Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Czekając na Fridę Kahlo

izakow2

 

 

Jeszcze tylko cztery dni trwa retrospektywna wystawa Fridy Kahlo w Martin-Gropius Bau w Berlinie. Ale, żeby ją zobaczyć trzeba swoje odstać w gigantycznej kolejce. Mozna stać nawet do 5-6 godzin!


 

Nam udało się dzięki poświęceniu i wstaniu o siódmej rano stać "tylko" trzy godziny - od ósmej do jedenastej.


 

"Za czym kolejka ta stoi?" Dla tych, którzy pamiętają kolejki w czasach PRL-u, pomysł stania w kilkugodzinnej kolejce "tylko" po to, aby zobaczyć wystawę sztuki, może wydać się co najmniej dziwny. Ciekawe, czy ktoś zbadał ten fenomen kolejek do świątyń sztuki, który łączy ze sobą dyskursy konsumeryzmu, turyzmu i miłośnictwa sztuki...


 

Sama wystawa - ciekawa. Oprócz znanych prac, zgromadzono pierwsze, jeszcze dziecięce, rysunki i obrazy Fridy, jej szkice, ogromną liczbę zdjęć ukazujących Fridę (w tym piękne kolorowe fotografie wykonane przez Nickolasa Muraya, z którym artystka miała romans), jej korale, suknie, a także gorset z rysunkiem sierpa i młota oraz płodu.


 

 

Zabrakło paru ważnych obrazów. Natomiast sztukę Kahlo wpisano całkowicie w opowieść o jej biografii. Właściwie trudno się dziwić, gdyż od początku zainteresowanie jej twórczością idzie w parze z zainteresowaniem tragicznym i burzliwym życiem "świętej Fridy". A jednak mógłby ktoś pokusić się o to, aby pokazać sztukę Kahlo w nieco innych narracjach, pozwalając spojrzeć na nią nie tylko przez pryzmat jej biografii.


Sztuka Fridy Kahlo została w zasadzie odkryta przez kulturę popularną. Bodaj już w latach 80., jej obrazy zaczęła kolekcjonować Madonna zachwycona jej twórczością. W 2002 roku nakręcono film pt. "Frida" z Salmą Hayek w roli głównej. Powstała wtedy także moda stylizowana na Fridę. Artystką zainteresowały się już wcześniej badaczki związane z feministyczną historią sztuki. W ramach tej ostatniej pojawiła się nowa kategoria badawcza, jaką jest "para artystyczna". Diego Rivera i Frida Kahlo stali się taką sztandarową parą historii sztuki nowoczesnej (choć na samej wystawie postać Diego została zmarginalizowana, natomiast możemy wiele dowiedzieć się o innych kochankach Kahlo), zaś Frida stała się świecką "świętą" współczesnych wyzwolonych kobiet.


 

Miłość, romanse, zdrady, dramat, cierpienie i łzy - to zarówno cechy kultury popularnej, jak i biografii oraz sztuki Kahlo. Może stąd wynika fenomen jej współczesnej popularności. Stała się ona jedną z ikon kultury popularnej. Miłośnicy sztuki wysokiej, którym jednak emocje zapewnia kultura popularna, mogą ze spokojem odetchnąć. Możliwe jest połączenie jednego i drugiego. Sztuka może dawać emocje, jakie daje kultura popularna. Kultura popularna może mieć prestiż, jaki ma sztuka.


Dla mnie ciekawe byłoby ukazanie twórczości Fridy Kahlo właśnie w odniesieniu do tych dwóch sfer, pokazanie, jak sama ta twórczość znosi pomiędzy nimi granicę. Zapewne kiedyś taka wystawa powstanie. Ale trzeba jeszcze trochę poczekać.


Więcej o pracach Fridy pisałam tutaj:

Komentarze (17)

Dodaj komentarz
  • ptasia

    O matko! Kiedy byłaś? Ja w poniedziałek - kupiłam bilety przez internet i stałam i tak 1 godzinę - uważając, że to potwornie długo...

  • izakow2

    Ja byłam tydzień temu, ale na pewno widziałaś, co dzieje się przed muzeum??

  • ptasia

    Byłam rano, weszłam bocznym wejściem - dla posiadaczy biletów online - a pod wejściem głównym stała tylko mała grupka osób, góra 20. Jak stałam na piętrze, widziałam, że jest, poza kolejką na górze, kolejka na dole, ale nic takiego, jak u Ciebie na zdjęciach. Także jak wychodziłam, nie było takiego tłumu. Może to kwestia, że dzień powszedni?

  • izakow2

    Ech, to miałas szczęście!!! Ja też byłam w dzień powszedni, ale wiesz - może było pusto ze względu poniedziałek - to u nas jest przecież niemuzealny dzień ;-)

  • izakow2

    P.S. a ja jeszcze jednej rzeczy nie napisałam. Staliśmy najpierw poprzedniego dnia, po czym po godzinie zrezygnowaliśmy i dopiero na następny - udało się dostać.

  • Gość: [Kawa-szatan] *.twcny.res.rr.com

    Dziękuję za zdjęcia kolejki. Jakbym nie zobaczyła to (prawie) bym nie uwierzyła ;-)

    Mam jedną uwagę: film Julie Taymor Frida z Salmą Hayek w roli głównej powstał w 2002 r., nie w latach 90-tych.

    Pozdrawiam serdecznie.

  • izakow2

    Dzięki za sprostowanie! Pozdrawiam

  • Gość: [paula] 109.243.10.*

    Te kolejki to nic nowego w Berlinie. Gdy prezentowani sa artyści szerszej publiczności znani lub popularne wystawy, trzeba swoje odstać. W Berlinie byłam na kilku wystawach (Goya, Melancholia w sztuce, ekspresjoniści) i na każdej było wielu ludzi. Oczywiście nic nie przebije MOMy sprzed kilku lat, która odbywała się w Neuenationale Galerie. Tłum, kolejka po horyzont, cały dzień poświęcony sztuce! Tak, to ciekawe zjawisko- dlaczego ludzie tak się katują?

  • ptasia

    Może więc faktycznie miałam szczęście. Co do MOM-y, koleżanka wspominała, że stała 8 godzin - robili sobie zmiany ze znajomymi. Ja, gdybym nie miała już kupionych biletów na Fridę, nie stałabym nawet tej 1 godziny.

  • Gość: [Cezary] 94.254.231.*

    Witaj Izo,
    właśnie wróciłem z Berlina. celem moim było Biennale i wystawa Fridy. Niestety źle to wszystko poukładałem, umęczony Fridą odpuściłem sobie Biennale, teraz czytam Twój wpis, żałuję.. Ja jak zwykle stopem, spanie w squacie, albo pod Bramą B., wszystko fajnie, bo za free, kosztuje jednak trochę energii. Najwięcej jej straciłem jednak w oczekiwaniu na wystawę. To był już ostatni ostatni gwizdek i naprawdę tłumy waliły. Ja stałem w kolejce bite 8 godzin!! Moknąc w ulewnym deszczu, to wysychając na wietrze, z plecakiem przyrastającym do pleców (i nie wpadłem na to, by zjeść śniadanie zanim tam stanę..); bite 8 godzin od 12 do 20, z muzeum wyszedłem przed 22. Po to tak więcej piszę o kolejce, bo niestety, umęczenie przełożyło się na mój odbiór wystawy i teraz nie wiem, ja nie ogarniałem czy wystawa (w odróżnieniu od kolejki), powalająca nie była? Może jak piszesz, przez to, że zabrakło kilku ważnych dzieł, tych najbardziej rozpoznawalnych "ikon". Nie wiem. Refleksje jednak jakieś się nasuwały.. Teraz też nie wiem, wynik mojego zmęczenia, czy może zauważysz w tym co napiszę jakąś słuszność. Podobieństwa pomiędzy obrazami Fridy a Wróblewskiego. Myśl, która przyszła, kiedy zobaczyłem obraz "W autobusie" (nie wiem, czy dokładnie taki tytuł, ale chodzi o pracę przedstawiającą artystkę i jej przyjaciół siedzących w miejskim autobusie), od razu skojarzyła mi się z "Kolejka trwa" ( ;/ ) Wróblewskiego, potem zobaczyłem te abstrakcyjne kompozycje Fridy, trójkąty, koła, planety, gwiazdy, w moim odczuciu było to bliskie takim obrazom Wróblewskiego jak "Słońce i inne gwiazdy", nie pamiętam w tej chwili tytułów innych ale sprawdzę. W każdym bądź razie, myślałem, że ten pomysł z Wróblewskim to jakiś mój uraz pokolejkowy, a teraz myślę, że to może nie takie głupie. Bo jeszcze na co zwróciłem uwagę na końcu, malarska maniera, sam sposób malowania, kładzenia farby, stylistyka prac Fridy i Wróblewskiego, a można by jeszcze dodać np obecność w nich śmierci, kurcze jak tylko dojadę do domu (teraz robię sobię autostopowy przystanek), pomylę nad tym i jeśli się utwierdzę w swoich pomysłach, napiszę może coś więcej zestawiając konkretne prace tej dwójki. No a biennale teraz mi żal, ale co tam. Pozdrawiam Cię i mam nadzieję do zobaczenia niebawem, pozdrawiam Cezary.
    p.s. Wreszcie się obroniłem ;)

  • izakow2

    Cezary,
    8 godzin to niepojęte!!! Współczuję i sobie nie wyobrażam! No tak, mam wrażenie, że w pewnym sensie Biennale było ciekawsze, w tym sensie, że bardziej zaskakujące. Ja właściwie nie napisałam tego wprost, ale z perspektywy czasu myślę, że ta wystawa Fridy była wręcz irytująca właśnie przez swą nachalną biograficzność. Biennale było zresztą też irytujące, ale w bardziej pozytywny sposób.
    Ale masz rację Cezary, że ciekawe byłoby zestawienie Wróblewskiego z Fridą. Spójrz - dwa różne konteksty, totalnie odmienne historie, ale w obu przypadkach naiwna wiara w komunizm z jednej strony, specyficzny magiczny realizm (nie wiem, czy to dobre określenie), no i to nasycenie śmiercią (w książce, której jeszcze nie wydałam piszę w odniesieniu do Wróblewskiego o czaszce za ludzkim obliczem). Myśl o tym i koniecznie coś napisz!
    A przede wszystkim gratuluję Tobie obrony! Super, bardzo się cieszę!
    Pozdrawiam ciepło

  • Gość: [mariinatalii] *.dynamic.gprs.plus.pl

    hm... mam tak mieszane uczucia, że właściwie chyba napiszę to w puntach:
    1. za dużo obrazów na takiej małej powierzchni, wszystkie mi zginęły na ścianach, a tłum doprowadzał mnie do szaleństwa, bo jak tu oglądać, jak ktoś obok się wpycha i kulturalnie mówi mi: enszulgigung :P FUJ co za język.
    2. jak dla mnie za mało obrazów somatycznych,
    3. brak dobrego zestawienia: korale bez kontekstu bo obraz z nimi za daleko, gorset też bez kontekstu bo obraz był hen hen dlaeko - jeżeli oglądał to statystyczny Kowalski to nie zauważył niuansów.
    4. ekspozycja totalnie bez polotu, ale widać Pani Helga jest typową Niemką i polot jej obcy, brak designera, który by to poustawiał. Postawił jakieś płyty kolorowe - smutno i ściany brudne - fuj. Zupełny brak klimatu Fridowego. :(
    5. emisja filmu po niemiecku (tylko) koszmar, podczas gdy na sali siedzi pół Europy i Japonia. Ignoranci.
    6. Publikacje po niemiecku - i promocje na nie. Super - pooglądałam obrazki. Album w wersji angielskiej o blisko 15 euro droższy - szczyt.

    Miałam wrażenie, że całą swoją ciężką pracę Kuratorka zaprzepaściła ekspozycją i ..... nie ukrywajmy organizacją. Ludzie koczowali od 5 rano! Z materacami, kanapkami, fotelami (no i co mnie powaliło: "Iliadą" czytaną niewzruszenie!!!).
    Stałam ponad 9 godzin - od 8:30 do 18 z minutami gdy wreszcie objuczona jak wielbłąd weszłam.
    nie wiem jak to zrobiłam - co mnie tam trzymało, jakie nogi tam odstały bo moje nazajutrz odmówiły wstania.
    p.s. zdjęcia faktycznie super, ale ich ekspozycja mnie zniechęciła, brak możliwości pooglądania, albo zwiedzanie w kordonku... co pół sekundy krok w lewo. Okropność.
    teraz siedzę w kapciach, a fotelu z albumem, głaszczę kociaka i oglądam album, jakoś mi lepiej. :)
    pozdrawiam i zazdroszczę tych "tylko" trzech godzin czy godziny.

  • izakow2

    Mariinatalii, dzięki za wpis, o tych kolejkowych relacjach to możnaby już całkiem spory tekst napisać!
    Pozdrawiam ciepło wraz z moimi trzema kocurami

  • izakow2

    A co do zwiedzania - ja przyjęłam metodę partyzancką - wskakiwałam między ludzi, wpchając tam moje młodsze dziecko ;-)
    Co do rozczarowania - jest w tym sporo prawdy, zwłaszcza, gdy się tyle odstało. Moje dzieci zgodnie stwierdziły, że wystawa o Tetihucanie, na którą ich posłałam, by nie musiały z nami wystawac w kolejce, była dużo ciekawsza.

  • Gość 78.157.101.*

    Na wystawie nie byłam i bardzo żałuję. Ale muszę wystąpić w obronie Niemców. Entschuldigung to bardzo ładne słowo w bardzo ładnym języku. Poza tym to nieprawda, że Niemcy nie mają polotu. A jak często w Polsce są dwujęzyczne katalogi lub filmy na wystawach? O konferencjach tłumaczonych symultanicznie lub angielskojęzycznych nie wspominając...

  • Gość 78.157.101.*

    Pamiętam impresjonistów w MNW, wcale lepiej nie było...

  • izakow2

    Ja też lubię język niemiecki, a poza tym kibicowałam Niemcom na mundialu ;-)))
    Co do wystawy można mieć wiele wątpliwości, ale np. to, że było tłoczno w salach, pozwoliło skrócić (jesli w ogóle można o tym mówić!) czas oczekiwania tym, którzy byli na zewnątrz. Zaś co do kolejek, to chyba taka specyfika w przypadku popularnych wystaw. Ktoś tu przypomniał kolejki na wystawe MoMy w Berlinie. Ja też to pamiętam, były gigantyczne.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci