym ostatnim argumentem, bo nie bardzo wiem, o co chodzi. Czy np. PiS winny jest temu, że w Poznaniu jest taka niechęć do wielokulturowości? Nie, to szerszy problem. Nie tylko mieszczański, ale jakiejś dziwnej przeszłości tego miasta, w dużej mierze endeckiej. I na to nakładają się poglądy polityków prawicy (czy PiS-u czy PO, to akurat w Poznaniu nie robi aż tak dużej różnicy). Zakaz marszu wydał prezydent miasta związany z PO, ale w dużej mierze po skutecznych (i najgłośniejszych) protestach polityków właśnie z PiS-u.
Więc nie powielam sztancy z Wyborczej (chyba, że nieświadomie), po prostu nie widzę potrzeby skupiania się akurat w tym przypadku na poszczególnych partiach (przeciwko Marszowi protestowały różne ugrupowania, także kościelne; natomiast przeciwko projektowi protestuje SARP. Sprawa partii jest naprawdę drugorzędna).
-
Gość: andrzej biernacki, public6532.xdsl.centertel.pl
2009/07/14 00:01:31
Rajkowskiej nie przeszkodzą ani anteny na górze, ani ten bajzel na dole, byleby skubnąć pół melona i erygować (nomen omen) kolejnego miejskiego fiuta. Trzeba jej oddać, że konsekwentnie realizuje swoją kolejną hadżdż po makro cash.
-
2009/07/14 10:09:33
witajcie wszyscy. w końcu o minarecie! minaretowe zamieszanie obserwuję chyba od samego początku. kolekcjonuję wszystko co się na ten temat pojawia. podobnie jak Iza (wiem, że panuje tu zwyczaj tytułowania się Pan/Pani, a ja właśnie go łamię: chyba nie macie nic przeciwko?) mam ambiwalentne odczucia (przy czym pamiętajcie, że to całej sprawy podchodzę z nieco innej perspektywy: czyli nie do końca interesuje mnie minaret jako dzieło sztuki same w sobie - was też z resztą- bo jest to chyba klasyczny przykład na to w jaki sposób działa sztuka publiczna). to, co w minarecie mnie denerwuje to pisząc wprost: kasa. za dużo! za dużo np. w porównaniu z kasą, którą mój instytut dostał na trzyletnie badania dotyczące obecności cudzoziemców w Poznaniu (trzy lata, 15 osób, w tym konferencja, publikacja: 190 tysięcy). denerwuje mnie również to, że w zasadzie jedynie przypisuje się odgórnie nietolerancję mieszkańcom Poznania. my nie wiemy do końca co na to mieszkańcy Poznania: na podstawie forów internetowych trudno stwierdzić dokładnie, kto się zacietrzewia: zebrałam całą ich kolekcję, mam setki stron tych komentarzy (bardzo często są to polscy emigranci, mieszkańcy mniejszych miast Wielkopolski, Warszawiacy, którzy nienawidzą palmy całe mnóstwo tzw. trolli internetowych, no i oczywiście wszędzie pojawiają się Krasnale ze swoim listem).

na tych tzw. konsultacjach społecznych w Arsenale: kto tam był? media, krytycy, Krasnale, trochę studentów, trochę muzułmanek, muzułmanów, aryści, studenci ASP, studenci kierunków humanistycznych tudzież adiunkci. to nie była konsultacja społeczna: poza trzema-czterema negatywnymi wypowiedziami nie było przejawów antyminaretowych, a i tak pojawiając się były zagłuszane. tak się dyskusji nie prowadzi.
-
2009/07/14 10:13:00
ciąg dalszy (nie wiedziałam że są jakieś limity)

mogę się mylić, ale owa nietolerancja, brak otwartości spływa z góry. nie mówię, że jesteśmy tolerancyjną społecznością, narodem. nie i minaret to pokazuje, ale ludziom nie wyjaśnia się niczego mówiąc im jedynie: jesteście beznadziejni, bo nietolerancyjni (media! a media są manipulacyjne). coś takiego też wzbudza negatywne emocje. zatem mój zarzut dotyczy czegoś symptomatycznego: zapomina się o zwykłych ludziach, bo przyjmuje się, że nie są partnerami. przecież to spotkanie było raczej słabo rozpropagowane, miejsce (nie zbyt pojemne), w którym się odbyło też o czymś świadczy.

być może nie dziwnym jest iż poznańska mniejszość muzułmańska popiera minaret: to im daje możliwość stania się bardziej widocznymi, tyle że nikt nie sklarował, że wyznawcy islamu w Poznaniu to w większości konwertyci (więc w jaki sposób będą bardziej widoczni?). próbowałam kontaktować się z przedstawicielami mniejszości muzułmańskiej (ona też nie jest jednorodna i wewnątrz wyraźne są napięcia): zero odzewu. nikogo to nie interesuje w kontekście, który jest nagłaśniany: w kontekście religijności. minaret Rajkowskiej jest jedynie makietą, która emocjonuje niemuzułmanów.

podsumowując: dyskurs nietolerancji oraz dyskurs potępiający ten pierwszy, czy stawiający się w opozycji do niego jest medialno-polityczno-środowiskowy (środowisko artystyczne). on oczywiście bardzo szybko przenosi się na zwykłych zjadaczy chleba. zdaję sobie sprawę z uproszczenia, ale to jest tylko propozycja spojrzenia na to, co się dzieje.

teraz pozytywy: i one nie dotyczą minaretu dosłownie. bardzo podoba mi się idea rezydentury artystów z zewnątrz i mam nadzieję, że to miasto będzie ją kontynuowało, bo jak widać to na przykładzie minaretu ktoś kto jest z zewnątrz może wspaniale i szybko zdiagnozować pewne problemy, zjawiska, które dla artystów/artystek żyjących na miejscu są niewidoczne (i nie tylko dla artystów: minaret jest rewelacyjnym tematem dla antropologów, będziemy o tym pisać za jakiś czas). podobnie jak Joanna Rajkowska jestem pewna, że Poznaniacy oraz Poznanianki bardzo szybko polubią minaret, że się przyzwyczają; podobnie jak mój kolega z IEiAK Waldek Kuligowski jestem pewna, że minaret bardzo szybko spopkulturyzyje się: stanie się atrakcją turystyczną, będziemy sobie z tym minaretem trzaskać zdjęcia
-
2009/07/14 13:10:51
do antropologi_miasta: skoro zbierasz wszystkie informacje na temat Minaretu, czy wiesz coś o ankiecie, którą podobno przeprowadzono wśród mieszkańców osiedla sąsiadującego z tym miejscem? Słyszałem o takich badaniach, ale nie wiem gdzie zostały opublikowane, wg tych informacji zdecydowana większość mieszkańców jest przeciwna powstaniu Minaretu...
Piotr B.
-
2009/07/14 13:53:27
nic nie wiem o tej ankiecie. jest natomiast ankieta na stronie głosu wielkopolskiego. tylko co z tego? jestem absolutnie przeciwna ankietowaniu. co z tego, że ktoś powie tak lub nie, skoro nie wiadomo dlaczego? można przypuszczać, że taką ankietę zamówili zainteresowani tym terenem.
-
2009/07/14 14:49:33
jakiś link do tej ankiety głosu wielkopolskiego można prosić?
-
2009/07/14 15:01:03
Antroplogio-miasta! :-)
Znakomity jest Twój komentarz, zgadzam się w zasadzie z wszystkim. Również podejrzewam, że minaret bardzo szybko "wsiąknie" w krajobraz miasta, może nawet stanie się znakiem rozpoznawczym, jak "Palma" w Warszawie.
Moje obawy też są związane z lekceważeniem głosu mieszkańców, zwłaszcza, jeśli proponuje się coś na zasadzie konsultacji społecznych. A swoją drogą, ciekawa jestem, z czego wynikał ten pomysł konsultacji i jaki miał być ich cel. Moja koleżanka z Indeksu, Lidka Makowska, miała nawet pomysł, że jest to wyśmianie szerszej strategii konsultacji społecznych, które zwykle zwołuje się po to, aby mieszkańcy mogli powiedzieć, co myślą, ale i tak ich głos nie jest uwzględniany przy ostatecznych decyzjach (nie ma takiego obowiązku). Generalnie więc same konsultacje społeczne są wielkim picem na wodę.
Jednak, mamy tu do czynienia z ciekawym precedensem artystycznym, bo jeśli, ktoś mówi o konsultacjach społecznych, to powinien mieć pomysł, jak je przeprowadzić, jak poradzić sobie z głosami przeciwnymi. Wiadomo przecież, że w stosunku do nowatorskich, przewrotnych pomysłów artystycznych ludzie mają raczej stosunek negatywny. Czy wobec tego, zignorowanie tych głosów sprzeciwu, nie będzie pokazywało, że artyści po prostu nie liczą się z publicznością, albo co gorsza, tym, którzy są niechętni projektowi, będzie się mówiło, że są małostkowi, zamknięci, nietolerancyjni, albo wręcz głupi. Ujawni się więc władza sztuki i to władza, która zupełnie nie liczy się z zasadami demokracji, społeczeństwa obywatelskiego... Nie wiem, jak Rajkowska i fundacja Malta zamierza z tego wybrnąć, ale dla mnie w tej chwili to jest najbardziej problematyczny punkt projektu. Jedyne, co można by zrobić, to prowadzić takie dyskusje, żeby mieszkańcom zaczęło na tym projekcie zależeć. Ciekawe, czy to w ogóle możliwe...
-
Gość: andrzej biernacki, public4452.xdsl.centertel.pl
2009/07/14 19:06:34
izakow: "Jedyne, co można by zrobić, to prowadzić takie dyskusje, żeby mieszkańcom zaczęło na tym projekcie zależeć".
Dyskusje? Zdaje się takie "dyskusje", do niedawna zwały się "indoktrynacje".
Proponuję, żeby ci, którym projekt Rajkowskiej tak się podoba, zrobili na niego zrzutę, następnie WYŁOŻYLI i ... do maszyn!
Co do Palmy, nie jest ona żadnym znakiem rozpoznawczym (chyba że dla jakiegoś osła z demencją), bo na tym akurat rondzie aż kapie od innych znaków bardziej rozpoznawalnych. Ta Palma jest tam zbytecznym, smętnym klamotem. Jest dowodem, jak niewiele niektórym potrzeba do pełni szczęścia.
-
2009/07/14 19:44:12
link do sondażu (przy czym pomyliłam się pisząc, że to w głosie wielkopolskim: wszystko mi się już zlewa w jedną całość): www.poznan.naszemiasto.pl/sonda/5785.html
-
2009/07/15 14:16:34
wątpliwości, ambiwalencje, jak to było w przypadku różnych innych projektów nie powinny być
przeszkodą w ich realizacji.
Chciałabym go skrytykować już po realizacji, a nie chciałabym, żeby moje wątpliwości były uznane za dodatkowy argument przeciw samej realizacji.

chyba pani żartuje wydać ponad pół miliona żeby móc coś zobaczyć? I dopiero wtedy ocenić? Kogo stać na takie próby?

List otwarty fundacji Malta wykorzystuje temat cenzury jako chwyt poniżej pasa żeby przepchać projekt. W którym momencie mamy tu do czynienia z cenzurą? Toczy się dyskusja i są za i przeciw.
Indeks 73 powierzchownie i płasko podchodzi w tym momencie do tematu. Okazuje się, że wystarczy że ktoś podrzuci tej inicjatywie pożywkę w której ktoś jest przeciwko czemuś i już ekipa jest zadowolona, bo ma o czym pisać, coś się dzieje. Idea indeksu jest dobra, ale może być zniszczona poprzez takie podejście.

Zgadzamy się z tym, co mówi P. Bernatowicz że cel projektu został już osiągnięty, bo dyskusja która miała być wywołana już trwa. Dlatego forma butaforyczna jak było planowane na początku - jak najbardziej pojawia się na moment, a potem znika, postawione zostaje pytanie i w tym wydaniu to super projekt. Ale realizacja solidnego minaretu przeistacza się z symbolu w niesmaczny obiekt ekspansji religijno politycznej.

O czym świadczy stosunek artystki chociażby do nas i jej wypowiedź podczas dyskusji oraz wywiadów? Wysłaliśmy list otwarty do JR gdzie zadaliśmy konkretne pytania. Artystka wymiguje się od odpowiedzi, nie chcąc splamić swojej czystości, co świadczy o jej poczuciu wyższości i hipokryzji. Mieni się intelektualistką, natomiast nas określa intelektualnym zerem, czym w prostacki sposób ścina dyskusję. Nawet gdybyśmy byli intelektualnym zerem, to i tak mamy prawo otrzymać odpowiedź jako zwykli obywatele. To standardowa, powielana od wielu lat praktyka pseudointelektualistów traktujących resztę jako niegodnych partnerów do podjęcia rozmowy. Z tego wynika również to, że JR nie wie jak się odnieść do zadanych pytań; a projekt okazuje się że jest rzeczywiście powierzchowny i płaski.

Zgadzamy się całkowicie z Piotrem Bernatowiczem również w tej oto kwestii:
meczety i minarety choć nie zawsze były związane z polityczną ekspansją islamu, to dziś w są budowane przede wszystkim wobec niemuzułmańskiego innego. Czyli są wyraźnym
wyzwaniem, a nie symbolem pokoju, tolerancji i koegzystencji. I tym właśnie
stał się projekt Rajkowskiej (choć być może wbrew jej woli) znakiem
politycznej ekspansji tej religii i promowanych przez nią wartości, które mnie
osobiście nie są wcale bliskie.
Zatrzymajmy się np. przy kobietach krajów muzułmańskich, które w świecie islamu nie mają żadnych praw. Minaret JR możemy zinterpretować jako poparcie i promocję pozycji kobiet w tej kulturze. W tradycji tej kultury zawierają się takie zjawiska jak samospalanie (Afganistan), zmuszanie do popełniania samobójstw przez mężów, ojców (Turcja), zakaz edukacji, brak możliwości decydowania samodzielnie o czymkolwiek, chociażby o własnym ciele, itp. itd. I jak tu ma się teoria gender? To są kpiny! Kobieta z Europy promuje wartości islamu, bo jest pod wrażeniem romantycznego pobytu na Bliskim Wschodzie. Zwykły Polak, nawet katolik z wąsem też pani pomoże nieść plecak (bo takie zdarzenie między innymi pani tak mile wspomina ze swych podróży i głębokich doświadczeń) Czy trzeba być islamofilem aby nie podpaść i być politycznie poprawnym? W tym przypadku brak tolerancji nie uważamy za rzecz negatywną i sądzimy że islamofobia jest objawem pozytywnym, mechanizmem obronnym przed narzucaniem wartości, które mijają się z zasadami wolności i demokracji.
-
2009/07/15 14:19:30
cd.
Gender:
Uważamy używanie w tym kontekście teorii gender za całkowicie naciągane a wręcz za kolejny chwyt poniżej pasa. Sztuczne używanie jakiejś ideologii żeby przepchnąć swój projekt. Czy cokolwiek zostanie zrobione przez kobietę z marszu należy do gender? Nie przesadzacie? Też mamy kobiety w swojej grupie i my jako krasnalki jesteśmy wyraźnie przeciw używaniu nośnej teorii gender do zadawania ciosów poniżej pasa. Teoria gender jest ważna, istotna, ale przez takie naciąganie zostaje spłaszczona. Tylko dlatego że osobnik płci żeńskiej wykonał jakiś projekt.

Generalnie cała ekipa która stoi za projektem dopuściła się serii niedopuszczalnych ciosów poniżej pasa:
- JR zwykły odbiorca to intelektualne zero, niegodny tego aby z nim rozmawiać
- Fundacja Malta użycie hasła cenzury w sposób zakłamany i hipokratyczny; nieetyczne stosunek do werdyktu konkursu na daną przestrzeń
- Indeks 73 w ich interesie jest aby poprzeć przypadek jako związany z cenzurą, gdyż wpływa to na korzyść marketingową tej organizacji
- nieetyczne i naciągane podejście do teorii gender. Wystarczy że osobnik płci żeńskiej zrobi coś kontrowersyjnego i już ma immunitet przedstawicieli teorii gender.
- narzucanie islamofilii jako jedynej prawidłowej opcji, szantażowanie brakiem politycznej poprawności
-
Gość: andrzej biernacki, public529.xdsl.centertel.pl
2009/07/15 17:46:59
the krasnals: "JR: zwykły odbiorca to intelektualne zero, niegodny tego aby z nim rozmawiać"

To jest właśnie rzeczywisty wymiar polityczny aktywności zwanej dziasiaj sztuką.
Tak, jak politykowi wyborca potrzebny jest do wrzucenia kartki z głosem, a potem niech sp...a, tak tzw. artystce odbiorca jest potrzebny do wpłaty (w formie podatku) do budżetu, z którego jej wypłacą na projekt, a potem odbiorca niech sp...a.
-
2009/07/15 22:31:56
Iza,
Bardzo mi się podobają Twoje rozważania.

Argument o tym, że minaret może się kojarzyć z penisem... To świadczy o jakimś permanentnym ubóstwie wyobraźni, także tej teoretycznej... Czy wszystko co stoi do góry i prosto musi być falliczne?? Na litość boską... To wszystkie kominy też (i wieże kościelne). Mój wniosek - nasza wyobraźnia jest fallocentryczna, a może jeszcze lepiej - może peniso-centryczna (to nie to samo...). A minaret widziałabym nie tyle jako "ciało obce zadające gwałt" ale może: implant!!! Tak! Implant! Albo plombę.

O Libickich i innych bojownikach o czystość rasową i narodową demokrację pisać nie będę, bo szkoda słów. Tu nas nic nie zaskoczy.

Argument o przecięciach osi architektonicznych... Jak budowano Kupca Poznańskiego, to nikomu blokowanie widoków nie przeszkadzało? Hipokryzja.

Zastanawiam się natomiast, czy gdyby autorka wpakowała minaret w środek nowej galerii handlowej, a na jego szczycie zrobiła ekskluzywny pub z platformą widokową to też by tak poznaniaków i estetów oburzało? Mam wrażenie, że chyba nie bardzo...

"Kulturowa otwartość miast" może wynikać z idei "włodarzy miasta", a może być po prostu chwytem marketingowym. W kontrowersji wokół minaretu, jak ją opisujesz, ta otwartość wygląda na mocno naciąganą. Ktoś być może doszedł do wniosku, że "otwarci bądźmy, ale nie aż tak". I może ta kontrowersja, ta "nagość króla" jest bardziej ciekawa, niż cały projekt z minaretem?

Czuję, jakbym się skądinąd powtarzała... Hm... Moje odczucia wobec sztuki współczesnej.
Uściski
-
Gość: qwerty, chello089076078070.chello.pl
2009/07/15 22:40:32
projekt pożal się Boże dowodzi znów - Rajkowska do powiedzenia ma niewiele,bardzo mało ..palma w stolicy to dno totalne i za kazdym razem jak ją widzę paw podchodzi mi do gardła szybciutko. " Ta Palma jest tam zbytecznym, smętnym klamotem."plus Paszport..litości !
Rajkowska wrzuca bez odpowiedzilności (bez zastanowienia głębszego,jeżli wiecie co mam na myśli ) symbol i róbta co chcecie dalej z tym bo sama ani przeciw ani za Islamem est ... jaki tu sens takiego sensu ?!
-
Gość: andrzej biernacki, public529.xdsl.centertel.pl
2009/07/15 23:58:52
Sens jest: dużo dymu, punkt w biografii i kasa. Te dyskusje tutaj pełnią taką rolę przy tym sensie, jak publicystyka w gazetach przy ich clou - reklamach. Pełnią rolę WYPEŁNIACZY, paszy objętościowej przy paszy treściwej. Tymczasem tak się będzie manewrować, aż się wymanewruje z budżetu Poznania to, co jest do wymanewrowania. Te wszystkie Urban Legends, Dni Pyrlandii i minarety są wyłącznie obliczone na wymanewrowanie. Po tygodniu o tej mieliźnie nikt nie pamięta i do następnego razu. Forma tych palm i minaretów w koło Macieju ta sama:"celowy" banał, "celowe" rąbanie na żywca, "celowa" toporność, "celowe" uproszczenie. I "celowe" dotacje. Niedawno babę z kiosku sądzono, bo nie rozliczyła wpływu 60 groszy. A tu balkonik na rzeczonym fiucie, czy parę smętnych liści na palmie kosztuje setki tysięcy. Rozprawiajcie o swoich upodobaniach jeszcze ruski miesiąc, mi się podoba, mi się nie podoba. Żałosna naiwność.
-
2009/07/16 00:50:40
I zgadzam się z Andrzejem Biernackim: warszawska palma wygląda żenadnie. Co nie zmienia faktu, że z pewnością ma wielu wielbicieli...
-
2009/07/16 09:13:55
Dla mnie ciekawe są reakcje na stanowisko SARPu - ich krytyczne stanowisko zostało odebrane jako zamach na wolność słowa/twórczości itp... Tymczasem wolność wypowiedzi powinna chyba działać w obie strony...
-
2009/07/16 09:19:29
Minaret Rajkowskiej - czy ludzie są otwarci na pomysł artystki?

NIE.

Przecież jak tylko stara jest historia sztuki - zawsze byli potrzebni mecenasi, którzy sponsorowali artystów, aby Ci mogli działać. Fakt, czasy się zmieniły i nie są to posągi pięknych bogów, ale inne obiekty artystyczne.
Prawie wszyscy z Was mówicie tu o pieniądzach, że Rajkowska chce je wydudnić dla siebie - wydaje mi się, że wciąż jesteśmy sto lat za plemionami pierwotnymi :-) , nazywacie to minetą, uprawiacie krytykanctwo, cos Wam się musi tylko podobać, wszystko musi mieć sens, wszystko musi być logiczne, jasne, czyste i klarowne, czujecie się oszukani, że palma Wam przeszkadza, że wszystko Wam przeszkadza, że wszyscy Wami manewrują, że wszystko jest nieudane, że musi mieć przesłanie, uzasadnienie, zamiast się cieszyć, iż powstaje coś niecodziennego w takim kraju jak Polska.....

ufffffffffffff...
ale się spociłem...

Tomek
-
Gość: andrzej biernacki, public204.xdsl.centertel.pl
2009/07/16 10:21:24
NIE. Nie kolego, nie ma tak dobrze. Otóż jak stara jest sztuka, tak byli DOBROWOLNI mecenasi PRYWATNI. Tzn. tacy, co SWOJE upodobania realizowali SWOJĄ kasą. A tu mamy sytuację, w której potencjalny wróg minaretu - poznański podatnik, będzie ZMUSZONY go sfinansować. On JUŻ SFINANSOWAŁ dwumiesięczną rezydencję Rajkowskiej.
Dla mnie -choć projekt klasyfikuję jako artystyczne i filozoficzne zero- minaret może stanąć gdzie Rajkowska wymyśli, nie musi mieć przesłania, nie musi być udany, nie musi być logiczny, może nie mieć sensu. Za minaret może posłużyć nawet lampa uliczna w zwisie (też na osi synagoga - Ostrów Tumski),

byleby znalazł DOBROWOLNIE finansujących go mecenasów.

W tym względzie niewiele się zmieniło po 1989 r.: Nadal jesteśmy uszczęśliwiani przez kogoś czymś, za nasze pieniądze
-
2009/07/16 10:49:09
Jakby nie patrzeć, nikt na pewno nie zbiednieje przez to, a jeżeli czuje się ktoś okradany to musi liczyć się z tym, że na świecie nie ma sprawiedliwości.
A czysta sprawiedliwość, uczciwość to ideały - słuszne, ale niemożliwe.

I z pewnością nie istnieli sami mecenasi prywatni, zgadzam się z Panem - jednak tylko częściowo.

Poza tym jak można być wrogiem czegoś co jest działaniem artystycznym? To niezgodne z wolnością wypowiedzi twórczej.

Ah bracia i siostry... ręce odpadają - tyle sprzeczności

:-)))

Tomek
-
2009/07/16 10:59:48
" (...) wszystko musi mieć sens, wszystko musi być logiczne, jasne, czyste i klarowne, czujecie się oszukani, (...) musi mieć przesłanie, uzasadnienie(...)"

niby nie musi, ale dobrze by było :)

"Poza tym jak można być wrogiem czegoś co jest działaniem artystycznym? To niezgodne z wolnością wypowiedzi twórczej."

A wolność wypowiedzi nie powinna działać w obie strony? I obejmować także ewentualnej krytyki działań artystycznych?

-
2009/07/16 11:06:57
"A wolność wypowiedzi nie powinna działać w obie strony? I obejmować także ewentualnej krytyki działań artystycznych? "

Wtedy nie byłaby to wolność wypowiedzi twórczej. Artysta nie może być skażony opiniami krytyków w czasie kiedy coś się kształtuje, wychodzi spod jego rąk, bo wtedy jego wypowiedź nie jest szczera.
:-)))
-
2009/07/16 11:19:33
Artysta nie egzystuje w próżni, zawsze coś na niego wpływa. Natomiast prezentując swój projekt publicznie równocześnie poddaje go dyskusji/ocenie/pochwale/krytyce. Wolność artysty - jak najbardziej, ale nie odbierajmy równocześnie wolności wyrażania poglądów odbiorcom.
-
2009/07/16 11:56:07
Ależ nie mam takiego zamiaru :-)))) ani mocy sprawczej :-))))

-
2009/07/16 12:45:46
Mam inny pomysł - trzeba w trybie natychmiastowym napisać list do Pani Rajkowskiej, żeby zmieniła swoją koncepcję i zamiast minaretu ustawiła pomnik Jana Pawła 2 - wtedy wszyscy będą szczęsliwi, nikt nie podważy projektu, pieniądze znajdą się szybko, nawet jeżeli pojawią się protesty, to nikt i tak nie będzie ich słuchał. Wtedy na 99% nikt nie zrobi ankiety, nikt nie zaprosi Was na dyskusję.

Będziemy szczęśliwi, w "kolumnie" zakochani, radośni, będziemy fetować.

Chociaż pewnie i tak znajdą się tacy, którzy będą dyskutować, czy pomnik jest podobny do Ojca świętego czy nie...

Słońca życzę :-)))
-
Gość: andrzej biernacki, public204.xdsl.centertel.pl
2009/07/16 13:21:03
Ależ Słońce, czyli mojarzezbo, Minaret z zasady jest właśnie, dokładnie tym - pomnikiem Jana Pawła II, tyle, że skierowanym do innych środowisk. O tyle lepszym, dopóki DOBROWOLNIE finansowanym przez kościół, moher etc.. I -rzecz jasna- także podlega ocenie. Wyborcza np. pośwęciła 2 stronę(!) kilku swoich wydań, by dyskredytować wszystkie pomniki JP II, udane, nieudane, jak leci.
Minaret i pomniki papieża są tym samym z uwagi na:
1. wpychanie na siłę w przestrzeń publiczną
2. Uwiąd inwencji twórczej - powielactwo,
3. Pozory misji religijnej lub politycznej a w istocie ignoranctwo (wali mnie ..itd), płycizna i łopatologia
4. Liczenie się wyłącznie z przestrzenią ideologiczną, a nie zastaną, plastyczną czy architektoniczną.
Księżyca życzę, zwłaszcza, że rocznica lunarnej misji Apollo 11.
-
2009/07/16 13:21:23
*Ojca Świętego
-
2009/07/16 13:22:49
Dziękuję Księżycuniu :-)))
-
Gość: Towarzysz Winnicki, aamu171.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/16 13:36:33
,,, ....zwłaszcza, że rocznica lunarnej misji Apollo 11.,,
- dlatego stawiam formalny wniosek o wystrzelenie Minaretu w kosmos...(zaprosić również Rosjan do projektu ....)
a kasa w USA się na to znajdzie....(tu patrz :wodospady w mieście)
z partyjnym pozdrowieniem!
-
2009/07/16 16:26:27
Panie Andrzeju - dorobił Pan do tego minaretu taką "filozofię", że aż chce mi się polecieć na Księżyc .

:-))))))

Mam nadzieję, że dzisiaj jego widoku nie przysłonią chmury. Zabiorę nań ze sobą krakersy i będę jadł sYr księżycowy :-))))))))))
-
Gość: andrzej biernacki, public12029.xdsl.centertel.pl
2009/07/16 18:30:48
Nie sYr, a sYf księżycowy. Proszę uważać na żer, bo przez żołądek do se...dna.
A propos sedna, czy naprawdę nie widać, co tu rozpaczliwie wylazło? Sam używam, zupełnie niepotrzebnie, różnych argumentów a sprawa jest prosta: Jedni mają tworzyć na własne ryzyko, a inni wg schematu:
nacjonalizować koszty i prywatyzować zyski.
To właśnie przypadek Minaretu. I choć od co najmniej dwóch dekad znamy pojęcie "Pomocy de minimis", udajemy zbiorowo wariata, że kasa to tutaj jakiś margines. Przypomnę tę definicję: Pomoc de minimis to forma pomocy publicznej niewielkiej wysokości, która nie zakłóca konkurencji na rynku". W rzeczywistości każda zakłóca, a już na pewno pomoc w wysokości 540 tys + koszty rezydencji czyli

pomoc rzędu 200- miesięcznej, lub 15-letniej (!!!) średniej płacy.

Niech się później Krasnale nie dziwią, że JR nie chce z nimi gadać, bo dla niej to oni są gołodupcy. Ja, zresztą, też, jak i każdy inny dyskutant tutaj.

PS. Mam nadzieję, że nazwisko kuratorki wykonawczej (Grobelny) - beneficjentki minaretowej dotacji in spe, przypadkowo zbiega się z nazwiskiem donatora in spe (to byłoby za proste), którego zastępca zastanawiająco entuzjastycznie (jak na donatora) wypowiada się o bądź co bądź dyskusyjnym projekcie.
Ponieważ animatorem całego zajścia jest Galeria ENTER, przestrzegam informatycznie: Nie grzebać w Setupie!
-
2009/07/16 22:34:26
Ale Pan złośliwy z tym syfem ...
-
Gość: lidka@indeks73.pl, apn-77-112-65-207.dynamic.gprs.plus.pl
2009/07/17 01:45:08
Włączam się rozmowy i wracam do istoty sprawy: czy Poznań jest miastem otwartym?
U mnie w Gdańsku taki projekt jak Minaret zostałby w zalążku spacyfikowany pod pretekstem proceduralnych przeszkód. A gdyby udało się go przemycić do opinii publicznej, od razu gromy z Klasztoru w Oliwie i tzw. środowisk kulturotwórczych uderzyłyby w artystkę i producenta / organizatora, i sprawę zamieciono by pod dywan.
Spór o Minaret Rajkowskiej oceniam jako niezwykle istotny, a w szczególności fakt, że w ogóle do niego doszło i nie jest kanalizowany. Minaret wytycza nowy kierunek, jak odbić się od ściany nieprzepracowanych historycznych obciążeń Poznania. To leczenie dżumy cholerą, fakt, ale dotychczasowa terapia niezbyt dobrze skutkowała. Z ogromnym zainteresowaniem śledzić będę proces uspołecznienia Minaretu. Joanna Rajkowska obnaża jedną z największych bolączek naszych miast, czyli konsultacje społeczne. Jakkolwiek by ich nie przeprowadziła, otwiera puszkę pandory.
Celem konsultacji jest wspólna decyzja, wiążąca wszystkich uczestników konsultacji. Ale istotą tego procesu (może i czasami ważniejszą niż produkt końcowy) jest negocjowanie stanowisk, spór, krytyczna refleksja.
Nawet jak poznaniacy odrzucą Minaret, i on nie powstanie (co byłoby ogromną szkodą), ferment pozostanie. Obnaży też nieskuteczność i fasadowość konsultacji społecznych.
I na koniec o stanowisku SARPu. Z pozycji Indeksu 73 skrytykowałam postawę architektów, gdyż ich głos nie ma wyłącznie wymiaru opiniotwórczego, ale dużą moc sprawczą. Ich negatywna opinia może zablokować projekt. I w konsekwencji ograniczyć dostęp do sztuki, z czym w Indeksie 73 się zmagamy. I nie chodzi nam - jak błędnie myślą the Krasnals - o szukanie na siłę tematów, ale o nagłaśnianie przypadków naruszania wolności twórczej, jeszcze przed "aktem cenzorskim". Czuwamy, bo najniebezpieczniejsza jest cenzura niejawna, za pomocą procedur oraz argumentów ekonomicznych i żądań, by z publicznych pieniędzy nie finansować takich dzieł jak Minaret. Prawie 200 przypadków zagrożenia wolności twórczej na naszym portalu w ciągu póltora roku świadczy o niebezpiecznie wzrastającej skali tego zjawiska. Nie biczujemy cenzorów, staramy się natomiast poszerzać pole do krytycznej refleksji, edukować, uświadamiać i dawać artystom i kuratorom narzędzia prawne i dyskursywne. W sprawie Minaretu tez mamy nadzieję, że dyskusja wokół dzieła zmieni ogląd dzisiejszych przeciwników, mamy jeszcze rok... To dużo, trzeba to odpowiedzialnie wykorzystać.
-
Gość: andrzej biernacki, public12029.xdsl.centertel.pl
2009/07/17 13:08:05
Pani lidko mylą się Pani przymiotniki, powinna Pani zapytać, "Czy Poznań jest miastem ROZWARTYM). Otwarcie nie oznacza bowiem bezkrytycznego przyjęcia w ramiona, a rozwarcie i owszem: Chodźta, właźta, z czym kto tam ma.
Pani się zapomniało, że jeżeli społeczeństwo ma płacić i pośród ogólnego bajzlu okolicy, na to latami patrzeć, to godzi się skonsultować z nim projekt. I TA KONIECZNOŚĆ JEST WŁAŚNIE PIĘTĄ ACHILLESOWĄ TEGO TYPU PROJEKTÓW. Z historii, w tym sztuki wiadomo, że wszelkie pozaautorskie wtręty zawsze są ze stratą dla dzieła.
Z drugiej strony istotą konsultacji jest możliwość z nich skorzystania lub nie. W przypadku Minaretu gołym okiem widać, że te konsultacje to pic, odwalanie pańszczyzny, alibi dla wydatku urzędnika, który nie czekając na konsultacje:

z nagła (jak wuj wujnę) projekt Rajkowskiej był pokochał.

Trudno się zresztą dziwić Pani postawie, która zakłada, że jak w tej chwili w Polsce odbywa się powszechne marnotrawstwo lub ściślej grabież samorządowa, to dlaczego NASZ artysta ma nie skubnąć działki.To jest właśnie leczenie dżumy cholerą. W dupie ma Pani takich jak ja (choć podobno indeks walczy z wszelką opresją w sferze sztuk), którzy chcą i potrafią za swoje projekty (artystyczne i społeczne) słono płacić. Wbrew deklaracjom, w głębokiej pogardzie ma Pani fakt, że coś się zdarzyło w 1989 roku, że społeczeństwo wypieprzając jednych NASZYCH nie chce kolejnych NASZYCH. Że WOLNOŚĆ w ogóle, to także WOLNOŚĆ WYBORU tego, co chce się opłacać. Pani chce projekty Rajkowskiej arbitralnie opłacać pieniędzmi z podatków od sprzedaży na WOLNYM RYNKU dzieł innych, działających w Poznaniu artystów. I jeszcze jak by tego było mało, wyłączyć Rajkowską spod wszelkiej rzeczowej oceny (np. członków SARP-u, co by nie powiedzieć, legitymujących się wykształceniem kierunkowym i dorobkiem, startujących w konkursach na projekty i odprowadzających podatki do kasy miasta), szafując na prawo, i częściej na lewo, pojęciem cenzury. Myląc i mydląc, jako żywo opowiada się Pani za komuną w czystej (mydląc) postaci. Czyżby kolejna Mydlidka?
-
2009/07/17 19:31:19
Próbowałam przeczytać te komentarze po dwóch bodaj dniach nieobecności. Dziwny obraz się z tego wyłania, trochę takie "Huzia na Józia" - na projekty Rajkowskiej. Uważam, że Palma jest świetna i stała się już symbolem Warszawy.
Co do Minaretu mam wątpliwości, ale jednak nie są to wątpliwości związane z kwestią finansową. Bo musiałabym wiedzieć, czy w budżecie miasta 500 tys. to dużo czy mało, ile pieniędzy miasto daje na inne alternatywne projekty (Antropologia_Miasta sugerowała, że jednak dużo mniej i tu widzę problem)? Jaki jest całkowity budżet na kulturę (i jakie inne projekty są finansowane), a jaki jest budżet na inne dziedziny? Ile np. miasto wydaje na piłkę nożną (myślę, że porównując te wydatki, to pieniądze na Minaret są symboliczne). Ale osoby, które tutaj dyskutują jako przeciwnicy Minaretu, w ogóle o te kwestie nie pytają, tylko odsyłają do prywatnych sponsorów, jakby zakładając, jako oczywistość, rynkowe, neoliberalne funkcjonowanie sztuki. Gratuluję takiego myślenia, które może nas doprowadzić do sytuacji, o której pisze Ala - możemy mieć minarecik, ale jako ozdobę galerii handlowej, najlepiej jeszcze z jakąś stylową kafejką w środku. Bo w neoliberalizmie nie ma miejsca ani dla przestrzeni publicznej, ani dla sztuki; jest tylko miejsce dla towaru (również sztuki jako towaru) i jego konsumentów.
Oczywiście, ja bym chciała np. poznać budżet projektu. Uważam, że Rajkowska powinna odpowiadać na stawiane jej zarzuty, listy otwarte itp., bo inaczej wchodzi w arogancką postawę władzy. A to wydaje mi się dużo bardziej niebezpieczne niż kwestia tego, ile ten projekt ma kosztować.
Nie zgadzam się z argumentem The Krasnals (choć akurat Wasze argumenty są bardzo ciekawe), że ten projekt narzuca islamofilię, raczej uderza w islamofobię (np. wszystkie te argumenty przeciwko przyjmowaniu Turcji do UE), ale to nie to samo.
Zgadzam się natomiast z argumentem, że Fundacja Malta nadużywa w tym sporze słowa cenzura, bo po pierwsze żadnej cenzury jeszcze nie było, a po drugie miały być konsultacje społeczne, których istotą powinny być różne opinie.
Bzdurą jest, że w interesie Indeksu jest poparcie projektu w akcie przeciwdziałania cenzurze, bo jest to uproszczenie i gdybyśmy tak płasko widzieli cenzurę, to moglibyśmy już dawno spakować manatki.
Raczej celem naszym jako Indeksu jest dyskusja na temat wolności twórczej; ale np. mnie jako żywo interesuje też kwestia, w jaki sposób neoliberalizm wpływa na tę wolność i ją ogranicza (no i tu mogę wrócić do argumentów np. Andrzeja Biernackiego, żeby Minaret był sponsorowany przez kogoś prywatnie).
Na razie tyle. Pozdrawiam
-
Gość: andrzej biernacki, public8368.xdsl.centertel.pl
2009/07/17 20:21:18
Drogie dzieci, zostawcie bajki o wilczym neoliberaliźmie pierwszemu mulatowi Rzplitej i i wstawcie je na górną półkę bliźniakom z Żoliborza.
Jeżeli porównujecie, zostawcie -na razie piłkarzy Poznania, a porównajcie dotacje w obrębie środowiska artystów. W przeciwnym razie potwierdzacie moją diagnozę o leczeniu dżumy cholerą, czyli rwaniu co się da w obliczu powszechnej grabieży samorządowej.
Polecam analizę zakupów do regionalnych Zachęt, polecam analizę publicznych dotacji do projektów i wystaw, polacam analizę karier krytyczno-kuratorskich czy dyrektorskich pod kątem proponowanego paradygmatu, polecam analizę pod tym samym kątem struktury zatrudnienia w starych, a zwłaszcza nowych, powstających jak grzyby po deszczu instytucjach dotowanych. Ja (właściciel okularów -1) widzę całą tę bezczelną perfidię, żywcem z komuny, a Wy mi tu o neoliberaliźmie. Najpierw wypieprzmy, co JUŻ JEST do wypieprzenia, a później będziemy się straszyć POTENCJALNYM. Kiedyś tu napisałem, że rodzina zmarłego klasyka, o krystalicznym kręgosłupie i takiejż drodze legendarnego pedagoga - Sienickiego musiała dopłacić do jego wystawy krakowskiej 60-70 tys., a ja mam załamywać ręce nad Rajkowską czy zwali mnie na 10 razy tyle w drugą mańkę. Przez grzeczność nie porównałem tych zjawisk, ale wyznam prostacko, że porównać bzdeta Rajkowskiej do zamkniętego dzieła ww malarza, to jak porównać gówno z twarogiem. Sorry najmilsi.
-
2009/07/17 21:26:12
żeby nie było, że nie potrafię bez Kozyry ;). Zgadzam się z Panem Andrzejem. Wypowiedź Pani Lidki pokazuje, że Indeks73 dba o prawa sztuki oficjalnej, a co z innymi?

Jeśli chodzi o SARP to na tym polega jego rola. Gdyby ich głos nie był opiniotwórczy i wiążący po co byłoby utrzymywać takie gremium? Dla stwarzania pozorów, że u nas jest swoboda wypowiedzi? Swoboda polega właśnie na tym, że jedni mają prawo się domagać, a inni protestować, że jedni są od opiniowania, a inni od kwestionowania opinii, że jak skonsultujemy i przegłosujemy to ci, którzy byli przeciw mają prawo gderać i stawać na głowie, żeby jednak wygrać. Tak wygląda demokracja, bezustanny

W czasach minionego ustroju nie było fermentu. Były głosowania i konsultacje i wszyscy byli za. Wtedy jednak mogłam zapisać się do kolejki albo PZPR. Dziś każda próba skomunikowania się z instytucjami oficjalnymi kończy się pogardliwym spojrzeniem, w domyśle spadaj albo płać.

Wiem, bywam nieznośna, ale zapewniam, tylko na oficjalnych forach. Straciłam cierpliwość. Po Kozyrze straciłam cierpliwość bo zobaczyłam, że te wszystkie argumenty w obronie prac KK to były frazesy, nikt nie wniknął w przekaz Kozyry, nikt nie zastanowił się nad tym co się stało i o czym naprawdę ona mówi. Zmuszono widza aby uznał Kozyrę. Kozyra dziś jest święta i martwa. Bardzo łatwo zostać klasykiem będąc artystą obiegu oficjalnego.

Wymaga się od widza, aby bez szemrania zaakceptował to, co proponuje oficjalny (finansowany ze środków publicznych) obieg. Wybaczcie, ale to już było. Bez szemrania było przed 1989, a właściwie przed 1980. Wtedy byłam młoda i zajmowała mnie młodość, mam to sobie za złe, więc nadrabiam zaniechania. Uważam, że moim obowiązkiem jest dopilnować, żeby nie było powtórki sprzed 1980, bo nie tęsknię z tamtymi czasami. W sztuce niestety mamy stan sprzed 1956. Przesadzam? Nie da się bez przesadzania uprawiać ogródka. ;)

Wmawia się nam, że mamy prawo, ale tak naprawdę nie mamy żadnych praw. Uważam, że obecna sytuacja jest przejawem ukrytej cenzury. Nikt spoza oficjalnego obiegu nie ma prawa zabierać głosu w oficjalnym obiegu. Jeśli nawet coś takiego ma miejsce to tylko jednostki i na szczególne zaproszenie. Wolny rynek? Fikcja. Wolna amerykanka.

Co to znaczy dostęp do sztuki? Z tego co mówi Pani Lidka wynika, że dostęp do sztuki odbiorca ma wtedy kiedy ma dostęp do prac Rajkowskiej. Sztuka to nie tylko Minaret, Palma, Dotleniacz. Konstytucja gwarantuje prawo do twórczości i publikacji także mnie, panu Andrzejowi itd. Każdy artysta ma milion pomysłów. Czy art. 73 nakazuje realizację wszystkich tych pomysłów z publicznej kiesy? Bądźmy rozsądni.

Bolączki obnaża wielu artystów, na wiele sposobów. To nie jest argument. Zgadzam się najniebezpieczniejsza jest cenzura niejawna, za pomocą procedur oraz argumentów ekonomicznych i żądań. Taka cenzura dotyka 99% artystów w Polsce. Prawa do swobodnej wypowiedzi ma ten 1% pod skrzydłami publicznych prestiżowych galerii zatrzaśniętych na wszystkie spusty, przed każdym innym artystą. Te instytucje sztuki ( i tylko te) mają dostęp do mediów. Co warta jest moja wolność słowa bez prawa dostępu do mównicy? Szeptać po kątach mogłam i w minionym ustroju.

Pani Lidka pisze: "W sprawie Minaretu też mamy nadzieję, że dyskusja wokół dzieła zmieni ogląd dzisiejszych przeciwników, mamy jeszcze rok..."

W sprawie Minaretu Indeks73 jest za. A ja sądziłam, że zasadą każdego Trybunału Konstytucyjnego jest jego bezstronność. TK nie mówi, że jest zwolennikiem czegoś i chce, żeby przeciwnicy zmienili swoje nastawienie. TK mówi, że coś jest zgodne z konstytucją lub nie. Wydawało mi się, że Indeks 73 powołując się na art. 73. Konstytucji chce być bezstronny. Zacytowana wypowiedź pokazuje, że jest stroną, ma nadzieję, że przeciwnicy zmienią zdanie. Jakie prawne (konstytucyjne) argumenty przemawiają na rzecz Minaretu? W którym miejscy przeciwnicy kwestionują art. 73 i Art. 10 EKoOPCiPW?
-
2009/07/17 22:18:58
"Nikt spoza oficjalnego obiegu nie ma prawa zabierać głosu w oficjalnym obiegu".
To oznaczałoby, że są artyści, którzy "rodzą się" już w tym, rzekomym, oficjalnym obiegu. Oczywiście to bzdura. W zasadzie wszyscy ci, którzy są w tym "oficjalnym", wcześniej byli w "nieoficjalnym" (dotyczy to też Kozyry). Inaczej by ich nie było. Są jeszcze krytycy, kuratorzy ("pole sztuki"), którzy, jak sądzę, są wszystkiemu winni. To oni wybierają, co jest wartościowe, a co nie. I może by tak wziąć pod uwagę to, że dla niektórych liczą się po prostu dobre prace (przynajmniej w ich mniemaniu)?
Ja tam "winę" mogę brać dla siebie, ale obwinianie wszystkich świętych wydaje mi się objawem desperacji. Bo czy nie jest tak, że przynajmniej przez niektórych przeciwników Rajkowskiej przemawia po prostu zazdrość (dlaczego to ja nie dostałem/dostałam tych 500 tys?).
P.S. Panie Andrzeju, te paternalistyczne odzywki są troszkę nie na miejscu.
-
2009/07/17 23:14:07
Sądzę, że część ludzi (szczególnie artystyczna brać) zazdrości najzwyczajniej w świecie tych pieniędzy, tej możliwości realizowania projektów.

Zazdrość to porażka umysłu...

Przykre, ale prawdziwe

Smutno mi :-(((
-
Gość: Beata Wąsowska, aaju188.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/17 23:56:39
Pani Izo, to nie jest zarzut kierowany do osób, wiem, że w tych miejscach jest publikowanych sporo ważnych prac, działa wielu znakomitych artystów i krytyków, sama jestem gorącą orędowniczką sztuki w proponowanym przez obieg oficjalny wydaniu, ale boli mnie brak symetrii. Ja jestem otwarta na tamtą propozycję, a w drugą stronę to nie działa (i nie chodzi mi o siebie). Mam poczucie bycia poza obiegiem i to nie jest wybór.

Problem polega na tym, że nie ma jawnych "ścieżek kariery". No bo jaką drogę przeszli ci oficjalni artyści że znaleźli się tam gdzie są? Byli w pewnych pracowniach, na pewnych uczelniach. Zawsze w tych samych pracowniach, na tych samych uczelniach. To dobrze i źle. Pokazuje, że nie ma przenikania do centrum. Wszystko dzieje się w zamkniętym obiegu markowych pracowni, które proponują pewien gatunek sztuki. Nie każdy dobrze się czuje w tym gatunku, a inne gatunki nie mają wejścia na salony.

Krytycy nie są niezależni. Ktoś zamawia recenzje, ktoś płaci. Pani Izo czym się Pani kieruje pisząc recenzje? Tak wiele się dzieje, co stanowi kryterium wyboru recenzowanych wydarzeń? Które z recenzji są publikowane i gdzie? Nie powie mi Pani, że robi to za własne pieniądze, bezinteresownie (na tym zasadza się niezależność). Na prowincji nie ma krytyki, a ta z centrum widzi tylko centrum.

Zazdrość. Bądźmy poważni. Jak ktoś jest Mozartem, to nawet Salieri to doceni. A jak nie jest to każdy czuje się równie uprawniony i ma rację. Każdy mógłby zrobić taki Minaret. Nie każdy może nie dlatego, że tego nie wymyślił, albo mniej talentny. Nie może dlatego, że jest poza obiegiem. A skoro tak, to będzie obiegowi patrzył na ręce bo na tym polega demokracja. I obieg oficjalny niech się nie obraża (i nie nalatuje na drugi obieg), tylko udowodni, że ma rację jakością prac i argumentów.

Projekt jest wybitnie konfliktogenny co widać po temperaturze i obfitości reakcji, ale jego orędownicy nie ustępują. Mają prawo dążyć do celu, ale gra powinna być fair, a te zagrywki z cenzurą i wszystko co wypunktowali Krasnale pokazuje, że tak nie jest. Jak zwykle ma miejsce nagonka na przeciwników, którą nazywa się troską o wolność wypowiedzi.
Oponenci: cenzurują, są zamknięci, narzucają, utrudniają, blokują, ograniczają dostęp, uniemożliwiają, naruszają wolność twórczą i swobodę wypowiedzi, zagrażają, są niebezpieczni, zacofani, zaściankowi, moherowi. Trzeba by zrobić taki słowniczek retoryki oficjalnego obiegu w obronie swoich kontrowersyjnych projektów. Zawsze jest tak samo. Te same słowa i takie same nieczyste zagrania. Jak w Sejmie. Polityka i nic więcej.

Parafrazując Panią Lidkę "W sprawie Minaretu mam nadzieję, że dyskusja wokół dzieła zmieni ogląd dzisiejszych zwolenników, mamy jeszcze rok... To dużo, trzeba to odpowiedzialnie wykorzystać."

Ps. W stwierdzeniu pani Lidki (oraz w parafrazie) jest zawarta presupozycja. Odpowiedzialnym będzie ten kto zmieni zdanie. ;)
-
Gość: andrzej biernacki, public8368.xdsl.centertel.pl
2009/07/18 00:13:56
Poważna luka w rozumowaniu. Gdybym zazdrościł Rajkowskiej te pół bańki z publicznej kasy jak się tu finezyjnie sugeruje, zazdrościłbym jej i z prywatnej. A tymczasem życzę jej sfinansowania całości przez entuzjastów projektu nawet, jeśli dla mnie nie ma on sensu artystycznego. To raz.
Zwrot: Drogie dzieci miał związek z frazą z bajkami. To dwa.
P. Izo, niech Pani nie szermuje określeniem dobra praca, bo co do kryteriów nie ma jasności. Chyba, że dobra tzn adekwatna do tego co się aktualnie kleci nad Tamizą czy Hudson. To trzy.
Rzecz jasna ja też widzę, co się tam kleci, ba, nawet jedna moja bardzo przeciętna studentka ma tam wymierny sukces i tytuł profesorski. Bo te rzeczy są osiągalne dla bardzo przeciętnych, i na domiar - wtórne. Zupełnie jak te "dobre prace" tutaj. Np. Pani Nieznalska po Chrisie Ofili, w koncepcjach to grzeczna dziewczynka, a wykonawczo, jej usmarkane spawy lightboxu są w zasięgu wioskowego rzemiochy. Proszę mi wierzyć, że z przyjemnością gębę rozdziawię i zrzutę zainicjuję, jak mnie coś serio powali. Na razie mnie wali ... na sześć stów. I na bezczela.
-
2009/07/18 12:21:21
dzień dobry. muszę to napisać przy okazji pojawienia się kwestii zazdrości o to, że ktoś (artysta/artystka) otrzymuje duże pieniądze na realizację projektu. otóż zakładam, że w dyskusjach na tym blogu w większości przypadków udzielają się osoby związane ze sztuką (polem sztuki jak napisała Iza). dziwi mnie zatem, że nie ma ani cienia zadowolenia z tego, że w ogóle znajdują się spore pieniądze na sztukę.
sama w poprzednim komentarzu napisałam, że denerwuje mnie owe ponad 500 tyś na minaret zwłaszcza w porównaniu do projektu antropologicznego, którego rezultat może wzbudzić (potencjalnie) podobną dyskusję na temat otwartości Poznaniaków na tzw. Innych. tyle że problem polega na tym, że my antropolodzy uprawiający tzw. antropologię na miejscu mamy ogólne kłopoty związane ze zdobywaniem dotacji na badania. albo nie staramy się o nie, albo robimy to nieumiejętnie. mamy w tym względzie potężną konkurencję, jaką są socjolodzy. oczywiście narzekamy na taki stan rzeczy, podobnie jest ze stosunkiem antropologów działających na miejscu do tych, którzy zdobywają pieniądze na badania pozaeuropejskie. to jest oczywiście nieco bardziej skomplikowane, ponieważ wynika z naszego lokalnego (polskiego) definiowania antropologii.
znam całkiem sporo młodych artystów oraz artystki, którzy działają w Poznaniu. niektórzy stowarzyszają się, zakładają fundacje, zdobywają przestrzenie dla sztuki, pieniądze itd. inni tego nie robią i za każdym razem straszliwie krytykują tych pierwszych: łeee dostali kasę, wyciągnęli kasę na takie a takie gówno! a my nie dostajemy a mamy takie wspaniałe pomysły! krytyczne komentarze na tym blogu pod adresem minaretu odczytuję dokładnie w taki sam sposób.
-
Gość: andrzej biernacki, public8368.xdsl.centertel.pl
2009/07/18 13:29:12
Widać, że Pani kompletnie nie rozumie o czym mowa. Z czego mam się cieszyć, jeśli twierdzę, że forsa na Rajkowską wcale nie jest forsą na sztukę, tylko wzmacnianie układu podszywającego się i w efekcie sztukę gnojącego. Doszło do tego, że jako z branży, wcale nie chcę tych nowych muzeów sztuki, z piramidalną nudą ruchomą za 80 tys., 380 tys. , za 600 tys. i nieruchomą (pudełko po butach Kereza) za miliony, nawet jeśli częściowo unijne. Ta forsa nie jest na sztukę, podobnie jak forsa na kulturę w instytucjach samorządowych nie jest na żadną kulturę, tylko na etaty księgowych, sprzątaczki, kierowników, instruktorów piątego rzutu, telefoniki dalekie od służbowych, takież komputery i pic. Czy Pani antropolog się zastanowiła, dlaczego jej mamusia musiała sobie a posteriori ZAROBIĆ(walę w ciemno) w pracy, a sama Pani antropolog chce DOSTAĆ a priori forsę na pracę(!) czyli badania jako antropolog. Czy pani antropolog nie rozumie, że to już przerabialiśmy w latach 1945-89, że forsa przekazywana z budżetu pochodząca od podatnika, który

MUSI ją odprowadzić i NIE WIE na co ona pójdzie (a bywa, że do obozu społ. "wroga"), jest zasadniczo czymś innym niż forsa od DOBROWOLNIE finansującego, który nie tylko WIE ale i KOCHA to, co finansuje.

Może niech antropologia rozszerzy swe spektrum badań o ten obszar, o którym powyżej (służę za królika) i wtedy coś napisze
-
2009/07/18 14:03:23
Księżyc

Amerykanie od dawna już prowadzili dyplomatyczne stosunki z plemieniem obcych, którzy stworzyli sobie bazę na Księżycu. Wiadomo bowiem, że Księżyc jest amerykańskim oczkiem w głowie. Każdy Amerykanin dumny jest z tego, że to jego przodek jako pierwszy zstąpił na tę planetę. Toteż poruszenie wywołał e-mail, który przyszedł do Białego Domu. Pochodził on od obcych.
- Szanowni przedstawiciele, przywódcy narodu amerykańskiego, nasze władze zapraszają was na spotkanie na szczycie, które może zaowocować kolejnym doniosłym wydarzeniem w historii waszego kraju.
Wiadomość szybko dotarła do gabinetu Obamy. Jako nowy, postępowy prezydent, bez wahania przyjął propozycję. Spotkanie przywódców miało odbyć się za 5 dni na Księżycu.

Odpowiednia część rakiety osiadła na jasnoszarej powierzchni, zza szybki w specjalnym kasku spoglądała ciemna twarz Obamy.
Spotkanie odbyło się w piątym segmencie centrum dowodzenia obcych. Po kurtuazyjnym powitaniu, przy wielkim kamiennym stole, przywódca rozluzował ton i przeszedł do konkretów.
- Bo widzisz Baracku Sytuacja jest taka Wam zależy na idei Księżyca i nam zależy na idei Księżyca. Żebyśmy mogli lepiej współpracować, i żebyście mogli coś więcej z tego Księżyca mieć niż tylko symbol, możemy zgodzić się na pewne ustępstwa, i korzystne dla was propozycje gospodarcze w dobie kryzysu, ale mamy pewien warunek.
- Słucham twoich propozycji rzekł Barack.
- Dla wzmocnienia naszych zasobów energetycznych potrzebne jest nam wykonanie przez was na ziemi pewnej konstrukcji, która w żaden sposób nie będzie dla was szkodliwa, a dla nas będzie mieć konkretne znaczenie fizyczne, materialne.
- A co to miałaby być za konstrukcja? I gdzie miałaby stanąć?
- Na terenie waszego kraju znajduje się punkt mocy odnaleziony na mapie geologicznej przez zespół naszych naukowców. Znajduje się on w miejscu zburzonych wież World Trade Center.
- WTC? Zaniepokoił się Obama.
- Spokojnie. Już mówię dalej. Otóż dla wzmocnienia energetyki naszego regionu kluczowe byłoby postawienie właśnie w tym miejscu owej konstrukcji. To nic takiego. Jest to zwykła, w ogóle nieskomplikowana konstrukcja, po prostu okrągły, wysoki słup. Dokładne parametry podaliby wam nasi naukowcy i zespół techników.
Obama był skołowany. Nie spodziewał się tak dziwnej propozycji. Czuł się niepewnie ze względu na zbytnią absurdalność tego projektu. Jednak pozwolił na to, aby rozmówca kontynuował, i za każdym kolejnym słowem, sprawa wydawała mu się coraz bardziej logiczna. Do tego nie niosła ze sobą żadnych zagrożeń.
- Pozwól Baracku, że powiem ci teraz jeszcze więcej o tym, dlaczego słup i dlaczego w tym miejscu. Otóż w czterdziestym piątym dniu naszego kalendarza, oś tego słupa dokładnie będzie wchodzić w idealny środek Księżyca, w fazie tuż po nowiu, kiedy jest najcieńszy. To sprawi, że jego energia świetlna wzmocni swoją moc kilkaset tysięcy razy. Będziemy mogli stworzyć jej magazyny na długie lata, a nawet oferować je innym krajom waszej Ziemi, za symboliczne, drobne usługi. Wszystkim się to opłaci.
Taka wizja była kusząca, więc Barack Obama podpisał kontrakt. Rozpoczęto budowę, i już po miesiącu, jakby spomiędzy dwóch byłych wież WTC, wyrósł potężny słup. Dodano mu jeszcze kilka ozdobnych detali, które dla księżycowych miały jakieś istotne znaczenie techniczne. Kolorowe światełka ze szkiełek, na szczycie balkonik oplatający słup. Jeden z przedstawicieli Księżyca miał lądować na nim, by z dołu doniosłym głosem sterować jego położenie względem centrum księżycowego.
To była w założeniu dla Ameryki taka budowla bez obciążających znaczeń, nawet estetycznie dobrze wypadała w kontekście urbanistycznego projektu miasta. A w 45 dzień kalendarza obcych, wskazywałaby na cienki półsiężyc dumę amerykańskiej epopei kosmicznej.

I tylko rodziny tych, którzy zginęli pamiętnego 11 września, nie mogły uwierzyć, że postawiono tu minaret. Czy Nowy Jork nie przesadził z tą otwartością?
- Dlaczego? Rozlegało się odtąd pytanie, i bezboleśnie rozpływało się w przestrzeni.

Sleeping Beauty
The Krasnals
-
2009/07/18 17:32:39
Przepraszam bardzo, nie wszyscy w tych komentarzach odnosili się krytycznie do pomysłu Rajkowskiej.

Oh...
Ah...
:-(
:-)
-
2009/07/18 19:27:37
Spore pieniądze na sztukę? Finansowanie sztuki

Wyróżniam dwa rodzaje środków: samodzielnie wypracowane i dotacje. Poniżej o dotacjach. Zgadzam się, bardzo wiele zależy od nas samych, ale tam gdzie kołdra jest krótka nie wystarczą samodzielne działania. W młodych demokracjach dostęp do zasobów ograniczają przywileje dla garstki wybrańców, zaś media uzasadniają przywileje nagłaśniając osiągnięcia wyróżnionej gromadki. 99% informacji o artworldzie w mediach dotyczy 1% artystów.

Jeśli chodzi o fundusze, artysta niezależny w Polsce może aplikować o grant ministra i jakieś lokalne grosze. Wartość tych dotacji jest śmieszna i zwykle otrzymują je młodzi artyści, co jest zrozumiałe. Środki gminne są bardzo skromne. Jest tak jak pisze pan Andrzej. Niezależny artysta spoza obiegu sam finansuje własną twórczość i jej publikację. Nie ma procedur, które pozwalają mu strać się o istotne środki. W Europie jest zasadą, że trzeba być instytucją lub organizacją pozarządową, aby móc aplikować. Takie prawo.

Aby aplikować o środki publiczne trzeba więc zrezygnować z niezależności rozumianej jako wolność od struktur organizacyjnych. Uważam, że warunkiem koniecznym wolności jest nie tylko prawo do twórczości, ale także prawo do niezależności od organizacji. Sztuka niezależna wypowiada jednostkę, wtłoczona w ramy organizacji pozarządowej staje się tubą społeczeństwa obywatelskiego ( jakiejś wąskiej grupy interesów), które w ten sposób przejmuje kontrolę nad jednostką.

Dodatkowo polskie NGO na realizację swoich statutowych celów wyciągają rękę po środki publiczne. I to jest absurd. To artyści wspierają fundacje, a nie fundacje artystów. Nie znam żadnej fundacji, która wspierałaby twórców (w Polsce). Nie zauważyłam, żeby jakaś organizacja NGO zdobywała środki od np. producentów samochodów z przeznaczeniem na finansowanie sztuki niezależnej. To artyści niezależni przekazują swoje prace nieodpłatnie na cele charytatywne. Kiedy jakaś prestiżowa publiczna galeria organizuje aukcję charytatywną, zwykle okazuje się, że wie kim jestem i zna mój adres. No i wtedy moje obrazy są OK.
-
2009/07/18 19:34:25
Sprzeciw

Zwolennicy spornej pracy przemawiają z pozycji ciemiężonych, brzmią jak ksiądz z ambony, który gromi niewiernych i wyraża nadzieję że się nawrócą (nie daje im wyboru). Katechizm światowy mówi jasno: ateizm jest grzechem czyli złem, a nie akceptowaną alternatywą. Takim samym złem jest ateizm artystyczny, polegający na kwestionowaniu nieomylności zwolenników spornego dzieła (dziwnym zbiegiem okoliczności sporną pracę zawsze reprezentuje instytucja publiczna i finansują publiczne środki). No i media publiczne są przekonane, że piszą o sztuce niezależnej (media komercyjne zresztą też).

Oponujący odbiorca tagowany jest jako wróg publiczny, oponujący artysta otrzymuje gębę zazdrośnika albo lansera. Czy naprawdę nie mieszczą się Wam w głowie inne motywacje?

Specyfika dyscypliny artystycznej i instytucje sztuki.

Chciałam przypomnieć, że nie tylko działania w przestrzeni miejskiej są sztuką. Jest nią także np. malarstwo. Malarz pracuje w izolacji od świata. Nie ma księgowej ani pracowników administracyjnych. Samodzielnie wykonywana twórczość artystyczna (np. malarstwo) nie znosi konkurencji innych zajęć i dokonuje się w samotności. Artysta karmi się rzeczywistością, ale pracuje oderwany od niej. Nie może być dobry, jeśli wiszą nad nim administracyjne obowiązki i terminy. Nie powinien aplikować o granty, bo ucierpi na tym jego twórczość. Powinien go ktoś wyręczyć.
Temu służą instytucje publiczne (mecenat). Niestety zamknięte dla ludzi z zewnątrz. Tak mi się wydaje, bo nie dostrzegam, aby te instytucje same z własnej woli wychodziły na poszukiwanie nowych twarzy. Widzę wciąż te same twarze. 1% artystów korzysta z 99% publicznych środków na sztukę. 99% środków na sztukę wspiera sztukę dyskursywną. 1% idzie na utrzymanie galerii w których pokazuje się sztukę niemodną, czyli np. malarstwo (nie mylić z malowaniem). Nie interesuje mnie kto korzysta, jakie prace są finansowane. Przeszkadza mi ta dysproporcja. Liczby wzięłam z sufitu, ale jestem gotowa iść o zakład, że margines błędu jest niewielki.
-
2009/07/18 19:53:55
podsumowanie

Mówię ogólnie, a nie o Minarecie, bo po pierwsze problem jest szerszy, a po drugie nie chodzi mi o krytykowanie osób, ich prac czy działań. Wiem, że bardzo wielu ludzi wykonuje kawał dobrej roboty. Efekty nie są widoczne bo apetyt rośnie w miarę jedzenia no i szwankuje komunikacja. Sporo zmieniło się na lepsze, ale drugie tyle na gorsze i nad tym należy wspólnie popracować.

Wykluczenie pojawia się wraz z przywilejami. Twórczość niezależna została wykluczona z publicznego dyskursu. Brakuje zdrowych mechanizmów. Brakuje jasnych, znanych wszystkim reguł, które widzą każdego artystę, które nie wymuszają aktywności, lecz dają możliwość (na tym moim zdanie polega wolność - art. 73) ale nie zwalniają z obowiązków.

Wypowiadam się z pozycji artystki niezależnej. Pracuję na własny rachunek. Jedynym grantem z jakiego skorzystałam przez 25 lat twórczości artystycznej było Stypendium Ministra Kultury i Sztuki przyznane mi w 1985r. miało wysokość zapomogi. Aplikowała uczelnia, otrzymali wszyscy absolwenci (to pokazuje jak wyglądają nasze mechanizmy). Pracuję z dala od ośrodków akademickich i ludzi z nimi związanych. Patrzę z perspektywy mojego ogrodu i komputera. Mogę być w błędzie. Proszę mnie z niego wyprowadzić. Oczywiście pytam o możliwości uczestnictwa w dyskursie publicznym przez malarstwo takie jak moje (nie awangarda i nie akademizm) i przez kobiety takie jak ja (1955).

Pisanie bloga, czy komentarze nie są dyskursem publicznym. Ten musi być firmowany przez instytucję publiczną. Artystyczne media publiczne nie dopuszczają, ani dyskusji ani komentarzy, są zamknięte na treści inne, niż produkowane przez siebie (za wspólne pieniądze), co, jak mi się wydaje, dowodzi prawdziwości moich tez.

Pozdrawiam i przepraszam za długość mojego wywodu.

Moja definicja twórczości niezależnej wymaga, aby artysta działał poza jakimikolwiek strukturami organizacyjnymi (uczelnia, NGO, galeria).
-
2009/07/18 20:31:40
nie specjalnie potrafię reagować konstruktywnie na agresję prezentowaną przez Ciebie komentatorze andrzeju. niestety nie trafił pan zupełnie.
-
Gość: andrzej biernacki, public12720.xdsl.centertel.pl
2009/07/18 22:21:57
Trudno, nic nie poradzę.
-
2009/07/19 13:55:09
Do mojej-rzezby (Tomka) - nie pisałam, że wszyscy są tutaj przeciw, ale odnosiłam się do argumentów negatywnych. Z Twoimi argumentami zgadzam się. Podobnie jak z tym, co pisała Ala, a także Antropologia. Z agresją też mi się nie chce dyskutować. A bajkę Sleeping Beauty niezbyt rozumiem. Poznań to nie Nowy Jork (szkoda ;), a dzielnica z dawną papiernią to nie WTC.
Krasnale (nie pamiętam, czy tez Sleeping Beauty czy ktoś inny) dawali w odniesieniu do kwestii Islamu argument genderowy, słuszny i pokazujący kłopotliwość kwestii tolerancji dla odmiennych kultur. Ale z kolei patrzenie na Islam przez pryzmat terroryzmu to już duże uproszczenie i, jak dla mnie element wspomnianej islamofobii.
-
Gość: Zaklad Slusarstwa Koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2009/07/19 18:07:33
Pani Izo

Pisze Pani, że
Niedopuszczenie do [realizacji Minaretu] pokazałoby, że Poznań jest miastem zamkniętym.

Znowu wracamy do dziwnej definicji sytuacji, której dokonuje Pani wciąż na nowo, a wyjaśniania której nie czuje Pani potrzeby. Pisaliśmy już o tym. Uważamy, że widzi Pani sytuację tak:
albo
tępimy bezlitośnie wszystko, co uważamy za łatwe, banalne itp, i przy okazji wycinamy też rzeczy, które mogłyby - mimo swej banalności - stawiać ważne pytania, wytrącać z utartych kolein itp.
albo
jesteśmy litościwi, przymykamy oko na pewną bylejakość, niedomyślenie prac, ponieważ chcemy uratować to, co w nich cenne - ważne pytania, wytrącanie z utartych kolein itp.

Możemy tylko powtórzyć, że to fałszywa alternatywa.
Dlaczego nie dopuszcza Pani myśli, że niedopuszczenie do realizacji Minaretu pokazałoby, że Minaret jest słabym projektem? Domyślamy się, że dlatego, że dyskusja toczy się już trochę o czymś innym - nie o samym Minarecie. Być może do tego ześliźnięcia przyczyniły się liczne przypadki cenzury sztuki w Polsce (i równie liczne nadużycia tego słowa dla uniknięcia dyskusji o merytorycznej wartości sztuki)

Wracając do wątku - dyskusja nie dotyczy już samego Minaretu. Dotyczy tego, czy - jak Pani pisze - Poznań jest miastem otwartym. I uważamy, że Fundacja Malta i Indeks73 wraz z Panią wpadli w pewną pułapkę myślową. Teraz nikt już nie chce postawić minaretu z powodów o których mówi Rajkowska, ale chyba już wyłącznie po to, by UDOWODNIĆ, że Poznań jest miastem otwartym. Komu udowodnić? Tego nie wiemy.

Chcielibyśmy dla odmiany porozmawiać o "merytorycznych" racjach Rajkowskiej. Rajkowska mówi, że krytycy, np Krasnale, nie rozumieją, nie doczytali i dlatego są przeciw. Chcąc zapoznać się jak najlepiej z intencjami Rajkowskiej weszliśmy na jej stronę. Niczego o Minarecie tam nie ma. Na stronie Fundacji Malta również. Czego więc mielibyśmy nie rozumieć? Na blogu Krasnali znaleźliśmy link do rozmowy z Rajkowską. Artystka mówi, że
Minaret ma w surrealny sposób zmienić fragment pejzażu miasta
Ileż razy już to słyszeliśmy? Palma surrealna, dotleniacz surrealny. O ile tamte projekty jakoś się bronią, lub przynajmniej są "dyskusyjne", to tym razem jest to już powtarzanie frazesów. A każdy kolejny projekt jest coraz droższy. I nie chodzi nam o to, czy są to "pieniądze podatnika". Po prostu uważamy, że kwota 500 tys zł jest jakoś rażąco nieadekwatna w stosunku do słów Rajkowskiej.

Zapewne spyta Pani, czy za duże pieniądze można realizować tylko "nadęte", patetyczne projekty dotyczące problemów typu Bóg Honor Ojczyzna. Oczywiście nie. Uważamy jednak, że duże pieniądze powinny być zarezerwowane dla projektów przemyślanych i dających się obronić czymś więcej niż kilkoma gładkimi frazesami. Uważamy, że takich pieniędzy warte są np. projekty Jarosława Kozakiewicza. Nie mówimy, że wszystkie są genialne, ale widać po nich jakikolwiek wysiłek intelektualny włożony w ich stworzenie. Większość z nich idzie "w miliony", gdyby ktoś chciał je zrealizować, ale chodzi nam raczej o sposób podejścia do problemu. Zresztą koszty często nie są problemem. Przykładem odrzucony projekt toruńskiego CSW Kozakiewicza. Wygrał projekt, który był mniej więcej podobny do pobliskiego budynku.
-
Gość: Zaklad Slusarstwa Koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2009/07/19 18:13:53
Dalej Rajkowska mówi
Stawiam go też po to, żebyśmy zaczęli rozmawiać o problemach, o których milczymy. O naszym współistnieniu z muzułmanami, islamie, o pozycji kobiet w tamtej kulturze i religii. Polska nie jest wyspą, te fundamentalne problemy nas dotyczą
Rajkowska sugeruje więc, że nasze współistnienie z muzułmanami jest jakimś tematem tabu, o którym nie rozmawiamy. A może nie rozmawiamy o nim dlatego, że taki temat nie istnieje? Śmiemy twierdzić, że większość Poznaniaków nie zna żadnego muzułmanina i tylko dlatego milczy na ten temat. Rajkowska sama stwierdza, że muzułmanów w Poznaniu jest ok 1000 osób. Antropologia miasta dorzuca, że większość to konwertyci. Podejrzewamy więc (uprzedzamy, że całkowicie bezpodstawnie), że większość tych konwerttów to 20 - 40 letnie zlasowane lewaki ("lewaków" nie utożsamiamy ze wszystkimi osobami o poglądach lewicowych), a nie zadni muzułmanie.

Prawdziwym problemem naszego współistnienia z muzułmanami mogłaby być np. polityka imigracyjna. Czeczenom (muzułmanom) odmawia sie uznania za uchodźców, ponieważ wojna w Czeczenii oficjalnie nie jest wojną. Jest to oczywistym idiotyzmem i straszną krzywdą wyrządzaną tym ludziom. Z drugiej strony wielu Czeczenów to zwykli gangsterzy. To jest konkretny problem. Gdyby ktoś chciał się nim zająć mógłby się "pobrudzić", albo - co gorsza - rozgniewać Czeczenów. Postawienie minaretu i wykpienie się frazesami jest bezpieczne, a nawet "fajne". Po co więc się męczyć?

Dalej Rajkowska mówi
Mówi się, że chcę tworzyć pomost ekumeniczny między religiami, nawoływać do tolerancji. To chybione interpretacje, nie mam takich intencji. Nie chcę stawiać ludzi naprzeciwko siebie i skłaniać ich do podania sobie rąk.
Po czym dodaje
Od lat wołam o różnorodność w naszym białym, homogenicznym i katolickim społeczeństwie.
Może Pani coś z tego rozumie. Będziemy wdzięczni za interpretację. Czyli Rajkowska marzy, żeby było różnorodnie, żeby muzułmanie z jakichś powodów nagle zaczęli marzyć o życiu w Polsce i tu przyjeżdżać. Ale czy potem ktoś komuś nie spali samochodu z powodu "różnic kulturowych" (nie przesądzamy kto komu) to już Rajkowskiej nie interesuje? Bo Rajkowska przecież nie nawołuje do tolerancji.
-
2009/07/19 18:40:05
Dużo tu pytań i problemów, do których, jak zwykle nie umiem odnieść się jednoznacznie, może oprócz jednej kwestii. Piszecie, że nikt nie dyskutuje o "samym minarecie". Bo "sam minaret" nie istnieje, nie tylko dlatego, że nie istnieje jeszcze fizycznie, ale przede wszystkim dlatego, że, jak każda sztuka w przestrzeni publicznej, nie istnieje bez tej przestrzeni i związanych z nią kontekstów, kontekstów znaczeń miasta, jego historii, jego społeczno-politycznej rzeczywistości. Dlatego nie można rozpatrywać czegoś takiego, jak "sam minaret". I jedynie te konteksty (wolałabym powiedzieć za Cullerem, "rama", w której pojawia się dany obiekt; aby zwrócić uwagę na zmienność, dynamikę tych kontekstów) mogą projekt uzasadnić lub nie.
Co do projektów Kozakiewicza - tak, zgadzam się, że bardzo szkoda, że nie są realizowane i że nie ma tych milionów, aby powstały...
Co do Rajkowskiej - nie jestem jej adwokatką i nie mam w ogóle zamiaru wnikać w jej intencje. Mnie w ogóle intencje artystów nie specjalnie interesują. Poza tym ich podstawowym środkiem wypowiedzi jest wypowiedź plastyczna, a nie to, co wypisują, lub wygadują.
Czy to jest słaby projekt? Tego nie wiem, próbuję rozgryźć za i przeciw, a wy skąd to wiecie? Wg jakich kryteriów zakładacie z góry, że to jest "słabe"? (Choć dyskusje wskazują, że jest jednak mocne).
-
Gość: andrzej biernacki, public14620.xdsl.centertel.pl
2009/07/19 20:24:30
P. Iza pisze: "podstawowym środkiem wypowiedzi(artystów) jest wypowiedź plastyczna, a nie to, co wypisują, lub wygadują". A zaraz po tym: "próbuję rozgryźć za i przeciw".
Otóż to, jak widzę wypowiedź plastyczną Tapiesa czy Ipousteguy, nie muszę niczego miesiącami rozgryzać, bo wystarczy mgnienie oka i kołatanie serca z emocji. A z plastyką społeczną Rajkowskiej jest jak z dowcipem, którego puentę koń musiał wyjaśnić ułanowi.
"To" jest, mimo erekcji komina, emocjonalnie całkowite neutrum, "to" potrzebuje (jak niedawno fotosy Fussa) doczepienia kartki z intencją. "To" wymaga konsultacji społecznych, ankiet, ideolo-osi, legend Poznania, poniewierki Palestyńczyków, antropologa, zaczepek genderowych, jamnika na rękach i krytyka do nogi, kuratora programowego i wykonawczego, góry forsy i dołu społecznego Garbar. Słowem wymaga wielu elementów oprócz jednego: plastycznego talentu
-
2009/07/19 23:51:51
tak
-
Gość: , c174-188.icpnet.pl
2009/07/20 13:39:14
Pani Izo, wybaczy pani, z całym szacunkiem dla pani i pani bloga, ale zaczyna się pani zachowywać w stylu krytykanta, który podczas gdy posypało się mnóstwo niewygodnych pytań, zresztą merytorycznych, to jedyne co mógł powiedzieć, unikając konkretnych odpowiedzi, to to przechodzi bo jest dobre, a reszta to złe prace. Zaczął też wyzywać ludzi od frustratów i zazdrośników. Chciałabym uprzedzić panią, aby nie popaść w sidła w które wpadł krytykant. Ja rozumiem, że może pani czuć się bezsilna, może nie mieć odpowiedzi, bo jest tu dużo merytorycznych argumentów przeciwko. Ale proszę jednak nie wpadać w linię obronną krytykanta. Nie ma pani zresztą obowiązku odpowiadać. Sądzę jednak, że to nie fair wyzywać tak sobie rozmówców od zazdrośników i frustratów (aż nie mogę uwierzyć, że to słyszę z pani ust). Gdyby nawet głos zabierali tu frustraci, czy zazdrośnicy, to co z tego? Ich głos się nie liczy? A jeśli pojawiła się agresja, to też jest przejawem pewnych emocji, czego okazywania w komentarzach również oczywiście nie pochwalam.

No a teraz powróciłabym do bajki krasnali, której rzekomo pani nie rozumie. To krótkie opowiadanko przecież doskonale obnaża mechanizmy manipulacji.
Mówi też pani, że nie widzi związku między islamem a terroryzmem. Doprawdy? A niby z czym związany jest terroryzm? Jeśli minaret jest rzeczywiście neutralnym symbolem, bardziej ma znaczenie estetyczno-surrealistyczne niż religijno-polityczne, to ta bajka krasnali w jasny sposób pokazuje, że jednak tak nie jest.
Jeśli minaret nie miałby być symbolem religijno-politycznym, to dlaczego właściwie nie mógłby powstać w miejscu WTC? A jeśli miałby odnosić się do tematu tolerancji, to trudno o lepszą realizację która by ją symbolizowała, i jednocześnie świadczyła o otwartości miasta.
Pisze pani, że jednak projekt jest udany i silny bo jest tyle komentarzy, wywołał taką dyskusję. To żaden argument. Bo wspomniany już pomysł na fallusa wywołałby taką samą burzę. I nie świadczyłoby to wcale o tym, że projekt jest dobry. Kiedy powstaje tak zawzięta dyskusja, to raczej skłonna jestem uwierzyć że projekt jest idiotyczny i nie na miejscu. I że pomysł powstał jedynie, aby wywołać taką wrzawę, a nie by coś mądrego i istotnego wnieść.
-
Gość: http: visualvisualculture.blogspot.com , chello089076078070.chello.pl
2009/07/21 10:07:33
a w stolicy wojna o miejsce dla MSN
-
Gość: trickstero, adsl-75-22-206-218.dsl.chcgil.sbcglobal.net
2009/07/21 23:24:22
Super, jest bezan, beata, krasnale, no i bernatowicz stare dobre czasy powrocily....
-
Gość: andrzej biernacki, public2338.xdsl.centertel.pl
2009/07/22 23:42:27
No, i jest trick stero ...wany czyli Krytyk o kant?
-
Gość: http: visualvisualculture.blogspot.com, chello089076078070.chello.pl
2009/07/22 23:47:57
jest ?
-
2009/07/23 10:04:33
było, jest i będzie :(
-
2009/07/24 14:11:43
do trickstero:
jeśli chodzi o ścisłość - to Whielki Bernatowicz & The Bernatowiczs :)
pozdrawiam
pb
-
Gość: , adsl-75-22-228-188.dsl.chcgil.sbcglobal.net
2009/07/24 22:32:24
bezan, ja osobiscie jestem wielkim fanem twojej elokwencji, ekwinokcji, inwokacjii ? { niepotrzebne skreslic } i perel rzucanych...bylem niezmiernie niepocieszony kiedy banasiak wyprosil nas ze swojej piaskownicy {ten co nagadal na jego dziewczyne ma odemnie w ryj ;) }
co sterowalnosci...to chce sie zdeklarowac ze nikt { poza moja zona } mna nie steruje zreszta jako niepozorny plastus nie mam wystarczajaco rozwinietego aparatu krytycznego aby zabierac glos w tak powaznych dyskusjach, ale przyznam ze lubie sobie was poczytac i do tego wlasnie odnosil sie moj porzedni post.
ps
do pb
jako wiellki fan cc cumingsa staram sie pisac tylko z malej litery, wiec zgory przepraszam whielkiego bernatowicza & the bernatowiczs ;)
-
Gość: trickstero, adsl-75-22-228-188.dsl.chcgil.sbcglobal.net
2009/07/24 22:33:11
lubu dubu........ aha mowilem to ja trickstero.....:)
-
Gość: andrzej biernacki, public8821.xdsl.centertel.pl
2009/07/25 09:04:02
a ja za chwilę będę whielkim fanem solstycji trickstero.
Banasiaka zostawmy, bo on jest zajęty zbiórką pieniędzy na wydanie albumu o fotografii(!) w ramach projektu 40 000 malarzy(!). No, ale jak się ma w stajni takich malarzy jak się ma, to się wydaje eseje o fotografiach...innemu koledze z redakcji. Efekt czerwonych ... oczu czyli REDakcja
-
2009/07/26 15:42:07
No i proszę. Wracając do głosu słynnej grupy the krasnals, zafundowali kolejną żenadę. Co to ma być ta liga sprawiedliwych? Przypomina mi to wygłupy których pełno w internecie. Obama, Kaczyński, czy inne gwiazdy jako superman, batman itp. Prostackie i wtórne.
-
2009/07/26 16:39:29
Sytuacja jest prosta. Lewica boi się jak ognia neoliberalizmu, natomiast chętnie korzysta z jego pieniędzy. Dlaczego? Za jaką cenę? Chyba coś tu nie gra, gdzie się podziały podstawy etyki? Lewicowa artystka wymyśla projekt, a dalej wspólpracuje z bosami neoliberalizmu by za ich pomocą zdobyć kasę na realizację projektu. Pieniądze pochodzą z ich prywatnych źródeł jak i z publicznych. Wiadomo też że ci współcześni oligarchowie dorobili się na przekrętach w czasach transformacji. Ale to nie przeszkadza artystce, chętnie podciągnie sobie rękaw i wsadzi rękę głęboko, żeby coś wyciągnąć. Potem bezwstydnie pokazuje tę rękę ludziom co niby cenią ją za lewicowe ideały. Czy nie czas przyznać się, że lewica jest jedną wielką utopią, a ci którzy twierdzą że działają zgodnie z jej założeniami, prędzej czy później odnajdują się na drodze hipokryzji? Oto tak ja osobiście bym zinterpretował ligę sprawiedliwych krasnali. Dobrze pokazuje jak za zagrabione pieniądze od zwykłych ludzi stawia się pomniki najnowszej lewicy.
-
Gość: andrzej biernacki, public10544.xdsl.centertel.pl
2009/07/26 19:03:24
Żadną sztuką nie przepłoszy się tych minaretów, żadną publicystyką ostrą (k...a) jak brzytwa, nie wytnie tych bardziej "kokosowych" niż "jerozolimskich" palm. Tu potrzebny nie artysta z publicystą tylko sprawny hydraulik-liberał. Po odcięciu strumienia publicznej kasy, same szybko uschną.
-
2009/07/26 19:30:52
Panie Andrzeju, co za bzdety...
Neoliberalista, nie przesadzasz? Chyba coś naciągana ta twoja teoria. Że współcześni oligarchowie to byli komuniści i teraz wspierają lewicę żeby dać kasę znów swoim ;);) Płytkie to.
-
2009/07/26 19:55:53
No wasnie tak. Najgorsze jest to, ze jak za dawnych czasow, starym systemem komunistycznym zamiast wyciagnac kase po neoliberalnemu z wlasnej kieszeni, siegaja po nia od podatnikow. Ile pomnikow leninow, stalinow w tamtych czasach powstalo w ten sposob otwarcie promujac ideologie marksistowsko - leninowskie? Sytuacja sie powtarza, tyle ze pod przykrywka nowych ideologii, niby demokratycznych (tolerancja, rownouprawnienie, itp.) Czasy jednak troche sie zmienily na lepsze i przynajmniej mozna mowic glosno i pokazywac tych wspolczesnych leninow i stalinow. Jeszcze inaczej moglbym zinterpretowac ten obraz krasnali, czy nie kojarzy wam sie ze slynnym grupowym portretem z tamtych czasow lenina, stalina, marksa i engelsa? (tamci tez w swoich czasach potrafili zamrozic spojrzeniem, cale rzesze ludzi)
-
2009/07/26 20:06:54
Grupen portret czołowych komunistów, czyli Marks supermanem a kulczyk jego kolejnym wcieleniem? Jak daleko może posunąć się ludzka wyobraźnia, i jak daleko absurd może wtargnąć w rzeczywistość?
-
2009/07/26 20:17:48
No krach, widze ze jestes jeszcze mlody i o ile znasz tamten system to z opowiadan. Ja znam go z doswiadczenia i dokladnie wiem o co chodzi. (doswiadczylem na wlasnej skorze i z przykroscia musze potwierdzic, ze to sie niestety powtarza. Rowniez w przypadku tego nieszczesnego minaretu. Te wszystkie chwyty sa mi znane na wylot.)
-
Gość: Zaklad Slusarstwa Koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2009/07/26 20:56:04
Ciekawe jest raczej coś innego.

Kiedy Jakubowicz chciał pokazać Arbeitsdisziplin, to Kulczyk doprowadził do jej usunięcia z wystawy (dla formalności przypominamy, ze Kulczyk prowadzi interesy Volkswagena w Polsce). Teraz fundacja finansowana w dużej mierze przez Kulczyków bredzi coś o demokracji i mieście otwartym. Swoją drogą ciekawe, czy fundacja będzie do końca zdeterminowana, by walczyć o Minaret, czy ogólny sprzeciw wobec projektu zrobi swoje i Kulczykowie przestaną go lubić. Czy może pijarowcy uznają, że taka opozycja wobec niechętnego sztuce ciemnogrodu to dobry bajer. O Kulczykach Pani Iza pisała już kiedyś.

strasznasztuka.blox.pl/2007/03/Kolekcja-Grazyny-Kulczyk-nie-skorzystam.html

Ciekawe, dlaczego się Pani tak jakoś odmieniło. Niczego nie sugerujemy, po prostu nie wiemy i jesteśmy ciekawi. Czyż minaret nie jest właśnie sztuką grzeczną, którą korporacja może łatwo skonsumować, jako swoją "gwardię przyboczną"? Jest tak dlatego, że Minaret jest O NICZYM. A w każdym razie o niczym ważnym (większość poznaniaków zapewne nie zna żadnego muzułmanina, problem jest więc wzięty z kosmosu)
-
Gość: andrzej biernacki, public15403.xdsl.centertel.pl
2009/07/27 09:48:47
izakow: "...w Browarze, było miejsce na wystawę Miłość i demokracja, wystawę Doroty Nieznalskiej, i (...) sympozjum Sztuka na cenzurowanym.

I na tym polega rozmycie podziałów i gra pozorów. Bo rynek może wzmocnić sztukę, ale to przede wszystkim sztuka podnosi prestiż i pozycję na rynku. To dzięki niej zyskuje się najwięcej. Wiedzieli o tym już dawni mecenasi, wiedzą to współcześni kolekcjonerzy. Chodzi więc o prowadzenie dyskretnej gry, w której sztuka staje się przede wszystkim kartą przetargową i podporą kapitału (oraz jego gwardią przyboczną). Sztuka może być też rodzajem alibi. Bo może na przykład zaświadczać o otwartości światopoglądowej właścicieli, którzy dzięki temu zyskują sobie przychylność i polityczne poparcie. Tak to właśnie wygląda w polskiej sytuacji. Jak również w tej konkretnej poznańskiej sytuacji".
Lepiej Pani nie mogła napisać, P. Izo o ... Minarecie.

I nie tylko o Minarecie.
1. Przyznała Pani, że za prywatne pieniądze też było o sztuce niegrzecznej (nawet jeśli to gra pozorów, dotarła do odbiorcy!
2. Zabolał Panią fakt sekowania wizytujących Stary Browar(osoba towarzysząca), a nie boli fakt sekowania wybitnych artystów (wspomniałem o jednym) w czasie, gdy kohorty kutasów po kulturoznawstwie (M.M.), brylują po aktualnym obszarze sztuki jak nakręceni tylko dlatego, że RWĄ KASĘ PUBLICZNĄ DLA PARA-ARTYSTÓW w rodzaju Rajkowskiej, którą ...
3. ...Pani popiera z racji wyeksponowania własnej otwartości światopoglądowej i przemożnej chęci oddzielenia się od ciemnogrodu, takie jak Rajkowska nie uznającego za artystkę, albo za artystkę słabą.

Do ZŚK: Jakubowicz nie "chciał pokazać" Arbeitdisziplin, tylko pokazał (choć krótko), skoro Kulczyk doprowadził do jej usunięcia z wystawy. Prawem Kulczyka jest dbanie o własne interesy, a prawem Jakubowicza o własne. Skoro nie mógł pokazać w publicznej instytucji, mógł -jak rzesze innych artystów, obecnie poza nawiasem- pokazać publicznie w instytucji prywatnej. Inną rzeczą jest ocena, kto ostatecznie - Kulczyk czy Jakubowicz, dbając o swój interes, dbał także o interes publiczny (kilkaset osób zatrudnionych) Poznania.
-
Gość: andrzej biernacki, public15403.xdsl.centertel.pl
2009/07/27 10:07:36
zarówno dla P. Iza jak i ZŚK nie zostawiają Kulczykom pola manewru: Jak pokażą Nieznalską, to grają pozorami, jak nie pokażą, to popierają tylko sztukę grzeczną.
Jak nie zasilą budowy Minaretu, to -konformiści- ulegli presji opinii, jak zasilą, to dobry bajer dla ciemnogrodu.
Do głowy nikomu nie przyjdzie, że -w odróżnieniu od publicznej- to ich kasa i ich motywy. Jak mają kaprys, mogą wrzucić rulon banknotów do kratki ściekowej lub wychodka w Garbarach. Mogą opcjonalnie wyrzucić je dla Malta Męczyńskiego po kulturoznawstwie, ale to jeden wuj.
-
Gość: Towarzysz Winnicki, aany48.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/27 12:49:27
cyt.,,Jak mają kaprys, mogą wrzucić rulon banknotów do kratki ściekowej lub wychodka w Garbarach. Mogą opcjonalnie wyrzucić je dla Malta Męczyńskiego po kulturoznawstwie, ale to jeden wuj.,,
- kaprysem może być również przeistoczenie Browaru na największy Meczet w Europie.. ;)
-i gdzie się wtedy podziejecie biedni poznaniacy...
-
2009/07/27 13:16:05
A gdzie ja niby zasugerowałam, że Kulczykowie czy też Browar mają dać pieniądze na minaret???!!!!! To jakaś totalna bzdura, bo pisałam coś zupełnie przeciwnego. Bronię publicznego finansowania sztuki, a nie odsyłania artystów do prywatnych kieszeni osób, które mają różne gusta i guściki i raczej widzą w sztuce jedynie inwestycję, ozdobę itp.
-
Gość: Zaklad Slusarstwa Koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2009/07/27 14:27:45
Panie Andrzeju

1. (o ile nam wiadomo, tak wynika z dostępnych nam tekstów na ten temat) praca Jakubowicza była częścią programu wystawy i została usunięta z programu nieotwartej jeszcze wystawy. Więc Jakubowicz chciał pokazać, a Kulczyk / prez. Grobelny doprowadził do usunięcia

2. Chyba już się Panu wszystko zapętliło. Kłopot polega na tym, ze w przypadku Minaretu Malta uzyskała także dofinansowanie miasta (ubiega się też o dotację z Ministerstwa Kultury) co sam Pan wielokrotnie wypominał, więc nie jest to "ich kasa i ich motywy"
-
Gość: andrzej biernacki, public12409.xdsl.centertel.pl
2009/07/27 23:52:30
Zakładzie: Co mi się niby zapętliło, skoro piszę to samo co Zakład, tyle że parę linijek wcześniej, że "kohorty kutasów po kulturoznawstwie (M.M.), brylują po aktualnym obszarze sztuki jak nakręceni tylko dlatego, że RWĄ KASĘ PUBLICZNĄ DLA PARA-ARTYSTÓW w rodzaju Rajkowskiej.
Pani Izo, oburzyła się Pani na Kulczyków, że przebierali w wizytujących. A przecież przebierali, bo ... zrobili wstęp "ZA DARMO", a Browar nie z gumy. Jakby zrobili wstęp płatny -jak powinni- bo "Kto nie kupuje ten nie je" (Jarodzki), toby się publika (przyzwyczajona w dotowanych instytucjach do wszystkiego (rzekomo) ZA DARMO), sama wyselekcjonowała. Ich GEST, obrócił się przeciwko nim. Zapokutował liberalizm nie bardzo konsekwentny.
I jeszcze jedno. Jakby Pani, miast siedzieć na etacie w budżetówce, zainwestowała -jak ja czy Kulczyk- w jakąś swoją ulubioną straszną sztukę, a do tego -zwiedziona zachętą 1989 r. wzięcia spraw w swoje ręce - wyrychtowała - jak ja czy Kulczyk - za swoje, niemałe środki pod tę straszną sztukę niegłupi lokal, toby się Pani mniej oburzała na selekcje przy wejściu. A jakby do tego, dotowany tę Pani sztukę podkupił (częściowo za Pani podatki od tych zakupów, budowy i posiadania) toby się Pani gmach publicznego finansowania nieco porysował. Pozdrawiam.
-
Gość: andrzej biernacki, public12178.xdsl.centertel.pl
2009/07/29 10:45:06
Prywatny sponsoring "ma gusta i guściki". Publicznemu (bo kasa nie jego) wszystko można wetknąć, głównie guściki swoje.
-
Gość: bzykkk, ifg38.internetdsl.tpnet.pl
2009/07/29 18:21:34
litosci .iza zmieńmy temat
-
2009/07/30 08:47:34
Film Gusta i guściki opisują proces przemiany Castelli, właściciela fabryki w Rouen - gbura i ignoranta, który pod wpływem kontaktu ze sztuką odkrywa świat na nowo. Równocześnie obserwujemy jak początkowo zimna wobec niego Clara (aktorka, która udziela mu lekcji angielskiego), obdarza go coraz cieplejszym uczuciem. Film pokazuje, że posiadanie własnego gustu może stać się formą samoobrony przed rzeczywistością, swego rodzaju schronieniem przed naszym nieuporządkowanym życiem. Jednak dla Castelli przejęcie gustów innych ludzi, bez równoczesnej utraty własnej osobowości, stanie się czymś więcej - początkiem drogi prowadzącej ku wyzwoleniu. ..."

Artyści w tym filmie są zamknięci na innych (Clara), myślą stereotypami. Nie mieści im się w głowie, że przemysłowiec może naprawdę zainteresować się sztuką współczesną.

Pani Iza stwierdza "Bronię publicznego finansowania sztuki, a nie odsyłania artystów do prywatnych kieszeni osób, które mają różne gusta i guściki i raczej widzą w sztuce jedynie inwestycję, ozdobę itp. "

Pani Izo, to stereotyp. Rzeczywistość jest bardziej złożona.

Brałam wczoraj udział w panelu na zakończenie katowickiego Biennale Sztuki. "Konstytucja europejska. Co tworzy Europę."

Czy znając tytuł pomyślelibyśmy, że to wydarzenie artystyczne?

Wsłuchując się w wypowiedzi panelistów doszłam do wniosku, że aby zaklasyfikowano dzieło jako "sztukę współczesną" musi posiadać atrybut "dotowane". Sztuka współczesna, to ta, która powstaje za pieniądze podatnika. Choć na wystawie (wystawach) prezentowano interesujące prace (głównie multimedia, brak technik klasycznych) wszystkie jak mi się wydaje były "współczesne". Nie powstałyby bez pieniędzy donatora (lub zamówienia publicznego).

Kiedyś donatorem był Kościół i cesarz, dziś jest państwo.
Kiedyś sztuka to był PR i marketing idei możnych i władców. Czym jest dziś?
-
Gość: vis, ifg38.internetdsl.tpnet.pl
2009/07/31 13:10:01
łojezu ,to sztuka zamulania
na poprawe -
www.youtube.com/watch?v=VIjOuINPHl0
-
2009/08/03 15:33:08
nie wiem, czy ktoś to już napisał (lista wypowiedzi imponująca), więc może powtórzę czyjąś myśl: Rajkowska już osiągnęła cel i właściwie nie musi realizować swojego projektu. wzbudziła emocje tak wielkie, jak rzadko kto gotowym dziełem. wymusiła dyskusję o relacji między kulturami, o istocie polskości, o mecenacie... świetna prowokacja, którą można zatrzymać na tym etapie. bo dalej chyba nic nowego już nie będzie...
-
Gość: Towarzysz Winnicki, eag64.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/03 21:26:04
czyli piękne zakończenie... ;)
Allah Akbar !
-
Gość: andrzej biernacki, public3183.xdsl.centertel.pl
2009/08/04 11:22:44
vontrompka pisze, że Rajkowska "wymusiła dyskusję o relacji między kulturami, o istocie polskości, o mecenacie... ".
Ależ skąd, meritum tej dyskusji to rwanie publicznych pieniędzy przez paraartystów i przy ich pomocy budowanie pozycji, podobno artystycznej(?!).
Tematy, o których pisze vontrompka, głównie relacje między kulturami, nikogo nie biorą, o czym świadczy niewspółmierna cisza po prezentacji projektu Ryśka Ługowskiego : "Dziewięć mistycznych otworów w ciele terrorystki" - www.zgora.pl/muzeum/archiwum/2004/lugowski.html .
Głowę dam, że Rajkowska nie tylko rwie publiczną kasę, ale i całkiem prywatne pomysły, jak choćby minaret Ługowskiego, jako projekt artystyczny (2004)
-
Gość: andrzej biernacki, public3454.xdsl.centertel.pl
2009/08/09 15:29:42
vontrompka: "Rajkowska osiągnęła swój cel: wywołała dyskusję.."
Otóż, ostatnią rzeczą, jaką chciałaby wywołać Rajkowska swym projektem jest jakakolwiek dyskusja. Jej stosunek do dyskutantów, wyrażający się absolutnym zdystansowaniem, olewką, ciszą, potwierdza chęć osiągnięcia przez nią zasadniczo innego niż dyskusja celu: BEZWARUNKOWEJ AKCEPTACJI I WYPŁATY NA REALIZACJĘ (chciałoby się polecieć Maxiem z Seksmisji: może być ryczałtem + zaległe odsetki za zwłokę). Podobną postawę przyjęła tu autorka bloga, która -wystarczy pobieżna analiza jej wypowiedzi- niby ma jakieś mgliste wątpliwości, ale jednocześnie chce nakłaniać mieszkańców do akceptacji a władze do wypłaty (bo piłkarze też dostają). Teraz filozoficznie milczy od tygodni. Fakt, lato, lato, lato czeka..
-
Gość: xxx, c151-57.icpnet.pl
2009/08/12 11:54:19
panie biernacki pan jest zrzęda
-
2009/08/12 16:36:11
Indeks 73 o debacie wokół Minaretu:
www.indeks73.pl/pl_,aktualnosci,_,20,_,686.php
-
Gość: andrzej biernacki, public7820.xdsl.centertel.pl
2009/08/12 23:45:13
Gratuluję Indeksowi konsultanta, specjalisty w sprawach "różnorodności" - Daniela Passenta. RÓŻ-norodności to w jego przypadku nader skromnie powiedziane, ja rzekłbym CZERWONO-rodności, prosto z Kremla.
-
Gość: matkoboska, aeii68.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/13 16:08:01
Panie Biernacki - nie chcę być niemiły ani niegrzeczny, ale pisze Pan tak niezrozumiale, że lepiej byłoby, gdyby wziął się Pan za jakieś lekcje pisania. Bo to już naprawdę zakrawa o kpinę. Piszesz Pan nonsensy, aż trudno się połapać o co Panu właściwie chodzi. Są na świecie doskonałe placówki, instytucje edukujące w zakresie pisania. Przydałoby się to Panu, bo w każdym pańskim tekście trudno o logikę. Zawsze wyczuwalna jest jakaś niedookreślona ironia, mocno trącająca o pieniactwo i Pana frustracje.
-
2009/08/13 16:44:59
Konsultanta? Cytowaliśmy różne głosy. Bez cenzury.
-
Gość: andrzej biernacki, public909.xdsl.centertel.pl
2009/08/13 23:52:38
Dobrze jest cytować bez cenzury, ale jeszcze lepiej z sensem. Dlatego dzisiejsze zdanie Passenta, swego czasu dyżurnego piewcy ustroju przodujących dójek i jedynie słusznej MONO partii, o RÓŻNORODNOŚCI świata, wydało mi się mało wiarygodne, zwłaszcza na kartach Indeksu. Tylko tyle.
Ironia? Pieniactwo? Frustracje? Pewnie też, ale przede wszystkim odrobina szczerości i PAMIĘCI.
-
Gość: gość, cpe-67-241-43-112.twcny.res.rr.com
2009/08/23 04:11:44
Minaret jest nie tylko zupełnie obcym elementem, ale projektem niesamowicie egoistycznym. Artystka liczy na łatwą popularność, nie biorąc odpowiedzialności za możliwe przykre konsekwencje dla miasta. To zabawa z symbolami religijnymi obcej kultury, a zważywszy na wcale nie tak odległe ataki terrorystyczne w Londynie i Madrycie oraz morderstwa europejskich przeciwników islamu, jest to zabawa niebezpieczna i krzywdząca.

Czy nie bardziej wzbogacające i "promujące różnorodność" byłoby stworzenie dzieła związanego z problemem łamania praw osób homoseksualnych w Polsce? To jest problem realny. Nie chcę, żeby w Poznaniu realny stał się problem islamskiej fundamentalistycznej przemocy. Zdaję sobie sprawę, że są to ostre słowa, ale przykłady owa przemoc boli bardziej od słów.

Czy jest jakaś możliwość wypowiedzenia się przeciwko temu projektowi? Do kogo pisać?
-
Gość: andrzej biernacki, public11478.xdsl.centertel.pl
2009/08/23 10:21:32
Nie, nie ma żadnej, skutecznej możliwości przeciwstawienia się temu projektowi. Od paru lat trwa bowiem konsekwentna akcja nasycania kasą publiczną i "robienia" biografii paraartystów, ciurkiem wymienionych w ostatnim numerze Flashartu. Według nasycających, jedynej, zdrowej tkanki polskiej sztuki. A Merczyński z Rottenberg już się podekowali gdzie trzeba, są już w Radzie Kongresu Kultury. Przezornie zadbają, żeby strumień publicznych środków nie zdryfował w niepowołanym kierunku.
-
Gość: Krakowiak, 80.50.125.3*
2009/09/01 22:51:01
Rece opadaja jak sie czyta ten lewacki belkot "srodowisk" ktore przy kazdej nadarzajacej sie okazji nie marnuja szansy zeby zaznaczyc swoja obecnosc. Homoseksualisci, genderowcy i inne talatajstwo szermuja takimi argumentami ze tylko plakac..Kretynski pomysl wystawienia obcego kulturowo elementu architektonicznego (slusznie skrytykowany przez Stowarzyszenie Architektow) broniony jest przez tych polglowkow argumentami o wadze kija bejsbolowego: "..lepiej siedzcie cicho uwstecznieni, prawicowi ksenofobi, nietolerancyjni "antysemici" ( w tym wypadku "antyislamisci" choc to pierwsze brzmi lepiej) Wpuszczajmy do Europy element islamski..Po co komu katolicyzm?"
-
Gość: krupek, public73461.xdsl.centertel.pl
2009/10/11 16:19:33
budować barbarzyńcom ich symbol wiary? ile jest meczetow w europie a oni ciagle groza zamachami? to czym innym jak nie barbarzyństwem jest ich wiara, tradycja i wartości. sam mahomet zabijał i oni pragna ich nasladować. i tworzyc im minaret? skoro rajkowska jest taka otwarta i przekonana o naszym zacofaniu to niech pojedzie do takiego iranu czy maroka i niech stara sie o wybudowanie tam kościoła. raczej nie wrocilaby z tej wyprawy, a film z jej egzekucji ogladalibysmy w internecie,va jej ukochani muzumanie wyciagneliby języki i krzyczeli ALLAH AKHBAR. znawca kultury, hipiska za 3 grosze. swoja kulture i tradycje chrzescijanskie ma za nic i bedzie mi psi minaret budowac. polecam wszystkim zwolennikom tego projektu i rajkowskiej film o zabójstwie Theo van Gogha.
-
2009/12/07 12:06:27
Ciekawa wypowiedź autorki blogu. Sama uważam "otwierający miasto" projekt Rajkowskiej za chybiony - z wielu względów: przedewszystkim za nieadekwatność względem problemu Poznania. Poznań JEST miastem zamkniętym i drobnomieszczańskim. Na mieszkańcach wciąż kładą się cieniem wzorce pruskie które wychodzą nieustannie w naszym obecnym życiu, w najmniej spodziewanych momentach. Tu widzę główny temat do dyskusji, prowokacji artystycznej czy projektu, który pomógłby poznaniakom spojrzeć na siebie i zmierzyć się z ową prusackością ( która może ma kilka zalet ale więcej cech negatywnych). Projekt R wywołuje sztuczny problem, jest wyrazem niezrozumienia miasta w którym była rezydentką.