Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Paula Modersohn-Becker: macierzyństwo i śmierć

izakow2

Dorota zadała pytanie o przedstawienia związane z porodem, a ja chciałabym zwrócić uwagę na obraz, którego tematem jest ciąża. To autoportret Pauli Modersohn-Becker (1876 – 1907) ukazujący artystkę w szóstym miesiącu ciąży (1907).



 

Ta niemiecka artystka łączona z postimpresjonizmem, ukazała w wyjątkowy sposób fakt bycia w ciąży, rękoma obejmując swój brzuch i jednocześnie wyrażając poprzez spojrzenie świadomość i zadowolenie (wręcz dumę) z tego stanu.


Artystka faktycznie była bardzo szczęśliwa w ciąży, mimo, że z mężem, również malarzem, Otto Modersohnem, nie układało jej się najlepiej. Rozstawali się i znowu schodzili, ciąża Pauli spowodowała polepszenie ich stosunków.


Temat macierzyństwa, a dokładnie fizjologicznej jedności matki i dziecka, przedstawiała malując w czasie swej ciąży modelkę z dzieckiem.




 

Córeczka Mathilda (Thilie) przyszła na świat 2 listopada 1907 roku. Artystka i jej mąż byli szczęśliwi, ale to szczęście szybko się skończyło. 20 listopada 1907 roku artystka dostała zator (embolię), który spowodował spowodował zawał serca i zmarła.


To fotografia ukazująca Paulę dzień przed śmiercią:



 

Na marginesie zwróciłabym uwagę na dwie kwestie: w przypadku kobiet-artystek (ale również i niektórych mężczyzn-artystów), nie da się rozpatrywać ich prac w oderwaniu od biografii. Jeśli chodzi o artystki, życie (prywatność) i sztuka zazębiały się ze sobą, niekiedy wchodziły ze sobą w konflikt, niekiedy wzajemnie na siebie wpływały. Nie trudno odnieść wrażenie, że w przypadku kobiet artystek prywatność odgrywa nie tylko większą, niż w przypadku mężczyzn, ale wręcz decydującą rolę. Na pewno też tworzące kobiety dawniej (a nierzadko i dzisiaj) musiały funkcjonować na przecięciu dwóch ról: kobiety i artystki, negocjując między nimi, przyznając którejś z nich większą ważność (zwłaszcza musiało to dotyczyć szczególnych momentów w ich życiu, jak choćby ciąża czy czas po porodzie).


A druga sprawa, kiedy przyglądam się biografiom dawnych artystek, to mam nieodparte wrażenie, że doświadczały one jakiegoś ogromu nieszczęść. Camille Claudel skończyła w domu wariatów; Frida Kahlo zmagała się z własnymi problemami zdrowotnymi i ze zdradami Diego Rivery; Zofia Stryjeńska poniekąd przez wybór sztuki, została oddzielona od swych dzieci; Katarzyna Kobro była bita przez Władysława Strzemińskiego i w końcu pozbawiona niemal środków do życia; Alina Szapocznikow przeżyła obozy zagłady, w wyniku choroby była bezpłodna i w końcu zmagała się z nowotworem... No i ta nieszczęsna Pauli Modersohn-Becker.


Pociesza trochę w tym wszystkim biografia samotniczki, Olgi Boznańskiej (1865-1940), która rezygnowała ze związku z mężczyzną. Boznańska uważała małżeństwo „za okrucieństwo fizyczne zadawane kobietom, a do tych, które były w ciąży czuła wstręt”. Miało to swoje dobre strony, artystka w spokoju dożyła sędziwego wieku, tworząc wiele ciekawych obrazów.

 

Komentarze (11)

Dodaj komentarz
  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Pani Izo, ale u Pani wszystko OK? Wie Pani, nie żeby coś tam, coś tam, tak tylko pytam. W końcu sama Pani pisze o wpływie biografii na kształt poczynań, powiedzmy, okołotwórczych. W razie czego może Pani na mnie polegać jak na ... no mniejsza. Polegać nie brzmi tu zbyt dobrze ale trudno, napisałem nie będę zmieniał, szkoda inkaustu w klawiaturze.

  • mojarzezba

    Panie Andrzeju Pana komentarz co najmniej jest niegrzeczny. Jeżeli nie ma Pan o czym pisać, to może warto zacisnąć pięści i nie wstukiwać liter na klawiaturze. Nie rozumiem Pana zaciętości. Dlaczego Pan chce tak usilnie niszczyć, poniżyć i ośmieszyć wszystko i wszystkich? Iza prowadzi bloga, tworzy coś wartościowego, a Pan bez przerwy jest złośliwy, trudny i toksyczny. To nie jest już śmieszne.

  • izakow2

    Czy ok? No nie wiem, trochę mnie noga boli, co w sumie ma też dobre strony, bo muszę przeczytać parę kobylastych książek, wiec zawsze jest jakiś wpływ prywatności na poczynania okołotwórcze... Ale dziękuję, będę pamiętać :-)

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Ależ, co Pan znowu opowiada, do głowy nie przyszłoby mi być niegrzecznym wobec tak fajnej dziewczyny jak P. Iza. Ot, zaniepokoił mnie krwisty stek nieszczęść jaki wyłowiła z biografii artystek, co -pomyślałem- może świadczyć o jakimś przejściowym dramacie łowiącej. Ale ponieważ pan już się był zaopiekował, czuję się zwolniony z obietnicy polegania. Nie wiem tylko czy mojarzezba podoła, bo jak zobaczyłem na le blogu, pieski też ciut chorują. Chyba że te wykwity, to margiel się trafił?
    W łowickiem mamy taki passusik: Boli mnie noga w bio(e)drze, nie mogę chodzić dobrze, ale tańcować mogę... czego P. Izie i sobie życzę. choćby i w Worpswede.

  • takiadres

    Czy Olga Boznańska była aż tak szczęśliwa, by się pocieszać jej biografią?.. Zmarła w nędzy, nie rozumiana przez innych... Zdradzający facet jest nieszczęściem, ale samotność chyba też, prawda? A do grona kobiet - artystek, które doświadczyły ogromu nieszczęść dopisałbym na przykład Ernę Rosenstein (mam na myśli czasy okupacji, utratę bliskich). Pozdrawiam!

  • izakow2

    Tak, to oczywiście racja, prawdę mówiąc tę uwagę napisałam nieco sarkastycznie...
    Również pozdrawiam!

  • mojarzezba

    Zawsz fascynowały i fascynują mnie nadal kobiety, które wierzyły w moc swojej sztuki.
    Te obrazy są bardzo rzeźbiarskie i mam wrażenie, że wypływa z nich autentyzm oraz szczerość. Tak samo jak przy Fridzie.

  • blogali

    Iza,

    A ja - znowu jako historyczka :) - zastanawiam się, do jakiego stopnia te "drogi przez mękę" w biografiach artystek są wynikiem konwencji historiograficznej, czy raczej - biografistycznej? Pokonywanie nieszczęś, cierpienia Werterów, per aspera ad astra, dar tworzenia za cenę bólu i kalectwa (także emocjonalnego i umysłowego) - to wszystko przecież romantyczny paradygmat przedstawiania artysty, prawda? Przy czym artystki będę w tym wzorcu cierpieć - prywatnie... I to też ma sens, zgodnie z tradycyjnym pojmowaniem kobiecości i męskości.

    Bo gdyby tak spojrzeć statystycznie - z przymrużeniem oka: ile procent kobiet z elit bywało w PRL-u (a bywa i teraz) bitych przez mężów (Kobro)? Ile żon artystów jest zdradzanych przez mężów (Kalho)? Ile kobiet choruje? Ile małżeństw kończy się rozwodami? Ilu artystów pokolenia Szapocznikow doświadczyła wojna - w różny sposób? W końcu - ile kobiet przed 1914 rokiem umierało w połogu? Może to nie jest aż takie "nietypowe-typowe" dla artystek, ale raczej to są elementy doświadczenia *historycznego* i *kobiecego* jednocześnie? :)

    Ciepło,

  • izakow2

    Ala, pełna zgoda... Wiesz, że mnie bardzo ciekawi ta sprawa re-konstruowania mitologii kobiet-artystek. Ale to chyba nie jest jednak tylko biografistyka, tylko splot różnych wątków, w tym feministycznej historii sztuki z jej "private is political". Pisałyśmy też o tej mitologii z Edytą w odniesieniu do krzątaniny: free.art.pl/artmix/archiw_6/10_03izaedyta.html , choć wiem, że Ty chyba nie lubisz tego pojęcia.
    Zresztą, wiesz w ogóle ciekawe są mitologie, czy to artystów czy artystek. Spójrz na to, co pisał Leszkowicz odnośnie Pollocka - choćby to sikanie na kominek, ale i tworzenie pod wpływem alkoholu i śmierć w wypadku samochodowym. Wiesz, jak ze Stryjeńską, to w ogóle jest raczej sprawa dla Cultural Studies. Właśnie kwestia biografizmu. Pamiętasz ten mój tekst, gdy do biografii artystek w prasie kobiecej przykładałam schemat Vasariego z jego Żywotów? Okazuje się w gruncie rzeczy, że niewiele w naszym myśleniu o artystach się zmieniło. Autor umarł, ale biografie mają się dobrze ;-)

  • blogali

    Iza,

    Dzięki za przypomnienie tamtych tekstów! :)

    Tak, rzeczywiście mam problem z krzątactwem Brach-Czainy (także z krzątactwem), bo nie bardzo do mnie dociera, co owoż krzątactwo nam dokładniej wyświetla, czego byśmy nie znali ze starej kategorii pracy domowej jako reprodukcji... Moim zdaniem to krzątactwo z jednej strony esencjalizuje, z drugiej odpolitycznia pracę domową. A dodatkowo jeszcze miesza codzienność z prywatnością, a to z pracą domową (reprodukcją). Jaki jest cel takiej homogenizacji tych różnych parametrów doświadczenia? Ale to rzecz intelektualnego gustu. ;)

    Wiesz, a to prywatne/polityczne... w historii społecznej już się odeszło od tych dychotomii. Mówienie o podziale na prywatne i publiczne jest już raczej niedopuszczalne. Bada się oczywiście kwestie obecności, dostępu, wykluczeń, ale jednak oddziela się reprezentacje (czyli ideologie publicznego/prywatnego) od praktyki społecznej, gdzie podział na sfery był raczej ideałem i w istocie nawet z punktu widzenia esencjalizowanej ideologii relacji płci był bardzo problematyczny. Mówię o XIX-tym wieku.

    Co oczywiście nie znaczy, że nie było wykluczeń - od poziomu szkolnictwa do praw obywatelskich, pracy i możliwości fizycznej obecności w określonych miejscach. Było. Ale sprowadzanie mechanizmu wykluczeń do ideologicznej dychotomii publiczne/prywatne jest już w świetle wiedzy historycznej nieadekwatne.

    Ciepło,

  • kuba773

    Szukam firmy sprzątającej może polecicie coś. Chodzi mi głównie o wrocław - może jaknowa.pl/

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci