Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Mediations Biennale - obszary niepojmowalnego

izakow2

Kiedy dowiedziałam się, jaki jest tytuł tegorocznego Madiations Biennale (14.09-14.10)Niepojmowalne – pomyślałam, że jest to słowo wytrych, pod które można podciągnąć wszystko, i które w zasadzie nie mówi nic. Jednak po obejrzeniu prezentowanych prac, przekonałam się, co do trafności tytułu. Biennale było bowiem faktycznie wielowątkową narracją na temat tego, co wciąż jest dla nas niepojmowalne.


Tomek Wendland, kurator całego przedsięwzięcia, wskazał na potrzebę innego spojrzenia na sztukę, odcinając się od jej traktowania jako komentarza współczesnych wydarzeń społecznych i politycznych, a więc utraty przez sztukę – niezależności. Jednak, czym miałaby być owa niezależność sztuki, jeśli nie ułudą? Wykpił to już Marcel Duchamp, wysyłając w 1917 roku na pierwszą wystawę Stowarzyszenia Artystów Niezależnych w Nowym Jorku Fontannę, wskazując tym gestem na pozorność wiary w niezależność sztuki oraz jej zależność od instytucjonalnego obiegu.


Sztuka jest zawsze komentarzem do rzeczywistości, zmusza nas jednak do takiego spojrzenia na nią, które pozwala wyjść poza schematy, inaczej spojrzeć na rzeczy, wydawałoby się oczywiste, dostrzec to, czego zwykle nie dostrzegamy. Sztuka pozwala nam również na przeniesienie się poza rzeczywistość, wejście w obszar fantazji, na eksploatowanie własnej wyobraźni. I tak rozumiem owo ‘niepojmowalne’, o którym mówiły prace zgromadzone na Biennale. Były one komentarzem do rzeczywistości, niektóre nawet – wbrew deklaracjom kuratora – były komentarzem do wydarzeń społecznych i politycznych, ale zarazem pozwalały znaleźć się „gdzieś indziej” – po drugiej stronie lustra. Rozumiem jednak, o co chodziło Wendlandowi, a mianowicie o to, że sztuka nie może być ilustracją politycznych czy ideologicznych tez, bo to zawsze ją zubaża.


Poznańskie Biennale zostało przygotowane z dużym rozmachem – prace prezentowane były w kilku miejscach – w Muzeum Narodowym, w dawnej synagodze (tej, którą naziści zamienili w 1941 roku w pływalnię), w galerii U Jezuitów, w Centrum Kultury Zamek, Muzeum Archidiecezjalnym, w parku przy Starym Browarze oraz na lotnisku, imprezie towarzyszyły konferencje, koncerty oraz perfomances. Wszystko to wskazywało na kilka różnych, niekiedy nachodzących na siebie, a niekiedy pozbawionych miejsc styku, obszarów niepojmowalnego.


Wyjście poza rzeczywistość


Część prac wskazywała na potrzebę zastanowienia się nad tym, co istnieje poza rzeczywistością fizyczną, poza czasem realnym oraz poza naszym życiem. Mówiła o tym między innymi piękna wideo instalacja Billa Violi pt. Transfigurations (2008), odnosząca się do tego, co można określić patetycznie Gauguinowskim pytaniem: „skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd idziemy?”.


 

Praca ta prowokowała między innymi do pytań, czym jest śmierć i czym jest nieistnienie, ale można ją odczytywać także, zgodnie z myślą artysty, jako mówiącą o wewnętrznej przemianie. Nieco w innym kontekście, o przemianach związanych z życiem i śmiercią mówiła praca wideo Still Burning Shahara Marcusa, odnosząca się do postaci Golema. Warto tu dodać, że najbardziej znaną wersję legendy o człowieku bez duszy, ulepionym z gliny, stworzył Maharal - rabin Jehuda Löw ben Bezalel z Pragi, urodzony w Poznaniu.


Po drugiej stronie lustra


Poza rzeczywistością istnieją także sfery fantazji, snu, marzeń. Część prac nawiązywała do świata baśni, jak w przypadku Aiko Miyanaga, która zaprezentowała tajemniczą skrzynię ze znajdującymi się w środku, białymi – jakby zamrożonymi, kluczami, ukrytymi pod szybą, która wydawała się być pokryta płatkami śniegu (w rzeczywistości był to naftalen, który w temperaturze pokojowej zmienia się w kryształ). Czy były to klucze Królowej Śniegu, czy miały one otwierać drzwi świata wyobraźni?

 

 

Ta praca znajdowała się w Zamku, podobnie jak bajkowa tykająca machina zatytułowana Just One Second Benjamina Bergamnna oraz baśniowy film Yosefa Dadoune’a Sion ukazujący błąkającą się po Luwrze kobietę w czarnej sukni będącą alegorią Jerozolimy. Niekiedy fantazje mogą przerażać, zmieniając się w horror, jak w instalacji Leszka Knaflewskiego, której towarzyszył filmowy obraz wijącego się w spazmach mikrofonu czy w pracy Mithu Sen I chew, I bite, ukazującej przyklejone do ściany zębate narośla.

 

 

Jedną z najbardziej bajkowych prac była papierowa instalacja Takashiego Kuribayaschiego Forest from Forest, znajdująca się w galerii u Jezuitów, pozwalająca widzom przemieszczać się pod powierzchnią poetyckiego, białego lasu, zbudowanego z papieru, w którym znajdujące się gdzieniegdzie otwory umożliwiały wystawianie głowy na powierzchnię.

 

 

I choć autor zainteresowany jest najbardziej znaczeniem pojęcia natura oraz kwestiami związanymi z recyklingiem, praca ta dawała też możliwość spojrzenia na świat z innej perspektywy. Będąc bowiem w strefie podziemnej, mrocznej i ciasnej, można było zobaczyć urzekający świat tego, co na zewnątrz - oświetlony, zimowy las.


Niektóre prace pozwalały faktycznie poczuć, że przekroczyliśmy granicę między rzeczywistością a fantazją, przeszliśmy, jak Alicja, na drugą stronę lustra. Tak było w przypadku najbardziej spektakularnej pracy prezentowanej na Biennale, jaką była wideo instalacja Inferno Motohiko Odani, określana potocznie wodospadem. Było to ośmiościenne pomieszczenie pokryte wewnątrz lustrami, na którego ściany, z zewnątrz i wewnątrz wyświetlane były obrazy ukazujące spadające kaskady wodospadu. W katalogu zamieszczona jest informacja, że widz ma odnieść wrażenie zapadania się w bezkresnym inferno, jak w przypadku Piekła z Boskiej Komedii Dantego. Wrażenia były jednak nieco inne, raczej unoszenia się, podróżowania w przestworza czy też jechania windą do nieba, jak określiła to jedna z moich studentek.

 

 

Inferno robiło wrażenie nawet z daleka!


Możliwości technologiczne


Praca Odaniego nie powstałaby, gdyby nie nowoczesna technologia. Wrażenie bliskości wodospadu oraz unoszenia się były tak silne, że powodowały zawroty głowy.  Poczucie oderwania się od rzeczywistości i znalezienia się wśród gwiezdnych konstelacji pojawiało się także w przypadku pracy Mischy Kuballa Seven Virtues. To właśnie nowoczesna technologia pozwala na tworzenie prac, które zakłócają normalną percepcję rzeczywistości, pozwalają na dosłowne, w zasadzie fizyczne, znalezienie się w sferze fantazji, co ukazywała piękna praca Joanny Hoffmann-Dietrich, wykorzystująca między innymi technologię 3D. Autorka tak pisze o swojej sztuce: „Tłumaczę koncepcje naukowe na język sztuki, rozumianej jako źródło osobistej i zbiorowej świadomości, oraz wprowadzam element intuicji do badań nad niezgłębioną dotąd naturą otaczającej nas rzeczywistości”. Nie tylko Hoffmann odwołała się do możliwości współczesnej nauki. Do dokonań współczesnej fizyki nawiązuje praca Andrzeja Fasieckiego pt. Accelerrator, która prowokuje do pytań, czy nauka może ujawnić nam niepojmowalne; czy cząstka elementarna Higgsa jest faktycznie ową boską cząstką?


Śmierć


Tym, co wydaje się najbardziej niepojmowalne jest śmierć, do której nawiązywały niektóre prezentowane prace, w tym wspomniana już wideo instalacja Billa Violi. Warto wspomnieć też o uwodzącym wizualnie filmie Charly’ego Nijensohna Dead Forest Storm pozwalającym przywołać dawne wyobrażenia na temat śmierci, między innymi postać Charona przewożącego dusze na drugą stronę. Niepokojąca natura, martwy amazoński las, samotność człowieka w tym ponurym krajobrazie - to wszystko może się też kojarzyć z obrazami romantyków, a szczególnie Caspara Davida Friedricha, u którego natura miała znaczenia transcendentne i również miała skłaniać do namysłu nad nicością ludzkiego życia i jego małością wobec nieprzemijalności natury. W tym kontekście należy jednak zapytać, a co ze śmiercią innych gatunków? Dlaczego dla ludzi martwe zwierzę jest tylko ścierwem podlegającym drobiazgowej obróbce, jak w porażającej, bardzo ambiwalentnej pod względem etycznym, pracy Wanga Quingsonga?


Z drugiej strony śmierć ulega odrealnieniu, w świecie wirtualnym można umierać nieskończoną ilość razy, co może wpływać na to, że przestajemy ją traktować jako coś prawdziwego. Na ten problem wskazywała interaktywna instalacja Death Clock Tatsuo Miyajimy, która pozwalała widzom na stworzenie własnych zegarów śmierci, które odliczają czas ich życia. Tym samym śmierć została tu przekształcona w coś, co podlega cyfrowej obróbce, staje się jedynie obrazkiem, a nawet elementem gry czy też zabawy.



 

O anonimowości śmierci mówiła z kolei dość niepozorna, ale bardzo mocna w wyrazie, projekcja Alice Miceli 88 from 40 000, wykorzystująca zdjęcia 88 więźniów z Kambodży, którzy zostali skazani na karę śmierci. Było to 88 osób z 40 000 zabitych w więzieniu Khmer Rouge, których udało się zidentyfikować i ustalić daty uwięzienia i egzekucji. Reszta pozostała nierozpoznana.


Do śmierci odnosiła się również praca meksykańskiej artystki Teresty Margolles Irrigacion, ukazująca ciężarówkę czyszczącą szosę na pograniczu Meksyku ze Stanami Zjednoczonymi, przy niesławnym Ciudad Juarez, w którym tylko przez trzy miesiące 2010 roku zostało zamordowanych ponad 500 kobiet, mężczyzn i dzieci. Spokojny krajobraz, monotonna praca czyszczącego drogę samochodu w zestawieniu z tymi informacjami były bardziej poruszające niż mówienie o śmierci wprost. Podobnie zresztą niesamowite wrażenie robiły utkane z rurek do transfuzji ze śladami zaschniętej krwi abstrakcyjne obrazy Moniki Fioreschy. 


Katastrofy


Prace Miceli i Margolles bardzo mocno osadzone są w tematyce społeczno-politycznej, wskazują na niesprawiedliwość oraz zbrodnie dokonywane przy obojętności świata. Te zbrodnie wydają się całkowicie niepojmowalne, jak w przypadku ludobójstwa, do którego doszło w Rwandzie w 1994 roku, o czym mówiła w sposób symboliczny praca wideo Adela Abdessemeda Memoire, ukazująca pawiana układającego z liter słowa: ‘Tutsi’ i ‘Hutu’. Praca Abdessemeda wskazywała z jednej strony na potrzebę upamiętnienia tego, co się stało, co w przypadku Rwandy jest wciąż jeszcze ogromnym problemem, a z drugiej – wskazywała na fakt, że wszelkie ludobójstwa zaczynają się od odczłowieczenia innego. Inne prace także odsyłały do katastrof, wskazywały na to, że żyjemy w ich cieniu, że wciąż towarzyszy nam groza nieprzepracowanej historii.


 

Do Holocaustu odsyłały prace prezentowane w Zamku: Work makes no sense Adama Kalinowskiego (ale ileż można, po pracach Libery, Klamana czy Czerepoka, wciąż wykorzystywać symbol bramy obozu koncentracyjnego w Auschwitz?) oraz We were dead, and we could breathe Fernando Pratsa, która początkowo była pokazywana w sali kominkowej Zamku, ale później musiała zostać przeniesiona do piwnic, gdyż wchodzące w jej skład lodowisko zaczęło się roztapiać. Lodowisku towarzyszyła projekcja wideo ukazująca krajobraz Auschwitz, zaś tę pracę ze względu na specyficzne pojmowanie natury, jakby obojętnej na to, co się stało w tym miejscu, porównać można do prac Mirosława Bałki (zwłaszcza Winterreise). Lodowisko, bijące od niego zimno – było bardzo mocnym elementem pracy Pratsa, wystarczyłoby ono samo, bez towarzyszącego mu filmu. Niestety przykład prac Kalinowskiego i Pratsa pokazuje, że sztuka odnosząca się do Zagłady w jakimś sensie już się zakademizowała i trudno jest w przypadku tego tematu powiedzieć coś nowego…


Brzemię przeszłości obecne było także w dawnej synagodze, przede wszystkim ze względu na historię tego miejsca zbezczeszczonego przez nazistów. Wideo izraelskiej artystki Orit Adar Bechar Gateways wskazywało na naszą wyobraźnię historyczną, a więc na to, jak pewne obrazy mechanicznie niemal kojarzymy z katastrofą. Film nie pokazywał jednak żadnego konkretnego miejsca, ale jedynie makietę przedstawiająca ruiny, które do pewnego stopnia mogły kojarzyć się zarówno z obozem koncentracyjnym, ze zniszczoną elektrownią atomową czy podziemiami jakiegoś dworca. Obrazy te miały tworzyć „bazę pamięci historycznej pozbawioną jakiegokolwiek kontekstu”.


Wspomniałam, że trudno już w sztuce powiedzieć coś nowego o Zagładzie, być może zresztą jest tak, że powinniśmy przestać wpatrywać się w niezagojoną ranę przeszłości, ale uważnie obserwować zagrożenia pojawiające się w naszej rzeczywistości. Jednym z takich zagrożeń jest współczesny fanatyzm religijny, do czego odnosiła się znakomita praca Grzegorza Klamana Fear and Trembling (a więc Bojaźń i drżenie), ukazująca trzy klęczące pod ścianą postacie okryte czarnymi chustami, uderzające głowami o ścianę.


 

Sprawiały one wrażenie niezwykle realnych, a zarazem całkowicie obojętnych na otaczającą je rzeczywistość i oddanych jedynie własnym rytuałom. Tę pracę można odczytać jako uniwersalny symbol religijnego fanatyzmu (ich pozy odsyłały zarazem do religii judaistycznej, chrześcijańskiej, jak i muzułmańskiej). W ich obecności nietrudno było odczuć dreszcz niepokoju.


Warto też pamiętać, że obecnie katastrofy podlegają medialnym przetworzeniom, na co wskazywała poruszająca praca wideo Alejandro Vidala Firestorm, pokazująca eksplodujące fajerwerki, którym to obrazom towarzyszyły dźwięki wybuchów zarejestrowane podczas prawdziwych militarnych konfliktów. Wideo Vidala mówiło też o utracie pierwotnych znaczeń tego, co prezentowane jest w mediach, u ujednoliceniu relacji pokazujących konflikty zbrojne, o dążeniu do ciągłego pokazywania „fajerwerków”. Na marginesie warto zauważyć, że tego rodzaju prace odnoszące się do medializacji rzeczywistości, a szczególnie zbrojnych konfliktów wskazują na pewien „duch czasu” obecny we współczesnej sztuce, wątki te były bowiem również bardzo silnie obecne podczas tegorocznych Documenta w Kassel.


Natura


Jeszcze jednym wątkiem, silnie obecnym na Biennale, a zarazem odnoszącym się do tego, co cieszy się szczególnym zainteresowaniem współczesnych artystów, była próba przeformułowania pojęcia natura, która jak wiadomo nie istnieje już w stanie czystym, może pojawiać się całkowicie przetworzona, jak we wspomnianej już instalacji Takashiego Kuribayaschiego Forest  from Forest, zaś jej symulacje mogą dostarczać nam silniejszych przeżyć, niż obcowanie z prawdziwą naturą, jak w przypadku wodospadu Motohiko Odaniego. Zwłaszcza prace eksponowane w Muzeum Narodowym odnosiły się do estetyki posthumanizmu, do relacji pomiędzy ludźmi a zwierzętami (do tej tematyki odnosiła się również świetna praca wideo Rana Slavina ze szczekającymi ludźmi umieszczona w Zamku), do eksploatowania międzygatunkowych podobieństw, co znakomicie pokazała praca Julii Oldham Relations, w której na kilku małych monitorach ukazana była sama artystka w przyspieszonym tempie odtwarzająca sposób poruszania się owadów, miedzy innymi pszczoły, pająka, muchy czy komara. Niepokojący świat owadów rozpełzł się po ścianach muzeum w malarskiej instalacji Reginy Silveiry.


 

Zaś na bliskość kultur ludzi i zwierząt, a szczególnie pszczół, wskazywało wideo I Am The Animal Lenore Malen, w którym na przykład inteligencja roju pszczół, którymi zarządza królowa została porównana do tego, jak funkcjonuje ludzki umysł. Praca ta prowokowała też do namysłu nad tym, czym są kultury, nie tylko ludzkie oraz, jakie występują pomiędzy nimi podobieństwa. Obecnie bowiem, tak jak przeformułowaniu musi zostać poddane pojęcie natury, tak samo przedefiniować należy kulturę, wiadomo już bowiem, że nie jest ona wyłączną domeną człowieka. W tym kontekście odczytać można też na nowo dawne prace, dlatego w Muzeum Narodowym w pobliżu prac odnoszących się do ludzko-zwierzęcych relacji znalazło się zdjęcie ze słynnego Happeningu Morskiego Tadeusza Kantora z 1967 roku, który z dzisiejszej perspektywy może być uznany za przykład znakomitego uzupełnianie się działania człowieka i działania natury – natury, która w tym przypadku pozostała całkowicie obojętna i niewzruszona na działania artysty ukazanego w pozie dyrygowania, a więc jakby próbującego nią kierować i nad nią zapanować.  


Sztuka


W odniesieniu do rozległości obszarów, które wydają się niemożliwe do pojęcia i zrozumienia, sama sztuka podejmująca te tematy także może jawić się jako coś niepojmowalnego. W pewnym sensie niepojmowalna jest sama zdolność tworzenia, wyczarowywania niesamowitych form, kształtów, obrazów czy dostarczania niecodziennych wrażeń. Chodzi tu również o sztukę, która przywołuje wrażenia zmysłowe, działa nie tylko na zmysł wzroku, ale może przyczynić się do poczucia utraty równowagi, może ziębić (jak praca Prasta z lodem) lub intensywnie grzać, jak świetna pracy Macieja Olszewskiego Relations odnosząca się do działań Mariny Abramowić i Ulaya.


 

 

Mój dwunastoletni syn, patrząc na zdjęcie jednego z prezentowanych obiektów, określił je słowem: „niepojęte”, choć nie znał tytułu Biennale! Myślę, że ta anegdota jeszcze bardziej uzasadniania trafność wyboru takiego akurat tytułu.  Ernst Gombrich (1909-2001) w swojej książce Sztuka i złudzenie chciał przywrócić podziw dla ludzkiej zdolności wyczarowywania z form, linii, cieni i kolorów owych tajemniczych objawień widzialnej rzeczywistości, które zwiemy obrazami, zaś samą sztukę pojmował jako tworzenie iluzji. Myślę, że jego podziw byłby jeszcze większy, gdyby zobaczył wodospad Odaniego, pracę Joanny Hoffmann, przechadzające się pomiędzy sferą cienia a sferą życia postacie u Billa Violi czy obraz Xu Binga z serii Background Story. Ten ostatni to podświetlony, nieco tajemniczy pejzaż, wzorowany na dawnych chińskich rycinach, który sprawia wrażenie lekko trójwymiarowego (jak w obrazkach wytłaczanych na chińskiej porcelanie), przy czym autor daje nam wgląd w to, w jaki sposób obraz został zrobiony, ukazując jego drugą stronę, do której przyklejone są różnego rodzaju śmieci, suszone rośliny, gazety itp.

 

 

Można zakończyć te rozważania mottem jednego z rozdziałów w książce Sztuka i złudzenie, jakim są słowa Jeana Etienne’a Liotarda: „Malarstwo jest zadziwiającym czarnoksiężnikiem. Z pomocą jawnych oszustw dowodzi, że samo jest czystą Prawdą” – z zastrzeżeniem, że nie chodzi już tylko o malarstwo, ale o sztukę w ogóle.


I taka - magiczna - była też sztuka prezentowana podczas Mediations Biennale w 2012 roku.


 

Cytaty pochodzą z tekstu Tomka Wendlanda oraz opisów prac z katalogu 3. Mediations Biennale Niepojmowalne, red. S. Czubała, Poznań 2012, a także z książki: Ernsta H.Gombrich, Sztuka i złudzenie. O psychologii przedstawiania obrazowego, przeł. J. Zarański, PIW, Warszawa 1981.

Komentarze (49)

Dodaj komentarz
  • rowerowel

    AMS cenzuruje Muzeum Sztuki Nowoczesnej:
    www.press.pl/newsy/reklama/pokaz/40124,AMS-wycofal-swoje-nosniki-z-wystawy-Miasto-na-sprzedaz

  • izakow2

    Ciekawa historia, oczywiście AMS jako prywatna firma ma do tego prawo, inna sprawa, że gdybym była adbusterką, nie chciałabym wchodzić w takie mariaże pomiędzy obiegiem legalnym a nielegalnym. Jeśli działania adbusterskie mają mieć sens, powinny pozostać nielegalne, bo w przeciwnym razie zaczynają w gruncie rzeczy uwiarygadniać obieg oficjalny-prywatny-neoliberalny, a przecież chcą z nim walczyć. W dalszej kolejności, po uznaniu adbustingu za sztukę, nastąpi włączenie tych praktyk do obiegu komercyjnego i do samej reklamy... Tak niestety dzieje się z wszystkim praktykami oporu, ale jeśli ci, którzy je uprawiają, zgadzają się na takie mariaże, niech się potem nie dziwią, że ktoś coś ocenzuruje...

  • rowerowel

    Zaskoczyła mnie Pani: "AMS jako prywatna firma ma do tego prawo" - z całym szcunkiem nie rozumiem logiki. Urzędnicy cenzurowali wystawy to było źle i zamach na wyolność wypowiedzi. A AMS ma prawo wpływąć na to co wisi w Muzeum SZtuki Nowoczesnej? To już nie jest zamach na wolność wypowiedzi? A może chodzi o to, czyje dzieła się cenzuruje. Jakby wisiał tam Sasnal albo Libera, to też AMS miałby do tego prawo? A chłopaków z mFy można cenzurować, bo są spoza układu?
    To nie oni się wprosili na wystawę, tylko MSN ich tam zaprosił. I jak już te prace tam zawisły to trzeba było tego bronić, a nie uginać sie przed prywatna firma z wielkim kapitałem.

  • izakow2

    Ło matko ;) Nie o to mi chodziło. Oczywiście, że jest to zamach na wolność wypowiedzi, a AMS zasłynęła już w takich zamachach wcześniej, np. cenzurując "Więzy krwi" Kozyry - i niestety jeszcze bardziej miała do tego prawo, bo nie odbywało się to w przestrzeni publicznej, ale w ramach Galerii Zewnętrznej. Nie mówiąc o tym, że wcześniej Kozyrę sami zaprosili. To wszystko pokazuje jedynie, jak kapitał wykorzystuje sztukę i używa jej we własnych celach. Tym bardziej się dziwię, że chłopacy z mFy zgodzili się wziąć udział w takim przedsięwzięciu. To dość niebezpieczne, kiedy działania antysystemowe zostają zawłaszczone przez system i w efekcie muszą liczyć się z jego działaniem (oczywiście, że niesprawiedliwym). Pytanie jest jeszcze takie, jaka w tym wszystkim jest rola MSN, skoro sobie pozwala na narzucanie zasad przez prywatną firmę? Tego kompletnie nie rozumiem, ale zarazem pokazuje to, w jaki sposób działa system (w tym - również system sztuki, która jak pisałam w notce powyżej nigdy nie była i nie będzie niezależna, natomiast działania adbusterskie niezależne mogą pozostać, o ile nie będą bratać się z systemem).

  • Gość: [gość niedzielny] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    emfa.pl/dypty/
    -------------------------------------------
    a bo się tyczy Agory(wydawca Gazety Wyborczej.........)
    -świetne... :)
    pzdr. dla Twórców...

  • Gość: [gość niedzielny] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    i dla Pani Izy extra:
    cyt:
    Chwalona, "ceniona", a może nawet "uwielbiana" na salonach, genialna obserwatorka współczesnego świata... Nagle przestaje być trendy!(Dorota Masłowska)
    Gazeta Wyborcza chłodno zrelacjonowała jej najnowszy wywiad dla "Rzeczypospolitej".

    "Prowadzący rozmowę zapytał Masłowską również o katastrofę smoleńską. - W katastrofie smoleńskiej widzę wielkie cierpienie osobiste wielu ludzi, cierpienie, którego nie jestem w stanie zrozumieć, i o którym nie miałabym tupetu się wypowiadać - ucina pisarka. Dopytywana o incydenty pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, podkreśla: - To było bydło (...). Zrobiła na mnie ogromne wrażenie skala zbydlęcenia społeczeństwa. Było to tym bardziej przygnębiające, że wielu ludzi, sikając na znicze, miało przekonanie, że robi to w imię inteligencji i zdrowego rozsądku".
    --------------------------------------------------------------------------------------------------
    No tak, no tak... Po takiej niepostępowej ocenie sikających na znicze intelektualistów trudno było się spodziewać entuzjazmu recenzentów Gazety Wyborczej dla nowej książki Masłowskiej.
    Nowa Masłowska. Boki zrywać? Niekoniecznie [RECENZJA]

    "Nowy Jork zamiast Polski w nowej powieści Masłowskiej. "Przyjaźń przez Facebook, sport z konsoli, seks przez kamerkę, wychowanie dzieci przez Skype'a" - tak, taka jest dziś właśnie nasza kondycja, ale, u licha, czy ktoś o tym nie wie?".
    ---------------------------,,-----------------------------------
    tylko czekać jak Pan Żmijewski zrobi film ,,Gdziekolwiek jesteś Panie Prezydencie,, ,ale to już inna bajka... ;)

  • izakow2

    Tylko nie bardzo wiem, co to ma wspólnego z moim wpisem...

  • Gość: [gość niedzielny] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    cyt:
    (...)że wciąż towarzyszy nam groza nieprzepracowanej historii. (..)
    może być?
    ;)

  • izakow2

    może być

  • Gość: [schodydonieba] *.b2b2c.ca

    Reklama to business, a business to pieniadze. Pieniadze to jak wiadomo Zydzi! Czy musze jeszcze cos dodawac? Widzialyscie jaki ten Zukckerman ma nos?

  • izakow2

    Rozumiem, że to żart...

  • Gość: [schodydonieba] *.b2b2c.ca

    Jeszcze lepszy zart to pani profesor rozprawiajaca o strategiach. Co jest zlego w akumulacji kapitalu? niska smiertelnosc niemowlat? dlugie zycie? pelny brzuch? w tym roku z glodu umrze 29 milionow ludzi, raczej nie w krajach gdzie jest duzo reklam.

  • izakow2

    Ja muszę przyznać, że niekiedy trudno mi rozgryźć Pana wypowiedzi i o co Panu w ogóle "się rozchodzi". Czy Pani nie wie, że jest to system naczyń połączonych, że ludzie umierający z głodu to między innymi wynik akumulacji kapitału w krajach rozwiniętych i eksploatacji obszarów i dób krajów rozwijających się przez tenże kapitał?

  • Gość: [JAN JANUSZ ANDRZEJ] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    A mi nie podobało się to wideo z cysterną w synagodze. To takie dodawanie znaczenia, trzeba wiedzieć, co to za droga i co się tam wydarzyło, żeby odczytywać sens tej pracy. Bez całej otoczki ta praca to taki "suchar" po prostu. To jest to czego nie lubię. W zestawieniu np z pracą Billa Viola, która w bardzo prosty i piękny sposób komunikowała coś zrozumiałego dla wszystkich zwiedzających. Nie był tam potrzebne opisy, bo to po prostu działało, miało w sobie wszystko. Tak odróżnić można sztukę wielką od sztuki słabej.

  • max.dogin

    @Iza Kowalczyk

    Na początek gwoli jasności - nie jestem zwolennikiem biennali. Tego rodzaju format wystawienniczy, pomiędzy turystyką i poszerzaniem wiedzy (po 2000 roku bardzo modny zwłaszcza w Europie Środkowej i Wschodniej) budzi moje podejrzenie.
    Kolejne podejrzenie wzbudza przywołane na koniec Pani rezenzji (Mediations Biennale 2012) motto Jeana Etiennea Liotarda: "Malarstwo jest zadziwiającym czarnoksiężnikiem. Z pomocą jawnych oszustw dowodzi, że samo jest czystą Prawdą." Z pomocą Pani interpretacji brzmi teraz: "Sztuka jest zadziwiającym czarnoksiężnikiem. Z pomocą jawnych oszustw dowodzi, że samo jest czystą Prawdą."

    A więc spytam się wprost o tą czystą Prawdę:

    Po co miastu (liczącemu 800 tysięcy mieszkańców) potrzebne jest biennale i to największe w Europie?

    Formułujac kolejne pytanie zatrzymał mnie na tekst Piotra Bernatowicza URBAN LEGEND - MIEJSKIE PRZYPADKI na forum arteon www.arteon.pl/forum.php?id_note=111 z 2009 roku i krótka (wybrana przez mnie) wymiana komentarzy pod nim:
    -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    andrzej biernacki:
    Jakoś nie mogę doczekać się tej, jakże skromnej informacji o finansach UL. Szkoda, bo takie dane więcej mówią o naturze rzeczy niż stronnicze wrażenia uczestników czy wydumane opinie komentatorów

    piotr.b:
    Panie Andrzeju, miałem nadzieję, że ktoś z organizatorów odpowie Panu tutaj na to pytanie (chyba czytają relację ze swojej imprezy?), bo ja niestety takiej wiedzy nie posiadam. Ale skierowałem już pytanie do organizatorów o budżet Urban Legend i mam nadzieję, że otrzymam odpowiedź, którą chętnie się z Panem podzielę.

    andrzej biernacki:
    Dzięki za fatygę. Sorry, że drążę. Chciałbym się mylić, ale wiem skądinąd, że zwykle w takich animacjach o Urban Legend chodzi najmniej.
    -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Pytanie: ile kosztowalo miasto Mediations Biennale 2012 i czy rzeczywiście chodzi tutaj o biennale? Czy nie jest to proces instrumentalizacji tego typu wydarzenia w celu kształtowania marki i wizerunku miasta. Kultura staje się w ten sposób elementem polityczno-ekonomicznych strategii, którym nadawać ma szczególny charakter. O jakiego rodzaju strategie tutaj chodzi? www.rozbrat.org/kultura/przestrzen/1413-sztuka-polityka-i-anty-marketing-mediations-biennale

    Oczywiście, pytania te są także skierowane do komentatorek/komentatorów blogu.

    Pozdrowienia z Hamburga max dogin :)

  • max.dogin

    Sądzę, że Kolektyw Rozbrat mógłby tutaj dostarczyć ciekawych informacji?

    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)

  • izakow2

    Pani Janie Januszu, rozumiem, o co Panu chodzi, że dzieło sztuki powinno bronić się samo, a nie, że zrozumiane jest tylko dzięki towarzyszącemu mu opisowi. Mam ambiwalentne odczucia, co do tego. W zasadzie mogłabym się zgodzić, ale sztuka współczesna (zresztą podobnie jak inne "działy" kultury) bardzo często nabiera znaczeń dopiero w dyskursie, funkcjonuje kontekstualnie, wymaga od nas wiedzy itd. Co do Billa Violi, niekoniecznie jest tak, że nie potrzebny jest tej pracy komentarz. Ja byłam tam z grupą studentów i okazało się, że praca wcale nie jest zrozumiała sama przez się.

    Panie Maxie, też rozumiem i częściowo się zgadzam, również krytykuję tego rodzaju imprezy, jako potwierdzenie wciągnięcia sztuki w neoliberalny system oraz w praktyki turyzmu. Idą na to ogromne pieniądze, tak jest przecież również z Documentami. Gdybym jednak była krytykiem radykalnym, musiałabym porzucić zajmowanie się sztuką, a przecież sama z tym imprez czerpię przyjemność i inspiracje. Mam tylko drobną uwagę, że z pewnością Mediations Biennale nie jest największe w Europie. Zapomniał Pan o Biennale w Wenecji, a nawet, jeśli wziąć tylko Europę Środkową, to również nie jest ono największe.
    Pozdrawiam

  • Gość: [schodydonieba] *.b2b2c.ca

    Izakow 2

    1.Uwazam ze naduzywa pani slowa cenzura. Firma AMS powoluje sie na wyzsze wartosci, wiec poczekajmy z wyrokami.
    2. Pussy Riot sa w teh chwili najbardziej znanym zespolem punk na swiecie. Ale nie nagraly jeszcze pierwszego singla. I raczej nie nagraja. Zawsze trzeba uwazac gdy ludzie z establishmentu probuja definowac kulture ludzie przez establishment wydymanym.

    pozdrawiami

  • Gość: [schodydonieba] *.b2b2c.ca

    Max Dogin

    Cel organizacji imprez

    1. zaspokajanie potrzeb kulturalnych
    2. wylawianie talentow ( artytsycznych, organizacyjnych, technicznych,etc )
    3. kreacja miejsc pracy
    4. branding miejsca ( kto tu mieszka i na co ich stac )
    5. zwiekszenie sprzedazy mieszkan
    6. integracja srodowsika
    7. zapobieganie przestezosci
    8. zarabianie pieniedzy dla budzetu miasta

    takich punktow moze byc 20 - 50. Wielkosc miasta nie ma ty zadnego znaczenia. Ostatecznycm kryterium jest zwrot z inwestycji.

  • max.dogin

    Dwa sprostowania:

    1. Rzeczywiście, według oficjalnej informacji na portalu muzeum.poznan.pl Mediations Biennale to "Największa wystawa sztuki współczesnej w Polsce i jedna z większych tego typu imprez w Europie Środkowej." O podobnej treści standaryzowaną notkę prasową można przeczytać na wielu innych polskich internetowych stronach informujących o biennale. Może wzięły sobie do serca stwierdzenie w recenzji Richarda Unwina: "The largest exhibition of contemporary art in Central Europe." z "Friese" z przed 2 lat? Może wyssał sobie je z palca, bo taką analizę porównawczą środkowoeuropejskich biennali etc. potwierdzającą je do tej pory nie czytałem, ale dobrze służy celom marketingowym? Chyba, że komentatorzy/rki na blogu wiedzą, gdzie można ją znaleźć?
    2. Miasto Poznań w 2010 roku liczyło 552 tysiące mieszkańców (liczba systematyczne spada), a nie jak podałem 800 tysięcy. Tak więc pytanie: po co (po sprostowaniu: półmilionowemu) miastu potrzebne jest biennale jest tym bardziej aktualne?


    chody do nieba

    To miłe, że zainteresował się Pan moim komentarzem, bo na razie cisza na blogu?
    Na początek do dyskusji: proponowany przez Pana cel organizacji imprez:

    Ad. punktów: 1,2,8

    Z informacji, które udało mi się zdobyć projekt III Mediations Biennale finasowany był ze środków samorządowych Miasta Poznania w wysokości 1,1 miliona zł, środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w wysokości 269 500.00 PLN. Kolejne próby ustalenia wysokości finansowych dotacji innych państwowych sponsorów wymienionych na oficjalnej stronie Mediations Biennale zakończyły się informacyjnym fiaskiem.

    Suma 1,1 mln zł z Urzędu Miasta Poznania wydaje się proporcjonalnie wysoka biorąc pod uwagę, że biennale jest dofinansowane z otwartego konkursu ofert w dziedzinie kultury zamykającą sie sumą 7,5 mln zł. 2011 w roku (w tym roku tylko 4 mln zł!!!!). Mediations Biennale należy do tzw. projektów flagowych, które razem pożarły 4,6 mln zł z całego budżetu konkursu. Dla innych kulturalnym propozycji pozostaje śmieszna kwota 2,9 mln zł. i oczywiście trud przystąpienia do konkursu, aby uzyskać dofinansowanie, które Mediations Biennale jako jeden z projektów flagowych ma aprori zagwarantowane. Wynika z tego wniosek, ze kilka goliatowskich kulturalnych projektów zabija całą masę oddolnych kulturalnych inicjatyw i powoduje totalny zastój kultury w Poznaniu.

    Sytuację te potwierdza diagnoza Poznańskiego Konkresu Kultury z grudnia zeszłego roku:

    *stwierdzamy brak kompleksowej wizji rozwoju kultury oraz narzędzi do jej realizacji w strategii rozwoju miasta;
    *doświadczamy marginalizacji roli środowisk twórczych w kształtowaniu polityki kulturalnej miasta;
    *operujemy anachronicznymi i niejednoznacznymi mechanizmami finansowania i ewaluacji działalności kulturalnej;
    *odczuwamy widoczne i dotkliwe braki w zakresie infrastruktury kultury;
    *ponieśliśmy kompromitującą porażkę w staraniach o tytuł ESK 2016, co uważamy za symptom kryzysowej sytuacji w poznańskiej kulturze.

    Moje pytanie skierowane do Pani Izy Kowalczyk i do komentatorów/komentatorek:
    po co półmilionowemu miastu potrzebne jest biennale (które notabene po jego zakończeniu odwiedziło tylki 11 tysięcy osób!!!), jest zarazem pytaniem: czyje odgórne polityczne i finansowe interesy inicjowały jego powstanie i obecnie za nim stoją (nazwijmy je: anachroniczne i niejednoznaczne mechanizmy?)

    Pozdrowienia z Hamburga max dogin :)

    1. blog.frieze.com/2010-mediations-biennalepoznan/
    2.www.poznan.pl/mim/ngo/attachments.html?co=show&instance=1159&parent=48998&lang=pl&id=110901
    2.www.gloswielkopolski.pl/artykul/514507,kulturalna-bieda-w-poznaniu-jest-na-eliminacje-nie-ma-na,id,t.html
    3. www.mkidn.gov.pl/pages/strona-glowna/finanse/programy-ministra/programy-mkidn-2012/wydarzenia-artystyczne/sztuki-wizualne.php
    4. www.mediations.pl/pl/biennale/finansowanie
    5. poznanski-kongres-kultury.pl/diagnoza/diagnoza/

  • izakow2

    Panie Maxie,
    jest Pan dobry w wyszukiwaniu kwot, które zostały wydane na daną imprezę. A ja niestety nie jestem w tym dobra, bo chciałabym sprawdzić, ile kosztował miasto nowy stadion, ile kosztowały termy maltańskie oraz budowa zamku Przemysła, czyli tzw. Gargamela. Bo nie wiem, po co to wszystko w mieście liczącym około 500 tysięcy mieszkańców. Mam bowiem wrażenie, ze na sztukę współczesną wydaje się stosunkowo mało w porównaniu z innymi inwestycjami, a jestem przekonana, że sztuka jest potrzebna do rozwijania wyobraźni, prowokowania do myślenia, do krytycznego oglądu rzeczywistości. Trudno to samo powiedzieć o tych inwestycjach, które wymieniłam przed chwilą...

  • max.dogin

    Pani Izo,

    najnowszy Pani wpis Niesamowite u Crewdsona niestety odwraca uwagę i zabija ostatecznie tak trudno rozpoczętą krytyczną dyskusję o Mediatons Biennale na blogu. Musi być jakiś powód tak szybkich następstw Pani wpisów, ale zaniecham tutaj moją ciekawość.

    Myślę, że to nic szczególnie trudnego "sprawdzić, ile kosztował miasto nowy stadion, ile kosztowały termy maltańskie oraz budowa zamku Przemysła, czyli tzw. Gargamela."? Wystarczy tylko zajrzeć do kolektywu rozbrat www.rozbrat.org/. Bez względu na to jaką reprezentuje opcje polityczną, znaleźć tam można kolejne pozarządowe żródło informacji.
    Niestety, urząd Grobelnego i on sam został wybrany i rządzi w imieniu niewielkiego odsetka mieszkańców. Ale jest to pytanie do świadomości wyborczej poznaniaków?www.rozbrat.org/informacje/poznan/1518-wyniki-wyborow-z-uwzglednieniem- . To on doprowadził przez nieudolne rządzenie i niedofinansowanie poznańskiej kultury do jej ruiny i innych budżetowych wpadek. To, że na sztukę współczesną Poznania - lepiej wyrażając - do jej animacji w postaci otwartego konkursu ofert w dziedzinie kultury przeznacza władza miasta budżet 4 mln zł na rok 2012 jest pustym śmiechem na sali.

    Niestety, Mediatons Biennale jest tworem mającym zaspokoić Groeßenwahn elity rządzącej, elity kulturalnej i prywatnego kapitału w ramach zmagań o tytuł ESK 2016, które zakończyły się sromotnym fiaskiem. Na nie znalazł Urząd Miasta dofinansowanie w wysokości 1,1 mln zl poza konkursem, co jedynie potwierdza fakt, jak dalece poznańska instytucja sztuki jest wynikiem wspólnych zależności, no i flagowy projekt promieni teraz władzą kulturalno-symboliczną. Mało tego, przyzwaliła wprowadzić do poznańskiego środowiska sztuk wizualnych zasady neoliberalnego konkursu, z którego to będę wykluczeni artyści pozbawieni protekcjonizmu, którym użyję Pani określenia "sztuka jest potrzebna do rozwijania wyobraźni, prowokowania do myślenia, do krytycznego oglądu rzeczywistości." i to robiona lokalnie, a nie za pomocą importu globalnej sprawdzonej formy wystawienniczej i zaspakajania ego agitujących globalnie kuratorów ("Definicje są płynne. Wszystko, co robię, mieści się w pojęciu "artysta!"" jak twierdzi kurator Tomasz Wendland?) www.poznan.pl/mim/kultura/news/rozmowy,c,7/japonska-uczta-niepojmowalne-i-globalne,54791.html ) i preferowanych przez nich artystów, najczęściej z tzw. artystycznego międzynarodowego "jet setu", co na szczęście jeszcze ominęło Mediatons Biennale? I to w sytuacji totalnej niewydolności budżetowej miasta i drakońskich finansowych cięć na sztukę. Po prostu biedy!

  • max.dogin

    Kiedy kurator IV Biennale w Moskwie Peter Weibel na pytanie, dlaczego nie odwiedza Biennale w Wenecji odpowiedział: "I haven't gone to the Venice Biennial for a long time now because I believe that it has become too attached to the art market I won't find anything new and interesting to me there.", to mógł sobie pozwolić na sny o sztuce, jak mówią Niemcy "marktfern". W Rosji (według raportu "Globalisation and The Art Market" z roku 2008) jest 140 tysięcy milionerów, a w samej Moskwie zamieszkuje 27 miliarderów, co oznacza największą koncentrację bogactwa w jednym mieście na świecie i z tego przynajmniej 200 rosyjskich milionerów są ważnymi inwestorami i kolekcjonerami sztuki. A więc miasto może sobie na taki luksusowy prezent, jak biennale pozwolić, także po myśli kuratora moskiewskiego biennale i na niej jeszcze zarobić. Tylko Poznań to nie Moskwa, a polski rynek sztuki nadal (pomimo optymizmu Fibaka) jest jeszcze w martwym punkcie na mapie świata.
    Teraz kiedy Obieg. pl. reklamuje (zakończone) III Mediatons Biennale Pani recenzją i ono samo na swojej stronie internetowej użycza Pani łask (jak Pani myśli dlaczego?) przyjdzie kuratorowi podsumować wpływy finansowe i rozliczenia biennale, i dokładnie poinformuje o nich opinię publiczną (jak to się dzieje w Niemczech) to może wywołać następny szok? To winna jest choćby tym artystom stukającym do drzwi otwartego konkursu ofert w dziedzinie kultury! Nie wiem, czy jest nim Pani także zainteresowana?, bo na razie w Pani rezenzji "sztuka z pomocą jawnych oszustw dowodzi, że sama jest czystą Prawdą."

    Pozdrowienia z Hamburga max dogin :)

  • izakow2

    Crewdson pojawił się dlatego, że obiecałam częściej pisać na blogu, a poza tym akurat dostałam od Filipa Lipińskiego jego tekst.
    Dyskusja oczywiście jest ważna, tylko ja chcę powiedzieć, że dzisiaj sztuka funkcjonuje w całkowitym zanurzeniu w globalny rynek. Proszę zobaczyć, jak łatwo nawet prace, które są wobec tego rynku krytyczne, tworzone są na tzw. offie, zostają wciągnięte w mechanizmy rynkowe (najbardziej jaskrawy przykład to oczywiście Baknsy). Ale ja się z Pana krytyką zgadzam, tyle, że nie widzę odwrotu od sytuacji, że sztuka coraz silniej funkcjonuje właśnie poprzez imprezy typu biennale według neoliberalnych reguł gry. Zgadzam się, ma podnosić prestiż miasta (lub w innych przypadkach prywatnych właścicieli), jest używana, aby promować markę miasta itp. Mogłabym radykalnie krytykować tę sytuację, ale musiałabym wtedy zrezygnować z pisania o sztuce współczesnej i czerpania z niej przyjemności oraz inspiracji. Choć, tak, oczywiście, sztuka bywa oszustwem. I chcę tylko wskazać, że jeśli mówi się o marnotrawieniu pieniędzy, to są o wiele większe inwestycje, aniżeli biennale, gdzie pieniądze są marnotrawione. Stadion - 750 milionów, a biennale - 4 miliony, jest to jednak ogromna różnica, prawda? Wskazuje też jakie miasto ma priorytety. Wydatki na kulturę w ogóle są małe, tylko gdzie, jeśli nie w zetknięciu ze sztuką ludzie mają się uczyć krytycznego myślenia (pozostaje chyba tylko TV :/

  • izakow2

    Albo porównajmy tę imprezę oraz jej znaczenie choćby edukacyjne, z uruchomieniem Fontanny na Placu Wolności (3 miliony), która w ogóle nie ma żadnego znaczenia poza promocją miasta...
    pozdrawiam

  • Gość: [schodydonieba] *.b2b2c.ca

    Niedlugo pozamykaja restauracje, bo ktos zechce zjesc obiad przed spektaklem w teatrze i bedzie turystyka. No bo kultura.

  • max.dogin

    @Iza Kowalczyk

    Każdemu, kto się historią sztuki interesuje nie ujdzie uwadze informacja, że od początku 19-go wieku w zinstytucjonalizowanym systemie (zachodniej) sztuki powstal intelektualny i artystyczny nurt, który się sprzeciwił ekonomicznemu prawu kapitalistycznego profitu. To zapewne objaw krótkowzroczności, czy też dogmatyczności jego animatorów, tak można by to z dzisiejszego punktu widzenia ocenić, co nie oznacza, że ten rodzaj krytyki utracił aktualność? Oczywiście, instytucja sztuki jest wciągnięta w mechanizmy rynkowe, bo jest częścią systemu kapitalistycznego. To właśnie powstanie rynku sztuki na Zachodzie w 19-tym wieku umożliwił jej rozwój, a jego obecna globalna forma jest kolejnym przykładem, jak instytucja sztuki umiejętnie dopasowywuje się do tych zmian (nowe formy prezentacji sztuki, zmiany etosu artysty etc.)

    Pisząc: "...nie widzę odwrotu od sytuacji, że sztuka coraz silniej funkcjonuje właśnie poprzez imprezy typu biennale według neoliberalnych reguł gry...Mogłabym radykalnie krytykować tę sytuację, ale musiałabym wtedy zrezygnować z pisania o sztuce współczesnej i czerpania z niej przyjemności oraz inspiracji" wyraża Pani rodzaj intelektualnego zwątpienia, chociaż słowo neoliberalny tlumaczy, że i układ uzaleźnień wewnątrz instytucji sztuki i te poza jej sferą wpływów nie są zbudowane na równouprawnieniu (często wyłączonej) jednostki we wspólnej grze o kształt artystycznej i pozaartystycznej rzeczywistosci, tylko jest wynikiem różnej formy władzy, co akurat sytuacja w Poznaniu doskonale ilustruje (którą uczestnicy w ramach debaty na ten temat na festiwalu "No Women No Art" w zeszłym roku sprecyzowali trafnym pytaniem: "Do kogo należy miasto?" www.poznan.pl/mim/kultura/news/relacje-recenzje-opinie,c,9/czyj-jest-poznan-i-kto-o-nim-decyduje,55510.html ).

    Jeśli jak Pani pisze: mówi się o marnotrawieniu pieniędzy, to są o wiele większe inwestycje, aniżeli biennale, gdzie pieniądze są marnotrawione. Stadion - 750 milionów, a biennale - 4 miliony, jest to jednak ogromna różnica, prawda? Stadion - 750 milionów, a biennale - 4 miliony, jest to jednak ogromna różnica, prawda? to nie liczby ogrywają tutaj główną rolę, ale wspólny neoliberalny mechnizm do którego poznańska instytucja sztuki także należy.

    Podaruję sobie dalsze pisanie, bo i tak dyskusja na blogu umarła, co trafnie zasugerowały swoim komentarzem "schody do nieba": "Niedlugo pozamykaja restauracje, bo ktos zechce zjesc obiad przed spektaklem w teatrze..."

    Pozdrowienia z Hamburga max dogin :)

  • izakow2

    Ja jednak chciałabym coś jeszcze dorzucić, owszem artyści wierzyli w niezależność sztuki, ale jak bardzo niezależność ta była pozorna pokazał już Duchamp... Ale chyba się powtarzam i zresztą robię to specjalnie.
    Zwłaszcza w XX wieku pojawiły się działania kontestatorskie, które próbowały wyprowadzić sztukę z instytucjonalnego obiegu, np. sztuka ziemi, kiedy artyści stwierdzili, że nie potrzebują już galerii. Tymczasem ten obieg bardzo szybko sobie z ich działaniami poradził, gdy zaczęto wystawiać w galeriach, a także sprzedawać dokumentacje prac land artu. Podobne losy spotkały street art. Dlaczego nie odniósł się Pan do najbardziej jaskrawego przykładu, jakim są prace Banksego?
    A więc, w jakimś momencie część artystów doszło do wniosku, że nie da się uciec z systemu, ale można go krytykować z jego obszaru i przy użyciu jego narzędzi, a więc, że nie tylko system wykorzystuje na swój użytek sztukę, ale również artyści mogą wykorzystać system. Działanie to oczywiście dwuznaczne, najbardziej widać to na przykładzie artystów tzw. postmodernizmu oporu, m.in. Jenny Holzer, Krzysztof Wodiczko. Zwłaszcza ten ostatni jest dwuznaczny, bo przecież przygotowanie jego projekcji kosztują grube miliony. No więc, do końca nie wiadomo, czy faktycznie, jak deklaruje, daje on głos i możliwość reprezentacji wykluczonym, czy też ich wykorzystuje? A może po prostu jedno i drugie... Innym przykładem takiego działania była praca Michelle Theran na poprzednim Mediations Biennale: "Poznań to nie firma", artystka zaprosiła do współpracy anarchistów, chodziło m.in. o nagłośnienie kwestii związanych z ucinaniem funduszy na inicjatywy oddolne. Tyle, że takie działanie to ostrze obosieczne, bo praca Theran będąca przecież elementem Biennale, oprócz tego, że krytykowała miasto, wpisała się w jego... promocję. Dodatkowo, poprzez wpisywanie takich działań w kontekst oficjalny, miasto może uwiarygodnić swoją pozycję jako otwarte na krytykę... Ja oczywiście lubię ten szablon, lubię pracę Theran, ale widzę jej ogromną dwuznaczność.
    Dlatego, co akcentowałam na początku tej dyskusji, uważam, że działania z zakresu radykalnej krytyki społecznej, zwłaszcza, które wychodzą od idei anarchistycznych, nie powinny w żaden sposób wchodzić w obszar działań oficjalnych, bo tylko tam mogą pozostać prawdziwie krytyczne. A w obszarze oficjalnym tracą swój radykalny potencjał, stają się dodatkiem do czegoś, czegoś uwiarygodnieniem, ilustracją jakiejś tezy (vide - ostatnie Biennale w Berlinie i wykorzystanie już nie tylko efektów działań anarchistów, ale i samych anarchistów).
    Oczywiście można powiedzieć też inaczej, że wejście w działania systemowe pozwala na większy odbiór, a więc na przekazanie swoich komunikatów różnym odbiorcom (tak właśnie działają wspomniani artyści postmodernizmu oporu, świadomi swojego uwikłania). Ale jest to duże ryzyko.
    Konkludując - nie wierzę, że sztuka działająca oficjalnie, osadzona w obiegu instytucjonalnym może pozostać radykalnie krytyczna, niech to pozostanie przywilejem działań anarchistów, byleby też uważali na flirty z systemem. Wszystko inne jest dwuznaczne.
    No i pytanie: "do kogo należy miasto?" - oczywiście bardzo ważne.
    Ciekawe, że nie odniósł się Pan w ogóle do tej fontanny za 3 miliony i że 750 milionów na stadion nie burzy tak Pana jak biennale. Odnośnie tego - do kogo należy miasto? w kontekście festiwalu o feministycznym zacięciu - to jest to np. pytanie o przedszkola, żłobki, udogodnienia dla matek (czy ogólnie rodziców) z małymi dziećmi, miejsca, gdzie te matki z dziećmi mogą tez korzystać z kultury. Zapewniam Pana, że nie pójdą one na stadion poznański, by korzystać z kultury, ale Biennale i akurat taka sztuka, która była tam prezentowana przyciągała mnóstwo ludzi z małymi dziećmi, dawała im szansę uczestnictwa w kulturze, również za darmo, bo były przecież dni, gdzie wejścia były darmowe (inna sprawa, że przy takiej kwocie i takiej promocji, jest oczywiste, że wstęp w ogóle powinien być darmowy, a niestety bilety były raczej drogie).

  • izakow2

    c.d. (bo się nie zmieściłam)
    I to już jest zdecydowany punkt, który należy skrytykować, a nie to, że biennale odbywa się w Poznaniu. Zapewniam Pana, że nie stać mnie, by z małym dzieckiem jeździć na podobne imprezy do innych krajów czy miast, a chcę, żeby to dziecko miało kontakt z dobrą sztuką.
    Pozdrawiam

  • Gość: [gość niedzielny] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    to się niech dziecko wykąpie w fontannie... ;)

  • Gość: [gość niedzielny] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    a jak pani dziecko w tej fontannie się będzie kąpać ,to te dzieci w Afryce biedne będą płakały... :(
    a Pan Max i ja zaadoptowaliśmy już te biedne sieroty a Pani???
    czy Pani dała już 100 pln na dzieci afrykańskie? ( a żydowskie dzieci wysadzane w autobusach bez uprzedzenia...to nie wspomnę... )


  • izakow2

    Może raczej panu samemu by się przydało lekkie otrzeźwienie w fontannie?
    Powinnam nie komentować, bo pan sam swoim dyskursem kompromituje się na całej linii, ale czasami, aż trudno powstrzymać się od komentarza. A więc oświadczam, że nie życzę sobie tutaj kpin z dzieci, które dotyka przemoc, więc albo proszę się wynieść, albo pisać inaczej. Dla mnie przemoc wobec dzieci, nawet dyskursywna, nie przejdzie! No passaran!

  • Gość: [gość niedzielny] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Nie przejdą !
    Po raz pierwszy hasła użyła strona francuska (fr. - Ils ne passeront pas!) w czasie bitwy pod Verdun w czasie I wojny światowej. Przypisywane jest generałowi Robertowi Nivelle'owi lub (niesłusznie) jego dowódcy Philippe'owi Pétainowi.[potrzebne źródło]

    Bardziej jednak znane jest w wersji hiszpańskiej No pasarán!. Wypowiedziała je w czasie wojny domowej w Hiszpanii działaczka komunistyczna Dolores Ibárruri (La Pasionaria). Od tego czasu powiedzenie to stało się najpopularniejszym sloganem używanym przez stronę republikańską.
    ------------------------------------------------------------
    ironicznie używam dzieci afrykańskich ,a Pani tego nie czuje... (tu ma Pani podpoweidż:
    the-krasnals.blogspot.com/2008/06/lucien-freud-hmm-co-by-tutaj-mozna.html
    www.pasozyt.blogspot.com/search?updated-max=2012-09-14T10:17:00-07:00&max-results=3&start=14&by-date=false
    (-pozdrawiam Arek .... :) )
    -------------------------------------------------------------
    a jeszcze Panią dobiję na kolację tym:
    kupiłem sobie Gazetę Wyborczą w sobotę,aby zobaczyć co tam w Warszawce kulturalnie się dzieje i nie zawiodłem się!
    artykulik:
    Etat? nie potrzebuję... :) a tam takie coś:
    --------------------------------------------
    Patrycja Dołowy,doktor mikrobiologii
    W tym roku dostała stypendium ministra kultury.3 tys.zł miesięcznie przerz pół roku(....)
    Dzięki stypendium powstały ,, Wiodczki,,
    -Pamiętasz,jako dziewczynki robiłyśmy takie obrazki pod szkiełkiem.Zakopywało się je ,a po jakimś czasie wracało do nich i wszystko i wszystko wyglądało już inaczej.Od tego wyszłam-robię odlewy ze swojego ciała,umieszczam w nich fotografie i takie ,,widoczki,, zakopuję w ziemi.Można
    zobaczyć,jak biegam po mieście z łopatą. (...)
    ----------------------------------------------------------------------
    można ?
    no można... :)
    z dzieckiem może Pani zwiedzić cały świat! tylko trzeba to dobrze umotywować!
    motywacja jest najważniejsza... ;)
    Pani Doktor....
    pzdr.

  • izakow2

    Mogę Pana też dobić, cieszę się bardzo, że Patrycja Dołowy dostała to stypendium, bo sama rekomendowałam jej wniosek.

  • Gość: [gość niedzielny] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    niezłe jaja... :) :) :)
    ----------------------------
    a może Pani pomoże Arkowi ,który nie ma żadnych dotacji ,a remontuje i tworzy miejsce dla ,,artystów,,(nie ma pracy,a nawet umów śmieciowych)
    ----------------------------------------------------------------------------------
    ps,
    jestem zniesmaczony co się wyrabia w Tym kraju...
    mikrobiolożka ...ha,ha,ha

  • Gość: [gość niedzielny] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    i w sumie się Pani udało...
    poczułem jakbym dostał w w tzw. ryja ....
    ...ale nadstawiam drugi policzek...
    ps.
    a jak będzie Pani jadła te sushi z Panią Chutnik i z Panem Figurskim,to proszę pamiętać o Tych dzieciach z Afryki...(i efekcie cieplarnianym,i o dżungli w dorzeczu Amazonki też...)
    ;)

  • Gość: [schodydonieba] *.b2b2c.ca

    Izakow 2

    No i dobrze ze pani rekomenduje. Prosze to robic czesciej i szybciej. Na przyklad 100 rekomendacjii dziennie. Bedzie pani miala duzy udzial w rynku rekomendacji.

  • Gość: [gość niedzielny] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    goscniedzielny1.blogspot.com/2012/11/art-is-powerartcontemporary-artgosc.html
    -----------------------------------------------------------
    mam nadzieję ,że znajdzie Pani 3 minuty....:)

  • Gość: [gość niedzielny] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    YES! YES! yes kasa!
    Gość Niedzielny,amator mikrobiologii
    W tym roku dostał stypendium ministra kultury.3 tys.zł miesięcznie przez pół roku(....)
    Dzięki stypendium powstały ,, Mróweczki,,
    -Pamiętasz,jako chłopcy obserwowaliśmy mrówki w lesie.Obserwowało się je ,a po jakimś czasie wracało do nich i wszystko wyglądało już inaczej.Od tego wyszłem-maluję odwłoczki mrówek na różowo pędzelkiem,czasami umieszczam również na nich napisy:love,arbeit,art,peace... i takie ,,mróweczki,, umieszczam w mrowisku.Można
    zobaczyć,jak biegam po lesie z pędzelkiem. (...)
    ;)
    ------------------------------------
    rozumiem ,że przelewy to będą ????

  • Gość: [schodydonieba] *.b2b2c.ca

    A wrobelek dlaczego?

    To sa bolszewickie metody, Gosciu.
    Zacznijcie szukac pieniedzy na wlasna reke, bo nikt nie jest w stanie zafundowac wam 4 tysiecy galerii, 10 tysiecy festiwali i 285 tysiecy zespolow muzycznych. A tyle powinniscie miec, zeby byc w porzadku wobec podatnikow i waszych rowiesnikow. A ile byloby zlecen z tego?

  • max.dogin

    @Iza Kowalczyk

    "Konkludując - nie wierzę, że sztuka działająca oficjalnie, osadzona w obiegu instytucjonalnym może pozostać radykalnie krytyczna, niech to pozostanie przywilejem działań anarchistów, byleby też uważali na flirty z systemem. Wszystko inne jest dwuznaczne." (Iza Kowalczyk)

    --------------------------------------------------------------------------------

    Pani ujęcie sytemu sztuki bazuje na znanym modelu Luhmanna, rozumiany jako autonomiczny, komunikatywny, społeczny system zdolny do samostabilizacji, który często wykorzystują inni teoretycy sztuki do swoich teorii, na przyklad Thomas Wulffen, niemiecki teoretyk i krytyk sztuki w znakomitym tekście Betriebssystem Kunst z 1994 roku w "Kunstforum International" (nr.125), albo Beat Wyss z pojęciem "Ueberbietungsregel des Neuen", czy byś może też Peter Bruerger z teorią awangardy (albo końca awangardy). Sumując, reguła samostabilizacji systemu u Luhmana funkcjonuje poprzez prześciganie się artystycznych nowości . Tzn. każda nowość zabija poprzednią i ona sama jest ofiarą następnej. System sztuki zna tylko dwie wartości: to co znane i nieznane, zaistniale albo niezaistniałe. Artysta w takim systemie sztuki nie działa autonomicznie, lecz heteronomicznie, tzn. wewnątrz systemu i w ramach jego przepustowości, która pozwala na małe przesunięcie znaczeń i dzięki regule samonegacji stabilizuje się ponownie.
    Oczywiście, że przy tego rodzaju definicji systemu sztuki przypadki radykalnej krytyki systemu, które destabilizują jego całość ewentualnie prowadzą do jego paraliżu zostają odrzucone przez niego. Nadrzędnym celem jest utrzymanie jego autonomiczności.

    Pani usilne trzymanie się tej koncepcji stawia autonomię systemu sztuki na pierwszym planie i przy jej pomocy dokonuje Pani wykluczeń z dyskursu, cyt.:"uważam, że działania z zakresu radykalnej krytyki społecznej, zwłaszcza, które wychodzą od idei anarchistycznych, nie powinny w żaden sposób wchodzić w obszar działań oficjalnych.") i ugruntowuje przez to ponownie jego autonomię.

    Chiałbym zwrócić Pani uwagę, że w ramach dyskusji o ksztalłt kultury, do której sztuka należy, poza luhmanowską koncepcją istnieją inne, między innymi od 20 lat bardzo wpływowa koncepcja Creative Industries, która sugeruja, że ludzka kreatywność jest zasobem gospodarczym, który powinno mierzyć się ekonomicznym sukscesem en.wikipedia.org/wiki/Creative_industries i powoli zawłaszcza obecny obraz kultury (sztuki) (ostatni artykuł Sabine B. Vogel w "Kunstzeitung" o wzlocie Art Industry potwierdza wspomnianą tendencję).

    Nie jestem zwolennikiem wykluczania kogokolwiek z ram społecznej komunikacji, dlatego o wiele bardziej interesującą propozycją do dialogu wydaje się obecnie koncepcja Ernesto Laclau i Chantal Mouffe "Radykalnej Demokracji", która umożliwia w ramach hegemonialnego dyskursu dostęp każdego innego, konkurencyjnego, w tym także radykalnej krytyki społecznej - anarchizmu. Pozwolę sobie zrezygnować z dalszego opisu koncepcji Ernesto Laclau i Chantal Mouffe, zakładając, że ją Pani zna i polecić artykuł Art and Democracy Chantal Mouffe. www.skor.nl/_files/Files/OPEN14_P6-15(1).pdf

    Moje uwagi na temat Mediatons Biennale III, które wpisuje się w rosnące znaczenie Art Industy są próbą zwrócenia uwagi na ten problem. Powinniśmy się pozbyć naiwnego stanowiska, że instytucję sztuki chroni neutralność. Choć dyskusja na blogu nie pociągnęła spodziewanych reakcji, dobrze jest wiedzieć, że muzea, galerie, biennale, itp., a także Pani blog i rodzaj recenzji z biennale!!! są przestrzenią władzy.

    Pozdrowienia z Hamburga max dogin :)

  • izakow2

    Panie Maxie, wychodzę z nieco innych założeń, dotyczących uwikłania sztuki awangardowej i postawangardowej w system rynkowy, a więc jej niemożliwej do przekroczenia ambiwalencji, chodzi z jednej strony o jej dążenie do radykalizmu, formułowanie wypowiedzi krytycznych, ale z drugiej jej niemożność ucieczki z rynkowego pola. Pisał o tym między innymi Bourdieu, wskazując, że kultura wysoka uważana jest wciąż za domenę elit i dlatego nawet sztuka radykalna jest z natury burżuazyjna . Warto przywołać też opinię Barthesa, który wskazywał, że sztuka awangardowa może wywołać spór tylko wśród różnych grup burżuazji, nigdy natomiast nie doprowadzi do konfliktów klasowych, zaś jej nieprzystawalność do życia codziennego osłabia jej polityczną skuteczność.
    Krytykuję też, zresztą nie tylko ja, model demokracji radykalnej Chantal Mouffe - jako utopijny i niemożliwy do realizacji. Jeśli jest Pan zainteresowany, postaram się na ten temat więcej napisać w jednej z notek.
    Ale generalnie konkluzja moich rozważań jest taka sama, jak to, o czym Pan pisze - że sztuka czy system sztuki nie są neutralne i zawsze są uwikłane w relacje władzy. Tym bardziej jednak jestem zdziwiona, że uważa Pan, że nie mam racji. Ale może chodzi o to, że ja podkreślam, że nie ma ucieczki w systemie sztuki od tego uwikłania i dlatego, jeśli działanie ma pozostać w pełni krytyczne, musi pozostać poza systemem (casus działań anarchistów).

  • max.dogin

    Pani Izo, biorąc pod uwagę wynikającą z formalnych ram blogu argumentację komentarzy, często chaotyczną i budowaną na niedopowiedzeniach, przypisuję Pani przedostatni komentarz, jeśli nie bezpośrednio oparty na luhmannowskiej koncepcji systemu sztuki (tutaj potrzebna byłaby większa ilość informacji z Pani strony), to przynajmniej SYMPATYZUJĄCY z nią. Tej sympatii uległy także głosy innych ważnych teoretyków i krytyków sztuki, których 3 nazwiska już wcześniej wspomniałem. Nie ma się czego wstydzić. Każda epoka ma swoich super bohaterów naukowych, którzy wpływają na rodzaj toczących się dyskursów, a do których należy niewątpliwie Luhmann w drugiej połowie 20 wieku.

    1. Pani wykluczenie z "obszaru działań oficjalnych" radykalnej krytyki społecznej (casus działań anarchistów) i stwierdzenie: "w obszarze oficjalnym tracą swój radykalny potencjał, stają się dodatkiem do czegoś, czegoś uwiarygodnieniem, ilustracją jakiejś tezy" i insynuowanie, że "bo tylko tam mogą pozostać prawdziwie krytyczne" jest arbitralnym zakreśleniem demarkacyjnej lini wpływów w przestrzeni dyskursywnej o sztukę (czy szerzej kulturę). Już kolejne Pani stwierdzenie "wejście w działania SYSTEMOWE pozwala na większy odbiór" jest jak najbardziej intelektualną sympatią w kierunku Luhmanna. Po jednej stronie oficjalny system (sztuki), po drugiej radykalna krytyka społeczna i na dodatek wskazanie jej miejsca do krytyki, tam pozostaje "prawdziwie krytyczna". Już samo określenie "prawdziwie krytyczna", w tym wypadku rozumiana, jako etyczny konflikt "uwikłania", przywołuje natychmiast pojęcie "ethische Wende" Ranciére, obecnie bardzo często używane w estetyce i polityce, które tlumaczy przeniesienie dyskursu krytycznego w stronę etyki, cyt. "Man sieht die Ethik als eine allgemeine Instanz der Normativitaet, die erlaubt die Gueltigkeit von Praktiken und Diskursen zu beurteilen, die in den besonderen Sphaeren der Beurteilung und des Handelns am Werk sind." i "Die Ethik ist die Aufloesung der Norm in der Tatsache, die Identidizierung aller Diskursionformen und Formen der Praxis unter demselben unterschiedslosen Gesichtspunkt" (nie tłumaczę cytatów na polski, zakładając, że posiada Pani polskie wydanie "Malaise dans lesthétique" Jacques Ranciére. Polecam ostatni rozdział). Niestety, sympatyzanci koncepcji Luhmanna działają w jej konserwatywnych ramach i kwestię pytań wokół "teorii władzy" (Machttheorie) i pojęcia "politische Herrschaft" i ewentualne konsekwencje oporu (Widerstand) poprostu odrzucają, przyznając nadrzędną wartość zróżnicowanym, autonomicznym, społecznym systemom. System przez definicję wypełnia funkcja. Brak jej niestety osądów. Nie jest możliwe tylko za pomocą tej koncepcji rozwiązać problem kształtu kultury i zarazem sztuki kapitalistycznej wobec jej obecnych zmian, a przynajmniej brać w niej aktywny udział nie dotykając tych pytań. W przypadku systemu sztuki, jak sam Luhmann bei iluzji stwierdzil, funkcja jego pozostaje bez konsekwencji, bo jest "innergesellschaftlich", tzn. jego aktorzy odrywają ważną rolę. Dlatego też nowe koncepcje, między innymi Ernesto Laclau i Chantal Mouffe, które rewidując wszelkie historyczne definicje "władzy" powróciły ponownie do tych pytań na rzecz przywrócenia w przestrzeni dyskursyjnej, pełnej konfliktów społecznych, ważność podmiotów politycznych. Przywołując jako przyklad pracę Michelle Theran "Poznań to nie firma", która do współpracy zaprosiła anarchistów z poprzedniego Mediations Biennale, z której jest mi tylko wideo-dokumentacja znana www.ubermatic.org/?p=1346 , w przeciwieństwie do Pani, nie widzę jej "ogromnej dwuznaczności", ale aktywny udział w przestrzeni dyskursyjnej, do której każdy podmiot powinien mieć wstęp wolny.


  • max.dogin

    Tak nawiasem, o co chodziło Ranciére, kiedy zdefiniował politykę jako walkę "ungezauhlten Namenlosen" i "Ausgeschlossenen" z "symbolischen Ordnung der Gemeinschaft der sprechenden Wesen"? Wypominając Bourdieu właśnie to, że "kultura wysoka uważana jest wciąż za domenę elit i dlatego nawet sztuka radykalna jest z natury burżuazyjna." To przeciez anarchistyczna gest, nieprawdaż?

    2. "Ale generalnie konkluzja moich rozważań jest taka sama, jak to, o czym Pan pisze"(Iza Kowalczyk)

    Jestem przekonany, że nie. Pani propozycja napisania jednej z notek o modelu demokracji radykalnej Chantal Mouffe - jako utopijny i niemożliwy do realizacji, jest mile widziana. Mało tego, serii notek dotykających nerw obecnych dyspót z dziedzin filozofii, socjolofi, estetyki, etc., ale one zmieniłyby profil Pani blogu. I ważne pytanie: czy aby forma blogu na takie dyskusje pozwala i nie skończą się kakafonią?

    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)

  • izakow2

    Panie Maxie, tak na przyszłość to prosiłabym o tłumaczenie cytatów z niemieckiego, bo niestety nie znam tego języka.

    Postaram się wyjaśnić to prościej. Po pierwsze - nie wykluczam z obszaru sztuki radykalnej krytyki społecznej. Sam Pan wie, że sympatyzuję z radykalną sztuką i również lubię takie prace, jak np. "Poznań to nie firma", chodzi mi raczej o to, jak mogą być wykorzystane wbrew intencjom swoich twórców - do uwiarygodnienia systemu.

    Pisze Pan o pracy Theran: "w przeciwieństwie do Pani, nie widzę jej "ogromnej dwuznaczności", ale aktywny udział w przestrzeni dyskursyjnej, do której każdy podmiot powinien mieć wstęp wolny". Dwuznaczność nie wynika wg mnie z pracy, ale z kontekstu, w którym się znalazła. Inny jest komunikat Theran i anarchistów, a inny twórców Biennale i miasta. I oba te komunikaty spotykają się na tej samej płaszczyźnie. Dla miasta, krytyka jego polityki, umieszczona w elitarnej przestrzeni sztuki, nie musi być odczytana jako broń wymierzona w miasto, ale właśnie jako pokazanie: "jesteśmy otwarci, bo pozwalamy na krytykę naszych działań". Naiwnością jest wg mnie wierzyć, że krytyka umieszczona w elitarnym, a zarazem bezpiecznym polu sztuki może coś zmienić. Oczywiście może prowokować do dyskusji, pytanie tylko, czy ta dyskusja wyjdzie poza elitarne kręgi? W ten sposób radykalizm zostaje zatopiony przez system.

    Nie wiem, czy dyskusje o estetyce zmienią profilm mojego blogu, one się w końcu pojawiają, choćby przywołana przeze mnie ostatnio estetyka relacyjna. Postaram się tez napisać o Mouffe, ale proszę o cierpliwość.

    Pozdrawiam

  • max.dogin

    Konstrukcja Pani "kontekstu" jest klasycznym przykladem antagonizmu interesów spolecznopolitycznych, w tym przypadku pomiędzy dwoma "komunikatami", artystki Theran i grupy "Rozbrat", a Mediations Biennale i miastem.

    Zaklada Pani, że antagonizm pomiędzy nimi nie jest konstytutywny, bo "naiwnością jest ...wierzyć, że krytyka umieszczona w elitarnym, a zarazem bezpiecznym polu sztuki może coś zmienić...Radykalizm zostaje zatopiony przez system". Tam samym wyraża Pani pogląd, że system rządzi sie własnym prawem, które nie pozwala na rozwiązanie tego konfliktu. Tłumacząc Pani pogląd poprzez logikę argumentacji, zajmuje ona uprzywilejowaną pozycję na końcu procesu, tzn. racjonalność prawa systemu jest już Pani znana.

    Są dwa sposoby jak zachowywać sie wobec tego antagonizmu:

    albo przypuszczać, że antagonizm jest wynikiem podstawowego objektywnego procesu, który tylko jego własna logika tlumaczy (to jest Pani pogląd), albo przypuszczać, że antagonizm jest podstawą każdej socjalnej aktywności, tzn. każdy rodzaj socjalnej aktywności dochodzi wtedy do skutku, kiedy ogranicza antagonizm.

    Wracając do dwóch "komunikatów", pracy Theran i grupy "Rozbrat" i Mediations Biennale i miasta, w pierwszym przypadku używając znanego aforyzmu Hegla - "Die Geschichte ist nicht der Boden für das Glück" ("Historia nie jest glebą do szczęścia"), w drugim, jeżeli antagonizm jest kostytutywny, nie ma u podstaw do żadnej znanej wczesnie logiki zdarzeń, ale możliwość ich zmian.

    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)

  • max.dogin

    P.S. Jeśli chodzi o tłumaczenie cytatów na niemiecki, wezmę Pani prośbę to pod uwagę .

    W przypadku cytatów z Ranciére w moim przedostatnim komentarzu, trudno jest wyrwać je pojedyńczo z kontekstu tekstu książki i tlumaczyć ze względu na specyficzny język i pojęcia, które autor używa. Dlatego też wskazanie na jego książkę i jego ostatni rozdział, i jego polskie tlumaczenie wydawało mi się lepszym rozwiązaniem, gdzie problem "ethische Wende" ("etycznego zwrotu") jest szerzej wytlumaczony. Zasugerowałem się zresztą przypadkową kiedyś uwagą Pani o bliskości teoretycznej Ranciére.

    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)

  • Gość: [schodydonieba] *.43-161-184.mc.videotron.ca

    Izakow 2

    Jezeli chcecie wiedziec jakie imprezy lubie, zachecam do obejrzenia materialow na temat imprezy <Orange Gates>, ktora zrobil niejaki Christo, ze swoja partnerka Jean Claude. Na youtube jest tez wideo <maker profile, bicycle rodeo>, jedo z moich ulubionych. Poniewaz pewnie umknie to pani uwadze, chce zasygnalizowac ze Orange Gates zrealizowano, miedzy innymi, po to zeby sprzedawcy hotdogow i balonikow mogli sobie zarobic przy tej okazji. Pisal o tym sporo The New York Times.
    .........
    Co rynku, pani Izo, rynek jest zawsze i wylacznie czarny. Ludzie handlowali na zjazdach komunistycznej mlodziezy Chin, handlowali w obozach koncentracyjnych. A co mieli robic - zdechnac, bo <yntelektualystow > cos ukasilo?

  • izakow2

    Panie Maxie, nie, nie, nie! I jeszcze raz nie! Proszę wybaczyć, ale ja chyba naprawdę muszę wyrażać się niejasno! To nie jest antagonizm, ani agonizm, ani dualizm, tylko właśnie ambiwalencja. Czyli ta krytyka jak najbardziej może być konstruktywna i interesująca! Pytanie tylko, gdzie dla kogo i w jakim kontekście? Dla przekonanych? (to jest moja wątpliwość i ukazanie, w jaką ambiwalencja wplątuje się/zostaje wplątana praca Theran przez kontekst biennale). Tu trochę ten konstruktywizm tej krytyki trafia w próżnię. Dlatego zresztą Ranciere własnie przestrzega przed przypisywaniem sztuce zadań politycznych, choć jednocześnie jest przekonany, że estetyka jest nierozdzielna z polityką, a więc, że polityka tkwi wewnątrz samej obrazowości. I to jest mi bardzo bliskie, to prawda.

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci