Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Banasiak o archipelagizacji krytyki

izakow2

 

Muszę pisać tu częściej, bo gdy przejrzałam częstotliwość wpisów, to ze wstydem stwierdziłam, że notki na blogu pojawiają się mniej więcej raz w miesiącu... Mobilizują jednak komentatorzy na blogu oraz facebooku. Ostatnio poproszono mnie, abym napisała o cyckach Maurycego Gomulickiego i o waginie Courbeta (proszę wybaczyć, ale może innym razem!). Mobilizują też wzmianki o moim blogu w tekstach innych. Z przyjemnością przeczytałam, że Straszna Sztuka znalazła się w Top 10 polskich blogów o sztuce autorstwa Patryka Chilewicza.


Mój blog został też doceniony przez Jakuba Banasiaka w tekście pt. "Archipelag, link, troll. Krytyka dzisiaj" zamieszczonym w "Dwutygodniku", co jest dla mnie sporym zaskoczeniem, bo wydawało mi się, że Kuba jest mi raczej nieprzychylny. W tekście o współczesnej krytyce artystycznej zwrócił on uwagę na to, że, jeśli chodzi o "Obiegowe" blogi konstans utrzymuje jedynie Straszna sztuka, a reszta powoli umiera.


Próbując wniknąć w przyczyny spadającej popularności blogów o sztuce, Banasiak wskazuje między innymi na facebook oraz wiążącą się z nim archipelagizację struktury pola krytyki artystycznej. Przyznaję, ja też zastanawiałam się kiedyś nad tym, jak facebook zabija krytykę artystyczną. Mi samej, zamiast pisać kolejną notkę, jest łatwiej dać na facebooku jakiś link, zamieścić fotkę, napisać tam krótki komentarz. Nawet czytelnicy Strasznej sztuki, częściej wpisują komentarze odnośnie moich wpisów zamiast na blogu, na facebooku. Z pewnością facebook rozleniwia i psuje krytykę. 


Ale wracając do tekstu Jakuba Banasiaka, zgodnie z zasadą "jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie", muszę pogratulować autorowi wnikliwej oceny tego, co dzieje w polu polskiej krytyki artystycznej. Jego obserwacje wydają mi się na tyle trafne, że pozwolę sobie przytoczyć kilka z nich.


Pierwsza: "mnogość, czy wręcz polifoniczność tytułów prasowych, blogów, Facebooka itp. nie skutkuje ożywieniem, ale przeciwnie – wyciszeniem dyskursu krytyczno-artystycznego".


Dalej: "demokratyzacja i rozwój internetu doprowadziły do tego, że tekst zamienił się w link – link do wypowiedzi Doroty Jareckiej pierwotnie opublikowanej w głównym grzebcie „Gazety Wyborczej”, link do wpisu na blogu i link do wydarzeniu na Facebooku".


Na marginesie dodam - dzisiaj cała kultura jest hipertekstem, nie uciekniemy już od tego!


Następne ważne spostrzeżenie Banasiaka dotyczy braku dyskusji:


"Bo dzisiejsza krytyka jest właśnie archipelagiem niepodległych wysepek, gett, w których każdy prawi swoje mądrości: krytycy gazetowi swoje, krytycy z okolic środowiskowego mainstreamu swoje, krytycy „niezależni” swoje, „drugi obieg” swoje, „wykluczeni” swoje, „Obieg” swoje i Karolina Plinta swoje. A wszyscy oni są tylko sumą linków do konkretnych tekstów, nie kreują ani polemik, ani szkół myślenia, ani, tym bardziej, środowisk."


No i wspomniana już rzeczywistość facebooka:


"Wydawało się, że internet to potęga komunikacji, jednak masa krytyczna została już chyba przekroczona i teraz mamy do czynienia z potęgą alienacji – separacji zarówno bytów wirtualnych, jak i realnych. I tak, jak ułudą jest posiadanie 765 „przyjaciół” na Facebooku, tak ułudą jest „dyskusja” o sztuce zredukowana do zdań pojedynczych, epitetów i monosylab. Bo po archipelagizacji i linkoizacji dodajmy w końcu „trollizację”, czyli fenomen tyleż banalnego, co bezwstydnego komentowania wszystkiego co się rusza".


I dalej: "nie twierdzę, że dziś krytyka nie istnieje; twierdzę, że się ze sobą nie spotyka. (...) Bo to nie jest tak, że nie ma tekstów. Teksty są, jest nawet potok tekstów, tyle że migotliwych, pulsujących przez moment i zaraz znikających w otchłani internetu. Jak memy, jak wpisy na Facebooku".


No i  "mamy więc archipelag wysp krytyki artystycznej, gdzie każdy linkuje na potęgę, ale nikt ze sobą nie rozmawia – co najwyżej wstuka coś szybko między oglądaniem jednej strony a aktualizowaniem Facebooka".  

 

Banasiak proponuje więc stworzenie wspólnej płaszczyzny dyskusji. Kuba, jeśli chodzi o ten tekst - chapeau bas, tylko gdzie do choinki, jeśli nie w internecie, miałaby powstać taka płaszczyzna? I czym miałaby być - jeśli nie spełnia już oczekiwań "Obieg", blogi o sztuce, jeśli facebook utwierdza tylko wspomnianą przez Ciebie archipelagizację? Trochę się obawiam, że od tej sytuacji nie ma już odwrotu.


Sama zresztą coraz częściej traktuję ten blog jako swoją zewnętrzną pamięć, więc nawet nie martwi mnie aż tak bardzo brak komentarzy, choć pod niektórymi notkami zdarza się ich całkiem sporo. Ale, podobnie, jak Kubie Banasiakowi, też mi brakuje dyskusji o sztuce współczesnej, o tym, co się w niej zmienia, o fałszywej jej polityzacji, o radykalizacji poglądów, o odwrocie od wizualności, o estetyce relacyjnej itd. 


Martwi mnie też inna rzecz, o której akurat nie pisze Kuba - jego konstatacje dotyczą przecież krytyki artystycznej - ja zauważam, że dużo bardziej gorące dyskusje są w stanie wywołać wpisy o kulturze popularnej. Czy to oznacza, że sztuka zaczęła nas nudzić?


W ramach mojego postanowienia, aby pisać na blogu częściej, pomyślałam sobie, że niebawem napiszę obronę atakowanego przez feministki i pismo "Wprost" programu "Perfekcyjna Pani Domu"... 


Ale Kubo, obiecuję Ci, że jeśli pojawi się postulowana przez Ciebie płaszczyzna dyskusji o sztuce - natychmiast wracam! I mam nadzieję, że wtedy znowu będziemy się spierać!


A co Państwo myślicie o kondycji współczesnej krytyki artystycznej i o spostrzeżeniach Kuby Banasiaka?

Komentarze (10)

Dodaj komentarz
  • Gość: [gość niedzielny] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    cyt:
    ,,A co Państwo myślicie o kondycji współczesnej krytyki artystycznej i o spostrzeżeniach Kuby Banasiaka?,,
    --------------------------------------------------------
    ,,Film Natalii odczytywany był również jako groźba, banan jako substytut męskiego przyrodzenia, zjadany przez ukazaną na filmie dziewczynę, wskazywał na zagrożenie kastracją, na to, że kontrolę nad spojrzeniem, przyjemnością oraz regułami reprezentacji przejęła kobieta. W zdjęciach ukazujących Ska z wielkim nożem kryje się również coś przerażającego,,
    -ja nic nie sądzę...
    -mnie to raczej śmieszy ,a nie przeraża..

  • detonator.art

    A co Państwo myślicie o kondycji współczesnej krytyki artystycznej i o spostrzeżeniach Kuby Banasiaka?


    Na życzenie, proszę wejść na blog:
    galeriabrowarna.blogspot.co.uk/2012/09/traf-szlagi.html#comment-form

    Tam proszę zjechać do ok. 59-go komentarza, napisanego przez Gościa Niedzielnego (zaczynającego się od słów: Wielkie Przebudzenie Pana Jakuba w 2012 roku), który to otwiera krótką prezentację opinii na temat ww. tekstu Jakuba Banasiaka.

  • izakow2

    Przestrzeń do dyskusji? raczej marzenie ściętej głowy, ale cieszę się, że coś tam jeszcze kogoś śmieszy i - powiedzmy - prowokuje.

  • detonator.art

    >>> Przestrzeń do dyskusji? raczej marzenie ściętej głowy, ale cieszę się, że coś tam jeszcze kogoś śmieszy i - powiedzmy - prowokuje.

    I ja się cieszę, że miłośnikom polskiej sztuki - pomimo jej sytuacji w głównym obiegu dopisuje wciąż humor. A co do tekstu, to faktycznie bardziej on śmieszy niż prowokuje.

  • thekrasnals1

    W wypowiedzi Kuby Banasiaka wyczuwalny jest resentyment i frustracja, do tego podparte silną bazą egoizmu i manii własnej wielkości. Prawda jest taka, że platforma krytyki nigdy nie istniała. To co się działo w miejscach wspominanych przez Kubę (włącznie a przede wszystkim z jego własnym blogiem) to nic innego jak agresywny marketing swoich i mieszanie z błotem pozostałych (wykluczonych).
    Jeśli zależy mu na platformie, a nie na ponownym byciu na świeczniku przez 5 minut, dlaczego jakoś nie widać jego komentarzy u pani na Strasznejsztuce, czy u pana Biernackiego na Browarnej? Piotr Bernatowicz próbował stworzyć forum na Arteonie, ale i tamtej platformy Banasiak nie wsparł.
    Jeszcze niedawno innych wyzywał od frustratów, a obecnie stanowi ich wzorowy przykład.

    Chwilowo został wykorzystany przez Raster, FGF itp. do promocji swoich, przemielony i wypluty. Jak już ustabilizowała się pozycja tych galerii i ich artystów na targach zagranicznych, rozgłos w kraju przydatny na początku do budowania kariery, przestał być potrzebny. Po co teraz np. jakieś prowokacyjne artykuły o Sasnalu, Budnym, Bujnowskim, Ziółkowskim czy Sosnowskiej? Hałaśliwy Banasiak był potrzebny aby stworzyć pretekst do wystawienia naszych w Zachęcie miejscu z którego odbija się towar z trampoliny na Zachód. A po pobycie Krytyki Politycznej na biennale w Wenecji i w Berlinie, żaden Banasiak nie jest już potrzebny do pisania przewodników. I w tym momencie rzecz jasna dla Banasiaka krytyka artystyczna umarła.
    Podsumowując, był szarym pracownikiem korporacji, doskonałym krytykiem systemowym. Jak korporacja sztuki współczesnej przestała go potrzebować, to mu podziękowała. Przykre to okazuje się że nie tylko czołowi artyści, ale i czołowi krytycy są tylko pionkami.

  • Gość: [schody_do_nieba] *.b2b2c.ca

    Kiedys policzylem ile jest pism w dziale sztuka w ksiegarni, w kraju G7. Naliczylem ok. 110. Dwa-trzy razy tyle tytulow marzy o dostaniu sie do ksiegarni, sprzedawane sa w kolportazu. Wiec o co tu chodzi? Kazde takie pismo co miesiac promuje kilka nazwisk, publikujac reklamy pozwala utrzymac sie licznym firmom zwiazanym ze sztuka. No i prowadzi edukacje artystyczna i kulturalna.

  • thekrasnals1

    i proszę... Banasiak marzący o platformie krytyki po raz kolejny pokazał swą prawdziwą naturę dyktatora. Nasz komentarz o wyżej przytoczonej treści został ściągnięty z gabloty krytyki. I o czym tu mamy gadać?

  • Gość: [Piotr Bernatowicz] *.internetdsl.tpnet.pl

    tak, niestety, komentarz krasnali bardzo trafny..

  • kanibalia

    Dodajmy, że lat temu kilka żywą i tłumnie odwiedzaną platformą dyskusji o sztuce był choćby Krytykant.pl (a i na Obiegu sporo się działo) - dyskusja tam bynajmniej nie zamarła sama, to sami moderatorzy portali zablokowali komentarze gdy nie byli w stanie obronić swojego punktu widzenia.
    Obecny żal za utraconą możliwością rozmowy ma więc posmak łez krokodylich...

  • jan.szczepan

    Ciekawy punkt widzienia. Sama materia krytyki w sztuce jest bardzo grząska, gdyż należy odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie - czy można obiektywnie krytykować coś tak subiektywnego - zarówno na płaszczyźnie wytwórstwa jak i odbioru. To nie przekształcenie spółek, w którym na podstawie tabelek i danych da się określić czy była to udana czy nieudana transakcja. Przy sztuce taki wyczyn to...sztuka :) pozdrawiam!

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci