Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

O pochwale sztuki pirackiej i pracy Oli Ska

izakow2

 

W dyskusjach na temat wolnej kultury pojawiają się postulaty, aby nie używać określenia piractwo w odniesieniu do sfery komunikacji kulturowej.  Tak mówi np. Jarosław Lipszyc w kontekście sprawy portalu Chomikuj.pl i w tym przypadku te postulaty mają wymiar strategiczny.

 

Ja natomiast mam całkowicie odmienny postulat, aby o sztuce dokonującej przetworzeń (zarówno tworzonej przez sieciowych anonimów, jak i uznanych artystów), mówić właśnie jako o sztuce pirackiej, aby przewartościować to określenie, zmienić jego negatywny wydźwięk, tak jak kiedyś stało się to z pojęciem queer. Mówiłam o tym na konferencji na UAP-ie "Czy wszystko już było?", a poniżej zamieszczam fragment mojego wystąpienia.

 

Przetworzenia, zawłaszczenia, remiksowanie i samplowanie kultury, sztuka kowerów, recykling kulturowy, brikolaż, plagiaryzm, postprodukcja – już mnogość określeń dotyczących zjawiska, o którym mowa może przyprawić o zawrót głowy. I choć w języku angielskim używa się najczęściej terminu appropration art, to jego polskie odpowiedniki: sztuka zawłaszczania czy sztuka apropriacji, nie brzmią dobrze, dlatego też, podkreślając wywrotowy charakter tego rodzaju działań, chcę zaproponować właśnie termin sztuka piracka.

 

Pierwotne znaczenie pojęcia pirat odnosi się do osoby, która przy użyciu statku lub łodzi dokonuje rabunku innego statku. Piraci dokonywali najczęściej abordażu, a więc walki mającej na celu wejście na pokład obcego statku w celu jego zatopienia, a częściej opanowania i przejęcia. Legendarni piraci owiani są wieloma romantycznymi legendami, w czym utwierdza nas kultura popularna i jej superprodukcje takie jak "Piraci z Karaibów".

 

W przenośni termin ten stosowany jest najczęściej wobec osób kopiujących i sprzedających nielegalnie nośniki z utworami artystycznymi, szczególnie z muzyką. Piratami nazywa się zarówno osoby, które czerpią zyski finansowe z tego procederu, jak i te, które ściągają nielegalnie pliki wyłącznie na własny użytek. Pojęciem tym określa się również kierowców drastycznie łamiących przepisy ruchu drogowego, jednak to znaczenie jest najmniej adekwatne w odniesieniu do sztuki, choć można powiedzieć, że artyści używający pirackich praktyk również nie respektują zasad obowiązujących w świecie sztuki, zaś łamiąc je wyprzedzają innych – poruszających się zgodnie z przepisami i dzięki przywłaszczeniom budując własną karierę (mistrzem tej praktyki jest Maurizio Cattelan, choć również na jego dziełach dokonywany jest abordaż).

 

Piractwo wydaje mi się szczególnie atrakcyjnym terminem ze względu na ambiwalencję tego pojęcia. Bo z jednej strony kojarzone jest z rabunkiem, kradzieżą, łamaniem obowiązujących przepisów, ale z drugiej – przywołuje romantyczną aurę dawnych piratów, może kojarzyć się z wolnością, co zostało wydobyte w kontekście protestów ruchu Anonymous przeciwko porozumieniom ACTA, ze wskazaniem na problematyczność obowiązujących praw autorskich, które, jak wskazują niektórzy, hamują rozwój kultury (Lessing), i w konsekwencji – kojarzy się z walką o dostęp do wolnej kultury, co, nawiasem mówiąc, jest jednym z postulatów międzynarodowej Partii Piratów.

 

Można powiedzieć, że w sposób piracki tworzona jest także część kultury, w tym – kultura Internetu i opisywane przeze mnie wczoraj przykłady artystycznych memów (i postmemów ;). Ambiwalencja piractwa wiąże się również z tym, że większość z nas deklaruje potępienie praktyk pirackich, jednak – czy ktokolwiek mógłby powiedzieć, że ani razu nie był piratem? Podobne sprzeczności wiążą się ze sztuką – większość z nas obstaje przy tradycyjnych postulatach oryginalności, nowości, innowacji, ale z drugiej strony powtarzamy teorie o śmierci autora, o tym, że wszystko już było, a przy okazji doskonale bawimy się przy pirackiej sztuce, rozsyłamy zabawne memy przetwarzające dawne obrazy, a niektórzy – jako artyści – sami dokonują pirackich napaści na dawne dzieła.

 

Takiego abordażu dokonała Aleksandra Ska na pracy Brâncuşiego "Niekończąca się kolumna" z 1920 roku, wystawiając niecały tydzień temu pracę pt. "Obiekt w posiadaniu" (tytuł w tym kontekście jest niezwykle znaczący). 

 

 

Modele kolumny zaprojektowanej do Targu Jiu w Rumunii znajdują się w zrekonstruowanej pracowni Brâncuşiego przy Centrum Pompidou w Paryżu. Całość prezentowana jest za grubą pancerną szybą, a więc kolumny oddzielone są od widzów, niedostępne i niedotykalne.

 

 

Praca Ski, choć jest dokładnym powtórzeniem modeli "Niekończącej się kolumny", wykonana jest z pianki z pamięcią kształtu, jakiej używa się do wyrobu wysokiej jakości materacy.

 

 

Prowokuje ona do dotyku, ugniatania, ściskania, przytulania się. A więc, choć wygląda tak samo, praca zmienia całkowicie percepcję widzów, akcentując zaniedbany zmysł dotyku i pozwalając na fizyczne wzięcie w posiadanie…

 


 

Ola Ska to jedna z wielu artystek należących do "idealnych wnucząt" Duchampa - artysty, który w słynnej pracy "LHOOQ" zderzył martwotę arcydzieł z „napaloną” Moną Lizą, a więc odwołaniem do namiętności i tego, co wydaje się kompletnie nie przystawać do tzw. wielkiej sztuki. Praca Ski Obiekt w posiadaniu, dokonująca abordażu na pracy Brâncuşiego, jest działaniem wpisującym się doskonale w strategię Duchampa – to rozbicie muzealnej szyby, chroniącej wielkie dzieła sztuki, aby dokonać na nich czegoś nieodpowiedniego i niestosownego, domalować wąsy i wskazać na wykluczoną z obszaru sztuki namiętność - w przypadku Duchampa lub jak w przypadku Ski – twardy szlachetny materiał zastąpić miękkim materacem i pozwolić na miętoszenie oraz wzięcie w posiadanie.

 



Tym samym istotnym elementem pracy są reakcje oraz działania publiczności, to właśnie publiczności artystka oddaje w posiadanie przechwycony przez siebie obiekt. W ten sposób jej działania wpisują się w to, co Nicolas Bourriaud nazywa estetyką relacyjną. W naszych czasach bowiem największym problemem jest, według teoretyka, kryzys ludzkich relacji i sprowadzenie ich do poziomu relacji handlowych. Istotne znaczenie zyskuje więc sztuka nastawiona na odbudowanie relacji z innymi, dlatego też powstają projekty artystyczne, których tematem jest współobecność, świętowanie, wspólnotowość i współuczestnictwo. Podobnie zresztą dzieje się w innych pracach Ski, np. w przedstawionym tu niedawno "Osobistym akcie artystycznym".

Komentarze (33)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Tomek] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Warto pamiętać jednak o tym, że niektóre prace , względnie wytyczające nowe ścieżki sztuki, a tu konkretnie rzeźby, do czego się przyczynił Brancusi, są ochraniane szkłem pancernym ze względu na unikatowy egzemplarz. Piete Michała Anioła również odgrodzono szybą pancerną, ponieważ znalazł się jeden napastliwy odbiorca, który chciał roztrzaskać wyjątkową rzeźbę, a wyjątkową ze względu na opanowanie materiału, zawarcie wszelkiego szczegółu... Również rzeźby Rodin'a są przechowywane pod kloszem... Tak samo eksponuje się prace Louise Bourgeois, choć jej tkaninowe prace również można by dotykać, miętosić, ściskać, jednakże są to prace o charakterze prywatnym, wychodzące z przestrzeni prywatnej artystki, które nie mogłyby zostać naruszone, tak są delikatne. Nie zawsze więc chodzi o to, aby oddzielać, ale aby właśnie chronić. Chęć dotykania nie zawsze wychodzi obiektom sztuki na dobre, czasem te muśnięcia są bardzo niewrażliwe (np. dłonie figur woskowych w muzeum Madame Tussauds są co chwila naprawiane, ponieważ niemal każdy zwiedzający chce posiadać wyjątkową fetyszową pamiątkę w postaci oberwanych palców). Przekroczenie granicy nietykalności dzieł/ obiektów sztuki jest atrakcyjne dla odbiorcy, którego artysta zaprasza niekiedy do współdziałania... Ale to tak jak w tej reklamie , gdzie mówią, że nie musisz być artystą, żeby współtworzyć sztukę... Uważam to za przekłamanie, bo jednak trzeba być artystą (ale w pełnym, świadomym potwierdzeniu tego określenia), aby móc ze świata własnych myśli, doznań formować "przedmioty" naładowane "życiem" od podstaw. O! I to jest to, czego nie lubię w rzeźbie koncentrującej się na bryłach - zimna martwota bezemocjonalna. Jest też tak , że to nie jest ten rodzaj sztuki, który wyznaję. Dla mnie rzeźba, to przede wszystkim ślad pamięci. A zawłaszczanie, przetwarzanie cudzej twórczości jest oznaką słabości i niepewności samego twórcy, bo bazuje na czymś, co już było, tym samym osiągając pewność, że to się sprawdzi, jednak pociecha z tego żadna, bo później może przyjść albo wypalenie, albo obranie innego kierunku - oby własnego (to kwestia szczerości, intuicji, samoświadomości). Mimo to dobrze jest otrzeć się o sprawy tego rodzaju, aby móc ostatecznie dokonać wyboru na zasadzie, co faktycznie jest moje, a co nie i co mogę dać światu, jakkolwiek to brzmi. Zastanawia mnie bardziej dlaczego Ola Ska wykorzystuje akurat ten motyw przetworzenia, jaki jest tego powód, dlaczego to akurat Brancusi. Jest również młody artysta Kordian Lewandowski, który przetworzył motyw wspomnianej przeze mnie Piety, która w jego wydaniu przedstawia postaci ze znanej gry Mario Bros. Rzeźba w styropianie. Kordian nagrał teledysk art rap hip hop dostępny na you tube, i choć sam dokonał przetworzenia, zapożyczenia to w tekście swej piosenki wyszydza artystów współczesnych wymieniając nazwiskami Libera, Rajkowska, Żmijewski (w tym również mnie LOL )...A odnośnie pionowej rzeźby, jest jeszcze Barbara Falender, która nawiązała swoją rzeźbą "Między ogniem i wodą" do "kręgosłupa" Brancusiego (bo z tym mi się kojarzą te trapezowate formy) jednak to już bardziej inspiracja. Kończąc stwierdzam, że sztuka piracka nie jest wydajna, nosi w sobie znamiona klęski artysty, ponieważ nie obnaża go z jego własnego świata egzystencjalnych myśli,form, których nie stara się ubierać w uniwersalia. A to powoduje, że taka sztuka jest zimna.

    :)

  • izakow2

    Nie, Tomku, nie jest zimna, sztuka Oli bazuje na bardzo "gorących" reakcjach, co miałam zamiar udowodnić zamieszczając zdjęcia użytkowania jej pracy. Dlaczego bazujesz na paradygmacie, że artysta musi stworzyć coś nowego? Przecież ten paradygmat też jest ideologiczny w sensie odtwarzana pryncypiów kultury, które mówią, ze zawsze coś ma być nowe, progresywne, ma omamić nas wizualnie? To jest opisany przez Jaya fallookulocentryzm, który inne zmysły, np. dotyk, traktuje jako gorsze, bo bardziej kobiece. Aby zrozumieć te prace należy zerwać z logocentryzmem, ze stereotypami, które towarzyszą sztuce, które niestety są tak bardzo zakorzenione w kulturze, że nawet artyści je powtarzają, a tym samym powtarzając zimną maskulinistyczną kulturę. Dlatego należ odważyć się być radykalnym i wyjść poza te kategorie. To, co robi Ska, to przyszłość sztuki feministycznej, sztuki progresywnej, każącej przede wszystkim zmienić nasze patrzenie na samą sztukę!

  • Gość: [schodydonieba] *.b2b2c.ca

    Izakow 2

    Spoleczenstwo industrialne mozna krytkowac z pozycji pre-industrialnych ( nie chcemy tu tych zydowskich fabryk, bo sie nam chlopi rozbisurmania ) lub post-industrialnych ( pokazemy ze potrafimy to robic lepiej ). Pierwsze opisuje bajka o zlotej kaczce, drugie bajka Ch. Andersena pod tytulem <Cos>. Chodzi o to ile osob moze wyzywic sie na jedym kilometrze kwadratowym gospodarki.

  • Gość: [Tomek] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Tak, ale tylko bazuje. Natomiast wizualnie praca nie obnaża przebłysku geniuszu, wrażliwości, a poprzez ewidentne nawiązanie do Brancusiego, który nie chciał wyrastać w cieniu mistrza Rodin'a, jest wtórne. Rzeźba nie musi być wykonana z miękkich materiałów, aby zachęcała do dotyku. "Mięsiste" rzeźby z alabastru, marmuru, z wszelkimi wypukłościami również do tego zachęcają (pamiętam, jak będąc w poznańskim muzeum sztuki nie mogłem się oprzeć temu, aby musnąć kilka rzeźb, np. "Sen" Laszczki i wcale nie dlatego, że rzeźba przedstawia postać kobiety, ale dlatego, że jest fantastycznie wykonana, a ja jako rzeźbiarz wrażliwy na dotyk i powierzchnię formy wyciągałem z tego dla siebie naukę...).Dotyk gorszy, bo kobiecy??? Co za bzdura!!! Ja się z tym nie zgadzam!!! Chodzi tylko o wizualność, mnie praca Oli Ska nie zachęca wizualnie, nie ma tego pierwszego bodźca (może o to chodzi). A teraz pokuszę się o bardziej radykalną wypowiedź i z pewną dozą ryzyką napiszę: że ta pozorna nowoczesność pracy Ska wzbudza sztuczny i udawany zachwyt. Według mnie nie ma czym się zachwycać. A artysta musi tworzyć nowe rzeczy, bo jeżeli zacznie wyważać dawno otwarte drzwi, to zakręci się niezwykle w swoim tylko świecie. To niebezpieczne. Poza tym stwarzając nowe wartości w formie i idei, ale podskórne, bliskie psychice człowieka, ale ukazywane za sprawą symbolu, choć nieograniczające się, wydają mi się bogatsze. Wrócę do Hasiora, o którym wspomniałem w swoim tekście o kiczu. Był na tyle nowy, świeży, budował nowe wartości ze śmietnika kulturowego, że również go nie rozumiano. Ale gdzie tu praca Ska, a gdzie Hasior. Miękkie kolumny Ska nie wyznaczają żadnej przyszłości, są tylko chwilowe. Widzę tu niepotrzebnie dorabianą ideologię. Co więcej -uważam, że bardziej radykalną postawą jest właśnie stwarzanie włąsnych rzeczy. O tym mówili mistrzowie choćby komponujący muzykę - trzeba zerwać z wszelkimi autorytetami, aby powstawały nowe wartości. Bo nowe wartości odświeżają sztukę, kulturę, a nie powodują w niej zastoju, czy cofnięcia. A przy Ska jest ideowy zastój. Tak to czuję.

    :)

  • izakow2

    Tomek, to, co piszesz jest strasznie antyfeministyczne, bo "geniusz", to mit naszej kultury. Jak pisała w 1971 roku (!!!) Linda Nochlin: "mit Wielkiego Artysty istoty wyjątkowej, obdarzonej boskimi cechami, bohatera setek monografii który od urodzenia nosi w sobie tajemniczą esencję, niczym grudkę najczystszego złota". Nowość i oryginalność to z kolei mit modernizmu. Dzisiaj naprawdę nie ma już możliwości stwarzania nowych dzieł. Przykładem mogą być prace Typoe, który również przerabia, co tylko możliwe, korzystając zarówno z dorobku amerykańskiej awangardy, jak i sztuki dawnej, uderzając w mit nowatorskiej i oryginalnej sztuki.
    Ta miękkość i nieadekwatność materiału u Ski to również bardzo ważny aspekt feministyczny pracy Ski. Chwilowość to odrzucenie ekonomicznych podstaw funkcjonowania dzieła, a więc dzieła jako towaru, bo jako towary funkcjonuje większość "genialnych" dzieł".
    Dobrze, że się nie zgadzasz, że dotyk jest gorszym zmysłem, ale za taki został uznany w naszej zachodniej kulturze.
    To są totalne podstawy, bez których nie zrozumie się współczesnej sztuki!
    A przy okazji polecam Tobie cały tekst Nochlin: www.unigender.org/?page=biezacy&issue=02&article=07

  • Gość: [Tomek] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Iza, ale ja nie piszę z perspektywy feministycznej - tylko z pozycji obserwatora, więc zarzut, że to , co napisałem jest antyfeministyczne , nie ma racji bytu. Z resztą ja zawsze patrzę na człowieka w sposób dwoisty, uwzględniając szczególnie jego anima i animus.

    Słowo geniusz jest rodzaju męskiego, ale ja tę "rodzajność" odrzucam i to pojęcie przypisuję niezależnie od płci. Genialna jest Bjork, genialny Anthony Hegarthy, genialna była Skłodowska - Curie. I nie można ukrywać faktu, że genialni twórcy, z ogromnym talentem, którego nie posiadają inni ludzie, ale oczywiście w danej dziedzinie, bo genialność nie musi kojarzyć się tylko ze sztuką- otóż, że tacy ludzie właśnie istnieją. A niby z jakiej przyczyny organizowane są wspaniałe wystawy niesamowitych twórców, koncerty, na które ludzie wykupują z rocznym nawet wyprzedzeniem bilety?... Ludzie potrzebują wyższego stopnia przeżywania rzeczywistości i przyjmują twórczość wyjątkowych artystów/ artystek pod warunkiem, że nie ma w tym tzw. ściemy (fe, jakie brzydkie słowo). Gdyby nie ci, którzy są genialnymi artystami - krytycy nie mieliby o czym pisać, nie byłoby zachwytu, pochwały wzniosłości. Czy to jest aż takie złe i nie na miejscu w kulturze zdominowanej nie tyle już przez popkulturę, ale nagłym pomysłem artysty/artystki, który chce pokazać, że np. jego kolumna albo biedna papuga to coś co faktycznie jest "bardzo" wyjątkowe??? Mnie to nie pociąga. Lub inaczej pociąga mnie świat wykreowany, wynikający z rzeczywistości, nieodrealniony ani całkowicie surrealistyczny,a taki, którego korzenie głęboko wyrastają z rzeczywistego świata, ale jest przetworzony i nosi w sobie znaczące wartości. Stąd tak wiele jest działań twórczych, których obrzydliwie nie znoszę, ale niestety im się hołduje. Myślę, że największą bolączką kultury i sztuki jest usilne obalenie stereotypów, mitów artysty, który ma imponujący talent, ale o tym nie rozprawia, tylko okazuje to w swojej pracy.

    A Typoe to był tylko przykład, ilustracja tekstu o kiczu. Nie jest to z mojej strony oznaka gloryfikacji jego działalności.

    Oczywiście dostrzegam ten kontrast w kręgosłupie Ski, ale ta miękkość i nieadekwatność to nie jest dobry argument , aby mówić o aspekcie feministycznym, bo to zaprzeczenie: z jednej strony feminizm nie chce być ugniatany i miętoszony, sprzeciwia się naciskom ze strony patriarchatu, a z drugiej strony , gdy występują "miękkie" cechy artystycznej wypowiedzi artystki o biologicznie żeńskiej płci, to dziwnym trafem przypisuje się już temu tenże aspekt feministyczny. To zapętlenie.

    :)

    "Dzisiaj naprawdę nie ma już możliwości stwarzania nowych dzieł". Iza, ale ta możliwość istnieje, jest - tylko chodzi teraz o to, jak się o tym myśli. Jeżeli jest artysta, który nie poznał innych prac i wydaje mu się, że robi coś odkrywczego, to faktycznie można powiedzieć, że jest biednym nieszczęśnikiem i że robi sobie krzywdę albo ktoś mu tą krzywdę wyrządził nakładając na niego schemat wyjątkowości. Z tego wniosek , że trzeba szukać i znajdywać podobnych artystów, którzy myśl swą wyrażają w zbliżony sposób. I jeżeli sztuka miałaby nieść sama w sobie możność odkrywania, to w moim przekonaniu odkrywczość taka miałaby polegać na szukaniu wspólnoty, części wspólnej. Bo sztuka nie jest nauką , która ma odkrywać nowe rzeczy. A jeżeli tematyka jest podobna, to forma może być inna, poza tym każdy artysta jest kolejnym człowiekiem na ziemi, który ma prawo poruszać te same wątki. Tego się nie zabroni, ale wykazywanie zewnętrznych oznak świetności w miejscu, gdzie jest to co najmniej wymuszone , budzi jednak wątpliwości. Innymi słowy, gdyby Ska odnalazła własną formę, bez widocznych wyraźnie nawiązań do Brancusiego, to zostałoby to inaczej przeze mnie potraktowane. A tak, przepraszam bardzo, ale dla jej pracy uznania nie mam.

  • izakow2

    Nie ma czegoś takiego jak geniusz rozpatrywany poza uwarunkowaniami społecznymi! Twoja wizja sztuki, kategoria wyjątkowości i wiara w genialnych artystów jest idealistyczna, ale niestety całkowicie naiwna. Tak, jakbyś zawieszał wszystkie przemiany, które dokonały się w sztuce oraz dyskursy na jej temat. A to jest trochę tak, jakby chcieć odwrócić Wisłę kijem. Jasne, że mogą Cię nie pociągać eksperymenty artystyczne związane z przetwarzaniem. Wiele osób to nie pociąga i wcale nie mam zamiaru przekonywać, że musi się to Tobie podobać, ale jest to jednak z bardziej wyrazistych cech dzisiejszej kultury.

  • Gość: [Tomek] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Wyrazistych, tak, ale to nie znaczy, że to jest dobre...

    Artysta musi być naiwny. Jest jak dziecko. To komplement. Dziękuję.

  • izakow2

    Tomek, a ja uważam, że artysta nie może być naiwny, no chyba, że chce pozostać "artystą naiwnym". Ty zresztą taki trochę jesteś i to akurat komplement.

  • Gość: [Tomek] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    A ja uważam, że nie można pozostać artystą naiwnym, czy artystą w ogóle, tylko artystą się jest z urodzenia albo nie. Reszta to etykiety.

  • Gość: [Tomek] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    I napiszę może bałwochwalczo: ale trzeba być artystą, znać też jego psychikę, aby w ogóle można było rozmawiać o "naiwności". Ufam, że Iza znasz...

  • izakow2

    tylko naiwny artysta może wierzyć w psychologizm ;) A mnie w ogóle nie interesuje psychika artysty ;)
    aha, nigdy, przenigdy, nie jest się artystą z urodzenia, proszę Cię, przeczytaj Nochlin!!!

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Bez komentarza, Iza.

    Dzięki za rozmowę.

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Tomek (podpisu zapomniałem dodać do poprzedniego)

  • Gość: [schodydonieba] *.43-161-184.mc.videotron.ca

    Dzis 10 tysieczne miasteczka maja takie same kluby muzyczne jak te w Williamsburgu, 60 tysieczne miasta sa znaczacymi osrodkami produkcji oprogramowania. 30 tysieczne miasta maja liczace sie w swiecie uniwersytety. Moj kolega pracowal ostatnio w firmie ktorej centrala jest w malym miasteczku, a filie ma na trzech kontynentach. Jezeli wezmiemy Berlin jako wzorzec - 400 galerii, to 100 tysieczne miasto moze powinno miec 10 galerii, a to da jakies 100 wystaw rocznie. Jezeli jest taka podaz geniuszy to trzeba rozwinac rynek geniuszu ;-)
    .........
    Nie chce sie wtracac w tego rodzaju dyskusje, ale moim zdaniem jest cos takiego jak artystyczny typ wrazliwosci. Jest to po prostu jeden z typow wrazliwosci. Pretensje do calego swiata to zuplenie inna kwestia ;-) Wikipedia mowi ze jedna osoba na sto jest geniuszka.

  • Gość: [schodydonieba] *.43-161-184.mc.videotron.ca

    Idea imprez flagowych tez ma sens, bo bardziej doswiadczeni ludzie przetra szlak dla wszystkich. To juz zalezy jaka W MIESCIE PANUJE ATMOSFERA. Natomiast te 200+ projektow ktore nie otrzymaly finansowania mozna wrzucic na internet ( wystarczy tu format zwyklego forum, moze byc nawet blog ) i upublicznic. Powstanie w ten sposob gielda ofert kulturalnych. Wcale nie musza byc realizowane w waszym miescie. Zalozmy ze kazdy projekt to 5 tysiecy pln przychodu dla autorow i wykonawcow to 200 x 5 tys. da milion. Czyli tyle ile mial pan Kulczyk od ojca ;-) A wiele projektow mozna bedzie sprzedac wielokrotnie. Internetowe forum pozwala na omowienie projektu, doszlifowanie szczegolow, moze inni sie podlacza, etc.. Jakies niewielkie pieniadze na rozruch sie przydadza, ale nie musza pochodzic z budzetu kultury. Unia daje wam pieniadze na tysiace spraw, pewnie wystarczy sie zakrecic.
    .........
    Generalnie budzet kulturalny moglby funkcjonowac jak bank inwestycyjny - pieniadze z pierwszych projektow moglyby wracac do banko-budzetu i finansowac kolejne, ktore znow przynisa jakies wplywy ktore po przekazaniu do banko-budzetu...... i tak dalej. Ale to teoria, wiem.

  • izakow2

    Jeszcze ciekawszy byłby czarny rynek geniuszu, tudzież geniuszy... A zresztą, to się w jajkimś sensie dzieje.
    Tomek, czy Ty się obraziłeś??? Zauważ, że dość bezpardonowo potraktowałeś opisywaną przeze mnie artystkę, a obrażasz się za coś, co dzisiaj jest oczywistością - geniuszem nie jest się z urodzenia, tylko ze społeczno-kulturowych uwarunkowań.

  • Gość: [Tomek Rogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Zostaję przy swoim zdaniu. Niezmiennie.


  • Gość: [Tomek Rogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Iza, przemyślałem Twoje słowa: "tylko naiwny artysta może wierzyć w psychologizm ;) A mnie w ogóle nie interesuje psychika artysty ;)
    aha, nigdy, przenigdy, nie jest się artystą z urodzenia"

    i postanowiłem do nich się odwołać.
    Otóż, czy Iza uważasz, że np. Frida Kahlo, na której wystawie byłaś, obrazy widziałaś, czy one są pozbawione psychologicznego rysu artystki, chcesz temu zaprzeczyć? To tak, jakbyś chciała zafałszować rzeczywistość. Nie interesuje Cię psychika artysty? To myślisz, że prace jakiejkolwiek wartości spadają z nieba, bez udziału psychiki człowieka? No wybacz, Iza, ale tego się nie spodziewałem, że Ty jako profesjonalistka możesz wypisywać takie rzeczy. To jest dopiero, Iza, jest naiwne. Ale ja Ci i tak nie wierzę, że Ciebie to nie obchodzi...

  • Gość: [Tomek Rogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    strasznasztuka.blox.pl/tagi_b/15157/Frida-Kahlo.html

    Iza i jeszcze napisałaś, że artystą nigdy nie jest się z urodzenia, a w Twoim tekście z wystawy Fridy Kahlo , w sprawozdaniu wspomniałaś o dziecięcych rysunkach artystki!
    Iza!
    Przecież pierwsze dziecięce rysunki, zamiłowanie do rysowania, obnażany w tym talent, to pierwsze symptomy, które mogą świadczyć o tym, że w późniejszym wieku dziecko przy sprzyjającym temu otoczeniu pozostanie artystą!!!
    Iza, co się dzieje???
    Czy ten kryzys sztuki podziałał tak negatywnie na Ciebie???

  • Gość: [Tomek Rogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Ja do dziś pamiętam pierwszy kawałek modeliny w swoich pulchnych dziecięcych łapkach i niezwykłą satysfakcję z tworzenia ludzików, później kukiełek, a teraz rzeźb, rysunków...

    Iza, ja tego nie wysysam z palca!!!

    Wiem, o czym mówię, dlatego Twoje słowa są po prostu karkołomne.

  • Gość: [Tomek Rogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    A tu GENIUSZKA rzeźby z GENIALNĄ jej rzeźbą (szczególnie tą, która przedstawia postać, trzymającą odciętą głowę - ta rzeźba to rarytas). Chyba nie chcesz Iza powiedzieć, że to tylko rzemiosło i że talentu tu nie widać, czy przebłysku geniuszu, a i że może jest on wcale niepotrzebny albo, co gorsza (o zgrozo) talent nie istnieje?...

    www.vlinder-01.dds.nl/cdr/sculpture/camille_claudel.htm

  • izakow2

    Tak, dobry przykład! Zwłaszcza, że ta "geniuszka" została za życia uznana za wariatkę (niemal 40 lat spędziła w szpitalu psychiatrycznym), a po śmierci na długi czas o niej zapomniano i absolutnie nie funkcjonowała (i w zasadzie nadal nie funkcjonuje, bo na szczęście historia sztuki pozbywa się tej ideologicznej kategorii) jako geniusz w historii sztuki.

    I właśnie o to mi chodzi, możesz uważać kogoś za geniusza czy geniuszkę na swój prywatny użytek, ale nie możesz zapominać o obciążeniach patriarchalnych i rasistowskich tego pojęcia (potrafisz wymienić jakąś geniuszkę lub geniusza z Afryki? A jeśli nie, to dlaczego???)

    Jeśli nie chcesz czytać Nochlin, to polecam Barthesa (a na marginesie, ciekawa jestem, czy rozważania Barthesa bądź Nochlin też uważasz za karkołomne?), który w "Mitologiach" wskazuje na mit geniusza jako czegoś irracjonalnego i niewyrażalnego, zaś za jedną ze strategii mitologizacji, w dodatku prawicowych, uznaje pozbawienie przedmiotu, o którym się mówi, wszelkiej historii. W przypadku geniusza - jest to też pozbawienie płci i geografii. I nie utożsamiaj geniusza z talentem (który jest potencją) czy przyjemnością twórczą, bo o geniuszu historycznie mówi się jako o osobie (mężczyźnie - w słowniku nawet nie występuje forma żeńska, której użyłeś), której dane jest boskie natchnienie, co w gruncie rzeczy skrywa w sobie patriarchalną, eurocentryczną, rasistowską ideologię.

    Polecam też bardziej tradycyjne rozważania Kublera z jego "Kształtu czasu", który pisze z kolei, że rola poszczególnych artystów często nie polegała jedynie na ich zdolnościach i geniuszu, ale przede wszystkim na zajęciu pomyślnej pozycji w ciągu rozwojowym sztuki, tak, że ich talent mógł się w pełni objawić. Brak dobrego wejścia w ciąg może sprawić, że nawet niezwykle uzdolniona jednostka mogła uchodzić jedynie za kogoś przeciętnego, niekiedy być jedynie kopistą. Geniusz jest więc raczej zjawiskiem z dziedziny nauczania niż genetyki (Kubler daje przykład dzieci adoptowanych w rodzinach muzyków, które wykazują też talent muzyczny, dobrym przykładem jest tu Kahlo, która prawdopodobnie, gdyby nie wypadek i przykucie do łóżka nie zostałaby wcale artystką..). Na geniusz wpływają więc raczej okoliczności, aniżeli naturalne predyspozycje (wspomniany przeze mnie talent jako potencja, czyli coś, co może się rozwinąć, ale też w niesprzyjających okolicznościach, nie rozwinie się w ogóle).

    P.S. nie interesuje mnie psychologia, ale oczywiście jak najbardziej interesuje mnie rozum artysty, jego czy jej emocje, życie, uwarunkowania społeczne. Sprowadzanie wszystkiego do psychologii jest potwornym uproszczeniem.

    P.S. 2 Jaki kryzys sztuki???? Problem z "naiwnością", czyli nieznajomością teorii jest też taki, że łatwo wpaść w pułapkę i powtarzać stwierdzenia swoich ideologicznych oponentów. Kryzys sztuki jest bowiem przede wszystkim wymysłem prawicy.

  • Gość: [schodydonieba] *.43-161-184.mc.videotron.ca

    Izakow 2

    Przyznam ze nie rozumiem sarkazmu. Zreszta nie pierwszy raz. Wielkorotnie przegladalem pani wypowiedzi na temat gospodarki i polityki i nie moglem sie dopatrzyc w nich jakiegokolwiek sensu. Ani jedno pojecie nie zostalo uzyte w sposob poprawny, ani jedno zdanie nie mialo zadnego odniesienia do jakiejkowleik rzeczywistosci. W zwiazku z tym uwazam wszelkie ideologiczne zarzuty ktore sie wobec pani formuluje za calkowicie bezpodstawne ;-)
    ............
    Przede wszystkim jednak nie rozumiem dlaczego pani profesor, czy pani oponent Max Dogin, czujecie sie jak wlasciciele tego kraju, ktorzy maja prawo decydowac o tym co bedzie sie w nim dzialo lub nie. Sfera budzetowa ktora wyobraza sobie ze jest arystokracja?

  • izakow2

    Schody, to nie był sarkazm, tylko żart, pomyślałam sobie, że internet jest trochę takim "czarnym rynkiem". Ale ja z kolei nie rozumiem Pana wypowiedzi (no z wyjątkiem tego, że musiał pan rzygać w związku z informacją o stypendium, które otrzymała Patrycja). Widać mówimy zupełnie innymi językami. A co do pana Maxa, musi Pan go zapytać. Ja nie czuję się właścicielką kraju, ale obywatelką, dlatego przyznaję sobie prawo, które mają wszyscy obywatele, do wypowiadania się w kwestiach publicznych.

  • Gość: [schodydonieba] *.43-161-184.mc.videotron.ca

    Nigdy nie wypowiadalem sie na temat zadnych stypendiow. Ostrzegalem tylko Goscia Niedzielnego ze uzywa bolszewickich metod, ktorych podobno nie lubi.

  • Gość: [Tomek Rogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Oj, Iza jesteś zła, bo podważyłem Twoje zafascynowanie pracą, która jest właściwie nijaka.

    "(potrafisz wymienić jakąś geniuszkę lub geniusza z Afryki? A jeśli nie, to dlaczego???)"

    Tak, potrafię jest to Seydou Keita - fotograf, samouk (czyli tak jak ja).

    Strona z jego pracami: www.seydoukeitaphotographer.com/en/

    Poza tym zdarza Ci się mówić w trybie rozkazującym, czego nie trawię. Może nie mów mi co mam utożsamiać, a co nie jak z tym geniuszem i talentem? Taka była by do Ciebie gorąca prośba z mojej strony...

    Oboje jesteśmy dorośli, a ja nie potrzebuję akademickiego tonu, bo nie jestem Twoim studentem, a rozmówcą :)

    Poza tym ja jestem artystą, a Ty krytyczką oraz historyczką sztuki - zawsze będzie między jednym a drugim przepaść, wynikająca z natury rzeczy, a więc to zrozumiałe...

    Interesują Cię emocje, życie, uwarunkowania społeczne, a nie interesuje Cię psychologia? Zaprzeczasz sobie samej tym twierdzeniem.

    Wiem też, że jesteś dumna i nie będziesz publicznie zgadzać się ze "smarkiem"...

    Dziękuję i do następnej burzliwej dyskusji :)

    Tomek

  • izakow2

    Tomek, po pierwsze nie jestem zła, bo niczego nie podważyłeś. Po drugie, moja dyskusja z Tobą jest jedynie dowodem szacunku do Ciebie. Ale jeśli odbierasz to jako protekcjonalność z mojej strony i zamiast dyskutować na argumenty, masz zamiar rzucać argumenty "ad personam" i mnie obrażać, to rzeczywiście nie ma to żadnego sensu.

  • Gość: [Tomek Rogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Ale ja Ciebie Iza nie obrażam. Jeżeli zaś tak to odebrałaś, to przepraszam.

    I podważyłem pozorną nadzwyczajność pracy.

    Nie obrażamy się, tylko uśmiechamy i podajemy sobie ręce :) Co Ty na to? :)

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    "[Camille Claudel](...) ta "geniuszka" została za życia uznana za wariatkę (niemal 40 lat spędziła w szpitalu psychiatrycznym), a po śmierci na długi czas o niej zapomniano i absolutnie nie funkcjonowała (i w zasadzie nadal nie funkcjonuje, bo na szczęście historia sztuki pozbywa się tej ideologicznej kategorii) jako geniusz w historii sztuki.(...)"

    Ta GENIUSZKA potrafiła rzeźbić twarze z pamięci. Poza tym nie zapomniano o niej na długie lata. Powstał film z Isabel Adjani, która wcieliła się w GENIUSZKĘ. Z resztą Adjani GENIALNIE zagrała tę rolę - możesz się spierać, Iza lub nie, ale nie wiem czy film w ogóle widziałaś. Poza tym parę lat temu odbyła się wystawa rzeźb Camille.

    Link do fragmentu filmu: www.youtube.com/watch?v=yLP8nDMYCUU

    Link do wystawy: www.youtube.com/watch?v=5_CblWSYBNg

    No chyba, że takie rzeźby każdy potrafi zrobić. To przepraszam bardzo...

    A to że zapomniano o Camille..., to akurat spotkało wielu wielkich artystów i wielkich artystek. Bourgeois też dosyć późno została odkryta.

    PS Nie fajnie, że nie odpisałaś publicznie na podanie ręki, tylko prywatnie. Ale rozumiem, że nie możesz tego zrobić ...

    Zwariowany Tomasz

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    I w jednym ze swych tekstów używasz Iza sformułowania ze słowem: "fenomen" twórczości artysty X polega na tym, że..., a słowo fenomen i geniusz stoją blisko siebie.

    fenomen - osobliwość, nadzwyczajny talent - geniusz
    i choć jedno i drugie jest rodzaju męskiego, to przecież chodzi ostatecznie o człowieka, bez względu na płeć. Określenia geniusz nie utożsamiajmy z mężczyzną - to naiwne i banalne myślenie. Używajmy go myśląc o człowieku. Człowiek (czyli płeć rozmaita).

    Ale i tak pewnie nie uzyskam odpowiedzi, więc i ja sobie już daruję... Choć szkoda... Bo myślałem, że na tym blogu burzliwe dyskusje, spory, negowanie, ale również wyrażanie aprobaty, są jak najbardziej na miejscu.

    Z pozdrowieniami

    Tomek

  • izakow2

    Nie było mnie w sieci, ale faktycznie straciłam już ochotę na rozmowę na ten temat.

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    O czymś to świadczy...

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci