Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Co dalej z Arsenałem?

izakow2

 

29 lipca w Poznaniu Prezydenta Miasta podjął decyzję o unieważnieniu konkursu na dyrektora galerii miejskiej Arsenał. Idzie za tym propozycja likwidacji galerii w jej obecnym kształcie oraz przekazania jej w zarządzanie organizacji pozarządowej. Czy to rozwiązanie zostanie przyjęte – zależy teraz od poznańskich radnych.


Ta decyzja zaszokowała chyba wszystkich w Poznaniu, którym bliskie są sprawy kultury. Po co bowiem ogłoszony został konkurs na dyrektora, a następnie nagle został zawieszony? Dlaczego nie przeprowadzono w tej sprawie żadnych konsultacji społecznych, a w dodatku Prezydent Miasta w wydanym przez siebie oświadczeniu zupełnie opacznie przywołał propozycje Poznańskiego Kongresu Kultury? Dlaczego miasto tak chętnie chce oddać jedyną publiczną galerię organizacji pozarządowej?


Kiedy niewiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Wydaje się, że Miasto chce pozbyć się zbędnego balastu, jakim jest galeria Arsenał. Nie przynosi ona żadnych materialnych profitów, a włodarze miasta chętni do inwestowania w piłkę nożna, nie bardzo rozumieją, jaki potencjał ma sztuka współczesna.


A przecież sztuka jest kapitałem zarówno materialnym, jak i symbolicznym. Ukazuje rzeczywistość w sposób niekonwencjonalny, rozwija naszą wyobraźnię, zmusza do krytycznego myślenia. Jest bezcennym świadectwem swoich czasów. Wpływa na prestiż kolekcjonera czy miejsca, w którym jest prezentowana. Staje się też ważną wizytówką miasta, wzmacniając jego kapitał symboliczny. Sztuka wydobywa różnorodność poglądów, ale zarazem uczy nas „jak różnić się pięknie”, co odnieść można do jednej z naczelnych zasad demokracji.


Zdaje się jednak, że te wartości nie mają dla zarządzających Poznaniem większego znaczenia. Od kilku już lat dzieją się tu sprawy kuriozalne. To między innymi tzw. odbudowa, a w zasadzie swobodna rekonstrukcja średniowiecznego zamku Przemysła. Obecnie architektoniczny koszmarek zwany Zamkiem Gargamela dominuje w krajobrazie Starego Miasta.


To również zakończenie w 2011 roku działalności galerii ON, co opisywałam już na blogu. Należała ona do Uniwersytetu Artystycznego, który nie był już w stanie jej finansować, a dokładnie płacić miastu za wynajem pomieszczeń w Centrum Kultury Zamek. A była przecież jedną z najważniejszych poznańskich galerii, współtworzyła historię polskiej sztuki nowoczesnej, również ona tworzyła więc silny kapitał symboliczny miasta.


Właściwie bez echa przeszło zwolnienie w czerwcu 2012 roku Witolda Kanickiego kierującego galerią PF w Centrum Kultury Zamek. Prowadził on bardzo ciekawy i spójny program wystawienniczy i edukacyjny. Obecnie galeria ma charakter przede wszystkim wystawienniczy, trudno powiedzieć, czy w ogóle dzieje się tam coś ciekawego.


Na szczęście w budynkach Zamku działa obecnie świetna, prywatna galeria Piekary, ale niewątpliwie jest to symptom prywatyzacji kultury. Wszystko to bowiem układa się w spójną opowieść, o tym, jak miasto pozbywa się balastu, jakim jest sztuka współczesna, przerzucając go albo na osoby prywatne, albo na organizacje pozarządowe, jak w obecnej propozycji, nie rozumiejąc zarazem, jakie profity daje kultura.


Postulaty Poznańskiego Kongresu Kultury przywołane w nieszczęsnym oświadczeniu Grobelnego zakładały przede wszystkim przejrzystość finansowania kultury oraz rozdzielenie interesów publicznych i prywatnych.


O przejrzystość jest tu wciąż trudno. Wiadomo mniej więcej, jakim budżetem dysponował Arsenał, ale zapomina się przy okazji, że wiele projektów było realizowanych z dodatkowych, głównie ministerialnych, grantów. W oświadczeniu Prezydenta Miasta czytamy, że przekazanie zarządzania galerii organizacji pozarządowej może zaowocować większą niż do tej pory skutecznością w zdobywaniu funduszy spoza budżetu Miasta. To założenie wydaje się całkowicie błędne, bo czy ministerstwo kultury będzie chciało przyznawać granty tworowi, który nie wiadomo do końca, czy jest publiczny czy prywatny?


Jak ta przejrzystość będzie wyglądała w przypadku prowadzenia galerii przez jakąś organizację, czy ujawniony zostanie budżet, zarobki dyrektora oraz pracowników, które w fundacjach bywają dramatycznie niskie?


Propozycja oddania galerii w zarządzanie organizacji pozarządowej uderza w gruncie rzeczy w rozdział interesów prywatnych i publicznych. Tzw. „prężne NGO-sy”, o których mówi Prezydent Grobelny, są najczęściej zasłoną dymną dla prywatnych interesów. Najczęściej współpracują zarówno z sektorem publicznym, jak i prywatnym, zwykle liczy się dla nich bardziej interes tego ostatniego. Zdarza się, że korzystają z pieniędzy publicznych (m.in. z grantów ministerialnych) na działania promujące czy odbywające się w miejscach związanych z prywatnym interesem (np. w prywatnych galeriach).


Wiadomo też, że najbardziej prężne fundacje robią po prostu na kulturze wielkie interesy. W petycji do Prezydenta i Władz Miasta (zachęcam do składania podpisów!) napisanej przez przedstawicieli Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego, a podpisanej już przez ponad 700 osób, pojawia się ważne pytanie: „Czy w Poznaniu nie tworzy się więc miejsce dla kolejnej (obok Fundacji „Malta”) dużej organizacji pozarządowej, która jest w stanie pozyskać w corocznych konkursach ogromne sumy, dyskwalifikując młodsze i mniejsze NGO-sy?”. Autorzy porównują te największe organizacje do rekinów zjadających mniejsze, zróżnicowane i niezwykle potrzebne podmioty.


Malta wydaje się tu bardzo dobrym przykładem, gdyż sam festiwal, choć świetny, z roku na rok, ulega coraz większej komercjalizacji. Widać też przy okazji postępujący podział między tym, co przynosi profity a tym, co uznawane jest za niszowe, a przez to – traktowane jako nieistotne. W tym roku bilety na koncerty zespołu Kraftwerk kosztowały 220 złotych. Niewiadomo, jakie honorarium otrzymali wykonawcy, ale z pewnością koncert ten przyniósł olbrzymi zysk, bawiła się na nim za darmo cała plejada VIP-ów. Owszem wiele ciekawych wydarzeń w ramach Malty było też za darmo, jednak z pewnością wykonawcy, artyści czy teoretycy biorący udział w wydarzeniach związanych z tym festiwalem byli traktowani nierówno, część z nich nie otrzymywała też wynagrodzeń. Sama zostałam zaproszona do udziału w dyskusji, z zaznaczeniem, że jest to wydarzenie niszowe, a więc nie ma na to przeznaczonego żadnego honorarium. Odmówiłam, bo nie uznaję nieopłaconej pracy.


Problem nieopłaconej, słabo płatnej (czy też prekarnej – niepewnej) pracy artystów jest coraz częściej dyskutowany w polskim środowisku artystycznym. Wskazuje się na nierówne honoraria, wykorzystywanie pracy artystów, brak zabezpieczeń socjalnych i prawa do emerytury. Zauważa się, że te nierówności pojawiają się w instytucjach publicznych, ale wydaje się, że jeszcze bardziej dotyczyć to może pracy dla fundacji czy innych organizacji pozarządowych, z których te „najprężniejsze” działają niczym znakomicie zorganizowane korporacje, gdzie interesy pracowników znajdują się na szarym końcu.


Mówi się, że jednym z poważniejszych kandydatów na stanowisko dyrektora Arsenału był Tomasz Wendland związany z fundacją Mediations Biennale. (Mówi się też o Marku Wasilewskim, o innych kandydatach w ogóle nic nie wiadomo). Choć byłam zachwycona ostatnią edycją Biennale odbywającą się w 2012 roku, wiem, że sprawy organizacyjne nie wyglądają tam najlepiej. Pisałam o tym przy okazji edycji w 2010 roku.

 

Pawilon Zero w Palazzo Donna w Wenecji (należącym zresztą do prywatnej fundacji), przy którym współpracowałam w tym roku koordynując jednodniową konferencję, utwierdził mnie w przekonaniu o daleko posuniętym korporacjonizmie tej fundacji. Podłe warunki mieszkaniowe, artyści zaganiani do montażu, a nawet do sprzątania. Udało mi się otrzymać bardzo niską dietę oraz obietnicę honorarium. Nie wiem, czy takie "szczęście" mieli również artyści.

 

W tego rodzaju przedsięwzięciach wszystko odbywa się bez jakiejkolwiek kontroli oraz bez jakiejkolwiek rady doradczej. Dla mnie było to szokiem po mojej wcześniejszej współpracy z fundacjami – niemiecką Kulturstiftung des Bundes (przy projekcie Buro Kopernikus) czy austriacką Erste Stiftung (m.in. przy wystawie "Gender Check"). Zwłaszcza ciekawy jest przypadek tej ostatniej fundacji, bo choć wydaje ona własne pieniądze, zaprasza ekspertów do tworzenia programów poszczególnych projektów. Fundacji zależy na tym, aby były one zrobione w sposób profesjonalny, niosły korzyści dla społeczeństwa obywatelskiego, zaś osoby zaangażowane w projekt traktowane są po prostu dobrze.


Obawiam się jednak, że w naszym przypadku NGO-izacja kultury łączyć się może raczej z prywatyzacją, korporacjonizmem, a za tym może iść coraz większy wyzysk artystów oraz współpracowników. Kolejny raz okazuje się, że zarządzający Poznaniem traktują miasto jak własną firmę.

 

Może warto więc przypomnieć anarchistyczne hasło wykorzystane przez kanadyjską artystkę Michelle Teran podczas Mediations Biennale 2009:

 


Komentarze (34)

Dodaj komentarz
  • Gość: [witek kanicki] *.icpnet.pl

    Doprecyzuję jedynie, że nie zwolniono mnie z funkcji, którą pełniłem w zamku; skończył mi się 2-letni kontrakt a wbrew wielokrotnym zapewnieniom i obietnicom ogłoszono konkurs, który wiązał się z faktyczną likwidacją osoby kuratora czy opiekuna merytorycznego galerii pf. Od tego czasu galeria takiej osoby nie posiada... Nowa formuła galerii wyklucza możliwość istnienia programu edukacyjnego i spójnej koncepcji wystawienniczej.
    Dzięki za wspomnienie!

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Wszystko co piszesz to zwykły pic. Faryzejskie upominanie się o dolę artystów, gdy wiadomo, że te wszystkie publiczne instytucje służą wyłącznie zatrudnionym tam po uważaniu pociotom czyli działaczom, kuratorom i całej reszcie gawiedzi u koryta okołosztuki. Artyści (jak mają szczęście być tam zauważeni, tylko dostarczają darmowego programu, który służy dalszej zarobkowej obróbce przez ww."działaczy". Nie ma ani jednego powodu (oprócz szyldu przed wejściem za parę groszy na którym stoi wołami "instytucja publiczna"), dla którego przeznacza się publiczne milionowe budżety i granty. Czym niby różni się Galeria Piekary od Galerii Arsenał? Tym, że prywatny Pieczyński sam sobie musi zorganizować kasę na działalność wystawienniczą i wydawniczą, a taki sam prywatny Makowiecki pod kloszem Arsenału dostawał kasę od Grobelnego. Jak był grzeczny, rzecz jasna (kłania się tu przy okazji pojęcie niezależności). A jak już wyszarpnął to przez rok po prywatnym uważaniu Makowieckiego a nie jakiegoś mitycznego Arsenału temu dał, tamtemu nie dał, czyli jak prywatnie chciał. Jak słyszę o tym kapitale symbolicznym, którym podobno jest sztuka dla miasta, to można boki zrywać. Zwłaszcza taka sztuka, jaką się w instytucjach publicznych proponuje: daleko idący eksperyment w ramach świadczeń państwa. Grobelny -choć to nie mój faworyt- jest od tego, by wspierać cele WSPÓLNE miasta, a nie cele garstki wyemancypowanych kuratorów, którymi są ich przez nikogo nie czytane publikacje, puste wystawy i rechot z niewtajemniczonych i niedopuszczonych do towarzystwa. Tacy jak Grobelny czują na kilometr, co ci beneficjenci publicznych instytucji sztuki naprawdę o nim myślą (chociażby przy obecnej aferce z Arsenałem) i nic dziwnego, że dysponując społecznym mandatem, ma ochotę to uciąć raz, a skutecznie. Droga Izo, porównaj siebie, która przecież nie tworzysz tylko opisujesz sztukę, z dowolnym twórcą ze swego kręgu. Nie mówiąc o tym, że Ty jesteś ubezpieczona a on nie (chyba że uczy). Oblicz jego dochody z instytucji publicznych, potem oblicz swoje i porównaj. A przecież nie sugeruję, że jesteś największym w Poznaniu rekinem, nie tworzącym tylko opisującym, a więc jakoś uwieszonym u twórczości. Pozdrawiam

  • Gość: [Tomasz Wendland] *.adslplus.ch

    Izo. Po artykule w ktorym osmieszylas sie jako krytyk sztuki, piszac ze biennale 2010 bylo zle, choc wlasciwie nie widzialas go jak pisalas, bo przebieglas jedynie przez Muzeum Narodowe, bo caly czas bylas niespokojna o swoj zle zaparkowany samochod, wiele osob oprotestowalo Twoje bezmyslne dzaialnie. Ja wowczas postanowilem nie wypowiadac sie, myslac, ze lepiej dac szanse bys sama sie zreflektowala. I dobrze zrobilem. Nasze poznanskie srodowisko jest male i zamiast konfliktowac sie, powinnismy dzialac wspolnie, szanujac roznorodnosc postaw. Zaprosilem Ciebie na konferencje przy okazji Pavilion 0 w Wenecji, jedynej polskiej wystawie poza Pawilonem Polskim, bo mialem nadzieje, ze dostrzezesz w jakim kontekscie miedzynarodowym wydarza sie Mediations Biennale i jak promuje sztuke polska na swiecie. Znasz klarownie warunki finansowe w jakich dzialamy imoja walke by wyrwac skad sie da chocby 2 tysiace. Wiesz ze wystawa zostala perfekcyjnie przygotowana, tm razem bez zadnych bledow. wlacznie z jedynym polskim bankietem dla okolo 150 osob z calego swiata, o ktorych spotkaniu w Poznaniiu nigdy bys nie snila. Ponad plan dalismy pierwsza nargode Artysty Globalnego, wreczajac Lwa wykonanego ze szkla weneckiego na Murano. Wszystko to ponad realne mozliwosci zwiazane z budzetem. Pewnie lubisz uzywac slowo korporacyjnosc, stad pierwsya i wspaniala wspolprace pomiedzy Fundacja Signum i Mediations Biennale Foundation zwyzywalas dzialaniem korporacyjnym. Od poczatku zaproponowalem Tobie honorarium za Twoj udzial w konferencji, choc nikt takiego sobie nie zyczyl nikt poza Toba. I zgodzilas sie na to, ze wyplacimy je w 2014 roku, gdy bedziemy kontynuowac wspolprace nad Postglobal Mediations 2014. Na miejscu negocjowalas stawke per diem, ponad to co inni dostali, bo nas po prostu nie stac na super stawki. Zaplacilismy za Twoj Hotel i samolot. No sie zgodzilem, dla dobra naszych kontaktow. Swiadomie manipulujesz i podajesz prowokacyjnie jakies niezetelne tresci, by byc intrygujaca i zawsze na fali obecna atrakcja. Niestety z przykroscia musze sie pogodzic ze nic ponad to nie moge sie juz od Ciebie spodziewac. W zwiazku z tym wyplace Tobie zalegle honorarium i cieszyc sie bede gdy nadal bedziesz mieszac przy moich inicjatywach, bo w ten sposob robisz mi P.R..
    Przy drugim strzale we wlasna bramke, moge jedynie pogodzic sie z Twoja wola.

  • Gość: [Tomasz Wendland] *.adslplus.ch

    Izo dodam, ze hotel w Wenecji podczas otwarcia biennale, jest wyjatkowo trudno znalezc I nie udawaj Greczynki, ze o tym nie wiesz. Wystawa byla prawie gotowa 3 tygodnie przed otwarciem, a wiekszosc pracy wykonaly osoby zewnetrze oplacone przez fundacje.
    Nie ma mozliwosci by niektore instalacje wykonac za artystow, a wrecz niektorzy wystawiaja wylacznie wtedy, gdy tapewni im sie czas na montarz wystawy. I tak bylo. Twoja niezyczliwosc wydaje sie byc raczej glosem w sprawie, w dyskusji o Arsenale,
    Skoncentruj sie wiec moze na tym watku.

  • Gość: [Anna Poczobutt] *.240-95-b.business.telecomitalia.it

    Izo, ten artykuł jest pełen ogólników i przesady, ale odniosę się do własnej koszuli, co bliższa ciału.

    Pavilion 0 w Palazzo Dona' jest sukcesem organizacyjnym i frekwencyjnym. Wystawa funkcjonuje dynamicznie a miejsce doskonale się sprawdza. Zupełnie zbędnie wrzucasz tę wystawę jako przykład złej organizacji do swojego artykułu.

    Będąc tutaj przed otwarciem nie mogłaś przegapić, że mimo wysiłku, towarzyszyła temu wydarzeniu atmosfera dobrej współpracy, a przygotowania były rozsądnie rozplanowane i o każdy szczegół zadbano. Wiem, bo przed otwarciem sprawdziłam dokładnie 113 punktów na liście: od umiejcowienia prac i ich poprawnego działania, poprzez stan porządku, temperaturę wina i płynne działanie zawiasów w drzwiach.

    Jeśli wspominasz o wystawie, która została przygotowana dobrze i funkcjonuje szczęśliwie wyłącznie po to, żeby dołożyć arument w kwestii tego, że pieniądze, pieniędzmi i o pieniądzach, to jestem rozczarowana. Nie zarzucam Ci złej woli, czy braku rzyczliwości, ale zwykłą niesprawiedliwość, zbyteczny rozpęd w mosowym krytykowaniu i wyrywkowe wykorzystywanie tematu.

    Jest wiele innych przykładów, które sprawiedliwie możnaby przywołać w kontekście organizacji życia artystycznego przez polskie organizacje.

  • Gość: [Anna Poczobutt] *.240-95-b.business.telecomitalia.it

    PS. Pozwolę sobie na drobną korektę faktograficzną: Mediations Biennale odbywalo sie kolejno w latach 2008, 2010 i 2012

  • izakow2

    Aniu, Tomku,
    Może wyjaśnię: pisząc o korporacjonizmie mam na myśli nastawienie przedsiębiorstwa na zyski (a w odniesieniu do sztuki - raczej na sukcesy) przy jednoczesnej minimalizacji kosztów produkcji.
    Problem, który dostrzegam, polega chyba na tym, że, jak sam Tomku przyznajesz, budżet macie bardzo mocno ograniczony i trzeba wyrywać skąd się da marne pieniądze. Jednak, jeśli ma się tak bardzo ograniczony budżet, może należałoby zrezygnować z rozmachu, z części wydarzeń, choćby ze wspomnianego bankietu na 150 osób, na rzecz nie minimalizowania kosztów produkcji, a zwłaszcza kosztów ludzkich.
    Bo sukces wystawienniczy to nie wszystko. Bo, czy jeśli nie stać fundacji na diety i honoraria, to czy można zapraszać ludzi, aby wykonywali konkretną pracę? To jest właśnie przypadek opisanej przeze mnie nieopłaconej pracy. Jest to problem w zglobalizowanym świecie sztuki, problem, o którym zresztą też była mowa na konferencji - przypomnę poświęconej przecież tematowi sztuki i globalizacji.
    I też nie zarzucam Wam złej woli, ale wydaje mi się, że patrzycie na swoje działania przede wszystkim przez pryzmat sukcesów związanych z wejściem do wielkiego, zglobalizowanego świata sztuki ("międzynarodowe", "globalne", "bankiet dla 150 osób z całego świata, którego w Poznaniu nigdy bym nie śniła" - a zresztą po co bym miała śnić o takim bankiecie, komu i na co to jest potrzebne???)
    Wracając do kwestii moich warunków - dla mnie już samo negocjowanie diet było upokarzające, bo w żadnym międzynarodowym projekcie, w którym brałam udział wcześniej, nie musiałam negocjować jakichkolwiek diet, one po prostu były. Ponadto zawsze są najpierw umowy, aby można było zapoznać się z warunkami.
    Proszę też nie manipulować faktami - nie życzyłam sobie honorarium za występ na konferencji, ale za jej koordynację (choć i tak nie mogłam jej przeprowadzić zgodnie ze swoimi zamierzeniami). A to jest zupełnie coś innego. Choć oczywiście również za udział w tego rodzaju konferencji powinny być wypłacane honoraria.
    Aniu, sama przyznałaś coś, co ja krytykowałam (bo przecież nie krytykowałam wystawy!) - czy na pewno jedna osoba powinna być od wszystkiego - sprawdzania temperatury wina, zawiasów w drzwiach, stanu czystości??? Czy minimalizowanie kosztów nie poszło wg Ciebie za daleko, jeśli nie ma pieniędzy nawet na osobę do sprzątania?
    Obydwoje piszecie o bardzo dobrym przygotowaniu wystawy, to dlaczego wobec tego dwóm pracom zdarzyły się "wypadki"???
    Za hotel jestem Wam wdzięczna, mogło być gorzej - mogłam spać na materacu z dwoma lub trzema osobami lub w jakimś przedziwnym miejscu, o którym krążyły anegdoty. I tu znowu kłania się czynnik ludzki.
    Te wszystkie kwestie wg mnie mogą pojawić się w bardzo podobnej formie w przypadku przejęcie Arsenału przez jakąkolwiek organizację pozarządową. Bo podobnie na czym będzie jej bardziej zależało - na sukcesach, spektakularnych działaniach czy na dobru pracowników, kuratorów i artystów?
    Nie mogłam pisać o innej organizacji, bo z inną - polską - nie zdarzyło mi się współpracować. Ale niestety, mimo całej mojej sympatii do Was, ów korporacyjny sposób pracy, jest tym, co mnie niepokoi, ale też o czym w kontekście globalizacji sztuki, należy rozmawiać.
    Jeśli cokolwiek w tym, co napisałam jest nierzetelne, proszę sprostujcie!

  • izakow2

    C.D. Natomiast, co do mojego wpisu na blogu o Medations Biennale 2010 (dzięki Aniu za sprostowanie - poprawiłam), nie ośmieszyłam się jako krytyczka, bo mój blog służy zapisywaniu wrażeń, między innymi wrażeń z wystaw oraz różnych okoliczności im towarzyszących. Nie mam tu żadnego obowiązku pisać obiektywnych tekstów krytycznych po obejrzeniu wystawy od A do Z. Zresztą jestem ciekawa, czy w przypadku jakiegokolwiek Biennale, jakikolwiek krytyk z ręka na sercu może powiedzieć, ze faktycznie wszystkie części wystawy i wszystkie prace zobaczył.
    Nigdzie na moim blogu nie ma informacji, że zamieszczam tu "recenzje", forma zbliżona jest raczej do felietonu i może definicję tego ostatniego powinnam przypomnieć?
    Piszę o tym, co akurat mi się podoba lub mnie denerwuje. Więc nie życzę sobie nazywania tego, co piszę "bezmyślnymi działaniami".
    Z rzekomo "wielu osób, które oprotestowały moje działania", pamiętam tylko jedną - pana Artura Kosińskiego, który nie mógł mi darować moich przytyków do męczenia kozy.
    Do teraz na fejsbooku mam zachowane różne interesujące komentarze tego pana, typu: "wielka szkoda, że koza nie obsikała pani butów, bo może wtedy zechciałaby się pani dowiedzieć czegoś więcej np. czyja to była praca i dlaczego koza tam się znalazła" lub:
    "o pani Izie Kowalczyk niezbyt przychylnie
    pisze pani źle o czymś czego pani nie widziała, czy pani rozumie jakie to groźne?
    napisała pani ten artykulik tylko na podstawie "przbiegnięcia przes muzeum".
    Brak swijej wiedzy zwaliła pani na to, że internet pani wysiadł dzień przed wystawą (bardzo groźna logika), obwinia pani Mediations, za błedy które są pani udziałem, bowiem do wystawy mogła się pani przygotować wcześniej.
    Wreszcie najgorsze na podstawie kilku prac wyciąga pani wnioski natury ogólnej to znaczy pani wygodne. Manipulacja będąca chyba zemstą?
    pazdrawiam, wielbiciel pani intelektu".

    To jest ten wspomniany protest??? No comments.
    Poza tym pisząc o tamtej edycji Biennale, wskazywałam też na dobre prace, czego już oczywiście nikt nie zauważa.

    Mam jeszcze tylko jedno pytanie - czy należy tylko chwalić??? Bo, jeśli nie, to jest to "bezmyślne działanie", "strzelanie do własnej bramki"??? Bo to również wydaje się trochę niepokojące.

    Andrzeju, z pewnością masz rację, że niektórzy teoretycy (choć niekoniecznie krytycy) mają lepiej od artystów. Ale chyba nie sądzisz, że ktoś jest w stanie wyżyć, będąc jedynie krytykiem? Zwykle jest to zajęcie poboczne i w przypadku krytyków, tak jak i wspomnianych przez Ciebie artystów, najczęściej utrzymują się z pracy na uczelni. Jest to więc raczej hobby, aniżeli zawód - jak pisała Dorota Łagodzka: niezla-sztuka.blogspot.com/2013/06/o-blogowej-krytyce-sztuki-w-radiowej.html

  • Gość: [Anna Poczobutt] *.240-95-b.business.telecomitalia.it

    Ja sie zgadzam, ze roznorodnosc obowiazkow związanych z organizacją wystawy i ich liczba przekraczaja mozliwosci jednej osoby. Nie zamierzam bronić za wszelką cenę struktury stawiającej na multifunkcyjność i nadludzką ficyczną wydolność.


    Jednak, w Palazzo Dona' występowalam w podwójnej roli: mangera projektu (a więc obejmowałam obowiązki administracyjne i logistykę wydarzenia) i, de facto, gospodarza wydarzeń na miejcu. Druga z funkcji wiąże się z moim osobistym przywiązaniem do dopinania na ostatni lśniący guzik spotkań i wydarzeń, które organizuję. Lubię mieć oko na wszystko i pewność, że działa (lub wiedzieć, ze coś nie działa i nie dać się zaskoczyć).

    To już wynika bardziej z mojej natury dobrego gospodarza niż z cnót zaodowych prezentowanych przy taiej, czy innej wystawie. Nigdy nie występowałam w podobnej roli przy okazji innych wytaw organizowanych przez Fundację MB i to wydarzenie było w tym wzgędzie wyjątkowe.

    Co do wypadków... bez zbednych tłumaczeń, ale specyficzne warunki pogodowe oraz inne warunki techniczne - to specyfika miejca, z którą trzeba ostrożnie i rozważnie współpracować. To nie jest typowa przestrzeń, ale wielowiekowy budynek, inne tempertury, wilgotność powietrza... To oczywiście źródło potencjalnych niespodzianek. Grunt to umieć im zaradzić od ręki i myślę, że w tym względzie praktyczny zmysł wszystkich osób związanych z wystawą okazał się przydatny.

    Po prostu uważam, że to nie najlepszy przykład ilustrujący tezę artykułu. Weź pod uwagę rzecz bardzo ważną - organizując wystawę w Wenecji za polskie pieniądze, orgnizatorzy z góry zakładają, że będzie to wysiłek innego gatunku.

    Zresztą, mam pewność, że potrafisz rozpoznać i odróżnić dobrze zrobioną wystawę od lichej i że potrafisz być krytyczna, a nie krytykancka. Mam nadzieję też że o samej wystawie i pracach udami się coś przeczytać, jestem ciekawa co myślisz.

    Ania

  • udawana.greczynka

    Ubawił mnie komentarz pana Wendlanda, cóż pozwolę sobie na jego lekki demontaż lub raczej "demontarz"... Bankiety, biennale, Wenecja - jak to pięknie brzmi i jaką radość musi wzbudzać wśród wszystkich usatysfakcjonowanych wielkimi honorariami za swoją pracę artystów, grunt to WIELKA impreza. A poznański Arsenał - bo to on motywem przewodnim (jemu też się należy trochę PR-u) - także zapewne potrzebuje takich spektakularnych bankietów i wielkich wystaw, byle się mówiło, cóż koszty rozłożone sprawiedliwie - wielkie nazwiska dobrze opłacone, małe nazwiska - i tak zrobią, co mają zrobić, byle w tej pięknej imprezie uczestniczyć. Po co płacić artystom, cóż - dla nich to czysta przyjemność - w uniesieniu tworzyć sztukę i móc ją pokazać na wielkiej wystawie, z wielkimi nazwiskami... A krytykom, konsultantom, tym, co konferencje przygotowują? Jak się okazuje - jedna osoba do tego wszystkiego wystarczy, pozostałe niech się cieszą, że w tej celebracji sztuki - mogą uczestniczyć. W Arsenale też niech wszyscy przejdą na umowy śmieciowe, płacone rok po WIELKIEJ imprezie, w końcu w blasku reflektorów też się można ogrzać, najeść i rachunki zapłacić. Pan kurator przede wszystkim wydarzenia przygotowuje, WIELKIE - nie byle jakie, a pracownicy i artyści - zrozumieć muszą, że dla wielkiej sprawy poświęcić się trzeba. Byle głośno o wszystkim było, a o jakości to się lepiej nie zająknąć. O warunkach pracy - milczeć, o honorariach i to jeszcze negocjowanych - wstyd wspominać. W końcu to Wenecja, bankiet na 150 osób był, globalna sztuki promocja! To już nawet nie wypada wspominać - dla kogo ta sztuka pokazywana? Pochwalić się nazwiskami można, na plakatach ładnie wyglądają, edukują same swoim blaskiem. W Poznaniu też wystarczy splendorem zachwycić, bankiet zrobić, PR zrobić i już wystawka gotowa! Po co edukacja, po co krytyka sztuki, no i po co jeszcze pracę artystów i innych pracowników szanować? Byle splendor był!

  • izakow2

    Droga Aniu,
    prawdę mówiąc ta wystawa mnie nie zachwyciła, bo była trochę zbyt technokratyczna (dominacja technologii i brak elementów ludzkich), niestety trochę się to wpisuje w to, o czym pisałam... Ale rzeczywiście nie lubię być krytykancka, dlatego nie będę o tej wystawie pisać.
    Udawana Grezczynko,
    "demontarz" - świetny! Ten komentarz w zasadzie nie potrzebuje już komentarza...

  • Gość: [Anna Poczobutt] *.240-95-b.business.telecomitalia.it

    Jeszcze dodam, ze szkoda, że motywem przewodnim dyskusji stal sie bankiet i blask otwarcia. Od ponad dwóch miesięcy każdego dnia rzmawiam z odwiedzającymi nas gośćmi, kuratorami, atystami i krytykami sztuki i czerpię dużo satysfakcji z faktu, że po otwarciu i bankiecie (niefortunnie tu przywołanym) jest dalsze życie wystawy, że goście spędzają tu dużo czasu, wracją kilkurkotnie, przyprowadzając przyjaciół i odinę, oglądają prezentowane prace uważnie, chętnie o nich dyskutują, kolekcjonerzy i kuratorzy mają ochotę nawiązywać kontakt z artystami.

    Czynnik ludzki na wystawie o przesłaniu, które odebrałaś jako silnie technokratyczne, pojawia się miękko, wraz z osbistą wrażliwością zwiedzających.

    Nie to, że pańskie oko konia tuczy, mam nadzieję, że to jasne, bo i ja mam krytyczny ogląd wystawy oraz autokrytyczny pogląd na wszystko, co robię - to co piszę jest raczej w odpowiedzi na powyższe stwierdzenia.



  • Gość: [mielizna] *.icpnet.pl

    tak, tak działają właśnie ngo-sy. ale masz lepszych kandydatów z tych co pojawili się na konkursie?

  • izakow2

    Mielizno,
    było tam chyba sporo zgłoszeń, ale kto - niewiadomo...

  • Gość: [Tomasz Wendland] *.adslplus.ch

    Izo
    Jak wpadniesz w jakis swoj temat dyzurny to zapetlasz sie, wiiec skoncz prosze z ta korporacja (ha ha ha) Fundacja Signum I Mediations Biennale, ktore w czasie kryzysu robia co moga by sztuka polska I mysl kuratorska uczestniczyly w swiatowym obiegu sztuki. Jak bylo Ci zal ze artysci nie dostali honorarium bo byl dla nich przede wszystkim bankiet I zciaganie w ten m.in sposob publicznosci profesjonalnej, to czeba bylo zjesc swoje kanapki. NIe masz zielonego pojecia jak funkcjonuje scena artystyczna na wielkich imprezach swiatowych, ktorych funkcjonowania nie zmienie, bo jestem za maly, ale moge probowac obudzic zainteresowanie polska impreza. Jesli tak neka Ciebie problem moralny wobec artystow, to dlaczego na Twoich blogu nie ma ani slowa o Pavilion 0 w ktorym uczestniczylas jako sila intelektualna, zadnego zdjecia, zadnego artysty, chocby polskiego.
    Wypracowalas sobie technike polskiego krytyka, ktory nic nie robi, ale umiejetnie znajduje pseudo slabe strony jakiejs imprezy i zciaga dyskusje do hoteli, diet, wlasnego honorarium itd. Wazne zeby utrzymac swoja pozycje jako osoba opinion tworcza.
    Niestety w Twoim tekscie o Pavilion 0, jest wlasnie zero dyskusji merytorycznej. To po co Tobie wyksztalcenie? Przeciez o dietach i hotelach moze pisac kazdy. Co Ty dajesz srodowisku intelektualnemu na Obiegu ? Tekst o hotelu w Wenecji ? Daj spokoj. Ze z powodu zle zaparkowanego auta nie widzialas biennale? Kogo to obchodzi? Przeczytaj sobie jakikolwiek artykul o sztuce w Suddeutsche Zeitung albo Die Zeit, i zaczni cos pisac na zblizonym poziomie, bo popadniesz w zapomnienie, a Twoje prowokacje spowszednieja.
    Na debate o Arsenale nie moge przyjsc, bo jestem za granica.

  • izakow2

    No cóż, poziom agresji w tym ostatnim komentarzu świetnie potwierdza to, o czym pisałam.
    Tymczasem nie są to żadne poboczne wątki. Przypomnę, że druga konferencja, a w zasadzie seminarium, odbywające się w Palazzo Donna i zorganizowana przez We Curate, dotyczyło tematu etycznego i krytycznego kuratorstwa.

  • Gość: [schodydonieba] *.globale.net

    Cele ktore pani wyznacza innym nie sa kompatybilne z wartosciami i wzorcami ktore pani afirmuje na codzien( i czesto broni jak niepodleglosci ) , a te nie sa kompatybilne z programem zmiany spolecznej ktory pani postuluje.

  • Gość: [schodydonieba] *.globale.net

    Artysci niszowi biora udzial w imprezach niszowych, organizowanych przez niszowych promotorow, sponsorowanych przez niszowe biznesy, kierujace swoja oferte do niszowych klientow. Wszyscy sa sobie nawzajem potrzebni, wiec frustracji bedzie mniej, a imprez i mozliwosci zaistnienia wiecej. No i koniunktura gospodarcza moze sie poprawic.

  • Gość: [schodydonieba] *.globale.net

    Mam wrazenie ze te bananrchistke z Kanady to troche wykorzystujecie. To jest duze dziecko ktore chce na siebie zwrocic uwage. Tak sie zna na kierowaniu miastem, jak ja na malarstwie barokowym, a Straszna Sztuka na budowie lamp katodowych.

  • udawana.greczynka

    no to teraz autorce bloga pozostało tylko wyspowiadać się z ilości zjedzonych i niezjedzonych kanapek...
    a w tekście autorki - bardzo ciekawa konstatacja - jedna z kilku - o nieuznawaniu pracy za darmo. Praca naukowa, praca artystyczna, kuratorska czy krytyczna to także praca, która zasługuje na honorarium (raczej nie w kanapkach) tak jak i praca innych specjalistów czy fachowców. czy wypada prosić architekta o sporządzenie projektu budynku dla dobra publicznego, agenta reklamowego o przygotowanie kampanii dla czystej przyjemności, nauczyciela o lekcje z powodu jego widocznego powołania, tłumacza , by wykonał swoją pracę z zamiłowania do języka a prawnika o opinię, bo ma do tego talent?
    tak, za pracę trzeba płacić.

  • max.dogin

    @Tomasz Wendland

    "...skoncz prosze z ta korporacja (ha ha ha)"
    "Kogo to obchodzi? Przeczytaj sobie jakikolwiek artykul o sztuce w Suddeutsche Zeitung albo Die Zeit, i zaczni cos pisac na zblizonym poziomie"
    ..................................................................................................................

    Muszę Pana bardzo rozczarować, wątek powolnej "kartelizacji" instytucji sztuki, który przewija się w poście Pani Izy Kowalczyk, jest już od dwudziestu lat dyskutowany w Niemczech. Każda ważna, niemiecka gazeta, niezależnie od sympatii politycznych i ideowych, począwszy od Die Zeit, Sueddeutsche Zeitung, Der Spiegel, Der Freitag, Der Tagesspiegel, Die Welt, Die Taz, etc., do których piszą najczęściej znani krytycy i znawcy sztuki, już dawno poruszyły tą problematykę. Aby ostudzić Pańską hurra-optymistyczną wiedzę "jak funkcjonuje scena artystyczna na wielkich imprezach swiatowych" przesyłam link do artykułu Christian'a Thiel'a "Privatisierung der Ausstellungspolitik. Die gekaufte Kunstgeschichte" www.faz.net/aktuell/feuilleton/kunst/privatisierung-der-ausstellungspolitik-die-gekaufte-kunstgeschichte-1950920.html , który ukazał się we Frankfurter Allgemeine Zeitung 03.03.2010 roku, jako jeden z licznych dowodów zaniepokojenia negatywnymi zmianami w art worldzie. Mało tego, polecam Panu ksiązkę Ulrich'a Brand'a, Alex'a Demirovic'a, Christoph'a Görg'a, Joachim'a Hirsch'a "Nichtregierungsorganisationen in der Transformation des Staates", krytyczne spojrzenie kulturę NGO-sów, wydaną w 2001 roku, zakladając, że jako założyciel Fundacji Mediations Biennale i jej kurator, biegle włada przynajmniej dwoma obcymi językami, niemieckim i angielskim.

    W tym kontekście warto przyjrzeć się uwaźniej działalności prywatnej Fundacja SIGNUM z wydzierżawionym na 20 lat Palazzo Don (połączenie domu kolekcjonera z przestrzenią wystawienniczą dla jego prywatnej kolekcji sztuki, udostępnianą publiczności), przy jednym z najokazalszych placów Wenecji - Campo San Polo, przez poznańskiego multimilionera Jarosława Przyborowskiego, właściciela firmy Lama Gold Poland www.signum.art.pl/ i zadać pytanie:

    Czy jest ona zasłoną dymną dla prywatnego interesu?

    Dziwnie po "macoszemu" traktuje fundacja działalność pomocową na rzecz dzieci i młodzieży, śledząc dokumentacje jej działalności na podanym internetowym adresie, za to niezwykłą uwagę zajmuje międzynarodowa promocja sztuki nowoczesnej i najnowszej. Brak tam także sprawozdań finansowych za poszczególne lata, tym bardziej, że dochody ze sprzedaży dzieł sztuki na aukcjach sztuki (np. w domie aukcyjnym Desa Unicum) zostały przeznaczone na realizację celów statutowych fundacji.

    Podobnie jak pani Iza Kowalczyk odnoszę wrażenie, że "(...) Palazzo Dona w Wenecji (należącym zresztą do prywatnej fundacji), (...) utwierdził mnie w przekonaniu o daleko posuniętym korporacjonizmie tej fundacji."

    Przymierze prywatnej Fundacji SIGNUM z Fundacją Mediations Biennale i jej wystawiennicze dziecko "Pavilion 0", którego zaistnienie, notabene, nie odnotowały żadne, znane, kulturalne pisma branżowe w Niemczech znaczącą recenzją, jest o tyle znamienny, że zostało dofinansowane z publicznych pieniędzy (Project cofinanced by the Ministry of Culture and National Heritage of the Republic of Poland) i prywatna Fundacja SIGNUM może sobie pogratulować udanego dealu, nie tylko zaostrzędziła pieniędze, ale umocnila symboliczną markę i profit z niej płynący.

    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)

  • izakow2

    Udawana Greczynko i Maxie Dogin, dziękuję za cenne komentarze!!!
    Panie Maxie, sądzę jednak, że kartelizacja jest czymś nieco innym niż korporacjonizm, czyli, jak pisałam, nastawienie na zysk/sukces przy minimalizacji środków produkcji, ale na pewno w tym przypadku mamy do czynienia z jednym, i drugim. I podobnie te zagrożenia pojawiają sie przy pomyśle NGO-izacji Arsenału. I jedno, i drugie wiąże się z globalizacją sztuki (choć to pojęcie wydaje się zbyt ogólne, powiedziałabym: neoliberalizacją, to znowu ktoś powie, że pojęcie nieaktualne...), jak i wprzęgnięciem jej w reguły kapitalizmu kognitywnego.
    Pozdrawiam

  • Gość: [schodydonieba] *.globale.net

    Za mlodego zajmowalem sie min. organizacja koncertow. Gdyby taka sliczna fotooportunistka jak Straszna Sztuka pojawila sie na mojej imprezie, to chwalilbym sie wszystkim ze Straszna Sztuka do nas przychodzi. Ale jezeli zaczelaby marudzic to wynioslbym z sali na ( wlasnych ) rekach. Predzej ja bede mial orgazm lechtaczkowy, niz Izakow 2 skleci jedno sensowne zdanie na temat polityki, czy gospodarki.
    ........................
    Odczepcie sie prosze od tych biednych dzieci. To jest hipokryzja siegajaca stratosefry. Wystarczy zrobic proste obliczenie. Niech rodzice 5 milionow dzieci z tych rodzin ktorym powodzi sie najlepiej wydadza po 20 pln. tygodniowo na edukacje swoich pociech to bedzie 100 milionow zlotych tygodniowo. Jezeli komus wystarczy tysiac tygodniowo, to mamy 100 tysiecy nowych miejsc pracy! A biedne antysemickie dzieci ciemnogrodu tez lubia malowac.
    ......
    Izakow 2

    Zdaje sobie sprawe ze wejscie kapitalizmu do Polski bylo traumatyzujace. Ale taki macie kapitalizm, jaki sobie zrobiliscie. W koncu profesorski to (k)raj. Chcialoby sie powiedziec - folwark.

  • Gość: [schodydonieba] *.137-130-66.mc.videotron.ca

    @udawana.greczynka

    Alez to o czym piszesz to jest wlasnie ten neoliberalizm! Pieniadze to krew, pot i lzy. Najlepiej oszczedzone, ewentualnie cudze. We Wloszech nawet dzialacze partii komunistycznej chca liberalizacji, bo nikt nie dostaje pieniedzy za to co robi, ale za to kogo zna. A Berlusconi ma na drzwiach ( tak slyszalem ) napis 'milionerom wstep wzbroniony', tylko miliarderow przyjmuje. No i puka 18 letnie dziewczyny. Nikt mu nic nie powie, bo wszystkich od siebie uzaleznil.

  • Gość: [schodydonieba] *.137-130-66.mc.videotron.ca

    Jest takie rozroznienie, na kultury idealistyczne i kultury pragmatyczne. Straszna Sztuka pilnuje idealizmu, a oczekuje pragmatyzmu. Gdyby Polacy robili wiecej imprez to mieliby wiecej doswiadczenia i rzeczy bylyby dopiete. Ale nie mozna robic, bo komercja.
    .............
    Akurat tez czytalem o tej kartelizacji, szukajac zupelnie innych rzeczy, i proponowane rozwiazanie to organizacja 'tournaments of value', czyli imprez targowo-festiwalowych, dla przelamania monopolu.
    Aha i na czym polega ta kartelizacja - na dominacji Akademii i jej ekspozytury - Salonu, obojetnych na cala reszte swiata.
    Cambridge University Press, 2011.
    .

  • Gość: [schodydonieba] *.137-130-66.mc.videotron.ca

    Poniewaz czasu malo to powiem wprost. Jezeli jest jakas jedna naprawde kuriozalna rzecz wyrozniajaca Polske, to akademicy ktorzy uwazaja sie za szlachte. Ja 'na codzien' rozmawiam z informatykami, fizykami, matematykami, etc.. I oni sami sie z tego smieja, ze doktor to markiz, audiunkt to hrabia, a profesor to juz ksiaze. Ale to sa przeciez Mamonie - tak zwani scislowcy. Od was mozna chyba czegos wymagac. To sa 'identity issues', a nie zadne szlachectwo. Na calym swiecie artysci zbieraja pieniadze dla dzieci chorych na raka, a w Polsce dzieci chore na raka zbieraja na artystow. Okupaj, okupaj, patataj, patataj. Nie podoba sie komercja - to zyc z jednej pensji. Szlachte przeciez stac.

  • Gość: [schodydonieba] *.137-130-66.mc.videotron.ca

    Troche offtopic. Na lewicujacyh blogach jak Szprotest, Naima w Sieci ( bardzo inteligentna dziewczyna ) Kuchnia Stachurska, toczy sie dyskusja na temat 'Polska krajem wrogim wobec dzieci'. Ospamowalem juz tamte blogi, ospamuje i ten. Zrobmy obliczenie - polski produkt na glowe to w tej chwili 22 tysiace dolarow rocznie. Jezeli uporacie sie z zagrozeniami ekologicznymi ( na czym tez mozna zarobic i to bardzo dobrze ) to noworodek bedzie pracowal z 50 lat. Mozna sobie pomnozyc. Wychowanie smarkacza - 0,25 miliona. A produkt bedzie wzrastal.

  • Gość: [Tomasz Wendland] *.adslplus.ch

    w Odpowiedzi Max Dogin (?); Nie czuje sie na silach walczyc z globalnym korporaacjonizmem w jakichkolwiek formie by on nie funkcjonowal. Proponuje by prawo polskie zabronilo polskim biznesmenom kolekcjonowania, handlowania i wystawiania sztuki polskiej wogole. Proponuje by kazdy sponsor przed wsparciem jakiejkolwiek wystawy obowiazkowo zostal poddany kontroli przez NGO i nie odnosill zadnych korzysci wizerunkowych z powodu wspierania sztuki, w szczegolnosci polskiej. W ten sposob udaloby sie nam powstrzymac przenikanie polskiej sztuki za granice, oraz powstrzymalibysmy skutecznie korporacjonizm. Problem jednak w tym ze Pani Iza w tym projekcie korporacyjnym wziela udzial, a nawet zostala z tego zrodla oplacona. Brala wiec udzial w tym "dealu korporacyjnym" pomiedzy obiema fundacjami. A gdy Pani Iza wspomina o konferencji We Curate, to odnosi sie do projektu, ktorego uczestnikiem jest FMB. Nie moze kierowac naszej dzialalnosci jako argument przeciw naszej dzialalnosci.
    Oj Izo....

  • max.dogin

    @Tomasz Wendland

    Żaden z komentarzy na blogu nie proponował, "by prawo polskie zabronilo polskim biznesmenom kolekcjonowania, handlowania i wystawiania sztuki polskiej wogole."
    Żaden z komentarzy na blogu nie nawoływał do tego, aby Pan walczył "z globalnym korporacjonizmem w jakichkolwiek formie by on nie funkcjonowal."

    Gyby taka sytucja zaistniała, obróciłby Pan, kurator Mediations Biennale, strukturę organizacyjną instytucji sztuki, opartą na podziale pozycji i ról jej głównych aktorów - artysta/ka, kolekcjoner/ka sztuki, handlarz/ka sztuką, galerzysta/ka, kurator/ka, krytyk/czka sztuki i jeszcze kilka innych - do góry nogami.

    W tak zróżnicowanej organizacyjnie instytucji sztuki, na zajmowane pozycje i role jej reprezentantów, obecna pozycja kuratora/ki stoi na jej panteonie. Jest jej administratorem. Kurator reprezentuje władzę, hierarchię i jej tradycję, i ma dostęp do pieniędzy. Natomiast krytyk/czka sztuki (choć się od tego tytułu Pani Iza Kowalczyk odżegnuje, co należy rozumieć, jako miłą kokieterię?) reprezentuje "krytyczną kulturę sporu" i wyraża swoje opinie w czasopismach, gazetach i na blogach (czego przykładem jest jej blog i nasza dyskusja). Tak więc, ze względu na aktualność wydarzeń artystycznych i problemów związanych z nimi, będzie polemiczny/a i interweniował/a.

    Zachowując róźnice tych 2 pozycji i ról - kurator/ka i krytyk/czka sztuki - w ramach struktury organizacyjnej instytucji sztuki, nie można krytykowi/czce sztuki zarzucać brak niekonsekwencji. Wręcz przeciwnie, jako przedstawiciel/ka "krytycznej kultury sporu" zadaniem jest, jeśli zachodzi taka potrzeba, kierować swoją dzialność jako argument przeciw działalności instytucji sztuki, ujawniąc niepokojące wypaczenia, nadużycia i je komentować.

    Przypomnę Panu, kuratorowi Mediations Biennale, że struktura organizacyjna instytucji sztuki, oparta na podziale pozycji i ról jej przedstawicieli, kieruje swoją działalność także do odbiorców. Z ich podatków państwo tworzy prawne i finansowe ramy do jej działalności. Tak więc, w przypadku kiedy zachodzi taka sytuacja, że pieniądze podatnika są wykorzystywane, jak w przypadku wystawy "Pavilion 0" do jej organizacji, zasadne są krytyczne pytania.

    Cdn.

    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)

  • Gość: [gość niedzielny] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    a gdzie są foty z bankietu na 150 osobników????
    bankiety są najważniejsze i najlepsze!!!!

  • izakow2

    No właśnie!!! Też bym chciała zobaczyć te foty, bo ze względu na dużą odległość od hotelu, wołałam zdążyć na Vaporetto, zamiast potem błąkać się po nocy po Wenecji. Niestety więc bankiet dla ludu pracującego był jednak niedostępny :( A mogłam se na nim zabrać kanapki na drugi dzień, że też nie pomyślałam... No ale w ogóle mi się nie śniło, aby na taki wspaniały bankiet, który, jak już wiem, był najważniejszym punktem programu, trafić.
    Reasumując - nie chcę w galerii fundacji, która będzie organizować imprezy, o których mi się nie śniło. Chcę dostępności, edukacji, dalszej pracy u podstaw.

  • max.dogin

    @Iza KowalczyK
    @schody do nieba

    Nie potrzeba dużej wyobraźni, ani zdjęć, aby wyobrazić sobie jak wyglądają tego rodzaju przyjęcia, dlaczego są organizowane i do czego służą? Oto przykład z wyższej półki podczas otwarcia 53 Biennale w Wenecji (2009). Krótki reportaż z otwarcia drugiego Muzeum Sztuki Współczesnej Punta della Dogana www.palazzograssi.it/it/museo/punta-della-dogana francuskiego miliardera i kolekcjonera sztuki François Pinault (nawiasem: można tam zobaczyć Alison M. Gingeras, jego kuratorkę i żonę Piotra Ukłańskiego, którego ocenzurowana praca "Deutsch-Polnische Freundschaft" strasznasztuka.blox.pl/2011/11/Cenzura-w-Berlinie-CD-Uklanski.html na wystawie "Obok. Polska - Niemcy. 1000 lat historii w sztuce" (Martin Gropius Bau, 2011/2012) dzięki "wtajemniczonym" osobom trafiła dziwnym sposobem do kolekcji MSN? Bliższe informacje na ten temat: galeriabrowarna.blogspot.de/2013/05/a-r-s-o-na-n-i-s-c-i.html#comment-form ), pokaz kolekcji sztuki w Palazzo Fortuny Axel'a Vervoordt'a i parę minut z wystawy "That Obscure Object of Art" w Ca' Rezzonico i towarzyszącego przyjęcia zorganizowanego przez non-profit Stella Art Foundation en.safmuseum.org/activity/ założonej w 2004 roku przez Stellę Kesaeva, kolekcjonerkę sztuki z Moskwy i żonę www.podcast.at/episoden/die-macht-der-sammler-warum-immer-mehr-zeitgenössische-kunst-nach-venedig-kommt-7912071.html rosyjskiego oligarchy Igora Kesaev. Rosyjski miliarder kieruje firmą Mercury Group, która posiada udziały w handlu detalicznym (importuje luksusowe artykuły firm Prada, Gucci, Rolex, Ferrari i Maserati do Rosji), górnictwie, ropie naftowej oraz nieruchomościach i jest głównym finansowym partnerem Stella Art Foundation. Do Mercury Group należy moskiewski dom handlowy Tsum i Barvikha Luxury Village w podmiejskiej miejscowości Moskwy, gdzie w 2006 roku Gagosian Gallery urządziła swoją pierwszą wystawę w Rosji. Mercury Group posiada ponadto ponad 50 procent akcji firmy Phillips de Pury & Company i według pisma "Forbes" jej dochód roczny wynosi 8 miliardów dolarów. Dzięki Mercury Group i Stella Art Foundation w Rosji powstał znaczący rynek sztuki i prywatny obieg sztuki, który wpisał się skutecznie do już istniejącego, prywatnego obiegu w Europie sterowanego przez Fundację François Pinault, Pinchuk Art Center i wiele prywatnych Big-Player-Galerii.

    Jeśli kogoś interesuje: "Why have the oligarchettes been able to dominate Russia's art scene" proszę spojrzeć tutaj: www.nytimes.com/2007/12/02/style/tmagazine/02oligarchettes.html?_r=0

    Może zajrzą tam także założyciel Fundacji Mediations Biennale i jej kurator Tomasz Wendland i jego kolega, poznański multimilioner Jarosław Przyborowski, kolekcjoner sztuki, właściciel Fundacji SIGNUM www.signum.art.pl/ i firmy Lama Gold Poland lamagold.pl/ ? Od koleżanek po fachu z Rosji można się czegoś dowiedzieć, o czym polska scena sztuki jeszcze nie wie? A może Stella Kesaeva wzięła udział w przyjęciu na 150 osób przy wystawie "Pavilion 0" (finansowanego po części z publicznych pieniędzy) podczas otwarcia 55 Biennale w Wenecji w wydzierżawionym na 20 lat Palazzo Dona, prywatnej rezydencji Fundacji SIGNUM? Warto przypomnieć, że Stella Kesaeva była komisarzem rosyjskiego Pawilonu na 54 Biennale w Wenecji, a jej kurator, nikt inny jak Boris Groys (cultural theorist, the professor of the State Higher School of Design in Karlsruhe)? Takie znajomości na pewno się przydadzą?

    cdn.

    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)

  • max.dogin

    Oto link www.sevenload.com/videos/die-macht-der-sammler-warum-immer-mehr-zeitgenossische-kunst-nach-venedig-kommt-511a65b55a1cb35c41002435 do wspomnianego powyżej reportażu pod tytułem: "Die Macht der Sammler - Warum immer mehr zeitgenössische Kunst nach Venedig kommt"

    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)

  • max.dogin

    Jeżeli kogoś na blogu zainteresuje temat: Stella Art Foundation i jej tajemnice?, podaję kolejny link: wikileaks.org/gifiles/docs/5418733_igor-kesaev-interesting-persona-.html , który umożliwia wgląd w działalność gospodarczą Igora Kesaev, męża Stelli Kesaeva, wspomnianej powyżej prezydentki Stella Art Foundation. Pozostawiam ten temat bez dalszego komentarza.

    Kierując się zwierzeniu poznańskiego multimilionera Jarosława Przyborowskiego i jego żony Hanny, właścicieli Fundacji SIGNUM: "Po prostu kochamy sztukę i realizujemy swoją pasję w przeświadczeniu o sensie naszego przedsięwzięcia." kultura.poznan.pl/mim/kultura/news.html?co=print&id=45210&instance=1200&lang=&parent=&category=7& , nie pozostaje mi nic innego jak pozostać fanem tej miłości i uwaźnie przyglądać się jej dalszemu uczuciowemu życiu. Stella Kesaeva, też kocha sztukę i nie wobraża sobie z niej zrezygnować?

    cdn.

    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci