Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

O potrzebie feminizmu w sztuce

izakow2

 

Poruszyłam ostatnio temat potrzeby feminizmu w sztuce. Moi dyskutanci twierdzą, że problem ten nie jest już aktualny. Artystki, a także kobiety w ogóle, nie są już dyskryminowane, mają równe szanse, a sama sztuka feministyczna jest dobrze promowana. Czy na pewno tak jest? Czy utrudnienia w karierze, z którymi spotykały się artystki w dawniejszych czasach, nie stanowią już żadnego problemu? Czy sztuka to obecnie obszar demokratyczny, otwarty na wszelkie obszary inności?

Gdy rozmawiam ze studentkami, niektóre mówią, że feminizm nie jest potrzebny, ale uwaga: uzasadniają to tym, że kobiety są raczej stworzone do tego, by zajmować się domem, a nie np. wielką karierą czy polityką. Tego rodzaju opinie wprawiają mnie zawsze w zadziwienie, pokazują, że wciąż w Polsce ma miejsce konserwatywny zwrot, rodzaj backlashu, który powoduje, że niektóre kobiety funkcjonują na zasadzie opisanego już dawno „zadowolonego niewolnika”. Pojawiają się jednak studentki oraz studenci, którzy mówią, jak bardzo feminizm jest wciąż potrzebny. Dziewczyny opowiadają mi np. o tradycyjnym podziale ról, który wciąż bardzo silnie wpływa na wybory życiowe młodych ludzi; o tym, że często młode artystki zakładając rodziny, tracą możliwość kontynuowania swojej kariery i wycofują się z rywalizacji w świecie sztuki. Sfera domowa, opieka nad dzieckiem wciąż traktowane są jako domeny kobiece, co powoduje, że kobietom jest po prostu trudniej znaleźć czas na realizację swoich aspiracji. Ale jestem ciekawa, co Wy o tym myślicie, na ile feminizm wciąż jest potrzebny w świecie sztuki?

Pytam o to również dlatego, że w zasadzie w samej sztuce można odnaleźć raczej tendencje postfeministyczne, niż otwarcie feministyczne. Czy jest tak, że artystki nie odczuwają już potrzeby tworzenia feministycznej sztuki czy raczej boją się bardziej radykalnych deklaracji i tego, że zostaną zmarginalizowane?

Natknęłam się jednak ostatnio na prace studentki Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, Małgorzaty Maciaszek, które prezentowane były w poznańskim Babilądzie.

 

 

 

Artystka o swoich pracach pisze tak: „Począwszy od plakatu z tytułowym hasłem „Kobiecy plakat”, który zwraca uwagę na problem udziału kobiet w sztuce (w tym także plakatu), poprzez plakaty zwracające uwagę na socjalizację płci, wychowanie seksualne, skończywszy na tych namawiających do walki o własne prawa, wszystkie mają na celu uświadomienie widzom problemów dotykających kobiety w polskim społeczeństwie.

Przecież wystarczy rozejrzeć się dookoła siebie: przyjrzeć się uważniej reklamom, które wymuszają na kobietach nieskazitelny wygląd i stają się źródłem tzw. terroru piękna lub z drugiej strony przedstawiają je w roli osób, dla których jedyną pasją jest pranie, sprzątanie, gotowanie i opieka nad dziećmi”.

 

 

 

 

A więc są osoby, które problem zauważają i otwarcie o nim mówią. Mi osobiście podoba się forma tych plakatów, które wykonane są na zasadzie graffiti zrobionego przy użyciu szablonu. Ta prosta forma odnosi się do sztuki ulicy, sztuki walczącej, wyrażającej sprzeciw na zastaną rzeczywistość. Prace są dosadne, ironiczne, ale jest to rodzaj gorzkiej ironii.

 

 

 

 

Pod każdym obrazem znajdują się informacje dotyczące sytuacji kobiet. Np. „Prawo studiowania w Warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych kobiety uzyskały w 1904 roku, na w Krakowskiej Akademii – w 1920 roku” albo: „Kobiety odbierają swe podrzędne położenia jako naturalne – nie wyrażają chęci walki o jego zrównanie z męskim, są przekonane, że taka, a nie inna sytuacja, także w sferze działalności ekonomicznej, jest oczywista. Nie mają zatem poczucia dyskryminacji, nie dążą do zmiany tej sytuacji; słaby sprzeciw wobec tradycyjnego modelu kobiecej roli społecznej, a nawet jego brak, jest tu znamienny”.

 

 

Zgadzam się z tą konstatacją i dlatego uważam, że feminizm jest wciąż potrzebny w sztuce. Choć podejrzewam, że nie jest to raczej popularny pogląd...

Komentarze (86)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Dorota] 188.33.130.*

    Feminizm jest nadal bardzo potrzebny i bardzo często natykam się na sytuacje, w których myślę "kolejny dowód na to, że feminizm jest konieczny!", a potem zapominam o tej sytuacji, póki nie natknę się na następną.

    Kobiety mają bardzo często mniej czasu, bo nawet w związkach uważających się za partnerskie, nawet w związkach kobiet o nastawieniu feministycznym, w praktyce często (choć na szczęście coraz rzadziej) wygląda to tak, że dzieci i dom to obowiązki kobiety, w których facet powinien jej pomagać. Tymczasem to nie chodzi o POMAGANIE, bo to są tak samo jego obowiązki jak i jej. Ale wiele osób nie dostrzega tej różnicy.
    To oczywiście przekłada się na życie zawodowe, naukowe itd. dotyczy także artystek.

    Z resztą jak można się zastanawiać, czy feminizm jest potrzebny, skoro oficjalne statystyki UE pokazują wyraźnie dużo słabszą pozycję kobiet w społeczeństwie, choćby wysokości pensji, ilość stanowisk kierowniczych i politycznych zajmowanych przez kobiety itd.
    I bynajmniej obszar sztuki nie jest od tego wolny!
    Najdobitniejszym przykładem jest choćby żałośnie mała ilość znanych reżyserek w Polsce.

    A jedną z najistotniejszych kwestii wydaje mi się to, że tradycyjne wyobrażenia wciąż wpływają na decyzje kobiet.

    A kobietom, które myślą, że mogą być szczęśliwe będąc w domu zawsze mam ochotę powiedzieć: Ok, wszystko fajnie, ale pomijając wszelakie aspiracje, co zrobisz, jak on cię po 50-tce zostawi albo zdradzi i sama zechcesz odejść, a nie będziesz miała ani własnej pracy, ani emerytury, ani doświadczenia zawodowego, ani często własnego mieszkania. Znam kilka takich przypadków, w których takie kobiety zostały na lodzie.

  • izakow2

    Dzięki za ten komentarz, zgadzam się. Też tak mam, że zapominam o feminizmie, dopóki nie natknę się na sytuację, która pokazuje jego potrzebę. Zastanawiam się tylko, dlaczego tak mało osob mówi o tym głośno. Byłam jakiś czas temu na konferencji, na której pojawił się referat zawierający treści seksistowskie. Ja na szczęście i na nieszczęście byłam w innej sekcji, ale z relacji innych wiem, że nikt na te treści seksistowskie nie zareagował. I to jest dziwne.

  • komentatorkabloga

    Bardzo mi sie te prace nie podobają. Gdybym je zobaczyla gdzies na murze, bylabym pewna, ze to typowe spojrzenie na kobiete. Niby artystka protestuje przeciwko uprzedmiotowieniu kobiety, ale jednioczesnie powiela to, robi dokladnie to samo. Kompletne nieporozumienie z tym feminizmem Malgorzaty Maciaszek. Taki to raczej "wanna be: feminizm. Obrazek z podpisem Uwolnij sie jest sensowny, ale rozchylone kobiece usta z podpisem "kobiecy plakat" - idiotyzm. Przeciwko np. przemocy wobec kobiet protestuje sie teraz inaczej niz pokazujac zmaltretowana kobiete i tym samym doląćzając do wielkiego tłumu obrazkow, ktore reprodukuja te sadystyczne, stereotypowe obrazki. Nieporozumienie kompletne. Jak to ma byc feminizm w sztuce, to ja dziekuje, postoję.

  • izakow2

    Komentatorko, masz rację, ze powtarzanie stereotypów jest niebezpieczne, może problem w tym, że nie widac tutaj tych podpisów na dole, o których pisałam, a które wyjaśniają, czego dotyczy dany plakat. Ale mam też wrażenie, że pozytywne wizerunki nie mają siły rażenia i nie przyciągają uwagi. A końcowy efekt? Również niewiele różni się od tego, co znajdziemy w kulturze popularnej...

  • Gość: [bolshaja kultura] *.b2b2c.ca

    Moze warto byloby mowic o prawie do feminizmu? Na razie jest tak ze pani doktor Kowalczyk powie "potrzeba nam wiecej feminizmu", a pan profesor odpowie "nam zadnych feminizmow nie potrzeba." I kto wygra debate?

  • komentatorkabloga

    To zalezy gdzie wygra. Na uniwersytecie pewnie pan profesor, ale poza uniwersytetem raczej pani doktor :-)

  • Gość: [bolshaja kultura] *.b2b2c.ca

    Rzeczywiscie taka straszna?

  • izakow2

    Akurat! Gdybym miała okazję, to bym mu nie pozowliła wygrac na uniwersytecie również ;-)

  • Gość: [br0mb0x] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Plakaty nie miały w zamierzeniu być razem z podpisami na dole. Niemniej osobno autorka przewidziała osobną pracę z listą cytatów. Artystka wykorzystała klisze zaczerpnięte z kultury popularnej i postawiła otwarte pewne problemy, które prowokują do myślenia na pewne tematy. Oczywiście powstaje granica między feminizmem (jakiejkolwiek fali) a sztuką plastyczną lub wizualną. Tej granicy nikt nie chce tutaj na siłę przełamywać. Jakkolwiek by nie myśleć, pozostaje sympatia.

  • Gość: [Kuba] *.icpnet.pl

    A mnie się te prace podobają, bo są proste. A to, co proste z natury trafia do większej liczby odbiorców. A feminizm trzeba krzewić u podstaw, czyli u kobiet i mężczyzn, którzy nie są wykształceni, a rolę matki Polki widzą przy stolnicy. Ostatnio feminizm zaczął jawić mi się jako emancypacja intelektualistów, znających listę nazwisk feministek i ich postulaty, etc. A tutaj miła niespodzianka! Także brawa dla artystki.

  • izakow2

    Obawiam się, że wśród intelektualstów i ludzi wykształconych jest tyle samo antyfeminizmu co wśród tych niewykształconych. Ci pierwsi co prawda, ze względu na poprawność polityczną, pewnych rzeczy nie mówią głośno. Mi również podoba się to, że plakaty przekazują bardzo jasny i otwarty komunikat.
    Zgadzam się z potrzebą zachowania granicy między sztuką a, powiedzmy, ideologią, ale w przypadku niektórych kierunków artystycznych, ta granica jest faktycznie bardzo delikatna, co oczywiście nie umniejsza znaczenia tych prac...

  • Gość: [Małgorzata Maciaszek] 150.254.181.*

    W opinii jednego z profesorów ASP na uczelni następuje feminizacja, bo coraz mniej mężczyzn studiuje na ASP. Mniejsze zainteresowanie kierunkami artystycznymi wśród mężczyzn uzasadnia potrzebą robienia kariery i przekonaniem, że po ASP sukces osiągnie niewielu. W takim razie kobiety zdają na ASP, żeby uczyć się sprawności manualnej (przyda się w robótkach ręcznych). Zresztą zwraca uwagę tylko na feminizację wśród studentów, bo liczby wykładowców i wykładowczyń już nie analizuje.

  • Gość: [Kuba] *.icpnet.pl

    Faktycznie z feminizacją w gronie studentek i studentów jest ciężko. Wystarczy magiczne słowo "feminizm" i zaczyna się przewracanie oczami oraz słowa typu: "to te co paliły staniki.". Tylko, że ten fakt nie wynika z braku przedmiotów oscylujących wokół omawianego tematu. Tylko z lenistwa, niechęci, głupoty? samych studentów.

  • Gość: [Małgorzata Maciaszek] 150.254.181.*

    Feminizacja w ujęciu wyżej wspomnianego profesora oznacza wzrastającą liczbę kobiet studiujących na ASP.
    Stosunek grona studentów i studentek do feminizmu wynika prawdopodobnie z tych wszystkich czynników po trochu. Bo tak zostali wychowani, bo nie widzą problemu, bo nie chcą go widzieć, bo tak jest prościej.

  • izakow2

    Tak, dokładnie! I ów profesor nie bierze na pewno pod uwagę np. faktu, że we wladzach tej uczelni są w większości mężczyźni... Zresztą ja chyba jeszcze nigdzie nie spotkałam się z kobietą-rektorem!

  • Gość 89.79.132.*

    Pani Izo, może tak jest że wiele kobiet ulega konserwatywnemu zwrotowi ale - powiem szczerze, to ich sprawa. I tyle. Dla mnie to co Pani pisze o studentkach widzących siebie w tradycyjnej roli brzmi mało prawdopodobnie, ale jeśli przy dzisiejszym poziomie uświadomienia one tak decydują, to - sorry - ale mało mnie to obchodzi. Pisząc poprzedni komentarz miałam na myśli to, że za stratę czasu i energii uważam "walkę" feministyczną opartą na poświęcaniu się owej "walce" - czyli np. uprawianie sztuki "na temat" feminizmu. Uważam natomiast za zasadne - zwlaszcza w sytuacji kobiet które już taką pozycje osiągnęły, tzn. mają możliwość reprezentowania swego stanowiska - pokazywanie, że są dobre w tym, co robią, co je interesuje. Pracę opartą na wysokim merytorycznym, artystycznym poziomie, wykonywaną z pasją i zaangażowaniem. Hasełka na tych plakacikach są wówczas w ogóle nieadekwatne.
    Nie przeczę natomiast, że pokutują wciąż np. na uczelniach, ale i w kręgach artystycznych tzw. stare postawy wobec kobiet, które próbują coś robić i są w tym dobre. I - uważam, że najlepiej je po prostu ignorowac i robić swoje. Pomogłoby, gdyby np. w świecie sztuki także kobiety wspierały inne kobiety które tworzą wartościowe rzeczy, rozwijają ciekawe dyskursy itp., a nie poklepywaly się po pleckach wyłącznie w towarzystwie wzajemnego umacniania się w przekonaniu, że cos komuś trzeba udowodnić i zeobic następny wtórny projekt o tym, jak jesteśmy dyskryminowane. W końcu - nic łatwiejszego - no i ktoś (Pani?) o tym na pewno napisze;) .
    Czy tym razem wyraziłam się na tyle jasno, by nie narażać się na błędną interpretację?

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Iza, opamiętaj się:
    1. przykład pierwszy z brzegu: rektorem UW czyli największej polskiej uczelni jest prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow.
    2. Pani Macukow jest taka tolerancyjna że, jak pisze jeden z portali: Kobieta ta, zabroniła demonstracji przeciwko rejestracji na UW pewnej mniejszości.
    3. Która z Was w życiu widziała!!! stolnicę, nie pytając już o to, która z Was zrobiła na niej choć jedną, złamaną kluchę?
    4. Dorota Łagodzka: "oficjalne statystyki UE pokazują wyraźnie dużo słabszą pozycję kobiet w społeczeństwie, choćby wysokości pensji, ilość stanowisk kierowniczych i politycznych zajmowanych przez kobiety itd. I bynajmniej obszar sztuki nie jest od tego wolny!".
    No to, Pani Doroto, DO DZIEŁA, nuże poprawiać statystyki UE!! Niech Pani otwiera galerię (jak to mówią "po wuju") i zatrudnia same panie, wyłącznie na kierowniczych stołkach. Tudzież wali im solenną gażę, do tego 13-kę, 14-kę, deputat na węgiel...
    5. Panie są terroryzowane wzorcami z reklam, a panowie to niby nie? Ilekroć spojrzę w lustro to nijak nie mogę dostrzec faceta 195 cm, z ogorzałą na brąz facjatą, i grand kanionem za plecami, że o polowaniu na krokodyla nie wspomnę.
    6. I, drogie panie, dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze! Średnia długość życia płci ciemiężonej i potrzebującej sufrażystki nie pozostawia cienia wątpliwości.

  • Gość 46.134.28.*

    Dlaczego jeden z lekarzy chirurgów na zajęciach ze studentami rzuca dowcip, że kobieta chirurg jest jak świnka morska, ani świnka, ani morska? Dlaczego na konferencji dla chirurgów prowadzący stwierdza, że jest rozczarowany tak dużą ilością kobiet? Dlaczego koleżanka w pracy notorycznie nie dopuszczana do pewnych zabiegów, jako uzasadnienie od kolegów słyszy: skoro chcesz być taka jak my, to nasikaj do umywalki? Dlaczego w znanym dzienniku pojawia się artykuł: Coraz więcej kobiet na Akademii Medycznej, za kilka lat zabraknie chirurgów?

  • Gość: [Kobieta] *.dynamic.chello.pl

    Czekałam na komentarz pana Biernackiego bo nie chciało mi się tego wszystkiego pisać!
    "Nie interesują mnie prawa kobiet ani nie interesują mnie prawa mężczyzn. Interesują mnie prawa człowieka"

  • izakow2

    Na pewno??? Dzisiaj zrobiłam mały test na grupie osób, kóra uważa, że feministki to brzydkie, niedowartościowane, nieszczęśliwe kobiety, które czepiają się niewiadomo czego. Okazało się, że dyskryminacja czarnych jest w zasadzie wymysłem czarnych, a ludzie starzy są gderliwi i sami są winni temu, jak są traktowani przez innych... Jeśli ktoś ma gdzieś prawa kobiet, to ma również gdzieś prawa człowieka.
    Andrzeju, masz rację, że średnia życia kobiet jest dłuższa, dlatego uważam, że mężczyznom też jest potrzebny feminizm czy po prostu równouprawnienie płci. A jak myślisz, z czym ono może się wiązać?

  • Gość: [Kawa-szatan] *.twcny.res.rr.com

    Świetne prace. Ponieważ nie jestem krytyczką sztuki, pozwolę sobie na brak uzasadnienia tej opinii.

    Dyskusja w komentarzach, niestety, dość frustrująca. Komentarz p. Biernackiego przypomniał mi tekst z podręcznika do jęz. polskiego, jeszcze z podstawówki: krótkie opowiadanie, w którym chłopiec próbuje dziewczynce udowodnić, że kobiety są słabiej rozwinięte umysłowo od mężczyzn, bo poza Skłodowską-Curie nie przypomina on sobie żadnych wynalazczyń ani też nie kojarzy żadnych genialnych pisarek i artystek.

    U p. Biernackiego podobne argumenty, o podobnym poziomie, tymczasem powinien on czuć się zobowiązany do solidnej, zdyscyplinowanej intelektualnie analizy jeśli chce debatować nad tym czy feminizm jest potrzebny. Dlaczego? Dlatego, że jeśli ktoś uważa, że jakaś ideologia, filozofia, ruch społeczny (tu: feminizm) ogranicza się do i ma wpływ wyłącznie na jakąś wąską grupę, do której ten ktoś nie należy, nie będzie potrafił ten ktoś poważnie podejść do propozycji tegoż ruchu społecznego. Jeśli p. Biernacki uważa, że feminizm to filozoficzna gierka dla małego, wyłącznie kobiecego grona to nie ma on nic do powiedzenia o założeniach, a tym bardziej potrzebie czy przydatności feminizmu.

    Po co więc włączać się do debaty? W Pana argumentach ubiegła Pana czytanka z podstawówki.

    A tak bardziej serio:

    - feminizm, tak samo jak cechy takie jak np. łagodność, agresja, opiekuńczość - nie jest jakąś metafizycznie biologiczną właściwością płci; tak więc kobiety są bardzo różne (o zgrozo, tak bardzo jak mężczyźni!) - co za tym idzie, rektorka uczelni mimo bycia kobietą będzie potrafiła być beznadziejną rektorką a także bardzo nietolerancyjną osobą

    - problem małej liczby kobiet na wysokich stanowiskach to nie ubolewanie nad brakiem "kobiecej ręki", opiekuńczości, czy innej wrażliwości, która jest powierzchownie kojarzona z płcią - to problem polityki społecznej - problem ograniczonych możliwości rozwoju zawodowego dla kobiet, problem tego, co ja prywatnie nazywam "podatkiem od macicy" czyli systematycznego obniżania płacy kobiet, bo potencjalnie mogą one zajść w ciążę, problem wiązania obowiązków rodzicielskich tylko i wyłącznie z kobietami

    - nie potrafię robić ciasta, bo nie cierpię gotować - nie, nie dlatego, że jestem feministką, dlatego, że umiejętności i zainteresowania kulinarne nie są związane z płcią biologiczną, ale z jednej strony z wychowaniem, a zdrugiej z indywidualnymi preferencjami. Mój mąż gotuje wspaniale i to uwielbia. Może więc niech Pan sam się wyśle do kuchni - nic nie stoi na przeszkodzie, stolnica nie odrzuci Pana przez brak jajników - przysięgam!

    - "zmienianie statystyk unijnych" jest trudniejsze niż powiedzenie "zadzieram kiecę i lecę"; jeśli nie zauważył Pan m.in. nieszczęśliwie zamrożona ustawa parytetowa jest krokiem ku takiej zmianie

    Na koniec jeszcze chciałabym powiedzieć, że powinien Pan poczytać więcej na temat feminizmu zanim zacznie się Pan wypowiadać. Inaczej Pana obserwacje nie będą mieć żadnej wagi ani treści.

  • izakow2

    Popieram!!! I wielkie dzięki za długi komentarz, bo mi często już się nie chce tych rzeczy tłumaczyć.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Dziękuję za miłe Pań komentarze. Żałuję jednak, że tylko pozorują odpowiedzi użyciem w nich mojego nazwiska a de facto w ogóle nie odnoszą się do niewinnych treści moich uwag. Kawie-szatan czyli Pani Serwusowej tego bloga życzę, by wypiła ze spodeczka resztki rozlanego z emocji szlachetnego trunku i spokojnie, z nogą na nodze (natura, natura, natura) poczytała przed odpowiedzią. Zapewne zorientowałaby się wówczas, że moja, istotnie niemęska skłonność do udzielania się w tego typu dyskusjach, a nie np. podejścia znienacka i wyrżnięcia kogoś pałą, nie upoważnia do szermowania, w końcu nie sprawdzonym, argumentem o braku jajników.
    Ale, przyznaję, chwyt z dosadnym opisem adwersarza a nie rzeczowym odpisem na jego argumenty bywa skuteczny, acz nie zawsze. Zakładając nawet, jak Panie sobie życzą, że p. biernacki jest idiotą na poziomie czytanki to jasne jest, że -odwrotnie niż pisze P. Serwusowa - szatan nie kura intelektu: NIE "powinien on czuć się zobowiązany do solidnej, zdyscyplinowanej intelektualnie analizy", bo niby z jakiej racji: co by nie powiedzieć idiota to raczej nie analityk. Toteż ja nie aspiruję, zwłaszcza jako inwalida (bez j...), do żadnych zdyscyplinowanych analiz. Ot, tak tylko zauważyłem, że:
    1. Iza - wykładowca akademicki, plecie coś tam, coś tam, że kobieta-rektor w przyrodzie nie występuje, bo -tymczasem- nie dość że występuje, to jeszcze w największej, polskiej uczelni, przypominam!
    2. Że także kobieta-rektor potrafi być niemiła dla innych mniejszości, zauważam!
    3. Że żadna z dzisiejszych Pań w życiu nie widziała stolnicy (poza tym w ciągłej sprzedaży jest plejada wykwintnych, kolorowych makaronów), polecam!
    4. Że nie tylko -jak chce Dorota Łagowska- "sztuka to suka" ale i hojna dla pań pracodawczyni być nią może, zachęcam!
    5. Że ofiarami terroru reklam także -nader często- bywają panowie, nie ubolewam!
    6. No, i że dłuższa średnia wieku pań, jako funkcja JAKOŚCI ICH ŻYCIA jest statystycznym faktem, rekomenduję!

    Poza tym zakładając, że p. biernacki jest idiotą na poziomie czytanki, nie jest to powód do złości, przeciwnie, należy się cieszyć, boć będzie Wam łatwiej. I dlatego, tylko takich adwersarzy w dysputach Wam, drogie Panie, życzę!

  • Gość: [adam kalinowski] *.icpnet.pl

    ta dyskusja jest niestety co najmniej 30-40 lat spózniona ale niestety tak to jest w naszym kraju że zawsze inni robią za nas co ważne i we właściwym czasie; feminizm, dzisiaj jest poprawny politycznie w Polsce, dlatego tyle osób o nim mówi, a więc o odwadze i przenikliwości to szczególnie nie świadczy; Przykładowo; problemy ze zrobieniem wystawy i akceptacją swojej sztuki, jakie miała moja mama ANNA CYRONEK malarka abstrakcjonistka z POZNANIA za czasów realnego socjalizmu, nie były dużo większe od problemów jakie miał mój ojciec TADEUSZ KALINOWSKI jej partner życiowy a także malarz uprawiający abstrakcję w Poznaniu po wojnie; oni byli po prostu na oucie politycznym i artystycznym w owym czasie.
    Przyszlo im życ w bardzo trudnych warunkach lokalowych ( w małej pracowni żyli i pracowali razem przez 40 lat) a także powtarzam politycznych, gdyż nigdy nie kolaborowali z władzą ( co czyniła przypomnę większośc w takiej lub innej formie) a byli wspaniałymi artystami i inspirującymi się nawzajem i popierającymi się partnerami. Trzeba mówic o heroizmie takich ludzi którzy działali wtedy. Natomiast dzisiaj wiele rzeczy jest znacznie łatwiejszych i jasno widac, że pełne równouprawnianie artystek i artystów w Polsce dzisiaj jest faktem.
    Myślę że ciekawą mogłą by byc dyskusja o korupcji i pewnym nawet niedowładzie umysłowym ludzi pracujących w instytucja artystycznych w Polsce jak ulegają modom albo popieraja podlizujące się im miernoty, bo jak to pewien aktualnie panujący dyrektor galerii miejskiej w wyznał, cytuję: "artysta powinien się cieszyc, że jest w ogóle pokazywany i dlatego powienien płacic za wystawę".

  • Gość 89.79.132.*

    Drogie Panie, niestety, Panowie są w tej dyskusji górą. Zachęcam do poszerzania horyzontów oraz pracy nad adekwatnością argumentów i - stylem wypowiedzi!.
    Jak pisałam wcześniej - wygra JAKOŚĆ działań a nie ilość wzajemnych siostrzanych zachwytów.
    A, zmienło się coś z numerami, ale to pani Chello cały czas tu Wam bruździ. I pozdrawia niezmiennie:)

  • izakow2

    "Panowie górą" - jakie to niskie rozumienie nierówności płci, aż mnie odrzuca... Proszę wybaczyć, ale ja tego nie kupuję. A Pani lekceważy głosy Kuby czy Bromboxa, to też mężczyźni, jak najbardziej prawdziwi. Może się Pani napawać ową "górą", ale jak dla mnie ona jest "parterem".
    Andrzeju, nie wyręcaj się i nie powtarzaj w kółko tego samego. Zadałam Tobie pytanie - jak uważasz, dlaczego mężczyźni mogą potrzebnować równouprawnienia?

  • Gość 89.79.132.*

    To był żart z tą "górą", nie użyłam tego słowa tak, jak Pani bardzo chce je odebrać. I to też pokazuje, dlaczego ankietowani studenci mają tak smutny, jednowymiarowy obraz feminizmu...

  • Gość 89.79.132.*

    Poza tym myślę, że dla dobra dyskusji i tego bloga należałoby sprecyzować, czy mówimy o feminiźmie w sztuce, feminiźmie w świecie sztuki, czy w świecie w ogóle, a może w jakimś wybranym światku, np. lekarzy. Wg mnie te zakresy tematu powinny być jakoś indywidualizowane.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Iza, nie potrafię odpowiedzieć na Twoje pytanie. Dla mnie takie określenia jak: mężczyźni, kobiety czy Polacy nie dają szans jednoznacznej charakterystyki ani diagnozy potrzeb. Są mężczyźni(kutasy), którzy maltretują kobiety i kobiety(głupie cipy), maltretujące facetów(doświadczam w sąsiedztwie). Ci wszyscy mają totalnie w dupie nasze tutaj dywagacje, projekcje Wodiczki, białe groszki Sędziego Gł. i feminizm z maskulinizmem zusammen do kupy. Moim zdaniem te akcje jedynie UTRUWAJĄ atmosferę życia ludziom z natury tolerancyjnym, bo myślącym. Ci z kolei, wrażliwsi i niewinni, przyjmują na siebie niezasłużone cięgi i cierpią za tępą prostotę z gruntu niereformowalnych egoistycznych tumanów.
    Podobnie jak Gość (chello) myślę, że jeżeli już dyskutować to: "należałoby sprecyzować, czy mówimy o feminiźmie w sztuce, feminiźmie w świecie sztuki, czy w świecie w ogóle, a może w jakimś wybranym światku, np. lekarzy".
    Ja myślę, Iza, że Ty jesteś zakażona (przez oblatanego w Jałcie a niepewnego na gruncie natury twórczości, teoretyka Piotrowskiego(?) ) wg mnie trującą myślą, że sztuka powinna zajmować się tym i innymi TEMATAMI WPROST. Mnie zaś, zarażał sztuką Jacek Sienicki, praktykujący malarz: empatyczny, delikatny do przesady, czujący i współczujący (strajkującym studentom służył najpierw przyniesionym z domu, własnym kożuchem a dopiero później ideologią- choć był nagradzany za kręgosłup moralny). Dlatego, sądzę, że choć podobnie myślimy o potrzebie wszelkiego równouprawnienia, będziemy mieli kłopot z najprostszym porozumieniem.

    P.S. Sienicki Sienickim, ale tak się u mnie złożyło, że jeszcze przed Akademią studiowałem malarstwo prywatnie u znakomitej artystki - Basi Jonscher. Na Akademii najzdolniejsi moi koledzy to...KOLEŻANKI, malarki: Zuzanna Tomaś i Basia Kuropiejska (świetne, wyróżnione dyplomy), później jako pracownik ASP pamiętam wspaniałe studentki: malarkę Hankę Jasnorzewską, rzeźbiarkę Ankę Stępniewską, malarkę, konserwatora i ilustratora Elżbietę Bogaczewicz obecnie Biernacką (od 24 lat moją żonę). Do tego wszystkie -jak mawiają męskie, szowinistyczne świnie - przelaski. I choć były przeze mnie szczerze adorowane(artystycznie), kuszone wystawami, sam kupowałem ich prace, wydawałem drukiem, to i tak, nie szykanowane, nie odsuwane, nie obłożone dziatwą, od ćwierćwiecza o nich nie słyszałaś, bo prawie nie pracują. Kwalifikuj to, Iza, jak chcesz. I, sorry za prywatę.

  • lavinka

    Nie wiem jak poprzednicy, ale nie zauważam żadnej dyskryminacji w swoim otoczeniu. Może dlatego,że mieszkam w dużym mieście, gdzie kobiecie łatwo znaleźć dobrze płatną pracę i zawalczyć o dobre stanowisko. Mimo, że mój zawód jest mało sfeminizowany w starszym pokoleniu(w moim już pół na pół), to właśnie starsi architekci traktują kobiety z należytym szacunkiem. Rówieśnicy - z tym jest różnie. Ale to raczej wynik konkurencji, może nawet kompleksów, nie samego podziału na płeć. Bo tak samo żrą się rówieśniczki. Pewnie mam fart. Ale też nie zadaję się z przypadkowymi ludźmi...

    No i uwaga nr 2. Co złego jest w zajmowaniu się domem? Jeśli kobieta lubi, dobrze czuje się opiekując omem i dziećmi, to dlaczego wmawiać jej zacofanie? Nie można generalizować. Mamy wolność wyboru i to się liczy. Że z niej nie korzystamy bojąc się oceny otoczenia - to już inny problem. Powiedziałabym, że to właśnie matki niepracujące są dyskryminowane. A nie daj Bosz urodzą trzecie dziecko, to już normalnie patologia... no litości... Pewnie, że byłoby fajnie gdyby obie płcie zajmowały się po równo dzieckiem. Ale dopóki modne będzie karmienie piersią do matury - dziewczyny będą zdane na łaskę pana i męża. No niestety. Albo albo.

    Wracając do tematu sztuki. Jeśli pani chce zabłysnąć obrażając symbole kościelne, to nie zabłyśnie nawet będąc facetem. Przykro mi, ale nie w katolickim kraju, gdzie krzyż nawet przez ateistów traktowany jest jak symbol, który należy szanować.Ostatnia awantura pod Pałacem to pokazała. Bo przeciwni jego upodlaniu przez oszołomów byli wszyscy. Na sztukę trzeba mieć pomysł. Jeśli się nie ma pomysłu, to się nie robi kariery. A polskie kobiety, umówmy się, robią sztukę słabą. Najlepsze recenzje tego nie zmienią, bo sztukę ocenia widz.

    Jeśli słyszę o polskiej sztuce to zazwyczaj robi ją kobieta. Nie kojarzę ani jednego współczesnego artysty (reżyserów pomijam) mężczyzny. Same baby. Hę?

    No i taki maa uwaga techniczna. Jeśli kobieta pozwala na to by mówić o niej per laska(np.swojemu chłopakowi), jeśli pozwala by ten pluł w jej obecności lub obrażał w obecności kolegów, to niech się potem nie dziwi, że jej nikt nie szanuje. Gdyby dziewczyny już w wieku nastoletnim stawiały wyższą poprzeczkę płci przeciwnej, to nie odczuwałyby braku szacunku w życiu dorosłym. Bo już od małego wiedziałaby, że na brzydkie odzywki należy reagować. Ochrzanem. Nawet jeśli robi to szef, a nawet zwłaszcza. Tak Cię ludzie traktują, jak im na to pozwalasz.

  • izakow2

    Andrzeju, ciekawy komentarz, a najbardziej zastanawia mnie fragment: "Na Akademii najzdolniejsi moi koledzy to...KOLEŻANKI, malarki: Zuzanna Tomaś i Basia Kuropiejska (świetne, wyróżnione dyplomy), później jako pracownik ASP pamiętam wspaniałe studentki: malarkę Hankę Jasnorzewską, rzeźbiarkę Ankę Stępniewską, malarkę, konserwatora i ilustratora Elżbietę Bogaczewicz obecnie Biernacką (od 24 lat moją żonę). Do tego wszystkie -jak mawiają męskie, szowinistyczne świnie - przelaski. I choć były przeze mnie szczerze adorowane(artystycznie), kuszone wystawami, sam kupowałem ich prace, wydawałem drukiem, to i tak, nie szykanowane, nie odsuwane, nie obłożone dziatwą, od ćwierćwiecza o nich nie słyszałaś, bo prawie nie pracują".
    Bo dlaczego, jesli były najzdolniejsze - to o nich nie słyszałam? Dlaczego ich nazwiska są nieznane? Nie były szykanowane, ani obciążone nadmiernie sprawami domowymi, no to co się z nimi działo? Może jest tak, że niektóre kobiety nie chcą robić kariery, ale wtedy zastanowić się warto dlaczego? A były do tego zachęcane? Czy mówiono im, że z tak świetną sztuką mogą zrobić znakomite kariery? Bo wobec tego, jesli jest taka cudowna sytuacja i nie ma dyskryminacji, jak udowadnia moja przedmówczyni, to jednak czegoś tu nie rozumiem. A może niektóre kobiety są strasznie leniwe?
    Do lavinki - to już chyba braki w edukacji, skoro nie słyszałaś o mężczyznach-artystach albo jakas zwyczajna demagogia. A, dlaczego pomijasz reżyserów? Dlaczego wśród nich jest zdecydowanie więcej mężczyzn? Zacytuję: "Hę?"

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Prawdopodobnie, najzwyczajniej tzw. kariera im wisi. Niewykluczone, że właśnie najzdolniejszym dziewczynom kariera wisi kalafiorem. W odróżnieniu od zdolnych facetów, którzy będą się piąć bez względu na rzeczywiste talenta. Zdaje się, to taka sama różnica jak z sikaniem do umywalki? Nie widzę tu roboty dla sufrażystek.

  • Gość: [bolshaja kultura] *.b2b2c.ca

    Szkoda ze to wszystko sprowadza sie do konwersacjonizmu ogolnego i anegtotyzmu szczegolowego. Zadnych badan, cytatow, abaliz. Eh, przeciez wydzialy humanistyczne to kluby poszukiwania dobrego zamazpojscia, wiec szkoly artystyczne moze tez. Jezeli chcecie dziewczyny kultywowac kulture Polski feudalnej, to nie dziwcie sie ze ladujecie "przy mezu". No ale czy wtedy mezczyzni nie byli najprawdziwsi? ;-)
    ...........
    piosenka na otarcie lez

    www.youtube.com/watch?v=NSb1GkcMCrs

  • izakow2

    Ja nie płaczę! Choć stwierdzenie Andrzeja, że kobietom wisi kariera jest co najmniej żałosne. A dlaczego nie wisi mężcyznom? A te kobiety, co im nie wisi, to już nie prawdziwe kobiety, tylko jakieś wynaturzone? W XIX wieku mówiono, że kobiety nie powinny zajmowac się sztuką, bo w wyniku stymulacji mentalnej uschną im macice. Twoja odpowiedź z porównaniem do sikanie do umywalki jest na tym samym poziomie.

  • Gość: [bolshaja kultura] *.b2b2c.ca

    Moje interesuje przede wszystkim feminizm w relacji do epistemologii.

    www.youtube.com/watch?v=qmlYe2KS0-Y

  • Gość: [bolshaja kultura] *.b2b2c.ca

    Spiesze teraz wyjasnic o co chodzi. Sytuacja kobiet jest w podstawowym ( do doprecyzowania - w jakim ?, pytanie do feministek ) uwarunkowana poziomem rozwoju gospodarczego. Ale niektorym pasuje podzial na chlopow ( oraz chlopki ) i na ....., no wlasnie. kogo - "polska pany"? W ten sposob marnuije sie srodki wytworcze.

  • Gość: [bolshaja kultura] *.b2b2c.ca

    ciag dalszy. Uwazam ze w PL jest duzo dobrej woli na rzecz postepu, brakuje natomiast kompetencji A te ktore sa, tona w "niezobowiazujaycych rozmowach", ktore to rozmowy sa pozostaloscia kultury szlacheckiej. Im wiecej rozmawiamy o polepszeniu sytuacji, tym jest gorsza.

  • Gość: [bolshaja kultura] *.b2b2c.ca

    Andrzej Biernacki.

    A co jezeli dziewczyny maja racje, ze jest dyskryminacja i za pare lat wasze corki natrafia na te same problemy?
    Jeszcze wazniejsza jest sprawa tego w jaki sposob paternalizm wplywa na percepcje rzeczywistosci, hierarchie wartosci, relacje interpersonalne, itd.. Ogolnie, sprawy nie wygladaja tu zbyt ciekawie - i to dotyczy wszystkich, nie tylko kobiet.

  • Gość: [Kawa-szatan] *.twcny.res.rr.com

    Pani Izo, podziwiam Pani cierpliwość. Naprawdę mnie smuci spychanie dyskusji na temat feminizmu do przepychanki na temat fałszywych wyobrażeń na temat tego czym feminizm jest. Gdyby temat sformułować jako np. dyskusję na temat współczesnych teoriach etycznych, biorący udział poczuliby się w obowiązku coś przeczytać przed zabraniem głosu (tak mi się przynajmniej wydaje). Tymczasem gdy chodzi o feminizm (który wpisuje się w temat teorii etycznych), dyskutantom najczęściej wydaje się, że jest to słowo-worek, do którego można wrzucać swoje swobodne skojarzenia. Ponadto obowiązkiem feministek i feministów jest według nich odpieranie ataków, więc żądają "oswieć mnie! no dalej, broń się".

    Ich ataki jednakże nie dotyczą naprawdę feminizmu, na którego temat nie starają się niczego dowiedzieć, ale ich mocno uproszczonych wyobrażeń czym feminizm być może jest. Choć kompletnie nie jest tym czym im się wydaje.

    Drodzy Państwo, którzy użyli argumentów takich jak: "skoro niewiele kobiet robi karierę w sztuce, to widocznie kariera im wisi" oraz "ja osobiście żadnej dyskryminacji nie doświadczyłam" - to nie są argumenty, to lenistwo intelektualne i lenistwo w zakresie empatii. Trudno tu też mówić o humanizmie, skoro tak mało w Państwa wypowiedziach atencji i współczucia dla doświadczenia ludzkiego, które Państwo próbują krytykować.

    Jak też można być współczesnym humanistą tak na serio jeśli nie wie się nic o feminizmie - nie wspominając o queer theory, teoriach na temat rasy, studiach nad niepełnosprawnością, posthumanizmie - czyli nie wiedząc nic o teoriach, które kształtują współczesny humanizm i sprawiają, że nadal się on rozwija i ma znaczenie?

    Argumenty przytoczone przez Państwa negują doświadczenia innych ludzi tylko dlatego, że nie jest to Państwa osobiste doświadczenie. No cóż, ja nigdy nie doświadczyłam bezdomności i skrajnego ubóstwa, nigdy nie byłam związana z seks-biznesem, ani nie brałam udziału w wojnie. Co nie zmienia faktu, że bieda, prostytucja i wojny istnieją i los ludzi, których te problemy bezpośrednio dotyczą mnie obchodzi - bo problemy te dotyczą mnie przynajmniej pośrednio.

  • Gość: [Kawa-szatan] *.twcny.res.rr.com

    Przepraszam za kiepskie edytowanie w powyższym wpisie. Wszystkiemu winny pośpiech. Pozdrawiam.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Pani szatan, da Pani deko definicji feminizmu, bo się gubię.

  • izakow2

    A ja staję się fanką Kawy-szatan, bo tak naprawdę to wcale nie mam cierpliwości tłumaczyć, więc nie tłumaczę... Bardzo dziękuję więc za ten wpis.
    A dlaczego Andrzeju Biernacki głupiejesz? Toż to wszystko jasne, co pisze Kawa-szatan.
    Proszę - podstawowe informacje na temat feminizmów z wiki: pl.wikipedia.org/wiki/Feminizm
    A, jeśli chodzi o styatystyki, to proszę bardzo - jest ich całkiem sporo w Raporcie, który został przygotowany na Kongres Kobiet Polskich. PDF to pobrania ze strony: www.stowarzyszeniekongreskobiet.pl/2010/07/raport-kobiety-dla-polski-polska-dla-kobiet-20-lat-transformacji-1989-2009.html
    Poszczególne rozdziały dotycza m.in. rynku pracy, przemocy, zdrowia, mediów. Statystyk tam sporo. Jest tam też moja diagnoza dotycząca kultury.

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Pytanie jest w gruncie rzeczy takie: czy należy zachęcać kogoś do czegoś, czego nie chce? A jeśli tak, to jak? Osobiście jako przeciwniczka taniego dydaktyzmu jestem po prostu za dobrym przykładem, istnieniem dobrych wzorcow. Wg mnie takich, które wcielają w życie feministyczne postawy tak, by odbierano je jako dobry, pozytywny, satysfakcjonujący i dający tzw. szczęście sposób na życie - jest niewiele. To kwestia wiarygodności i formy przekazu.
    Tymczasem obcowanie z kobietą pozytywnie wykorzystującą swoje zdolności, osiągającą JAKOŚCIOWY sukces w swojej dziedzinie, pozytywnie pewną siebie i do tego żyjącą wg własnego wolnego wyboru bez pretensji do calego świata - zawsze zdziala więcej niż powtarzanie jakiejś mantry, ktora nie znajduje pokrycia w życiu (często samych jej autorek!)

  • zakladslusarstwakoncepcyjnego

    Pani Izo

    Pytanie czy feminizm dzisiaj jest potrzebny wydaje nam się chybione. Wymagałoby ono uszczegółowienia, co doprowadziłoby do postawienia wielu różnych pytań. Sami zastanawiamy się raczej, czy sztuka feministyczna jest w ogóle możliwa. Uważamy bowiem że większość współczesnej produkcji artystycznej opisywanej jako feministyczna nie jest feministyczna. Jest to raczej przejaw pewnej maniery intelektualno artystycznej i czysto mechaniczne powtarzanie tematu w sposób, który umożliwia byle tłukowi galeryjnemu zaklasyfikowanie czegoś jako feministyczne lub niefeminstyczne.

    I nie chodzi nam o konflikt jaki targa (lub targał) Żmijewskim. Ubolewał on, że sztuka może być albo autonomiczna (czyli prawdziwie artystyczna, pomińmy szczegóły) lub skuteczna. Chodzi oczywiście skuteczność w sensie oddziaływania społecznego. Nie chodzi nam o to, ponieważ artystki i artyści feministyczni nie usiłują wywołać jakiegoś skutku społecznego. Ich komunikaty skierowane są do odbiorcy galeryjnego, który w zasadzie podziela ich poglądy. Mówiąc o galeryjnym odbiorcy nie chodzi nam o to, że prace pokazywane są zawsze w galeriach. To, co Pani pokazuje we wpisie to, jak rozumiemy, szablony do malowania np. na ścianach, na murach. To jednak niczego nie zmienia. Te produkcje nadal służą tylko do oglądania i bycia ocenianymi jako feministyczne (a do tego jeszcze streetartowe!). Są częścią maniery młodych, wykształconych, z dużych miast. Na wsi nie maluje się takiego szablonu, bo przecież nikt tego nie zobaczy i jakoś tak ogólnie głupio. Patrząc z zewnątrz, można powiedzieć, że sztuka feministyczna rozmawia sama ze sobą, i to nie dlatego, że jest niekomercyjna, ale dlatego że tak jest jej wygodnie.

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Dobry komentarz Ślusarzy! Chcialabym pociągnąć ten wątek w świetle nowego wpisu Pani Izy o nominacjach. Bardzo ewidentna sytuacja, zresztą obserwowana już od dawna: artysci-mężczyźni którzy (a w przypadku dwu nominowanych zdecydowanie tak jest) rozwijają swoją indywidualną, wielotorową, artystycznie coraz bardziej wyrafinowaną twórczość i artystki nominowane bo pokazują, że kobiety "mają problem". To jest wg mnie dla atmosfery wokół kobiet artystyek bardzo zła sytuacja, ustawianie ich pracy w martwym punkcie, umacnianie przeświadczenia, że tworczość kobiet jest wartościowa tylko wtedy, gdy jest jakąś formą grupowej terapii (pozornej - bo jak poprzednicy słusznie zauważają - ta grupa odbiorców akurat najmniej tej terapii potrzebuje). Kończy się na frazesach nie mających pokrycia.

  • Gość: [Kawa-szatan] *.twcny.res.rr.com

    Terapia grupowa?

    To tak się nazywa krytykę feministyczną by umniejszyć jej znaczenie? Nie wiedziałam, teraz wiem i czuję się wzbogacona i zubożona zarazem ;-)

    A może posuńmy się jeszcze dalej i zamiast terapii grupowej mówmy o dziadzie z worem. Tak mnie straszono w dzieciństwie. Gabaryty i istota owego dziada były równie przerażające i niedookreślone jak widma niby-feministyczne wzywane przez niektórych komentatorów.

    Zadziwia mnie, że nikt z Państwa nie zauważył poczucia humoru w tych pracach i ich przewrotności. Ale może Państwo, którzy te prace krytykują tak naprawdę dostrzegają w nich ogromny potencjał - by Państwa straszyć i prowokować do ataków. W takim przypadku są one jeszcze lepsze niż mi się początkowo wydawało ;-)

  • izakow2

    Uważam, że w galerii, w wielkim mieście również takie prace są potrzebne. Odbiorcy, którzy pojawiają się w galeriach wcale nie są z gruntu i z definicji przekonani do feminizmu, podobnie jak w świecie artystycznym, a zwłaszcza na uczelniach młode artystki wciąż spotykają się z dyskryminacją, o czym pisała tutaj m.in. autorka tych prac. Ale, jak widzę, niektórzy komentatorzy tak bardzo są przekonani do swoich racji, że wcale nie mają ochoty czytać argumentów innych osób.
    A co do za bzdura i kto to powiedział, że nominacja grupy Sędzia Główny pokazuje, że kobiety "mają problem". Jaki problem??? I jaka terapia?

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Chodzi o sposób uzasadnienia nominacji. Czekam, kiedy przy nominacji kobiety ktoś napisze "renesansowa osobowość, wizjonerka..." zamiast "aktywistka" itp pochodne. Cały czas w tej dyskusji - co z kolei inni zupełnie ignorują - próbuję podkreślić, że robi się krzywdę kobietom-artystkom doceniając wyłącznie te prace, które odnoszą się do jakiejś formy stereotypu. Tak, uwazam że większość tzw sztuki feministycznej (nie feminizmu jako takiego!) to tematyczna łatwizna pozwalająca wielu osobom poczuć się lepiej w swoim towarzystwie i "zaistnieć" bez sczególnego wkładu własnego, bez ryzyka, które wg mnie powinno cechować dojrzałą postawę artystyczną. I ubiegając protest - tak, wg mnie bycie tzw feministka w swiecie sztuki to zadne dzis ryzyko, nie widzę tez zadnej faktycznej dyskryminacji kobiet w dzisiejszej sztuce (bo chyba nie traktujemy powaznie, ze jakis pan do jakiegos pana cos sobie mruknął - a niech sobie mruczy, jak mowia - co się wysuszy, to się wykruszy - nie podlewajmy więc głupoty nadmiernym zainteresowaniem). A, no i jak powiedział wczesniej pan Biernacki - kobiety tez dyskryminują innych.
    Co do SG chodzi nie tyle o ich faktyczną działalność, co o język mowienia o niej. O tym w komentarzach do tamtego wpisu.

  • zakladslusarstwakoncepcyjnego

    Zgadzamy się, że w galeriach są RÓWNIEŻ potrzebne, ale czy potrzebne WYŁĄCZNIE, albo nawet PRZEDE WSZYSTKIM tam? Niestety w praktyce takie działania ogranicza się do galerii albo bezpośredniego miejskiego sąsiedztwa jakichś ASP, czy różnych alternatywnych klubów. Bo tam ktoś to zobaczy. A na wsi nikt tego nie zobaczy. Piszemy te słowa w cudzysłowie, bo nie oznaczają one tego co w słowniku, a pewną grupę znaczącą dla twórców tych rzeczy. I twierdzimy że ta grupa znaczących odbiorców to wcale nie są te osoby, które najbardziej cierpią przez dyskryminację. Być może o to chodziło panu Andrzejowi kiedy mówił, że Panie, które tu dyskutujecie (najważniejszy target) nie ulepiłyście w życiu kluchy.
    Znamy z nazwiska profesorów artystów rzucających obelżywe seksistowskie żarciki do studentek. Wierzymy też, że nie jest to rzadkie zjawisko. Pytanie tylko, czy profesorowie i studenci są najważniejszą grupą odbiorców takich feministycznych komunikatów. Czy wulgarne żarciki są najgorszą formą dyskryminacji? Czy nawet jeśli uda się przekonać wszystkich profesorów i widzów galerii, że nie wolno dyskryminować kobiet, czy będzie to właśnie to, co najlepiej realizuje feministyczne cele? Czy wtedy ci profesorowie mocą swego autorytetu i intelektu przyczynią się do upowszechnienia takich postaw? Uważamy, że nie i dlatego cała współczesna polska produkcja feministyczna to feminizm pozorowany, odgrywany dla znajomych. Można powiedzieć, że jest to sztuka o feminizmie, ale w żadnym razie nie feministyczna.
    Ostatnia sprawa. To, że ktoś nie jest przekonany do feminizmu, jako pewnej instytucji społecznej nie znaczy, że w gruncie rzeczy nie podziela poglądów feministycznych, czyli że kobiety powinny mieć równe szanse, a ich wykorzystanie lub nie powinno być ich wyborem.

  • zakladslusarstwakoncepcyjnego

    Z jakiegoś powodu wciąż kasuje nam się cudzysłów. Pisząc komentarz słowa ktoś i nikt napisaliśmy w cudzysłowie, na podglądzie cudzysłów też był, a jednak go nie ma. Wyjaśniamy żeby komentarz był czytelniejszy.

  • Gość: [Kawa-szatan] *.twcny.res.rr.com

    Mam pytanie dotyczący komentarza, który cytuję:

    "To, że ktoś nie jest przekonany do feminizmu, jako pewnej instytucji społecznej nie znaczy, że w gruncie rzeczy nie podziela poglądów feministycznych, czyli że kobiety powinny mieć równe szanse, a ich wykorzystanie lub nie powinno być ich wyborem."

    Jak osoba o takich poglądach godzi się z brakiem propozycji na urzeczywistnienie równości, skoro odrzuca wszelkie propozycje równościowe? Logicznie, powyższa propozycja jest ciekawym paradoksem: feminizmem bez feminizmu, takim wydrążonym ideałem.

    Feminizm naprawdę nie jest ani wąskim nurtem, ani też wąską, zorganizowaną grupą aktywistek - jak Państwo sugerują w swoich wypowiedziach. Od feministek i feministów libertarian różni osobę z powyższego cytatu głównie to, że brzydzi ją słowo "feminizm". I to jest kolejny ciekawy temat - jak to słowo zostało zdemonizowane.

    Na koniec tylko dodam, że szkoda, że problematyka płci nie jest naprawdę tak marginalna i łatwa jak wielu komentatorom się wydaje.

    Pozdrawiam, znikam i życzę ciekawej dalszej dyskusji.

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Jeszcze raz: sprecyzujmy, czy mówimy o feminizmie, czy o sztuce ?!!!
    Mądry, świadomy, otwarcie i bez hipokryzji wdrażany w życie feminizm to na pewno wciąż ogromne pole do działania.
    Objawienia tzw feminizmu w sztuce to w zdecydowanej większości płaskie, bezrefleksyjne powtarzanie haseł i formuł (także formalnych), szkodliwe dla postrzegania możliwości kobiet w sztuce.
    Reszta j.w. Też znikam, szkoda czasu.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Otóż to. Feminizm wdrażany - jestem za. Ale budowanie pozycji w sztuce na bazie płaskich feministycznych formuł i takiegoż warsztatu?! Tak właśnie widzę te tutaj szablony: łatwe odbijanki w modnej formule streetpopmonochromo.

  • Gość: [Małgorzata Maciaszek] *.centertel.pl

    Właśnie w tej chwili jest audycja o seksizmie w muzyce w Radio Roxy (105.40).

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Tak, a podobno ten temat jest u nas sekowany.

  • Gość: [Małgorzata Maciaszek] *.centertel.pl

    Plakaty powstały, bo narastała we mnie złość na to, jak kobiety są odbierane w moim drugim zawodzie (jestem chirurgiem). Miałam dość bycia braną za pielęgniarkę (nawet podczas badania pacjenta). Moi koledzy nie mieli takich problemów. Nawet ci najmłodsi. Miałam dość seksistowskich kawałów, z których wszyscy się śmiali, nawet kobiety! Nikt nie wie, jak to jest usłyszeć od kolegi z pracy, że jeszcze kilka lat temu (kiedy pracowało więcej mężczyzn na oddziale), byłabym molestowana, jak to jest słyszeć głupawe teksty: "możesz possać" (czyli użyć ssaka do odessania pola operacyjnego). Kiedy kobiecie nie udaje się czegoś zrobić przy operacji, inni uważają, że nie dała rady, bo była za słaba, kiedy mężczyzna nie podoła - zabieg faktycznie był trudny. Miałam dość pytań, kiedy wezmę się za robienie dzieci, bo taka jest rola kobiety.
    I nie chodzi o lepienie kluch w kuchni. Lubię gotować, ale robię to dla przyjemności, od czasu do czasu, a nie z poczucia obowiązku.
    Próbowałam rozpropagować palakty, chciałam żeby ktoś wsparł finansowo projekt wydrukowania ich i umieszczenia w przestrzeni publicznej. Pisałam do Partii Kobiet. Zaproponowały umieszczenie ich na Facebooku i na ich stronie, ale nie o to mi chodziło. Dużo organizacji odpisywało, że ich na to po prostu nie stać. Chciałam, żeby ludzie na ulicach je zobaczyli, żeby się zastanowili. Niestety, nie udało się to.

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Wrócę jeszcze bo to ciekawe...Chirurg jako "drugi zawód"??! Hmmm...
    Ale nie czepiajmy się słów.
    Można wyobrazić sobie te sytuacje i zrozumieć Pani frustrację, ale może zamiast wprowadzać ją w sztukę w postaci wyeksploatowanych ogólników (i z autorskim podpisem;) warto byłoby rozpocząć debatę o tych konkretnych zjawiskach w świecie medycznym w jakiś faktycznie produktywny, konkretny sposób. Bo to jest problem społeczny, środowiskowy, a nie artystyczny. Patrząc na te fajnie wycięte szablony nikt nie pomyśli o tym, o czym Pani napisała, ale że kolejna artystka się lansuje poprzez "feminizm". Konkretne problemy wymagają konkretnych działań, których sztuka nie zastąpi, tak jak te działania nigdy nie zastąpią funkcji, jaką w ludzkim życiu spełnia sztuka!
    A z drugiej strony - te głupie odzywki można ostro, zdecydowanie ale i dowcipnie zripostować, ewentualnie ignorować, i robić swoje. Skoro jest coraz więcej kobiet chirurgów to i tak ta sytuacja się wkrótce zmieni, prawda? Tak jak zmieniła się w sztuce;). W ogóle kobietom tak narzekającym na ciążenie "opinii publicznej" - te docinki, osobiste pytania i komentarze - zalecam po prostu, by mieć to głeboko... I już. Pozdrawiam.

  • Gość *.dip.t-dialin.net

    pojawiam sie po raz pierwszy i zalaczam epilog, na wypadek jakby wszyscy juz poznikali:

    uwazam, ze feminizm w sztuce badz jesli ktos woli sztuka feministyczna jest nadal bardzo wazny/a w ksztaltowaniu sie kultury. a proces emancypacji jednostki i spoleczenstw/a jeszcze nie zostal w pelni zakonczony a feminizm/sztuka feministyczna jest po prostu niezbedny/a dla jej poprawnego dalszego rozwoju.

    jak zauwazylam, w powyzszych wypowiedziach kilkakrotnie zwracano uwage na potrzebe klasyfikacji feminizmu, na jego zróznicowanie, jego rózne formy i przestrzenie wystepowania. to oczywiscie wazne aspekty, ale nie wydaja mi sie one zbyt istotne w tym wypadku. mozna sie równiez spierac o pojecie sztuki feministycznej i odwartosciowywac wszystko to co sie nie miesci w ramach tego jednego pojecia. ale czy rzeczywiscie o to chodzi? czy kreowanie, doszukiwanie sie i akceptacja róznych pojec sztuki feministycznej nie jest bardziej wydajna? pojecie czy pojecia? singular czy plural? dla swietego spokoju sprecyzujmy trzon, by móc dostrzec rozgalezienia. pomagam: ogólnie mówiac (i bez pretensji na wylacznosc), sztuka feministyczna to artystyczna dzialalnosc zwiazana z sytuacja badz tez problematyka kobiet. to sztuka, która swoja estetyka i dzieki uwolnionej kreatywnosci podminowywuje systemy dyskryminacji i opresji oraz ukazuje grawure patriarchalnych struktur myslenia i zwiazanego z nim postepowania........ ale czy tylko i zawsze?.....i tu pojawiaja sie rozgalezienia.....

    pani maciaszek, dziekuje pani za swietny pomysl i choc nie widzialam pani prac w oryginale, te na blogu pani dr. kowalczyk bardzo mi sie podobaja. równiez dziekuje, za pani ostatni wpis. mysle, ze wszyscy z niego profitujemy.

    a pani, pani dr. kowalczyk, dziekuje za straszna sztuke i za nominacje sedziego glównego ;-)) równiez ciekawam artykulu o malarstwie klaudii urbanek-kekus ;-)

    (agnieszka bulak - po nieudanych próbach zalogowania)

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Pani Małgorzato, po co drukować, wydawać kasę i w formie papierowej kleić jak można te szablony sprayować bezpośrednio na murze czy płocie?
    Po tym, co Pani napisała jestem Pani sojusznikiem, pomimo drobnych zastrzeżeń.

  • izakow2

    Pani Agnieszko, dziękuję za ważne słowa.
    Mam wrażenie, że z tłumaczeniem feminizmu jest jak z przysłowiowym rzucaniem grochem o ścianę. chello pisze odnośnie komentarza Małgosi, że to ważna dyskusja, ale powinna odnosić się do środowiska medycznego. Andrzej Biernacki żąda zrozdzielenia dyskusji o feminizmie w odniesieniu do sztuki i w odneisieniu do problemów społecznych w ogóle. A co wy myślicie, że w środowisku artystycznym nie ma głupich dowcipów i seksistowskiego traktowania młodych artystek? Na przykład jedna z artystek zwróciła mi uwagę, żeby nie pisac o niej jako o uczennicy jakiegoś artysty, bo w środowisku to pojęcie ma jednoznacznie seksualne konotacje. Zbaraniałam.
    Pojawiła się też w komentarzu chello propozycja, żeby owe seksistowskie uwagi ignorować i robić swoje. Żałosne. To jest własnie strategia zadowolonego niewolnika. Chyba chodzi raczej o to, by na tyle uwrażliwić, żeby te odzywki nie pojawiały się i nie deprymowały kobiet w różnych zawodach, czy to w zawodzie chirurga czy zawodzie artystki.
    A zarzut, że Małgosia stworzyła prace o tematyce feministycznej, żeby się wypromować jest zwyczajnie demagogiczny. Każda praca artystyczna, również obrazy kwiatów, psychodelie, abstrakcje powstają po to, żeby się wypromować. Ale nie tylko po to. Tak samo jest i w tym przypadku.

  • izakow2

    I przepraszam za literówki. Spieszyłam się, żeby zrobić dzieciom obiad :-)

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Dla mnie żałosnym uleganiem w stylu niewolnika jest np. niepodawanie nazwiska nauczyciela, z którym nie łączą nas źadne takie konotacje. Przejmowanie się tym co "ktoś sobie pomyśli" czy co głupio chlapnie. Pani Izo, nie ma sensu tak dyskutować, po prostu mamy diametralnie róźne podejście do osobistej wolności. Dla mnie oznacza to niezawisłość, poczucie niezaleźności, nieuleganie wpływom głupoty - także innych kobiet, które teź stać na chwyty poniźej pasa, nie tylko słowne (proporcje zaleźą od środowiska). Nie bądźmy takimi hipokrytkami. Obawiam się, źe po obu stronach są osoby i postawy "nieuwrażnialne", i nie warto marnować na nie nerwow, moźna najwyźej pomyślec nad celną ripostą, czasem działa. Dzisiejsze kobiety nie sa trusiami, sorry, ale wiele z nich to dość agresywne baby;) Choć oczywiście (co podkreśliłam) naleźy reagować w sytuacjach faktycznej dyskryminaji (kaźdej!), na to są procedury i naleźy je wykorzystywać. Warto natomiast propagować te pozytywne postawy - i je inspirować. Jak moźna dać się deprymować przez docinki! Jak ktoś juź wcześniej wspomnia - postawa innych wobec nas jest poniekąd odbiciem naszej postawy wobec nas samych . Może źyję w innym świecie, ale bardzo rzadko zdarza mi sie słyszeć takie docinki wobec mnie, innych artystek czy studentek ze strony męźczyzn. Wielu z nich zachowuje się natomiast normalnie, sama mam wręcz więcej pozytywnych przejawów zawodowej solidarności, wspierania, dopingowania ze strony mężczyzn, niż ze strony kobiet (oczywiście z wyjątkami po obu stronach!) To po prostu fakt.
    Trzeba dawać kobietom poczucie wlasnej wiary w siebie, a nie wzmacniać w nich poczucie zagroźenia ze strony męźczyzn.

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Ja natomiast przepraszam za te ź zamiast ż - zmiana klawiatury i tak wychodzi. A obiad dziś (i bardzo często) robi (ukochany) mężczyzna:)

  • izakow2

    Nie zgadzam się z chello, choć zgadzam się z tym zdaniem: "Trzeba dawać kobietom poczucie wlasnej wiary w siebie, a nie wzmacniać w nich poczucie zagroźenia ze strony męźczyzn". A powiem nawet więcej - i mężczyznom trzeba dawać poczucie wiary w siebie. Mając ją, nie będa dyskryminować kobiet, ani też samych siebie. Tyle, że można to zrobić nagłaśniając, pokazując i mówiąc o tych kwestiach, a nie chowając głowę w piasek, a jak ktoś splunie, udając, że deszcz pada (odnoszę się do innych słów chello: "ewentualnie ignorować i robić swoje").

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Ja jednak cały czas uprzejmie pytam, szczerze solidaryzując się z problemami Pani MM, dlaczego, do kurwy nędzy, akurat sztuka ma być tym jedynym, właściwym rezerwuarem do załatwiania interesów (nawet jeśli ważnych) takich czy innych mniejszości, wykluczeń, holocaustu, głuchych, chorych, uciśnionych, feministek i czego tam jeszcze? Dlaczego wszyscy oni uczepili się sztuki a nie np. hodowli parzystokopytnych czy obróbki skrawaniem. Tzn. ja wiem dlaczego się uczepili, bo sądzą że tu nie ma kryteriów, że tym kanałem można przemycić każde nieudolne gówno, bo i tak niewielu się w tym połapie a i tych niewielu jest społecznie bezsilnych. BO wiedzą, że jak schrzanią obraz to fraszka, a jak spartolą halę w Katowicach czy kolejkę linową, to pójdą siedzieć.

    Osobiście wypierdoliłbym ze sztuki te wszystkie drętwe ILUSTRACJE TEMATÓW które robią w niej za ERZAC TREŚCI a nie za samą TREŚĆ. Wypierdoliłbym wszystkich tych "postępowych" teoretyków z górnolotnymi, naciąganymi tytułami akademickich posad sztuk wizualnych, którzy sami nie mając bladego pojęcia o praktyce sztuki utrwalają w jej adeptach całkowicie mylne przekonanie, że TREŚĆ DZIEŁA JEST JEGO ZAŁOŻENIEM a nie WYNIKIEM. JEŚLI SZTUKA NIE BĘDZIE PRZEKŁADEM, TRANSPOZYCJĄ, TO BĘDZIE TYLKO PUBLICYSTYKĄ - NEUTRALNĄ EMOCJONALNIE INFORMACJĄ LUB ILUSTRACJĄ. BĘDZIE ŁATWIZNĄ, wtrynioną na chama w dziedzinę o wysokim, społecznym prestiżu, wypracowanym przez MAJSTRÓW SZTUKI PLASTYCZNEJ A NIE SPOŁECZNYCH WOLONTARIUSZY Z CHĘCIAMI BEZ MOŻLIWOŚCI.

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Pani lubi ignorować niewygodne argumenty, a odpowiadając używa takich deprecjonujących określeń, które nijak się mają do intencji autora. Nikt nie mówi o chowaniu głowy w piasek czy udawaniu, ale nie trzeba być psychologiem by wiedzieć, że ignorowanie czyichś złośliwości działa skuteczniej niż miotanie się i obrażanie, i marnowanie SWOJEGO czasu na czyjeś frustracje. Można też podejmowac konkretne, skuteczne działania. Ale powtarzać się nie będę. Zdecydowanie zalecam natomiast pozytywne zajęcie się tym męskim samopoczuciem;)
    Pora mi tu dostosowac sie do własnych rad i zakończyć dyskusję ze swej strony.

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Ale jeszcze pod ostatnim wpisem pana AB (pojawił się w międzyczasie) podpisuję się parzystokopytnie!!! - nie bo jest facetem i chcę mu poprawić poczucie własnej wartości, ale po prostu - ma totalną rację! (no moze tych "majstrów" bym kwestionowala ...).

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    I've kissed you're lips a thousand times
    I sometimes see you pass outside my door
    "(C)Hello"
    Is it me looking for?

  • Gość: [bolshaja kultura] *.dynamic.rogerstelecom.net

    Studenci pani Izy maja chyba wiele powodow by czuc sie wybrancami losu, ale ostatnio doszedl im jeszcze jeden - pan Biernacki, ktory swietnie gra role ilustratora ;-)

  • agnieszkabulak

    tresc i jej ersatz?

    inhalt ist der flüchtige eindruck von etwas, eine blitzartige begegnung. er ist wenig sehr wenig, der inhlat (willem de kooning)

    panie andrzeju, proponuje wyjsc z epoki kammiennej i poczytac na poczatek np: against interpretation susan sontag. a jesli pan dobrze wlada niemieckim, to zachecam do theorien der kunst d. heinricha i w. isera. polecam panu równiez, zajac sie lektura savoir vivre, bedac panem od niej bym zaczela.

    chello polecam judy chicago: through the flowers na rozbudzenie uczucia empatii i lekture michela foucaulta jako szanse wyleczenia sie z naiwnosci.

    to wszystko z mojej strony. nie bede rzucala grochem o sciane, ani przebywala w zatrutej atmosferze.

    pozdrawiam i zycze przyjemnej lektury

  • Gość: [bolshaja kultura] *.dynamic.rogerstelecom.net

    Nastepna krolewna; rzuca ksiazeczkami i wychodzi.

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Auć, wraz z poczciwym Foucault'em i mną aż cisnęło o podłogę.
    Hey Jude(y), don't make me cry! Jak tu pozbywac się złudzeń gdy AB tak romantycznie śpiewa...ciepłym barytonem (tak mi podpowiada naiwność ma). Czy to jest zatruta atmosfera???
    "I love you"...ALL!!!

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Nie ma co się krzywić, bo w jednym Pani Agnieszka ma rację. Odkąd przebywam na wsi (dodajmy na wsi kraju pszenno-buraczanego) ozór mam rozpasany nieco ponad zwykłą miarę. Obiecuję go poskromić i zajrzeć, wzorem prezydenta Kwaśniewskiego do savoire vivre'u. Nie obiecuję natomiast, że zajrzę do wskazanych lektur niemieckojęzycznych. Subtelność Pani Agnieszki każe przypuszczać, że proponowane przez Nią lektury są napisane w języku Heine'go a mnie uczono zaledwie w narzeczu okolic Eisenhuettenstadt(DDR).

  • Gość: [bolshaja kultura] 142.243.254.*

    Kiedys probowalem przekonac moich kolegow ze sa czlonkami sekty, ale nie potrafilem zdefiniowac tej sekty. Potem zobaczylem ksiazke pod tytulem "Kult Idealu". No wiec spieracie sie, a nawet klocicie o ideal sztuki. Obawiam sie ze sztuka moze miec to gdzies ;-). To jedno. Dlaczego dziewczyna ma nie robic tego co chce robic? Rzecz sprowadza sie chyba znow do polityki kulturalnej. Powinien byc budzet na malarskosc malarstwa; inny budzet na to co dziewczyny chca malowac, cokolwiek by to nie bylo; i jeszcze inny na sztuke poruszajaca istotne spolecznie problemy. Dopuszczam mozliwosc ze pani Magda dostalaby troche pieniedzy z wszystkich trzech ;-). Na tym filmiku z panem Chwinem minister Zdrojewski mowi ze kultura to skansen PRL-u. Gdy wszyscy jedza z tego samego garnka to nic dziwnego ze wygrywa tata-figura - papa Chwin.
    ................
    Pani Iza troche tu "zawinila" tytulujac wpis "czy potrzebujemy sztuki feministycznej?' i nie definiujac kto to jest "my".
    Ja nie potrzebuje, ty widze tez nie. Ale pani Magda tak i pani Iza tez potrzebuje, wiec to juz sprawa pomiedzy nimi. Wydaje mi sie tez ze spolezenstwo i jego przedstawiciele powinni interesowac sie tym jak czuja sie w nim kobiety, bo to jest barometr. tak zwanego caloksztaltu. Cala sztuka polega na rozroznieniu kiedy jest im zle, a kiedy po prostu marudza ;-)

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    To fajna myśl - i propozycja bardzo idealistyczna:)
    Taki system mógłby pewnie funkcjonować gdyby każda z tych "sztuk" miała swoją osobną infrastrukturę - galerie, krytyków, nagrody...itp. Tymczasem nalezy uczciwie przyznać, że te moze chwilami zbyt zażarte dyskusje powodowane są wlaśnie faktem, że bardzo różnie postrzegające swe kryteria "światy" muszą dzielic się jedną "pulą" - nie tylko pragmatycznie rozumianego systemu rynkowego, ale i emocjonalnej możliwości twórczego spelnienia się. No i zgadzam się - dobrze jest jednak nie uogulniać zbytnio swych wlasnych potrzeb, bo to czuć demagogią, która budzi taki bunt. Zacznijmy może mówić za siebie, to zaraz zrobi sie przyjemniej.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    No i każda ze sztuk ma osobną infrastrukturę. Niektórym ona wisi, innym doskwiera a jeszcze inne potrafią ją trzeźwo zdyskontować.
    A serio: myśl z podziałem budżetu autorstwa bolshej kultury może i niezła ale póki co mamy jeden budżet i póki co służy wszystkiemu z wyjątkiem utalentowanej twórczości.

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Przeczytałam właśnie wywiad z Izabelą Filipiak w przedostatnich WO. W kontekście tej dyskusji polecam szczególnie końcówkę - gdzie pisarka mówi o tańcu. I ostatni komentarz - "robię to, co mi sprawia przyjemność". Wspominam o tym bo to fajny przykład afirmatywnej "walki" ze stereotypem. To taki okrężny komentarz do autorki tych tu prac, i obrazowy przykład tego, o czym pisalam wcześniej.

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Dla uściślenia (bo doszło do mnie w kommetsach do kolejnego wpisu że ktoś się tym bardzo hm...wzruszył w relacji do mojej osoby Chello) - to o przyjemności to też cytat z wywiadu. Choć na pewno podzielam w ramach swych preferencji wszelkich;)

  • Gość: [bolshaja kultura] *.b2b2c.ca

    No ale kto i dlaczego sfinansuje te masturbacje ( ze nazwiemy rzecz po imieniu ), mlode Polki co pracuja w Hamburgu na druga zmiane?

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    A jednak Pan nie czytał. Chyba chodzi o inne przyjemności bo ta o której Pan pisze jest akurat gratis.

  • Gość: [bolshaja kultura] *.b2b2c.ca

    Koncowke czytalem zeby zrozumiec pani komentarz i nie wyjmowac z kontekstu;
    artykulu juz nie, bo ogladalem teledysk

    www.youtube.com/watch?v=xat1GVnl8-k

    a potem komentowalem post na blogu pani Magdy Ujmy.




  • Gość *.dynamic.chello.pl

    No tak, ma Pan dużo zajęć;)

  • wentyl77

    Feminizm nie jest potrzebny ani w życiu, ani - tym bardziej - w sztuce, która nie znosi ideologii.

    Sztuka jest najsilniejsza tam, gdzie nie ma ideologii, doraźnych interesów, publicystyki, haseł. Pierwsza część powieści "Pele zwycięzca" jest arcydziełem, a druga - już strasznym gniotem, bo autor robi z młodego bohatera komunistę i każe mu wygłaszać hasła równościowe.

    Tak samo feminizm w sztuce pozbawia ją siły, uniwersalnego wymiaru, a sprowadza do roli narzędzia w walce polityczno-społecznej, w dodatku - w imię głupiej ideologii równouprawnienia.

    Równouprawnienie nie jest możliwe, bo nie chciała tego sama natura, obdarzając nas pięknymi różnicami, których harmonijne połączenie przesądza właśnie o naszym człowieczeństwie. Pokonanie różnic za pomocą haseł równouprawnienia, parytetów i odgórnych ustaw jest niemożliwe, a promowane przez polityków tylko z czystej demagogii. Sztuka feminizmu jest właśnie taką - wprawdzie zakamuflowaną, przetworzoną - demagogią, nową perwersyjną utopią dla głupich mas.

    A sam feminizm jest tylko rodzajem nerwicy na tle seksualnym - drogie panie, nie zaznałyście miłości ojca, bo nie pozwoliła na to Wasza matka.

  • Gość: [Małgorzata Maciaszek] 150.254.181.*

    Hip Hip Hura!
    Na cześć autora poprzedniego wpisu!
    Porzućmy feminizm!
    Bądźmy seksowne!

    www.youtube.com/watch?v=t9GQ4sFggTA

  • wentyl77

    A może jakieś merytoryczne odniesienie się do argumentów?

    Ps. Nie widzę przeciwwskazań, aby kobieta była seksownym chirurgiem...

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Z zestawu merytorycznych argumentów panie mogłyby wyrżnąć pałą ale internet nie umożliwia takiej ewentualności.

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci