Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Swastyki c.d. i antygatunkowizmu c.d.

izakow2

Ślusarze w ostatniej gorącej dyskusji na temat antygatunkowizmu, Kanta i Agambena przypomnieli dawną sprawę Obarskiego. Owszem, oburzałam się wtedy bardzo na to, że wystawa Obarskiego Pole energetyczne nie doszła do skutku w toruńskiej Wozowni. Chociaż nie wiem, jak bym oceniła prace Obarskiego, gdyby mi dane było je zobaczyć.




A może uznałabym je za apoteozę swastyki i zgodziła się z sugestiami Żydowicza (które, niestety, pojawiły się jeszcze zanim wystawa doszła do skutku), że w naszej sytuacji historycznej apoteoza swastyki jest czymś podejrzanym, jest nadużyciem i uderza w pamięć ofiar Zagłady? Może i tak by było, ale powtórzę, co chyba trudno było zrozumieć moim interlokutorom, najbardziej zdenerwowało mnie to, że takiej możliwości oceny prac Obarskiego nie miałam. Ktoś uznał, że istnieją tematy tabu w sztuce. Ja takich tematów nie uznaję. Wtedy sprawa zaskoczyła mnie tym bardziej, że wielu polskich artystów w swych pracach symbolu swastyki używało.

A piszę o tym, bo dość dawno temu Marek Sobczyk opowiadał mi o swoich obrazach ze swastykami, a całkiem niedawno mi je podesłał – od Obrazu publicystycznego z roku 1981, będącego komentarzem do ówczesnej sytuacji, przez obrazy z drugiej połowy lat osiemdziesiątych: Adam i Ewa Braun (1986) i Według Hrabala (1987).


Adam i Ewa Braun


Ciekawe jest to, jak bardzo te obrazy wyprzedzają czasowo pewne zainteresowania współczesnych artystów. Gruppa niewątpliwie prowokowała, uderzając w utarte konwencje i wizualne przyzwyczajenia, w patos przykościelnej sztuki i bezmyślność schematów. A może też było tak, że kiedyś artyści byli odważniejsi?


Bo na marginesie – czy ktoś oburzał się na Zofię Kulik za pracę Figura swastyki z 1989 r.:


 


Ale miało być o obrazach Sobczyka. Obraz publicystyczny wydaje mi się najbardziej niebezpieczny, a właściwie niebezpieczeństwo widzę w możliwościach interpretacyjnych.




Symbolicznie być może da się to obronić przed „obrażalskimi”, w końcu swastyka jest rodzajem krzyża (proszę zajrzeć choćby do Słownika terminologicznego sztuk pięknych Kozakiewicza). Z drugiej strony, jasne jest, że w naszym kontekście kulturowym, swastyka uchodzi za symbol zła, podczas, gdy krzyż za symbol dobra. Przenikanie się tych symboli jest niepokojące, ale, czy nie jest niepokojące to, co dzieje się z krzyżami, które są używane w celach politycznych, propagandowych, niekiedy stając się symbolem przemocy? Np. krzyże na żwirowisku w Oświęcimiu, krzyże podczas procesu Nieznalskiej, krzyże podczas słynnego spotkania ekologów z mieszkańcami okolic Rospudy czy krzyże, o które znowu toczy się walka na scenie politycznej. Bo czy naprawdę prawdziwa wiara potrzebuje naznaczenia przestrzeni publicznej (a więc przestrzeni należącej do wszystkich, wierzących i niewierzących) swoimi symbolami? Czy chodzi o wiarę czy chodzi o władzę? Nie umiem tego zrozumieć inaczej niż jako rodzaj przemocy symbolicznej...  Ujęła mnie, ale też zasmuciła historia uczennicy wrocławskiego liceum, która napisała petycję o zdjęcie krzyży z jej szkoły. Dziewczyna spotkała się z pogróżkami, a krzyże ponoć w tym liceum i tak mają zostać. Ale to na marginesie, choć Marek wysyłając ten obraz napisał mi, że według niego on wciąż jest aktualny... Według mnie również. Zresztą ja stosunkowo od niedawna pracuję w miejscu, które nie jest naznaczone(poprzednie - publiczne, obecne - prywatne...).

Ale wracając do obrazów, w dwóch następnych swastyka pojawia się jako symbol zła.




Na obrazie Według Hrabala swastyki pojawiają się na płaszczu jednego z mężczyzn (Czecha czy Niemca?). Marek wskazuje, że obraz jest o czyszczeniu pamięci, ale w związku ze swastykami, spotkała go cenzura:


obraz ma też szczególną, polską historię dotyczącą higieny. Za to, że na obrazie są swastyczki został bardzo ostro oceniony i ocenzurowany przez Ryszarda Stanisławskiego, dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi, zrzucony z komisji zakupów razem z pozostałymi moimi obrazami na zasadzie: „taki co maluje swastyki nie będzie u mnie w muzeum”, i rzeczywiście nie było mnie od tego momentu w muzeum i wszystkich przedsięwzięciach, co jest o tyle ważne, że Gruppa jednak wtedy brała udział w wydarzeniach eksportowych, a były wtedy chyba tylko dwie bramki przez które przepuszczano: galeria Foksal i MS w Łodzi.


A najciekawszy wydaje mi się ostatni obraz Kasztan mały (1978 – 2002), znowu wieloznaczny, intrygujący formalnie.




A zresztą, zaczęło się od antygatunkowizmu, a, jak wynika z komentarza Marka Sobczyka, to on sam przedstawił siebie jako tego psa, aby pozbyć się skazy człowieczeństwa...

Pozwolę sobie przytoczyć cały komentarz Marka:


Pies Kasztan Alergik [Ruch ogona], 1988-2002, 130x130 cm, olej, tempera jajkowa na płótnie

Uczulony na zło, po prostu alergik, pies, który może orzekać o złu, czego nie może już robić człowiek (jako odpowiedzialny za zło). Pies w drodze do człowieczeństwa (jako człowieczek jeszcze nieodpowiedzialny za zło) został przedstawiony jako niosący krzyż (narzędzie zmiany świadomości i męki) i merdający ogonem.

To obraz skończony w 2002 roku, ale rozpoczęty wcześniej, a jako koncept rozważany przy okazji wystawy ‘Marek Sobczyk / Ein Psycholog erlebt das Konzentrationslager’, 1987, Pawilon SARP Warszawa.

Wybór psa jako alter ego artysty by zabrał głos w sprawach, gdzie artysta już nie może albo mu nie wypada, głównie sprawach skomplikowanych, gdzie człowiek jest zaplątany jako sprawca i ofiara, jako odkupiciel i grzesznik. Występuję do psa o imię, to przykład sublimacji. Moje imię Pies Kasztan Alergik, i to ja-on próbuje dokonywać ocen, tam gdzie mnie to się nie uda, bo tacy sami ludzie jak ja uczestniczyli w machinie zagłady, eksterminacji, podlegali i realizowali totalitarne zniewolenie. Pan Niewolnik Kat Ofiara [PNKO]. Wracając do Kasztana Alergika, jako człowiekowi* (złowiekowi) trudno mi jest powiedzieć: jestem uczulony na zło – jego przejawy, (zło?) swędzi mnie i dusi, natomiast kasztanowi Alergikowi to uchodzi , bo on jeszcze nie jest Człowiekiem, dopiero aspiruje – gorliwie aspiruje (jak przysięgający harcerz) i z tej pozycji aspirującego człowieczka może traktować prościej, po harcersku, zgodnie z przysięgą, sprawy zbyt trudne. Ja z kolei, żeby sformułować komunikat wobec tak skomplikowanych zagadnień, muszę pójść w jego stronę, stronę czegoś odrobinę mniejszego, gorliwego i nieobciążonego skazą człowieczeństwa.


*Po prostu, żeby jako człowiek pójść w pełni sił artystycznych przeciw zagładzie, przeciw wojnie, przeciw przemocy, trzeba za to zapłacić, to są nieliczne przypadki: Borowski, Wróblewski, Majakowski, to kosztuje – w ich wypadku kosztuje życie. Natomiast przypadki, kiedy wydaje się, że można wejść w tryb oceny takich zdarzeń, jako artysta właśnie, i to taki, co chce jeszcze zarobić, to się po prostu nie udaje. Przypadek Abakanowicz, czy przypadek pary artystów Komar/Melamid, to ludzie którzy zarobili, ale to nie jest dobre artystycznie. I coś za coś, stracili klasę, zarobili jakieś tam uznanie czy popularność czy pieniądze, powinni oddać to co zarobili; oddać uznanie, popularność i oddać pieniądze (jednak nic nie dostawszy z powrotem w zamian za zwrot).     

 

P.S. do mojej grupy z warsztatów – o podobnych problemach na najbliższym spotkaniu.

Komentarze (52)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Dorota] 188.33.3.*

    Iza pisze: "Z drugiej strony, jasne jest, że w naszym kontekście kulturowym, swastyka uchodzi za symbol zła, podczas, gdy krzyż za symbol dobra."

    No właśnie, ale paradoksalnie kiedyś było na odwrót. Krzyż był znakiem okrutnej kary śmierci dla najgorszych złoczyńców. Swastyka była (a właściwie w Indiach dalej jest) znakiem szczęścia i powodzenia, malowana na dłoniach bogów hinduistycznych. Niby to nie nasz krąg kulturowy, ale w dobie globalizacji to się robi coraz mniej oczywiste. Podobno mniejszość indyjska w Anglii domagała się legalizacji używania swastyki jako ich tradycyjnego znaku pomyślności. Ale też np. spotkałam się z tym, że mój kolega z Iranu, wykształcony dwudziestoparoletni człowiek, podchodzący z ogromnym dystansem do własnej religii, znający angielski, nigdy w życiu nie słyszał o Zagładzie...

    A co do obrazu ze swastyką i psem, to tyle razy zastanawiałam się jak mam go rozumieć... Szczerze mówiąc spodziewałam się raczej pejoratywnej symboliki psa, a tu proszę! Więc dzięki, że o nim napisałaś.

  • Gość: [zimnastopa] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    noo, w ogole co to za gadanie. swastyka jest ładna i mocna.
    i artyści mogą z nią robić co chcą.
    a jak ktoś się na to nie godzi to jest pipa.
    pozdrowienia od zuzi

  • Gość: [Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego] *.torun.mm.pl

    Pani Izo

    Żeby nie było nieporozumień na początek mamy kilka pytań:

    1. ...najbardziej zdenerwowało mnie to, że takiej możliwości oceny prac Obarskiego nie miałam. Kogo uważa Pani za "winnego" całej tej sytuacji? Żydowicza, Obarskiego, Jackowską czy może Całbeckiego? I dlaczego właśnie tę osobę / osoby?

    2.Ktoś uznał, że istnieją tematy tabu w sztuce. Kto?

    3.Ktoś uznał, że istnieją tematy tabu w sztuce. Ja takich tematów nie uznaję. Czy to, że Pani ich nie uznaje, zobowiązuje wszystkich innych do ich nieuznawania? I jak rozstrzygnąć, czyje uznawanie / nieuznawanie jest "ważniejsze"?

    3.Wtedy sprawa zaskoczyła mnie tym bardziej, że wielu polskich artystów w swych pracach symbolu swastyki używało. Czy uważa Pani, ze sprzeciw wobec wystawy Obarskiego RÓWNA się sprzeciwowi wobec jakiegokolwiek użycia swastyki przez artystów?

    4.czy naprawdę prawdziwa wiara potrzebuje naznaczenia przestrzeni publicznej (a więc przestrzeni należącej do wszystkich, wierzących i niewierzących) swoimi symbolami? Zakładamy, że uważa Pani, że prawdziwa wiara nie potrzebuje. Pytanie tylko, czym jest "prawdziwa" wiara i jak odróżnić ją od "nieprawdziwej"?

    5. Czy chodzi o wiarę czy chodzi o władzę? Czy gesty Obarskiego i Czerepoka z Wrocławia nie były próbą narzucenia władzy nadawania znaczeń?

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    "Sztuka publicystyczna jest niebezpieczna"? Dobre sobie. Dla kogo? Gdzieś czytałem takie przypuszczenie, że gdyby dzisiaj w dowolnym miasteczku, na centralnym placu, z helikoptera zrzucono w tłum nosorożca, ludzie rozstąpiliby się niespiesznie, kwitując rzecz znudzonym: O, sztuka?!
    Czasami, i owszem, majstruje się teatrzyk: jakiś poseł gdzieś -pod publiczkę- wtargnie i się -pod publiczkę- oburzy, a potem jakiś kurator czy krytyk -pod publiczkę- się oburzy, że tamten się oburzył. Majstruje się teatrzyk a następnie awansik a następnie grancik. Lub w innej kolejności.

  • izakow2

    Do Ślusarzy - nie wiem, nie wiem, nie wiem!!! Sprawy były dyskutowane sto razy. Państwo piszecie, że ja piszę proste odpowiedzi, a jak mam pisać zarzucona taką ilością pytań (w tym np. dotyczących tego, co uważam za prawdziwą wiarę a co za "nieprawdziwą"?) Czy musimy wciąż wracać wciąż do tego samego (Obarski + Czerepok)?
    "Czy uważa Pani, ze sprzeciw wobec wystawy Obarskiego RÓWNA się sprzeciwowi wobec jakiegokolwiek użycia swastyki przez artystów?" - nie uważam.
    Ale czy naprawdę uważacie, że można sprzeciwiać się treściom wystawy, której nie było???? (o to mi cały czas chodzi).
    A jeśli chodzi o władzę i sztukę - czy sztuka nie jest w ogóle władzą nadawania znaczeń?

  • Gość: [Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego] *.torun.mm.pl

    Pani Izo
    Pytayta Pani:
    Czy musimy wciąż wracać wciąż do tego samego (Obarski + Czerepok)?

    ???
    Nie wiemy, to Pani wróciła. My tylko wskazaliśmy wtedy na zupełnie inne Pani podejście do dwóch analogicznych sytuacji. Nie zakwestionowała Pani tej analogiczności, a teraz wraca Pani do tego, bo przecież MY o tym wspomnieliśmy.

    Nie uważa też Pani, że sprzeciw wobec Obarskiego równa się sprzeciwowi wobec obecności swastyki w sztuce. To fajnie. Tylko jaki jest, w takim razie, sens zestawiania Obarskiego z Kulik? Dla nas żaden.

    Pyta też Pani:
    czy można sprzeciwiać się treściom wystawy, której nie było????
    Uważamy, że w tym przypadku można. Choć, jak już kiedyś pisaliśmy, osobiście wolelibyśmy, żeby tamta wystawa jednak się odbyła:
    Błąd Żydowicza był natury taktycznej. Opublikował swój list za wcześnie, stawiając na pierwszym miejscu dobro ludzi, w imieniu których występował. Dzięki temu Obarski mógł, swoją suwerenną decyzją, nie dopuścić do otwarcia wystawy, powołując się na Żydowicza, a następnie zarzucać wszystkim krytykom, że nie powinni się wypowiadać, bo nie widzieli wystawy. Czy tak wg Pani wygląda cenzura?
    Chodzi o to, że akurat o tej niebyłej wystawie mamy więcej informacji (odautorskich i "oddyrektorskich") niż o większości wystaw, które się odbywają w Toruniu (nawet o ocenzurowanym Dziadkiewiczu w lokalnym wydaniu GW były tylko 2 malutkie artykuliki). Wiemy też, jak miały wyglądać niektóre z grafik, które miały być pokazane. Widzimy zaproszenie i czytaliśmy to, co w nim napisano. Uważamy, że to wystarczająco dużo.

    Sytuacja hipotetyczna:
    W jakimś miejscu publicznym grupa "moherów" chce zorganizować wystawę "antyaborcyjną", na której mają być pokazane fotografie usuniętych płodów. Czy ta informacja nie wystarczy Pani do sensownego ustosunkowania się do samego pomysłu takiej wystawy? Czy naprawdę musi Pani zobaczyć wszystkie zdjęcia z tej wystawy, zamiast przykładowych dwóch i odautorskiego komentarza?

    A skoro przyznaje Pani, że sztuka też jest poniekąd władzą, to dlaczego zawsze używa Pani słowa "władza" w sensie pejoratywnym? Dlaczego ma Pani taki problem z samym faktem istnienia na świecie relacji władzy,a skoro sztuka jest jedną z takich relacji to dlaczego akurat w niej nie widzi Pani niczego złego i zawsze broni artystów?

    Pisze też Pani
    Państwo piszecie, że ja piszę proste odpowiedzi, a jak mam pisać zarzucona taką ilością pytań?
    Dla nas to też jest trochę nużące. Może gdyby pisała Pani w sposób mniej ogólnikowy i niejasny, byłoby łatwiej. Pewnie napisze Pani, że chce Pani wolności i swobody myśli. My też. Tylko jeśli Pani rozważania równocześnie są ogólnikowe i prowadzą do jakiegoś wartościowania różnych zjawisk, to my pytamy "co Pani rozumie przez X, że doprowadziło to Panią do takich, a nie innych wniosków i ocen?"

  • izakow2

    Ciekawy przykład z wystawą anty-aborcyjną, ale dla mnie nietrafiony. Bo wg mnie, nie można umieszczać na tej samej płaszczyźnie prac propagandowych i prac artystycznych. Tego rodzaju wystaw antyaborcyjnych nie pokazują galerię. Galeria, która decyduje się na otwarcie jakiejś wystawy, bierze za tę wystawę odpowiedzialność, staje się gwarantem jakości artystycznej (oczywiście, może się niekiedy mylić, popełniać błędy, itp.)
    Ale zastanawia mnie, dlaczego użyliście takiego porównania, czy oznacza ono, że prace Obarskiego były wg was propagandowe?
    Nie bronię zawsze artystów, bywam wobec nich złośliwa, krytykuję prace, które są wg mnie słabe, itp. Też używam władzy i nie widzę w niej nic złego (sama w sobie jest obojętna, problemem są różne rodzaje jej użycia, nadużycia, a czasami jej nieużywanie może też być problemem, o czym pisałam choćby w odniesieniu do "Powtórzenia" Żmijewskiego).
    Ale o co wam chodzi z tą władzą? - w tym wpisie pisałam o władzy kościoła, uważacie Państwo, że w państwie, w którym panuje rozdział kościoła od... państwa (?), władzę powinien mieć Kościół katolicki????

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Sobczyk: "Uczulony na zło, po prostu alergik, pies, który może orzekać o złu, czego nie może już robić człowiek (jako odpowiedzialny za zło)" itd etc.
    Moim zdaniem to czystej wody bełkot (literacki tylko z uwagi na użyte litery), opisujący bełkot plastyczny czyli ten powyżej obrazek z psem i swastyką. Byłbym niezmiernie wdzięczny za wyjaśnienie, co konkretnie wg Pani jest intrygującego w tej -wg mnie- arcydennej amatorszczyźnie. Ja na ten obrazek patrzę tak: potoczny, "ogólnopsi", sztywny obrysik (niewykluczone że z rzutnika) wypełniony żółtougrową "sraczką" jakichś ćwierćkolorków bez sensu co do położenia, kierunków, zagęszczeń, formy. Ta maziaja częściowo "skrywa" kawałek ramienia swastyki: dlaczego ten kawałek a nie inny, dlaczego ćwierć a nie pół, nie wiadomo. To, że to indywiduum merda ogonem, wie tylko Pani, bo ja widzę przyczepioną do d... i (nomen omen) zdup...likowaną jakąś ogononiepodobną fujarę. Nic wizualnie nie usprawiedliwia diagonalnego podziału płótna, oprócz -oczywiście- widzimisię autora. Wypełnienie pionowymi (dlaczego pionowymi) ciapkami w kolorze przypadkowym (ani to podobne ani w opozycji do pseudopsa), ma -prawdopodobnie sugerować malarskość tej powierzchni, ale też bez związku z zewnętrznym kształtem tego, co wypełnia. Górna część czyli fragment flagi ze swastyką położony już bez żadnej odautorskiej licencji (oprócz licencji niechlujstwa tego położenia), z krzywym, białym kółkiem i bylejakim hakenkreuzem -mimo, że to łatwiutkie formy quasigeometryczne) i też ledwo wciśnięte w kadr płótna. Elementy obrazka: pies, krwawy trójkąt i to powyżej, bez żadnego logicznego, wizualnego, warsztatowego związku, od sasa do lasa. Żadnej kulminacji formy, żadnej łączności składowych. Syndrom braku kompetencji wyłazi rozpaczliwie. Kawałek czarnej listewki swastyki umazany w jajecznicy "sierści" to jedyny bohater tej prokreacji. Jak widać wystarczający do Pani ekstatycznej oceny. Zdaje się tylko dlatego że "słynna" Gruppa, że fala, która, rzekomo, "popierdala", a w rzeczywistości się ślimaczy i Sobczyk, reprezentujący polskie malarstwo w każdym muzeum. Jakie tempora, takie mores.

  • tk1891

    Bezan - jakie szczęście, że oprócz analiz natury towarzysko-ekonomicznej od czasu do czasu serwuje Pan czytelnikom jakiś gorętszy kawałek z dziedziny krytyki dzieła, nawet jeśli zatrąca odrobinę 'złotą myślą' asystenta przeglądu pierwszorocznego. Pomaga to utrzymać właściwe proporcje odbioru.

  • Gość: [Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego] *.torun.mm.pl

    Pani Izo

    Ale zastanawia mnie, dlaczego użyliście takiego porównania, czy oznacza ono, że prace Obarskiego były wg was propagandowe?

    Chodziło nam o używanie władzy do nadawania znaczeń.Dlatego też pytaliśmy:
    Czy gesty Obarskiego i Czerepoka z Wrocławia nie były próbą narzucenia władzy nadawania znaczeń?
    Sama pisała Pani o krzyżach w szkole, jaki to ma związek z galeriami, sztuką? Czy zrobiła to Pani bo uważa że krzyż w szkole łączy się w jakiś znaczący i ważny dla pełnego odbioru pracy Sobczyka sposób czy po to żeby pokazać jak funkcjonuje przemoc symboliczna? A może jedno i drugie? No więc my skupiliśmy się na tej drugiej kwestii. Odnieśliśmy się do: Nie umiem tego zrozumieć inaczej niż jako rodzaj przemocy symbolicznej...

    Druga sprawa. Czy prace Obarskiego były "propagandowe" w sensie słownikowym? Nie były. Ale czy uważa Pani, że można wyraźną kreską podzielić całą naszą ikonografię na 100-procentowo propagandową i całkowicie niepropagandową? My uważamy że nie. Tym bardziej uważamy, że na podstawie takiego szkolnego rozróżnienia nie można mówić że "to wolno oceniać bez oglądania, a tamtego nie wolno"

    Nie bronię zawsze artystów, bywam wobec nich złośliwa, krytykuję prace, które są wg mnie słabe, itp
    A możemy prosić o jakieś przykłady, gdzie krytykuje Pani artystów używających władzy w sposób "narzucający się", a nie po prostu dlatego, że "każda sztuka to władza"? Bo Czerepoka i Obarskiego jednak Pani broniła. Na dodatek broniła ich Pani, zmieniając sens wypowiedzi przeciwników tych prac. Twierdziła Pani, że ktoś oskarża artystów o "propagowanie faszystowskiej ideologii" czy "antysemityzm" co jest zwykłym kłamstwem. Czy kiedykolwiek przyznała Pani, że artysta może kogoś krzywdzić swoją pracą?

    Pisze Pani:
    Tego rodzaju wystaw antyaborcyjnych nie pokazują galerię.
    Czy Czerepok był pokazany w galerii? Kto był zmuszony oglądać jego pracę?

    Ale o co wam chodzi z tą władzą? To my pytamy o co chodzi Pani z tą władzą? Dlaczego kościół katolicki(do którego przynależność deklaruje 95% naszego społeczeństwa) popełnia "zbrodnię" broniąc swoich racji, a artysta który naraża konkretnych ludzi na cierpienie (i to nie jakieś ideologiczne) tej "zbrodni" nie popełnia i jest przez Panią broniony? Jaka jest różnica?

    ...władzę powinien mieć Kościół katolicki???? z jakich naszych słów wyciągnęła Pani taki wniosek? Jako ciekawostkę możemy dodać, że żadne z nas nie uważa się za katolika, pomimo "normalnego" polskiego, katolickiego wychowania ;)

  • Gość: [Dorota] 188.33.170.*

    ad. andrzej biernacki

    Fakt, trochę zagmatwany ten tekst Sobczyka i nie wszędzie rozumiem, co miał na myśli, ale poniższe zdania wcale nie są bez sensowne:
    "Wybór psa jako alter ego artysty by zabrał głos w sprawach, gdzie artysta już nie może albo mu nie wypada, głównie sprawach skomplikowanych, gdzie człowiek jest zaplątany jako sprawca i ofiara, jako odkupiciel i grzesznik (...) Moje imię Pies Kasztan Alergik, i to ja-on próbuje dokonywać ocen, tam gdzie mnie to się nie uda, bo tacy sami ludzie jak ja uczestniczyli w machinie zagłady, eksterminacji, podlegali i realizowali totalitarne zniewolenie." Bo ludzie bardzo lubią oceniać i czują się zawsze lepsi, ale jednak różni fajni, mądrzy ludzie też dali się opętać ideologii faszyzmu, tacy ludzie jak my...

    Panie Andrzeju, a widział Pan obraz na żywo? Bo mam wrażenie, że ostatnimi czasy oceny zbyt często dokonywane są na podstawie cyfrowej digitalizacji i opisu, która w dużej mierze zastępuje bezpośredni ogląd. Podam taki przykład trochę z innej beczki... Witold Wojtkiewicz, Młoda Polska. Patrząc na reprodukcje myślałam - ot takie tam malunki, rysunki. A potem zobaczyłam wystawę monograficzną w MNW i zakochałam się na zabój. Dawno to było, ale olśnienie było tak duże, że pamiętam do dziś :)

    niezla-sztuka.blogspot.com/

  • izakow2

    Dorota,
    dzięki za zwrócenie uwagi na problem reprodukcji, my zapominamy jednak, jak dużo tracimy korzystając głownie z netu i w odwołaniu tylko do tych reprodukcji kształtując swoje opinie.
    Ślusarze, postaram się wrócić do tej dyskusji, ale teraz mam trudną sytuację w związku z chorobą syna. A z drugiej strony podjęliście tak dużo ciekawych wątków, że aż kusi...
    Zastanawia mnie, czy rzeczywiście prace, które wiszą głównie w galeriach, albo pojawiają się na krótko w miejscach, gdzie odbywa się festiwal, można porównać z miejscami, w których ludzie muszą przebywać, np. szkoły, przedszkola, szpitale. In. mówiąc, czy przemoc symboliczna w tych przypadkach jest porównywalna? Poza tym, czy praca artystyczna ma tę samą wagę co symbol religijny?
    I jeszcze jedno, oczywiście, że nie uważam, że można całkowicie oddzielić kwestii artystycznych i kwestii, nie tyle propagandowych, ile ideologicznych. Ale w przypadku wystaw antyaoborcyjnych, nie uznajemy ich za sztukę, prawda? A w przypadku wystaw artystycznych, stoją za nimi specjaliści, którzy dają gwarancję, że jest to sztuka.
    Uważam, że jednak pewne rozgraniczenia musimy przyjąć, choćby kulawe rozumienie tego, co jest sztuką.
    Chyba, że mówimy o całej kulturze wizualnej, wtedy należałoby też zwrócić uwagę na to, jak jesteśmy zmuszani do oglądania (a niekiedy obrażani/obrażane) reklam w sferze publicznej... I co z tą przemocą symboliczną?
    A teraz przepraszam, ale mam trochę problemów, więc na chwilę muszę się wyłączyć.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Pani Doroto, ponieważ tak się składa, że po 100 latach(!) na apel Boya Żeleńskiego o to, by wydać album arcydzieł Wojtkiewicza odpowiedziałem -jako pierwszy- właśnie ja, publikując monografię Witwoja w jednosobowej oficynie wydawniczej (Galeria Browarna 1994), czuję się upoważniony odpowiedzieć Pani, że wierzę w moc działania także dobrej reprodukcji. Dzisiejsze techniki powielania są na tym poziomie, że mowy nie ma o jakiejś przepaści odbioru. Jedyną przeszkodą może być skala (ocean wody to nie to samo co łyżka wody, choć znak chemiczny taki sam), ale w przypadku kameralnych obrazków Wojtkiewicza ten problem nie występuje. Pani różnica odbioru mogła wynikać z faktu, że dzisiaj nie wystarczy wiedzieć, że coś jest DOBRE, ale że jest także WAŻNE. Ten właśnie fakt uświadomili Pani muzealnicy z MNW i spowodowali, że innym okiem spojrzała Pani na kreacje autora "Ceremonii".
    Ta proteza aksjologiczna: "Ważny, jeden z ważniejszych, jedynie ważny", to nieodłączny składnik dzisiejszych, niemal wyłącznie afirmatywnych analiz sztuk wizualnych (politycznych?). Jak ktoś kiedyś raz palnął, jaka to Gruppa ważna, tak niewielu przyjdzie do głowy zapytać, czy rzeczywiście?. Dla mnie ta Gruppa woziła i wozi się na malarskiej jakości Pawlaka i malarskiej przytomności Modzelewskiego. I trzeba nieprzytomności by nie widzieć, że akurat Sobczyk z Grzybem i Woźniakiem "popierdalają" na fali dwóch pierwszych. Dla porządku powiem Pani, że tych rewelacji nie wnoszę, bynajmniej, z tego "swastykopsa", czyli jednego zdjęcia powyżej. Pani Rottensweter zadbała o to, że lodówki w Polsce strach otworzyć, żeby i z niej nie wytoczyła się dzika "fala" Gruppy. Ponieważ to trwa już ćwierć wieku, śmiało możemy mówić o tsunami.

  • kanibalia

    "A w przypadku wystaw artystycznych, stoją za nimi specjaliści, którzy dają gwarancję, że jest to sztuka. "

    I tu jest pies pogrzebany i rodzą się upiory...

  • anton88x88

    Panie Andrzeju a co Pan powie na to że w sowieckim Lwowie w 1939 roku Boj dostał katedrę języka francuskiego a innych Polaków sowieci wywozili na zatracenie na wschód ?

  • Gość: [heloize] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Nie wiem czy biorący udział w dyskusji są tego świadomi, ale Przemkowi Obarskiemu udało się (tym razem nikt się nie sprzeciwił) otworzyć swoją wystawę 9 grudnia w galerii toruńskiego klubu Od Nowa. Instalacja, którą pokazał, też jest związana z symboliką swastyki i krzyża i można ją oglądać jeszcze przez tydzień.
    Można przyjść, zobaczyć i skomentować - co dyskutującym tutaj gorąco polecam.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Prawdę mówiąc nie wiem co Boy dostał od Sowietów (niewątpliwie zgłębię ten wątek), wiem natomiast, co dostał od tych ze swastyką na ramieniu: Czapę. Konkretnie od Pieter Mentena, oficera Sipo-SD, którego komando rozstrzelało we Lwowie w 1941 roku profesorów tamtejszego uniwersytetu, w tym Boy-a, kradnąc przy okazji kolekcję najlepszych Wojtkiewiczów ("Orszak""Asysta księżniczki" i in.). Około roku 1993 była szansa, by dotrzeć do tych rzeczy, ale na moją osobistą prośbę o pmoc, dzisiejsza szefowa Narodowej Galerii Sztuki (która mogła w tej sprawie coś zrobić, oszczędzę szczegółów), wypięła się i pojechała na ataszat do Australii.

  • Gość: [Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego] *.torun.mm.pl

    heloize
    Byliśmy, widzieliśmy, i co?

    Po pierwsze "Pantokreator" to INNA praca, niż "Pole energetyczne", więc nie bardzo rozumiemy, jak to się ma do "Pola energetycznego". Samo użycie swastyki (jak już pisaliśmy) nie oznacza, że coś jest, albo nie jest "kontrowersyjne", oburzające, jakiekolwiek. Doskonale rozumie to też Pan Żydowicz, który pomagał Obarskiemu przy wcześniejszych realizacjach, również z użyciem swastyki.

    Po drugie, sam "Pantokreator" w niczym nam nie pomógł. Przenikające się krzyż grecki i swastyka plus znak ryby na podłodze. Wszystko w dyskotekowym ultrafiolecie. Co do "przesłania" to nie widzimy tam niczego więcej niż na "Obrazie publicystycznym" Sobczyka. W krótkim tekściku (chyba zaproszeniu) kompromitacja dopełnia się. Kilka bzdetów i NIC nie znaczących hasełek.

    Po trzecie: Co nam przeszkadzało w "Polu energetycznym"? Przeszkadzało nam to że autor mówił o "rehabilitacji znaku swastyki, w którego emanacji energii mamy się grzać w poczuciu szczęścia" Nie mówi tego przy okazji "Pantokreatora". Nie widzimy więc powodów do żadnego oburzenia, chyba że na banalność pracy.

  • Gość: [Dorota Ł.] 188.33.153.*

    Panie Andrzeju,
    zapewniam Pana, że nie muszę wiedzieć, że coś jest dobre lub ważne, żeby to docenić. Jest mnóstwo rzeczy niedocenionych, które uważam za ważne i dobre i mnóstwo uważanych za ważne i dobre, których nie cenię. Z Wojtkiewiczem to mimo wszystko chodziło o ogląd na żywo, choć fakt, że reprodukcje, które wcześniej oglądałam nie były najlepsze. A np. prace Ani Kopaczewskiejz "Polskie dupy", których wystawę robiłam niedawno w Wozowni. Ta sama seria rysunków w komputerze i potem na żywo: inne prace uznałam za najlepsze patrząc na reprodukcje, a inne oglądając na żywo.
    Nie zgodzę się, że jakakolwiek reprodukcja zastąpi bezpośrednie obcowanie ze sztuką. I tak jak w wypadku rysunku i malarstwa to "zniekształcenie" powstające w wyniku reprodukcji jest stosunkowo małe, tak w wypadku rzeźby czy instalacji gigantyczne. A np. działania o charakterze happeningowym można co najwyżej udokumentować. Gdyby reprodukcje zapewniały to samo co bezpośredni kontakt ze dziełem, po co mielibyśmy robić wystawy?

    A jeszcze zauważyłam, ze pojawia się określenie sztuka "publicystyczna". (użyli go, z resztą też wcześniej, chyba pan Andrzej i Ślusarze). Co właściwie rozumiecie pod tym określeniem?

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Pani Doroto, trochę nieuważnie Pani czyta, bo przecież wyraźnie, choć nie wprost napisałem, że obrazków Sobczyka "na żywo" naoglądałem się na kopy (cyt.:"strach lodówkę otworzyć") i mój wywód oparłem NIE TYLKO na reprodukowanym tutaj swastykopsie.
    Sztuka publicystyczna zaś, to wszelka sztuka ILUSTRACYJNA. Tzn taka, gdzie treść nie wynika z FORMY, a utożsamiona jest z TEMATEM. Innymi słowy, Anna Kopaczewska nie musiała malować dupy, żeby mówić dziełem o dupie, tak jak nie trzeba malować swastyki, żeby rozprawiać malarstwem o nazizmie itd..
    Dzisiaj brać kuratorska, jak napisałem, merda piórem jak szturmówką gdy tylko zobaczy kawałek TEMATU, zwłaszcza tzw kontrowersyjnego, bo się PONAUCZAŁA tematów (IHS) i strategii(SKUJ), a jest ciemna jak noga stołowa w problematyce sztuki PLASTYCZNEJ. Taki Wiesław Juszczak (skoro mowa o Wojtkiewiczu) dobrze wiedział, że w Jego robocie okołosztuki, doświadczenie malarza (Sempoliński) jest wartością nie do przecenienia. Polecam zatem studia w pracowniach malarzy z łapą i okiem (sztuki wizualne), niekoniecznie zorientowanych w tym, co wygadują ci teraz na topie: Esche, Higgs i Bishop z Obristem. Ja wiem, płonne to nadzieje.

  • Gość: [Dorota Ł.] 188.33.153.*

    Panie Andrzeju,
    to co napisałam w drugim komentarzu nie odnosiło się już do Sobczyka, ale generalnie do problemu reprodukcji. Pan napisał: "Dzisiejsze techniki powielania są na tym poziomie, że mowy nie ma o jakiejś przepaści odbioru.", a ja myślę, że przepaść mniejsza czy większa, w zależności od rodzaju sztuki i jakości reprodukcji, zawsze jest.
    Co do prac Kopaczewskiej, to plastyczna strona jej rysunków mnie właśnie zachwyciła, choć o pojęcie sztuki "publicystycznej" nie pytałam w odniesieniu do jej prac, ale bardziej generalnie. Ja myślę, ze w odbiorze sztuki trudno oddzielać formę od treści, temat od warstwy plastycznej. Właśnie to jest specyficzna właściwością pracy artystycznej, że chodzi o nierozerwalne współistnienie i wzajemne dopełnianie się obydwu tych warstw.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Pisze Pani: "Ja myślę, ze w odbiorze sztuki trudno oddzielać formę od treści, temat od warstwy plastycznej. Właśnie to jest specyficzną właściwością pracy artystycznej."
    Ależ trafiła Pani w samo sedno. Właśnie tak, istotą, naczelną właściwością pracy ARTYSTYCZNEJ jest trudność oddzielenia formy od treści. Dlatego w omawianych przypadkach Sobczyka i Kopaczewskiej, gdzie te dwie sfery leżą całkowicie oddzielnie, możemy mówić wyłącznie o sztuce PUBLICYSTYCZNEJ. Praca artystyczna to ustawiczna walka z ILUSTRACJĄ.

  • Gość: [objawienie --] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    @ AB
    Pełna zgoda.

    Tu moja swastyka.
    www.niebezkozyry.pl/kwadrat/kwadrat4.jpg (tak pamiętam, macie alergię na NBK).
    Szukałam formy dla "prawdy", która próbuje przejąć kontrolę nad moją artystyczną rzeczywistością. I objawiła mi się S. ;(b)

  • joe255

    "najbardziej zdenerwowało mnie to, że takiej możliwości oceny prac Obarskiego nie miałam. Ktoś uznał, że istnieją tematy tabu w sztuce."

    myślę, że najbardziej bolesne i istotne zarazem jest to, ze Ci ex cathedra odbieraja możliwość oceny i samo wystawienie uznają za propagowanie

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    wystawienie jest propagowaniem, jako żywo.
    Co do Obarskiego, nie szkoda róż, gdy płonie las.

  • Gość: [Dorota Ł.] 188.33.20.*

    Panie Andrzeju, tylko, że ja uważam, że te sfery są niepotrzebnie oddzielane nie tyle w samej sztuce, ile w jej odbiorze.
    Z resztą nie uważam by prace Kopaczewskiej były ilustracyjne w tym sensie, o którym Pan pisze. O Sobczyku też bym tego nie powiedziała, choć nie wszystkie jego obrazy mi się tak samo podobają.
    Ale swoją drogą nie uważam, by istniała jakaś wyraźna granica między sztuką przez duże SZ a ilustracją. Lubi Pan Józefa Wilkonia?
    P.S. Hmm... oddalamy się coraz bardziej od tematu wpisu Izy (i to chyba przez mnie)...

  • Gość: [Dorota Ł.] 188.33.20.*

    Dodam jeszcze, że ten obraz z psem i swastyką (mimo iż nie widziałam go na żywo) podoba mi się, jest bardzo intrygujący. Nie będę się tu wdawać w interpretację, ale wystarczy, że ten obraz mi się nie nudzi, patrzę i patrzę i cały czas coś w nim widzę. Dla mnie jednym z podstawowych wyznaczników dobrej sztuki jest to, że się nie nudzi. :)

  • Gość: [Dorota Ł.] 188.33.20.*

    ... choć ogon wolałabym nie futurystyczny, pojedynczy :-P

  • Gość: [Ja Pan] *.tvk.torun.pl

    Obarski nie pochodzi z naszego kregu kulturowego. Jest Japonczykiem. Przeszedl wiele operacji plastycznych. Poprzednie jego nazwisko to Shemek Obar,sake. W zwiazku z tym moze inaczej rozumowac tworczosc niz cala plejada zabierajaca tu glos. I to nazywa sie wolnosc. (Mimo, ze Japonia przeszla takze II wojne swiatowa i byla po przeciwnej stronie niz alianci to znak swastyki jest tam obecny do dzisiaj - nie jest zakazany. Nie zatracil znaczenia, jest kultywowany w religii, czy filozofii;)

  • Gość: [kwitnienie pola energetycznego] *.tvk.torun.pl

    Nie jest istotne co Obarski zrobi, bo jak widać oceniany jest jak dotąd za słowa. Poruszenie wartości formalnych jak na razie leży. Kowalczyk interesuje tylko łamanie prawa (cenzura sztuki), bo boi wypowiedzieć się, czy prace Obarskiego są ważnym wydarzeniem artystycznym, czy też nie. G(azeta) W(yborna), czy też Wyborowa (jak nawalona dopuszczała wypowiedzi M. Ż., które mówiły o nieświadomym wspomaganiu neo-nazizmu i podburzały niezorientowaną opinię publiczną co do intencji artysty. TV(nieobiektywna)24 jak zwykle zmontował materiał wideo jak post-PRL-owska szkoła nie pokazując istoty twórczości, lecz swoje intencje: zniszczyć "gada" wypowiedziami pokrzywdzonych (ofiar II wojny światowej) i najgorszymi przykładami współczesnymi (płonące swastyki wandali oraz bazgroły kiboli). Na koniec zadane pytanie retoryczne prezentera-żelo-krawaciarza: czy to jest sztuka?
    Z pewnością lepsza od jego przeSztucznego ryja i bezmyślności wypowiedzi oraz jej sprzedajności, ponieważ powiedział za kaskę to, co jakiś mizerny redaktorek kazał;)
    Jest strona żydowiczowska (konserwatorów umysłów ludzkich), którzy mieszają autora z błotem i strona wolności słowa oczekująca na upubliczniona dzieła. Obarskiego interesuje właśnie walka z mediami o formę prezentacji motywów swastyki. O zmianę kontekstów. O otwarcie umysłów. Niektórzy nie wierzą w powrót pierwotnego znaczenia swastyki, a on owszem i ja również, ponieważ od czasu pojawienia się zamkniętego "Pola energetycznego" mamy mnóstwo pozytywnych wypowiedzi, jak i opracowań o tej tematyce. Ludzi już to nie szokuje;) Znak ten staje się popularny.
    Jeszcze coś: jest zasadnicza różnica między twórczością O., a innych artystów. On przedstawia wszystkie wizerunki swastyk z pozytywnej strony, a reszta klepie ten mocny znak w kontekście zła (bardzo często nawiązując do okresu II w.ś.).

  • Gość: [tabu: precz] *.tvk.torun.pl

    Większość artystów jak do tej pory przedstawiła swastykę przez negatywny, znany nam pryzmat II wojny światowej i było dobrze (nie byli kontrowersyjni), bo:
    to zło przedstawiali tak jak publika chciała (nie penetrując historii tego znaku, prawdopodobnie z obawy przed podjęciem tematu tabu - zamkniętą prawdą, która jednak wraca po kilkudziesięciu latach, wyrywa się z rąk niepożądanych w formie nauki poprzez sztukę Obarskiego).

  • Gość: [do slusarzy antykoncepcyjnych] *.tvk.torun.pl

    Ślusarze:
    "Nie uważa też Pani, że sprzeciw wobec Obarskiego równa się sprzeciwowi wobec obecności swastyki w sztuce. To fajnie. Tylko jaki jest, w takim razie, sens zestawiania Obarskiego z Kulik? Dla nas żaden".
    odp.:
    Łącznikiem jest forma swastyki, a różnicą koncepcja postrzegania tego motywu. Nie zadawajcie takich pytań, otwórzcie sobie zakute przyłbice skoro jesteście ślusarzami i przestańcie pisać z błędami ortograficznymi.
    Ślusarze:
    "Pyta też Pani:
    czy można sprzeciwiać się treściom wystawy, której nie było????
    Uważamy, że w tym przypadku można. Choć, jak już kiedyś pisaliśmy, osobiście wolelibyśmy, żeby tamta wystawa jednak się odbyła:
    Błąd Żydowicza był natury taktycznej. Opublikował swój list za wcześnie, stawiając na pierwszym miejscu dobro ludzi, w imieniu których występował. Dzięki temu Obarski mógł, swoją suwerenną decyzją, nie dopuścić do otwarcia wystawy, powołując się na Żydowicza, a następnie zarzucać wszystkim krytykom, że nie powinni się wypowiadać, bo nie widzieli wystawy. Czy tak wg Pani wygląda cenzura?
    Chodzi o to, że akurat o tej niebyłej wystawie mamy więcej informacji (odautorskich i "oddyrektorskich") niż o większości wystaw, które się odbywają w Toruniu (nawet o ocenzurowanym Dziadkiewiczu w lokalnym wydaniu GW były tylko 2 malutkie artykuliki). Wiemy też, jak miały wyglądać niektóre z grafik, które miały być pokazane. Widzimy zaproszenie i czytaliśmy to, co w nim napisano. Uważamy, że to wystarczająco dużo."
    odp.:
    A to już szczyt wszystkiego żeby mówić w ten deseń: widzieliśmy zdjęcie jabłka więc wiemy jak smakuje.
    Jedynie studenci teoretycznych kierunków, którzy "znają się na sztuce" poprzez oglądanie obrazków (bez obrazy w stosunku do prawdziwych miłośników szuki) mogą pisać takie głupoty. Im rzeczywiście wystarczy wiedzieć i wiedzieć niewiele żeby wyrokować. Nawet jeśli poszliby na wystawę oceny nie zmienią. To proste, a nawet prostackie postępowanie kuma nawet niekumaty.

  • Gość: [Pierdu-pierdu... koncepcyjne?] *.tvk.torun.pl

    Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego:

    "Byliśmy, widzieliśmy, i co?

    Po pierwsze "Pantokreator" to INNA praca, niż "Pole energetyczne", więc nie bardzo rozumiemy, jak to się ma do "Pola energetycznego". Samo użycie swastyki (jak już pisaliśmy) nie oznacza, że coś jest, albo nie jest "kontrowersyjne", oburzające, jakiekolwiek. Doskonale rozumie to też Pan Żydowicz, który pomagał Obarskiemu przy wcześniejszych realizacjach, również z użyciem swastyki."

    odp.:
    "Pantokreator" posiada tą samą główną idee (rehabilitacjię motywu swastyki) co "Pole energetyczne" oraz "Wędrujące Słońca" Obarskiego. To nie "inna" praca, lecz kontynuacja - zmiana formy za pomocą odmiennych środków wyrazu.

    Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego:
    "Po drugie, sam "Pantokreator" w niczym nam nie pomógł. Przenikające się krzyż grecki i swastyka plus znak ryby na podłodze. Wszystko w dyskotekowym ultrafiolecie. Co do "przesłania" to nie widzimy tam niczego więcej niż na "Obrazie publicystycznym" Sobczyka. W krótkim tekściku (chyba zaproszeniu) kompromitacja dopełnia się. Kilka bzdetów i NIC nie znaczących hasełek.

    odp.: Świetlówka uv będąca od znakiem charakterystycznym autora "Pantokreatora"
    od kilkunastu lat jest dzisiaj rzeczywiście popularnym wyposażeniem klubów.
    Co z tego? Co w tym negatywnego? Czy wasza krytyka ma dotyczyć narzędzi (takich samych jak pędzel lub komputer)? Jak wasz nick wskazuje macie zbyt ścisłe umysły i rozpatrujecie wszystko technicznie. Patrząc na obrazy Opałki takie zakute pały jak wy nie widziałyby niczego innego jak tylko cyferki, no może liczby. Wyzwolić się musicie od swych "koncepcji" ślusarstwem właśnie, bo jak ktoś użyje wytrycha to zobaczy pustostan w czerepie (nie mylić z Czerepokiem), a wówczas napiętnowanie waszym buractwem będzie tak powszechnie znane, że was spali.

    Ślusarze Koncepcyjni są niezwykle bogaci w porównania. Disco im w głowie - gratulacje za wybitne nawiązania do otoczenia, z którego być może wywodzą się ich koncepcje.

    Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego:

    "Po trzecie: Co nam przeszkadzało w "Polu energetycznym"? Przeszkadzało nam to że autor mówił o "rehabilitacji znaku swastyki, w którego emanacji energii mamy się grzać w poczuciu szczęścia" Nie mówi tego przy okazji "Pantokreatora". Nie widzimy więc powodów do żadnego oburzenia, chyba że na banalność pracy.

    odp.:
    A tu to wam się pojebały cytaty, bo te słowa: "rehabilitacji znaku swastyki, w którego emanacji energii mamy się grzać w poczuciu szczęścia" mówił Żydowicz, a nie Obarski. Jesteście więc jego echem, konserwą, czy konserwacją i mało wnikliwym okiem.

  • Gość: [Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego] *.torun.mm.pl

    Ho ho ho! Swojsko się zrobiło... Jesteśmy pod wrażeniem!
    Z racji na zagęszczenie nicków (np."tabu: precz; do slusarzy antykoncepcyjnych; Pierdu-pierdu... koncepcyjne?") nie bardzo wiemy do kogo się zwracamy więc staromodnie posłużymy się zwrotem:

    Szanowny Panie ;)
    Pisze Pan że:
    to wam się pojebały cytaty, bo te słowa: "rehabilitacji znaku swastyki, w którego emanacji energii mamy się grzać w poczuciu szczęścia" mówił Żydowicz, a nie Obarski. Jesteście więc jego echem, konserwą, czy konserwacją i mało wnikliwym okiem.

    Ma, Szanowny Pan rację, najmocniej przepraszamy za ten błąd. Być może wynikał on z tego że sformułowanie Pana Obarskiego, które można było przeczytać na ulotce brzmiało podobnie:

    ideą główną prezentacji jest rehabilitacja motywu swastyki oraz krzewienie pozytywnego wizerunku tego symbolu

    Dalej:
    "Pantokreator" posiada tą samą główną idee (rehabilitację motywu swastyki) co "Pole energetyczne" oraz "Wędrujące Słońca" Obarskiego. To nie "inna" praca, lecz kontynuacja - zmiana formy za pomocą odmiennych środków wyrazu.

    A może Pan wytłumaczyć w której części pracy mamy doszukiwać się "rehabilitacji" o której mówił Pan Obarski przy okazji "Pola Energetycznego"? Czy samo użycie swastyki w jej "pierwotnym" znaczeniu jest już rehabilitacją?

    Stwierdza Pan że:
    Patrząc na obrazy Opałki takie zakute pały jak wy nie widziałyby niczego innego jak tylko cyferki, no może liczby.

    Otóż myli się Szanowny Pan. Patrząc na prace Opałki widzimy więcej niż tylko liczby. Widzimy refleksję nad przemijaniem, nieskończonością oraz inne wartości, których nie powstydziłby się 15 latek piszący wiersze. Nie tylko my widzimy Opałkę w ten sposób:

    img94.imageshack.us/i/susidpoprosiem.jpg/

    I zarzut główny:
    Nie jest istotne co Obarski zrobi, bo jak widać oceniany jest jak dotąd za słowa. Poruszenie wartości formalnych jak na razie leży.

    Ma Pan rację. Nie wspomnieliśmy o wstrząsającym ślaczku na ścianie zrobionym z naklejek z metkownicy. Zapewne autorowi chodziło o panoszący się wszędzie konsumpcjonizm, instrumentalizację wartości i takie tam, wicie, rozumicie. A że mówienie o konsumpcjonizmie jest fajne, naruszanie tabu (promowanie swastyki) też jest fajne, wiec cała praca jest hiperfajna! Hura.

  • Gość: [Dorota] 94.254.229.*

    Szanowna Pani Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego,
    a czemu zakłada Pani, że komentujący Panią goście to szanowni Panowie?? Może dlatego, że kobieta nie może napisać, że coś jest pojebane? Albo dlatego, że zawsze i wszędzie (poza blogami feministycznymi) wszystko jest pisane w formie męskiej? (dziś np. wypełniałam umowę, w której szablonowo było "Dorota Ł. zamieszkały..., sporządził..." - szlag mnie trafiał.)

  • izakow2

    Wymiękłam, pogubiłam wątki, zwątpiłam w sens pisania bloga,
    ale w tym przypadku też sądzę, że to pan ;-)
    Pozdrawiam

  • Gość: [Dorota] 94.254.229.*

    Że wymiękałaś, to się nie dziwię. Już tyle czasu prowadzisz ten blog i tyle przeróżnych dyskusji się na nim odbyło. I to zazwyczaj Ciebie wywołują do odpowiedzi. Ale w sens pisania nie wątp. Twój blog jest skarbnicą ciekawych informacji!!! A i w dyskusjach trafiają się ważne spostrzeżenia. :)

  • Gość: [Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego] *.torun.mm.pl

    Szanowna Pani Doroto.

    Sądzimy że jest to Pan, ponieważ w pierwszym wpisie podpisał się "Ja Pan" ;) Możliwe że czegoś nie zrozumieliśmy, albo co gorsza zrozumieliśmy zbyt dosłownie i to nie "Pan", a "Japan" albo "Pan-to-kreator"? Nie wnikamy, zostaniemy na powierzchni :) Tymczasem życzymy Pani spokojnej nocy i polecamy ciekawy tekst do poduszki:

    sosjo.blox.pl/2009/11/Feminizm-i-psycholozkizm.html

  • Gość: [Żeńska Część Zakładu Ślusarstwa Koncepcyjnego] *.torun.mm.pl

    Pani Doroto

    Dlaczego we wpisie o Antygatunkowizmie zwracała się Pani do mężczyzny:

    drogi ślusarzu; Ślusarzu, mnie nie przekonałeś; Ślusarzu, ja się z tobą nie zgadzam, ale nie piszę w taki agresywny sposób jak ty o mnie, że bredzę, że nie mam czasu zastanowić się, co piszę. itd.

    Czyżby sądziła Pani, że "w tak agresywny sposób" może pisać tylko mężczyzna?
    Może dlatego, że kobieta nie może napisać, że coś jest brednią?

  • Gość: [Towarzysz Winnicki] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    ha,ha,ha,,,,
    Towarzysz Winnicki

  • izakow2

    Ślusarze, obiecałam, że wrócę do tej dyskusji. Śledziłam to, co pisaliście i mam wrażenie, że główny Wasz argument jest taki, że nie można porównywać prac Kulik, Sobczyka czy Knaflewskiego do prac Obarskiego, bo tamtym artystom nie chodziło o rehabilitację znaku swastyki. Generalnie macie rację.
    Inna sprawa, czy można dyskutować (także artystycznie) o swastyce, jej znaczeniach, wykorzystaniem jej jako symbolu o znaczeniu pozytywnym. Ja uważam, że można, także w sztuce. Tu być może się nie zgadzamy.
    Jednak dla mnie ważniejsze jest coś innego. Wciąż uważam, że dyskusja na ten temat była zablokowana przez niedopuszczenie do otwarcia wystawy (tak, tu winę wg mnie ponosi zarówno Żydowicz, jak i Marszałek Województwa, jak i galeria oraz sam artysta).
    Generalnie, gdyby tak było, jak sugerował Żydowicz, sprawa byłaby dużo bardziej poważna. I powinno być tak, że wystawa doszłaby do skutku, a osoby przekonane, że jest to propagowanie faszyzmu (wiem, ten zarzut nie był wprost postawiony, ale tlił się gdzieś w tle), albo szarganie pamięci jego ofiar (jeśli rzeczywiście byłyby przekonane, bo co do tego mam pewne wątpliwości, które wyrażałam w poprzednich wpisach i komentarzach), powinny zaskarżyć autora z art. 256 Kodeksu Karnego: "Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2." albo z art. 257 KK mówiącego o znieważeniu danej grupy ze względu na m.in. przynależność religijną czy narodową.
    Byłaby to sprawa czysta, wszystko odbyłoby się oficjalnie, a nie pokątnie, przy użyciu mechanizmów pełzającej cenzury. A przede wszystkim, nie można przesądzać o czyjejś winie, dopóki nie odbyła się rozprawa (w mojej opinii te prace nie mają nic wspólnego z tymi wykroczeniami, ale to jest jedynie moja opinia na podstawie tego, co widziałam. Z tego, co wiem, Obarski wyrażenie wprost takiego zarzutu odebrałby jako pomówienie, co z kolei mogłoby doprowadzić do następnej rozprawy).
    To jest mój główny zarzut do Żydowicza, pada ciężkie oskarżenie, ale co z tym dzieje się dalej? Dlaczego procedury prawne są ignorowane?
    Ale, może chodziło o coś innego, jak sugerowałam w tamtym wpisie?
    Inaczej mówiąc - chodzi mi nie tyle o znaczenia, ile o procedury.
    Poza tym, wracając do tego, z czym się zgodziliście, powiedzcie, jak można argumentować na rzecz jednych prac używających swastyki, a przeciw innym, które też jej używają, jeśli podstawowym obiektem, z którym mamy do czynienia jest obiekt wizualny? Łatwo przychodzi nam mówienie o różnicy między tymi pracami, ale wg mnie to niczego nie zmienia. Jednak Marek Sobczyk też wskazuje, że on miał problemy ze względu na te prace, właśnie dlatego, że pojawiły się w nich swastyki.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Wślepiam się w tę sobczykową swastykę i w głowę zachodzę, jakie niby -polityczne czy ideologiczne- i u kogo mogłoby to cuś szkody poczynić? W tym sensie ten usmolony na czarno, swastykoidalny złamas, jest jałowy jak autoklaw. Natomiast, ani chybi, zbrzydza mnie ów twór artystycznie, jako wrzód plastyczny, niezdarnie wetknięty w ektodermę płótna. Szkoda, że konstytucja RP nie przewiduje paragrafu na wyrządzane w ten sposób infekcje estetyczne.

  • Gość: [Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego] *.torun.mm.pl

    Pani Izo

    Przyznaje Pani, że Żydowicz nie oskarżył Obarskiego o propagowanie faszyzmu, ani o nawoływanie do nienawiści na tle rasowym. Tym bardziej nie rozumiemy po co Pani dalsze dywagacje o Kodeksie Karnym. "Szarganie pamięci ofiar" nie musi mieć nic wspólnego z Kodeksem Karnym, aby naprawdę "szargać".

    Te dywagacje o KK wynikają chyba tylko z tego, że według Pani, te zarzuty "tlą się gdzieś w tle". My nie widzimy, żeby one się gdzieś tliły. Owszem, często ludzie mówią coś "naookoło". Nie mówią wprost, tylko sugerują, bo np. boją się. Ale nie w tym przypadku. Żydowicz niczego nie sugeruje. Pisze wprost, nie bawi się w żadne dwuznaczności i sugestie. Właśnie o tym rozmawialiśmy tutaj i przyznała nam Pani rację.

    W gruncie rzeczy mówi Pani: "jeśli wam się Obarski nie podoba, to go zaskarżcie. Jeśli sąd orzeknie, że nie zostało złamane prawo, to gońcie się na drzewo." Wie Pani doskonale, że żaden sąd by nie skazał Obarskiego (a przynajmniej mamy taką nadzieję). I dla Pani to "załatwia" sprawę. Jeśli nie złamał prawa to niech robi sobie, co chce, przecież "wolność artystyczna" jest najważniejsza na świecie. No nie?

    Tak więc zgadzamy się, że Obarski prawa NIE ZŁAMAŁ. Proszę wyobrazić sobie, że Pole energetyczne otwartoby normalnie, ktoś by to zobaczył i powiedział Obarskiemu i Jackowskiej: "Szanowni Państwo, ta wystawa rani moje uczucia, jako ofiary nazizmu, rani moją pamięć o krewnych, którzy byli ofiarami nazizmu. Dlatego proszę Państwa o zamknięcie tej wystawy". Czy wydaje się Pani prawdopodobne, że wystawa zostałaby zamknięta? Nam nie. Przecież prawo nie zostałoby złamane. To, że kogoś by to raniło, niczego by nie zmieniło.

    Dalej. Pisze Pani: Inna sprawa, czy można dyskutować (także artystycznie) o swastyce, jej znaczeniach, wykorzystaniem jej jako symbolu o znaczeniu pozytywnym. Ja uważam, że można, także w sztuce. Tu być może się nie zgadzamy. My również uważamy, że można. Obecna praca Obarskiego w Od Nowie jest tylko nudna i tandetna. Nie robi nam to, że posługuje się swastyką, bo jej nie rehabilituje, chociaż używa jej w "pierwotnym", znaczeniu.

    Czy NAPRAWDĘ uważa Pani, że sam pomysł rehabilitowania swastyki (bez oglądania tego) nie może nikogo urazić? Otóż może i uraził. Mamy przedstawić Pani deklaracje konkretnych osób o treści "uraził mnie pomysł rehabilitowania swastyki"? Czy chce Pani wytłumaczyć tym osobom, że nie mają prawa czuć się urażone, bo przecież nie zostało złamane prawo? Mówi Pani, jak jakiś robot. Nie interesują Pani uczucia innych osób, tylko wolność artystyczna Przemysława Obarskiego oraz Pani wolność oglądania jego twórczości. Tylko i wyłącznie. A jeszcze kilka tygodni temu twierdziła Pani, że potrzebujemy "nowej" etyki, która potrafiłby wyjść poza kategorie prawne. Etyki, która opierałaby się również na uczuciach.

    Czy Pani w ogóle rozumie, co Pani mówi? Jeszcze kilka tygodni temu rozdzierała Pani szaty nad taką nazistowską etyką: jeśli nie zostało złamane prawo, to człowiek jest niewinny.

    Pozostałe wątki, które Pani poruszyła, pominiemy dopóki nie wyjaśnimy tego wątku.

  • izakow2

    Nie, to wciąż Państwo nie rozumiecie, o czym mówię. I już nie wiem, jak Wam to wytłumaczyć. Tak uważam, że prace Obarskiego mogły kogoś zranić, urazić, mogły być odczytane jako hańbiące pamięć ofiar, a rehabilitacja swastyki mogłaby zostać uznana za nieetyczną, wątpliwą, niepotrzebną itp. Prace mogłyby zostać uznane również za głupie i niepotrzebne itd. Ja o tym wszystkim pisałam od początku, może innymi słowami.
    Ale to wszystko mogłoby się odbyć, gdyby doszło do dyskusji w trakcie wystawy, ale wystawy nie było. A, jeśli nie było powodów prawnych, jak sami Państwo przyznajecie, to dlaczego nie doszło do wystawy? Ze względu na "widzimisię"? Z tego względu można by ocenzurować niemal wszystko i chyba nie powiecie Państwo, że możemy uznać taki stan rzeczy za normalny w państwie demokratycznym?
    Oczywiście, że jestem przeciwko skarżeniu artystów, chciałam wiedzieć, czy się zgadzamy z tą pracą właśnie w aspekcie prawnym. A nad prawem karnym, które cytowałam, jest prawo konstytucyjne. Ponadto są jeszcze orzeczenia Trybunału Europejskiego, które parę razy wprost orzekały, że artyści mają prawo do głupstw, świństw itp.
    Co to za durny argument: "rozdzierała Pani szaty nad taką nazistowską etyką: jeśli nie zostało złamane prawo, to człowiek jest niewinny", pisałam, że oni tak uważali, a nie o swojej osobistej ocenie. Jeśli Wy odczytaliście to jako rozgrzeszanie, albo stwierdziliście, że w moim mniemaniu to było etyczne, to tylko potwierdza moje przypuszczenia, że odczytujecie Państwo wszystko ze złą wolą. Wobec tego mówię - nie, było nieetyczne.
    Żyjemy w państwie demokratyczny, uszanujmy najpierw reguły tego państwa (w tym reguły prawne zapisane w Konstytucji), a potem dyskutujmy o braku etyki w danej pracy, jej plugawości, nikczemności artysty, czymkolwiek. Ja upieram się przy tej kolejności, a Państwo mieszacie jedno z drugim.
    Możliwe, że dlatego nie odpowiedzieliście na moje ostatnie pytanie w poprzednim wpisie.
    I życzę więcej dobrej woli.

  • Gość: [Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego] *.torun.mm.pl

    Nie, to wciąż Pani nie rozumie, o czym mówimy. I już nie wiemy, jak Pani to wytłumaczyć. Rozumiemy że uważa Pani, że prace Obarskiego mogły kogoś zranić, urazić, mogły być odczytane jako hańbiące pamięć ofiar, a rehabilitacja swastyki mogłaby zostać uznana za nieetyczną, wątpliwą, niepotrzebną itp. Prace mogłyby zostać uznane również za głupie i niepotrzebne itd. Pani o tym wszystkim pisała od początku, może innymi słowami.

    My natomiast uważamy że praca Obarskiego "Pole Energetyczne" kogoś zraniła, uraziła, była odczytana jako hańbiąca pamięć ofiar, a rehabilitacja swastyki została uznana za nieetyczną, wątpliwą, niepotrzebną itp. Praca ta została uznana również za głupią i niepotrzebną.
    Podobnie jak Pani uważamy, że wszystko mogłoby się odbyć i WTEDY doszło by do dyskusji w trakcie wystawy, ale wystawy nie było. Nie było powodów prawnych, jak już przyznaliśmy, to dlaczego nie doszło do wystawy? Ze względu na "widzimisię"? A co to znaczy "widzimisię"? Jeśli "widzimisię" to sprzeciw wobec zadawania cierpienia innym ludziom, którzy poprzez taką ideę ekspozycji są zranieni, urażeni, zhańbieni, sprzeciw wobec wystawy nieetycznej i jednocześnie wątpliwej i niepotrzebnej, to rzeczywiście do wystawy nie doszło między innymi z powodu "widzimisię". Czy z tego względu można by ocenzurować niemal wszystko? Czy każdy artysta poprzez swoje dzieła jednocześnie kogoś rani, uraża, hańbi pamięć ofiar? Nie wydaje nam się.
    Oczywiście, podobnie jak Pani jesteśmy przeciwko skarżeniu artystów.

    Pisze Pani:
    Żyjemy w państwie demokratyczny, uszanujmy najpierw reguły tego państwa (w tym reguły prawne zapisane w Konstytucji), a potem dyskutujmy o braku etyki w danej pracy, jej plugawości, nikczemności artysty, czymkolwiek. Ja upieram się przy tej kolejności

    Zgodzilibyśmy się z Panią, gdyby było możliwe, że Obarski i Jackowska mogliby (hipotetycznie) dać się przekonać i - po dyskusji - zamknąć otwartą już wystawę. Ale chyba nie będzie nam Pani opowiadać, że coś takiego jest prawdopodobne? Skoro nie jest to możliwe, to jaki sens ma Pani argument? Jaki sens ma dyskutowanie, jeśli ono nie niesie żadnych praktycznych skutków? Gdzie tu jest demokracja? Obarski do tej pory nie rozumie, co się wtedy stało. W zaproszeniu na aktualną wystawę w Od Nowie (zakładamy że napisanym lub zatwierdzonym przez Obarskiego) napisano o swastyce:
    w dzisiejszych czasach postrzega się [ją] zazwyczaj negatywnie, a to z powodu niepełnej wiedzy na [jej] temat dostarczanej przez media oraz historię powszechną, które błędnie wiążą [ją] wyłącznie z ideologią nazistowską. Dlatego też prezentacje Obarskiego uważane są za kontrowersyjne.
    A więc nadal powtarza, że ktoś z głupoty wmawia mu propagowanie faszyzmu. My i chyba Pani też, rozumiemy, że tak nie jest. Dlaczego on tego nie rozumie? Sądzi Pani, że gdyby mu powiedzieć to samo, co było już wielokrotnie napisane, to zrozumiałby to lepiej?

    Nigdzie nie pisaliśmy, że rozgrzesza Pani nazistów. Wręcz odwrotnie, chodziło nam o to, że potępiała Pani etykę nazistów. MIMO TEGO sama zaprezentowała Pani bardzo podobne rozumowanie: Obarski nie złamał prawa więc jest OK. Więcej. Przysługuje mu konstytucyjne prawo ochrony wolności wypowiedzi. Czyli NAJPIERW PRAWO, PÓŹNIEJ CZŁOWIEK. Założyła Pani, że prawo do ochrony wolności wypowiedzi obowiązuje niezależnie od swojego znaczenia. Czyli w oderwaniu od samej treści chronionej prawem. Brzmi znajomo?

  • izakow2

    Drodzy Państwo,
    nie będę się rozpisywać, bo generalnie chyba znowu zgadzamy się bardziej niż się wydaje. Uważam jednak, że jest bardzo niebezpiecznym procederem zignorowanie prawa oraz kompetencji osób zarządzających galerią i niedopuszczenie do wystawy, która w naszym mniemaniu (owym "widzimisię") jest nieetyczna, bo wydaje nam się, że może kogoś urazić (czy oprócz p. Żydowicza ktoś jeszcze czuł się urażony?). Zwracam tylko uwagę, że stosując takie myślenie, możemy pozamykać co najmniej połowę wystaw, które się odbywają.
    Proszę nie pisać demagogicznie, że stosuję zasadę: "najpierw prawo, potem człowiek", bo tak nie jest; nie odwołuję się do prawa, które ludziom szkodzi, ale, które dotyczy podstawowych wolności. A ten "człowiek" to też odbiorca, któremu odmówiono możliwości samodzielnej oceny i uznano, że może go coś urazić, albo coś mu zaszkodzi.
    Piotr Forecki w artykule na temat kłamstwa oświęcimskiego (przypadek niejakiego Ratajczaka) wskazuje na dyskusje o granicach wolności słowa, które były przy tej okazji prowadzone. Wtedy, choć chodziło o kłamstwo i świństwo, wskazywano, że karanie Ratajczaka zrobiłoby z niego męczennika sprawy, wzmocniłoby go; a dopuszczenie do głosu nawet najbardziej skrajnych opinii i poglądów jest ceną pluralizmu i demokracji. To odbiorcy sami muszą odrzucić zignorować, zbojkotować tego rodzaju kłamstwa.
    Chodzi więc o to, jaki jest nasz stosunek do społeczeństwa, w tym przypadku - odbiorców, czy uważamy, że należy ich przed czymś chronić, czy wierzymy w ich dojrzałość.
    Ta logika ma sens, bo zwróćcie Państwo uwagę, że to w systemach, które ograniczały wolność jednostki, zawsze odmawiano ludziom możliwości zobaczenia czegoś, sterowano sztuką, produkcją kulturalną, osądzano twórczość jako szkodliwą, krzywdzącą innych, wreszcie zdegenerowaną.
    Moje pytanie o to, jak odróżniać obrazy używające swastyki - wciąż bez odpowiedzi...

  • Gość: [do Ogółu] *.tvk.torun.pl

    wypowiedzi przeinteligentnych Ślusarzy:
    "Przyznaje Pani, że Żydowicz nie oskarżył Obarskiego o propagowanie faszyzmu, ani o nawoływanie do nienawiści na tle rasowym. Tym bardziej nie rozumiemy po co Pani dalsze dywagacje o Kodeksie Karnym. "Szarganie pamięci ofiar" nie musi mieć nic wspólnego z Kodeksem Karnym, aby naprawdę "szargać".
    Te dywagacje o KK wynikają chyba tylko z tego, że według Pani, te zarzuty "tlą się gdzieś w tle". My nie widzimy, żeby one się gdzieś tliły. Owszem, często ludzie mówią coś "naookoło". Nie mówią wprost, tylko sugerują, bo np. boją się. Ale nie w tym przypadku. Żydowicz niczego nie sugeruje. Pisze wprost, nie bawi się w żadne dwuznaczności i sugestie. Właśnie o tym.

    odp.:
    Żydowicz o Obarskim pisze nieuważnie i szczeniacko więc można kodeks wziąć do ręki i użyć innego paragrafu (są też mocniejsze teksty, pierwszy zniknął dosyć szybko, bo albo Żydowicz, albo jakiś redaktorek z Gazety Wybornej musiałby stanąć przed sądem za pomówienia, obrazę i zmienianie sensu wypowiedzi autora Pola energetycznego).

    Ż.:
    "Namawianie do rehabilitowania tego znaku to nieświadome pomaganie tym, którzy z całą pewnością nie myślą o pierwotnym, pozytywnym jego znaczeniu, tym, którym ten znak nadal służy do poniżania innych, tylko dlatego że mają inny kolor skóry lub poglądy."

    Bzdury, aby w symbolu widzieć zagrożenie, gdy dookoła istnieją i są bezkarne nowoczesne systemy totalitarne. Tacy Ślusarze nie widzą chyba problemu realnego zła, które jest obecne w poczynaniach ówczesnych ludzi. Zły jest O.
    Wybarwiają Ż. przed opinią publiczną, ale wystarczy pogrzebać w mediach żeby zrozumieć, że gdy nudzi mu się przed przygotowaniami do Camerimage to próbuje podtrzymywać swą popularność jako obrońca moralności w sztuce. Ma przebicie i mikrofony przylepiają mu się do ust. Tak to już jest z zadufanymi, mało skromnymi, niektórymi "światowymi" osobami publicznymi.

    Niech wszyscy zastanowią się: dlaczego Obarski nie został zasądzony za propagowanie nazizmu, czy chociażby za obrazę uczuć ofiar (jak Nieznalska - za uczucia religijne)? Bo tego dowodzą, czy też sugerują Ślusarze i ich idol. (Nie ma słowa na ten temat w jego wypowiedziach, dostępnych tekstach i wystawach. Mało tego - jest wyraźnie napisane o co O. chodzi).
    Odpowiedzi są dwie: Ż. sam przegiął i obawia się, że będzie odwet (sprawa) albo dobrze wie, że wszystko jest ściemą i było od samego początku, bo zależało mu jedynie na ośmieszeniu towarzystwa toruńskiego (władzy, sztuki). Widać na gołej dłoni, że niektórzy ludzie wpływowi mogą robić i mówić co chcą i nawet jeśli popełnią wykroczenie to uważają, że są nad, czy ponad zwykłym człowiekiem w świetle prawa. Dlaczego Ż. nie zapłacił za pomówienia? Bo takiego O. pewnie nie stać, na adwokata i nie złożył pozwu. Powinien był jednak to uczynić.
    cdn.

  • Gość: [Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego] *.torun.mm.pl

    Szanowny Panie

    Pisze Pan:
    Widać na gołej dłoni, że niektórzy ludzie wpływowi mogą robić i mówić co chcą i nawet jeśli popełnią wykroczenie to uważają, że są nad, czy ponad zwykłym człowiekiem w świetle prawa. Dlaczego Ż. nie zapłacił za pomówienia?


    O co Pana zdaniem Żydowicz pomówił Obarskiego? W którym miejscu Żydowicz złamał prawo?
    Naszym zdaniem nic takiego nie miało miejsca. Twierdzi Pan że coś zostało usunięte. Czy posiada Pan ten artykuł albo wie gdzie go można znaleźć? A jeśli tego artykułu nie było lub nie ma Pan żadnego potwierdzenia że gdzieś Żydowicz złamał prawo, to czy zdaje sobie Pan sprawę z tego że oskarżanie o popełnienie przestępstwa, bez żadnych dowodów które by o tym świadczyły są właśnie pomówieniem i to Pan łamie prawo ?

    PS Jest Pan z Torunia, jak widać jest Pan oddanym przyjacielem Pana Obarskiego. Domyślamy się, że powiedział Pan, Pana Obarskiemu o niniejszej dyskusji. Dlaczego sam Pan Obarski nie zabierze głosu?

  • Gość: [Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego] *.torun.mm.pl

    Pani Izo

    Pisze Pani że:
    [nie]stosuje zasady: "najpierw prawo, potem człowiek"[...],[bo] nie odwołuję się do prawa, które ludziom szkodzi, ale, które dotyczy podstawowych wolności. A ten "człowiek" to też odbiorca, któremu odmówiono możliwości samodzielnej oceny i uznano, że może go coś urazić, albo coś mu zaszkodzi.

    Jak to się ma do Pani słów:
    Żyjemy w państwie demokratyczny, uszanujmy najpierw reguły tego państwa (w tym reguły prawne zapisane w Konstytucji), a potem dyskutujmy o braku etyki w danej pracy, jej plugawości, nikczemności artysty, czymkolwiek. Ja upieram się przy tej kolejności

    I do faktu że prawo którego Pani broni, oderwane od treści którą chroni, może szkodzić ludziom. (W tym wypadku szkodzi). Mówi/pyta Pani czy przy okazji "Pola Energetycznego" tylko Żydowicz poczuł się urażony. Otóż nie. Słowa Żydowicza doskonale zrozumieli przedstawiciele pokolenia, które wojna i okrucieństwo nazizmu dotknęły bezpośrednio oraz przedstawiciele Gminy Żydowskiej (reportaż w Faktach TVN)

    Inny przykład - Czerepok.
    Czy Pani zdaniem wypowiedź rabina Rapoporta świadczy o tym że wolność wypowiedzi (sama w sobie nie będąca niczym złym) którą wykorzystał Czerepok, sprawiła że jego dzieło nie zaszkodziło ani nie zraniło jego ani innych którzy byli zmuszeni oglądać pracę Czerepoka? Takie znaczenie mają Pani zdaniem słowa: skrzywdzony, urażony, obrażony, straumatyzowany, serce stanęło, brak smaku i temu służyło porównanie do zgwałconej kobiety którą zmusza się do oglądania swojego oprawcy? To że doszło do pokazania pracy, a w konsekwencji do straumatyzowania, urażenia i zmuszania do oglądania "twarzy oprawcy" jest OK bo ofiara tego zabiegu mogła samodzielnie ocenić pracę i powiedzieć że ponownie została ofiarą i cierpiała?

  • Gość: [do Groźnych Ślusarzy] *.tvk.torun.pl

    Ślusarze nie czytają cytatów wypowiedzi Żydowicza, które w małym procencie są przedstawione chociażby w ostatnim wpisie, a jest tego więcej. Dowodów jest sporo i to na łamach ogólnopolskich więc jeśli Was to interesuje sami dotrzyjcie do nich. Jeśli będzie trzeba to je przedstawię. Wiadomo gdzie...

    Wasze użycie cytatów Ż.: "rehabilitacji znaku swastyki, w którego emanacji energii mamy się grzać w poczuciu szczęścia" i mówienie, że to wypowiedź O. jest również nadużyciem, kłamstwem i wprowadzaniem w błąd opinię publiczną.
    Nikt nie uwierzy w to, że wasza wypowiedź jest przypadkowa, ponieważ śledzicie całą sytuację. Czytelna jest wasza manipulacja. Wszystko co piszemy jest dowodem, który może być wykorzystany w procesie. Mam tego świadomość. Nie widzę tu pomówień z mojej strony.

  • Gość: [Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego] *.torun.mm.pl

    Szanowny Panie

    Czytamy wypowiedzi Żydowicza i nie znajdujemy w nich żadnego uzasadnienia oskarżenia o "pomówienie"

    Pisze Pan że w poprzednim Pana wpisie można znaleźć takie uzasadnienie. Zacytował w nim Pan taki fragment Żydowicza:
    "Namawianie do rehabilitowania tego znaku to nieświadome pomaganie tym, którzy z całą pewnością nie myślą o pierwotnym, pozytywnym jego znaczeniu, tym, którym ten znak nadal służy do poniżania innych, tylko dlatego że mają inny kolor skóry lub poglądy."

    Gdzie widzi Pan tu pomówienie i o co? Czy stwierdzenie "nieświadome pomaganie" to według Pana to pomówienie? O co? Nieświadome pomaganie nie jest przestępstwem. Dodać możemy tylko że uważamy podobnie jak Pan Żydowicz, że Obarski swoją pracą rzeczywiście mógł nieświadomie (bo rozumiemy że nie taki był jego cel) pomóc osobom którym zależy na rehabilitowaniu swastyki z zupełnie innego powodu.

    Jak można tego dowieść? Trzeba się zastanowić komu zależy (oczywiście poza Panem Obarskim) na rehabilitowaniu swastyki?
    Zależy na tym osobom takim jak hanndo14 dowód tutaj:

    www.youtube.com/watch?v=WCy8SZLC_og&feature=related

    Pan hanndo14 pisze(w komentarzach pod filmikiem):

    "w każdej mitologii i kulturze swastyka odgrywała jakąś rolę dlatego tym bardziej takie filmiki powinny być na YT żeby pokazać że nie jest to własność Adolfa i jemu podobnych ;) "

    "no tak ale przez to musiałbyś się później po sądach włóczyć (zakładając oczywiście cały czas hipotetycznie taką sytuację) bo miałeś symbol co tu dużo mówić znienawidzony poprzez niewiedzę ludzi..."

    "no niby tak ale np wyjdź ze swastyką na koszulce [...] na pewno nie przejdziesz nie postrzeżenie i bez rozmowy na ulicy z organami władzy, typu zapraszamy do radiowozu ;) "

    Czy pod tymi słowami mógłby podpisać się Pan Obarski, czy mógłby podpisać się pod ideą filmiku który opowiada o swastyce w Polsce, którego celem jest "pokazanie że owy symbol nie jest własnością nazizmu". Sądzimy że tak.

    To teraz zastanówmy się komu i do czego jest potrzebny taki zrehabilitowany znak. Patrząc tutaj (cały czas jest to profil użytkownika hanndo14), możemy się tego domyślić:

    www.youtube.com/user/hanndo14

    Pan SUWERENNY(na samym dole strony) pisze:

    "Po I dziękuję za słowa uznania Bracie, filmy super, a już najbardziej o swastyce, idziesz w bardzo dobrą stronę walcząc z żydo-komunistyczną propagandą oby tak dalej, Pozwolisz że zaproszę Cię do grona przyjaciół. Pozdrawiam Narodowo"

    Nie daje to Panu do myślenia?

  • Gość: [ ] *.tvk.torun.pl

    Wielu rzeczy nie widzicie, a jeszcze więcej nie rozumiecie.
    Bo nie chcecie - jak dzieci: "bo nie".
    Dlatego szkoda czasu dla opornych.

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci