Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Matka-artystka w interpretracji Małgorzaty Niespodziewanej

izakow2

Jakiś czas temu wspominałam tutaj o konferencji pt. Sztuka matek, którą zorganizowała Fundacja MaMa. Mimo, że była to mała i kameralna konferencja, było niezwykle ciekawie.


Sylwia Chutnik mówiła o braku wątków ojcostwa w pracach artystycznych, które dotyczą rodzicielstwa; Paweł Leszkowicz prezentował fantastyczne prace Catherine Opie odnoszące się do kwestii lesbijskiego macierzyństwa; wystąpiła też Małgorzata Malwina Niespodziewana, która mówiła o swoich pracach powstających pod wpływem związku z jej własną córką, a zarazem dotyczących właśnie relacji pomiędzy matkami i córkami.


 

Jedną z najbardziej niesamowitych prac Małgorzaty jest książeczka zatytułowana Katarzyna i Nika. 1936 - 1951 wykonana w formie przestrzennych książek dla dzieci, ale utrzymana w czarno-białej kolorystyce oraz odwołująca się częściowo do estetyki unistycznej.

 

Książka ta opowiada o związku Katarzyny Kobro i jej córki Niki Strzemińskiej, o szczęśliwych chwilach dzieciństwa Niki, ale też o dramatycznych momentach: porąbania przez Kobro jej własnych rzeźb oraz o późniejszej rozprawie o prawo do opieki nad córką. Ukazany jest też moment rzeźbienia przez Katarzynę słynnego aktu dziewczęcego.

 

 

Oczywiście sceptycy, jakich niemało, mówią: co to w ogóle za temat, jakie znaczenie ma to, że artystka jest też matką? Tymczasem ma to podstawowe znaczenie. Osobiście uważam, że artystki-matki są przede wszystkim negocjatorkami, wciąż muszą bowiem negocjować pomiędzy sferą twórczości a obszarem domowych obowiązków związanych z opieką nad dzieckiem - sferami, które są względem siebie nieprzystawalne w tym sensie, że kulturowo przypisano im odmienne, a wręcz wykluczające się znaczenia. Niektóre artystki musiały nawet wybierać pomiędzy sztuką a macierzyństwem, inne - czuły się winne zajmując się twórczością, a nie dziećmi. Ich sztukę nieraz traktowano jako fanaberię. 

 

O sztuce codzienności pisałyśmy z Edytą Zierkiewicz w Artmixie, starając się wykazać, jak bardzo te dwie sfery działania pozostawały ze sobą w sprzeczności, wspomniałyśmy również biografię Katarzyny Kobro. Współczesne artystki natomiast wykorzystują swoje doświadczenia związane z macierzyństwem, doświadczenia i zainteresowania własnych dzieci, aby tworzyć sztukę. Ale wydaje się, że potrzebna jest im swego rodzaju "mitologia" dotycząca kwestii rodzicielstwa oraz twórczości. Bo artystki nie zidentyfikują się raczej z mitem wielkiego artysty, który tworzy swym penisem (Renoir), który bierze w posiadanie płótno (Kandinsky), ale ważna może być dla ich identyfikacji właśnie postać 'matki-artystki'. Ta książka Małgorzaty Niespodziewanej jest właśnie czymś w rodzaju budowania mitu na temat 'matki-artystki' na podstawie istniejących przekazów, fotografii oraz prac artystycznych. To niezwykła i ważna praca.


Komentarze (16)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Przemek] *.centertel.pl

    Witam! Widzę,że interesujesz się sztuką współczesną:-) Trafiłem do Ciebie całkiem przypadkowo szukając zdjęcia pewnego obrazu,a właściwie dwóch obrazów. Jeden to "Madonna z dzieciątkiem" - Tycjan , a drugi "Starzec Symeon i Dzieciątko Jezus w Świątyni" - Rembrandt van Rijn. Pozdrawiam Przemek:-))

  • Gość *.centertel.pl

    Witam! Widzę,że interesujesz się sztuką współczesną:-) Trafiłem do Ciebie całkiem przypadkowo szukając zdjęcia pewnego obrazu,a właściwie dwóch obrazów. Jeden to "Madonna z dzieciątkiem" - Tycjan , a drugi "Starzec Symeon i Dzieciątko Jezus w Świątyni" - Rembrandt van Rijn. Pozdrawiam Przemek:-))

  • Gość *.centertel.pl

    Bloog w onecie to nieporozumienie!! Dwukrotnie wysłałem komentarz ze swoim adresem do blooga i po prostu nie zapisał się ten adres. Użyje więc podstępu!! Czytaj pomiedzy literami ! Pomijaj to co ujęte jest w ukośnikach! /ZSAZS/ ladek /NCBV/ 22 /NHYT/ . /NVBHJF/ b /MSJR/ l /JHUY/ o /KJLU/ o /LKFD/ g /FGHR/ . /LKDR/ pl Pozdrawiam Przemek:-))

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Innymi matkami-artystkami tymi bardziej znanymi jest Maria Pinińska Bereś, czy np. Alina Ślesińska i Szapocznikow :-)

  • izakow2

    Tak, tak, tych matek-artystek było całkiem sporo. Mi osobiście bardzo podoba się przypadek Marii Pinińskiej, która była matką "asertwyną", w tym sensie, że w pewnym momencie stwierdziła, że córka ma być samodzielna, a ona będzie zajmować się przede wszystkim sztuką. Zresztą każdy przypadek jest niezwykły...

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Oczywiście jak ktoś chce może -wzorem metody pism kobiecych- wybrać z bio Renoira fakt, że malował penisem. Renoir to zniesie, bo -jak wiadomo- nieźle malował penisem. Było nie było wymalował dwóch zuchów: (Jeana i Pierra) reżysera i dyrektora Comedie Francaise. W interesującym nas kontekście ciekawe są tytuły filmów tego pierwszego: Panna(..), Dziewczynka(...), Nana, Suka, Bestia, Helena i mężczyźni.
    Ja, z kolei, wzorem matki-artystki Suzanne Valadon, powinieniem skonkludować twórczość książkową Małgorzaty Niespodziewanej: Renoir malując penisem, wymalował arcydzieła, Niespodziewana zaś, malując po książkach robi coś, co nawet do ch... nie jest podobne. Nie wiem na jakiej znowu zasadzie, traktujesz te błahostki jako ważne i niezwykłe.

  • Gość: [jak zwał tak zwał] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    omawiana książeczka to moim zdaniem spłycenie problemów Kobro, Niki i Strzemińskiego.

  • izakow2

    Dla mnie to nie są żadne błahostki. Dlaczego zresztą błahostki? Bo forma książeczki dla dzieci? Mam wrażenie, że problem tkwi w stereotypowym podejściu do sztuki, które nie dopuszcza myśli, że sztuka może miec formę zabawki (toy art), książki dla dzieci, że może być sztuką obieranie ziemniaków albo przejeżdżanie czy przechodzenie obrazów. W tym myśleniu ujawniają się wszelkie naleciałości dotyczące mitów o sztuce traktowanej w kategoriach: wysokie - niskie, arcydzieło - rzemiosło, tworzenie - codzienność, sztuka - błahostka, itd. Ale, jeśli taka sztuka wzbudza wewnętrzny opór, świadczy to o tym, że jest sztuką, a nie powtarzaniem jakichś utartych klisz. Ja bym powiedziała, przejaskrawiając opinie malkontentów na moim blogu - że niektórzy wpadają w panikę i nie wiedzą, jak sobie z taką sztuką poradzić, do jakiej kategorii czy szufladki ją wsadzić, więc robią to, co najłatwiejsze, czyli ją dezawuują. A poza tym Niespodziewana nie maluje po książkach, tylko tworzy książki. Czy książka Niespodziewane spłyca historię Strzemińskich? Pewnie tak, jak każda próba tworzenia mitu. Wg mnie artystka pokazuje tu solidny warsztat, a poza tym podoba mi się, że traktuje o fragmencie polskiej historii sztuki. Jest to rodzaj przepisywania historii sztuki.

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Jasne, że tak. Książeczka ta jest wykonana prosto , a w prostocie tkwi siła.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Iza, najlepiej przyjmijmy definicję, że sztuką jest to, co umieścisz na blogu i będziemy mieli spokój a malkontentów w tyle. Przecież napisałem Ci krótko i b. prosto dlaczego mianowicie obrazy Kowalskiego określone przez autora jako przejechane nie tylko nie są przejechane ani przeszłe, ale wyglądają jak z folderu-oferty brukarza. Są martwe, autor zamiótł je do ostatniego peta, grzecznie, co do literki wykaligrafował na pokrywach studzienek znaki firm odlewniczych( wrealu są sfatygowane i mało czytelne). Na odległość pachnie to nie zawartością ścieku tylko imitacją papier mache, wbrew tytułowi(przejechane, przeszłe) właśnie BEZ ŚLADU UŻYCIA. Podobnie sprawa wygląda u matki-artystki. Niespodziewana całkiem przewidywalnie robi nieudolne (zwłaszcza rysunkowo) naiwne ilustracyjki dość ponurej, de facto, historii. Zabawki(toys) do tej historii pasują jak pięść do nosa. Historii Kobro, artystki, u której -jak rzadko u kogo- prostota formy jest WYNIKIEM, punktem dojścia. Lapidarnością, skrótem, świadomym uogólnieniem wywiedzionym ze ścisłej obserwacji. Oglądając rzeźbiarski akt Kobro czujemy wszystkie przymioty desygnatu, oglądając książeczki Niespodziewanej widzę jakiś ciągnący się makaron lub jelito bladej kreski w niestrawnym, czekoladowo-czarnym flaku. Gniot stojący na kawalecie jest tylko jawną karykaturą poważnej twórczości i takiejż biografii Kobro.
    Iza, w tym, co tu proponujesz może i jest zamysł, tembr pasujący do Twojego, znanego konika. Ale w tym wyraża się nie moje, tylko Twoje stereotypowe podejście do sztuki. Mi absolutnie nie przeszkadza, że to forma książeczki dla dzieci, przeciwnie to fajny pomysł. Nie przeszkadza mi, że o Kobro, że matka-artystka, że historia, w której facet -jak zwykle-jest palantem. Nie. Przeszkadza mi, że do sztuk, jakby nie było wizualnych pakuje się po raz kolejny ktoś z tak ostentacyjnie widocznym brakiem oka i manualu. Małgorzata jest spodziewana ale Niewiarygodna.

  • izakow2

    Andrzej, piszesz, że u Kobro: "prostota formy jest WYNIKIEM, punktem dojścia. Lapidarnością, skrótem, świadomym uogólnieniem wywiedzionym ze ścisłej obserwacji". A ja widzę podobną syntezę u Niespodziewanej i właśnie urzeka mnie jej estetyka, w której połączyła pewne elementy konstruktywizmu (skrót, schemat, uproszczenie, redukcja koloru), unizmu (redukcja formu, znowu: monochromatyzm), obrazów i rysunków Strzemińskiego (weź pod uwagę nie tylko powidoki, ale i rysunki wojenne), do tego odwołanie do fotografii i aktów Kobro i to wszystko bez przeładowania, właśnie lapidarnie i skrótowo. Dla mnie - to jest genialne.
    A co do malkontenctwa - obrazy Kowalskiego sa estetyczne i czyste - to tez się nie podoba, bo nie ma manualu. Jakby dzisiaj to było do czegoś potrzebne! jakby takie odbicia potraktować np. jako iny rodzaj fotografii... Nie wiem, głośno myślę.
    Zresztą nie mam zamiaru Ciebie przekonywać do tych prac. Mogą się Tobie nie podobać. Choć troche nieprzyjemne jest obrażanie ich autorów. Ale uderzanie w ciężkie dzwony, że to nie jest sztuka jest nieadekwatne i śmieszy albo może powodować podejrzenia o panikę, o której ostatnio pisałam...
    A jeszcze jedno. Jaki "znany konik"??? Chyba koniki. I to polne. Albo szarańcze ;-)

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Z tego, co piszesz, zgadzam się tylko z tym, że nieprzyjemne jest obrażanie autorów. Toteż jestem daleki od tego, krytykuję jedynie załączone u Ciebie ich dzieła.
    U Niespodziewanej -utrzymuję- nie ma żadnego punktu dojścia (nie ma śladów po walce, próbach, poszukiwaniach) a tylko łatwe widzimisię: teraz se machnę na brązowo-czarno. Chuj wie, dlaczego na brązowo-czarno, skoro detalicznie nic tego nie tłumaczy. (żeby znależć nie szukając trzeba mieć jednak talent Picassa). I deko logiki:
    1. Nie ma, jak piszesz, redukcji koloru, bo od początku nie było go więcej.
    2. Nie ma też uproszczenia, bo uproszczeniem jest ELIMINACJA zbędnych elementów po odwzorowaniu w wyniku ścisłej obserwacji a nie nieudolność ich naniesienia. Słusznie piszesz: jest schemat - jak Strzemiński to wijąca się w makaron kreska, jak Kobro to tubułowaty akt w kucki. Jak rąbie siekierą to rąbie. Zresztą ta postać co rąbie w ogóle jest porąbana i do tego -groteska- z dyszlem w dupie (porąbana i , jak informuje strzałka ... zerżnięta).
    U Kowalskiego -czy tego chcesz czy nie - wylazł brak dyscypliny intelektualnej: facet tytułem sugeruje UŻYCIE I ZUŻYCIE (przejechane, przeszłe) a pokazuje NIE TKNIĘTE. Na dodatek wtórne. Takie trotuary już bywały nie raz na warsztacie sztuki (np. u Marka Boyle'a 1934-2004), ale wtedy były żywą historią miejsca a nie drętwą, estetyczną atrapą w smacznych szarościach.
    Mimo wszystko pozdrawiam. Drwal

  • Gość: [jak zwał tak zwał] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    "Dla mnie to nie są żadne błahostki. Dlaczego zresztą błahostki?"
    - artystka leci stereotypem
    "Bo forma książeczki dla dzieci?"
    - teraz Pani leci stereotypem
    "Mam wrażenie, że problem tkwi w stereotypowym podejściu do sztuki"
    - trafne spostrzeżenie
    "które nie dopuszcza myśli, że sztuka może miec formę zabawki (toy art), książki dla dzieci, że może być sztuką obieranie ziemniaków albo przejeżdżanie czy przechodzenie obrazów. "
    - Mam wrażenie, że problem tkwi w stereotypowym podejściu do krytycznego odbiorcy. ;))

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    31 maja 2010 roku zmarła artystka rzeźbiarka - Louise Bourgeois. Miała 98 lat.

    Tomek

  • Gość: [Arty] *.dynamic.gprs.plus.pl

    ...malkotenci jak zwykle swoje: Nie ma chuja? To nie sztuka!

  • Gość *.chello.pl

    Temat bardzo ciekawy i ważny , tylko szkoda że reprodukowane prace to "odgrzewana zupa".
    Polecam wszystkim zapoznać się z twórczością węgierskiego artysty Laszlo Fehera, który posługiwał się taką samą poetyką estetyczną od drugiej połowy lat 80-tych od końca lat 90-tych.

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci