Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej
Blog > Komentarze do wpisu
Gender Check - łyżka dziegciu

Najpierw sprostowanie: pracy Olega Kulika (mojej ulubionej!), którą reprodukowałam w poprzednim wpisie na wystawie warszawskiej nie ma (o ile mnie pamięć nie myli, była ona lata temu wystawiana gdzieś w Polsce, chyba w CSW). Ten brak nie jest winą Zachęty, ale ogromnych kosztów, które wiązałyby się z pozostawieniem części prac z kolekcji rosyjskich (tak przynajmniej tłumaczyła mi Bojana Pejić). W efekcie reprezentacja rosyjska na wystawie „Gender Check” została uszczuplona.


Napisać muszę o swojej dość niekomfortowej sytuacji, a mianowicie o tym, że nie mam zbyt wiele do napisania i do pokazania. Na konferencji prasowej nie byłam, bo o niej nie wiedziałam, zdjęć nie robiłam, bo nie wzięłam z domu karty pamięci. Poprosiłam o materiały prasowe, otrzymałam gazetkę, którą, jak sądzę, powinni otrzymywać wszyscy widzowie przychodzący na wystawę.


Nawet wystawy nie obejrzałam ze spokojem, bo ktoś w dobrej wierze wrobił mnie w pracę za friko. Wiem, że się narażę, ale w końcu krytycy są po to, żeby krytykować i się narażać. Głupio, co prawda krytykować wystawę, którą się współtworzyło i w dodatku, która tak bardzo się podoba!


Uważam jednak, że ta wystawa przerosła Zachętę, a przede wszystkim z trudem się w niej zmieściła. Brakuje oddechu, przestrzeni, takiego wyeksponowania prac, aby można było spojrzeć na nie z perspektywy, z oddalenia. Obcięłabym tę ekspozycję o 1/3 prac. Przez to nagromadzenie, traci się możliwość zobaczenia związków formalnych między pracami, gry formalnej, którą wydawały się ze sobą prowadzić w wiedeńskim MUMOK. Oczywiście, jest to moja subiektywna opinia, aranżacja Roberta Rumasa wcale nie jest zła, właściwie dokonał on rzeczy niemożliwych. Wiele osób mówiło mi, że niektóre prace są tutaj zdecydowanie lepiej wyeksponowane niż w Wiedniu. Faktycznie, są miejsca, gdzie widać relacje między poszczególnymi pracami, bardzo dobry jest dół. Ale praca wideo „na wejściu” niczego nie wyjaśnia w zasadzie dotycząc innej nieco, choć też ważnej, problematyki, bo związków między chrześcijaństwem a islamem. Właściwie wystawa zaczyna się na piętrze, po lewej stronie. Tam wisi obraz Fangora Postacie, który otwierał też ekspozycję wiedeńską. Tyle, że tutaj, ze względu na specyficzną architekturę tego budynku, nie jest już wyeksponowany „na wejściu”. Mam wrażenie, że widzowie mogą się tu dość łatwo pogubić. Innych rzeczy również żal. Znakomity, ale wielkich rozmiarów, obraz Einsemkeit Sobczyka i Modzelewskiego pokazywany jest tak, że nie sposób zobaczyć go w całości. Praca Sejli Kamerić, Bośniacka dziewczyna ma tu bardziej formę plakatową, ale przez to nie stajemy z dziewczyną twarzą w twarz i nie ma już tego niesamowitego wrażenia, od którego ciarki przechodziły po plecach. Jest, co prawda lepsza wersja On i ona Barbary Falender – epoksydowa. Z tym wiąże się ciekawa historia, bo ja od początku upierałam się przy wersji epoksydowej, a nie z brązu, ale okazało się, że praca spoczywająca gdzieś w piwnicy, została porządnie nadgryziona przez ząb czasu. Barbara Falender napisała jednak do mnie niedawno, że teraz decyduje się na wersję epoksydową. Po prawdzie praca nie jest zbyt zniszczona, ale jest przede wszystkim bardzo cielesna, a jak każde ciało, uległa pewnej destrukcji...


Inna sprawa, że wystawa już wywołała pewne kontrowersje. W sobotniej lokalnej „Wyborczej” krótki tekst informował o tym, że panów na wystawie zbyt wielu nie ma (co nie jest prawdą), a powodem tego zapewne jest to, że Muzeum Ludwiga i Zachęta zdominowane są przez kobiety. Kobiety powinny w zasadzie czuć się winne, że są na wystawie liczniej reprezentowane. Stąd już krok do argumentów, że sztuka jest wyrazem nerwicy współczesnych kobiet, które nie są w stanie zrozumieć męskiego pierwiastka (który to komentarz pojawił się na moim blogu pod poprzednim wpisem), a można iść jeszcze dalej i zapodać coś na temat obrzękniętych mózgów kobiet przed miesiączką. Ciekawe zresztą, że „Wyborcza” z jednej strony wyśmiewa takie argumenty ale z drugiej puszczając oko do niewiadomo kogo, prezentuje bardzo podobne.


Inne kontrowersje dotyczą wyborów poszczególnych artystów i artystek (bardziej zresztą artystek). Ponoć niektóre polskie artystki, które nie są prezentowane na wystawie mają do mnie duży żal. Dorota Jarecka w „Wyborczej” zarzuca mi, oczywiście nie wprost, brak Doroty Nieznalskiej. Trudno jest zauważyć recenzentce, jak i innym malkontentom, że Polska jest na tej wystawie wręcz nadreprezentowana, ale, jak widać, nie umiemy zauważyć czegoś więcej poza końcem swojego nosa. Jest to wystawa historyczna dotycząca sztuki po 1945 roku i nie tyle dotyczy sztuki feministycznej, ile pyta o wspólne doświadczenia życia i opresji płci w tzw. „demoludach”, próbuje zreinterpretować i ugenderowić naszą, Europy Wschodniej, historię. A z drugiej strony wskazuje też na wewnętrzne zróżnicowanie, pyta o konstrukcję bytu określanego jako Europa Wschodnia. Pojawia się tu również problem zmiany relacji płci w związku z transformacjami ustrojowymi, ale jest to już jakby otwarcie nowego rozdziału w sztuce. Zresztą uważam, że najlepiej byłoby, gdyby wystawa zamykała się na roku 1989. Byliśmy z Piotrem Piotrowskim też doradcami przy tej wystawie proponując właśnie taką opcję, ale przeważyła opcja pokazania również prac bardziej współczesnych. Dla mnie jednak wciąż ta wystawa ma przede wszystkim wartość historyczną.


Największa zaletą ekspozycji jest to, że możemy zobaczyć, co działo się w tym samym czasie u naszych wschodnich czy południowych sąsiadów. Daje do możliwość wyjścia poza ciągłe odnoszenie i porównywanie naszej sztuki z tym, co na Zachodzie. Okazuje się, że w odniesieniu do sztuki krajów Europy Wschodniej istnieje wiele, bardziej niejednoznacznych, ale ciekawszych kontekstów.


Boję się jednak, że trochę została u nas zmarnowana szansa na zbadanie tych kontekstów. Zachęcie udało się znakomicie spotkanie wokół Postaci Fangora. Sam Fangor, trochę ubarwiając, trochę udając, że nie wie, o co chodzi fantastycznie wszedł w dialog z historyczkami sztuki interpretującymi jego obraz. Dialog był naprawdę przedni.


Tyle tylko, że to znowu nasz polski artysta i nasza polska historia sztuki. Zastanawiam się, czy nas w ogóle obchodzi to, co działo się w innych krajach, czy jesteśmy ciekawe/ciekawi kontekstów tamtej sztuki (np. socrealizmu, który w niektórych krajach skończył się dopiero w 1989), czy interesuje nas, jak konstruowana była płeć, klasa, sfera pracy i sfera prywatna w innych krajach tzw. bloku wschodniego, co działo się np. w DDR, w byłej Jugosławii, w byłych republikach ZSRR: Estonii, Litwie, Łotwie, itd.


Ja zawsze odczuwam wstyd spotykając się z badaczkami czy badaczami z innych krajów Europy Wschodniej, bo okazuje się, że nasza sztuka jest na wschodzie dobrze znana, ale niestety bez wzajemności z naszej strony. W pewnym sensie Polska z czasów komunizmu z jej otwartością, awangardą i zapatrzeniem w Zachód na tle innych krajów ma pozycję... nieco kolonizatorską. Czy to może się zmienić? Miałam duże nadzieje, że ta wystawa może do takiej zmiany się przyczynić. Ale zaglądam do programu wykładów i spotkań towarzyszących wystawie: polski teatr, kino, polska sztuka gender, nasze problemy, nasza niewinność... Nasz mały zamknięty świat i znowu odczuwam ten wstyd i właściwie myślę sobie, że może sposobem na rozwiązanie problemu przeładowania tej wystawy byłoby usunięcie jej polskiej części...


Dla porównania wgląd w wersję wiedeńską:




niedziela, 21 marca 2010, izakow2
Komentarze
Gość: Julia Leopold, 87.204.245.9*
2010/03/22 13:29:03
Sprostowanie do sprostowania pani Kowalczyk: to ze na wystawie nie ma pracy Olega Kulika nie znaczy, ze "reprezentacja rosyjska z wystawy znikła". Na wystawie sa prezentowane prace artystow rosyjskich.
-
2010/03/22 15:44:57
Dziękuję za tę uwagę, reprezentacja rosyjska jest uszczuplona, ale nie znikła - już poprawiam! Pozdrawiam
-
Gość: , 109.243.183.1*
2010/03/22 18:33:55
Ale jednak szkoda, że nie ma Kulika!
-
Gość: anik, ig210.internetdsl.tpnet.pl
2010/03/24 00:13:05
Wyborcza napisała, że :"panów na wystawie zbyt wielu nie ma" co Pani zripostowała:" co nie jest prawdą ". No przepraszam, ale przecież to na pierwszy rzut oka widać, że artystów płci męskiej jest o wiele mniej niż artystek. To są fakty, które potwierdza spis artystów/artystek biorących udział w wystawie. Płeć żeńska po prostu przeważa zarówno pod względem ilościowym jak i poruszanej problematyki. A dalsza część Pani wypowiedzi - o nerwicy kobiet itp., to dla mnie klasyczna nadinterpretacja.
-
2010/03/24 20:13:18
Fangor, Libera, Korolkiewicz, C.U.K.T., Sobczyk&Modzelewski, Bereś, Kobzdejx2, Niesiolowski - to tylko Pl, czy mam jeszcze wymieniać mężczyzn-artystów z innych krajów? I czy pan lub pani Anik jest równie skrupulatny/a w sprawdzaniu Gender Mainstreaming przy wystawach na tematy obojętne płciowo? (bo jakoś nie zauważyłam w "Wyborczej" podobnych sarkazmów w odniesieniu do wystaw zdominowanych przez mężczyzn). Czy nie wystarczy pomyśleć i napisać, że perspektywa ciała i płci pojawia/ła się głównie w sztuce artystek (ale była/jest też, jak widać obecna w sztuce artystów), a nie szukać głupich wytłumaczeń w dominacji kobiet w zarządach Mumok i Zachęty? Zaś, co do nerwicy - proszę spojrzeć na komentarz pod poprzednim wpisem.
-
2010/03/24 20:35:01
coś Pani Iza Szanowna jakaś taka nerwowa... się buntować chcemy..? ;)
-
Gość: , aei47.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/24 21:31:12
Nie, po prostu czasami można mieć dosyć komentarzy, w których wszyscy czepiają się o wszystko. Co słowo, to już jakieś zaczepki, próby udowodnienia kto tu jest mądrzejszy. Że to jest sztuka, że to nie jest sztuka. Że się znów ktoś wyłożył, to trzeba mu dokopać. Że w końcu temat kontrowersyjny, bo przecież zahaczający o seksualność.
Że ktoś nie był na wystawie, a wie lepiej. Że się komuś coś nie podoba, bo mu się tak chce. Itd. itd...
-
2010/03/24 23:48:45
Nerwowa - nie, ale znudzona tymi samymi argumentami powtarzanymi chyba już od 20 lat przy każdej wystawie feministycznej czy też genderowej.
P.S. dzięki za obronę, ale komentarzy akurat dosyć nie mam, tylko wolałabym dyskusję, a jak ja przedstawiam sensowne argumenty, to zaraz ktoś wyskakuje z argumentem z serii: "nerwice". Powala wręcz inteligencja tych argumentów ;-)
-
Gość: andrzej biernacki, public15502.xdsl.centertel.pl
2010/03/25 10:11:50
Mówiła Pani, że miała jakiś udział przy tworzeniu wystawy w Wiedniu. Jak się domyślam, warszawskiej wersji tej samej wystawy już Pani nie współtworzyła (skoro Pani Leopold prostuje Pani supozycje co do udziału artystów rosyjskich). A skoro tak, warto uważać z łyżką dziegciu, bo rodzi to podejrzenie (u mnie wszystko ostatnio rodzi podejrzenie, ale już jestem umówiony na wizytę), że pierwszym powodem krytyki nie są argumenty merytoryczne (wytknięty przez JL błąd), tylko fakt pominięcia Pani w przygotowaniach zachętowych (o liście płac nie wspomnę, bo wierzę w Pani bezinteresowność w podejściu do zagadnień sztuki). O obyczajach w Polsce można by długo, i jeśli rzeczywiście Pani nie poproszono o pomoc w kształtowaniu warszawskiej ekspozycji to jest to zajeniefajnie. Klasyczny przykład arogancji władzy w publicznej instytucji sztuki.

PS. Chyba, (raczej na pewno) jestem jakimś popieprzeńcem, ale do głowy by mi samo z siebie nie przyszło rozstrząsać kwestie twórczości wizualnej w kontekście tego, co kto posiada między udami, skąd pochodzi, etc. W ogóle w życiu się z tym nie spotykam (jako problemem, rzecz jasna nie jako zjawiskiem) pomimo 52 lat na karku. Reaguję emocją na bodźce wizualne płynące z obiektu a nie z jego kontekstu(Świdziński). Sam miałem "zdrowe" i szczęśliwe dzieciństwo na polskiej prowincji z koleżkami pochodzenia żydowskiego (Lowicz), z przymierzaniem damskiej bielizny i zabawa w doktora, dlatego sceptycznie odnosze sie do wszelkich, rzekomych tresur dziewczynek, chlopczykow i chlopobab. Takze do tej wystawy jako Gender Check, a nie zestawu prac plastycznych. Sorry.
-
2010/03/25 11:23:19
No, ale działu rosyjskiego nie tworzyłam, ani nie miałam z tym nic wspólnego, jak i ze sztuką z innych krajów.
Nie wiem, z czego wynikał ten błąd, ale zniknięcie Kulika było znaczące, a Bojana odpowiadała mi o tej sprawie tak, jakby zniknęło większość prac rosyjskich, ale może po prostu ona to wyolbrzymiła, albo ja tak zrozumiałam.
Oczywiście, że ma pan trochę racji, że zdecydowanie wolałabym, żeby uwzględniono moje pewne koncepcje, jak np. kwestię, o której pisałam: prowokowania dyskusji na temat sztuki innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Ale jest to jednak kwestia merytoryczna, prawda?
-
Gość: andrzej biernacki, public15502.xdsl.centertel.pl
2010/03/25 12:01:48
Trudność, ale i urok wszystkich spraw na tym łez padole polega na ŁĄCZNOŚCI wielu elementów i argumentów. Nie wątpię w Pani kompetencje merytoryczne i zapewne ten rodzaj uwag miała pani w czarce swojej łyżki dziegciu, ale nie może być tak, że łyżka ta idzie w ruch wtedy, jak nas w czymś nie uwzględnią, tylko wtedy -a może zwłaszcza- jak nas uwzględnią. Słowem (upraszczając) krytykujmy i chwalmy po jakości a nie przynależności czy osobistym udziale. Łatwo się mówi, ale każdy jest tylko człowiekiem, który chce być ważny, doceniony i czasem chce trochę zarobić, skoro się narobił. Pozdrawiam.
-
2010/03/25 20:56:26
Iza,

Bardzo ciekawy tekst. Ale większość komentarzy pod tekstem - na brukowym poziomie. Wstyd.

Zgadzam się z Tobą co do "kolonizatorskich" tendencji. Sama to zauważyłam i w sytuacjach prywatnych, i zawodowych. Nie jestem jednak pewna, czy "kolonizowanie" jest tu najlepszym określeniem, bo kultura polska PRL-u "kolonizowała" inne demoludy raczej nieświadomie. Ta "nie-partyjnie-ortodoksyjna" zajęta przystawianiem się do Zachodu i hodowaniem kompeleksu niższości wobec tegoż. Kompleksy, kompleksy, kompleksy... Polonocentryzm jest także przejawem kompleksu, uwarunkowanego historycznie, ale jednak kompleksu niższości.

I w tym kontekście przypomina mi się Gombro z Transatlantyku... Taki strukturalizm. I to jest smutne.

Serdecznie
-
Gość: , aem200.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/25 21:11:34
Faktycznie na brak komentarzy narzekać nie możesz ;)

Z osobistego doświadczenia wiem, że dyskusje przez internet jako takie nie mają racji bytu, ponieważ zakłu(ó?)ca ją sfera intymności jaka stwarza się w sytuacji siedzenia przy komputerze w domowym zaciszu. Najlepiej dyskutować na żywo.

A jeżeli chodzi o dyskusję na temat sztuki, to sama Iza chyba przyznasz, że nie ma nic gorszego niż rozwlekanie się na ten temat. Uważam, że lepiej jest poruszać jakieś zagadnienia poruszane przez artystów, co z resztą czynisz od początku prowadzenia tego bloga. Mówiąc o samej sztuce nie dochodzi się do niczego, a w rozmowach na jakiś wytyczony problem kwestia sztuki też się pojawia, ale tylko między innymi i na szczęście nie przeważa to nad całością (chociaż zależy to od upierdliwego rozmówcy).

Ja na wystawie nie byłem, więc o niej samej pisać nie będę.

Myślę jednak, że ludzie na samo słowo gender reagują bardzo stereotypowo widząc tu tylko feminizm, kobiety, zero mężczyzn. A nie od dziś wiadomo, że gender porusza kwestię płci jako takiej. Dziwię się, że niektóre osoby homoseksualne (Uwaga: taki wniosek wypływa znowu z obserwacji internetowych forum, np. homiki.pl, a więc trudno jednoznacznie ocenić wypowiedzi użytkowników, czy ich wiarygodność) negują teorię gender. Mają oczywiście do tego prawo,ale tak samo ja, czy ktoś inny może stwierdzić, że nauka o płci pozwala w miarę normalnie człowiekowi funkcjonować lub pozwala też wyjść z kręgu ciasnoty i dokonać samopoznania.

Zaznaczam, że co do kwestii gender jako płci kulturowej, podchodzę z punktu widzenia "prostego" człowieka, który tego nie studiuje wnikliwie. Specjalistą więc nie jestem w tej dziedzinie, ale przynajmniej nie żyję w sztucznym przekonaniu, że wszystko jest takie jakie zostało stworzone. Na szczęście istnieje jeszcze coś takiego jak wolność słowa i wypowiedzi i wspaniale, że istnieją artyści, którzy chcą poruszać tematy związane z płcią, czy seksualnością w ogóle.
Dla jednych to szaleństwo, dla drugich to konieczność widzieć, że nie są sami z egzystencjalnymi problemami.

A swoją drogą - zastanawiałaś się Iza, dlaczego niektórzy tak się oburzają na teorię gender? Co w niej jest takiego złego?
To też ciekawe.
;)
-
2010/03/25 22:05:25
Cześć,

oj ja też się zastanawiam, a zwłaszcza nad tym, dlaczego ktoś jako coś dziwnego traktuje tego rodzju wystawę, bo przecież to tak, jakby zanegować, że w tzw. demoludach było coś takiego jak płeć, relacje płci, seksualność itp. i że wpływ na nie, na ich opisywanie, rozumienie i przedstawianie miał ówczesny ustrój. A do tego w zasadzie dotychczas nie było to pokazywane, a badane najwyżej wyrywkowo.

Alu kochana,
cieszę się, że się odezwałaś, chyba Ciebie też wywołałam swoim intensywnym myśleniem ;-)

A tak bardziej poważnie - czy myślisz, że można definiować kolonializm tylko w odniesieniu do świadomych praktyk? Bo wiesz mi chodzi przede wszystkim o historię sztuki, która sama była "skolonizowana" (używam w cudzysłowie, ale nie mam lepszego pomysłu) przez paradygmat awangardowy, ale też była mocno pod wpływem zachodnich tendencji, a ze względu na stosunkowo dużą otwartość, możliwość kontaktów z Zachodem, ta sztuka stała się jakby najbliższa zachodnim tendencjom (no, po części tak się też działo w ex-Jugoslawii), a jak wiemy Zachód był wzorem, lustrem itp. No i stała się takim mainstreamem, przynajmniej w tej cześci Europy. Że było tak kiedyś - jest to uwarunkowane historycznie, ale gorzej, że to się mocno uwidacznia także w myśleniu, które pojawia się i dzisiaj. Z jednej strony zapatzrenie w Zachód, z drugiej brak większego zainteresowania dla tego, co było jeszcze bardziej wykluczone, nieznane itp.

Ale na pewno z tym pojęciem trzeba uważać, cześć osób odnosi je w taki konwencjonalny sposób do dominacji ZSRR, ja tu myślę bardziej o kolonizacji w sensie dominacji zachodnich kanonów i zachodniej kultury, no i neoliberalizmu, o którym masz już nowy wpis z tekstem Ewy Charkiewicz.

Pozdrawiam ciepło - i.
-
2010/03/26 04:28:55
Blogali

To co Alu? Nie bedziesz juz mnie wyzywac od rodakow i na inne sposoby zaganiac trzode do zagrody?

www.youtube.com/watch?v=ARHFWKSpUtQ
-
Gość: , chello089075218048.chello.pl
2010/03/27 14:30:20
Nad genderem już nie będę się rozwodzć, ale to Pani odsunięcie od warszawskiej edycji wystawy to faktycznie...niezły przykład solidarności kobiet...taak...
-
2010/03/27 17:55:20
Wklejam komentarz od Ali:

Iza,

Chyba rzeczywiscie mnie wywolalas, bo ja od kilku dni intensywnie o Tobie mysle i nawet mialam ochote zadzwonic ;)

Wiesz, to jest bardzo ciekawy problem i chetnie bym cos na ten temat przeczytala. ;) Masz racje, ze zalezy, jak sie to kolonizowanie ujmie. Sprobujemy od tej strony:

Zaczne od anegdoty, ktora slyszalam od wspolnego nam znajomego nieboszczyka. Opowiadal mi on swego czasu, co mu opowiadal niezyjacy juz prof. Aron Guriewicz, swiatowej klasy mediewalista radziecki. Otoz tak on (Guriewicz), jak i wielu intelektualistow radzieckich znalo biernie polski, zeby czytac zachodnie ksiazki w polskich przekladach, bo tylko tak mogli sie z nimi zapoznac. A wychodzilo sporo (i to wiem juz nie od nieboszczyka ;). Polska byla np. jedynym krajem, w ktorym wyszly Listy z wiezienia Antonio Gramsciego i to 1950 roku! I ta recepcja zachodniego rewizjonistycznego marksizmu, strukturalizmu, egzystencjalizmu, feminizmu (bo Simone de Beuvoir zostala przelumaczona na polski juz, o ile mnie pamiec nie myli, w 1970 roku), czy chocby Polski nieortodoksyjny marksizm np. w historii (np. Poznanska Szkola Metodologiczna czy Witold Kula), nie wspominajac o sztuce, literaturze, czy filmie, rzeczywiscie uczynily z Polski kulturalnego hegemona w regionie. A to poprzez reprodukcje i jakosc recepcji Ale takiego hegemona, ktory (tradycyjnie?) lekcewazy(l) mniejszych

Innymi slowy, mozna by, zamiast brac kolonizacje w cudzyslow, probowac zobaczyc rodzaj analogii pomiedzy Gramsciego teoria hegemonii kulturowej, a dynamika produkcji kultury i wymiany miedzykulturowej w bylych demoludach. I ja tak bym raczej tlumaczyla to, co obie zauwazamy w relacjach Polska reszta Europy Wschodniej. Moze byla to raczej kolonizacja dobrowolna. A zatem dobrowolnym przyjmowaniem autorytetu hegemona przez spoleczenstwa, ktore byly pod przemoznym wplywem kultury tegoz Czy nieswiadoma ze strony Polski? A czy Polska miala kiedykolwiek takie zapedy kolonizatorskie? Nie potrafie na ten temat odpowiedziec, ale jesli tak (wszelkie nurty nieortodoksyjnego marksizmu w Polsce), to cos by moglo byc na rzeczy.

Ale to juz historia. Jakosc, ktora sie skonczyla wraz z upadkiem muru berlinskiego. Polska przestala byc potrzebna jako medium. I przestala byc tak kulturalnie kreatywna, od kiedy sie zachlysnela konsumowaniem i nowa ewangelia neo-liberalizmu. A nadto Polska jak wiekszosc innych upadlych demoludow - zaczela sie dystansowac od bylych wspol-lokatrow bylego bloku, tak jak bogatsi krewni od tych z biedniejszych Zostalo tylko jedno mania wyzszosci podszyta kompleksem nizszosci (wobec nadal mocno zaawansowanego Zachodu), bo okazalo sie, ze otwarcie granic wolnego przeplywu dobr intelektualnych nie oznacza jednoczesnego otwarcia umyslow nadal jestesmy intelektualnym zasciankiem. Co widac, chocby w komentarzach. ;) Najpierw wiec bylo zachlystywanie sie wolnym soba, a potem tradycyjnie juz walka narodowego z kosmolopolitycznym. I w tej dialektyce, bynajmniej nie marksistowskiej, ani heglowskiej, nie ma miejsca na synteze, ale na wieczny mordobicie i opluwanie, bo tradycyjnie nie zalezy nam na osiaganiu konsensusow, ale na jednomyslnosci Sorry za ten przydlugi wywod, ale sprowokowalas

A teraz Ty mi odpowiedz na pytanie czy ktos w chwili obecnej solidnie i uczciwie rewiduje intelektualna schede po PRL-u? A wiec jesli nie, to badanie tej kulturowej kolonizacji, a moze wlasnie raczej kulturowej hegemonii, by uczciciwe kto by mial w dzisiaj w Polsce zrobic? Moze ktos z lozy Sierakowskiego, ale oni sa chyba zajeci spogladaniem w zwierciadelka ;)
-
2010/03/27 18:50:35
A gdyby tak jeszcze jakies linki, coby te hegemonie dyskusji bezlinkowych troszku przelamac?
I mean relevant research, of course.
-
2010/03/27 20:35:37
Iza,

dzieki za wklejenie komentarza. Tak a propos naszego e-mailowania: wiesz, ja myślę, że intelektualny dorobek po-PRL-owski powinno się rozpatrywać w kontekstach i "w monadach", że tak powiem. ;) Bo przecież PRL-owska kultura, włączając tą intelektualną i artystyczną, absolutnie nie była jednolita. I jeśli z przyczyn ideologicznych wmawia się nam, a przede wszystkim młodemu pokoleniu, że kultura PRL-u = kulturze PRL-u stalinowskiego, to ... jest nasz domowy problem z wiedzą-władzą.

Jednym kontekstem - historycznym - byłoby rozważanie intelektualnego dorobku PRL-u właśnie w kontekście byłych demoludów. Innym - różnych nurtów w tej kulturze, w opozycji, a akomodacji, a kolaboracji... I miło by było nie redukować takich analiz do kolejnego dialektycznego wytrycha kultury "mych" i "onych", patryjnych i kościelnych... Bo to potworny redukcjonizm. Choć, prawda, znowu uwarunkowany ideologicznie przez elity IV RP, która kreaują własną genealogie.

A ta monadyczność... widzisz, każdy uczciwy historyk przyzna, że doszło do obniżenia jakości badań naukowych po 1989 rok. I będzie to uzasadniał brakiem pieniędzy, ale zupełnie się nie zająknie o otwarciu granic i wolności przepływu informacji naukowej. Warsztatowo historiografia PRL-u - nie cała, rzecz jasna - stała na wyższym poziomie niż gros dzisiejszej produkcji (wyjątki się oczywiście zdarzają). Podobnie jest chyba z polonistyką. W obu tych dziedzinach recepcja Zachodnich trendów była naprawdę duża. Nie wiem, jak było w historii sztuki... Ale wiem, że to chyba bardzo niepolitycznie mówić głośno, że dawna humanistyka stała na wyższym poziomie niż teraz...

I wiesz, tak myślę w kontekście Twojego tekstu powyżej i komentarzy, że gdyby PRL potrwał jeszcze dłużej, to i gendery by pewnie zrobiły się u nas strasznie modne i każdy by nosił w foliowej przezroczystej reklamówce Judith Butler - prawda, że pewnie 30 lat po wydaniu. A tak, zaledwie z 20 letnim poślizgiem, mamy minimalną recepcję, ogromny opór ignorancji, zupełnie bez wstydu, i w ogóle pełne samozadowolenie że jeśli nic na tem temat nie wiemy, bo nie chce nam się poznawać nowych rzeczy, to te "nowe" rzeczy są po prostu nieważne. To nawet nie arogancja, to po prostu intelektualne warcholstwo.
-
2010/03/27 20:36:13
Tym razem zaskoczyło. ;)
Dziki-pop - to musiałoby być bardzo dużo linków.
-
Gość: anik, ig210.internetdsl.tpnet.pl
2010/03/28 01:07:52
Gender albo się z niczym nie kojarzy (zdecydowanie przeważa ta opcja), albo jest mgliste pojęcie o tym, co to może być, albo kojarzy się z feministycznym dyskursem, z którym przecież wielu/wiele nie utożsamia swoich poglądów
-
2010/03/28 03:04:48
blogali

No, z tymi linkami to moglby byc problem ;-)
A co zaskoczylo? Jezyk pastuchow? No coz, Kto daje jesc, ten dyktuje prawa
-
2010/03/28 03:17:35
Co do recepcji...

Kilka miesiecy temu zawolalyscie obie ( Ala + Iza ) zgodnie "artysci, zrobcie cos ciekawego!". Wasze babcie to przynajmniej dzwoneczki mialy zaby sluzbe przywolac
.............
Nieboszczyk powiedzial nieboszczykowi, a potem nieboszczyk powiedzial Ali. Femiznizm polski.
..........
Pani Izuniu, zupka wysmienita, ale soli troche brakuje. Moja babcia dodawala jeszcze grzybki. Chlopi zawsze byli ciemni i leniwi. Dyskusja odfajkowana, kawusie mozna prosic?
..............
Troche powazniej.
Izakow2
Na wystawie nie bede, zreszta jestem z tych ktorych nogi zaczynaja bolec gdy tylko wejda do muzeum. Ale kupilbym DVD z twoim komentarzem, itd. Ale twoim, inne mam nie powiem gdzie. Myslalas o tym?
-
2010/03/28 03:52:48
anik,

I ok. Tyle że teoria gender jest integralnym elementem współczesnej kultury, w tym życia intelektualnego i polityki. I to, że się z niczym nie kojarzy wykształconym osobom, to przykre. To znaczy, że coś z nauką/kulturą jest nie tak. Albo z wykształceniem.

I nie chodzi tu o to, żeby podzielać te poglądy. Chodzi o to, żeby wiedzieć, o co w tym chodzi. Nie zgadzasz się - krytykuj! Ale krytykuj merytorycznie, a nie tak czym ci ślina na język przyniesie. Bo to - powtarzam - intelektualne warcholstwo.
-
2010/03/28 13:06:26
Food for thought:

"Jedna baba drugiej babie" kind of social science fits perfectly with "przychodzi baba do lekarza" kind of economy.

..................................
A w Paryzu to baby teraz maja taaaakie cyce! Sam widzialem. Ale nie dotykalem.



-
2010/03/28 15:52:08
Pytania do Strasznej Sztuki, znanej takze jako Izabela Kowalczyk.

1 Na czym polegala pani rola przy przygotowaniu wystawy "Gender Check"?
2 Kto byl pomyslodawca i inicjatorem zorganizowania tej wystawy?
3 Czy czesto wystepowaly pomiedzy wami roznice zdan, a jesli tak to przy jakich okazjach i dlaczego? Jak je rozwiazywalyscie?
4 Dlaczego taka wystawa wlasnie teraz?
5 Co to jest gender?
6 Czy artysci tworza prace na temat 'gender' inspirowani teoriiami?
7 Co odwiedzajacy moga wyniesc po odwiedzeniu tej wystawy? Jakie doswiadczenia jaka wiedze?
8 Jaki jest zwiazek pomiedzy 'gender' i seksualnoscia'?
9 Czy zaprosilaby pani do obejrzenia tej wystawe swoja mame, ojca, synow, meza?
10 Jaka czesc prygotowania tego rodzaju wystawy stanowia badania i ogolnie praca koncepcyjna?
11 Jakim samochodem pani jezdzi?
12 Co powiedzialaby pani kompletnemu ignorantowi, takiem jak ten patataj, dlaczego sztuka jest wazna i dlaczego warto z nia obcowac?
-
2010/03/28 18:30:28
Alu i Patataju,
ale mnie zarzuciliście Komentarzami ;-)
Ala, czytam to, co piszesz z bardzo dużą ciekawością, ale przyznaję, że nie zupełnie to rozumiem, chyba z tego względu, że kontekst historii sztuki jest zupelnie inny. Tu nie tylko zapatrzenie w zachód, ale i perspektywa awangardowa dominowały w latach 1955 - 89. Zdominowały nie tylko sztukę, ale i badania nad nią. Do wściekłości doprowadza mnie historia sztuki, któa słowem nie wspominała o neiktórych artystach i artystkach, bo nie byli awangardowi. Zmianę przyniosła recepcja French Theory (Lacan, Kristeva, Foucault), która przyszła poprzez U.S. - New Art History (głównie chodzi o moich kolegów i mnie, któzy wyjeżdzali do Rochester i okolic). Więc, jeśli mówisz, że dawna humanistyka stała na dużo wyższym pzoiomie, to ja tego z mojej perspektywy ani nie widzę, ani nie rozumiem. Pewne problemy w historii sztuki mogły pojawić się dopiero po odrzuceniu awangardowych i uniwersalnych paradygmantów. A i tak wypełnianie luk, ominięć następuje bardzo wolno (spójrz na komentarze pod wpisem o Sternie, gdzie piszę, że zgłupiałam, kiedy przejrzałam te stare syntezy sztuki PRL-u).
Wiesz, poza tym recepcja zachodnich trendów była duża, zwłaszcza w samej sztuce, ale co z tego? Czy była to recepcja faktycznie ze zrozumieniem? I jakie miało to skutki uboczne - (np. zapatrzenie w Zachód i ignorowanie własnego kontekstu - mój zarzut do feministycznych artystek l. 70.). Chodzi mi o to, że sama recepcja nic nie da, jeśli ktoś nie ma własnych pomysłów na naukę. Wcale nie chcę przez to powiedzieć, że jest teraz fajnie, ale nie mitologizowałabym tego, że kiedyś było lepiej.
U nas zresztą dość duży jest wpływ mistrzów-nauczycieli, a także teoretyczne oderwanie się od nich. Kiedy myślę o wcześniejszej historii sztuki na wysokim poziomie, to przychodzi mi do głowy Andrzej Turowski, a on był nauczycielem Piotrowskiego, no i masz dalej. Kraków to z kolei przede wszystkim mistrz Porębski. Ale w gruncie rzeczy on ma też ciekawych uczniów czy raczej uczennice.

Patataju - czy Pan przeprowadza ze mną wywiad?
Strasznie dużo tych pytań, a mnie czas goni, więc muszę odpowiedzieć skrótowo:
I tylko powiem, że mój tekst o wydarzeniu będzie w sieci, a będzie też pewnei nasz wywiad z Bojaną Pejić.
Byłam przy wystawie w podwójnej funkcji - doradczyni i badaczki odpowiedzialnej za część polską.
Dyskusje odbywały się w grupie doradców i nie była to nie tylko kobiecej, bo był tam m.in. i Piotrowski, i Georg Shoellhammer, i szef MUMOKu, i paru innych panów. Dyskutowaliśmy i to było bardzo ciekawe. Przygotowanai trwały zaś około 2 lat, miało miejsce kilka spotkań.
Na wystawę wzięłabym oczywiście i swoich znajomycj, i krewnych i dzieci.
Ale o co chodzi z tym samochodem? A Pan jakim samochodem jeździ? Ja mogę tylko zdradzić, że mam słabość do sportowych sylwetek, lubię silne silniki, a moje auto traktuję z czułością ;-)) Ale niech pan napisze, co z tego wynika, bo jestem ciekawa interpretacji.
-
2010/03/28 18:34:34
oj, też mi wyszly straszne literówki, a w odpowiedzi do Patataja chodziło mi o: "Dyskusje odbywały się w grupie doradców i nie była tylko grupa kobieca".
Wybaczcie pośpiech! pozdrawiam
-
Gość: , aei93.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/28 18:37:44
Iza, zwolnij troszkę, bo się zajeździsz ;)
-
2010/03/28 19:33:10
Iza,

To poukładajmy trochę. Przede wszystkim nie mitologizuję - tego mi nie zarzucaj, bo stoją za tym lata moich własnych badań, a jednocześnie to wychodzi także w stosownej literaturze przedmiotu, choć na marginesach, bo pisać o tym wprost, to niepolitycznie. Zresztą, historiografię PRL-u bada niewiele osób i są to badania raczej historyczno-faktograficzne, niestety także ze śladową ilością teorii i raczej nie stawiające olśniewających tez. ;)

Kolejna rzecz: recepcja nurtów teoretycznych - to jedno. Jakość warsztatowa badań - to drugie. Sama wiesz, że jeśli ma się dobry warsztat, a nie ma teorii, to takie prace mają wartość choćby faktograficzną, jeśli nie interpretacyjną. Jeśli naszpikuje się swoje wywody teorią, ale bez warsztatu warsztatu, to wyjdzie skończony gniot, który udowadnia dobranymi faktami, że teoria jest prawdziwa... Tak zresztą robiono w historiografii stalinowskiej i słabej historiografii PRL-u... Czy tak się aby dzisiaj też nie robi w hstoriografii, choć dominuje już inny paradygmat? Akurat coś na ten temat wiem.

Kiedy piszę, że PRL-owska historiografia była lepsza niż dzisiejsza, to właśnie ze względów warsztatowych. Większość dzisiejszych wydawanych doktoratów, a także i habilitacji, ma poziom warsztatowy pracy magisterskiej... I nie pomaga ich wartości inkrustacja cytatami z modnych obecnie teorii. Bo poza wszystkim teorie *też* trzeba zrozumieć, albo przynajmniej starać się.

Piszesz o recepcji - i tu się zgodzę. Jeśli w historii sztuki PRL-u dominował paradygmat awangardowy, to w historii wpływowy był strukturalizm a'la Annales lub chrześcijańska interpretacja historii a'la KUL. I oczywiście, że było masę wykluczeń - w polskiej historii społecznej praktycznie nie ma recepcji brytyjskiej markostowskiej historii społecznej, co jest dla mnie potężnym kuriozum...

Ale pamiętaj o tym, że na początku było pytanie o szczególną pozycję kultury PRL-u w regionie. Tak, to nadal był zaścianek; i to nadal była obecność/recepcja szczątkowa. Ale w kontekście - to było coś. I było też niewielu intelektualistów, którycy prace miały recepcję nie tylko w regionie, ale i na Zachodzie, by wspomnieć Jerzego Topolskiego. Jego prace były przekładane na wszystkie językie konferencyjne, tak, jako przykład marksistowsiej teorii historii - ale oryginalnej.

A poza tym - jak oceniać tę recepcję? W jakim kontekście? Ja bym się upierała, żeby na nią patrzeć historycznie i "geo-kulturowo-politycznie" - tak, PRL był satelitą sowieckim, ale kultura PRL-u była najbardziej niezależna w bloku. To może warto się przyjrzeć tej recepcji w kontekście Europy Wschodniej, a nie Zachodu - bo tu wnioski są przecież do znudzenia oczywiste...
-
2010/03/28 21:14:36
Ala, w zasadzie rozumiem, co piszesz i nie mam podstaw, by to negować, mam tylko jedną wątpliwość - skoro wskazujesz na warsztat, to czy to nie będzie jednak też kwestia właśnie dobrych nauczycieli, poszczególnych szkół, albo ich upadku, albo rozwoju (a jak wskazujesz w odniesieniu do historiografii pewnie raczej - upadku). Ja Ci wcale nie zarzucam mitologizacji, ale wiesz, że mam niechęć do wszelkich uogólnień. Właściwie jestem przekonana, że tego, co piszesz nie można jednak odnieść do historii sztuki (a niby obie nauki historyczne ;-).
Co do tej niezależnej kultury PRL-u - to bardzo ciekawe, bo przecież ona patrząc od wewnątrz nie była niezależna (bo miała nałożony "gorset ideozy" wg Turowskiego), ale pewnie na Wschodzie była postrzegana (tak sądzę z obserwacji znajomości polskiej sztuki, o której pisałam) jako niebywale atrakcyjna, bo jedna z najbardziej otwartych na Zachód. Ale problem wg mnie jest nieco inny, pisałyśmy o tej autokolonizacji - postrzegania Zachodu jako siedliska wszelkiej wolności (oczywiście postrzeganie go jako źródła wszelkiego zepsucia pomijam, bo jest właściwie drugą stroną tego samego medalu).
Na pewno byłoby bardzo ciekawie takie geo-kulturowo-polityczne spojrzenie wprowadzić. Po części zresztą robi to Piotrowski w "Awangardzie w cieniu Jałty", są też inni badacze wskazujący na to uwikłanie, jak Węgierka Katlin Timar.
Ale wiesz, dopiero odrzucenie pewnych awangardowych mitów ujawnia pewne ciekawe rzeczy. Ale np., gdyby tę sztukę dobrze zbadać, odrzucić te zachodnie klisze, które się w niej cały czas pojawiają, może się nagle okazać, że np. najciekawszy był socrealizm (oczywiście mówię zupełnie hipotetycznie, ale wiesz o co chodzi?).
-
Gość: andrzej biernacki, public492.xdsl.centertel.pl
2010/03/28 23:34:33
Już parę lat temu, widząc co się święci, w ciemno stawiałem, że ta konkluzja prędzej czy później paść musi. I właśnie padła: któryś z grupy nowych "badaczy sztuki", w końcu uzna, że najciekawszy w sztuce PRL-u był socrealizm. Super. Jeśli chodzi o mojego "nosa" dr Pawłow byłby wniebowzięty. A jeśli chodzi o ten wiekopomny wniosek: najbardziej zachwyceni będą apologeci ustroju przodujących dójek.
-
2010/03/28 23:45:10
Helou Panie Andrzeju! - napisalam: "(oczywiście mówię zupełnie hipotetycznie)" - to raczej też "nos", a nie uznanie ;-)
-
2010/03/29 00:23:06
Izakow2

Tak, cos w rodzaju wywiadu. Ten blog czyta troche osob. Chcialem tez aby mogla pani, choc przez chwile, wyobrazic sobie, ze robi wystawe takze dla ludzi innych niz akademicy, administratorzy kultury i politycy.
-
2010/03/29 00:56:18
Ale tę wystawę nie ja robiłam. Natomiast, kiedy robię wystawę, myślę o tym, żeby ona się ciekawie i ładnie prezentowała, żeby była prowokująca, itp. Było coś o mitologizacjach, ale trochę w innym kontekście. I właśnie myślę, że Pan trochę mitologizuje, bo ja zabieralam mojego syna, powiedzmy od wieku 4-5 lat na wystawy sztuki współczesnej i czym była dziwniejsza, tym jemu się bardziej podobało. Ta akurat wystawa mniej jest dla dzieci, bo jest historyczna, ale odbiorcą może być każdy. Wbrew pozorom ludzie nie związani ze sztuką mają często bardziej otwarte umysły od tych z nią związanych. A Pana stwierdzenie, że robię czy ew. robiłabym wystawę dla polityków czy administratorów kultury jest dla mnie wręcz obraźliwe. Trudno mi raczej wyobrazić sobie, żebym miała dla nich robić wystawę. Ale po co?
-
2010/03/29 01:11:28
blogali

To co jest niezdrowe w polskiej kulturze to relacje oparte na strachu i na zawstydzaniu. Wiec prosze nie zawsrtdzaj. A 'najnowsze sluszne poglady' sa potrzebne tylko tym, ktore musza sie wykazac takowymi. Inne osoby zainteresuja sie gender, gdy zobacza w tym dla siebie korzysc.
-
2010/03/29 01:12:11
Iza,

Widzisz sama, że blokad w mózgownicach nawet dynamit nie rozsadzi... ;) Myślę - i to jest truizm, choć dla betonu będzie zapewne herezją - że *wyzwaniem* byłoby po prostu tworzyć nowe kategorie, a nie tylko zadawać nowe pytania. Wiesz, całe to pytanie o oryginalność. Socrealizm nie był przecież oryginalny. Ale - moim zdaniem - to, co było w kulturze PRL-u odmienne, wartościowe, twórcze, to były właśnie nie-niewolniczo-naśladowcze recepcje i przykłady poszukiwania jednak własnego, oryginalnego głosu. Najciekawsze będzie w tych hybrydach, na stykach, w pęknięciach. I po to są potrzebne nowe kategorie. I po to jest także potrzebna teoria. (Ale warsztat też jest potrzebny). I dla protokołu - zainteresowanie nie znaczy apologetyki.

Mówisz o załamaniu się szkół. Ja się zupełnie zgadzam. I Ty, i ja, wpisujemy się w określone genealogie i miałyśmy to szczęście, uczyć się od najlepszych [dobrego i złego ;)))]. Ale przecież np. w Stanach instytucja szkół już od dawna nie istnieje, a mimo to... To jest kwestia infrastruktury, ale świetnie wiesz, co ja o tym sądzę, nie będę przynudzać.

I jeszcze jedno a propos różnych kolonizacji: nie uniknie się "kolonizacji" - tu mam na myśli współczesną polską humanistykę - jeśli nie będzie się starać prowadzić dialogu na formu międzynarodowym w tym samym języku naukowym. Po prostu. I sama wiesz, że miejsce na głos z naszej części Europy jest - świetnie, że przypomniałaś mi "...Jałtę..." Piotra. Bo jest też wielu świetnych polskich historyków, którzy pisząc o Polsce są słyszani i doceniani na Zachodzie. Jest na to miejsce, jest ciekawość, jest gotowość do słuchania, a jak jest ciekawa teza - jest też recepcja. Szkoda, że jest tych głosów tak niewiele...

I na marginesie: co Polska robi, żeby takie głosy promować? Ja wiem, że to będzie trochę obok, ale wiesz, ręce opadają, kiedy się na przykład widzi przekłady kanonu literatury polskiej np. na angielski... Kiedy słyszę od profesorów literatury polskiej, że omawiają "Wesele" Wyspiańskiego, ale nie dają go studentom do czytania, bo nikt by nie uwierzył, że to arcydzieło... Podobnie z Schulzem. Jest niewielka garsta współczesnych tłumaczy Amerykanów i Brytyjczyków, którzy cudów dokonują tłumacząc klasykę polską, na której wydanie nie wiem gdzie i jakimi sposobami znajdują pieniądze. I powinni oni - każdy z osobna i wszyscy na raz - dostać Order Orła Białego za promowanie kultury polskiej. Jest też młody, zdolny narybek, któremu jednak miłość do Polski za całą zapłatę nie wystarczy... A jak np. przetłumaczyć Marię Janion na angielski, bez tłumaczeń kanonu literatury romantycznej? Wiesz, to taka inna strona prowincjonalności...

Iza, ja teraz co raz potykam się, bo potrzebuję tych przekładów, a ich po prostu nie ma... To co mam robić? Zostaje mi tłumaczyć Krasińskiego samodzielnie... [!!!]
-
2010/03/29 02:25:42
Nieraz trzeba prowokowac aby zaadresowac problem i zademonstrowac wlasny punkt widzenia. Na pewno jednak nie chcialem pani obrazic. Mimo tego naleza sie pani przeprosiny. Przepraszam.
........
Nie mialem tez na mysli 'zawartosci' wystaw, ale raczej to co okreslane jest jako otoczka, czy tez 'aura wydarzenia', a przede wszystkim public relations. Tak sie sklada ze kwestie tu poruszone, a przez 'specjalistow' ( bez ironii ) odrzucone, uwazam za istotne i uwazam ze mogly byc zaadresowane.

-
2010/03/29 11:02:33
Panie Patataju, ale Pan mnie wcale nie obrazil!!! Pozdrawiam serdecznie
-
Gość: andrzej biernacki, public492.xdsl.centertel.pl
2010/03/29 12:15:30
Dla protokołu: określenie "najciekawszy" jak najbardziej oznacza apologetykę a nie "tylko" zainteresowanie, droga pani alu z zajebistym -w swoim mniemaniu- warsztatem.
Może najwyższy czas wyjść z cienia Jałty na wiosenne słońce i nie chrzanić jak, za przeproszeniem, traktoristka Frosia, że kalka Zachodu jest gorszan od kalki moskiewskiej, tylko dlatego, że teraz się lepiej, co poniektórym, "świetnym historykom sztuki" wpisuje w modny, ilustracyjny banał.
Proponowałbym Pani ali szczyptę (zgadzam się - nie zawsze godnej polecenia) skromności, bo jak na razie, z tego co tutaj widzę, "lata badań", obfitują w "niewielką garstę" "olśniewających tez", bliższych raczej erystyce historiografii stalinowskiej niż zdrowego rozsądku.
W te klocki, w które gramy, świetny warsztat od świetnych nauczycieli czasem bywa niewystarczający, jeśli nie jest wręcz genetycznym obciążeniem.
-
2010/03/29 15:51:08
Iza,

A dlaczego właściwie zabrakło na tej wystawie Olega Kulika?
-
2010/03/29 16:50:16
Ala,
tak jak napisałam: "Ten brak nie jest winą Zachęty, ale ogromnych kosztów, które wiązałyby się z pozostawieniem części prac z kolekcji rosyjskich (tak przynajmniej tłumaczyła mi Bojana Pejić)" - czyli powody finansowe.
Panie Andrzeju, właściwie ja nie wiem, o co Panu chodszi i dlaczego atakuje Pan bezpostawnie Alę.
-
Gość: andrzej biernacki, public15775.xdsl.centertel.pl
2010/03/29 17:32:30
Pani Izo, konkretnie to ja nie wiem o co mi chodzi. Ale wiem niekonkretnie. Czy bezpodstawnie? Chodzi mi o walenie jak cepem, o bezwstydne przechwałki, o nie znoszące sprzeciwu ferowanie mocno wątpliwych opinii autorstwa kogoś, kogo świat jeszcze był nie zauważył. I do tego w sytuacji niejasnej materii, jak ten ktoś sam zauważył: "w hybrydach, na stykach, w pęknięciach". Chodzi mi prawdopodobnie też o takie tam: Inni -panie- to beton i puste mózgownice, tylko my tu świetne po świetnych fakultetach u nie mniej świetnych, my tu -panie- lata badań i naukowcy a reszta to warcholstwo intelektualne. Chodzi o ten pseudoscjentyzm podlany kabotyństwem jako sposób rozmowy: O SZTUCE!
-
2010/03/29 18:23:38
Iza,

Dzięki za Kulika, a za resztę - odpuść sobie... ;) Wyznaje w życiu zasadę, że starszych ludzi trzeba szanować, a jak nie można ich szanować, to należy im współczuć. Toteż współczuję. A czytając te wylewy jadu myślę, że trzeba koniecznie pisać o socrealizmie i stalinizmie, bo to ciągle żywe, ten język nienawiści, zwiści, szkalowania, ataków personalnych...

No nic, straszny zaduch się tutaj zrobił. ;)
-
Gość: , ago233.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/29 19:00:25
Tak, ludzie niezwiązani ze sztuką faktycznie mają bardziej otwarte umysły niż ci związania z nią. Dużo jest w tym prawdy. Są bardziej zainteresowani i niezmanierowani.
Przecież wiadomo, że jak się robi wystawę, to nie przyjdzie na nią jakiś dres (gdyby przyszedł nawet przypadkiem jako osoba towarzysząca też byłoby wspaniale, ale prawdopodobieństwo tego jest niestety małe), a przychodzą ludzie wykształceni, żądni wrażeń lub wrażliwi i tacy, którzy po prostu chą przyjść zobaczyć. Wiadomo , że przyjdzie więcej tych, którzy uważają się za inteligentów, bo i atmosfera sprzyja ku temu, aby się pojawić w otoczeniu czegoś co wyzwala myśl, ideę, jak i środowisko , wktórym taka osoba się obraca tego wymaga, tworzy pewną aurę wokół wydarzenia, plotkując o tej rzeźbie, czy o tamtym obrazie. Ale tak samo jak sztuka jest wolna, tak samo wolny wybór mają ludzie, odbiorcy. Robi się wystawy dla ludzi, a nieważne jest to kto przyjdzie. Czy burak, czy inteligent. Ważne, że coś się wartościowego dzieje, co rozwija i ntelektualnie, natomiast od odbiorcy zależy jak to przyjmie, czy będzie chciał się rozwijać.

-
2010/03/29 20:01:33
o ! trochę nie zaspałem ,a tu wojna trwa w najlepsze... :)
a z takiego fermentu zawsze powstają zawsze dobre(!) rzeczy...
cyt: ,,A czytając te wylewy jadu myślę, że trzeba koniecznie pisać o socrealizmie i stalinizmie, bo to ciągle żywe, ten język nienawiści, zawiści, szkalowania, ataków personalnych...,,
Pani Blogali(Alu) a ile Pani ma lat? podobno kobiet się nie pyta o wiek(?)...
a ja się pytam...Pan Biernacki ma 52 lata i powiem więcej: Pan Biernacki może więcej niż ktokolwiek,ma nawet prawo do używania wulgaryzmów ;)
-a jest Pani ciekawa dlaczego?
-
2010/03/29 20:51:14
blogali, straszna sztuka

Wezcie pod uwage dziewczyny, ze my jestesmy juz tak starzy ze pamietamy tamte czasy ;-).
Moja obecnosc w polskim internecie ma glownie na celu czesciowe wyrownanie tej dziury pokoleniowej.
Widze tez, ze kultura ktorej jestescie kaplankami, zaczyna was troche uwierac.

Equal rights to all, no special rights to none!
-
2010/03/29 21:51:53
Gosc Niedzielny

To teraz salon stanie na czele mlodziezowej rewolucji? A 60 letni rockmani idolami polskich nastolatek? W pomaranczowym kapeluszu oczywiscie!
-
2010/03/29 22:53:17
No to ładną ułożyliście panowie sytuację: kabaret starszych panów, ew. zblazowanych dziadków kontra egzaltowane nastolatki ;-)
Wieć trochę - zastopujmy, bo tu się nic kupy nie trzyma. Ja też pamiętam "tamte" czasy. A pierwszy i bardzo ciekawy wgląd w socrealizm dał Wojciech Włodarczyk, którego znamy skądinnąd z poglądów prawicowych, a książka, jeśli dobrze pamiętam, miała pierwszą edycję w wydawnictwie podziemnym. Warto jeszcze wspomnieć, przywoływanego już tutaj Andrzeja Turowskiego, który opuścił Polskę, bodaj w 1982 za "niepoprawną" książkę o radzieckim konstruktywizmie. Chcę tylko powiedzieć, że poglądy polityczne i zainteresowania artystyczne wcale nie muszą się tak łatwo na siebie nakładać.
I pewnie z tym socrealizmem coś jest na rzeczy, żeby wspomnieć sukces spotkania z Fangorem, o którym wspominałam w powyższej notce...
ago223 - bardzo ładnie to ująłęś/ujęłaś.
Pozdrawiam
-
2010/03/29 23:42:44
no to jeszcze Pani Ali tak z dzisiaj proponowałbym dzisiaj w ,Gazecie Wyborczej,,:
wyborcza.biz/biznes/1,100896,7711240,Markopolos___czlowiek__ktory_przejrzal_Madoffa_na.html
--- ,,ten język nienawiści, zawiści, szkalowania, ataków personalnych...,,
może tam Pani tej Pani tak napisze????
;)
miłych snów...
-
2010/03/30 00:41:46
O rety, a ja mam nowy system i wciąż mi jakieś straszne literówki wyskakują. Przepraszam Państwa za to.
-
Gość: andrzej biernacki, public15775.xdsl.centertel.pl
2010/03/30 01:51:15
Pamiętamy ten passus: Nie szwedzki, tylko radziecki, nie pornograficzny tylko panoramiczny i nie baba na żołnierzu tylko Ballada o żołnierzu.
Analogicznie: Nie Turowski wydał, tylko Turowskiemu wydano i nie Konstruktywizm Radziecki tylko Konstruktywizm Polski, no i nie książkę "niepoprawną", tylko jak najbardziej poprawną, wydaną w oficjalnym obiegu przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich w roku stanu wojennego, 1981. Wy, nastolatki macie rzeczywiście jakiś nowy system. Jak widać z powyższego, nic się Wam kupy nie trzyma, i jeśli tak "pamiętacie tamte czasy" to lepiej posłuchajcie tych zblazowanych, na szczęście jeszcze nie zblatowanych z Waszym "nowym systemem".
Ja wiem, dużo lepiej wyglądałoby to, gdyby dzielny Turowski uciekał bo zadarł z systemem, tymczasem wychodzi na to, że skoro tuż przed 13 grudnia wydano mu książkę objętości encyklopedii, był raczej tego systemu pupilem. Turowski to -zdaje się- dziadek "naukowy" szanownych Pań. Nie możemy szanować więc współczujemy.
-
Gość: andrzej biernacki, public15775.xdsl.centertel.pl
2010/03/30 01:59:00
Wielce Szanowny Gościu Niedzielny. Nie odsyłaj tylko powiedz wprost, za co z góry dzięki: w Twoim cytacie chodzi o to, że tego, co ostrzegał świat przed Madoffem wszyscy mieli za frustrata, oszołoma i dziecko spiskowej teorii. Z czym się nam to kojarzy? Ogry chórem: MY NIE WIEMYYYY!
-
2010/03/30 11:49:11
Panie Andrzeju,
przyznaję się ze skruchą do błędów, proszę je zrzucić na karb mojej nastolatkowości ;-)
Turowski książkę o radzieckim konstruktywizmie też wydał, tyle, że trochę wcześniej - w 1979. "Konstruktywizm polski" wydal w 1981. Jestem jednak niemal przekonana, że nie był on pupilkiem systemu, głosząc np. tezę o "ideozach" - czyli gorsecie ideologicznym nałożonym na kulturę (podczas, gdy wszystkim wydawało się, że w PRL-u sztuka była prawie wolna).
Mam też wrażenie, że ta książka, co ważne wydana przed wprowadzeniem stanu wojennego była politycznie niepoprawna i w czasie stanu wojennego Turowski miał przez nią kłopoty.
Może i dziadek "naukowy", ale jak to bywa z dziadkami "naukowymi", nie znaczy to, że się z nim zgadzam, a podtrzymywany przez niego awangardowy paradygmat, gdyby się Pan wczytał choćby w powyższe komentarze, zdecydowanie uważam za szkodliwy.
-
Gość: andrzej biernacki, public15775.xdsl.centertel.pl
2010/03/30 12:49:45
Turowski "dziadek" naukowy Pań w tym znaczeniu, że "ojcem" był PPP. Analogicznie moim "ojcem" był Sienicki, "dziadkiem" Nacht.
Konstruktywizm Polski (jak Pani nie ma, to chętnie sprezentuję, bo na pewno już nie będę czytał), jest ideologicznie indyferentną, zwykłą cegłą systematyzującą kierunek, ntb nudną jak flaki z olejem, i jeżeli Turowski stawiał się systemowi, to -jak widać- nie tym razem. Dokładnie pamiętam (29 lat temu przechodziłem Krakowskim z Sienickim, który -dodam dla większego efektu- niósł swój kożuch dla strajkujących studentów ASP) w księgarni Prusa na Krakowskim Przedmieściu w dziale sztuka długo leżały trzy tytuły nast. autorów: Kłoskowska, Turowski i ... Duda Gracz. Turowskim akurat wytapetowano jedną z, bynajmniej nie "podziemnych", witryn "Prusa". Przy okazji dodam, że inny dziś sztandarowy "opornik" Józef R. jak przeczytałem niedawno przypadkiem, nie gardził w owym czasie, łódzkim lokalem wystaw Socjalistycznego Związku Studentów Polskich.
Oczywiście, zgodnie z Pani zaleceniem, zaraz się wczytam w komentarze powyżej, bo jeżeli Pani też, jak ja, uznaje awangardowy paradygmat za szkodliwy, będę Pani, P. Izo jeszcze większym, choć nadal cichym wielbicielem. Pozdrawiam.
-
2010/03/30 13:46:08
Gosc niedzielny, Andrzej Biernacki

Takie mamy czasy, ze wszyscy jestesmy blondynkami. Ale blondynki maja dluzsza praktyke. No i sa ladniejsze.
...................
Poniewaz nikt tego jeszcze nie zrobil, wklejam omowienie wystawy w Polityka.pl

www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1504444,1,w-poszukiwaniu-seksualnosci---wystawa-w-zachecie.read
-
2010/03/30 13:46:31
Panie Andrzeju, oczywiście, że uważam ten paradygmat za szkodliwy, ale na pewno z innych powodów niż Pan. Jeśli Pana "dziadkiem" duchowym jest Nacht to wiele to wyjaśnia. Ale skądinnąd, ciśnie się na usta mała złośliwość, że Pan akurat z dziedzctwem swoich ojców duchowych nie zerwał. To nawoływanie, aby nie zajmować się polityką i historią, to niczym wiara kolorystów w "raj utracony". A właśnie przed chwilą czytałam, jak Hanna Rudzka-Cybisowa wspominała, jak malowała brzoskiwinie w dniu wybuchu wojny. Do cholery, to trzeba mieć wszystko w pompie!
Postaram się znaleźć Pana adres e-mailowy, bo z prezentu chętnie skorzystam.
A na pewno będzie Pan wiedział - jaki obraz Sienicki wystawiał podczas "Arsenału"?
-
Gość: andrzej biernacki, public3218.xdsl.centertel.pl
2010/03/30 14:59:42
izakow2: "Do wściekłości doprowadza mnie historia sztuki, która słowem nie wspominała o niektórych artystach i artystkach, bo nie byli awangardowi".
No, i faktycznie przeoczyłem tę Pani dość ważną deklarację. Ale odnotowuję.

Co do Sienickiego, to wystawiał w Arsenale skromny, niedokończony, dyplomowy Autoportret (miał tam, choć był jednym z trzech organizatorów,tylko jeden obrazek).

Myli się Pani, poniekąd zerwałem z linią "ojca i dziadka", za co Sienicki zgrzytał zębami ale mimo to, potrafił docenić, czego wyrazem była nasza, kilkuletnia współpraca na ASP po moim dyplomie, a po niej przyjaźń. Tyle tylko, że Pani -jak sądzę- to zerwanie rozumie bardziej radykalnie: powinienem -zapewne- wspiąć się na jakowyś minaret, lub palmę i mózg dotlenić. Zapewniam Panią, że tacy jak ja, nie robią tego nie dlatego, że nie rozumieją albo nie są w stanie. Wręcz przeciwnie. A choć zwykle jestem pełen różnych wątpliwości, to tu nie mam najmniejszych: To co teraz "chodzi", uważam za bełkot intelektualny, czystej wody koniunkturalizm, zwłaszcza, że technicznie do wykonania "tyłem do sztalugi" (jeżeli przy sztaludze byłoby to robione). Krytykom, kuratorom jest z tym po drodze, bo tylko przy tej, uchodzącej za sztukę publicystyce, mogą wreszcie ponieść tę, swoją halabardę na plan pierwszy, nawet przed artystę. I honoraria za to, nie takie, jak drzewiej. Jeszcze raz pozdrawiam.

Mój mail: galeria.browarna@wp.pl, proszę o namiary, z przyjemnością wyślę Pani Turowskiego.
-
2010/03/31 18:17:08
Przeprosilem pania Ale, na jej blogu.
-
2010/03/31 20:50:53
A pan Patataj to lubi chyba przepraszać ;-)
-
Gość: andrzej biernacki, public15207.xdsl.centertel.pl
2010/03/31 22:21:30
dusza niewolnika
-
2010/03/31 23:29:32
oświadczenie:
a ja nie wiem o co chodzi z Panem Patatajem(?),ale odcinam się i proszę mnie w to nie mieszać...
tak,że wszelkie insynuacje i pomówienia w kierunku mojej osoby uważam za bezpodstawne...
-
2010/04/01 04:38:49
Tych ktorzy uwazali ze Ala powinna byc przeproszona za moj "barwny" styl argumentacji informuje ze Ale przeprosilem. Przeprosiny byly przyjete. To wszystko. Nie robmy afery. Nie obiecuje bynajmniej poprawy :-) .
-
2010/04/01 22:43:16
a Pan Panie Patatataj czasem nie z Warszawy???
bo szukam ludzi z okolic... (powiedzmy ,że z Jajami....;) )
-
2010/04/02 02:51:12
Raczej z dalszych okolic; za duzym stawem ( Kanada ). Deficytu jaj nie zauwazylem :-) Pozdrawiam.
-
2010/04/02 09:35:24
niezly art, pozdro
-
Gość: andrzej biernacki, public11152.xdsl.centertel.pl
2010/04/02 09:40:05
Ten staw to Wielkie Jezioro Niewolnicze, Fort Smith Region (NT) Canada?
-
2010/04/02 12:03:21
kANADA?
-chyba nie ma takiego państwa (w tzw. ,,sztuce współczesnej,, oczywiście....)
dalej tam zabijacie i grabicie Indian?
-
2010/04/02 20:41:52
Kanada nie powinna wpedzac w kompleksy, przede wszystkim dlatego ze nie chce

www.youtube.com/watch?v=wpiS7IpG5rw

a Indianie jeszcze sa ;-)

www.youtube.com/watch?v=HXC4kgekGRM


pozdrawiam i zycze wszystkim wesolych swiat





-
2010/04/03 17:16:44
no faktycznie Indianki są...;)
- a czasem nie będzie Pan tak czasem w New York?(w sumie to rzut beretem-urlopik czy wyskok na weekend...) się kręcił w pobliżu np.MoMA lub inne takie tam? ew. jacyś znajomi ? bo taki mały projekcik robię....
-
2010/04/04 14:11:00
Moma? Wow! Bardzo mi milo. Jestem z troche innej bajki. Tak naprawde to interesuja mnie 'kobiety na skraju zalamania nerwowego' i niewiele ponad. Moj tryb zycia jest tez tak nieregularny, ze nie moge robic dalekosieznych planow i skladac obietnic. Natomiast chetnie poinformuje moich kolegow i naglosnie twoj projekt gdy bede mial wiecej informacji. Bylem juz na twoim blogu, zapraszam na moj ( wystarczy klik na adres ).
No i nie przegapmy nastepnego wpisu Strasznej Sztuki.
-
2010/04/06 20:00:08
to dobrze ,bo już intensywnie kombinuję w temacie Yad Vashem...
pozdrawiam...
-
2010/04/07 04:57:36
Nie jestem pewien czy rozumiem, ale zapraszam: terredeblues@yahoo.ca