Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Michał Szlaga o wymazywaniu historii Stoczni Gdańskiej

izakow2

 

„Paskudne pocztówki” Michała Szlagi to efekt dwunastu lat dokumentowania przez fotografa przemian na terenie dawnej Stoczni Gdańskiej.

 

 

Fotografie ukazują ruiny, to, co pozostało z dawnych budynków, hal, biur, przedstawione są również złomowane żurawie. Ukazują proces zrównywania tego miejsca z ziemią.

 

Każda z pocztówek opisana jest w zimnym inwentaryzatorskim języku: miejsce, data zrobienia zdjęcia, rodzaj obiektu, numer inwentarzowy, a w przypadku niektórych – dane dotyczące historii danego obiektu.

 


Gdańsk, tereny postoczniowe, 24 kwietnia 2012. Plac między ulicą Marynarki Polskiej i zakładową ulicą Malarzy. Miejsce po hali 6A. Złomowanie żurawia. Udźwig: 20t. Numer inwentarzowy: 26. Pozostałe opisy na blogu Szlagi

 

Szlaga wskazuje na cel, który przyświeca temu projektowi:

 

„Mam nadzieję, że analiza tego cyklu przyczyni się do szerszej refleksji nad procesem, którego mimowolnymi świadkami jesteśmy od kilkunastu lat. Gdańsk traci bezpowrotnie jedną ze swoich najbardziej fascynujących i niesamowitych przestrzeni. Można ją bezrefleksyjnie zastąpić „nowym”, na pewno jednak, nie da się odbudować jej charakteru stylistycznymi sztuczkami architektów. Nie wystarczy jeden osamotniony żuraw. Dzisiejsze Młode Miasto, uboższe o kilkadziesiąt procent oryginalnej zabudowy, nie jest już tym, czym było dziesięć lat temu”.

 


„Czekam na rozwój nowej, wielkomiejskiej, nowoczesnej dzielnicy z wizjonerskimi rozwiązaniami, wieżowcami i tym wszystkim, o czym śnią deweloperzy. Nie mogę jednak pogodzić się, z tym, że zabraknie w niej tego, co najważniejsze, czyli prawdziwej historii tego miejsca”. 

 


 

Cykl Szlagi można potraktować jako dokumentację wymazywania historii – historii miasta, historii robotników a wreszcie historii Solidarności, za której kolebkę uważana jest Stocznia. To również wymazywanie śladów oddolnych inicjatyw. Na terenie Stoczni znalazł swe miejsce Instytut Sztuki Wyspa, wcześniej działała tu również Kolonia Artystów. Kolonii już nie ma, Wyspa walczy o przetrwanie, wszelkie ślady działań artystycznych również są niszczone. Niedawno Iwona Zając pokazała w sieci fotografie ukazujące rozbiórkę murów z namalowanymi przez nią muralami, na których przedstawione były historie stoczniowców. O rozbiórce historycznego muru pisano też w "Gazecie".

 

Wymazywanie historii prowadzi do zapomnienia, a jak pisał Paul Ricoeur „ekwiwalentem zapomnienia jest zniszczenie archiwów, muzeów, miast – świadków minionej historii” („Pamięć, historia, zapomnienie”, s. 384.).

 

 

 

Jakiś czas temu brałam udział w dyskusji „Rewitalizacja przestrzeni miejskiej” odbywającej się w ramach Festiwalu Fotodokumentu, podczas którego były też prezentowane dwie wystawy „Sztuka rewitalizacji” ukazujące przemiany Zagłębia Ruhry. Byłam dość sceptycznie nastawiona, gdyż pojęcie rewitalizacji używane jest najczęściej w znaczeniu  przejmowania przez deweloperów czy korporacje biednych, często poprzemysłowych obszarów miasta pod przyszłe inwestycje, co wiąże się z procesem gentryfikacji, a więc wypierania z tych terenów ludzi słabych i ubogich. Tymczasem rewitalizacja powinna być rozumiana jako  ożywianiem miejsca, aby stało się przyjazne dla jego dotychczasowych mieszkańców, a także takimi działaniami, które mają zapobiec postępującemu ubóstwu. Dotyczy to zwłaszcza terenów poprzemysłowych, gdzie w wyniku likwidacji dawnych zakładów czy fabryk duża część społeczności boryka się z bezrobociem.

 

W przypadku wystawy i dyskusji dotyczącej Zagłębia Ruhry okazało się, że pojęcie  „rewitalizacji” miała to drugie – pozytywne znaczenie. Autorowi wystawy – Peterowi Liedtke, jak i autorom fotografii, chodziło przede wszystkim o dokumentowanie przemian oraz włączanie sztuki w sam proces rewitalizacji, ale w sensie – aktywizowania mieszkańców, czynienia miejsca swego zamieszkania przyjaznym dla wszystkich, również dla ludzi starszych i ubogich. Chodziło więc nie tylko o rewitalizację obszarów zniszczonych przez przemysł, ale przede wszystkim o rewitalizację społeczną, jak również o zachowanie dziedzictwa tego miejsca.

 

 

Podczas spotkania, w którym brałam udział, szczególnie cenne wydawały mi się uwagi autora projektu Petera Liedtke na temat potrzeby ochrony specyficznego krajobrazu Zagłębia Ruhry zdominowanego przez miejsca związanych z przemysłem – huty, kopalnie i fabryki. Na trwałe weszły one do historii tego regionu, a w zasadzie tę historię współtworzyły. Mają zarazem ogromne znaczenie symboliczne dla ludzi, którzy kiedyś tam pracowali, ale także dla całej lokalnej społeczności. Można powiedzieć, że współtworzą one tożsamość mieszkańców i dlatego, zamiast je niszczyć, burzyć czy pozwalać, aby pozostawały bezużyteczne, należy je chronić oraz wykorzystać właśnie na rzecz miejscowej społeczności.

 

Pomyślałam wtedy o Stoczni Gdańskiej, o tym, co ukazują prace Michała Szlagi – zarówno „Paskudne pocztówki”, jak i prezentowane już wcześniej (m.in. podczas gdańskiej Alternativy) filmy oraz fotografie prezentowane na wystawie Postdokument w CSW w Warszawie.

 

Pomyślałam tym, jak bardzo różni się nasze podejście do miejsc związanych z najnowszą historią od podejścia dominującego w Niemczech. Nie chodzi tylko o opisane tu Zagłębie Ruhry, warto też udać się do Berlina, gdzie mieszkańca Polski dziwić mogą niezburzone pomniki Marksa czy Lenina. Ale przecież są one śladem historii, nawet jeśli tej złej, to ją również, a może nawet przede wszystkim należy pamiętać. Wymazanie tego, co wstydliwe jest tylko wyparciem, nie ma nic wspólnego z tworzeniem krytycznej historii czy pamięci. Bo zapomnienie, jak powiada cytowany już Ricoeur szkodzi historii i szkodzi życiu.

 


 

W przypadku Stoczni Gdańskiej nie chodzi przecież o złą historię, choć jej historyczna nazwa – Stocznia im. Lenina również musiała zostać wymazana. Tylko na krótko przywrócono w ubiegłym roku napis nad głównym wejściem, później musiał on zniknąć. Jednak przede wszystkim trudno zrozumieć, że to miejsce związane z ruchem „Solidarności”, z przezmianami, które doprowadziły do przełomu 1989 roku nie stało się miejscem tzw. dziedzictwa narodowego. Jest to przewrotny koniec ideałów „Solidarności”, które zostały wyparte przez neoliberalną żądzę zysku.  

 


 

Pocztówki Michała Szlagi można zamówić i odebrać osobiście na terenie Stoczni Gdańskiej. Szczegóły na blogu autora.

 


Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [schodydonieba] *.b2b2c.ca

    Ja nazwlabym to `polnische wirtschaft`. Jeszcze Poznan trzeba rozwalic, bo za bardzo mieszczanski. A moze byc tak romantycznie......

  • Gość: [OK] *.wtvk.pl

    Pani Izo proponuje spojrzeć na nasze poznańskie podwórko . Nasz dawny Polmos ,a dzisiejsze zaklady Wyborowej rownież zostały "sprzedane" dzięki naszemu miastu i do końca 2016r. znikną z krajobrazu. Wszak tereny maltanskie są łakomym kąskiem podlegającym rewitalizacji, a to wszystko po cichu byle nikt się nie dowiedział... Ba marka światowa, Wielkopolska duma będąca naszym dobrem kulturowym została tylko nazwą która w nie zasłużyła nawet na "niebieską gwiazdkę" tak dumie przytwierdzoną do zakładów Volkswagena...Zacznijmy fotografować i wspominać

  • izakow2

    Tak, oczywiście, ten proces dzieje się wszędzie... W Poznaniu - najbardziej drastyczne skutki to jednak przede wszystkim eksmisje lokatorów.

  • Gość: [schodydonieba] *.43-161-184.mc.videotron.ca

    Moze teraz wlasnie nalezy zaczac sprzedaz biletow na zwiedzanie stoczni. Kazda kultura ma taki pomnik, na jaki zasluguje ;-)

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci