Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Anatomiczni męczennicy i Wenus

izakow2

 

Wskazuję tu dość często na reprezentacje ciała, pojawiają się głównie przykłady z obszaru sztuki lub kultury popularnej. Jednak jest jeszcze jedna dziedzina wyraźnie zainteresowana ciałem. Jest nią medycyna i mimo, że wydaje się być odległa od sztuki, w sferze reprezentacji odnaleźć można podobne reguły. Chodzi mi o rysunki i figury anatomiczne, które ukazują zmarłych jak żywych (niesamowite jest zresztą, że te dawne przedstawienia mają wiele wspólnego ze współczesnymi przedstawieniami Living Deads, a więc żywych trupów z filmów o zombie). W dawnych przedstawieniach anatomicznych zarysowują się ciekawe (ale zarazem przewidywalne) różnice w przedstawianiu płci.


Przedstawiając męskie figury anatomiczne odwoływano się najczęściej do jednej z artystycznych konwencji przedstawiania męskiego ciała, jaką był Pathos (cierpienie). Konwencję tę opisuje Kenneth Clark, wskazując, że ukazuje ona ciało pokonane przez ból, a zarazem wyrażać ma triumf ducha nad materią. Clark przywołuje przedstawienia związane z męką Chrystusa, którego ciało najczęściej przedstawiano w momencie śmierci na krzyżu, ze zwieszoną głową, poranione i wycieńczone, ale jednocześnie niosące ze sobą znaczenia transcendentne.  W tej samej konwencji ukazywani byli w sztuce święci męczennicy. I to właśnie ta konwencja stała się bazą dla przedstawień anatomicznych.  Wydaje się, że szczególnie chętnie sięgano do ikonografii św. Bartłomieja Apostoła, męczennika, który został żywcem odarty ze skóry i ukrzyżowany. I tak na przykład w rysunku z podręcznika anatomicznego Huana Velvedere de Amusco z 1559 roku, ukazana została stojąca męska postać, trzymająca w jednej ręce zdartą skórę z widocznymi rysami twarzy, a w drugiej – nóż.


 

Zarówno skóra, jak i nóż są atrybutami św. Bartłomieja i pojawiają się na obrazach i w rzeźbach prezentujących tę postać, np. Marco d'Agrate, Figura Św. Bartłomieja, 1562, Mediolan:


 

Również w przypadku innych przedstawień anatomicznych ukazujących męskie ciało, które nie odwołują się już wprost do ikonografii św. Bartłomieja, można zauważyć, że gestykulacja, ekspresja, które pojawiają się w tych przedstawieniach, kierują naszą uwagę przede wszystkim na aspekt cierpienia, np. Clemente Susini, figura woskowa, późny wiek XVIII:


 

Męskie ciało pozbawione jest znaczeń seksualnych, inaczej dzieje się natomiast z ciałem kobiecym. Postacie kobiece – ukazane są jako bierne, poddające się spojrzeniu, w konwencjach odwołujących się do aktu kobiecego (np. kobiece figury woskowe Clemente’a Susiniego, a także inne przedstawienia tzw. anatomicznych Wenus).


 

Istotne jest też to, że przedstawienia anatomiczne ukazują kobiety jako wciąż żywe. To właśnie te figury ukazują najbardziej przenikanie się dyskursu medycznego i artystycznego. W jednym i drugim narzędziem badania ciała jest spojrzenie, które opanowuje ciało i wnika do jego wnętrza. Wiele z tych figur zostało skonstruowanych na zasadzie warstwowej, gdzie zdejmowane są kolejne warstwy ciała (np. powłoki brzuszne), aby wniknąć do wewnątrz i zobaczyć kolejne wewnętrzne organy.


 

W obu dyskursach ciało ulega estetyzacji. Kobiece figury ukazują najczęściej młode i piękne kobiety. Można odnaleźć tu odwołania do wyobrażenia bogini miłości Wenus (co potwierdzają też tytuły tych figur) i korzystanie z nowożytnej ikonografii Wenus (można znaleźć nawet dalekie odwołanie do Wenus z Urbino Tycjana, 1538). Jest też w tych przedstawieniach zawarty erotyzm. Dlatego można powiedzieć, że nawet ciało otwarte, ciało w dyskursie medycznym ulega fetyszyzacji (w przypadku figury poniżej spojrzenie przyciąga naszyjnik pereł na szyi owej anatomicznej Wenus).


 

Oczywiście należy wskazać też na różnice – sztuka ukazuje ciało zamknięte. Jak powiada Lynda Nead w przypadku kobiecego aktu – granice ciała musiały być szczelnie zamknięte, aby nie wydostały się z niego żadne obrzydliwości i brud. Chodziło tu o opanowanie nieokiełznanej cielesnej materii. Medycyna natomiast przedstawiała ciało otwarte, dostępne badawczemu spojrzeniu. Wbrew pozorom jednak oba sposoby pokazywania ciała tak bardzo się od siebie nie różnią. Mario Perniola, analizując erotyczne znaczenia różnych rodzajów przedstawiania ciała, za podstawowe dla swej analizy obiera pojęcie stroju, ubrania. Interpretując przedstawienie rzeźby Ekstaza św. Teresy Berniniego (1652), zauważa, że tunika świętej pełni funkcję erotyczną, odnosi się do erotycznych znaczeń samego ciała. Nagie ciała z kolei przedstawiane są tak, że ich powierzchnia pełni często funkcję stroju. Podobną funkcję odnajduje Perniola także w przedstawieniach anatomicznych (autor analizuje rysunki z podręcznika Anatomia humani corporis (Anatomia ludzkiego ciała) Govarda Bidloo, opublikowanego w Amsterdamie w 1685 roku). Rozcięcie ciała przyrównane jest do jego rozebrania (zdejmowanie kolejnych warstw) w celu ukazania muskułów i organów z ich „krańcowym, erotycznym urokiem”.


 

Warstwy skóry są odsunięte na bok, jak warstwy ubioru. Perniola zauważa, że wnętrze kobiecego ciała prezentowane jest jako czyste i bezkrwawe, organy ukazane są w równie estetyczny sposób, jak widoczne w tych rysunkach piersi, sutki, wagina, podkreślony jest miękki modelunek obłych form wewnętrznych organów. Sposób ich przedstawiania przypomina sposób ukazywania materii, tkaniny. Dlatego także wnętrze ciała jest w tych anatomicznych rysunkach przedstawiane jako rodzaj stroju. Perniola konkluduje: „wszystko jest tkaniną, ubraniem do samego końca”. Dobrze ilustruje to również terakotowa figura wykonana przez Giovan-Battistę Manfrediniego (1773-76), gdzie ukazana została stojąca  ciężarna kobieta z rozciętym brzuchem.


 

Przytrzymuje ona rękoma warstwy rozciętej na brzuchu skóry, tak jakby rozsuwała suknię. To pojmowanie ciała jako stroju wynika z metafizyki, zakładającej, że nasze ciała pełnią funkcję ubrania dla duszy, będącej istotą nas samych.


Ciekawe odwołania do tego rodzaju reprezentacji ciała pojawiają się też w samej sztuce, bezpośrednio można je odnaleźć u węgierskiej artystki Orshi Drozdik, o której pisałam już na blogu.



Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • Gość: [WB] 62.244.158.*

    Natychmiast mam przed oczyma "Księgi Prospera" Greenawaya. Dziękuję za - kolejny - arcyciekawy post.

  • Gość: [rododendron] *.play-internet.pl

    Od razu widać również postęp w przedstawianiu ciała ludzkiego, jeżeli chodzi o talent, który pozwalał uchwycić twarz postaci obnażonej doszczętnie. Pewnie jest to również zabieg celowy, aby nieciekawie wykonana twarz nie rozpraszała tego, co było istotą przedstawienia , czyli wnętrze człowieka. Jest to wysoko niepokojące.

    Kiedyś bodajże w wieku XVII/ XVIII wykonywano niemal perfekcyjne figury anatomiczne z wosku, są tak zachwycające i przerażające w wykonaniu, że spreparowane ciała w wykonaniu pewnego pana no niestety wysiadają (z całym szacunkiem dla martwych, poświęconych temu "działaniu" ciał ludzkich). I tak np. ścięgna były pozłacane płatkami złota, żyłki w oczach wykonywanie z cienkich jedwabnych nitek...
    Ale i tak jak patrzę na wszystko to , co tutaj pokazane , to i tak zaczynam słabnąć.
    Okropne.

  • izakow2

    Dziękuję za ciekawy komentarz. Co do słabnięcia - to w końcu straszna sztuka, potrzeba więc mocnych nerwów ;)

  • vontrompka

    najpierw "jeszcze jedna dziedzina" rozbawiło.
    ale potem - oj. ojej.

  • Gość: [schody_do_nieba] *.dsl.bell.ca

    Duzo sie mowi/pisze o sztuce. Tak samo o wielkich artystach. Niewiele widze na temat obrazowania czy artyzmu.

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci