Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej
Blog > Komentarze do wpisu
Zarządzanie kulturą a sprawa Poznania

W niedzielny spokojny poranek zelektryzował mnie zaproszenie, które ktoś przesłał mi przez facebook do grupy „Przenieśmy Camerimage do Poznania”.

Na ten pomysł wpadł Sławomir Hinc, zastępca Prezydenta Poznania odpowiedzialny za oświatę i kulturę. Grupa na facebooku ma już ponad 650 fanów (w tym niestety wielu moich znajomych), można znaleźć jednak też głosy krytyczne, ktoś w zalinkowanym na facebooku artykule pisze
pisze tak: Sławomir Hinc słysząc o problemach festiwalu zadzwonił do jego dyrektora Marka Żydowicza i zaproponował mu przeniesienie Camerimage do Poznania. Po co? I gdzie? Czy w Poznaniu mamy jakiekolwiek zaplecze filmowe? Szkołę filmową? Czy u nas codziennie kręci się zdjęcia do filmu? Czy mamy jakiekolwiek miejsce do tego, żeby przyjąć tak wielki festiwal w Poznaniu, bo chyba nie w sali kinowej Centrum Kultury Zamek?.

No właśnie, do tej sprawy należałoby dodać kilka kontekstów. Niedawno zamknięto w Poznaniu świetne kino studyjne Amarant, powodem był brak funduszy na utrzymania kina. Zamknięcie grozi również innym małym kinom, takim jak Malta na Śródce. Jak pisze w lokalnej "Wyborczej" Sylwia Wilczak: Z blisko 20 kin studyjnych, które działały na początku lat 90., zostały trzy: Rialto, Muza i Apollo. Czasami seanse odbywają się także w kinie Pałacowym, które czeka generalny remont. Najgłośniej zamykano w lipcu 2002 r. kino Bałtyk przy Roosevelta. Budynek został zburzony, a w jego miejscu powstał hotel Sheraton.

Zastanawiam się, jak to możliwe, że nie można wspomóc finansowo małych kin studyjnych, ale mają znaleźć się pieniądze na Camerimage. A przecież właśnie przez kwestie finansowe inicjatywa Camerimage opuściła Łódź. Mimo, że nie obyło się bez dramatycznych gestów, takich jak strajk, radni Łodzi nie ugięli się przed szantażem, który opisała na łamach „Krytyki Politycznej” Hanna Gil-Piatek w tekście „Nie płakałam po Żydowiczu”: 

W sumie Camerimage Łódź Center miało kosztować co najmniej 500 mln. Warto wiedzieć, że roczny budżet niezamożnej Łodzi to niecałe 3 mld zł. Żydowicz doskonale wiedział, że będzie miał lokalne władze w ręku. Cały czas blefował, snując opowieści o pieniądzach z Ministerstwa Kultury, o unijnych funduszach - i próbował wytargać od Łodzi kolejne miliony. Nie mówił radnym, że minister Bogdan Zdrojewski dość lekko obiecuje pieniądze właściwie każdemu, a na dotacje z Unii w najbliższym czasie raczej nie ma co liczyć.

Wszystko to świadczy oczywiście o problemach kultury, które rozbijają się o kwestie finansowe. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Coraz częściej zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo kuleje w Polsce finansowanie kultury. Próbuje na to zwracać uwagę między innymi Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej.

Ale trzeba też postawić pytanie, czy wystarczy, myśląc o reformie kultury, skupiać się jedynie na kwestiach finansowych? Jestem bowiem przekonana, że dużo ważniejsza i potrzebna jest dyskusja na temat wizji kultury (nie chcę oczywiście negować tutaj reformy dotyczącej finansowania kultury, ale uważam, że to nie wystarczy), a także jej zarządzania na poziomie samorządowym.

Upraszczając można powiedzieć, że są dwie wizje kultury: kultura jako igrzyska dla ludu (kultura pojmowana jest tutaj jako dobro konsumpcyjne, jest administrowana odgórnie, zadowala publiczność spektakularnymi imprezami, głośnymi festiwalami) oraz kultura jako element społeczeństwa obywatelskiego (tu stawia się na oddolne działania aktywizujące miejscowe społeczności, wspiera się małe fundacje i organizacje pozarządowe; projekty, które wymagają aktywizacji mieszkańców; tym samym ta opcja stawia bardziej na edukację). O tych wizjach pisałam przy okazji sprawy murali w Płocku

Jednym z podstawowych pojęć, które powinny być używane w myśleniu o zarządzaniu kulturą, ale które niestety używane jest dość opacznie, jest rewitalizacja. Ta bowiem nie powinna być tylko rewitalizacją przestrzeni, ale też rewitalizacją myśli. Powinno w niej chodzić o to, aby rozbudzać zainteresowania, pobudzać ludzi do działania, do myślenia, do dbania o swoje otoczenie. Taką szansę daje sztuka oraz artystyczne imprezy, które skierowane są do miejscowej społeczności, nie tylko do najbogatszych, których stać na uczestnictwo w kulturze, ale które odbywają się w dzielnicach zagrożonych biedą. Bo tak pojmowana kultura pokazuje alternatywy, może mobilizować i wyrywać z marazmu. Sztuka, kultura, działalność alternatywna jest ważna dla demokracji, gdyż uczy różnic, ukazuje różnorodne punkty widzenia, uczy myślenia krytycznego, wrażliwości na innych oraz na problemy społeczne. Tym samym wspomaga w budowie społeczeństwa obywatelskiego. Mam jednak wrażenie, że oprócz Zielonych 2004, którzy taką wizję kultury proponują w swoich strategiach, mało kto chce w ten sposób myśleć o kulturze. Prawdę mówiąc, rozmowy o finansach są łatwiejsze niż przeoranie świadomości pokazujące, że kultura nie musi być jedynie dobrem konsumpcyjnym. Łatwiej więc zaproponować przeniesienie Camerimage do Poznania, aniżeli zastanowić się nad funkcjonowaniem kultury w tym mieście, nad faktycznymi potrzebami oraz nad tym, w jaki sposób kształtować tutaj kulturę w kontekście demokracji.

To, co mnie zastanawia, kiedy porównuję sytuację w Polsce i w krajach zachodnich, to brak u nas instytucji eksperckich. Uczestniczyłam w takich gremium między innymi przy okazji wydarzeń kulturalnych związanych z rokiem polsko-niemieckim (2005/2006). Najpierw nie mogłam zrozumieć, o co w tym chodzi: zebranie ludzi z różnych środowisk, reprezentujących różne interesy, którzy mają na poszczególnych spotkaniach wydyskutować strategię kulturalną na rzecz projektów, które mają powstać, związanych z nimi konkursów, sposobów ich przeprowadzania, itd. Najpierw wydawało mi się, że to jest jakaś straszna strata czasu, potem jednak pokochałam ten niemiecki system burzy mózgów, a także kultury eksperckiej. Bo przede wszystkim, jeśli eksperci pochodzą z różnych środowisk, reprezentują różne, często sprzeczne ze sobą interesy, nie mogą w takiej sytuacji dążyć do zawłaszczenia całego projektu dla swojej opcji, własnej wizji kultury, ulubionej przez siebie sztuki czy wręcz dla swoich znajomych. Musi osiągnąć się taki consensus, który pozwoli na jak najbardziej demokratyczne działania, dopuści jak najwięcej jednostek i projektów; i umożliwi tym samym wybranie jak najlepszych opcji. W tym konkretnym przypadku Bura Kopernikus, które zostało utworzone przez niemiecką Kulturstiftung des Bundes, wśród zrealizowanych projektów dominowały te niepozorne, niekonwencjonalne, prowincjonalne, związane też z problematyką społeczeństwa obywatelskiego.

niedziela, 14 lutego 2010, izakow2
Komentarze
Gość: w.k., c174-8.icpnet.pl
2010/02/14 19:34:26
Ja jestem przeciw z innych względów. Trzeba pamiętać jak działa organizacja festiwalu - mw. 9 lat temu przeniesienie festiwalu z Torunia do Łodzi opierało się na podobnym do obecnego fundamencie. Chodziło mianowicie o szantaż skierowany wobec rady miasta, która ponoć nie chciała spełnić żądań organizatora. Z tego można wnioskować, że gdyby festiwal przeniesiono do Poznania, to za kilka lat pojawi się problem tego, co trzeba dać organizatorowi festiwalu, żeby przestał szantażować miasto groźbami przeniesienia...
Zbór świętej Trójcy na rynku nowego miasta w Toruniu, w którym wcześniej znajdowała się szkoła Camerimage został przez właścicieli (wciąż tych samych) zamieniony w jedną z najbardziej dresiarsko-burdelowych knajp, szczyczących się działalnością "kulturalną" (np. komercyjne wystawy kalendarza Pirelli....) Tak właśnie wygląda kultura w rozumieniu organizatorów Camerimage.
-
2010/02/14 20:02:08
Dzięki Witek za wklejenie tutaj tego komentarza. Jak już Ci pisałam, uważam, że to nie są tak bardzo odmienne względy. Bo to, o czym piszesz też wpisuje się w dwa odmienne podejścia do kultury i lokalności: 1) traktowanie lokalności instrumentalnie i wykorzystanie jej dla innych celów, 2) włączenie lokalności w proces budowy społeczeństwa obywatelskiego poprzez kulturę.
Niestety wciąż wynika przy analizie tego zjawiska ta pierwsza - negatywna - opcja.
-
Gość: w.k., c174-8.icpnet.pl
2010/02/14 20:34:59

A tu jeszcze na potwierdzenie moich słów - każdy może zapoznać się jak działają miejsca, które z założenia są przeznaczone na kulturę, a przypadkiem znalazły się w rękach Pana M.Ż.:

www.nowosci.com.pl/look/nowosci/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=6&NrIssue=1332&NrSection=1&NrArticle=161495&IdTag=108

-
2010/02/14 21:29:27
No właśnie, szkoda tego miejsca... Jest ono symbolem anty-rewitalizacji. Dawny zbór w Toruniu kojarzy mi się z zamkniętym zawsze na cztery spusty budynkiem i rynkiem, po wałęsają się ludzie (bywa też, że typy spod ciemnej gwiazdy) nie mający, co ze sobą zrobić.
-
Gość: andrzej biernacki, public10615.xdsl.centertel.pl
2010/02/15 09:51:11
Nie wiem jakie przeznaczenie miał budynek toruńskiego zboru przed przejęciem przez Żydowicza (teraz widzę budynek w dobrej kondycji), ale jeśli było takie jak zbór mój w Łowiczu (totalna demolka i melina po dwóch pożarach), to i jedna impreza w roku (jubileusz J. T.) jest prywatnym wkładem Tumultu w kulturę Torunia. Chciałbym jednak wiedzieć, ile kasy przez te 20 lat, wniósł na zbór (za bilety wstępu) niejaki Witek, węszący teraz w papierach notarialnych toruńskiej fundacji i jak się ma ta kasa do honorariów prawników wynajętych do węszenia.
U mnie to wygląda tak, że łowickie Witki chętnie wnoszą do kasy miasta haracze (w formie podatku od wszystkiego) i nie oczekując niczego w zamian każdorazowo jeszcze dopłacają do imprez miejskich (takich jak "łowickie jadło" czy występy luminarzy kultury: A. Rosiewicza, K.Krawczyk, Don Wasyl). A jak przyjdą (jeśli przyjdą) do odbudowanego i oświetlonego prywatnymi setkami tysięcy zboru na wystawę składającą się z kilkuset obiektów, jedyną ich troską przy cenie biletu 3 zł jest to, czy są ulgowe. Czasem też chętnie pytają, widząc przy wejściu ponad 200 stronicowe publikacje w płótnie, czy można "sobie" wziąć "taki jeden". Powstaje pytanie: czy może być pełno w pustym? Ależ tak, pełna komuna w pustych łbach.
Co do typów wałęsających się pod zborem, ich "zagospodarowanie" jest super
polem do popisu dla społecznej troski niejakiego Witka, ewentualnie z Panią, P. Izo pospołu.
-
2010/02/15 11:25:27
A Pana zbór w Łowiczu jest zamknięty przez niemal cały rok? Bo coś mi się nie wydaje...
-
Gość: w.k., c174-8.icpnet.pl
2010/02/15 12:33:29
Tak! Dokładnie tak! Gratuluję Panu interpretacji mojej osoby. Zajmuję się właśnie kolekcjonowaniem darmowych katalogów oraz organizacją imprez Don Wasyla! No i krew mnie zalewa jak widzię oświetlony budynek, bo mam światłowstręt.
Brawo!
-
Gość: andrzej biernacki, public10615.xdsl.centertel.pl
2010/02/15 14:24:49
Potencjalny prywaciarz, Żydowicz, powinien -jak rozumiem- ponieść koszty remontu i adaptacji tego, czego już bardziej zdewastować się (jeszcze jako publiczne) nie dało, pięknie zaadaptować za prywatne miliony i za kolejne wypełniać misję kulturalną dla torunian. Torunianie natomiast, zaniosą swoje składko-bilety-podatki do kwestury ratusza i jego wydziałów promocji (nie będą wszak tuczyć prywatnego palanta, który przecież deklarował). Kwestury i promocje ratuszowe za 40% tych składek zatrudnią swoje ciotki na ratuszowych posadach, za kolejne 40% wyremontują i wyposażą te instytucje w komputery(idealne do trzaskania prywaty w godzinach), a za pozostałe 20% będą robić konkurencję programową Żydowiczowi( np.jak w Poznaniu: 260 tys. na 4-dniową imprezkę flamenco lub ponad stówę na 1-dniową Urbanlegend) . Ten zaś -w podzięce- dowali do programu ratusza jeszcze ponad 5 tauzenów podatku od nieruchomości, pozbiera meneli z placu przed jego galerią, otworzy im podwoje przez 24 h/na dobę i... będzie krzewił, resocjalizował, ukulturalniał i zap.....ł z kagankiem. I tak przez 365 dni. Stara to baśń.
-
2010/02/15 14:30:00
To jest wrecz komiczne. 500 milionow pln. to jest 200 milionow dolarow kanadyjskich. Za te pieniadze to mozecie miec t-y--s-i-a-c swietnych projektow ( po 200 000$ kazdy ) robionych przez swietnych ludzi z calego swiata - od Tokio, przez Sant Petersburg po San Francisco i od Buenos Aires po Rejkiavik.
..........
Zblizaja sie wybory samorzadowe. Urzednik chce cos zrobic dla miasta. Urzednik nie za bardzo wie co. Wiec ma taki "pomysl". Nie tylko niewykluczone, ale i prawdopodobne ze urzednik opowiedzialby sie za czyms naprawde fajnym gdyby: 1) wiedzial ze to fajne jest; 2) wiedzial ze za robienie fajnych rzeczy mozna miec fajna prace w urzedzie, a nawet awansowac.
Wiec jest robota do wykonania........;-)
-
2010/02/15 14:40:51
Pani Izo

Wszystko ladnie, nieomal manifest. Ale mam dwie sprawy:
1) Termin "zarzadzanie" jakos mi nie pasuje do "kultury".
2) Drazni mnie troche to zaciecie 'pedagogiczne' , to cale "uaktywnianie", "wskazywanie opcji". Ci ludzie maja swoj rozum. Moim zdaniem do tych spraw nalezy podchodzic w kategoriach praw. Tak jak kazdy Pigmej ma prawo do "uczestnictwa w w pigmejskiej kulturze, tak ci udzie ( disadvantaged ) maja prawo do 'porcji kultury'. To jest wasz "job" zeby wyglowkowac jak zrobic cos w czym beda mieli ochote uczestniczyc. Oni placa podatki i to sa ich pieniadze.
-
2010/02/15 15:00:42
Pan Biernacki

Prosze pana. Developerka to jest jeden biznes. Zarzadzanie nieruchomosciami to drugi biznes. Organizacja imprez to trzeci biznes. Animacja kulturalna czwarty, a re-kreacja kultury piaty. Ze o remontach i renowacjach jako takich nie wspomne. Trzeba wiedziec w jakiej branzy sie robi.
-
2010/02/15 16:14:58
Panie Dziki Patataju,

dzięki za komentarze, choć te dwa pozostają w pewnej sprzeczności do siebie, bo pierwszy pokazuje jaką głupotę można zrobić złym zarządzaniem kulturą (wydać masę pieniędzy na jeden projekt zamiast na setki projektów), a drugi komentarz dystansuje się od samego pojęcia, jakim jest "zarządzanie".

Zacięcie pedagogiczne - chyba nie do końca o to mi chodziło, choć trochę też przede wszystkim w odniesieniu do urzędników zarządzających kulturą.
Ja też jestem osobą, która płaci podatki, a ponadto która stara się uczestniczyć w demokracji, czyli wybieram swoich przedstawicieli, a więc m.in. samorząd. I od tego samorządu wymagam choć minimum znajomości zasad funkcjonowania kultury, zastanowienia się nad wartością, jaką jest kultura oraz jakiegoś programu dotyczącego tejże kultury i właśnie promowania takiej kultury, żeby ludzie chcieli w niej uczestniczyć.
Wkurzają mnie więc urzędnicy, którzy moje podatki chcą przeznaczać na "fajerwerki", a nie na mądrą i kształtująca kulturę.
Mówienie z kolei o ludziach "mających swój rozum" jest typowo podejściem neoliberalnym, nie biorącym pod uwagę ludzi, których niestety nie kojarzymy z potrzebami kulturalnymi - zagrożonych biedą, bezrobociem, dzieci zagrożonych patologiami społecznymi, itp.
-
2010/02/15 16:26:25
Panie Andrzeju,
a pan to się ale rozpędził z obroną prywatnego majątku Żydowicza! Tyle tylko, że, jak wynika z tekstu, który podwiesił Witek, dawny zbór w Toruniu należy do miasta, a nie do Żydowicza. W takich przypadkach najczęściej remonty i utrzymanie opłacane są z grantów (również z pieniędzy unijnych). Jest to więc kwestia rozporządzania i zarządzania dobrem publicznym, a nie dobrem prywatnym (np. swoją własną kamienicą).
-
Gość: bum bum, 109.243.127.14*
2010/02/15 16:55:07
Toruński zbór wcale nie był ruiną przed przejęciem go przez Tumult. Był tam klub, imprezy, koncerty, może nie specjalnie ambitne, ale przynajmniej był otwarty.

Ale niech sobie Żydowicz robi wystawy kalendarza Pirelli (cały Toruń się z tego śmieje), tylko niech nie zgrywa największego mecenasa kultury, a przy tym niech nie zachowuje się jak osoba mądrzejsza i ważniejsza od wszystkich działaczy kultury w mieście (albo i Polsce) do tego stopnia, że jak ktoś robi w Toruniu wystawę to tylko drży, czy Żydowicz nie zrobi o coś afery. Pan Ż. jest pieniaczem, niezdolnym do normalnej dyskusji, a to nie służy kulturze.
-
Gość: andrzej biernacki, public10615.xdsl.centertel.pl
2010/02/15 17:55:21
Pani Izo, o czym Pani mówi? Link, który podał w.k. nie pozostawia wątpliwości, kto jest właścicielem zboru, oto fragment: "Nowości sprawdziły akt notarialny z 21 maja 1990 roku i księgę wieczystą nieruchomości. Wskazano w nich, że przekazywany przez miasto fundacji Tumult budynek po zborze ewangelickim na Rynku Nowomiejskim..."

Poza tym napisałem "potencjalny" Żydowicz, czyli dowolny, prywatny inwestor.

Ale tu są też dwie różne sprawy: 1. Łódzko-poznańska i 2. toruńska. Ja piszę o toruńskiej, bo podobme przypadki znam na wylot: Obiekt latami leży w gnoju i na oucie jako tzw. własność społeczna i choć -bywa- wydaje ostatnie tchnienie wszystkim to dynda, a jak tylko znajdzie się jeleń, czyli prywatny inwestor, społeczne ambicje i oczekiwania natychmiast szybują pod niebiosa. I te zaraz pytania: A co tu bedzie? A za ile bedzie? A kto bedzie z tego co miał?
I to jest właśnie clou całości. U prywatnego, nikt trzeci się nie nachapie tym, czym może u publicznego (o program tu chodzi najmniej). Na prywatnego się nie głosuje, więc wpływ jest ograniczony, jest poza zasięgiem szantażu wyborczego. A co to, to nie.
Do bum bum: Jeżeli zbór toruński świetnie funkcjonował przed przejęciem, to po co szukano tam nowego gospodarza?
Niech się Toruń rechocze, a jak ochłonie, niech poczyta Gogola. Może mu się nasuną jakieś wnioski, dlaczego w Łodzi mowa jest o Gehry'm, Lynchu i Camerimage, a w Toruniu: wystawa kalendarza Pirelli?


-
2010/02/15 18:52:56
Panie Andrzeju, ale teraz to jest już Pan niedzisiejszy. Bo w Łodzi "Lynch, Gehry, Camerimage" należą już do przeszłości, co zresztą jest przecież jedną z przyczyn mojego wpisu. Niech Pan nie pisze o "potencjalnym" Żydowiczu, tylko o sobie, bo każdy przypadek jest inny i obawiam się, że z wrzucania "prywaciarzy" działających na polu kultury do jednego wora, nic dobrego nie wynika.
Nie ma powodu, żeby Toruń ochłonął w związku z odejściem Żydowicza, raczej ma zostawiony przez niego problem.
-
Gość: Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2010/02/15 20:32:55
1. Camerimage w Łodzi nie należy jeszcze do przeszłości. Na razie Żydowicz wysłał maila do UM z wypowiedzeniem umowy. Ale w przypadku takich umów mail nie jest jeszcze ostatecznym zerwaniem umowy. To raczej komunikat, że się nie żartuje.

2. Żydowicz chce wypowiedzieć umowę, bo Rada Miasta nie uchwaliła decyzji o budowie Centrum. Bez tej decyzji Żydowicz nie może się starać o dofinansowanie z UE (połowę z 500 mln) i teraz już jest za późno. Nie wiemy co dziwnego jest dla Pani w tym, że jak się kogoś robi w jajo to on się wkurza i sobie idzie. Można to nazywać pieniactwem, ale to świadczy tylko o nazywającym, nie o Żydowiczu.

3. Sprawa toruńska: Żydowicz kupił zbór w 1990 roku. Wcześniej był tam magazyn spożywczy. Rzeczywiście nie groził (chyba) katastrofą budowlaną, ale tu i ówdzie cegła odpadała. To z zewnątrz. Nie wiemy jaki był stan konstrukcji budynku i bum bum chyba też nie wie. W tej chwili cała elewacja jest odnowiona ze środków zarówno miejskich, jak i środków fundacji (jak wiele innych prywatnych budynków w Toruniu).

4. Nie wiemy, jaki Toruń ma zostawiony przez Żydowicza problem. Może CSW? To Żydowicz doprowadził do powstania CSW w Toruniu a nie w Bydgoszczy i w ogóle do tego, że ono - jako budynek - rzeczywiście powstało, a nie ulokowano go w jakiejś dziurze. Teraz rzeczywiście jest to problem, bo nie bardzo wiadomo co tym Centrum zrobić. Stowarzyszenie Żydowicza zostało wydymane z Centrum przez prezydenta Torunia. Co mamy w zamian? Wystawy o niczym dla grupki znudzonych obiegowców. Alternatywą jest "odbicie" CSW przez niemających pojęcia o niczym dziadków z Wydziału Sztuk Pięknych UMK przy wsparciu Urzędu Miasta Torunia.

5. Zapewne chodzi Pani o to, że w zborze mało się dzieje. Wydaje się Pani, że gdyby przejęło go miasto, to eksplodowałby od artystycznej aktywności? Miasto ma wiele możliwości, by zorganizować miejsce dla artystów. Miał być stary browar koło Baja, miały być bunkry koło Muzeum Etnograficznego. Były pomysły twórców i deklaracje udziału finansowego prywatnych fundacji. Wystarczyło chcieć i przekazać na ten cel choćby połowę kosztów jakiejś organizowanej co roku majówki Polsatu. Ale nie. Był też Teatr Wiczy (nagrody w Edynburgu), który wystarczyło zostawić w spokoju i pozwolić mu się utrzymywać z baru na starówce. Ale nie. Dostali wymówienie najmu lokalu, bo komuś się coś nie podobało. O czym więc Państwo mówicie? Z kim Żydowicz miałby w Toruniu rozmawiać o czymkolwiek sensownym?

6. Nie wiemy też co chce Pani pokazać kojarząc Camerimage z Nowa Gazownią. Żydowicz robi swoje i tyle. Stara się znaleźć najlepsze warunki dla realizacji swoich pomysłów. To wg Pani grzech, że jest to duża impreza, bo przecież za te pieniadze możnaby postawić 1000 kontenerów? To już sprawa władz Poznania a nie Żydowicza. Widzimy tylko że wpisuje się Pani w jakąś dziwną szjabę ostatnich tygodni pt. "Zły Żydowicz". Do niedawna Żydowicz funkcjonował, jako postać "kontrowersyjna". Teraz robi się już niego tylko czarnego luda, psychola i furiata. Np tekst w Dużym Formacie. O paszkwilu w Krytyce Politycznej szkoda gadać. Słuchając tego chóru, przypomina nam się cytat z Wilde'a: "Kiedy ludzie są tego samego zdania co ja, mam zawsze wrażenie, że się pomyliłem."

7. Czy ktoś oprócz Obarskiego "rehabilitującego swastykę" drży o zdanie Żydowicza organizując wystawę w Toruniu? Należy raczej drżeć o to, kto zastąpi managera Muchę na stanowisku dyrektora CSW, bo zapewne będzie to jakiś inny manager o równie porażających kompetencjach.


--
"Pisać trzeba krwią, trucizną, żółcią, na co kogo stać, byle nie limfą."
Stanisław Brzozowski

Cytat dnia na stronie Krytyki Politycznej, 14 lutego 2010
-
2010/02/15 21:38:43
Przepraszam, ale mój tekst jest o czymś innym, a mianowicie o polityce kulturalnej Poznania, a nie o Żydowiczu. I jeśli wyczytaliście z mojego tekstu tylko to, że nie chcę w Poznaniu Camerimage, tylko 1000 kontenerów, to może być mi jedynie przykro, że nie dość jasno wyraziłam swoją opinię.
-
2010/02/15 22:38:03
Iza,
Wybacz, że ja tu prywatę odstawię, ale czuj się zaproszona. A przy okazji wszystkie mamy - nie tylko naukowczynie ;) - , które mają ochotę dołączyć się do nowej blogowej inicjatywy:

blogujacagrupamatek.blox.pl/html

Serdecznie,
-
Gość: Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2010/02/15 22:43:50
Przepraszamy, ale prawie wszystkie komentarze (w tym Pani i nasz) dotyczą Żydowicza i Camerimage. W samym wpisie też porusza Pani watek Camerimage i Żydowicza. Rozumiemy, że chodzi Pani o zarządzanie kulturą, a Camerimage to tylko kontekst. Ale przy całej zdawkowości informacji o Camerimage i Żydowiczu, przyczepia Pani do nich jakieś etykietki typu "szantaż", "ułuda" i cytuje Pani paszkwil z KP. Nie może Pani kogoś opluwać (słusznie czy nie, to inna sprawa), a potem mówić, że przecież głównym tematem tekstu jest coś innego (wiemy, że jest) więc bez sensu jest odnosić się do tego etykietkowania i opluwania (naszym zdaniem niesłusznego).

Tzn oczywiście może Pani. Nikt Pani nie zabroni. Ale mówienie w następnym zdaniu o demokracji i dialogu jest już żenujące, skoro znowu robi z nas Pani jakichś wariatów mówiących nie na temat.

I jeśli wyczytała Pani z naszego komentarza tylko to, że wyczytaliśmy z Pani tekstu tylko to, że nie chce Pani w Poznaniu Camerimage, tylko 1000 kontenerów, to może być nam jedynie przykro, że nie dość jasno wyraziliśmy swoją opinię.
(Fajną mamy sygnaturkę, co nie?)


--
"Pisać trzeba krwią, trucizną, żółcią, na co kogo stać, byle nie limfą."
Stanisław Brzozowski

Cytat dnia na stronie Krytyki Politycznej, 14 lutego 2010
-
2010/02/16 00:45:53
Nie traktuję tekstu z "KP" jako paszkwilu, a jeśli od razu pojawia się etykietowanie zamiast polemicznych argumentów, to też nie chce mi się rozmawiać.
-
Gość: Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2010/02/17 00:18:49
Pani Izo

Jak podaje słownik PWN

1.PASZKWIL to pismo, wypowiedź lub utwór szkalujące lub zniesławiające kogoś

2.SZKALOWAĆ to z kolei mówić o kimś lub o czymś źle

3.ZNIESŁAWIĆ to zepsuć komuś opinię, mówiąc o nim złe lub nieprawdziwe rzeczy

Oto kilka przykładów.

Żydowicz przeprowadził "wrogie przejęcie" wpływów w fundacji.
"Wrogie przejęcie" jest terminem używanym do opisywania działań związanych ze spółkami akcyjnymi na giełdzie. Ma się nijak do tego, co jest w zlinkowanym tekście na stronie Projektłódź. O co tak naprawdę chodzi w tym tekście nie wiadomo. Autorka nie umiała nawet wkleić całego cytatu, a link do źródła nie działa. Zresztą o Żydowiczu prawie niczego w tym tekście nie ma (chociaż ma tytuł "Kim Pan jest. Panie Żydowicz"). Ale nie ważne o co chodzi. Pani Gill-Piątek wystarczy, że fajnie brzmi: "wrogie" (wróg to ktoś zły, nie?), i jeszcze na dodatek "przejęcie".

"Żydowicz ostro zwalczał tzw. szablą Olbrychskiego konkurencję, rywalizującą z nim o dofinansowanie z funduszy na kulturę"
Oczywiście link do Pani wpisu, w którym stwierdza Pani, że Żydowicz oskarża Obarskiego o propagowanie faszyzmu. A więc, że Żydowicz to ignorant i głupiec. Uzgodniliśmy już, że to nieprawda, ale Pani Gill-Piątek nie będzie sobie zawracać głowy jakimiś pierdołami, nie? I jeszcze stwierdzenie, że motywacją Żydowicza była konkurencja z Obarskim o jakąś kasę. Czy Pani w ogóle by przyszło do głowy napisanie czegoś takiego? Zresztą pani z KP nie napisała ze chodzi o gościa rehabilitujacego swastykę, bo to by już tak fajnie nie brzmiało. Wystarczy link do Pani wpisu z obowiązującą wykładnią tego zdarzenia.

"konflikty z radnymi"
W zlinkowanym tekście nie ma żadnych konkretów, ani nawet niczego o trzaskaniu drzwiami. A konkrety są takie, że Żydowicz umówił się z miastem, że miasto przekaże za darmo grunt, na którym on wybuduje centrum festiwalowe. Ale jak przyszło do realizacji (był już inwestor mający budować centrum) to Urząd Miasta stwierdził, że jednak chce za ten grunt jakąś sporą kasę (w milionach). Więc można powiedzieć, że był to "konflikt z radnymi", a Zydowicz to oczywiscie konfliktowy człowiek

Wzruszająca jest też końcówka o alkoholikach, chodnikach i edukacji, których Camerimage pozbawi ostatnich pieniędzy. Stawiając tak sprawę powinniśmy pozamykać wszystkie muzea i galerie publiczne, żeby nie przejadały pieniędzy na edukację.
Efektownie wygląda też porównanie 500 mln wobec 3 mld budżetu Łodzi. Prawda jest taka, że 500 mln to suma wyssana z palca. W tej chwili koszt realizacji nie jest określony. A nawet gdyby tyle właśnie to kosztowało, to połowę dofinansowałaby UE, gdyby nie zła wola radnych. Oprócz tego było jeszcze kilka innych zewnętrznych wobec miasta źródeł finansowania, a wkład miasta byłby rozłożony na lata, więc nie różniłoby się to od wielu innych inwestycji miejskich (poza tym, że ta akurat mogłaby na siebie zarabiać, bo nie ma w Polsce takiego obiektu)

Tekst składa się niemal wyłącznie z takich kwiatków, więc pokazywanie ich wszystkich byłoby męczące. Okraszony jest też sporą ilością bezsensownych złośliwości i sarkazmu. Wydaje nam się, że na podstawie przytoczonych argumentów można powiedzieć, ze jest to typowa propaganda przeznaczona dla debili: obrzucić kogoś gównem w nadziei że zawsze coś przylgnie.
-
2010/02/17 08:00:32
1. Co Poznan zyskalby organizujac Cameraimage?
2. Jak to zmierzyc?
-
Gość: andrzej biernacki, public4721.xdsl.centertel.pl
2010/02/17 10:16:14
Marek Żydowicz powinien się zastanowić czy chce tego Centrum, obojętnie w Łodzi czy Poznaniu. Bo jak już Centrum jakimś fuksem powstanie(vide Toruń), wtedy odbędzie się jawny konkurs na jawnego dyrektora "placówki", zbierze się komisja do jawnego wyłonienia (np. składająca się z jawnej grupy sygnatariuszy protestu skierowanego do J. Majchrowskiego), pani Jarecka zrobi odpowiednie tło prasowe (jak teraz robi pani Joannie Zielińskiej na kolejną kadencję) a sam Żydowicz jak zrobi swoje, będzie mógł tylko odejść. Np. do Wrocławia czy Łowicza, stworzy kolejny festiwal, wymyśli nowe centrum, rozpocznie nowe rozmowy z np. Zahą Hadid, a potem znowu konkurs na obsadę centrum dowodzenia i zowu będzie mógł odejść do innego miasta i... t.d.
-
Gość: Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2010/02/17 18:36:13
A swoją drogą to ciekawe, co Pani pisała wtedy we wpisie o Obarskim i Żydowiczu.

Żydowicz zdawkowo skrytykował wystawy otwarcia w toruńskim CSW. Nie spodobało się to Pani i napisała Pani
"To takie polskie chciałoby się powiedzieć: żadnych konkretnych argumentów, jedynie insynuacje i stwarzanie negatywnej atmosfery."

Jeśli sama Pani nie wiedziała o co chodzi, to pewnie wystarczyło spytać kilku toruńskich znajomych, albo napisać do Tumultu i do Żydowicza.

Konkretne zarzuty Żydowicz przedstawił chociażby w tym tekście. Było to co prawda 4 miesiące później, ale w czerwcu - po otwarciu CSW - Żydowicz również kilka razy wypowiadał się publicznie na ten temat, tylko nie tak szczegółowo.

Ciekawe, że w przypadku artykułu szkalującego Żydowicza, już nie przeszkadzają Pani "insynuacje i stwarzanie negatywnej atmosfery bez żadnych konkretnych argumentów"




--
"Pisać trzeba krwią, trucizną, żółcią, na co kogo stać, byle nie limfą."
Stanisław Brzozowski

Cytat dnia na stronie Krytyki Politycznej, 14 lutego 2010
-
Gość: mona, 188.33.105.10*
2010/02/19 10:10:54
Stopień skomplikowania i emocji sprawy Camerimage: Torunia, Łodzi, lokali, setek milionów złotych wskazuje jasno, że lepiej będzie nie angażować Poznania w to bagno. Nie ma nic gorszego niż impreza - moloch, która wysysa z miasta potężne fundusze przeznaczone na kulturę, które można by spożytkować inaczej... Jeżeli Poznań ma dużą kasę niech wykłada ją na Starą Gazownię.
-
Gość: andrzej biernacki, public15708.xdsl.centertel.pl
2010/02/19 11:03:07
Jeżeli Poznań ma dużą kasę, niech się jej jak najszybciej pozbędzie na rzecz Poznanian, zmniejszając ich obciążenia podatkowe. Obywatel zawsze lepiej kalkuluje niż urzędnik "w jego imieniu".
Od razu przypomina się w takich razach "zakup" przez urzędników Warszawy za 560 tys. zł słynnej "obrazy" czyli panoramy miasta wykonanej przez australijczyka(!?) Ch. Bilicha, która do dzisiaj straszy po kątach stołecznych urzędów. "Raster", krytykując ten zakup przez miejskiego "buraka", jako możliwą alternatywę, wyrecytował artystów oczywiście ze swojej stajni. Słowem my, obojętnie: jako urzędnicy czy osoby prywatne, zawsze będziemy mieli genialny pomysł na zainwestowanie cudzego grosza.
-
2010/02/19 16:27:30
Do Ślusarzy - niestety podany przez Państwa artykuł jest dla mnie niedostępny (archiw.). Ciekawa propozycja z pytaniem moich toruńskich znajomych, bo właśnie ta dyskusja rozpoczęła się od krytycznego głosu właśnie mojego toruńskiego znajomego...
A nie wiem, dlaczego miałabym Państwa o cokolwiek pytać, skoro występujecie cały czas anonimowo.
-
Gość: Zakład Ślusarstwa Koncepcyjnego, host-89-229-15-157.torun.mm.pl
2010/02/19 17:32:04
Pani Izo

Nie wiemy o jaki artykuł Pani chodzi, o ten z Nowości(?):

www.nowosci.com.pl/look/nowosci/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=6&NrIssue=933&NrSection=1&NrArticle=116726

My nie mamy problemu z dostępem, podobnie jak mieszkańcy Torunia , którzy ostatnio bardzo żarliwie rozmawiają o zarządzaniu kulturą :)

Poza tym nie chodziło nam o to, żeby Pani nas o coś pytała. Jak już kiedyś pisaliśmy, nie jesteśmy związani z żadną instytucją kultury w Toruniu, więc pytanie nas nie ma większego sensu, bo wiemy niewiele więcej, niż można przeczytać w lokalnej prasie. Nie wiemy czy o to Pani chodzi, ale nie znamy się osobiście, ani nawet "przez kogoś", a przynajmniej nic o tym nie wiemy. Występujemy anonimowo bo nasze nazwiska nikomu niczego nie powiedzą. Jesteśmy prostymi obywatelami, którym jak mawia Michnik, nie jest wszystko jedno ;)

Chodziło nam o to, żeby spróbowała się Pani dowiedzieć czegoś więcej (chociażby od toruńskich znajomych). Jeśli Ci znajomi też nie bardzo wiedzą o co chodzi (chociaż nam się wydaje że wygodniej im udawać, że nie wiedzą,a wszystkie zarzuty łatwiej jest im sprowadzić do biadolenia) i twierdzą, że Żydowicz stwarza tylko negatywną atmosferę, można zapytać u źródła. Wydaje nam się, że na odpowiedź nie musiała by Pani długo czekać. Kiedy miała miejsce sprawa z Obarskim Żydowicz napisał w liście do Indeksu, że jest "do Państwa dyspozycji". Sami też nie znamy nikogo z Tumultu. Kiedyś zwróciliśmy się do nich mailowo z pewnym pytaniem i uzyskaliśmy szczegółową odpowiedź.

Jeśli nadal ma Pani problem z linkiem do Nowości, możemy wkleić artykuł w komentarz.



--
"Pisać trzeba krwią, trucizną, żółcią, na co kogo stać, byle nie limfą."
Stanisław Brzozowski

Cytat dnia na stronie Krytyki Politycznej, 14 lutego 2010
-
Gość: Lidka, apn-77-115-24-30.dynamic.gprs.plus.pl
2010/02/19 22:55:39
Koledzy / koleżanki z Zakładu Ślusarstwa za daleko się zagalopowali w nicowaniu uczynków Marka Żydowicza na "dobrą" stronę. Jak jest, każdy widzi po ostatniej żenującej awanturze w Łodzi.
A problem nie leży tylko w Marku Żydowiczu, ale też w bezsilnych i niekompetentnych urzędnikach, którzy swój brak profesjonalizmu skrywają pod maską arogancji, megalomanii, zasłaniania się procedurami i popularnym gustem typu festiwal Camerimage.
Ja jestem z Trójmiasta, u nas w Gdyni też Żydowicz próbował podrzucić swoje kukułcze jajo. Na szczęście gdyńscy włodarze jakoś się nie zachwycili, natomiast lokalne media już się rozmarzyły o spotkaniach z celebrytami na gdyńskiej plaży. Dziennik Bałtycki w tekście Czy Plus Camerimage zmieni Gdynę w polskie Cannes przytacza jakieś niepotwierdzone badania agencji Millward Brown, jakoby łodzianie zarabiali co roku na Festiwalu 6 mln z obrotu turystycznego. Cała argumentacja, czy Gdyni potrzebny jest kolejny festiwal koncentruje się wokół pieniędzy. A tymczasem powinna to być rozmowa o wizji kultury, o miejscu sztuki eksperymentalnej, wreszcie o współtworzenie przez mieszkańców genius loci, który marketingowcy mogą ubrać w brand miasta. Przeniesienie Festiwalu Camerimage do Gdyni stoi w sprzeczności z budowaniem wizerunku Gdyni jako miasta otwartego na nowe rozwiązania, eksperymentalną twórczość, obywatelskość. A to są atuty Gdyni, miasta z morza i marzeń. Marek Żydowicz nie słucha, co mają do powiedzenia w kwestii potrzeb kulturalnych gdynianie, czy poznaniacy. On wie lepiej, ma swoich mistrzów typu Gehry, czy agencję Millward Brown. I dlatego jego festiwal to kukułcze jajo. Nie dziwę się łodzianom, że odetchnęli.
-
2010/02/19 23:53:31
No właśnie, mnie też interesuje dyskusja o wizjach kultury w miastach, a nie to, czy Żydowicz jest dobry czy zły (wcale nie uważam, żeby był zły, albo żeby miał złe intencje). Interesuje mnie dyskusja o wizjach kultury (Żydowicz na pewno ma taką wizję, ale ja jej akurat nie podzielam). I jakoś nikt z całego tłumu ochoczo wpisującego się na wspomnianą przeze mnie grupę na Facebooku na temat swojej wizji kultury. Zastanawiam się, czy nas w ogóle jeszcze interesuje dyskusja nad tymi wizjami czy raczej już oczywistością jest traktowanie jej jako dobra komercyjnego.
-
2010/02/19 23:54:34
Uciekło mi słówko, poprawiam: I jakoś nikt z całego tłumu ochoczo wpisującego się na wspomnianą przeze mnie grupę na Facebooku nie wypowiedział się na temat swojej wizji kultury.
-
Gość: andrzej biernacki, public5946.xdsl.centertel.pl
2010/02/19 23:59:08
Chce Pani porozmawiać o wizjach kultury bez argumentacji pieniędzy? Proszę zajrzeć tutaj www.mkidn.gov.pl/po2010/decyzje/kultura_polska_za_granica_1_1_pozytywne.pdf ,
a będzie miała Pani jasność co jest grane:
1. Dotowane, dysponujące stałym, solidnym budżetem instytucje (Bunkier sztuki, Bytomskie Centrum Kultury) dostają dodatkowo kilkusettysięczne granty na odgrzewane dania typu "Drżące ciała" (ile kosztują odbitki fot.?) które ntb tydzień wcześniej dostały już 300.000 zł. od p. R. Flooda z Frieze
2. Pani Żak z Branicką, Gorczyca, Janin jeżdżą po HANDLOWYCH imprezach (typu Frieze Art Fair) dojąc polskiego podatnika.
3. Polskie granty płyną nie tylko na konkretne projekty, ale i na bliżej nieokreślone "realizowanie programu galerii". Okazuje się, że żeby wydobyć z MKiDN 60.000 wystarczy na zapyziałej londyńskiej chałupie powiesić szyld "lokal 30" . How it is?
A tak na marginesie, celebrytą to zdaje się jest Doda, a dla Lyncha wymyśliłbym jednak jakąś odróżniającą ksywę.
-
2010/02/20 14:32:51
Dotowanie komercyjnych galerii to już jest duża przesada, ale może oni tam promują polską sztukę w ogóle? Poza tym duże publiczne galerie też borykają się jednak ze sporymi problemami finansowymi, wbrew pozorom. I oczywiście, że cały system finansowania ma bardzo duże braki, ja bym go zmieniała przez większy nacisk na dotacje samorządowe, a nie ministerialne (te powinny dotyczyć wyjątkowych okoliczności, np. udział Polski w Biennale, Muzeów Narodowych), ale generalnie zdecydowanie większość dotacji powinna iść przez samorządy (co prawda przypadek poznański pokazuje, że te są zupełnie nie przygotowane do tego). No kiepsko to wszystko wygląda.
-
2010/02/20 14:44:19
Zajrzałam jeszcze do tego linku i mnie uderza jednak coś innego, mam wrażenie, że działalność teatralna jest zdecydowanie lepiej dofinansowana (jakiś ogólny temat udział teatru Śląskiego w imprezach na świecie, hm; powala dotacja dla Teatru Rozmaitości - ponad 1 mln). Imprezy komercyjne - sprawa faktycznie bardzo wieloznaczna, choć z tego, co wiem zaistnienie na takich targach jest trudno i wymaga dużych nakładów finansowych, więc jeśli chce się wypromować polską sztukę (a to znaczy wprowadzić ja na rynek, trzeba najpierw zainwestować). Ale przede wszystkim wynika z tej tabelki, że na sztuki plastyczne przeznacza się bardzo mało pieniędzy.
-
2010/02/20 15:06:56
Ale są też inne ciekawostki ponad 2,6 mln dostała Archidiecezja Warszawska na budowę Muzeum Jana Pawła II z programu infrastruktura kultury. I to jest w porządku, że również z podatków osób niewierzących takie coś jest budowane, że pośrednio finansujemy kk???
Warto zajrzeć do odrzuconych projektów w tym programie - mnóstwo małych regionalnych ośrodków, które najprawdopodobniej pracują na rzecz lokalnych społeczności, na rzecz niepełnosprawnych, mniejszości.
Znowu - po co wspierać lokalne społeczności, jak można dać kasę molochowi w postaci archidiecezji warszawskiej :-(
-
Gość: andrzej biernacki, public14240.xdsl.centertel.pl
2010/02/20 17:19:20
Skandal z dotowaniem galerii Żak/Branicka sumą 85 tys. po to żeby sobie pojechała pohandlowac na komercyjną imprezkę ma jeszcze dodatkowy smaczek:
Pani Monika Żak była członkiem jury targów Viennafair 2010 i skutecznie wykosiła niektóre polskie galerie (np. moją), które chciały PROMOWAĆ POLSKĄ SZTUKĘ w Wiedniu ZA SWOJĄ KASĘ!

Sama Pani widzi co jest na tapecie: Jedni będą tu spoceni z emocji rozprawiać o kulturze i sztuce, kłocić się o takie czy inne wartości przy tych czy innych obrazkach, a inni FEDRUJA. Skutecznie.

-
Gość: andrzej biernacki, public14240.xdsl.centertel.pl
2010/02/20 17:34:15
Ma Pani rację z tą dotacją dla Muzeum Archidiecezji zwłaszcza w kontekście niektórych projektów odrzuconych.
Ale ta dotacja jest też idealną egzemplifikacją tezy, którą z uporem maniaka podnoszę, a Pani mnie raz po raz stopuje. Dlaczego jako indyferentny religijnie mam dotować Muzeum Archidiecezji, Świątynie Opatrzności etc. czytaj: dlaczego (jako podatnik) mam dotować np. Rajkowską i jej eksperymenty, które nie tylko są mi obojętne ale wręcz wrogie?
-
Gość: Gość Niedzielny, aabw212.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/20 20:18:18
cyt. :,,Skandal z dotowaniem galerii Żak/Branicka sumą 85 tys. po to żeby sobie pojechała pohandlowac na komercyjną imprezkę ma jeszcze dodatkowy smaczek:
Pani Monika Żak była członkiem jury targów Viennafair 2010 i skutecznie wykosiła niektóre polskie galerie (np. moją), które chciały PROMOWAĆ POLSKĄ SZTUKĘ w Wiedniu ZA SWOJĄ KASĘ!,,
--- o K...a(za przeproszeniem...)
to już nawet nie jest syf(!) to jest Straszna SZtuka 3...
-
2010/02/20 20:58:08
Oj, panie Andrzeju, wcale pana nie stopuję. Ale akurat przykład Minaretu niezbyt trafiony, bo akurat ten projekt nie otrzymał dotacji (sama miałam wątpliwości, co do niego, ale zdecydowanie bardziej wolałabym dotację na ten projekt, aniżeli na dotowanie komercyjnych galerii).
Ale Pan sobie może ten projekt odczytać jak się Panu podoba: jako wrogi, jako przyjazny, jako namawiający do różnorodności, jako urozmaicenie krajobrazu, jako proarabski i jako anty-arabski, etc. Tu jednak nie jest narzucana jedna opcja ideologiczna, jak w przypadku Muzeum JPII, którego jako krytyki JPII nikt nie odczyta. I czy nie myli Pan czasami porządku religijnego z artystycznym? Projekt Rajkowskiej trudno odczytać jako religijny, była to propozycja czystej symulacji w baudrillardowskim sensie.
Więc w pierwszym przypadku jest to wydanie pieniędzy na projekt jednoznaczny pod względem ideologicznym, w drugim - odwrotnie...
A poza tym, co tu ma do rozstrzygania Ministerstwo (wracam do sprawy z uporem maniaka)? To jednak w mieście były prowadzone rozmowy na ten temat i decyzję za finansowaniem lub przeciw tez powinno podejmować miasto (choć pewnie również byłoby na nie, ale przynajmniej wzięłoby za to odpowiedzialność, a decyzja wynikałaby z lokalnych dyskusji, a nie z.... księżyca).
-
Gość: andrzej biernacki, public14240.xdsl.centertel.pl
2010/02/20 23:51:50
Określenie, że w sprawie dotacji "rozstrzyga Ministerstwo" jest cokolwiek nieprecyzyjne. Urząd tylko firmuje a to jest przecież konkretny zestaw osób doradzających, wręcz głosujących za lub przeciw. To zdaje się nie jest informacja tajna? Sprawdzę, kto w tym roku. Ciekawe, czy ci decydenci biorą udział w bieżącym "rynku" sztuki?
Osobną sprawą są dotacje dla galerii komercyjnych. Np. dla Rastra. Przecież oni mają w zestawach targowych -jak twierdzą- HITY: Budnego, którego sprzedali na paryskim Fiacu czy ostatnio -podobno- w Bazylei, mają Mateckiego z Hollybush Gardens i Carlier Gebauer, Bujnowskiego, Rogalskiego, Liberę, którego sprzdali Tate Modern, Sasnala, który bije światowe rekordy cenowe etc.
www.rp.pl/artykul/235775.html?print=tak
kompasmlodejsztuki.pl/market
Przypomnę:
ZASADĄ DOTACJI WINNA BYĆ KWESTIA WYRÓWNYWANIA SZANS A NIE DODATKOWEGO TUCZENIA I BEZ TEGO BOGATYCH, Z POMINIĘCIEM RYNKU.
Zważywszy solidne marże galerii od sprzedaży, ktoś tu wyciągając jeszcze łapę do Ministerstwa bije rekordy bezczelności.
-
2010/02/21 09:12:24
A mi pomysł z Minaretem bardzo się podoba i jakoś wcale mnie nie mierzi, że miałyby na to zostać przeznaczone pieniądze. To byłoby bardzo ciekawe, odrealniające doświadczenie.
:-)
-
Gość: andrzej biernacki, public14240.xdsl.centertel.pl
2010/02/21 10:55:37
To przeznacz Pan, oczywiście swoje.
-
Gość: andrzej biernacki, public14240.xdsl.centertel.pl
2010/02/21 11:26:10
Gorczyca -pamiętam- tłumaczył dziennikarzowi, że dotowanie jego stoiska na Frieze (bo teraz otrzymuje kasę po raz kolejny) pieniędzmi ministerstwa nie jest niczym złym ani wyjątkowym, bo np. polskie firmy budowlane wystawiające na międzynarodowych targach też otrzymują granty. I to jest klasyczny przykład leczenia dżumy cholerą. Tłumaczenie nieprawidłowości nie obowiązującym prawem (art.32, rozdział II Konst.RP) tylko precedensem innych nieprawidłowości.
Sama idea tego grantu zasadza się na kłamstwie:
1. Jeżeli artyści Rastra czy Żak/Branickiej rzeczywiście się świetnie sprzedają, to zgarniając granty OSZUKUJĄ URZĘDNIKA, że ich nie stać i potrzebują pomocy publicznych pieniędzy żeby udostępnić świetną polską sztukę obczyźnie.
2. Jeżeli się jednak nie sprzedają, to tacy jak Raster i Żak/Branicka OSZUKUJĄ OPINIĘ PUBLICZNĄ i dotujące instytucje, że ich wybory potwierdza rynek międzynarodowy.

Jak widać z powyższego tak czy siak, oba samce.
-
Gość: gość niedzielny, aaoa223.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/21 16:08:07
Dla Pana Andrzeja :
Piotr Paziński-Laureat Paszportu ,,Polityki,,20.02.2010-dodatek Gazety W.:
,,tylko że dwie godziny póżniej w Onecie przeczytałem,że ja dostałem(paszport),bo jestem ,,mniejszość,, ,a Karoll Radziszewski,bo pedał.
Poprawność polityczna względem mniejszości.Zawsze mnie bawi,że ludzie tak psioczą na ,,Politykę,,,na ,,Gazetę Wyborczą,,,na nagrodę Nike,że znowu jakiś Zyd albo feministka,albo ktoś podobnie paskudny,ale z drugiej strony cierpią,że ta straszna ,,Polityka,, znów nie doceniła autorów prezentujących właściwe oblicze ideowe,będących solą naszej ziemi,że oni znów zostali zlekceważeni przez antypolski salon.
Zamiast korzystać z dobrodziejstw demokracji i ufundować sobie własną nagrodę. ,,
- proszę zwrócić uwagę na ostatnie zdanie ,uwielbiam takie perełki...
Gość Niedzielny (czyli fundator... ;) )
Ps. Panie Andrzeju wynika z tego ,że sam Pan sobie musi stworzyć jakieś Targii....
-
Gość: andrzej biernacki, public6845.xdsl.centertel.pl
2010/02/21 18:07:21
Do promocji tego, co -w odróżnieniu od salonu- uważam za cenne, już stworzyłem sobie wydawnictwo i galerię, to dlaczego nie mam stworzyć targów. Czasami jest tak, że aby się napić mleka, trzeba sobie zafundować krowę.
Ale mówiąc poważnie, dzisiejsza bezczelność tych wszystkich ziutków, co to za swoje nie są w stanie odbić na ksero aneksu obsługi wiertarki a za publiczne mają szarmancki gest jest wprost nieopłacona. To, że Paziński czy Radziszewski coś głośno powie, absolutnie nie znaczy, że tym samym traci to aktualność. Radziszewskiego produkty znam (np. Dick Fagazine - oprócz roboty graficznej zawartość tego to bzdet), Pazińskiego nie czytałem, ale kiedyś tu się wypowiadał, nie powiem, że od rzeczy. Więc niech zwija nagrodę i nie gada głupstw.
-
2010/02/21 23:45:01
A teraz pani Iza wprowadza dzieci z brudnej ulicy, a ja ekspertow :-)

www.youtube.com/watch?v=b364ECa7Ab0
-
2010/02/22 00:10:28
Krasnale mogliby nagrody przyznawac

www.youtube.com/watch?v=Cr1GA-OSUqQ
-
2010/02/22 09:21:27
Pytanie - czy jeżeli galeria prywatna zajmuje się jednocześnie krytyką artystyczną, to jest to krytyka bezstronna?
-
Gość: andrzej biernacki, public6845.xdsl.centertel.pl
2010/02/22 09:45:03
Istotą krytyki jest stronniczość. Ale stronniczość nie musi być idiotyczna. Liczy się waga, jakość, logika użytych argumentów. Krytyka podobnie jak twórczość to nieustanne wartościowanie, wyławianie z wszechogarniającego chłamu i łatwizny pereł i rzucania ich przed wieprze. Tylko niektórym z trzody, pod wrażeniem pereł, róż ryja zmieni się w ust malinę. Większości ryj pozostanie albo jeszcze się wydłuży, jak nos pinokia. Posiadanie galerii jest tylko dodatkową okolicznością, czasem służącą do unaocznienia argumentów mówionych.
-
2010/02/27 18:37:29
No wiec jgdy rozne osoby maja rozne zdanie na ten sam temat, to czyj poglad wygrywa i dlaczego?
-
Gość: andrzej biernacki, public9525.xdsl.centertel.pl
2010/02/27 19:30:25
Pytanie II, które powinien zadać kanibalia: A jak galeria państwowa zajmuje się krytyką artystyczną, to jest to krytyka bezstronna?
-
2010/02/27 20:06:40
Oczekiwanie bezstronnej krytyki, moim skromnym zdaniem, jest absurdalne. Trzeba by zalozyc ze krytyk widzial wszystko i wie wszystko. A do tego nie uzywa zadnych technik perswazji. Moim skromnym zdaniem to jest zwykly marketing, tyle ze bardziej ( czasem ;-) skomplikowany. Tu krytyk czy dealer moze reprezentowac interes artysty lub interes nabywcy.
..........
Prosze jednak zauwazyc ze po dwoch tygodniach namyslu sprowadzilem pytanie do poziomu II klasy szkoly podstawowej. Moim zdaniem caly czas rozmowa jest zbyt szczegolowa przez co zamienia sie w walke frakcji, opcji, koterii. Gdy tymczasem na pewne podstawowe wartosci nawet Polacy moga sie zgodzic.
..........
To samo dotyczy kwestii wydawania publicznych pieniedzy. Zamiast zdania tej czy tamtej osoby( nothing personal, zdanie pani Izy zaawsze mnie interesuje ) wolalbym zapoznac sie z dokumentami dotyczacymi "cultural policy" dla Lodzi, Poznania, Torunia, czy Gdyni niezaleznie od tegp kto je tworzyl zatwierdzonymi przez legalna wladze. Jezeli bedzie tam cos na temat "malych niezaleznych, lokalnych, alternatywnych czy innych projektow to powinno to byc realizowane. Osobiscie nie widze zadnego powodu by wyrozniac jakiekolwiek projekty.
..........
W braku wypracowanych, ogolnych zasad wysztko kreci sie wokol tego czy innego "wielmoznego pana" i dyskusja sprowadza sie do klotni o to kto jest bardziej wielzmozny i kto bylby lepszym carem. Nic dziwnego ze decyduja urzednicy. Dlaczego oczekuje sie jednak od urzednikow tych samych kompetencji ktore na ktos kto zajmuje sie sztuka czy kultura od lat?

-
2010/02/27 20:43:08
Widze ze musze sobie okulary sprawic ;-)
-
Gość: andrzej biernacki, public7523.xdsl.centertel.pl
2010/02/28 12:28:19
okulary? tak, ale zanim zakupisz, wystąp o dotację!
-
Gość: andrzej biernacki, public7523.xdsl.centertel.pl
2010/02/28 13:32:57
Patataju, raczej nikt nie oczekuje bezstronnej krytyki. Wręcz przeciwnie, ja np. oczekuję, jak wyżej wpisałem, krytyki stronniczej. Pytanie jednak jest zasadnicze: której strony powinniśmy słuchać? Osobiscie, zawsze wychodziłem z założenia, że w sprawach sztuki powinniśmy najpierw, jeśli nie wyłącznie, POSŁUCHAC CO MA DO POWIEDZENIA MAJSTER A NIE TAKI CZY INNY KAOWIEC. Kaowiec, czyli krytyk, kurator, kulturoznawca, czy historyk sztuki ma kulturalnie owiecac, tlumaczyc, przekladac tym wszystkim, ktorzy tego do zrozumienia potrzebuja. Wtedy jest OK. Ale jak kaowiec zaczyna rzadzic, krecic tym interesem (patrz ranking Obiegu 33/67 czyli proporcja artystow do obslugi), mieszac, zgarniac kase, tworzyc swoje teorie a potem dopasowywac do nich koterie, slowem: manipulowac czlonkami pod plaszczykiem, to... sorry.
-
2010/03/01 00:21:56
Biorac pod uwage roznice wiekowa pomiedzy pania Iza, a nami ( tu 48 ) byloby niefajnie oskarzac jej pokolenie o nasze wlasne bledy czy niemoznosci.
..............
Fetyszyzowac mozna wszystko: od wielkich imprez, przez warsztat, przez mody i trendy tygodnia po nalepki 'alternatywny' czy 'niezalezny'. Juz raz bylismy niezalezni i nawet samorzadni ;-)

www.youtube.com/watch?v=OByiJS0rK7A
-
2010/03/01 01:19:43
O sztuce mowi sie ze jest najmniej demokratyczna dyscyplina uprawiana przez czlowieka. Tym bardziej warto pryznawac WARTO, bo nagroda tworzy hierarchie i wprowadza porzadek, ktory zwlaszcza w przypadku mlodych artstow jest szalenie potrzebny.

wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,7610690,Dlaczego_bylo_warto_rozdac_artystom_nagrody_WARTO.html
-
2010/03/01 02:41:22
A w ogole to zaorac ten Poznan ;-)

www.youtube.com/watch?v=yAwSnxIXank?

-
2010/03/01 09:16:10
Ok. Zgadzam się, że krytyka bezstronna jest w przypadku sztuki niemożliwa - konsekwencją tego jest fakt, że każda opinia jest subiektywna a kryteria wspólne nie istnieją. Jeżeli tak jest to każdy teoretyk mieniący się krytykiem popełnia nadużycie używając nieaktualnego już szyldu...
Co zresztą prowadzi do pozytywnej sytuacji gdzie oceniać dane dzieło powinien subiektywnie każdy widz.

Instytucje państwowe powinny być bezstronne nie tyle w krytyce co w zauważeniu, że opcji jest wiele, a jedynie słusznej wskazać się nie da, bo i czym?
-
Gość: andrzej biernacki, public6463.xdsl.centertel.pl
2010/03/02 09:29:47
Rozpatrywanie, co POWINNY instytucje kultury jest total jałowe, bo wszyscy doskonale wiedzą, co one powinny. Moim zdaniem warto pisać i mówić, co robią. A co -głównie po '89 roku robią publiczne instytucje kultury? To samo co inne publiczne instytucje (samorządy, ministerstwa): KRĘCĄ SWOJE LODY, właściwie bez żadnej kontroli. No może z jedyną troską by w rocznych rozliczeniach słupki po lewej stronie pokrywały się ze słupkami po prawej. Tam się tylko mówi o wykonaniu lub niewykonaniu budżetu (jak się słupki niepokrywają) ale nigdy O ZASADNOŚCI WYDATKÓW.
-
2010/03/14 21:34:52
Patataj napisał: "O sztuce mowi sie ze jest najmniej demokratyczna dyscyplina uprawiana przez człowieka". Przyznaję, że bardzo mnie to zaciekawiło. Ja uważam, że sztuka jest też rodzajem władzy. Ale co znaczy: "mówi się" - wieść gminna niesie czy ktoś konkretny mówi?
Ciekawe są też Pana obserwacje na temat braku bezstronności oraz oczekiwania na łaskę różnych dobrych panów. To prawda, że brakuje jasnych zasad finansowania kultury, a rozdawnictwo pieniędzy przez urzędników, którzy nie znają się na sztuce w ogóle jest dziwne. I prawda z drugiej strony, że z kolei specjaliści są stronniczy. Ciekawe tylko, jakie byłoby dobre rozwiązanie tej sytuacji...
Przepraszam, że piszę nieskładnie, ale trochę jestem padnięta na pysk po nartach (ale w pełni pozytywnie oczywiście).
Pozdrawiam wszystkich szanownych dyskutantów :-)
-
2010/03/15 19:10:49
Moje szastrzezenia dotycza wieloznacznosci terninow 'reprezentant' i 'ekspert', jak tez napiecia ( ktore moze byc tworcze ) pomiedzy 'demokratyczny a najlepszy.
..........

Zalacczylem probke ktora ilustruje moja teze. Poglad zostal wyrazony przez kuratorke Ewe Kaszewska, co zanotowala Magda Piekarska, a powielila w bardzo duzym nakladzie Gazeta Wyborcza.
...........
ciekawostka:

en.wikipedia.org/wiki/Systems_of_Survival
-
2010/03/15 20:23:10
Po pierwsze, przepraszam za wszystkie literowki.
..........
Po drugie proponuje zastanowic sie nad nastepujaca kwestia: dlaczego w przedszkolu wszystkie dzieci sa artystami, w szkole juz tylko tych dwoch Gothow co siedza w ostatniej lawce ( i moga w kazdej chwili wyciagnac jakas bron, wiem bo sam jednego takiego 11 - latka skierowalem do psychiatry ), a potem artystami sa juz tylko ci z dyplomami?

www.youtube.com/watch?v=9sSVv0UUVQA