Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Zapisane na ciele - Bojaźnie Pawła Matyszewskiego

izakow2

 

W poznańskiej galerii Piekary do końca lutego można oglądać wystawę Pawła Matyszewskiego pod tytułem Bojaźnie. O tym artyście wspominałam już na blogu, między innymi przy okazji zdobycia przez niego statuetki Srebrnej Ostrogi w Ogólnopolskim Przeglądzie Malarstwa Młodych PROMOCJE zorganizowanym przez Galerię Sztuki w Legnicy.


 

Dla mnie Matyszewski jest jednym z ciekawszych młodych twórców. Dokonuje on przemieszania gatunków i konwencji, jego obrazy można odnieść zarówno do fotografii, jak i rękodzieła, niektóre jego prace uznać można bardziej za obiekty niż obrazy w tradycyjnym sensie. Na ich powierzchni odnaleźć można bowiem wypukłości, wklęsłości, a niekiedy też materię pochodzącą z zupełnie innego obszaru niż porządek obrazowy (np. ludzkie włosy).


 

Przez to te obrazy stają się niezwykle haptyczne, prowokują do tego, aby je dotykać, głaskać. A jednak są one subtelne, minimalistyczne i niemal abstrakcyjne. Ale budzą emocje i nie pozwalają na obojętność. Wynika to z tego, że wiele z jego płócien przypomina ludzką skórę: z tatuażami, bliznami, zranieniami, siniakami, żyłkami rysującymi się pod skórą, startym czy zniszczonym naskórkiem. Historia, którą przedstawia artysta jest historią bezpośrednio odbijającą się na ciele. Wyjątkowe jest zróżnicowana kolorystyka tych płócien oraz ich abiektualność (wydaje się, że faktycznie mamy do czynienia z ludzkim ciałem!). Artysta przekracza w ten sposób granice między porządkiem obrazowym a realnym (cielesnym).


 

Niezwykły autoportret artysty, również namalowany na podłożu przypominającym ludzką skórę, dodatkowo wyposażony jest w prawdziwe włosy. Cielesność tych obrazów jednocześnie przyciąga i odpycha, fascynują niezwykłe wzory namalowane na płótnie/ciele, przeraża zaś wyraźnie zaznaczone zranienie, degradacja cielesnej tkanki posunięta niekiedy tak daleko, że wydaje się ona już martwa. Zarazem artystyczna wypowiedź Matyszewskiego jest bardzo osobista, intymna. Obrazy te mówią o zranieniach, lękach, bólu, ale i nadziei.


 

Płótno zatytułowane „Agorafobia” przypomina fragment ludzkiego ciała, które zostało dotkliwie pobite. Pojęcie agorafobii oznaczające lęk przed przestrzenią zewnętrzną, otwartą zostało użyte nie w sensie klinicznym, ale społecznym przez Rosalind Deutsche. Wskazała ona na praktyki niedopuszczające do ujawnienia problemów grup zmarginalizowanych w sferze publicznej, na zakaz reprezentacji formułowany w odniesieniu do mniejszości, w tym mniejszości seksualnych. Opowieści Matyszewskiego są opowiadane właśnie z punktu widzenia osoby, która odnajduje w sobie nieadekwatność, nie jest w pełni akceptowana, spotyka się ze społecznym odrzuceniem.


 

W subtelny sposób wprowadza on do swych prac wątek homoseksualnej miłości (przede wszystkim w obrazach przypominających ścienne makatki), ale jednocześnie w jego pracach pełno jest niedopowiedzeń i tajemniczości. Można powiedzieć, że emocje i uczucia ukryte są tutaj pod skórą.

 

Komentarze (21)

Dodaj komentarz
  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    "Miłość i zgoda domu ozdoba", ale...
    rany i strupy ozdoba do dupy

    Ciekawe kto pierwszy pójdzie dalej , i zamiast włosów, co nie jest -przyznajmy- trudne, przyklei do płótna jakiś -mam pewne propozycje- organ.

  • Gość *.adsl.alicedsl.de

    to chyba nie ma za bardzo szokowac, a doklejane fiutki były już pierdyliard razy. Mi się skorzaste obrazy bardzo podobają po prostu

  • izakow2

    Marc Quinn poszedł. Autoportret z własnej krwi, niestety już roztopiony ponoć przez Nigellę Lawson. Możliwe, że nie mogła znieść tej pracy w kolekcji swego męża. Aha, no Quinn i użył ponadto łożyska swojej żony aby zrobić portret nowonarodzonego dziecka...

  • Gość: [Apostołka 21 wieku] *.lublin.mm.pl

    Patrzę na autoportret Matuszewskiego. Piszesz, Iza o zacieraniu granic między obrazem i ciałem na rzecz dowartościowania ciała przez tę twórczość. A mnie przykuwa być może mniej nasuwająca się dwukierunkowość relacji ciało obraz (powyższy komentarz autorstwa AB kłoci się z tą sztuką, myśle). Bo tu jest też ciało, które ma cechy obrazu (może mnie zawodzi oko, patrzę na reprodukcje, ale okolice klatki piersiowej wyglądają jak żyłkowanie werniksu pojawiajace się wraz z upływem czasu [ale moge mylić prawdziwe włosy, o których piszesz...]). Nasuwa się też skojarzenie ze sławnym rysunkiem Leonarda "Homo Vitruvianus" z 1490, poszukiwaniem uniwersalnego obrazu-rozmiaru człowieka (mężczyzny). Jeszcze bardziej uwewnetrzniony (w sensie kompozycyjnym), a jednocześnie obnażony i jakby bezbronny jest obraz mężczyzny Matuszewskiego, który wchodzi w subtelną grę międzyobrazową z Leonardem. Kontury obrazu-człowieka są tu miękkie, nie-tak-definitywne, jego odchylone do tyłu dłonie stapiają się z tłem, które jest z tej samej, różowej substancji...jakby obrysowany z czegoś większego, ciała matki. U Leonarda to człowiek wyznacza granice własnego obrazu, u Matuszewskiego podkurczona pozycja w jakiej został namalowany (przypominająca embrionalną) pokazuje, że mężczyzna spokorniał: jego stopy płynnie wtapiają się otaczające go środowisko, w lewa wyciągnieta w góre ręka odgięta jest w tył jakby w ochraniającym geście. Przychodzi mi na myśl jeszcze jedna różnica ustanawiania w akcie twórczym własnej tożsamość (skoro jest to autoportret). Piszesz też o abstrakcyjnej jakości tej sztuki. Tworzony w większości przez facetów abstrakcyjny ekspresjonizm i w ogóle maskulinistyczny dyskurs abstrakcji jako odniesienie dla organicznych prac Matuszewskiego. Bo co ma tu miejsce to transcednowanie organicznego i uorganicznienie tego, co jest odmienne od ludzkiego ciała, choc jak ono problematyczne, niejednoznaczne - obrazu. Zatem, powracając jeszcze raz do Leonarda, na nowo określona zostaje "ludzka skala", sprowadzona z wieczności w relacyjny wymiar czasu, cielesności. Ale najbardziej lubię sposób, w jaki ten obraz "wyciąga do mnie rękę". Pozdrawiam

  • izakow2

    E., tu super interpretacja, bardzo to ciekawe, co piszesz!!! Masz rację, że to jest dialog z tradycją malarstwa i zanegowanie fallicznego aktu malowania.
    Ale z drugiej strony, jest w tych obrazach również coś, co kojarzy mi się z "Pachnidłem" Suskinda. Pytanie, jak daleko i jak bardzo można zjednoczyć obraz i ciało... Do jakiej granicy można dojść? Albo wręcz, czy można ją przekroczyć? Ja zresztą w tym kontekście rozumiem sarkazm AB.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Iza, wytłumacz poczciwemu pojęcia: "falliczny akt malowania" i "abstrakcyjne jakości" bo ni wuja nie jarzę

  • izakow2

    Ani mi się śni! Na ten temat np. Lynda Nead, "Akt kobiecy, sztuka, obscena i seksualność". A na temat samego Pollocka - tekst Leszkowicza pt. "Sexy Pollock": www.dsw.muzeum.koszalin.pl/magazynsztuki/archiwum/nr_21/archiwum_nr20-21_tekst_2.htm

  • Gość: [K.] 85.11.107.*

    :) niech Pan przepuści to przez akt swojego bejkonizmu i fallicznych aktów komentowania tego bloga - i wszystko stanie się jasne

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Jeśli, żeby zrozumieć, mam czytać Leszkowicza, to sorry.
    Gość K. - Faktycznie, wolę tych z malarskimi jajami (obscena, akt), którzy nie muszą dołączać do obrazków tasiemcowych instrukcji obsługi różnych, ślepych naukowców

  • Gość: [Apostołka 21 wieku] *.lublin.mm.pl

    Zatem byłoby to również cialo utożsamione z obrazem, który w pewnym sensie pozbawia zapachu ciało kobiety... ;-) chciałabym coś więcej napisać. ps. oczywiście błąd w nazwisku artysty popełnilam, sori.

  • Gość: [No Tyn] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Biernacki jak zwykle pierdolisz zawistna małpo!!!

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    to raczej napalony pierdoli a nie zawistny, zatem pomyśl pan trochę panie kNotyn zanim się wyrwiesz do mikrofonu. Zawistny dlatego właśnie jest zawistny, bo nie pierdoli.

  • Gość: [No Tyn] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    no tak moze dlatego Pliagiandrzeju Bejkonacki pierdolisz bo zamiast klawiatury używasz mikrofonu.

  • izakow2

    Spokojnie chłopcy! Proszę nie wyzywać się tu bez sensu i nie łamać netykiety, a najwyżej umówić się na danie sobie po razie i już ;-) Wiem, co mówię, bo trenowałam sztuki walki.

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Bez sensu byłoby dawać sobie po razie z jakimś tępym chamiskiem. Żeby była jasność, u kNotyna nie drażni mnie jego rynsztokowy język, tylko sznyt inteligencji wioskowego tłumoka. Słowem: niech się palant pieni, niech wierzga, nawet niech obraża ale z jakimś nadrzędnym pomysłem. Bo wleźć na stronę kogoś podpisanego nazwiskiem by potem, ukrywając się za nickiem klepać bełkot bajek o bejko- potrafi każda menda o najprostszej konstrukcji ducha.

    Powracając jednak do Matyszewskiego, dobrze się stało, że prócz tych kadrów sadła czy może budyniu podlanego krwistym roztworem, autor pokazał konturem wycykany akt z przykrótkimi kończynami. Wylazło jak na dłoni, że fragmenty wymagające talentu, łapy i oka flekowane są zaledwie konwencjonalną dukaniną (nie)smacznej obwódki, której niewiele pomoże łatwizna "awangardowego" wklejania owłosienia we właściwe miejsca.
    Wylazł tu przy okazji podstawowy defekt stosowania do sztuk wizualnych filozoficzno- publicystycznych filtrów. Przecież i tak na samym końcu, zarówno namysł jak i bezmysł otrzymują NAOCZNĄ formę plastyczną, do widza trafi goły obiekt estetyczny. Niestety bezlitośnie analizowalny.

  • tk1891

    Wielkie dzięki dla Autorki za przybliżenie twórczości Matyszewskiego, oglądając materiały Arsenału
    galeriaarsenal.wordpress.com/2010/12/16/czerniawska-matyszewski-wernisaz/pawel-matyszewski-2/
    galeria-arsenal.pl/wystawy/pawel-matyszewski-gatunek.html
    nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ma się do czynienia z wielowarstwowym i ciekawie przemyślanym działaniem, widać indywidualnie przetworzone wpływy chociażby z Tuymansa, czy 'nowej' surrealności - zresztą jeśli poszuka się w necie wcześniejszych prac PM, widać wyraźnie ewolucję od powielania pewnych 'surrealnych' klisz (chaotyczne, niezorganizowane i trochę 'studenckie' struktury) do spójnego komunikatu (świetna uwaga Apostołki o abstrakcji ekspresyjnej a rebours).

    Pozwolę sobie dorzucić kamyczek do dyskusji nad obecnością ciała i cielesności wprost w pracy artystycznej
    boingboing.net/2009/06/17/whatever-happened-to-1.html
    Pozdr.:,

  • Gość: [No Tyn] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Biernacki jestes tak wielkim DEBILEM na skalę nieudolności twoich "zczerstwialych" podróbek malarskich, ktoś ci za to badziewie chucha do ucha? Przyganiał kocioł...rynsztok podłapałem od ciebie o tym już pisalem wczesniej przy okazji gdy obrażałeś innych zdolnych artystów.
    Niejaki Matyszewski choć dopiero debiutuje już daleko poza Twoim topornym myśleniem i sprawnością manualną.

  • Gość: [adolf] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Boże, czy wszystko trzeba ciągle podpinać pod walkę płci, falliczne, niefalliczne, socjologiczne, ble. Mam wrażenie jakby większość tych współczesnych artystów mogła zabrać się po prostu za pisanie książek. To czym głownie zajmuje się obecnie sztuka powinno należeć do socjologów. A sztuka właśnie chyba jest tam, gdzie pojawia się coś czego powiedzieć się nie da, coś nieuchwytnego, tajemniczego( tak powiedział ostatnio jeden stary Niemiec w jakimś programie na planete, a ja wierze Niemcom, bo mam kompleks mniejszości). wracając do artysty wyżej , jakoś nie wywołał on we mnie wewnętrznego uderzenia, wydaje mi się, ze jest kolejnym przykładem pójścia za koniunkturalnym ciosem.

  • Gość: [schodydodnieba] *.sdsl.bell.ca

    A czy wy z Biernackim nie moglibyscie przeczytac jakiejs nowej ksiazki? Bo ta juz znamy.

  • izakow2

    Adolfie, nie myl prac z ich interpretacjami. Ja uważam, że w tych akurat obrazach pojawia się coś tajemniczego i nieuchwytnego.

  • Gość: [adolf] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    hmm, każdy artysta w zakłada już interpretacje w tym co robi(przynajmniej jakiś jej ogólny zakres). Tak mi się wydaje, nie jest przecież tak, ze ludzie robią prace, a krytycy interpretują je niezgodnie z ich intencjami w jakimś socjologicznym duchu. To byłby niezły absurd... Chociaż nie wiem, być może taka "ciotka Kena" Libery powstała z jakichś czysto teologicznych przemyśleń na przykład:). kto wie. W tym sensie trudno jest mylić pracę z jej interpretacjami.
    Wracając do tego co Pani napisała, że te prace mają w sobie jakąś intrygującą tajemnice, oczywiście każdy może zauważyć w danym dziele coś co go przyciągnie, ale to banał, który już wszyscy czytający tego bloga myślę wiedzą. Cóż ja nie zauważyłem w nich nic tajemniczego, być może to przez to, ze nie widziałem ich na żywo. Wydaja mi się za to nieco wtórne porostu, idące za modą- mięsistość, wnętrze, włosy.. to tak jak na akademii kilka lat temu wszyscy łupali obrazy z rzutnika, ale nasza narodowa wtórność to mam wrażenie problem na szersza dyskusje.

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci