Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Stryjeńska i religijny kicz

izakow2

Ala, pytałaś o religijny kicz. Specjalnie dla Ciebie przygotowałam dzisiaj notkę o Zofii Lubańskiej-Stryjeńskiej (1891 – 1976), zwłaszcza, że jej obrazy wpisują się w przedstawianą tu przeze mnie ostatnio problematykę.


Piszę o religijnym kiczu, ale dodam od razu, że nie chcę tym pojęciem deprecjonować sztuki Stryjeńskiej, zwłaszcza, że jest to kicz bardzo uwodzący, jak choćby w obrazie pt. "Zwiastowanie":


 

Sztuka tej artystki odbierana była u nas przede wszystkim jako rodzaj polskiej odmiany Art Deco, lub naszej swoistej ludowej egzotyki. Dopiero niedawno pojawiły się próby reinterpretacji ze wskazaniem na jej indywidualność twórczą, a także specyficzne cielesne, zmysłowe podejście do tematu. O twórczości Lubańskiej-Stryjeńskiej w bardzo ciekawy sposób pisała Joanno Sosnowska, akcentując m.in. to, w jaki sposób Stryjeńska łamała konwenanse zarówno w swej sztuce, jak i w życiu. Konwencje złamane są chyba również w przytoczonym tu "Zwiastowaniu": Maryja nie ma tu spuszczonych skromnie oczu, a jej bliskość z intrygującym i przystojnym aniołem pozwala domniemywać o nie tylko duchowym porozumieniu (ale od razu zaznaczam - to może być moja nadinterpretacja)...


Entuzjaści nazywają Stryjeńską „polską Fridą Kahlo”, przeciwnicy mówią o jarmarczności jej sztuki. Artystka związana była z ugrupowaniem Rytm, które inspiracji szukało przede wszystkim w sztuce ludowej, ale również odwoływało się do tradycji młodopolskiej, słowiańskich obrzędów i sarmackiej gawędy. Pojawiają się też tematy religijne, jednak przetrasponowane przez specyficzną ludową ikonografię.


Odrębna sprawa, że sztuka „Rytmu” była niezwykle „narodowa”, żeby nie powiedzieć wręcz: nacjonalizująca i wciąż brakuje mi badań, które osadzałyby przedwojenną sztukę w kontekście ówczesnych podziałów politycznych. Co prawda, Stryjeńska w ową domniemaną przeze mnie „prawicowość” tej sztuki chyba jednak do końca się nie wpisuje, choć przy poniższych obrazach aż korci, by spytać, jak Wikary w "Ranczu": "Jakiej narodowości jest Matka Boska?".


 

Niedawno w krakowskim i poznańskim Muzeum Narodowym prezentowano wystawę monograficzną Stryjeńskiej, ale znowu, mimo tego, być może chwilowego, zainteresowania, brakuje na temat jej twórczości pogłębionych analiz, choćby odnoszących się do wątku religijnego, do obrazów ukazujących „swojskie” Madonny, jak np. "Matkę Boską Góralską".


 

 

Oczywiście, tradycja "swojskich" Madonn sięga XIX wieku i sekularyzacji tematów religijnych, ale to już nieco inna historia...


I jeszcze jedna ciekawostka z zakresu feministycznej historii sztuki i transgresyjności kobiety-artystki.


Zofia jako młoda dziewczyna postanowiła studiować malarstwo, nie mając jednak szans na odbycie studiów w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w 1911 roku, gdzie nie przyjmowano jeszcze kobiet, postanawia pojechać do Monachium. Uważała, że nie ma tam jednak szans jako kobieta, udała się do Monachium w męskim przebraniu i z nazwiskiem swojego brata Tadeusza Grzymały-Lubańskiego. Fotografie potwierdzają, że uczestniczyła w zajęciach w męskim przebraniu. Trudno raczej było jej ukryć tę mistyfikację, koledzy zdawali sobie bardzo dobrze sprawę z tego, z kim mają do czynienia. Akceptowali to, ale chyba raczej traktowali ją zgodnie z rolą, z jakiej Lubańska tak bardzo chciała uciec. Świadczy o tym jedno ze zdjęć, na którym młoda artystka siedzi wraz ze swymi kolegami z pracowni.


 

 

Kompozycja jest bardzo symetryczna, w środku siedzi dwóch rozbawionych mężczyzn, po ich lewej stronie znajduje się naga modelka, a po prawej Lubańska w męskim przebraniu. Większość kolegów artystki na tym zdjęciu najwyraźniej czuje się swobodnie, są rozbawieni całą tą sytuacją, inaczej sprawa wygląda, jeśli chodzi o Zofię. Siedzi naburmuszona, zasępiona, najprawdopodobniej niezadowolona z tego, że w tej kompozycji przypadła jej rola odpowiednika nagiej modelki.


O niezbyt udanym życiu artystki, o tym, jak była zamykana przez męża w szpitalu psychiatrycznym i jak została oddzielona od swoich dzieci, nie będę już pisać. Odsyłam do świetnego tekstu Doroty Jareckiej

Komentarze (12)

Dodaj komentarz
  • mojarzezba

    Faktycznie kicz, ale Hasior powiedział, że kicz nie istnieje. Kicz nie jest zły.
    :-)

  • moj_adamaszek

    ja się nie znam, może to zahacza o jakiś rodzaj prymitywizmu, może było wtedy odkrywcze, ale to wcale nie zmienia faktu, że obrazy na tej wystawie w Narodowym wydawały mi się jak wyjęte ze średniej jakości rosyjskich książeczek dla dzieci. Jednak co do tego zwiastowania byłabym skłonna się z panią zgodzić. Coś jest na rzeczy.

  • blogali

    Iza,

    Dzięki za Stryjeńską! Tego nie znałam. A ostatnio czytałam jakieś przedziwną nadinterpretację feministyczną (niestety...) dotyczące jej cyklu królów polskich, czy coś takiego. Jakieś głupoty to były, strasznie powierzchwne, dopatrywanie się subwersji tam, gdzie jej zdaje się nie było...

    Zobacz, co znalazłam przy okazji:
    bialczynski.wordpress.com/2009/11/25/strazniczy-wiary-zofia-stryjenska-1891-1976-poganscy-bogowie-i-styl-harski-jako-styl-polski/

    Wiesz, ja chyba zahaczę o Stryjeńską sprzed 1914 roku, choć tego będzie niewiele. I Twoja intuicja (?) co do kontekstów nacjonalistycznych chyba Cię nie zawiodła. ;) Jeśli Lubańska (Stryjeńska) bywała ilustratorką "Roli", to "Rola" była sztandarowym polskim czasopismem konserwatywno-klerykalnym osławionym za swój jadowity antysemityzm. Założył i redagował je Jan Jeleński, takoż jeden ze wiodących obrońców wartości polskich i katolickich. Ale tego się nie dowiesz z notek o artystce... Kontekst historyczny jest wyliczanką nazwisk i tytułów. A ja bym się chciała dowiedzieć, czy Stryjeńska dla Jeleńskiego do "Roli" rysowała z przekonań światopoglądowych, czy dlatego, że jej dobrze płacił? I chciałabym bardzo wiedzieć co też dla niego rysowała? Czy czarnowłose Madonny patrzące głęboko w oczy aniołom Gabrielom, czy może żydowskich lichwiarzy z haczykowatymi nosami... Ale to zdaje się stabuizowane podwójnie: i w historii sztuki, i w studiach kobietystycznych... ;)

    A propos swojskich Madonn - nie pamiętam nazwiska autora, ale widziałam piękne ilustracje z początku XX-go wieku polskiej Madonny w stroju ukraińskim... Chętnie bym się dowiedziała coś więcej o swojskich Madonnach.

    A Stryjeńska naprawdę jest ciekawa. Wiesz, ja bym interpretowała jej twórczość (bardziej w ramach cultural studies) także w kontekście tzw. rzemiosła kobiecego, które się stało bardzo populare po I wojnie światowej. Widać to m.in. na wystawach krajowych w międzywojniu. To był z jednej strony element takiej paternalizującej stymulacji ekonomicznej kobiet wiejskich. Dizajnerki wnętrz, projektantki mody, modystki, wzięte krawcowe, właścicielki sklepów podróżowały na prowincje i kupowały, a potem zamawiały, u chłopek ręcznie tkane kilimy, koronki, tkaniny, hafty itp., wprowadzały te materiały w modę stoliczną, i tworzyły w ten sposób styl moderne-narodowy. Później zakładały spółdzielnie. Choć Polki były w tej dziedzinie znacznie mniej aktywne niż np. Ukrainki w II Rzeczpospolitej, ale mimo wszystko. A więc widzisz, ja bym tę twórczość Stryjeńskiej widziała właśnie w takim materialistycznym kontekście - popularyzacji stylu narodowego dla celów merkantylnych - wspomożenie emancypacji ekonomicznej kobiet wiejskich, a pośrednio - ożywienie tzw. przemysłu narodowego na prowincji. Choć tak jako pisałam, Ukrainki były w tym znacznie lepsze.

    Do jakiego stopnia Stryjeńska jest więc kiczem, a do jakiego rodzajem sztuki użytkowej - jeśli nie masowej, to "użyteczności publicznej" w sensie popularyzacji stylu, który był póżniej naśladowany np. w wystroju wnętrz?

  • izakow2

    Ala,
    nie wiem, co dokładnie czytałaś, ale z tymi królami (a dokładnie cyklem "Piastowie") chyba jest coś na rzeczy, Kazimierz Wielki sportretowany z papierosem, a Piast Kołodziej z kołem w taki sposób jakby trzymał kierownicę. Przyznasz, że tego z Bacciarellim i Matejko porównać nie można i jest to nieco... postmodernistyczne ;-)
    Co do tej "Roli", trudno mi powiedzieć, co to były za ilustracje, ale znalazłam u siebie w notatkach taką informację (chyba za Sosnowską): "Stryjeńska dobrze trafiła w gusty zarówno inteligencji jak i drobnomieszczaństwa z jego upodobaniami do motywów ludowych. Ta sztuka odrzucana była jedynie przez część prawicy jako zbyt liberalna. Zyskała sobie w ten sposób miano twórcy narodowego".
    Trochę to poplątanie z pomieszaniem. Zarzucali jej nawet niektórzy (choć były to głosy nieliczne), że jej twórczość jest obca polskości (właśnie przez te zabawy z konwencjami). Sosnowska wskazuje na to, że w jednej z rycin chłop koszący zboże ubrany jest w kapelusz przypominający cylinder, zaś jako ilustrację do jednej z kolęd w wydanej w 1917 roku Pastorałce dała scenę puszczania wianków w noc świętojańską. W panneaux do Pawilonu Polskiego na wystawę światową w Paryżu 1925 roku również artystka minęła się z etnograficznymi realiami: polski chłop miał na głowie meksykański kapelusz i siał w zimie. I pewnie można by jeszcze takich zabaw więcej u niej znaleźć. A z drugiej strony - jest w jej sztuce wiele prac wychwalających "niesamowitą słowiańszczyznę", ukazujących słowiańskich bożków, słowiańskie korzenie polskiej tradycji, zdrowy i szczęśliwy lud...
    W rzemiosło kobiece nie do końca się to wpisuje, bo trzeba zobaczyć całą twórczość Rytmu, w którego stylistykę artystka się wpisała.
    I jeszcze jedna komplikacja. Piszesz, że być może "jest to rodzaj sztuki użytkowej - jeśli nie masowej, to "użyteczności publicznej" w sensie popularyzacji stylu, który był później naśladowany np. w wystroju wnętrz". Tak artystka była widziana w PRL-u, reprodukowano jej prace na pocztówkach, odwoływano się do jej stylistyki, używano jej projektów jako swoistych logotypów (mam zresztą wrażenie, ze do teraz logo piwa Żywiec wywodzi się z jakiegoś jej przedstawienia tańca), nie pytając jej zresztą o zgodę. Ale, co ważniejsze, była tak widziana (potrzebna i wykorzystana), jako jedna z twórców tzw. stylu narodowego, obok choćby Matejki.
    Jeśli chodzi o swojską Madonnę, może myślisz o Hoffmanie (chociaż to chyba też strój góralski): www.pinakoteka.zascianek.pl/Hofman/Images/Madonna_2.jpg

  • blogali

    Dzięki Iza.

    To trochę rozjaśnia, ale jeszcze jest sporo ciemności. ;) Wiesz, kilka problemów.

    Jeden to nakładanie ciągłości na wizje "narodowe" - a to są przecież zmienne! Czy naprawdę właściwym kontekstem do analizy tych "pocztowych" prac Stryjeńskiej jest Matejko? A może raczej Malczewski? Przecież Ci jej królowie to nie są reprezentacje realistyczne, ale raczej symboliczne, prawda? I może w tym kontekście trzeba interpretować jej krytyków. Bo też i sam nacjonalizm miał różne odmiany - był nowoczesny Dmowskiego, który na początku dość mocno się fascynował tą "niesamowitą słowiańszczyzną", choć ja bym to nazwała neopogaństwem (brzmi znajomo w kontekście Niemiec lat 30-tych?). Dopiero w późniejszej fazie Dmowski doszedł do wniosku, że nie naukowość, tym bardziej nie neopogaństwa, ale sojusz z katolicyzmem. Z drugiej strony był nacjonalizm klerykalno-konserwatywny. I w tym kontekście chciałabym, żeby ktoś zobaczył Stryjeńską.

    Jeśli pojawiło się u niej przedstawienie chłopa w meksykańskim kapeluszu w 1925... W 15 lat po wybuchu meksykańskiej rewolucji (agrarny element kluczowy), na rok przed wojną domową Cristero, która była de fakto katolicką kontrrewolucją. A 28 grudnia 1925 roku rozpoczęto w Polsce reformę rolną, niedokończoną po pierwszej reformie z 1920 roku... Chłop polski w kapeluszu Zapatista? W tym kontekście nie wydaje się bardzo egzotyczny. Więcej - dla mnie ma sens. ;)

    Piast z papierosem też niezbyt mnie szokuje, jeśli się go czyta przez pryzmat polityki semiotycznej, czy może upolitycznionej semiotyki. "Piastowie" z Piastem na czele już od końca XIX-go wieku zostali zaaektowani do symboliki ruchu ludowego. PSL Piast z Wincentym Witosem, który w latach przed przewrotem majowym tworzył koalicję rządową z chadecją zwaną chjenopiastem... Przewrót majowy - 1926...

    I znowu - nie przypisywałabym na siłę konkretnych sympatii politycznych Stryjeńskiej, bo przypuszczam, że jak każdy artysta miała eklektyzm polityczny w głowie. ;) Zwłaszcza w międzywojniu. Ale jej sztukę naprawdę warto oglądać w kontekście historycznym. Bo być może jednak bardziej sztuka polityczna, a w każdym razie "upolityczniona" niż czysty kicz Art Deco? A że po 1945 PRL ją chołubił i z niej korzystał? Bo komunistom było naprawdę blisko estetycznie i ideologicznie do przedwojennych nacjonalistów - to już także wiemy...

    Ciepło,

  • blogali

    I jeśli kogoś obraża "chołubienie" przez "ch", to z całego serca przepraszam!

  • izakow2

    Ala,
    Matejko i Bacciarelli jako kontekst pocztu królów polskich, bo Malczewski takowego nie malował ;-)
    Ale z resztą zgadzam się zupełnie, że pobieżne interpretacje bez wejścia w społeczno-polityczne i symboliczne podłoże ówczesnej sztuki prowadzą do płytkich konstatacji. Oczywiście, że masz rację, że nie chodzi o to, jakie Stryjeńska miała poglądy polityczne (ponoć była zwolenniczką Piłsudskiego), ale o to, jak "ramowana" była ówcześnie jej sztuka, właśnie - chciałabym zobaczyć jej sztukę w ramach ówczesnych podziałów politycznych. I brakuje mi też, jak tu pisałam, badań dotyczących tej sztuki, nie tylko Stryjeńskiej, ale całego nurtu "Rytmu" w kontekście narodowym, jeśli nie nacjonalizującym, endeckim właśnie. Ale, wiesz, mam wrażenie, że badacze tego czasu boją się to tknąć, poza tym dobrze wiesz, jaka jest niestety u nas główna tendencja badań...
    cieplutko

  • blogali

    Iza,

    Ja wiem, że Malczewski nie malował pocztu królów, ale chodziło mi o symbolizm narodowy. ;) Zresztą wiesz...

    I wiesz, że nie chodzi tu o przeciwstawianie sobie opinii, bo myślimy podobnie. Mnie naprawdę interesowałoby *jakie Stryjeńska miała poglądy polityczne* jeśli *Stryjeńską przedstawiamy jako subwersywną artystkę represjonowaną przez patriarchalnych strażników kanonu*. To chyba jednak kluczowe dla takiego archeologicznego wymiaru badań nad historią artystek? I wiesz, że to nie jest uwaga do Ciebie, i pewnie nie do p. Sosnowskiej, której artykułu nie czytałam, ale do pewnej wschodzącej gwiazdy krytyki feministycznej, która powołując się na artykuł p. Sosnowskiej przedstawia Stryjeńską jako taką właśnie kobieco-artystyczno-kontestatorską osobowość i pompuje w jej reprezentacje pocztu subwersywność, zamiast sięgnąć do podręcznika do historii do szkoły średniej i zdać sobie sprawę, że może Stryjeńska po prostu czytała gazety... I to by było nawet śmieszne, gdyby nie było depresjonujące - nikła ilość badań, na których można polegać; nikła ilość interpretacji, na których można by się oprzeć bez obawy, że rusztowanie się zaraz zawali...

    I zgadzam się z tym, że pewne tematy - nie tylko zresztą w historii sztuki czy historii literatury - są traktowane ze sporą dawką autocenzury, żeby broń boże nie odkryć trupa w szafie gdańskiej, lub innych śmierdzących skarpetek w komodzie naszych wielkich i wspaniałych autorytetów.

    I tak od religijnego kiczu przeszłyśmy do sztuki politycznie zaangażowanej. ;)

  • izakow2

    Wiem, wiem, Ala, tylko ja bym raczej nie szukała bezpośrednich powiązań między Malczewskim a Stryjeńską, u pierwszego ta polskość jest jakimś ciężarem, u niej - może właśnie raczej czymś bardziej ornamentacyjnym. No i ta słowiańszczyzna, bardziej bezpośrednia, materialna, zamiast świata aniołów i zwid, jak u Malczewskiego. Ale pośrednie powiązania by były. Chociażby ten Vlastimil Hofman, do którego dawałam link, a który inspirował się Malczewskim.
    Ciekawa jestem, co to za artykuł, o którym wspominasz?
    Usciski

  • blogali

    To znacznie gorzej - to nie artykuł, to fragment książki... Podam Ci na priva.

  • miia1

    Podsyłam coś w temacie, o stylistyce jak z filmów Rodrigueza, komiksowej i z flakami na wierzchu, myślę, że godne odnotowania :) I pozdrawiam.
    warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,11501047,Szokujacy_obraz_w_kosciele__ludzie_z_wyrwanymi_sercami.html

  • Gość: [pablo] *.xdsl.centertel.pl

    Feministyczna historia sztuki czyli synonim kompletnego zidiocenia. Drogie feministki, zabijacie mnie swoją ignorancją.

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci