Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Documenta XIII - próba ucieczki poza wizualność i kulturę

izakow2

 

Documenta XIII w Kassel to z jednej strony wystawa nadmiaru – prac, znaczeń, wrażeń, opowiedzianych historii i zaanektowanej przestrzeni. Obejrzenie wszystkiego wydaje się niemożliwe w przeciągu dwóch dni zarezerwowanych dla prasy, zaś przejście rozległych obszarów parku, dworca, a także poszukiwanie niektórych miejsc ekspozycyjnych wymaga niezwykłej kondycji i wytrwałości.

 

Na wystawie pojawiają się prace mówiące o nadmiarze obrazów, o wizualnych muzeach wyobraźni, jak ręcznie malowane obrazy Yana Lei:

 

 

- o ilustrowanej historii współczesności - Nanni Balestrinni i jego film trwający 2400 godzin:

 

 

- jak i o popularnej ikonosferze  - Geoffrey Farmer:

 

 

- o rzeczywistości utkanej z obrazów, jak kilimy czy arrasy, które można podziwiać we Fridericjanum.

 

(Goshka Macuga)

 

(Hannah Rygen)

 

 

Każe to przywołać ideę „Atlasu” Aby Warburga, do którego nawiązywały już Documenta XII.


Jednakże ta wystawa wskazuje również na kompromitację obrazu, na fakt że dzisiaj większe znaczenie od kunsztownie namalowanych obrazów czy mozolnie utkanych kilimów mogą mieć zdjęcia z telefonu komórkowego. O tym mówi niezwykła praca Rabiha Mroué „Pikselowa rewolucja”.


O tej pracy pisze Dorota Jarecka:


"W Staatstheater w Kassel ten libański reżyser i aktor prowadzi wykład ze slajdami. Na YouTubie pozbierał filmiki kręcone telefonami komórkowymi w czasie zamieszek w Syrii. Łączy je jedno: ich autor zginął albo został postrzelony w momencie filmowania. Powtarza się sekwencja: kamera śledzi snajpera, snajper dostrzega człowieka, który go filmuje, i celuje prosto w kamerę. Potem następuje huk wystrzału, ciemny obraz, czasem krzyk. Dlaczego, pyta Mroué, filmujący nie uciekł, czemu czekał do ostatniej chwili? Po pierwsze, dlatego że dziś nikt nie wierzy w realność filmowego obrazu. To, co widać na ekranie komórki, za bardzo przypomina film. A na filmie broń może być skierowana prosto na nas, ale nigdy nie pada strzał. Jednak filmujący, uważa Mroué, mają też inny powód, żeby tak się zachowywać. Komórka jest sztucznym okiem, widzi obrazy, które zapisują się na siatkówce tuż przed śmiercią. Ci ludzie chcą spojrzeć w twarz zabójcy i ja też chciałbym - mówi Mroué - by zidentyfikowano morderców i postawiono ich przed sądem."



 

Mnie najbardziej poruszyło pytanie zadane przez Mroué, czy można na podstawie tych filmów określić, czy ich autor żyje czy został zamordowany. „Nie wiem” – odpowiada reżyser i zostawiając nas z tą niewiedzą, każe nam przewracać kartki w książeczkach zrobionych na podstawie filmików, które być może ukazują ostatnie kadry, które widział filmujący dane zdarzenie człowiek…

 

I paradoksalnie, choć wystawa każe zadać pytania o znaczenie obrazów, o to, jak czytać wizualność, a także o to, kiedy obrazy stają się dokumentami swojej epoki (jak w przypadku rysunków zamordowanej w Auschwitz  dwudziestoczteroletniej i będącej w piątym miesiącu ciąży Charlotte Salomon czy politycznych gobelinów Hannah Rygen), a kiedy dokumenty stają się dziełami sztuki (bo jak na przykład traktować fotografie Lee Miller ukazujące ją samą pozująca w wannie Hitlera?), to na Documentach XIII nie dominuje wcale wizualność!

 

(Charlotte Salomon)

 

Napisałam, że z jednej strony wystawa mówi o nadmiarze, z drugiej jednak – zostawia poczucie niedosytu ze względu na prace, które są mało efektowne, stapiają się z rzeczywistością, przenikają z nią, jak choćby kopce czy enklawy zieleni, problematyzujące pojęcie natury czy samego krajobrazu.

 

(Maria Loboda, a w tle: Song Dong)

 

Pytania o kultury nieludzkie, o przenikanie się świata ludzi i zwierząt, o konstruowanie „dzikiej natury” oraz o naturę wymierającą nasuwają się po obejrzeniu prac rozsianych w parku Karlsaue. Szczególnie ciekawy w tym kontekście jest The Wordly House, będący zbiorem archiwów artystycznych inspirowanym badaniami Donny Haraway nad międzygatunkową egzystencją. Archiwa zebrane przez Tue Greenfort dotyczą sztuki przedstawiającej koegzystencję światów ludzi, zwierząt i roślin.

 

 

Podobnego problemu dotyczy praca francuskiego artysty Pierre’a Huyghe ukazująca przypadkowo zestawione ze sobą elementy różnych kultur (m.in. ludzi, pszczół, zwierząt i bakterii), a także park zabaw dla psów Briana Jungena.

 

(Pierre Huyghe)

 

Zaś symbolem wymierającej natury staje się wykonane z brązu drzewo Giuseppe Penone:

 

 

 

Odwrót od wizualności najbardziej jednak widoczny jest w innych pracach, choćby u Ryana Gandera, który w dolnych salach Fridericjanum stworzył instalację z wiatrem. Niczego się tu nie ogląda, ale na nogach, we włosach, na całym ciele czuje się chłodny, dość silny wiatr. Z jednej strony może chodzić o wrażenia zmysłowe, z drugiej jednak – trudno nie skojarzyć tej instalacji z wiatrem historii, o którym na poprzednich Documentach mówił opisywany przez Waltera Benjamina obraz Paula Klee pod tytułem "Anioł historii". Tegoroczne Documenta łączy z poprzednimi zainteresowanie traumatyczną historią, pojawiają się odniesienia do Auschwitz (np. praca Sanji Ivekovic z dziecięcymi maskotkami przedstawiającymi osiołki, które podpisane zostały znanymi z historii kultury nazwiskami, jak Primo Levi czy Walter Banjamin, odnosząca się do historii o nazistach, którzy prezentowali gapiom osła jako symbol głupoty i upartości, przyrównując go do Żydów),

 

 

- do wojen światowych i wojennej biopolityki, a także problemu sztuki zdegenerowanej - praca Kadera Attia:

 

 

A jednak nie jest to wystawa europocentryczna!

 

Problemy krajów arabskich, wojna w Afganistanie, Ameryka Południowa i degradacja jej kultury, rozgrywające się na całym świecie konflikty i zaśmiecanie świata to dominujące tematy tych Documentów. Odwrót od wizualności łączy się więc z odwrotem od europocentryzmu, racjonalności i logiki.

 

(Ida Applebroog)

 

Stąd już krok do wątków eksploatujących emocje, paranoję, jeśli nie wręcz szaleństwo, (ale także pokazujących jak owo szaleństwo bywa konstruowane, choćby w znakomitym filmie Javiera Telleza, przedstawiającym szpital psychiatryczny w Mexico City). Stąd już krok do próby ucieczki poza kulturę i konsumpcyjny świat, jak w przypadku Garetha Moore’a i zbudowanej przez niego z odpadów osady, w której mieszka od 2010 roku, unikając jakichkolwiek związków z konsumeryzmem.

Prace na Documentach przenikają się z antysystemowym protestem, który zainstalował się tuż przed Fridericjanum, przypominając, że żyjemy w epoce „Occupy Wall Street” i wojen o wolność w Internecie.

 

 

Za patronów tych Documentów uznać można Josepha Beuysa i Jeana Dubuffeta (który poszukiwał możliwości ucieczki od naszej kultury w sztuce umysłowo chorych, dzieci i "prymitywów" - cokolwiek miałoby to znaczyć). I wbrew temu, co pisała Dorota Jarecka, jest to wystawa bardzo polityczna. Może nawet bardziej niż berlińskie biennale... Zaś teoretycznym mentorem tych Documentów wydaje się być Nicolas Bourriaud propagujący ideę estetyki relacyjnej, gdyż wiele jest tu prac zmuszających odbiorców do działania, do bezpośredniego zaangażowania, włączających ich w rytuały picia herbaty czy też jedzenia alternatywnych posiłków (oczywiście ekologicznych), namawiających do wspólnych gier czy też podjęcia zbiorowych terapii.

 

Odbiorca ma wcielać się w antropologa, historyka, a raczej detektywa przysłoniętych kurzem czasu historii, nie może jednak pozostać bierny, ma być uczestnikiem, a nie obserwatorem. Najlepiej ilustrują to prace Janet Cardiff i George’a Burresa Millera, jedna zainstalowana na dworcu, druga – w lesie w parku Karlsaue. Są to instalacje audialne. Siedzący w parku odbiorcy otoczeni są przeróżnymi dźwiękami – muzyki poważnej, wiatru, zbliżających się kroków, a w końcu wystrzałów, walki i bombardowania.

 

 

Wrażenie jest niezwykłe, słyszalny wiatr można poczuć, niektórzy oglądają się za siebie, aby zobaczyć, kto zbliża się do tego miejsca, odgłos wystrzałów przeraża i powoduje skurcze żołądka. To zresztą jedna z najlepszych prac na tych Documentach. Inną świetną instalacją dźwiękową jest praca Susan Philipsz zainstalowana na peronach dworca w Kassel, skąd odjeżdżały transporty do obozów. Ze starych głośników (może pamiętających jeszcze tamte czasy?) płyną dźwięki  koncertu skrzypcowego, który skomponował Pavel Haas, więzień obozu w Theresienstadt. Jeszcze inną dźwiękową pracą są szafy grające autorstwa Susan Hiller z politycznymi, buntowniczymi pieśniami oraz współczesnymi protest songami.

 

 

Myślę, że to odejście od wizualności jest swoistym signum temporis oraz świadectwem wielkości sztuki. Dzisiaj, gdy wszystko można pokazać, zobrazować, gdy porządek wizualny dominuje nad wszystkimi innymi, sztuka płata nam figla, zmuszając do zwrócenia się w stronę innych zmysłów (słuchu, dotyku, smaku…), prezentując coś, czego zobrazować i pokazać nie można, co można tylko przeżyć. I to jest najważniejsza wartość tej męczącej i dość niepozornej, choć wielkiej, wystawy.

 

 

Telewizja, muzea, wystawy, albumy, internet, blogi, portale społecznościowe - wszystko to kierunkuje nas jedynie na widzenie (ja sama od obrazowania nie potrafię się oderwać, co widać na przykładzie tego wpisu), a przecież spojrzenie może nas zwodzić, zaś rzeczywistość jest dużo bardziej wielowymiarowa.

                                                          

Komentarze (35)

Dodaj komentarz
  • Gość: [schody_do_nieba] *.acndigital.net

    Jest pani najlepa marketerka miejsc jaka znam. Ale na ogol promuje pani miejsca ktore juz promocji nie potrzebuja - Poznan, Gdansk, teraz Kassel.

  • max.dogin

    @gość niedzielny

    Gość niedzielny pisze: "Ale na ogół promuje pani miejsca, które juz promocji nie potrzebują - Poznań, Gdańsk, teraz Kassel."

    Dlaczego nie potrzebują krytycy/czki sztuki promować Kassel?

    1. Na dOCUMENTA 13, jej kuratorka, Carolyn Christov-Bakargiev zaprosiła 188 artystów. Na jej zamówienie (pamiętać należy, że kuratorka została wyposażona w gigantyczny budżet, w wysokości 24,6 milionow euro) powstało 160 prac. Bez tych pieniędzy, ingerencji i wpływu kuratorki końcowy efekt prac wyglądałby zupełnie inaczej. Można śmiało mówić, w tym przypadku, o tzw. "sztuce na zamówienie", albo jak ją Nikolas Schafhausen (dyrektor Witte de With, Center for Contemporary Art w Rotterdamie) nazywa: "sztuka wystawiennicza" (Ausstellungskunst). Szereg artystów współczesnych, w tym polskich (Althamer etc.), funkcjonuje w tym obiegu.

    2. Chętnie podtrzymywany mit przez Carolyn Christov-Bakargiev - Documenta prezentuje sztuke "outside the market", lub "anti-market" i nieznanych artystów www.vulture.com/2012/06/saltz-notes-on-documenta-13.html - okazuje się nieprawdą. Jedna trzecia artystów wystawiających się na dOCUMENTA 13 reprezentuje Marian Goodman Gallery, a wielu innych, znanych jest z międzynarodowych powiązań, pod zasadę: "If you're going to turn the page, then turn the page."

    3. Documenta jest przykładem dominującej obecnie formy prezentacji sztuki. Wygląda ona następująco: prezentuje się 100, albo najlepiej 200 prac, które łączy się klamrą, odpowiadającą upodobaniom i tezie kuratora/ki. Z braku estetycznych kanonów we współczesnej sztuce, albo ich ignorowania (Carolyn Christov-Bakargiev: "może (dOCUMENTA 13) jest to sztuka, może nie"), pojawiła się zastępcza forma, tzw. sztuka kuratorska. W tym przypadku subjektywizm kuratora tworzy dzieła sztuki i jej historię (jeżeli pomnożymy subjektywizm kuratorów/rek z subjektywizmem recenzji sztuki krytyków/czek sztuki opartych na subjektywnej sztucę kuratorskiej otrzymujemy subjektywizm do kwadratu? m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,11910908,Documenta_w_Kassel__Bajki_o_wojnie_i_wojna_w_realu.html ). Historia Documenta ilustruje 60-letnią walkę kolejnych pięcioletnich koncepcji, współczesnych konkwistadorów - kuratorów/rek o prymat wydarzeń i teorii w sztuce, i naturalnie w mediach.

    4.Współczesne Documenta i podobne prezentacje przeobraziły się dla laika, jak i dla ekspertów, w "nieznośne", psychologiczne doznanie. Niedawno przeprowadzone badania, pod nazwą, "eMotion maping museum experience", których celem było zbadanie odbioru sztuki i fizjologiczne reakcję na nią zwiedzających muzeum, wykazały, że przy dużej ilości prac wystąpił proces otępienia ich zmysłów i myśli. W takich przypadkach, otępienie zmysłowej i kognitywnych percepcji jest naturalnym objawem samoobrony organizmu www.mapping-museum-experience.com/en . Z badań wynika także, że przy typowych kuratorskich Arrangements (np. prace ścienne i instalacje w pomieszczeniach) pojawił się u zwiedzających dodatkowo instynkt ucieczki. Podczas ich muzealnej wizyty poświęcili pojedyńczej pracy, przeciętnie, czas równy ich 2 wdechom, a przy wyjściu z muzeum mało z nich odebrało ją, jako pobudzającą atrakcję. Biorąc pod uwagę badania "eMotion maping museum experience" i reakcje krytyków sztuki podczas ich pobytu na dOCUMENTA 13 można przypuszczać, że ich pisemne recenzje o niej mogą tworzyć rodzaj "zaburzonej" rzeczywistości?

    5. Brytyjski kurator Norman Rosenthal wyraził się o dOCUMENTA 13: "Ona przyciąga prawie atrakcją karnawału". Należy się więc spodziewać rosnącej, karnawałowej liczby (podobno prawie 1 milion) zwiedzających Documenta. Tlumaczy to masowe zjawisko pojęcie, "Pilgerturismus" (turystyczna pielgrzymka) wędruje się do Kassel (na inne podobne prezentacje) niezależnie od tego, co się komu tam oferuje, według sprawdzonego motta: "Ich fahrt mal mit, vielleicht werd' ich erleuchtet". Bred Pitt zdążył tam już zawitać. Sztuki w Kassel nie potrzeba promować!

    Pozdrowienia z Hamburga max dogin :)

  • max.dogin

    1. Die perfekte Welle, Ulrike Knoefel, Spiegel 23, 2012.
    2. Kassel, Vorreter beim Bilbao-Effekt, Kunstzeitung nr.190, 2012.

  • Gość: [schody_do_nieba] *.acndigital.net

    @ max..dogin

    Chcialbym miec tyle lat co ten maruda Gosc Niedzielny.

  • Gość: [schody_do_nieba] *.acndigital.net

    Milion turystow to spore przychody dla lokalnej gospodarki. Az sie prosi zeby im zrobic konkurencje ;-)
    Jak znam zycie to "Kassel zaczelo sie od malej grupki odmiencow...." i tak dalej.
    Czytalem ze na 10 odwiedzajacych Polske z okazji Euro 2012 az 8 osob chetnie zarekomenduje ten kraj swoim znajomym. Lepszy wynik to juz czysta abstrakcja.

  • izakow2

    Schody, opanujcie się! Jako krytyk sztuki (tudzież krytyczka), oceniam i omawiam to, co akurat dzieje się w sztuce współczesnej. Nie jestem żadną promotorką (czy marketerką) miast, a Poznań (wbrew lokalnemu patriotyzmowi) opisałam raczej nieprzyjaźnie. To nie jest rola krytyka, żeby zastanawiać się nad promowaniem, lub nie, jakiegoś miasta. A jesteście Panowie takimi takimi krytykami globalnego systemu, to proponuję skupić się na Euro 2012. A, gdybym była marketerką tobym na tym zarabiała (i pewnie bym mogła). A jednak wolę robić to dla przyjemności.

  • max.dogin

    Przepraszam! "gość niedzielny" i "schody do nieba" wybaczą mi pomyłkę. Naturalnie, komentarz do którego się odwołałem napisał(y) "schody do nieba".

    Ach ten świat blogów i jego "Collection Of Cool Nicknames" :) :)

    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)

  • Gość: [schody_do_nieba] *.acndigital.net

    No szkoda, w marketingu wiecej sie dzieje.
    Pytanie do historyczek sztuki - dlaczego Polska kultura nie rozwija sie praktycznie od drugiej polowy XVIII wieku?
    Pytanie do feministek - czy polski feminizm kiedykolwiek bedzie czyms wiecej niz perukarnia dla starych pierdzieli?

  • Gość: [schody_do_nieba] *.acndigital.net

    Izakow 2

    Alez to ja Pani proponuje zeby skupic sie na Euro 2012. To w koncu nie moja decyzja i nie moja kieszen ;-)

  • krzysztof_ptk

    Jak widzę duża cześć wypowiedzi podjeła temat, jak można wykreować własne miasto i skopiować pomysł tej kulturalnej olimpiady na własnym podwórku. Brzmi to mimo wszystko zabawnie bo w pierwszej kolejności Documenta nie jest źadną marketingową akcją ratusza. Możliwe że Euro 2012 pokazało wielu, że organizacja zawodów tej rangii jest olbrzymią szansą promocyjną wybiegajacą poza ramy własnego panstwa.

    Gdy Documenta powstawała nie miała takich rozmiarów jak obecnie. Jej założyciele pragneli nie zdobywać pieniędzy albo promować miasta a przybliżyć publicznośći sztukę przedwojenną, którą Nazis uznali za sztukę zwyrodniałą. Głównie zależało osobą z dość wąskiego grona arystów aby młodzież miała okazje spotkać się z nowym, wolnym spojrzeniem na świat, kulturę.

    Dzisiaj mówi się wyłącznie o marketingu i jak fajnie by było mieć w Poznaniu. O jednej rzeczy się zapomina - ludzie przyjeżają nadal oglądać nowoczesną sztukę bo są głodni jej i kaódy odwiedzajacy tą wystawę nie oczekuje tam 19-wiecznego malarstwa a konfrontacji z nową odważną sztuką. Patrząc sie na rzeżbkę w Świebodzine oczekiwania co do sztuki mogą być różne.

  • max.dogin

    @krzysztof_ptk

    Przy tego rodzaju uproszczonych stwierdzeniach, oczekiwałbym od Pana dalszej argumentacji?

    Dlaczego jest Pan przekonany, że Brzmi to mimo wszystko zabawnie bo w pierwszej kolejności Documenta nie jest żadną marketingową akcją ratusza.? Skąd to przekonanie, ze poliityka nie odrywa przy tym żadnej roli?

    Dlaczego jest Pan przekonany, że O jednej rzeczy się zapomina - ludzie przyjeżają nadal oglądać nowoczesną sztukę bo są głodni jej. Jak Pan myśli, czy w przypadku dokumenta i liczby zwiedzających można można mówić o fenomenie "masowej turystyki? Czy każdy ze zwiedzających jest głodny szuki, pomijając, co rozumie pod tym pojęciem? Skąd ta pewność?

    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)

  • Gość: [schody_do_nieba] *.acndigital.net

    Izakow 2

    Ja nie sugeruje ze ktos pani placi za pisanie o Kassel. Moim zdaniem napisala pani reportaz z wydarzenia, ktore jest zasadniczo impreza rozrywkowa dla leisure class.
    W odroznieniu od druzyny skupionej wokol pana A. Biernackiego ja bardzo wysoko cenie pani pisanie. Ale na razie nie przekonala mnie pani ze cos sie tam wielkiego wydarzylo.
    Wydarzylo sie Kassel XIII i tyle.
    .......
    Co do tego 'robie bo lubie'. Gdybym byl pani szefem to natychmiast wyrzucilbym pania za to z roboty. Gdy Strazna Sztuka robi i mowi czy jej to sprawia przyjemnosc wtedy jest praca. Rowniez gdy robi i mowi ze jej to przyjemnosci nie sprawia. Izabela Kowalczyk ktora sprawia sobie przyjemnosc to jest zycie prywatne.

  • Gość: [schody_do_nieba] *.acndigital.net

    Terminu 'marketer' uzylem dlatego ze dr. Kowalczyk zrobila kiedys w Poznaniu bardzo fajna impreze wydobywajaca rozne historie z przestrzeni miasta. To byl bardzo dobry marketing, chociaz nikt nie zauwazyl;-)
    Turystyka kulturalna to jest w tej chwili wielki biznes.

  • izakow2

    Tak, napisałam reportaż z wydarzenia będącego rozrywką dla leisure class, generalnie zresztą dość męczącego, co trochę mnie zirytowało. Kilka rzeczy jednak mnie zaciekawiło, dlatego uznałam, że warto o tym napisać. Brakuje mi w Pl tego rodzaju sztuki. Oczywiście Documenta są w ogóle ciekawą imprezą ze względu na historię, o której pisze Krzysztof_ptk. Pan Krzysztof raczej nie pisze, że polityka nie odgrywa tam żadnej roli. Ta impreza z założenia i od początku była polityczna, raz, że chodziło o odnowę po czasach nagonki na sztukę zdegenerowaną i mocny akcent na awangardę, ale dwa, że miała to być tez kontrimpreza w stosunku do weneckiego biennale i tak naprawdę, poprzez amerykańskie wpływy w Niemczech, trochę też utwierdzenie silnej pozycji Amerykanów. (wobec kulturowej polityki globalnej, której Documenta są przejawem, sprawy ratusza wydają się zdecydowanie drugorzędne).
    Panie schody - zdecydowanie nie ja organizowałam "Urban Legend", o których, jak sądzę Pan pisze. To była impreza zrobiona przez Izabellę Gustowską, Pawła Leszkowicza i Romana Tratsiuka. Ja występowałam tam tylko jako model w jednej pracy.
    I taki drobiazg - jestem już prof. :-)

  • max.dogin

    @Iza Kowalczyk

    Jak czytam, zdążyła Pani odpowiedzieć na pytanie skierowane do komentatora krzysztof_ptk, co przy odrobinie wysilku mógł on także znaleźć w wikipedia. Nie lekceważyłbym wpływu ratusza, albo jak Pani formułuje: "sprawy ratusza wydają się zdecydowanie drugorzędne" na obecny kształt Documenta? Interesuje mnie ten problem - obecnych powiązań polityki z documenta - i dlatego ciekaw jestem, co Pani ma na myśli, pisząc: "wobec kulturowej polityki globalnej, której Documenta są przejawem, sprawy ratusza wydają się zdecydowanie drugorzędne"? Czy są znane Pani "sprawy ratusza", że umniejsza Pani ich rolę?

    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)


  • izakow2

    Krótko - myślę, że dużo ważniejsze jest znaczenie Documentów na rynku globalnym (tudzież w zglobalizowanym świecie sztuki).

  • Gość: [schody_do_nieba] *.acndigital.net

    @ Izakow2

    Mam nadzieje ze ta tytulowa ucieczka oznacza abdykacje, ale nie chowanie glowy w piasek, czy zacieranie sladow.

  • krzysztof_ptk


    max.dogin
    Jestem skłonny rozszerzyć temat. Pamiętam artkuł Piotra Sarzyńskiego z Polityki, który sugerował, że nie warto jechać na Biennale do Wenecji, bo tam śię spotka zwykły targ próżności. Dokładniej cała wystawiona tam sztuka jest tylko zwykłym humbugiem. Nie znajdzie śię tam malarstwa typu Nowosielski, nie ma rzeżby jak Dunikowskowskiego ale są filmy i są instalacje. Co można z nimi począć?

    Bawi mnie to stwierdzenie, bo od dziecinstwa prześladuje mnie jeden film,
    po 2 minucie zacznie sie wytłumaczenie:

    www.youtube.com/watch?v=ROgtuHSEdog

  • max.dogin

    @krzysztof_ptk

    Jest Pan skłonny rozszerzyć temat i rozszerza go o "artykuł Piotra Sarzyńskiego z Polityki, który sugerował, że nie warto jechać na Biennale do Wenecji, bo tam się spotka zwykły targ próżności"

    Moje pytania do Pana nie dotyczą artykułu Piotra Sarzyńskiego i jego oczekiwań od Biennale w Wenecji, lecz odwołują się do Pana poprzedniego komentarza i są jasno sformułowane, i dotyczą dOCUMENTA 13.

    Pozdrowienia z Hamburga max dogin :)

  • krzysztof_ptk

    max.dogin
    Zgadzam się z Panem w punkcie, że obecna sztuka, w dużej mierze
    stała się ponownie sztuką na zamówienie. A więc kuratorską. Można to negować?
    Negował ktoś to w renesansie? Póżniej? Po cichu wszyscy byli twórcami zależnymi. O pamietamy że Stanisław Przybyszewski postulował wyzwolenie sztuki od jakichkolwiek społecznych zobowiązan. Mamy ją wyzwolić ją od tego dzisiaj panującego kuratorwstwa?
    Ale ma ono coś wspólnego z polityką? Na Documenta 2012. Niewątpliwie mało! Nic.

  • krzysztof_ptk

    Mówię świadomie NIC, bo tam nie ma wplywów Kaczyńskiego i jego grupy. Mówię NIC bo kurator takiego przedsięwzięcia, nie otrzymuje instrukcji kogo i gdzie ma zaprosić do tej międzynarodowej wystawy. Niestety nasze doświadczenia kulturalne dzielą się diametrialnie w tym punkcie. Polityka w przypadku DOCUMENTA ma na nią, od lat nieznaczny wpływ i dlatego jest ta wystawa międzynarodowo bardzo otwarcie akceptowana. To jest prawdziwy sukces DOCUMENTA.

  • max.dogin

    Mam wrażenie, że ucieka Pani od tematu "sprawy ratusza" i kieruje go w zupełnie inne zagadnienie(a) ("znaczenie Documentów na rynku globalnym (tudzież w zglobalizowanym świecie sztuki" - notabene bardzo interesujące)?

    Pozdrowienia z Hamburga max dogin :)

  • max.dogin

    @Iza Kowalczyk

    Mam wrażenie, że ucieka Pani od tematu "sprawy ratusza" i kieruje go w zupełnie inne zagadnienie(a) ("znaczenie Documentów na rynku globalnym (tudzież w zglobalizowanym świecie sztuki" - notabene bardzo interesujące)?

    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)

  • krzysztof_ptk

    Ależ, ależ, mam wrażenie że to Pan dysponuje jako jedyny na tym forum do tejemnych wytków, tajemniczych wejść i wie Pan najlepiej, jak wyszukała swoich arytstów kuratorka Carolyn Christov-Bakargiev. No to niech Pan opowie do jakiej partii ona należy?

  • max.dogin

    @krzysztof_ptk

    krzysztof_ptk pisze: "Zgadzam się z Panem w punkcie, że obecna sztuka, w dużej mierze stała się ponownie sztuką na zamówienie. A więc kuratorską...
    Można to negować? Ale ma ono coś wspólnego z polityką? Na Documenta 2012. Niewątpliwie mało! Nic."

    Jest Pan trochę naiwny sądząc, że documenta nie mają nic z polityką do czynienia. Po krótce (z uwagi na ramy blogu) postaram się to Panu przedstawić.

    Jak funkcjonuje instytucja documenta?

    Documenta organizuje "documenta und Museum Fridericianum Veranstaltungs-GmbH", non-profit organizacja, której głównymi akcjonariuszami są: miasto Kassel i Land Hessen i wraz z Kulturstiftung des Bundes gwarantują stronę finansową documenta (razem 13 milionów euro). Jej menedżerem, od 1996 roku jest Bernd Leifeld. Organizacja składa się z rady nadzorczej (Aufsichtsrat), do której należą: 5 przedstawicieli/lek miasta Kassel, 5 przedstawicieli/lek Landu Hessen i 2 przedstawicieli/ki Kulturstiftung des Bundes. Funkcję przewodniczącego rady pełni burmistrz Kassel, jest nim obecnie Bertram Hilgen. Organizacja "documenta und Museum Fridericianum Veranstaltungs-GmbH" powołuje co 5 lat, tzw. "Findungskommision", złożoną z grupy ekspertów, której zadaniem jest wybrać kolejnego/ną kuratora/kę documenta.

    Od prawie 20 lat towarzyszy instytucji documenta krytyka artysty Wernera Hahna, Prof. Dr. Friedhelma Hufena (wspomagana dodatkową krytyką Karlheinza Schmida (Kunstzeitung), Petera Weibela, Bazona Brocka), domagając się jej reformy.

    Z krytyki wynika że:

    1. "Findungskommision" wybrana po zakończeniu documenta 12 w 2008 roku (jak i zresztą poprzednie), złożona z międzynarodowych ekspertek i ekspertów (9 osób) - są to kuratorzy/ki i renomowanni dyrektorzy/ki muzeów z całego świata - wcześniej powołała grupa czołowych polityków miasta Kassel i Land Hessen, pełniących rolę akcjonariuszy "documenta und Museum Fridericianum Veranstaltungs-GmbH", a więc, członkowie radu nadzorczej z burmistrzem Kassel i ministrem sztuki na czele. Naturalnie, istnieniu takiej politycznej pre-komisji, która wybiera "Findungskommision" i dyskusji na temat kryteriów wyboru ekspertów - kuratorów i dyrektorów - towarzyszyła w przeszłości i towarzyszy nadal w Niemczech medialna cisza. Społeczeństwo nie jest informowane o tych kryteriach a skład grupy ekspertek i ekspertów zasiadających w "Findungskommision" dokonuje się w ścisłym zamkniętym gronie. Pre-komisja, złożona z czołowych polityków miasta Kassel i Land Hessen jest jednym z elementów piramidy, który decyduje o kształcie documenta.

    2. Powołani do "Findungskomision" eksperci (kuratorzy/ki i renomowani dyrektorzy muzeów z całego świata) notabene, niektórzy zasiadali już we wcześniejszych komisjach, zb. dyrektor Muzeum Ludwiga w Koloni, Kasper König (pytanie: dlaczego zasiada ponownie? Sam także kandydował na kuratora documenta) - zobowiązani umową documenta "Förderung des allgemein Besten auf geistig-kulturellem Gebiet", wybieraja kuratora/kę, której powierzają nieograniczoną organizacyjną (w ramach budżetu) estetyczną kompetencją. Podłoże modelu (mega)kuratora/ki, definiuje więc rodzaj monokratycznej wolności, którą ilustruje jego/jej koncepcję i refleksję o sztuce. "Findungskomision" nie odwołuje się do estetycznych kanonów sztuki a wybiera jedynie, według jej kryteriów, najbardziej "kompetentnego" kuratora/kę. Tak więc proces wyboru odpowiedniego kuratora/ki na documenta odbywa się w zamkniętym gronie kuratorów/ek i renomowanych dyrektorów/rek i ich preferncji estetycznych.

    1. Siegając do ostatnich czterech documenta i ich kuratorów/ek (David, Enwezor, Buergel + żona Noack, Christov-Bakargiev), są takim przykładem prywatnych odmiennych koncepcji estetycznych i kreowania wydarzeń w sztuce. Dlatego, potrzebna jest natychmiast reforma instytucji documenta, dyskusja nad ograniczeniem wpływu polityki, nad rolą ekspertów w "Findungskommision", nad przejrzystością jej decyzji, monokratyczną koncepcją kuratora/rki i jego/jej wyborem i wyborem artystów uczestniczących w documenta, której towarzyszyłaby publiczna debata.

  • max.dogin

    Ostatnia wypowiedź emerytowanego profesora estetyki, Bazona Brocka w telewizyjnym programie ZDF,"Nachtstudio" (były uczestnik documenta), potwierdza jedynie obecne niezawodolenie z dOCUMENTA 13: "Dieses ganze Documenta-Schmusen, eben anders ist, als Hannover-, Cebit-Messe, Gaudi in Muenchen beim Bier und Gesaufe, was immer...Es ist ein rein wirtschaftlich-kapitalistisch Argument.") ("Cała ta pieszczoty-Documenta, to właśnie nic innego, jak CeBIT i targi w Hanowerze. Gaudi w Monachium, przy piwie i zabawie, i cokolwiek podobne...Czysty ekonomiczno-kapitalistyczny argument.").

    Pozdrowienia z Hamburga max dogin :)

  • Gość: [krzysztof_ptk] *.hsi.kabelbw.de

    Mimo przytoczonych tu informacji zaczynamy tu dyskutować na poziomie smoleńskiej tragedii. Poszukujemy jakiś afer, niedopatrzeń, przekrętów, korupcji. Myślę że właśnie opisane przez Pana fakty zaprzeczają wszystkim podobnym tezom. A że jakiś emerytowany artysta nie jest zadowolony z jakości wyboru projektów...regulaminu...Takich głosów słyszałem, wiele od tych, którzy czuli się pominięci. Sama komisja, która dokonała wyboru to osoby ze świata kultury, miedzy innymi dyrektorka Muzeum of Modern Art New York, dyrektor muzeum of Contemporary Art Sydney, dyrektor Museo Nacional Centro de Arte Reina Sofia Madrid, dyrektor The Institute of Contemporary Art in Moscow i inni dyrektorzy znanych instytucji kulturalnych. W tej komisji nie zasiadł żaden polityk i na pracę tej komisji nie wywierała żadna partia, organizacja jakiegokolwiek nacisku. Jej niezależność artystyczna potwierdza renomę tej ekspozycji. Oczywiście ostateczny wybór wystawionych prac pozostał w rękach kuratorki, więc jest selektywnym i subiektywnym spojrzeniem jednej osoby na obecny świat oczami 180 zaproszonych artystów. I tak jak w komisji zasiadali przedstawiciele kultury z całego świata tak wystawiający artyści reprezentują różnorodne środowiska kulturalne. To czyni z tej wystawy wielką ucztę za wszystkich zmysłów. Wśród wystawionych prac znajdują się dwie prace osób urodzonych w Polsce, co można uznać za mały wkład, tego kraju do międzynarodowej kultury.

  • Gość: [schody_do_nieba] *.acndigital.net

    Niedawno rozmawialem z rzezbiarka ktorej prace wystawiano w miejscowym muzeum sztuki wspolczesnej. Nie zdarza mi sie to czesto, przyszla na impreze ktora wyprawil moj kumpel. Jej zdaniem, jedna na 40 osob ktore cos dlubia ma szanse zaistniec. Od tego bym zaczal.
    Moje szacunki 2 miliardow przychodu, to raczej wysoka poprzeczka. Ale dolna to byloby z pol miliarda. Te 20+ milionow na honoraria to tylko czesc kosztow; trzeba tu dodac koszty produkcji calego wydarzenia. Powiedzmy ze to bedzie 100 milionow. Ale nawet wtedy mamy 4 dolary przychodu z kazdego wylozonego dolara. Ktore miasto w dzisiejszych czasach odmowi? Oczywiscie cos takiego trzeba jeszcze uciagnac, a to nie kazde miasto potrafi. Mam na mysli produkcje, bo ekspertyze sie kupi ( w dobrym tego slowa znaczeniu ) na 'globalnym rynku.
    Przestrzegalbym tylko przed robieniem imprez typu 'drugie cos-tam'. To sie nazywa '"me-too" strategy'' i jest z definicji zalosne.


  • krzysztof_ptk

    O jaka szkoda, ze Pan max, specjalista od specjalnych afer, nabrał wody w usta i zamilkł. Może uczynił to nuż w bżuhu. Sztuka potrzebuje impulsów, ale zawsze dodatnich. Nawet w chłodnym Hamburgu!

  • max.dogin

    @krzysztof_ptk

    Pan ponowne snuje przypuszczenie bez poparcia argumentami. To już 3 raz z rzędu.

    Aby Panu pomóc je znaleźć, odsyłam na początek do linka: www.art-and-science.de/6.htm i jeśli to Panu nie wystarczy, do lektur:

    1. Hahn, Werner: Documenta-Demokratisierung. Wege zu einer Hessischen documenta Akademie mit d12-Kritik
    1.HUFEN, Friedhelm: "Muß Kunst monokratisch sein? Der Fall documenta", in Neue Juristische Wochenschrift (NJW), Heft 17/1997 S. 1177-1179.
    2. Hahn, Werner: DOCUMENTA IX. Willkür statt Kunstfreiheit!? Eine Streitschrift zur Demokratisierung staatlicher Kunstförderung. Königswinter 1992

    Tam znajdzie pan opis długoletniej walki (także sądowej) i argumentacje o udemokratycznienie instytucji documenta. Po lekturze i zebraniu argumentów proszę się ponownie zgłosić na blogu. Jeśli nie zna Pan niemieckiego języka proponuję skorzystać z rozsianych w internecie tłumaczy, albo zasięgnąć pomocy tlumacza kolegi/żanki. Materiał jest zbyt obszerny, abym go tłumaczył na blogu. A ponadto wskazane jest, aby zadał sobie Pan trochę trudu.

    Pozdrowienia u Hamburga max dogin :)

  • krzysztof_ptk

    To jest blog o sztuce, kulturze i tym tematem chciałem się zajmować a nie prawniczymi zagadnieniami. No cóż w życiu zawsze tak było, że pewnym jednostką, coś niedpowiada. Czasami może mieć to grożne skutki dla sztuki, jak w przypadku pewnego pana ktłórego Akadaemia Sztuki w Wiedniu dwa razy wysłała do domu, za co się póżniej zemścił, zezwalając oglądać tylko sztukę, którą on uznał za wartościową. Dlatego cieszy mnie, że przynajmiej jeden z nas ma tą przyjemność, czytać teksty w orginale, delektować się nimi i udostępniać je tej masie kulturalnych niedouków. Mimo że większość przytoczonych tu publikacji zajmuje się jednym tematem, które nie analizuje jakośći wystawianych tam dzieł sztuki a raczej kto ma prawo decydować, o wyborze. Każdy z nas ma swoją DOCUMENTA. Pan swoją tajemniczą, ukrytą w tysiącach zwojów pergaminowych, które trzeba jeszcze przeanalizować a ja mam moją, która mi nie przyprawia tylu bóli głowy, czy bądę pierwszy, który ujawni na tym blogu, orginalne, tajne dokumenty, których nikt przede mną nie przekazał temu blogowi i reszcie świata. Zajął bym po tych stu dniach następnym biennale, albo jakąś inną instytucją -może Tate Gallery w Londynie. Interesowało by mnie kto tam ma prawo zawiszeszać obrazy? A może powinno muzeum w Berlinie oddać Grekom Pergamonaltar, za co mogli by spłacić swoje długi? Jest tyle jeszcze nieodkrytych prawniczych poletek, które ludzkość uszczęśliwi, gdy się je oczyści z patyny. W tym duchu miłego dnia.

  • krzysztof_ptk

    A dodajęc na koniec jedną uwagę, poradzam wszystkim poczytać tą wspaniałą lekturę art und sciance. W jednej ze spraw, mało znany artysta 10 lat walczył o swoje prawo pokazania swoich prac na Documenta i nie mógł. Co za niedomokratyczna instytucja. Jako ciekawostke dodam, że w statystykach prawniczych, mawia się, że tylko Amerykanie prześcigają Niemców w prowadzeniu przewodów sądowych. A spiera się o wszystko od nagiego krasnala przed domem nauczyciela do piania koguta o 6 rano. Czemu się więc nie kłucić o prawo do własnego miejsca na Documenta, żyjemy w wolnym świecie.

  • max.dogin

    @krzysztof_ptk

    I znowu bazuje Pan na domniemaniach. Podałem adres interntowej strony po to, aby mógl Pan ustosunkował się merytorycznie do jego krytyki instytucji państwowej documenta. Pan natomiast zdążył już stwierdzić: To jest blog o sztuce, kulturze i tym tematem chciałem się zajmować a nie prawniczymi zagadnieniami. documenta jest prawną organizacacją i jej krytyka (krytyka o jej demokratyzację) nie obejdzie się bez zagadnień prawnych. W momencie, kiedy artysta (to jest jego prawo!!!) nie zgadza sie z monopolem władzy (także symbolicznej) instytucji sztuki documenta z modelem (mega)kuratora i odważył się wejść na drogę prawną, aby tą sytuacje zmienić, to jest to godna szacunku postawa! (tak jak na gruncie polskiej artystyczna dzialność The Krasnals the-krasnals.blogspot.de/2012/06/krasnals-na-festiwalu-survival-wrocaw.html#comment-form ). Pominął Pan bardzo szybko jego argumenty i konkretne zarzuty i nie czytając do końca dalszych informacji, stępluje mianem artysty-frustrata. Lubi Pan natomiat snuć kolejne przypuszczenia: "mówia się, że tylko Amerykanie prześcigają Niemców w prowadzeniu przewodów sądowych.", oczywiście bez podania argumentów, albo posiłkować się filozoficznym ogólnikiem: "żyjemy w wolnym świecie.

    Krytyka instytucji documenta i i jej sztuki ma swoje uprawomocnienie. Nie bez powodu już 5 lat wcześniej profesor i historyk sztuki, Beat Wyss www.sueddeutsche.de/kultur/documenta-hier-spricht-der-markt-1.806952 (niestety w języku niemieckim polecam!!!) napisał o kuratorze documenta 12, Buergel: Buergel hat damit Schluss gemacht. Die Documenta 12 besiegelt das Ende praktizierender Kunsttheorie ("Buergel skończył z tym. Documenta 12 przypieczętowuje koniec praktykującej teorii sztuki"). Carolyn Christov-Bakargiev przypieczętowała jej koniec oficjalnie. Model mega-kuratora/ki jest obecnie bardzo krytykowany w Niemczech, a ostatnie "Tekste zur Kunst" www.textezurkunst.de/ poświęciło tej tematyce całe wydanie (Heinz Bode www.textezurkunst.de/86/curator-meta-artist/ ). Obdarzona nie tylko władzą symboliczną, ale i prawną, kuratorka dOCUMENTA 13 cenzurowała bez pardonu odbywające się niezależne od niej w Kassel wystawy (Gregora Schneidera, Stephana Balkenhola) www.artnet.de/magazine/interview-mit-gregor-schneider-zum-kasselskandal/ - www.dradio.de/dlf/sendungen/kulturheute/1753819/ ograniczając ich wolność artystyczną. Z tego powodu pytania o supremacje documenta jest bardzo ważne i warto się zastanowić, czy rzeczywiście "A spiera się o wszystko od nagiego krasnala przed domem nauczyciela do piania koguta o 6 rano" jak "przypuszcza" naiwnie autor tego cytatu.

    Pozdrowiena z Hamburga max dogin :)

  • Gość: [schody_do_nieba] 142.243.254.*

    @ max.dogin

    Prosze pana. Jezeli pana sasiad ma piekny ogrodek, a pan ze swojego nie jest zadowolony, to ma pan dwa wyjscia: 1. rozpieprzyc sasiadowi ten ogrodek; 2. zrobic ladniejszy. Powiem wiecej - czasem przyjemniej jest przeplynac 10 m samemu, niz patrzec na innych gdy walcza o medale.
    Caly czas mam wrazenie ze wasza domena jest strasznie anachroniczna gdy chodzi o sposoby dzialania, sposob myslenia, wzorce sukcesu. Wcale mnie wiec nie zdziwilo gdy przeczytalem ze ten 'do przodu' kurator Documenta XIII inspiruje sie kultura hip-hopu. Ale znow hip-hop jest od 40 lat co najmniej, prawda? A mozna by siegnac nawet dalej wstecz.
    Zreszta zasada jest taka, ze znaczace innowacje nigdy nie przychodza z centrum. Herod nigdy na to nie pozwoli.
    Dlatego tez namawiam na roztropne wydawanie pieniedzy bo na pewno wiele talentow o ktorych nikt nie slyszal zasluguje na uwage.
    No i te osiemset tysiecy odwiedzajacych Documenta XIII juz w skali Niemiec stanowi 1 procent ;-) W skali swiata ( 7 mld. 55 mln +) to juz naprawde kropeczka.

  • max.dogin

    @schody do nieba

    Zapomnial Pan o 3 wariancie: można ogródki połączyć :):)

    Teraz siedzę z sąsiadami na wspólnym tarasie i oglądam mecz pilki nożnej i coś mi się wydaje, że Niemcy przegrają? Przegrali. O!!! i świerzą chai herbatę podała sasiadka. (lubi Pan chai herbatę?) Coś z Pana teorii współzawodnictwa nie wyjdzie, bo moi sąsiedzi to anarchiści i żyją według sprawdzonej zasady Kropotkina pomocy wzajemnej. Jeżdzimy wspólnym rowerem po dużym wspólnym ogródku i każdy posiada pompkę do roweru o wentylach typu Presta (zna Pan pompka do tego typu dętki?) :) :)

    A tak notabene ma Pan racje, że znaczace innowacje nigdy nie przychodza z centrum. Herod nigdy na to nie pozwoli." Instytucja sztuki i jej wydarzenia wleczą sie z tyłu za kulturalnym osiagnięciami poza nią. Tylko ona myśli i interpetatorzy jej wydarzeń, że okrywają Amerykę. Miła zabawa :)

    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci