Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Czy zwierzę może być obiektem sztuki?

izakow2

Dorota Łagodzka opisała na swoim blogu Nie-zła sztuka historię papugi, która zmarła podczas wystawy Michała Brzezińskiego w galerii Czytelnia Sztuki w Gliwicach.

 


 

Wystawa Brzezińskiego została przedwcześnie zamknięta decyzją galerii. Artysta obwinia galerię, że nie dopilnowała papugi i o nią nie zadbała; pracownicy bronią się, mówiąc, że umarła ze stresu i że to nie ich wina. Ewa Chudyba z galerii twierdzi, że strategia artysty, aby pokazać koegzystencję ludzi z innymi gatunkami staje się w gruncie rzeczy swoim przeciwieństwem, i można do tego dodać – ukazuje jedynie dominację człowieka.

 

Dorota pisze o tej wystawie: 

 

"Oprócz papugi na wystawie znalazły się rośliny, grzyby, pleśnie, a zatem różne organizmy żywe, tworzywa i multimedia. Brzeziński chciał pokazać, jak wąsko zazwyczaj definiujemy życie, a jak szerokie ma ono znaczenie, w jak wielu miejscach się pojawia, a także, że często jest tam, gdzie go nie dostrzegamy, np. na zamkniętym w gablocie kawałku salami. Na kawałku martwego zwierzęcia rozwija się nowe życie - życie pleśni."

 

Kiedy to czytałam olśniło mnie, że pracę zestawiającą różne kultury organicznego życia (m.in. pszczół, pająków, mrówek, bakterii, ale również roślin stanowiących podstawę substancji halucynogennych) zatytułowaną "Biotop", pokazał w tym roku na Documentach Pierre Huyghe. Wspominałam o tej pracy pisząc o Documentach XIII, a tutaj znalazłam jej opis.

 


 

Białej psiny nie spotkałam (zresztą możliwe, że dość szybko została stamtąd zabrana, bo po prostu uciekała), ale pamiętam nasze zdziwienie, gdy przechodziliśmy obok śpiącego rudego szczeniaka z różową łapką, bo nie było wiadomo, co on tam właściwie robi, skąd się wziął, do kogo należy, a przypuszczenie, że może być częścią pracy odrzuciliśmy jako coś niemożliwego. A jednak! 

 


 

W e-mailu Dorota Łagodzka napisała mi o innym artyście - Janie Fabre, który męczy koty, o ile dobrze zrozumiałam, każe je publiczności podrzucać. Nie obejrzałam filmiku przesłanego przez Dorotę, bo odmawiam uczestnictwa w takiej grze. 

 

Myślę, że taka sztuka jest nic nie warta, a artyści nie mają w sobie żadnej empatii dla zwierząt, a jedynie próbują zająć się modnym tematem, jakim jest posthumanizm i problem relacji ludzi i zwierząt.

 

Nie do końca oceniłabym tak kategorycznie prace Huyghe'a pytającą o granice między sztuką a realnością oraz między kulturą a naturą. Jego praca była niezwykła i imponująca. A jednak ten psiak był zgrzytem, choć możliwe, że był tam przez kogoś przez cały czas chroniony...

 


 

Zaś powtarzalność motywów pojawiających się w pracach Huyghe’a i Brzezińskiego, obojętnie, czy ten ostatni znał pracę Huyghe'a czy nie, wskazuje na pewną łatwość  i schematyzm strategii artystycznych odnoszących się do tej tematyki. A można przecież inaczej, można na przykład tak, jak zrobiła to opisana to Miyoko Ihara, fotografując niezwykłą przyjaźń jej babci i kota. Choć możliwe, że zwolennicy sztuki bio-artu powiedzą, że to naiwne i, że tych prac nie można ze sobą porównywać. A co mi tam! Ja mam już dość nabzdyczonej sztuki tworzonej w myśl określonych programów.

 

W przypadku wystawiania zwierząt nasuwa się nieznośne skojarzenie z wystawianiem ludzi - na przykład niewolników na sprzedaż czy dziwnych ludzkich „okazów” w ludzkim zoo. Te ostatnie określano jako "wystawy etnologiczne" lub "wioski Murzynów". Wystawy takie organizowano od niemal początku XIX wieku do lat 30. wieku XX, ludzie pokazywani byli jako prawie nadzy, pozamykani w klatkach, często akcentowano to, że bliżsi są zwierzętom niż ludziom, akcentowano ich dzikość oraz nieokiełznany instynkt seksualny (taką atrakcją była na przykład Saartjie Baartman nazywana hotentocką Wenus). Do pomysłu wystaw ludzi próbowano wrócić jeszcze po II wojnie światowej – w 1958 roku  podczas Wystawy Światowej w Brukseli zaprezentowano "Wioskę Kongijską". Polecam tekst "Ludożerca w zoo".

 

Dziś już nikt nie ma wątpliwości, że wystawy te były jedną z praktyk europejskiego kolonializmu, objawem rasizmu i związanego z nim odczłowieczenia innych ludzi. Dzisiaj potępiamy nie tylko rasizm, ale i przemoc wobec zwierząt. Ekolodzy domagają się, aby Polska przyjęła europejską konwencję zakazującą występów zwierząt w cyrku. Wiele osób uważa również, że zamykanie zwierząt w klatkach w ogrodach zoologicznych jest nieetyczne. Więc, dlaczego sztuka miałaby mieć status wyjątkowy?

 

P.S. Znakomity komentarz do tego wpisu na blogu Teoria kultury w praktyce, gdzie autorka przywołuje prace artystki Heide Hatry i zauważa, że nie można robić bio artu (podobnie zresztą, jak wszelkiej sztuki krytycznej), pomijając relacje władzy, w które uwikłany jest sam artysta:

 

"Artysta znajduje się wobec wykorzystywanych podmiotów (ludzkich i zwierzęcych) w stosunku dominacji, ponieważ to on / ona posiada narzędzia komunikacji – to artysta, a nie zwierzę, wypowiada się w sztuce i, niezależnie, jakie warunki zostaną stworzone, podejmuje też wszystkie decyzje. Sztuka to przestrzeń ludzka. Dlatego też wszelkie próby zdekonstruowania relacji pomiędzy człowiekiem i naturą z pominięciem relacji władzy, w które uwikłany jest sam artystka, wydają mi się naiwne i utopijne."

 

Komentarze (33)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Tomek] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Łatwiej jest umieścić żywego psa na wystawie, niż psa np. wyrzeźbić. Ja zdecydowanie wybieram to drugie.

  • Gość: [michał] *.internetdsl.tpnet.pl

    droga Izo - rzecz w tym, że ja generalnie w sposób krytyczny podejmuję temat AFEKTYWNEJ KOMUNIKACJI MIĘDZYGATUNKOWEJ ZAPOŚREDNICZONEJ PRZEZ MEDIA, a w domenie sztuki chodzi głównie o problem afektu jako środka ekspresji artystycznej i o kilka innych wątków które w takich zestawieniach jakie zaprezentowałaś umykają. więc rozumiesz że nie chodzi o pokazywanie zdjęć pani z kotkiem bo mam dwa koty i jako alergik dość boleśnie znoszę tę komunikację afektów, ale jakoś nie zabijam ich... wolę koty od zdjęć. czemu więc sztuka nie ma stawać się domem dla zwierząt? tylko domem a nie bezduszną instytucją. teraz stawia się mnie w roli papugożercy usprawiedliwiającego wzorem wielkich dyktatorów swoje okrucieństwo poglądami estetycznymi. jestem krytycznie nastawiony do narzędi jakimi się posługuję jak każdy kto podejmuje się eksperymentowania jako szczerej strategii a ta postawa przekłada się na stosunek do roli nauki i technologii komunikacyjnych w kształtowaniu rzeczywistości czemu też daję wyraz podejmując tematy wprost. chociażby wprowadzając kategorię Fake. wydaje mi się że traktując problem wystawy tak po macoszemu i przenosząc szerszy konflikt który wystąpił w relacji Czytelnia-Brzeziński jedynie do wymiaru żałoby po ptaku jako usprawiedliwieniu dla zdjęcia wystawy w momencie kiedy nie dało się już pomóc komukolwiek bo ptak był martwy zwyczajnie nieco zaniżasz loty nie dostrzegając tematu cenzurowania śmierci (nie zabijania, ale samej w sobie śmierci) - tekst Doroty aczkolwiek krytyczny był zdecydowanie bardziej wnikliwy i takie wypowiedzi sobie cenię, ale to moje subiektywne odczucia. z tego co wiem ma się pojawić niebawem tekst Jacka Stapowicza który widział wystawę i będzie pisał o kontekstach właściwych dla problemu z uwzględnieniem nie tylko moich prac ale i szerszego kontekstu. Jestem ciekaw co powstanie ale sądząc po tematach jakie podejmowaliśmy będzie dobrze.

  • Gość: [Tomek] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Ale to kwestia odpowiedzialności za papugę - która została uwikłana w kontekst sztuki. Pytanie czy sztuka potrzebuje żywej papugi i jej śmierci. Mieszanie nauki ze sztuką (chociaż gdzie tu sztuka? - tego nie wiem), eksperymentowanie w ten sposób to jakieś nieporozumienie. Irracjonalne jest również zakładanie, że sztuka miałaby być domem dla zwierzęcia, ponieważ to rodzi odwieczne pytanie czym jest sztuka? Bo dla większości niczym. I czy zwierzę może zamieszkać w sztuce? Co jest tą sztuką? Bo rozumiem, że to bardziej metafora, pod którą kryje się pomieszczenie galerii - w warstwie dosłownej...

    Ta sprawa nie zostanie zapomniana ze względu na śmierć papugi. Ale cała wartość przedsięwzięcia zakończonego tak niefortunnie za jakiś czas umilknie. Nie przyczyni się do rozwoju sztuki, a nawet cofnięciu, bo największą wartością jaka w tym istniała była papuga. Nie ma w tym nic kreatywnego, co najwyżej ryzykowny i zrealizowany pomysł. Poza tym ja nie lubię takiej eksperymentalnej sztuki.

  • izakow2

    Zgadzam się z Tomkiem. Papuga została tu użyta w sposób instrumentalny, a dom, jakim miała być dla niej sztuka, okazał się niegościnny... Myślę, że każdy, kto ma lub miał papugę wie, że po kupieniu należy ją odrobaczyć, tutaj tak się nie stało, bo papuga została przeniesiona prosto ze sklepu do galerii. Dlatego obwinianie galerii wydaje mi się nietrafione, bo to akurat artysta, a nie galeria, powinien wiedzieć, co zrobić, aby ta papuga czuła się dobrze, a więc własnie - wziąć za nią odpowiedzialność.
    Ja mam problem z bio artem, bo najczęściej jednak człowiek-artysta stawia się ponad innymi istnieniami czy organicznym życiem i wciąż pozostaje na pozycji antropocentrycznej. Mam zresztą coraz większy problem ze sztuką, która obiera sobie jakąś misję, próbuje nieść "ważne" przesłania, chce być niczym nauka czy po prostu - próbuje naprawiać świat. Ostatnio coraz częściej dochodzę do wniosku, że taka sztuka to fake... (i nie chodzi mi tylko o bio art, ale też o specyficznie pojmowaną "sztukę polityczną"). Mam dość mitu "wysokiej sztuki" i dlatego nie zamierzam narzędziami, które są do tego mitu przynależne, analizować pracy (czyli być wnikliwa, zamiast spłycać). I może dlatego wolę zdjęcia "pani z kotkiem ".

  • Gość *.zdnet.com.pl

    Izo, jeszcze coś. Nikt nie wystawiał na mojej wystawie zwierząt, a zwierzę było częścią instalacji z jednej strony z drugiej strony miało być podmiotem bawiącym się tym co dla nas jest sztuką więc Izo argumenty Twoje są tym bardziej z czapy. Grasz w grę ustanowioną przez osoby które były nieczule na los ptaka aż do smierci i teraz odreagowują... Aż mnie boli zaniżanie poziomu dyskusji przez Twoich komentatorów wiec zostawiam Was w tym orgiastyczno faszystowskim podejściu do sztuki. Widzicie w tym tylko własne problemy implikowane wbrew wszelkim zasadom krytyki i naturze pokazywanych prac.

  • Gość *.zdnet.com.pl

    Pisaliśmy w tym samym czasie. Dopiero teraz widzę co napisałaś Twoje podejście do sztuki wiele tłumaczy ale nie usprawiedliwia ignorancji. Nie miałem papugi wcześniej i nikt mi o tym nie powiedział. W sklepie była zarobaczona? Czemu nie walczysz że sklepami tylko ignorancko zajmujesz się powłoką sztuki którą jej sama narzucasz. Co do fake chyba się rozumiemy bardziej niż sądziłem, tej kategorii nie lubią wszyscy naiwne wierzący w sztukę zaangażowaną. Dla mnie fake jest reakcją na te naiwności.

  • izakow2

    Michał, ok, widzę, że wolisz bardziej agresywne dyskusje i argumenty 'ad personam' (zarzucając mi hipokryzję - bo nie oburzam się na sklepy zoologiczne i płytkość). Ale niestety w tym momencie ujawniasz to o czym pisałam - symboliczną przemoc, poczucie wyższości, postawę - "to ja wiem lepiej", niechęć do przyznania się do błędu, a więc postawę charakterystyczną dla antropocentryzmu.

    Bo piszesz, że mój argument o odrobaczywieniu papugi "jest od czapy". Sorry, ale gdyby nawet pominąć fakt, że miałeś do czynienia z żywym zwierzęciem, to jest jeszcze kwestia znajomości materiału. Obojętnie, jaką pracę tworzysz, musisz mieć podstawową wiedzę na temat materiału, którego używasz. Np., gdybyś użył materiału radioaktywnego czy też wywołującego jakieś choroby, to jednak Ty musisz o tym wiedzieć, poinformować na ten temat innych, ostrzec galerię i za ew. szkody Ty będziesz odpowiadać.

    I nie myśl, że dla mnie ta ocena jest prosta, bliskie są mi wahania i ambiwalencje, o których pisze autorka wpisu o torebce z kota artystki Tinkebell beautifuldecay.com/2011/06/03/animals-killed-in-the-name-of-art/

    As a life long vegan and animal lover I have been struggling with whether I should post the work of TINKEBELL. Not only do I find the work in terrible taste but I generally dont like to promote work that involves killing of any kind. However I think this work brings up some interesting questions about what can be considered art and how we define animal cruelty as well as our distinctions between animals that are killed everyday for food, clothing, accessories, and even art (leather) and what animals we wouldnt dare touch because we have grown to live with them as pets and companions.

    Tym niemniej uważam, że sztuka nie powinna dokładać się do cierpienia zwierząt. Poza tym, chyba nie doczytałeś mojego wpisu do końca, bo akurat ja w żaden sposób nie miałam zamiaru interpretować Twojej wystawy, bo jej nie widziałam, podjęłam jedynie kwestię wystawiania zwierząt i tego, że nasuwają mi się skojarzenia z ludzkim zoo.

    A Ty z tym, co napisałam w ogóle nie dyskutujesz, jedynie domagasz się "głębokiej" analizy swojej sztuki.

    Sorry, nie ze mną te numery, Bruner, i na następne aroganckie posty nie mam zamiaru w ogóle odpowiadać.

  • Gość *.zdnet.com.pl

    ok - przyznaję że jestem juz zmęczony tematem i nie reaguję z taką empatią jak na początku - znacz ten link??? www.brzezinski.zdnet.pl/michal-brzezinski/interviews/canceled-exhibition-expanded-life-definition
    zabawna jest natychmiastowa reakcja na moje pismo które wysłałem
    dziś Ewa Chudyba stara się rozmyć te kwestie a jej biuto było tylko kilka pięter nad chorą papugą. Ja widziałem ja ostatnio na wernisażu i czuła się świetnie, nawet "śpiewała" i bawiła się z ludźmi. Polecam relacje świadków a nie bazowanie na sfrustrowanych osobach które obarczają mnie winą za brak jasnowidzenia.

    powiedz mi czemu papuga na wystawie ma cierpieć - czemu ma mieć złe warunki???

    nie chodziło mi więc o argumenty ad personam a argument z odrobaczaniem przyjmuję jako wartościową krytykę, ale chodziło mi o to co napisałaś - że wystawiam zwierzęta na zasadzie "dziki człowiek w zoo"! Staram się ustanawiać sytuacje w których możemy na nie spojrzeć w sposób podmiotowy i jakkolwiek przez moment mogło się wydawać że instalacja wykorzystuje papugę odpodmiotowioną to ostatecznie papuga za pomocą komputera mówiła np. tym że jest nieszczęśliwa - a tego wątku nikt nie podejmował! mówiła same depresyjne rzeczy. sam fakt że o niej rozmawiamy dziś czyni ją jeszcze bardziej podmiotową i wyciąga los wszystkich innych papug sklepowych, z przemytu tych w dzikich rajskich lasach zabijanych przez choroby inne zwierzęta i ludzkich łowców zwierząt. hipokryzja to nie zarzut osobisty do Ciebie ale zarzut do wszystkich oburzających się na moje działania artystyczne które nie mają cienia działań krzywdzących kogokolwiek - a nawet mają pomagać zwierzętom w wydostaniu sie z klatek do przytulnych domów - sztuka była domem tymczasowym. Osoby które są zbulwersowane tym zapewne nie były jeszcze w żadnym sklepie, nie widziały zwierząt wystawianych w witrynach sklepowych, nie były na wystawach zwierząt hodowlanych.

    słowem działanie artystyczne które podejmowałem nie różniło sie niczym od standardowego działania codziennego - a jeśli coś ujawniło to super - dla mnie szokiem było to że zwierzęta w sklepach są zarobaczone bo ta papuga mogła umrzeć w sklepie i nikt by o niej nie gadał!

  • Gość *.zdnet.com.pl

    Izo wykorzystujesz na swoim blogu zdjęcie osoby która była na wystawie - rozmawiałaś z nią? Pytałaś o wrażenia? To osoba głęboko zaangażowana w kwestie obrony zwierząt. Zapytaj o wszystko dokładnie a zmieni się Twoja optyka baaardzo znacząco.

  • Gość *.zdnet.com.pl

    www.24gliwice.pl/wiadomosci/?p=46194

    zobacz sam koniec materiału filmowego i porównaj oświadczenie muzeum do mojego pisma z tego samego dnia!

  • izakow2

    Michał, proszę Cię!
    Ty wciąż swoje, a tematem mojego postu nie jest śmierć papugi, ale kwestia WYSTAWIANIA ZWIERZĄT (może zresztą źle to zatytułowałam...).
    Nie widzisz, że tam jest fotka psa z pracy Huyghe'a i opis mojego wrażenia nieadekwatności? Pies, najpewniej przeżył, ale mi chodzi o sam fakt jego (czy też - ich, bo ponoć były dwa psy) ekspozycji Tak, masz rację - wystawianie zwierząt w sklepach jest złe, wystawy zwierząt hodowlanych - również - te kojarzą mi się najbardziej z targami niewolników. Zgadzam się bowiem z Mariettą Radomską, że praktyki postępowania ze zwierzętami są reprodukcją dyskursu rasistowskiego. Ale dlaczego sztuka miałaby się w to wpisywać i robić coś, co będzie czymś w rodzaju "ludzkiego zoo"? Jeśli przyznamy, że artysta może tak zrobić, a więc powtarzać "standardowe działania codzienne", jak piszesz, aby coś ludziom pokazać i uzmysłowić, wtedy musimy zgodzić się na pojmowanie sztuki jako misji, a ja to odrzucam (do Tomka - rozumiesz już dlaczego???). Dla mnie problem dotyczy własnie znaczenia artysty i sztuki we współczesnej kulturze.
    I jeszcze raz - nie widziałam papugi na Twojej wystawie i nie wiem, jak się czuła. Ja natomiast, kiedy widziałam śpiącego psa u Huyghe'a czułam się tak, jakbym weszła do czyjejś sypialni.
    Sprawa, o której piszę dotyczy m.in. moich zarzutów w stosunku do bio-artu, mojej kompletnej niewiary w to, że zwierzę może być równorzędnym partnerem człowieka i moich wątpliwości, co do tzw. posthumanizmu (piszę tzw., bo uważam, że jest to idea utopijna). Natomiast w ogóle nie chcę wchodzić w szczegóły Twoich potyczek z galerią, to nie jest kwestia mojego wpisu. Raczej to wzajemne obwinianie się, kiedy - to jest w zasadzie moje przypuszczenie - winny był ten sklep zoologiczny, wskazuje na kompletną bezradność, ale i bardzo ryzykowną materię, której dotknąłeś.

  • Gość *.zdnet.com.pl

    mam wrażenie że coś się już między nami klaruje :)
    mam też nadzieję że w końcu uda nam się przeskoczyć też przez "pokazujesz papugę", bo chyba rozumiesz że istotne było pokazanie komunikacji między żywą papugą i maszyną jaką jest komputer i człowiekiem, rodzaju sprzężenia zwrotnego w którym te dwa byty w pierwotnej wersji miały uczyć się czegoś od siebie. ostatecznie trochę za głupi jestem jeszcze na to żeby komputer mógł się uczyć faktycznie od papugi więc papuga uczyła się tylko jednostronnie od komputera słów które miały wyrażać jej aktualny stan emocjonalny. tak więc sformułowanie "pokazujesz papugę" jest podobnym do tego kiedy np. ktoś na Twoim wykładzie z jakąś prezentacją np. w PowerPoincie podszedłby do Ciebie i powiedział "co mi tu Pani komputer pokazuje" albo na widok Twojej nowej książki książki "czy ja papieru nie widziałem?" Dla tego argument z pokazywaniem zwierząt nie jest trafny, że nie pokazuję zwierząt, a jeśli mówimy o tym że umiejscowienie zwierzęcia w galerii jest nieetyczne to ja znów pytam czemu? bo obnaża naszą ludzką kondycję, antropocentryzm? czemu? one funkcjonują w naszym otoczeniu tak samo jak my w ich otoczeniu. mamy nad nimi jakąś władzę, ale one też. a może jednak banalnie dla tego że nie potrafimy zapewnić tym zwierzętom warunków odpowiednich. więc tu się zamyka zagadnienie którego od początku byłem świadom - galeria musi stwarzać warunki w których możliwe jest utrzymywanie zwierząt i tym samym konstruowanie i utrzymanie prac wykorzystujących ich obecność. Papuga wydawała się mało problematyczna. Ale tu trzeba dialogu artysty i instytucji i wspólnego wyczulenia na zwierzęta. To mnie ciekawi i to chcę rozwijać. Wrażliwość instytucji na zwierzęta powinna być podnoszona na takich wystawach a nie strach o skandal spowodowany jakąś śmiercią. Obecność zwierząt wymusza zmianę radykalną w wizji instytucji sztuki. To pierwsze zdanie od którego zaczynałem kiedyś każdą rozmowę kiedy mówiłem o wystawach, pytałem o wizję utrzymywania kolekcji żywych dzieł sztuki... Moje koty są takimi domowymi ready made - moją małą kolekcją - jeden syberyjski a drugi birmański, jeden jest produktem faszystowskiej polityki rasowej która doprowadziła do stworzenia czystego rasowo kota syberyjskiego, a drugi inżynierii biologicznej pozwalającej dowolnie kształtować dowolną formę życia której nadano nazwę marketingową. Chciałbym je kiedyś pokazać gdzieś ale rodzina by tego chyba nie zniosła ;) nie wiem czy to antropocentryzm bo w przypadku birmańskiego kocura jestem pewny że to wykalkulowana strategia uzależniania właścicieli od siebie.

  • max.dogin

    Pozwolę sobie z względu na powagę pytania: "Czy zwierzę może być obiektem sztuki?"
    podać link do krytycznego tekstu Kate Deimling "Belgian Artist Jan Fabre Is on the Lam After Cat-Throwing Performance", zawierający zarazem spektakularny filmowy wycinek z pracy artysty. blogs.artinfo.com/artintheair/2012/11/05/belgian-artist-jan-fabre-is-on-the-lam-after-cat-throwing-performance/

    Odmawiam także "uczestnictwa w takiej grze", ale w przeciwieństwie do pani Izy Kowalczyk uważam, że powinien zostać pokazany na blogu i zachęcić do kontynuowania dyskusji na ten temat.

    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)

  • izakow2

    dzięki za ten link!

  • Gość: [El] *.icpnet.pl

    Argumenty pana Brzezińskiego, które pojawiły się w komentarzach nie wskazują na to, żeby myślał o papudze jako o czującym podmiocie, wręcz przeciwnie -tylko potwierdzają, że papuga została z premedytacją potraktowana czysto instrumentalnie. W działaniu artysty można dostrzec kilka wątpliwych etycznie wątków:
    1. zwierzę było przedmiotem handlu. Pomimo tego, że hodowanie zwierząt i sprzedawanie ich za pieniądze jest powszechne -nie jest w porządku!
    2. papuga została zabrane ze sklepu zoologicznego, w którym żyła wyłącznie w zamknięciu do galerii, gdzie została umieszczona sama w klatce w pomieszczeniu bez okien i wystawiona na kontakt z przypadkowymi widzami. Ptaki, nawet te "domowe", potrzebują większej przestrzeni życiowej.
    3. Pan Brzeziński nie poczuwał się do tego, żeby zaprowadzić papugę do weterynarza, co robi każdy odpowiedzialny opiekun w momencie kiedy przygarnia zwierzę. Nie potrzeba też ponadprzeciętnej wyobraźni (ani lat edukacji), żeby zdać sobie sprawę z tego, że w przypadku stłoczenia wielu zwierząt na małej powierzchni w sklepie zoologicznym nietrudno o infekcję czy zakażenie pasożytami.
    4. Pan Brzeziński wspomniał, że na użycie domowych kotów w sztuce nie zgodziłaby się jego rodzina. Papuga nie miała tyle szczęścia, Pan Brzeziński sam był jej właścicielem.
    Nie ma tu znaczenia czy bezpośrednio śmierci zwierzęcia zawinił artysta czy instytucja. Nikt nie zapytał papugi czy chce się tam znaleźć i czy udział w projekcie jej się spodoba. Czy artysta sprawdził czy zwierzę w galerii będzie czuło się komfortowo, dał jej czas na aklimatyzację? Przyszedł na wernisaż, zauważył, że papuga ma się dobrze i "śpiewa" z ludźmi, ale już na to, że "papuga mówiła same depresyjne rzeczy" i "za pomocą komputera mówiła np. tym że jest nieszczęśliwa" nie zareagował... trudno mi w związku z tym uwierzyć w to, że celem projektu miała być komunikacja międzygatunkowa, skoro skargi zwierzęcia pozostały bez odpowiedzi...

  • izakow2

    No właśnie, to prawda, że trudno mówić tu o komunikacji miedzygatunkowej... Dlatego mam ogromne wątpliwości co do sztuki "używającej" zwierząt jako obiektów na wystawach, one zawsze najczęściej są w pozycji całkowitej podległości i podporządkowania.
    Może wyjątkiem są sytuacje, kiedy zwierzę zagraża człowiekowi, jak to było w przypadku performance z kojotem Josepha Beuysa (I like America, and America likes me") z 1974 roku, może też w przypadku performances Kuliga z wielkim psem z lat 90. A swoją drogą, tym bardziej po tamtych działaniach, robienie eksperymentów ze zwierzętami w sztuce, które w tym przypadku są całkowicie bezbronne, jest zgrzytem, o którym pisałam. Przecież to właśnie Beuys pytał o możliwość zwierzęco-ludzkiej komunikacji, zamykając się na 24 godziny (a dokładnie przez trzy dni po osiem godzin) z dzikim kojotem, który stanowił dla niego zagrożenie, w pomieszczeniu galerii.

  • Gość: [Dorota Ła...] *.adsl.inetia.pl

    Witam dyskutantów, włączam się dopiero teraz, ponieważ przez parę dni byłam w Pradze, nota bene na konferencji "Non-Human in Social Science". Szczerze mówiąc dość mam już tej całej sprawy z papugą, ponieważ chcąc być obiektywna skontaktowałam się z dwoma osobami z galerii, artystą i kilkoma uczestnikami dyskusji, a koniec końców i galeria i artysta nie byli zadowoleni z tego, co napisałam, kilkakrotnie uzupełniałam/poprawiałam wpis, gdyż docierały do mnie kolejne informacje.

    Konkludując jestem pewna kilku rzeczy:
    - Nie należy wykorzystywać zwierząt w sztuce w taki sposób, który naraża je na krzywdę psychiczna lub fizyczną, dyskomfort lub ryzyko jakiegokolwiek rodzaju.
    - Papuga została potraktowana przedmiotowo i źle, zależnie przez artystę, jak i przez galerię, niezależnie od konceptów i deklaracji, jakie jej towarzyszyły.
    - Artysta zdecydowanie zbyt mało poczuwa się do odpowiedzialności za papugę i nie rozumie jak podmiotowość, o której mówi ma się do rzeczywistego życia zwierząt.
    - Galeria umywa ręce od odpowiedzialności i całą odpowiedzialność zwala na artystę, a także niepotrzebnie zamyka całą wystawę. Galeria podjęła się zorganizowania takiej wystawy, papuga była w galerii i umarła w galerii, więc galeria także ponosi za to bezpośrednią odpowiedzialność. Galeria słusznie zorganizowała debatę i słusznie nie podejmie się więcej tego typu wystaw.

  • izakow2

    Dorota, dzięki za komentarz, ale wiesz, że mi nie chodziło tylko o "pracę z papugą", ale o pewien trend.

  • Gość: [Dorota Ła...] *.adsl.inetia.pl

    Jasne, poruszyłaś pewien problem, który w różnych kształtach istnieje w kulturze od dawna, a od niedawna staje się modny w sztuce współczesnej. Artyści próbują się wybić, używając żywych zwierząt. Strasznie wkurzają mnie takie przypadku jak np. Koen van Mechelen, który kiedyś tworzył drewniane niesamowicie fajne rzeźby ptaków, ale postanowił zrobić karierkę na bio-arcie i zaczął w paskudny sposób wykorzystywać ptaki.

    Mentalność, która pozwala się im tak zachowywać nie wzięła się znikąd, jest związana z podejściem do zwierząt w ogóle, także poza sztuką. Również instytucje typu galerie włączają się w to, nierzadko finansują i firmują takie działania, a jeśli się wycofują to zazwyczaj dlatego, że boją się czarnego PR-ui i konsekwencji prawnych.

    A historia wystawiania ludzi w zoo i cyrkach pokazuje po raz kolejny jak gatunkowizm jest analogiczny do rasizmu, jak złe traktowanie zwierząt wiążę się ze wewnętrznym mentalnym, ale też społecznym i prawnym przyzwoleniem na złe traktowanie tych, których uważamy za gorszych. Ta "gorszość" często wiąże się z przyrównaniem do zwierzęcia, ale gdyby podejście do zwierząt było inne, porównanie do nich nie było takie straszne w skutkach.

    Wracając do hsitorii z papugą - nie ma tu mowy o żadnej komunikacji międzygatunkowej, to jest koncept artysty, który ma się nijak do jego własnej pracy artystycznej i do rzeczywistości. Koncept naiwny i wątpliwej jakości. Zadziwia mnie, jak zaciekle Michał go broni, mimo iż cała sytuacja pokazała, że jego praca była zaprzeczeniem komunikacji międzygatunkowej.

    A co do Beuysa to on też potraktował kojota instrumentalnie. Z jednej strony tradycyjnie, acz nieszkodliwie, jako symbol pierwotnej Ameryki Północnej, z drugiej nowatorsko, ale szkodliwie dla kojota - wpakował dzikie zwierzę do pomieszczenia, nie pytając go, czy ma ochotę z nimi tam siedzieć.

  • izakow2

    Dorota, no właśnie, to mnie niepokoi, że artyści robią to na fali "mody" na bioart i posthumanizm, obracając idee tego ostatniego w swoje zaprzeczenie.
    I własnie o to mi chodziło, że jest to reprodukowanie dyskursu rasistowskiego.
    Zgadzam się też z Tobą, co do kojota, oczywiście, że został użyty instytucjonalnie, chodziło mi tylko o to, że w tym przypadku artysta naraził się chociaż trochę na niebezpieczeństwo.
    Dzięki za komentarze!!!

  • Gość: [Dorota Ła...] *.adsl.inetia.pl

    W internecie dostępna jest petycja "STOP bio art. Petycja w sprawie Zmiany Ustawy o Ochronie Zwierząt." Podpiszecie petycję w tym kształcie czy nie? Ja mam pewne opory, ale chyba jednak podpiszę, gdyż potencjalne korzyści przewyższają potencjalne niekorzystne skutki.

    Wrzuciłam na blog link do niej oraz kilka refleksji na jej temat. Będę wdzięczna za wszelkie konstruktywne uwagi, komentarze, sugestie, spostrzeżenia itp.

    niezla-sztuka.blogspot.com/2012/12/zapis-dotyczacy-sztuki-w-ustawie-o.html

  • Gość: [michał] *.zdnet.com.pl

    ale czemu piszecie petycję o zakazywaniu działań artystycznych i tylko artystycznych z wykorzystaniem zwierząt - dwulicowość! sztuka ujawnia problemy rzeczywiste więc walczycie ze sztuką, jak dla mnie to żenujące - napiszcie o wykorzystywaniu zwierząt we wszelki możliwy sposób a nasze nastawione na wartości użyteczne społeczeństwo całkowicie się pozbędzie zwierząt, bo tak działa nasza cywilizacja której jesteście częścią. Posiadanie zwierząt też jest formą gatunkowizmu - jak posiadanie niewolnika stosując Waszą metaforę. Zwierzęta powinny mieć prawo wyboru osoby, jak dzikie koty. Zwierzęta powinny więc wałęsać się gdzie chcą a my powinniśmy je szanować na równi z ludźmi. Moja wystawa miała pokazać tę nieoczywistość relacji etycznych która ujawnia się w zabijaniu życia przy każdym myciu toalety i pokazała, w sposób poznawiony finezji, prisku i dla mnie bardzo niewygodny - jutro mam kolejną rozmowę z policją, a cały temat wystawy która była osnuta dookoła definiowana życia został zastąpiony gadaniem o odpowiedzialności za śmierć papugi która miała to szczęście albo nieszczęście że była kojarzona medialnie. Inne papugi w sklepach i lewych hodowlach zdychają bez takich fajerwerków i pewnie teraz dziękują mi za to że się robi o tym głośno ;) walczcie z esencją rzeczy a nie z artystami! Panie kuratorki do cholery!

  • Gość: [Dorota Ła...] *.adsl.inetia.pl

    Michale,
    po pierwsze nie wiem kogo masz na myśli pisząc "piszecie". Ja tej petycji nie pisałam i chcę przedyskutować jej treść. Czy przeczytałeś w ogóle mój komentarz do niej??
    Ponadto ustawa o ochronie zwierząt dotyczy wielu kwestii, ale akurat o sztuce nie ma tam słowa, dlatego warto dodać.
    Ponadto nie zgadzam się z tym, co piszesz, że zwierzęta powinny... (uważam to za uogólniające i naiwne/infantylne).
    I proponuję, byś spróbował spojrzeć na tę problematykę nie tylko w odniesieniu do wystawy "Expanded..." i nie tylko w odniesieniu do Twojej własnej twórczości.

  • Gość: [Dorota Ła...] *.adsl.inetia.pl

    P.S. Dla jasności - Iza też nie pisała tej petycji. Autorką jest Ewa Chudyba.

  • Gość: [michał] *.zdnet.com.pl

    wydaje mi się że zapisy dotczące znęcania się nad zwierętami są wystarczające póki społeczeństwo nie zmieni podejścia do mięsa wyrobów ze skóry, czy miejsca zwierząt w przestrzeni miejskiej itp. to jakakolwiek zmiana nie ma sensu! prawo ma być wynikiem zgody społecznej a nie narzuconym kagańcem. ja po 9 latach bycia wege znów jem mięso i noszę skórzane buty więc nie jestem po Waszej stronie. Szukam mniej naiwnego rozwiązania. Sztuka jest poligonem i nie można jej obwarowywać bardziej niż innych sfer aktywności ludzkiej a "kuratorki" sztuki znaczy "opiekunki" sztuki - dla przypomnienia.

  • izakow2

    Twoje komentarze, Michale idą zupełnie obok mojego wpisu. Dzisiaj akurat czytałam, jakim problemem jest niewolnictwo ludzi w XXI wieku. No, ale gdyby chcieć ten problem ukazać w sztuce, wskazać na jego dwuznaczności, to chyba nie powinno się kupować się małego Chińczyka i zamykać go w galerii? A przecież tez jesteśmy obłudni, kupując masę produktów produkowanych w niewolniczych warunkach...
    Oczywiście, że jesteśmy jako ludzie przepełnieni obłudą, hipokryzją i obojętnie, cobyśmy nie zrobili, zawsze wychodzi nasze poczucie wyższości i panowania nad światem.

  • Gość: [michał] *.zdnet.com.pl

    gdyby trzymanie dzieci w klatkach było normą społeczną pokazanie tej normy w galerii dla wywołania dyskusji nad normami byłoby uzasadnione

  • izakow2

    No widzisz, a dla mnie niekoniecznie.

  • Gość: [Dorota Ła...] *.adsl.inetia.pl

    Dla mnie tez niekoniecznie. Zagłodzone bezdomne psy w Hondurasie i Nikaragui są normą. Czy to usprawiedliwia próbę zagłodzenia psa przez honduraskiego artystę w nikaraguańskiej galerii? Zagłodzone dzieci w wielu krajach Afryki też są normą. Czy to znaczy, że można jakąś głodną afrykańską sierotę zamknąć w galerii i trzymać ją bez jedzenia i picia (ponieważ poza galerią też by ich prawdopodobnie nie dostała? (taka była argumentacja w przypadku psa). Z Twojego sposobu rozumowania wynika, że tak. A dla mnie to paranoja. Jedno i drugie.

    Zgadzam się z Izą, że nie da się całkiem uniknąć współuczestniczenia w powodowaniu cierpienia, w wykorzystywaniu innych (ludzi czy zwierząt), można natomiast je minimalizować.

    W ustawie o ochronie zwierząt są różnorodne zapisy (są też dodatkowe ustawy, np. dot. rolnictwa czy leśnictwa, które regulują bardziej szczegółowo pewne kwestie dot. zwierząt). Dotyczą one także dobrostanu (warunków trzymania, hodowli) i metod zabijania oraz osób uprawnionych do tego. Ponadto różne zapisy odnoszą się do różnych zwierząt, pies ma inne prawa niż świnia, a niedźwiedź w lesie inne niż niedźwiedź w zoo.

    Czy z tego powodu, że na świecie istnieje produkcja mięsa i skór, mamy zrezygnować z jakichkolwiek zapisów prawnych dot. zwierząt? To może w ogóle zrezygnować z jakichkolwiek zapisów prawnych, skoro na świecie istnieje zło?

  • Gość: [Dorota Ła...] *.adsl.inetia.pl

    Michale, rozumiem, że nie jesteś zachwycony zapisami prawnymi proponowanymi w petycji, ale po to ją podlinkowałam, by ją przedyskutować. Ty tymczasem nie odniosłeś się do żadnych jej fragmentów, nie proponujesz żadnych konstruktywnych zmian. Z Twoich wypowiedzi nie wynika nawet, czy ją przeczytałeś. A mimo to zawzięcie oponujesz. Ale przeciwko czemu właściwie?

    Czy jesteś za tym, by artyście wolno było absolutnie wszystko? By sztuka była ponad prawem? Lub by nie było prawa dotyczącego sztuki?

    Rozumiem, że Ty nie maiłeś zamiaru uśmiercić tej papugi. Ale dajmy na to, że znalazł się artysta, który to chce zrobić. Czy ma mieć do tego prawo? Wierzę w to, że nie posunąłbyś się do pewnych czynów w ramach swoich działań artystycznych, ale znajdą się tacy, którzy posuną się do wszystkiego. Czy np. Tinkebell ma prawo wrzucać chomiki do karuzeli zamkniętych w kulach, z których nie mogą wyjść?

  • Gość: [Dorota Ła...] *.adsl.inetia.pl

    I jeszcze jedno:
    Czy szczytna idea, chęć zwrócenia uwagi na ważny problem ma być usprawiedliwieniem dla pewnych działań? Czy artysta zabijający zwierzę z powodu "ważnej problematyki" ma mieć do tego prawo, a ten, który tworzy sztukę lekką i dowcipną lub dekoracyjną już nie? Kto ma oceniać, która sztuka jest taka, a która inna albo który temat jest ważny, a który blachy?

  • Gość: [michał] *.zdnet.com.pl

    sądzę że powielenie społecznie akceptowanego zła na polu sztuki sztuki, nadanie mu ramy i to - poddanie zła pod namysł jest dobre. mamy okres świąteczny zaczynający specyficzny okres którego osobiście nie cierpię więc odwołując się przy tej okazji od razu do wielkiej nocy ukażę performance Jezusa z Nazartu w którym doszło do uśmiercenia performera, i to stało się znane jako wydarzenie uramawiające zło, ukazujące bardzo konkretnie ułomność prawa i logiki, bezsens demkracji i wiele innych ciekawych aspektów znanych naszej kulturze... jednak oczywiście to artystyczne wydarzenie było wyinterpretowane zbyt dosłownie, a piętnowane przez kolejne tysiąclecia zło miało zbyt konkretną twarz Żyda. Sposoby walki z tym złem były powieleniem zła ukazanego przez performera więc problem jest zawsze z odbiorcami sztuki - utożsamiają zło jedynie w odniesieniu do tego wydarzenia, a nie uogólniają tej zasady we własnym życiu widząc np. tego performera w każdej krzywdzonej osobie. Rozumiesz tę konstrukcję? Papuga staje się jakimś fetyszem który doprowadza taką Ewę Chudybę do jakiejś koślawej wersji religii a Wy w ogóle zaczynacie rozważać jej usankcjonowanie prawne!!! Tosz sobie Piotra skałę obraliście - gratu-kurwa-luję! Chrześcijaństwo w tej koślawej postaci też wprowadzano dla mniejszego zła i innych doraźnych potrzeb.

  • alinazdebu

    Nie do końca chwytam ten koncept, ale wydaje mi się, że jest to przerost formy nad treścią, który nie każdemu przypadnie do gustu, choć możliwe że Adam Rogacki stał nad tym projektem...

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci