Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Markowska: kryminał zwany komedią albo o różnicowaniu dyskursu

izakow2

 

Gorąco polecam książkę Anny Markowskiej Komedia sublimacji. Granica współczesności a etos rzeczywistości w sztuce amerykańskiej. Pod tym skomplikowanym tytułem kryje się niezwykle barwna i finezyjna opowieść o wybranych wątkach w sztuce amerykańskiej – od Williama de Kooninga, Jacksona Pollocka i Barnetta Newmana, poprzez artystów land artu, earth works, sztukę ciała aż do współczesnych prac wideo Matthew Barneya i prac Roberta Gobera. Pojawia się też refleksja nad znaczeniami architektury w odniesieniu do artystów, którzy upodobali sobie właśnie formy architektoniczne (jak np. Brytyjka Rachel Whiteread i jej niezwykłe widmowe obiekty). Autorka analizuje również temat macierzyństwa w krytycznych pracach Mary Kelly i Roberta Gobera, który przełamał dualistyczne myślenie, że macierzyństwo przypisane jest jedynie kobietom.

Autorka z właściwą sobie swadą opowiada o sztuce, dekonstruuje utarte stereotypy na jej temat, prezentuje różne do niej podejścia: między innymi dekonstrukcję, intertekstualność, krytykę feministyczną oraz queer, ale też polemizuje ze zbyt oczywistymi, ideologicznymi, interpretacjami. Znakomita jest między innymi jej dyskusja z Mieke Bal, w której pojawia się niepokój, że interpretacja, która miała na celu destabilizację znaczeń, może przerodzić się w swoje zaprzeczenie i że chęć wyzwolenia (kobiecego podmiotu u Bal) może w gruncie rzeczy wiązać się z przemocą narzucenia powziętych z góry założeń. Wynika z tego pytanie – czy można wyjść poza starą ideę klarowania i produkcji autorytatywnych znaczeń? W odniesieniu do współczesnych prac m.in. Felixa Gonzalesa-Torresa autorka zadaje z kolei ważne pytanie, czy sztuka, która służyć miała rewolucji, nie dąży w gruncie rzeczy do neutralizowania obcego i innego? Konkluzją tych dyskusji jest stwierdzenie, że lepsze od odczytań poprawnych i z góry założonych, są takie odczytania, które w zasadzie zawieszają odpowiedzi, wprowadzają niepewność, a więc dążą do nierozstrzygalności. To właśnie pytania o sposoby odczytania dzieł, o ich interpretacje, które nie byłyby wobec tych prac „przemocowe”, a raczej otwierałyby możliwość dialogu z nimi, są w tej książce najbardziej inspirujące. Intencją książki wydaje się właśnie śledzenie tego, co ukryte, niepozorne i nieoczywiste. Znakomita jest między innymi analiza Guzika Claesa Oldenburga, który jest ważny, gdyż „rozważa rzeczy widzialne, zbyt oczywiste, by je w ogóle zobaczyć” i dlatego autorka przywołuje historię guzika jako przedmiotu. Markowska skupia się na parergonach tej sztuki – np. na znaczeniu cienia w autoportrecie Andy’ego Warhola, horyzontalności między innymi u Paula McCarthy’ego; światła, które niczego nie oświetla u Felixa Gonzalesa-Torresa, ale także rozważa krytykę instytucji muzeum, jaką podjęli m.in. artyści land artu. W konkluzji tych ostatnich rozważań autorka wskazuje, jakie powinno być muzeum po tej krytyce: „służące ‘zbiednieniu’, aktywizujące, otwierające na nieznane, budzące poczucie wspólnoty i odpowiedzialności, wilgocące oczy i rozszerzające umysł”. Te słowa zresztą można odnieść także do samych interpretacji zaproponowanych przez Annę Markowską.

Autorka omawia prace, które w gruncie rzeczy nie są znane szerzej polskiej publiczności. W odniesieniu do Matthew Barneya, zauważa, że jego filmy z cyklu Cremaster (co jest łacińską nazwą dźwigacza jąder) w Polsce były wyświetlane sporadycznie. Ja widziałam jedynie Cremaster 3, którego akcja dzieje się w Chrysler Palace w Nowym Jorku. Oglądałam ten niezwykle fantasmagoryjny film na wystawie More Than the World w Astrup Fearnley Museet w Olso, gdzie zresztą znajduje się więcej z prac, o których pisze autorka (a niestety materiał ilustracyjny prezentowany jest w książce ze względów raczej oczywistych dość skromnie). W prywatnej kolekcji Astrup Fearnley znajduje się również słynna praca Micheal Jackson i Bubbles Jeffa Koonsa (ilustracja oraz inne prace z wystawy: tutaj). Historia tej pracy, a także związku Jacksona z gorylem o imieniu Bubbles została również fantastycznie przedstawiona przez Markowską. Jej opowiadanie o sztuce momentami porównać można z powieścią kryminalną (niekiedy dosłownie jej książka przeradza się w kryminał, choćby, gdy pyta, gdzie podziała się reszta ciała od uciętej nogi (Noga bez tytułu) Roberta Gobera – to pytanie pozostaje bez odpowiedzi, aby, jak pisze autorka, produkować wizje). Stosuje ona suspensy, nieoczekiwane zwroty akcji, drobiazgowo wyjaśnia towarzyszące części prac tajemnicze, niekiedy mroczne historie.

 

Te mroczne historie fascynują autorkę, tak dzieje się też, gdy przybliża fabułę Cremastera 2 Barneya i z detalami opisuje epizod na stacji benzynowej.

Rozgrywa się tu wymiana pożądania pomiędzy Garym leżącym w samochodzie, jakim jest ford mustang a pracownikiem stacji Maxem. Gary wydaje się bezwolny, niezdolny do działania, zamknięty w samochodzie niczym dziecko w macicy, Max pieczołowicie pieści jego auto, oddaje się przeróżnym czynnościom związanym z obsługą samochodu na stacji benzynowej, ale cały czas zagląda do środka, wojerystycznie przyglądając się Gary’emu. Gary’ego cechuje specyficzna bezpłciowość czy wręcz impotencja – z wazeliny lepi sobie fallusa. Jednak cała ta skomplikowana wymiana pożądania kończy się, gdy Gary bierze rewolwer, okrada stację benzynową i zabija Maxa. Cała ta historia rozpisana jest na kilkunastu stronach, czyta się ją z wypiekami na twarzy, a kończy ją konkluzja, że „różnicowanie w Cremasterze 2 doprowadziło do wprowadzenia innego. Anihilacja innego równała się jednak zniszczeniu samego siebie. Taka jest jedna z opowieści Matthews Barneya”.

Filmy Barneya, podobnie jak prace Gobera mówią również o nowej męskości, której konstruowanie „odbywa się za pomocą amputacyjnych cięć i protetycznych wszczepień, za pomocą cytatów (…)”. Bo męskość, podobnie jak kobiecość to fantazmaty, stare wzorce, jak powiada autorka są wyczerpane, a nowe nie istnieją, pozostaje więc powtarzanie i różnicowanie dyskursów. W ten sposób Ania Markowska opowiada American Dream, który wciąż wydaje się niespełniony, spełniony nie zostanie i temu spełnieniu zaprzecza.

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Ten gościu z okładki na pierwszym zdjęciu miał robić coś w Polsce, miało powstać jakieś centrum sztuki, ale ziemie, na których miało to powstać należały do kościoła, czy coś... Czytałam o tym kiedyś w gazecie NIE Urbana. (Chyba mnie nie zabijecie , że czytam taką prasę?...:-)
    Poza tym ten gościu to obecny, czy już były facet Bjork - islandzkiej wokalistki, której twórczość muzyczną szczerze polecam.

    Rosjanka

  • izakow2

    Ten gość to właśnie Matthew Barney, faktycznie partner Bjork, zresztą rownież realizował dla niej teledyski. Pozdrawiam

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    O, nie wiedziałam, że realizował teledyski.
    Rosjanka

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Iza, zmień te gębę Barneya, bo obrzydza mi stronę ilekroć do Ciebie wchodzę. Pozdr.

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci