Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Gender a historia sztuki

izakow2

Gdy przeczytałam list otwarty zaadresowany do pracowników nauki – sygnatariuszy Sprzeciwu wobec wykładu „Gender – dewastacja człowieka i rodziny”, a napisany przez moich kolegów historyków sztuki z poznańskiego UAM, najpierw zebrało mi się na śmiech. Później uświadomiłam sobie jednak, jak absurdalna jest ta sytuacja, w której historycy sztuki przywołując znaczenie uniwersytetu jako miejsca nieskrępowanej wymiany myśli, bronią wykładu księdza Bortkiewicza, który mówił między innymi o tym, że przyczyną rozpadu rodziny jest zatrudnienie kobiet, a przyczyną przemocy w rodzinie jest gender odwracający normatywność. Czy tego rodzaju stwierdzenia mają cokolwiek wspólnego z nauką? Czy może nią być głoszenie jawnej seksistowskiej ideologii? Czy można nazwać więc dyskryminacją, jak robią to sygnatariusze tego listu, sprzeciw wobec wygłaszania poglądów, które nie mają naukowego podparcia?


Moi koledzy po fachu, w tym moi byli wykładowcy, ale również studenci, podkreślają w liście, jak bardzo są otwarci na gender studies:

 

„Bez sprzeciwu z naszej strony były i są podejmowane prace badawcze posługujące się teorią gender, bez przeszkód powstawały też i powstają jednostki naukowe związane z gender studies. Czyniliśmy tak mimo tego, że wielu z nas do teorii gender odnosi się krytycznie, bowiem jest ona oparta na dyskusyjnych hipotezach. Ze zdumieniem stwierdzamy, że obecność gender studies na uniwersytecie staje się argumentem przekształcającym owe dyskusyjne hipotezy w powszechnie obowiązujące dogmaty. Jednocześnie niepokojące jest, że w imię teorii gender dokonywane są odgórne zmiany prawne wpływające na kształt edukacji i relacji społecznych. Mimo, wydawałoby się, szlachetnych haseł antydyskryminacyjnych, zmiany te prowadzą, w naszej opinii, do rzeczywistej dyskryminacji osób o innych poglądach”.

 

I to jest ten fragment, który wzbudza moje zadziwienie, a jednocześnie ukazuje hipokryzję sygnatariuszy listu. Panowie piszą tak, jakby łaskawie zgodzili się na to, aby wprowadzić pewne elementy gender studies na uniwersytet, choć nauka ta oparta jest na dyskusyjnych hipotezach.

 

Zastanawiam się przede wszystkim, co jest dyskusyjnego w teoriach o kulturowej tożsamości płci w kontekście historii sztuki? Nikt nie ma chyba wątpliwości, że przedstawienia kobiet i mężczyzn różnią się od siebie i związane są kulturowymi rolami, które przypisywano płciom. Utrwalone przez europejską sztukę nowożytną obrazy kobiecych aktów miały sprawiać przyjemność widzowi (męskiemu widzowi). Wiązało się z tym stereotypowe przekonanie, że to kobiece ciało jest piękne i estetyczne, ale przecież nie zawsze tak było, bo kultura się zmienia i warunkuje też nasze postrzeganie płci. Wystarczy przyjrzeć się sztuce antycznej, gdzie za ideał uchodziło ciało męskie, zaś kobiece uznawano za niedoskonałe i nieestetyczne. Ot, i ujawnia się tu ten straszny gender!

 

 

Sztuczne Fiołki: Konstantin Somow /Константин Андреевич Сомов (1869-1939) -rosyjski malarz i grafik, ilustrator książek, członek stowarzyszenia artystycznego Świat Sztuki i założyciel czasopisma wydawanego pod tym samym tytułem.

 

A może panowie powątpiewają w teorie feministycznej historii sztuki oraz fundujący ją esej Lindy Nochlin zatytułowany „Dlaczego nie było wielkich kobiet artystek”? Autorka w 1971 roku przedstawiła oczywiste już dzisiaj tezy na temat kulturowych uwarunkowań płci, które uniemożliwiły kobietom działalność artystyczną. Nochlin wskazała m.in. na kategorię geniusza, która w kulturze konstruowana była jako zdecydowanie męska. O geniuszu jako o kulturowym konstrukcie, o tym, jaki wpływ na artystów ma kultura, w której działają, choć nie w kontekście płci, pisał zresztą już wcześniej inny historyk sztuki – George Kubler.

Jeszcze inna historyczka sztuki Hillary Robinson analizując kulturową konstrukcję kobiecości, wskazała, że tradycyjnie kobiecość była wiązana znaczeniowo ze sferą prywatną oraz z biologicznymi procesami i dlatego była usytuowana na zewnątrz kategorii działającego w sferze publicznej „artysty”. Pojęcia „kobiecość” i „kobieta” wykluczały więc możliwość bycia „artystą”, „twórcą”, „geniuszem”. Z kolei Lynda Nead omawiając znaczenia aktów kobiecych wskazała, jak bardzo wpływały na nie relacje władzy oraz stereotypy płci. Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś odrzucał te publikacje jako dyskusyjne czy niepewne naukowo.

 

A może dyskusyjne są tezy Griseldy Pollock, która ukazała choćby, jak bardzo sfery, w których poruszały się kobiety impresjonistki wpływały na tematykę ich obrazów, a jednocześnie powodowały marginalizację ich twórczości (bo główny nurt impresjonizmu preferował przestrzenie, które przypisane były mężczyznom, a do których kobiety z dobrych domów nie miały dostępu)?


Gdyby nie feministyczna historia sztuki o wielu dawnych artystkach, nie mielibyśmy dzisiaj pojęcia, a i sama sztuka współczesna, która odnosi się często do kulturowych konstrukcji płci, bez teorii genderowych nie zostałaby zrozumiana. Teorie kulturowej konstrukcji płci pozwalają też ukazać sztukę w zupełnie nowych kontekstach, jak działo się to choćby przy okazji wystawy zorganizowanej przez Bojanę Pejić „Gender Check” ukazującej twórczość Europy Wschodniej właśnie w kontekście ról i stereotypów przypisywanych obu płciom w byłym bloku wschodnim.

 

To wszystko wydaje się tak oczywiste, że aż wstyd o tym przypominać!

 

Jeśli jednak faktycznie stwierdzilibyśmy, że te tezy są dyskusyjne, to pojawiają się pytania, które warto byłoby postawić moim kolegom, czy na przykład uważają, że kultura nie ma wpływu na to, jak przedstawiana jest w sztuce płeć, albo, czy sądzą, że wielkich artystek nie było dlatego, że kobiety „ze swej natury” nie nadają się do tworzenia wielkiej sztuki, może nie są odpowiednio zdolne, a ich „natura” predestynuje je do zajmowania się domem, a nie sztuką? Bo takie hipotezy należałoby przyjąć, gdyby uznać, że kulturowa konstrukcja płci jest czymś wątpliwym.

 

A z tymi hipotezami wracamy do wieku XIX, kiedy toczyła się walka kobiet o ich prawa, w tym o prawo do edukacji artystycznej. Oprócz argumentów mówiących o tym, że kobiety nie nadają sie do tworzenia wielkiej sztuki, pojawiał się wówczas argument zagrożenia dla populacji i rodziny. Mówiono, że czynne artystycznie kobiety nie będą chciały rodzić dzieci, a nawet, że w wyniku stymulacji mózgu, wyschną im macice. Czy do tego rodzaju – prawdziwie ideologicznej – argumentacji mamy powrócić obecnie? Kojarzy się to jedynie z próbami zawracania rzeki kijem, a nie z naukową dyskusją. Rodzą się podejrzenia, że tak jak w XIX wieku akademicy bali się o utratę swej symbolicznej władzy, tak również dzisiaj panowie bronią swoich pozycji. Nie jest przecież przypadkiem, że list został napisany przez samych mężczyzn, a Instytut Historii Sztuki w Poznaniu jest jednostką wybitnie zmaskulinizowaną. Gender może tam gościć jedynie w bezpiecznej sferze marginalnych teorii.

 

Paradoksem tej sytuacji, a jednocześnie dowodem hipokryzji jest fakt, że niektórzy sygnatariusze tego listu z teorii genderowych sami nie raz korzystali. Z czasów swoich studiów pamiętam zajęcia, gdy wykładowcy z wypiekami na twarzy relacjonowali teorie Lindy Nochlin czy Griseldy Pollock. Wielu z nich miało okazję zapoznać się z tymi teoriami podczas pobytów na stypendiach w Stanach Zjednoczonych, gdzie uczestniczyli w kursach na temat Nowej Historii Sztuki. Przedstawiciele tej ostatniej, również ci najbardziej radykalni, tacy jak Douglas Crimp czy Griselda Pollock, gościli w Poznaniu z wykładami. Jakoś nie pamiętam, żeby moi koledzy mówili wtedy o jakichś wątpliwych hipotezach. Choć oczywiście nie brakowało dyskusji, które towarzyszyły też innym, przeciwnym zupełnie opcjom w historii sztuki, jak choćby hermeneutyce skupionej na poszukiwaniu w dziele absolutu. A swoją drogą kompletnie absurdalne jest zarzucanie teoriom dotyczącym kulturowej konstrukcji płci dyskusyjnych hipotez przez historyków sztuki, którzy wierzą, że w dziełach sztuki ukryty jest absolut (bo zapytać można od razu, czy nauka może być tożsama z wiarą?)! Wracając do korzystania z teorii genderowych, pisał o nich w swych publikacjach między innymi Mariusz Bryl, z kolei Stanisław Czekalski korzystał w książce o intertekstualnosci i malarstwie z teorii jednej z najbardziej radykalnych genderowych historyczek sztuki – Mieke Bal. Nie dalej jak wczoraj inny sygnatariusz tego listu – Piotr Bernatowicz wygłaszał na poznańskim Uniwersytecie Artystycznym wykład pt. „Koncepcja płci kulturowej (gender) w sztuce współczesnej”. Wydaje się, że panowie korzystają z tych ożywczych teorii niczym zombi. Może dzieje się tak dlatego, że uprawiana przez nich historia sztuki powoli staje się martwą historią sztuki.

 

Coś tu chyba nie gra, z wszystkim można dyskutować, do wszystkiego warto podchodzić krytycznie, ale zastanawia mnie, co może być wątpliwego w teoriach, które tu przywołałam? Czy można dzisiaj uprawiać historię sztuki tak, jakby teorie płci kulturowej nie istniały? Czy można uwolnić tę naukę od ideologii czy raczej tego rodzaju postulaty skrywają dużo głębszą ideologizację historii sztuki (której, w moim mniemaniu, bronią sygnatariusze listu)? Warto zresztą dodać, że gender w nauce nie jest żadną ideologią, jest natomiast teorią, bez której części sztuki dawnej i współczesnej, nie sposób w pełni zrozumieć. Co oczywiście nie oznacza, że do wszystkich badań nad sztuką teoria ta musi mieć zastosowanie. Gdyby była ideologią, musiałaby ciążyć nad wszystkimi badaniami, a tak nie jest.

 

A może wszystko to świadczy o tym, że koledzy historycy sztuki pogubili się w tym, czym się zajmują. Dlatego, abstrahując już od tego nieszczęsnego listu, można postawić bardziej ogólne pytania: Jaki jest model historii sztuki, którą chcą oni uprawiać? Czy interesuje ich sztuka, czy może bardziej – walka z wiatrakami? Dlaczego tak mało przyglądają się twórczości współczesnej, zaś niektórzy z nich nie robią tego wcale? Co wartościowego wnieśli do badań nad najnowszą sztuką polską? Wielcy historycy sztuki, od Dvoraka, przez Riegla, po księdza Dettloffa, wykazali swoimi badaniami, że dawną sztukę można zrozumieć, nie tracąc kontaktu i przyglądając się sztuce współczesnej. Wydaje się, że część poznańskiej historii sztuki zasklepiła się w swoim zamknięciu na współczesność, niczym w jakiejś skorupie. Czy taka historia sztuki ma w ogóle sens?

 

 

Komentarze (102)

Dodaj komentarz
  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Dzień dobry Iza,

    "Utrwalone przez europejską sztukę nowożytną obrazy kobiecych aktów miały sprawiać przyjemność widzowi (męskiemu widzowi). "

    Niekoniecznie chodziło tylko o przyjemność. To zbyt upraszczające.

    Motyw kobiecego ciała w twórczości może stanowić o symbolicznym przedstawieniu Animy - archetypu/ pierwiastka kobiecości w psychice mężczyzny - gdyby tak zagłębić się w psychologiczne odczytywanie symboli (nie zawsze należy dokonywać dosłownej interpretacji tego, co oferuje twórczość, ponieważ mamy do czynienia z motywami wpisanymi w konkretne ramy przekazu artystycznego, które noszą w sobie określone znaczenia).

    I myślę, że niektórym kobietom również podobały się te obrazy z nagimi postaciami żeńskimi. A więc oprócz widzów - mężczyzn, były również kobiety.

    Poza tym chodziło również o siłę wyzwolenia nagości w celu obalenia moralności i przekroczenia granic tabu, aby wreszcie napisać, że ważna była treść/ przedstawienie konkretnej historii. To samo dotyczy męskich postaci.
    Malarze - mężczyźni nie stronili od nagości męskiej na swoich obrazach.

    Poza tym uwzględnić należy doskonałe opanowanie warsztatu malarskiego (i nie tylko), anatomię, proporcje ciała. To nie jest tak, że wszyscy malarze mężczyźni malowali kobietę dla własnej podniety. W twórczości chodzi o głębsze sprawy - oddanie szczegółów, objawienie własnego talentu i wrodzonych predyspozycji do nakładania plam barwnych w taki sposób, aby zbudować ciało, osadzić je w otoczeniu, a to wszystko na naciągniętym płótnie - niezwykłe!

    "Obraz Animy, jako wyraz archetypowych możliwości psyche, inspiruje mężczyznę do przeżyć artystycznych i natchnionego przeżywania miłości do kobiety.(...) Anima umożliwia mężczyźnie nieświadome, symboliczne, intuicyjne i uczuciowe porozumienie z kobietą. Jest podstawowym czynnikiem przezwyciężenia Cienia u mężczyzny. Anima może tak silnie zmienić stan ego, że zmusza mężczyznę do uległości i podziwu wobec kobiety. Wyraża to kultura romantyzmu , wędrownego rycerstwa (...) obyczaj dżentelmeńskiej czci wobec niewiasty. W tekstach biblijnych oraz relacjach mistyków Anima występuje pod postacią dziewicy oblubienicy. W tradycjach przedchrześcijańskich , np. w mitologii greckiej, reprezentują ją nimfy, syreny i postaci żeńskie, które cechuje silny emocjonalny i erotyczny wpływ na psychikę mężczyzny. Uświadomienie własności archetypu Animy daje mężczyźnie względną równowagę psychiczną i inspiruje do duchowych poszukiwań(...)" -

    "Kobiecość i męskość. Anima i Animus" - opr. Zenon Waldemar Dudek, specjalista psychiatra, zajmuje się psychoterapią indywidualną, psychologią osobowości i psychologią kultury, autor artykułów, opracowań i książek z zakresu psychologii głębi, szczególnie jungowskiej.

    TRogaliński

  • Gość: [staszak] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    nie było Pani na wykładzie. już pierwszy akapit mija się z prawdą. Ks. prof. Bortiewicz absolutnie nie wygłaszał takich sądów jakie mu Pani przypisuje w pierwszym akapicie (dalej nie czytam, bo manipulacja psuje mi humor a tutaj nie pierwszy raz mam z nią do czynienia) . naukowego poparcia nie ma ideologia gender :) trzeba było przyjść i polemizować zamiast tego wykładowcy gender studies prawdopodobnie podjudzili te biedne dzieciaki (wnioskuję z nagrań, na których widać jak Nowak pomaga umalować się chłopakowi, który potem paradował w złotej sukience). a ze swojej strony dodam - osobiście doświadczam dyskryminacji ze strony "oświeconych" feministek a nie zwolenników tradycyjnego modelu rodziny.

  • Gość: [gość niedzielny z TVN] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Pani Izo Szanowna...
    Gwałtom intelektualnym -stanowczo mówimy NIE !

  • yvonnede

    Pani Izo,
    Świetny tekst, dziękuję :-) i pozdrawiam
    IwonaD.

  • Gość: [Wojtek Wilczyk] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Świetny tekst Iza!!!
    Co do Bernatowicza i Czekalskiego, to być może per analogiam do Billa Clintona, po prostu "się nie zaciągali" ;)

  • Gość: [Karolina Majewska] *.superkabel.de

    DZIĘKUJE! Dziękuje, że chciało sie Pani to napisać. (tak, to ziemia krązy wokół słońca ect) Chcialabym Panom Wykladowcom zadać pytanie: w które hipotezy konkretnie powatpiewają (mają prawo. tak samo jak my mamy prawo powątpiewać w ich hipotezy, co z przyjmnością czynie). Jako absolwentka historii sztuki UAM chciałabym również złożycć najserdeczniejsze podzękowania Panom Wykładowcom, że zgodzili się na obecność t e o r ii gender na moich studiach. Czy mogłaby Pani przekaząc im moje wyrazy wdzięczności?

  • Gość: [sebastian dudzik] *.hum.umk.pl

    Witaj Izo!
    Wreszcie w sposób odważny i odpowiedzialny ktoś rozpoczął poważną dyskusję nad problemem, który nurtuje mnie od dłuższego czasu. Jest nim sprawa uprawiania naukowej dziedziny i związanej z tym procederem etyki (a raczej jej braku) - swoistej hipokryzji. Rozumiem, że można polemizować i bronić kontrowersyjnych sądów, są jednak granice, przekroczenie których sprawia że nie ma mowy już o nauce. Poznańskie środowiska naukowe (na szczęście nie w całości) chyba w ostatnich latach za bardzo się rozpolitykowały i tracą nieubłaganie możliwość realnej oceny sytuacji. A szkoda...
    Pozdrawiam serdecznie
    Sebastian

  • Gość: [loolloo] *.static.sitel.net.pl

    przecież to Michnik napisał ten "list otwarty". tobie też zapłacił za ten "artykuł"?

  • Gość: [a-z2005] *.internetdsl.tpnet.pl

    Przykro mi, ale to gender nie ma podstaw naukowych.

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Do Koszalina też "przyszedł" Dżender ; - )

    O debacie również tu:

    rzezbatomka.blogspot.com/2013/12/klub-krytyki-politycznej-debata-o-gender.html

    Pozdrawiam
    TRog

  • Gość: [staszak] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Proszę Państwa, jak można pisać że powyższy tekst jest ważny i odważny skoro już na wstępie przeczy faktom? chyba w tym sensie "odważny", że brawurowo nieuczciwy. tak to jest jak przetwarza się info z GW bez weryfikacji. No po prostu żal, że coś takiego świadomie robią ludzie z tytułami naukowymi :/ jak to nazwać? propaganda?

  • Gość: [staszak] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    nie no jeszcze muszę coś dodać, ale już ostatni raz. nie było Pani na wykładzie Piotra Bernatowicza i to jest już żałosne, że zarzuca mu Pani czerpanie z tych "ożywczych" teorii. a z całego tekstu jasno wynika, że Pani rozumienie gender jest mało pogłębione. czy celowo porusza się Pani po powierzchni?

  • Gość: [barbapapa] *.icpnet.pl

    @staszak - słaby trolling, proszę Pani lub Pana. Byłam na wykładzie i słyszałam dokładnie to, o czym pisze autorka we wstępie do tekstu, cały wykład ks. Bortkiewicza był jednym wielkim propagandowym (tak a propos propagandy) popisem retorycznym, w którym nie było nawet próby zdefiniowania tego, czym owa 'ideologia gender' tak naprawdę jest. Było tylko straszenie przymusowymi operacjami zmiany płci i ogólnie epatowanie makabrą. Wstydziłabym się organizować taki 'wykład' w centrum handlowym a co dopiero w murach uniwersytetu. I rzeczywiście ks. profesor powiedział, że winę za patologie i rozpad rodziny ponosi gender wraz z radykalnym feminizmem, który głosi postulaty o zatrudnianiu kobiet i przetrzymywaniu dzieci w żłobkach.
    A tekst Izy Kowalczyk jest świetny, powinno się go szerzej udostępnić!

  • Gość: [staszak] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    ach, skoro krytykuję to już uprawiam trolling? to bardzo typowe dla tego towarzystwa stawianie sprawy - zamknąć usta i zdyskredytować. wykład jest na szczęście nagrany, więc zachęcam żeby każdy czytelnik tego nieszczęsnego tekstu zapoznał się z nagraniem wykładu. bardzo wątpię żeby Pani była na tym spotkaniu, gdyż to co Pani pisze świadczy o tym, że własnie Pani nie było i zna Pani relacje z Wyborczej :) jakie straszenie przymusowymi zmianami płci?! jakie zrzucanie winy na żłobki? to że sobie Pani napisze "byłam, słyszałam" nie jest żadnym świadectwem, byty w internecie bywają fikcyjne a ja posłużyłam się własnym nazwiskiem - Karolina Staszak :)

  • izakow2

    Dziękuję za komentarze wsparcia. Zwracam uwagę, że tematem mojego tekstu są przede wszystkim kwestie uprawiania historii sztuki, do zastanowienia nad którymi zmusił mnie list poznańskich historyków sztuki, którzy wciąż nie odpowiedzieli mi na pytania, co jest dyskusyjnego w teoriach gender własnie w kontekście tej dyscypliny.
    Każdy ma prawo uważać, że gender nie ma podstaw naukowych lub jest dyskusyjne, proszę jedynie o uzasadnienie i może niekoniecznie w stylu norweskiego komika.
    Sebastian, masz rację, też myślę, że to szerszy problem...

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Szanowna Pani Karolino,
    ja chętnie zapoznam się z tym nagraniem, proszę zalinkować.

    Myślę, że skoro pojawia się ku temu możliwość , to rzeczywiście dobrze jest zapoznać się z treścią tego nagrania.

    Z góry dziękuję.

    TRogaliński


  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    przyszlosc Strasznej Sztuki ;-)

    www.youtube.com/watch?v=S-0GIzlYNF0

  • Gość: [ffh] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Proszę dopisać prof. Lwa Starowicza do tych moherowych zacofanych przeciwników gendera, przecież mówi dokładnie to samo:
    gosc.pl/doc/1810133.Starowicz-Bezplciowe-wychowanie-jest-bezsensowne

    ... i najlepiej zakazać mu wypowiadać się w mediach, występować na uniwersytetach itd.

    Jest całe mnóstwo badań, które przeprowadzono w ramach nauki o gender, których nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie kwestionował. Problem polega na tym, że w którymś miejscu kończy się nauka a zaczyna ideologia.

    Z badań wynika X więc podejmiemy działanie Y. Nie licząc się ze szkodliwymi konsekwencjami, sprzeciwem albo po prostu szacunkiem dla ludzi, którzy swoje dzieci chcą wychowywać zgodnie ze swoim światopoglądem.

    To bardzo sprytne, że zarówno nauka o gender jak i ideologia wyrosła na tym gruncie nazywają się tak samo. Dzięki temu genderowcy mogą śmiało wmawiać wszystkim, że krytykom gender nie po drodze z nauką.

    I tak, jedni w kółko mogą mówić o ideologii a drudzy udawać głąbów i odpowiadać nie na temat - zasłaniać się nauką, wzywać do cenzury itd. To bardzo rozczarowujące.

  • Gość: [przypadkowy czytacz] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Mówiąc szczerze, ta cała dyskusja jest dla mnie mocno nienaukowa. Jestem prosty człowiek i jako żywo wielopłciowość w sztuce współczesnej obchodzi mnie chyba jeszcze mniej niż zeszłoroczny śnieg, za to bardzo interesuje mnie wydawanie moich podatkowych danin na takie "naukowe' działania. Nic konkretnego z tego nie wynika, po za sporym wynagrodzeniem dla wykładowcy oczywiście. Gender nie gender , ja się zoperować nie dam , najwyżej zejdę do podziemia

  • Gość: [eMTe] *.dynamic.chello.pl

    Przecież gender studies to takie same brednie jak religia, tyle że przeciwne światopoglądowo.

    Skrajne racje się wyrzynają a ludzie nie potrafią dostrzec, że jest tak jak w filmie Koterskiego "Dzień Świra" gdzie dwie bandy rwą flagę na pół i krzyczą do siebie "moja racja jest najmojsza".

  • Gość: [meg] *.adsl.inetia.pl

    Pomiędzy gender a ideologią jej przeciwną istnieje granica i mnóstwo jak w zyciu odcieni szarości. Panowie dla osiagnięcia celów wielokrotnie okazują się hipokrytami obojetnie czy dotyczy to sztuki czy innej dziedziny. Przypomnę pani Karolinie Staszak, ze księża to najbardziej zakłamani hipokryci w głoszeniu odpowiedniej ideologii, manipulowanie faktami opanowali do perfekcji. Radzę dosłownie i dogłębnie zapoznać się z historią kościoła i chrześcijaństwa nie tylko podawaną przez kościół, ale również przez naukowców. Od kilku lat obserwuję zachodzące w Polsce specyficzne zjawisko, że w pojmowaniu roli kobiety w podtekście wielu wypowiedzi wracamy rzeczywiscie do Średniowiecza. Nie wiem ile lat ma pani Karolina, ale mnie osobie już w wieku dojrzałym wychowanej w normalnym żłobku, przedszkolu i szkołach za czasów PRLu nie mówiono a ideologii gender, ale żaden ksiądz ani biskup nie był zapraszany do prowadzenia wykładu naukowego na porządnej uczelni i żaden biskup nie ośmielał się jawnie i publicznie krytykować kobiet broniących swoich podstawowych praw do wolności i samostanowienia. Pani Staszak chyba nie wie nawet, że jej prawa zostały jej odebrane. Jest pani inkubatorem bez prawa głosu na własny temat, oby NIGDY nie musiała się pani osobiście o tym przekonać, bo wbrew pozorom jesli ideologia gender zakłada równość płci to panowała oan bardziej w czasach komuny niż aktualnie.

  • Gość: [historyczkasztuki] *.ptspb.net

    Świetny tekst! Zgadzam się z autorką, że to aż wstyd przypominać o oczywistościach, ale zawsze warto poczytać celny komentarz do absurdalnej nieraz rzeczywistości. Pozdrawiam Pani Izo!

  • Gość: [ffh] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    droga pani "Meg", czy umieściła już pani prof. Lwa Starowicza w gronie kryptokatoli skoro też się nie zgadza ze skrajnymi elementami ideologii gender?

    jak była pani łaskawa zauważyć "jest wiele odcieni szarości". Przeciwnikom gender nie chodzi o odebranie kobietom prawa do samostanowienia, walki ze stereotypami itp. Te cele można osiągnąć w sposób nienachalny, nieszkodliwy i zapewnie skuteczniejszy.

    W swojej skrajnej odmianie gender jest po prostu chory (dzieci do których zwraca się per "ono"? odgórny zakaz publikacji książek dla dzieci prezentujących tradycyjny model rodziny? nauka masturbacji w przedszkolu?). To nie są cele, to są metody i to one budzą kontrowersje. Ale zamiast tego lepiej jeszcze raz zmielić temat księży. To jest "czarny" gender, dla którego nie ma miejsca!

    Pozostaje czekać aż Lew Starowicz (i/lub dowolny inny przeciwnik wcielania w życie chorych wymysłów ideologii gender) zostanie ogłoszony przez genderystów honorowym biskupem.

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    A moze "poznanskie srodowiska naukowe" nie wiedza ze nauka to sztuka obalania hipotez?
    Trzeba tez pamietac ze prawda to uczucie, a kobiety bywaja uczuciowe.

  • Gość: [m] *.piekary.net

    @ffh
    Pomyśl, czemu rodzaje gramatyczne odnoszą się do płci, a nie odnoszą się np do wykształcenia, wzrostu, inteligencji, pracowitości, zawodu, karalności czy czegokolwiek innego. Ludzi można podzielić bardzo różnie, a jednak główny podział oparty jest na seksie.

    Czy jeśli zwracasz się do osoby z tytułem naukowym, potrzebujesz podkreślać seksualność tej osoby? Czy zwracając się do osoby sprzedającej w sklepie, układającej ci włosy, do własnego dziecka, do osoby sprawującej funkcję kapłańską, potrzebujesz podkreślać właśnie ich seksualność? Część z nich to genetyczne kobiety, część to genetyczni mężczyźni, czemu jednak uważasz, że zdrowe jest podkreślanie w języku, ŻE MOŻESZ MIEĆ DZIECKO Z OSOBĄ, ok której kupujesz kalafior, a za chore uważasz niepodkreślanie tego w większości sytuacji? Bo mówiąc pan/pani łączy się tylko dość marną grzeczność z informacją o płci genetycznej, czyli potencjalnej zdolności tworzenia plemników/komórek jajowych. Nic więcej. I po co?
    Płeć nie determinuje zdolności, wykształcenia, cnót i zalet. Determinuje to, czy ktoś macicę ma, czy nie ma, czy plemniki wytwarza, czy komórki jajowe. I twoim zdaniem zdrowe jest, by w każdym zdaniu do drugiej osoby, niezależnie od tego, czy to dziecko, czy osoba stara, czy duchowna, zdrowa, chora, przedstawiciel władzy - żeby za każdym razem podkreślać właśnie ROLĘ SEKSUALNĄ? Pani policjantko - czyli osobo policyjna Z POCHWĄ, JAJNIKAMI, MACICĄ. Po co było to podkreślać? Panie ministrze - czyli osobo z teką, ale i z PENISEM i JĄDRAMI. Co więcej daje ta informacja o płci?

    Podpowiem - "zdrowym" nazywasz to, do czego się przyzwyczaisz. "Chorym" to, co cię zaskoczy. Natomiast nie masz argumentu. Lew-Starowicz jest seksuologiem. Jego rolą w większym stopniu jest opis seksualności ograniczonej do seksu, niż płciowości rozszerzonej do sprawowania przeróżnych ról społecznych. On zawodowo utrzymuje podział odpowiadający uprawianiu seksu, ale dla kogoś, kto na tym nie zarabia i nie ma obsesji, podkreślanie tego podziału w języku NA KAŻDYM KROKU jest już niezupełnie rozsądne.

    Język neutralny NIE wpłynąłby magicznie na geny dzieci i nie zmienił nikogo w mutanta. Byłby neutralny właśnie, więc nie uzależniałby od płci. Dziś w języku wyraźnie widać męską dominację w wielu dziedzinach, która się przejawia brakiem lub kalectwem form żeńskich. Język neutralny byłby inny, a nie chory, no i pozbawiony wad, które zauważyć nietrudno, gdy się myśli, zamiast powoływać na autorytet bezkrytycznie. ;)

  • luki1945

    Pseudonaukowa ideologia "Gender" opiera się na jednym, fałszywym założeniu: irracjonalnej negacji zasadniczych i oczywistych różnic między psychiką męską i żeńską. Jeśli chodzi o "gender" w historii sztuki, to temat ten zasługuje na opisanie co najwyżej w jakiejś pracy magisterskiej, ewentualnie doktorskiej. Poświęcanie środków na rozwijanie tego marginalnego zagadnienia, to zwykłe marnotrawienie pieniędzy publicznych.

  • Gość: [m] *.piekary.net

    luki1945
    Jeśli istnieją te zasadnicze różnice, to mężczyźni są podgatunkiem. Jesteś mężczyzną czy kobietą? :)

  • Gość: [ffh] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    droga istoto m (czy jak mam się do ciebie zwracać?)

    jeśli jesteś istotą uznającą wyższość języka neutralnego płciowo nad takim, w którym ludzie zwracają się do siebie per Pan / Pani - jestem w stanie to zrozumieć.

    Ba, jeśli uda ci się zaopatrzyć w jakiś sposób w potomstwo możesz nawet zwracać się do niego per "istoto potomna X" albo w inny neutralny płciowo sposób. Możesz nawet założyć neutralne płciowo przedszkole, do którego będą uczęszczały inne neutralne płciowo istoty, nad którymi piecze sprawować będą inne istoty uznające wyższość języka i wychowania płciowo neutralnego nad tradycyjnym. Do kompletu możesz dorzucić naukę masturbacji w wieku lat 5 oraz oddać na makulaturę wszystkie książki, w których rodzice przeciwnej płci zwracają się do swych dzieci per "Synku" czy "Córeczko".

    Ja w tym samym czasie chciałbym mieć możliwość wprowadzania moich własnych dzieci w dorosłość zgodnie z moim (być może) zacofanym światopoglądem. W moim świecie moja córeczka jest moją ukochaną małą dziewczynką a mój synek ukochanym małym chłopcem. W trakcie, gdy będą dorastać będą się uczyć różnych rzeczy - i - choć nie wiem w jaką stronę wyewoluują ichnie zainteresowania - chcę, żeby chłopiec czuł się komfortowo bawiąc się w sposób typowy dla chłopców i nie chcę, by ktoś fukał na moją córkę kiedy przyjdzie jej do głowy odtwarzać historyczną rolę społeczną kobiety.

    W momencie, kiedy ideologicznie skrzywieni urzędnicy w UE debatują nad zakazem publikacji książek w których występują mama, tata i dzieci a być może (o zgrozo!) mama zajmuje się domem robi mi się trochę słabo.

  • Gość: [m] *.piekary.net

    ffh
    Manipulujesz, co pozwala mi wierzyć, że twój światopogląd jest istotnie zacofany i bez tego nie dasz rady go bronić.
    Po pierwsze wtręt o masturbacji był zbędny. Po drugie twoje dzieci seks poznają tak samo jak moje, jeśli je będę mieć. A jeśli wychowasz je bez przekazania im wiedzy, to poznają go z większą ilością błędów własnych, chorób, niechcianych ciąż, rozczarowań i gwałtów. Zatem weź mnie dalej miażdż tekstami o masturbacji pięciolatków, ale nie miej dzieci, bo je skrzywdzisz.
    Nie ma sposobu typowego dla chłopców. Możesz oczywiście wychować dziecko wierzące, że to, jak się bawi, jest jakąś typowością. Możesz mu zaszczepić też inne stereotypy, co sprawi, że jeśli spotka inne dziecko, to je wyśmieje, uzna za gorsze, nazwie pedałem, zbokiem, nienormalnym albo zacznie szukać bruzdy na czole. Ja poważnie mówię, nie miej dzieci. Dla ich dobra.
    Ale wyobraźmy sobie, że wychowujesz dziecko zgodnie z tym, co ci się uroiło jako "typowe dla chłopców", a synek tego nie lubi. Możesz sobie wyobrazić? Nie wierzę w twoją wyobraźnię, ale spróbuj. Wówczas to, co będzie syneczek czuł, nie będzie komfortem, ale ogromem odrzucenia we własnej rodzinie. Będzie się czuć kimś gorszym przez to, że nie wpasuje się w twoje urojenia. I będzie potrzebować DEKAD, żeby zrozumieć, że problem jest w stereotypach i właśnie zacofaniu, a nie w nim.

    Mnie jest słabo, kiedy ideologicznie skrzywdzeni tradycjonaliści wychowują dzieci, a nie tylko rozmawiają o tym na konferencjach. (Tu odnoszę się do dalszych manipulacji w doborze słów w twoim tekście).
    Widzisz, dzieci nie wybierają sobie "chłopięcych zabawek" lub "dziewczęcych zabawek" (czy kolorów, czy zachowań) same. Małe dziecko jest urabiane od początku przez rodziców w stopniu, którego nie ogarniesz, ale polecam choć spróbować. Jeśli wchodzisz z dziewczynką do sklepu z zabawkami i skręcasz na różowy nie czekając na wybór dziecka - narzucasz. Dziecko nie ma systemu pojęć i kategorii, nie rozważa. Dziecko uczy się, a uczy z każdego gestu. Z każdego uniesienia brwi, gdy wybierze "dziwną" zabawkę. Z min, grymasów, z tego, gdzie prowadzisz. Z tego, ile wymagasz (a są potwierdzone różnice w stawianiu wymagań dzieciom zależnie od płci, dziewczynki się wychowuje inaczej). Tak więc to, co jest "typowe dla chłopców", nie jest tym, co wybrali sami chłopcy. Jest tym, do czego ci chłopcy zostali zaprowadzeni, co im przedstawiono jako chłopięce, co dostawali na każdą okazję od każdej osoby z rodziny etc. Jest tylko kwestią wychowania (chyba że wrócimy do istoty problemu i mi pokażesz w genach anty-genderowych, że tam jest gen lubienia niebieskiego u chłopców i różowego u dziewczynek, żeby nikt nie miał wątpliwości, że to naturalność wprost od boga).

    Krytykować stan obecny jest trudno. Łatwiej, gdy się jest dyskryminowanym. Dlatego raczej dyskryminowani protestują w obronie własnych praw niż dyskryminujący w obronie praw mniejszości. Stąd aktywność zwolenników związków partnerskich, feministek etc. Nikt tego nie zrobi za nich, walczą o równość. Komuś, kto czerpie zyski ze stanu obecnego, krytyka nie przyjdzie do głowy. Tak więc mężczyźni w dzisiejszej sytuacji (lepsze zarobki, więcej kierowniczych stanowisk, słaba wykrywalność i karalność przestępstw seksualnych) reprezentują dość tradycyjne poglądy, że kobiety są gorsze, a jak gdzieś się spotkają z mężczyzną to go prowokują seksualnie i same tego seksu chciały.
    Zupełnie przypadkiem katolicy dyktują w tym kraju, co może być religią, a co nie, co jest sektą, a co nie, co jest obrazą uczuć religijnych, a co nie. Są u religijnego steru narodu i nie chcą go stracić. Dlatego nie dziwi mnie, że i tradycyjnie myślący o płci (do niedawna dominujący w debacie publicznej) boją się utraty panowania i krytycznej analizy ich poglądów (a NIE, nie każdy pogląd jest równie dobry i twoje nie są. Jeśli widać w nich rażące błędy i uchybienia to masz obowiązek zmienić sposób myślenia. A ty wolisz zachować prawo do reprezentowania poglądów głupich, a pewnie też prawo do niesłuchania krytyki?).

  • bartoszcze

    Od kiedy uznawanie czegoś za naukę zależy od apriorycznej oceny czy nie jest to "seksistowska ideologia"? (w miejsce "seksistowski" można podstawić dowolny przymiotnik zresztą, np. "feministyczny" czy "komunistyczny").

    Samo badanie aspektów genderowych w niczym mi nie przeszkadza (choć od badania do jedynie słusznych wniosków daleka droga), ale obrona idiotów zrywających wykład Bortkiewicza niczym się nie różni od obrony idiotów zrywających wykład Baumana (chyba że od razu przyznamy, że kierujemy się zasadą "sukinsyn, ale nasz sukinsyn")

  • Gość: [cerebralshunt] *.ssp.dialog.net.pl

    Drogie m!

    Wielkie dzięki! Ktoś czytając staranny tekst Pani Izy mógłby dojść do wniosku, że gender to faktycznie dziedzina naukowa zajmująca się obiektywnym opisem rzeczywistości.

    Dzięki Twoim postom wiemy, że jest to agresywna ideologia, której należy się przeciwstawiać na każdym kroku.

    Jeszcze raz dziękujemy.

    c

  • Gość: [ffh] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    drogie m,

    muszę cię zmartwić, ale na nie posiadanie dzieci już jest u mnie za późno. Co więcej moja córeczka była ubierana zarówno na różowo jak i na niebiesko, do wyboru miała lalki, misie, klocki, ciężarówki, pociągi i nikt jej nic pod nos nie podtykał odkąd wyrosła z grzechotek i nauczyła się samodzielnie wyciągnąć cokolwiek z kartonu.

    Bo wielu miesiącach pilnych obserwacji widzę, że o wiele częściej bawi się po dziewczęcemu - zabawki kołysze, zabawia, czesze, układada do snu etc. I - tak jak napisałem w moim poprzednim poście - nie mam ochoty, by ktoś na nią z tego powodu fukał.

    Wtręt o masturbacji jest niezbędny bo nie wziął się z kosmosu, opiera się na oficjalnym stanowisku WHO w którym ta zabarwiona ideologicznie organizacja rekomenduje właśnie takie rozwiązania. To niekoniecznie może pozostać bez wpływu na to w jaki sposób będą edukowane moje dzieci. To jest bardzo jaskrawy i jak najbardziej namacalny przykład tego, jak chora ideologia przeradza się w rzeczywistość.

    Wiedzę oczywiście przekaże ale nie w wieku 5 lat! Pewnie do tego czasu mała już będzie uświadomiona skąd się biorą dzieci, niemniej jednak zamierzam jej oszczędzić większości technicznych szczegółów jak i informacji na temat tego, co jeszcze można zrobić ze swoim ciałem. Na to przyjdzie odpowiedni moment a kiedy to będzie to będę wiedział ja, bo spędzę razem z nią tysiące godzin na rozmowach, zabawach i obserwacjach. Natomiast nie będzie wiedział o tym żaden durny urzędas z kosmosu, który z czapy sobie wymyślił że 5-6 lat to świetny wiek by dzieci nauczyć masturbacji.

    Tak, to jest skrajny przykład, ale cały protest przeciwko gender przede wszystkim celuje w te skrajności i w sposób, w jaki one się przekuwają w rzeczywistość.

    Twoje rozumowanie, że skoro akceptuję typowe zabawy to na 100% nie zaakceptuję nietypowych jest czystą konfabulacją. Heh, jako dwulatek sam zasuwałem z lalką w wózku i jakoś moi rodzice mnie nie odrzucili. Nikt mi również nie mówił, że skoro zasuwam z wózkiem to pewnie moja gender to female. I naprawdę, ciężko jest mi sobie wyobrazić sytuację w której ja bym coś takiego zrobił.

    Sekcja o tych wszystkich podprogowych przekazach kształtujących gender, ciągnięciu na właściwą stronę sklepu czy mimowolnych grymasach przy wręczaniu dziewczynce koparki to już czyste genderowe voodoo. Wiadomo, że jak bardzo by się człowiek nie starał być neutralny zawsze można zarzucić mu, że genderowo skrzywia dzieci mimowolnie czy nieświadomie. To już gender magia w najczystszej postaci na miarę komunizmu, jak wszyscy będą nad tym pracować to będzie wspaniale... jak w Korei Północnej.

    To, co nas różni to fakt, że ty nie masz za grosz tolerancji. Zarzucasz mi błędy w myśleniu, choć nie precyzujesz jakie i nakazujesz mi zrewidowanie moich błędnych poglądów, w przeciwnym przypadku popełniam myślozbrodnię. Ponieważ myślę inaczej niż ty (co w skrócie oznacza tyle, że podoba mi się model rodziny mama + tata + dzieci, w którym każde z dzieci wie jakiej jest płci a kobieta nie budzi odrazy jeśli akurat gotuje obiad...) odmawiasz mi prawa do posiadania dzieci co jest jedną z bardziej okrutnych rzeczy, jakie można zrobić drugiej osobie.

    Ja chętnie posłucham krytyki i może nawet zrewiduję moje poglądy, tylko wskaż mi gdzie konkretnie popełniam błąd?

    Dla mnie największym błędem jest godzenie w podstawowe prawa i wolności jednostki, a za takie prawo uznaję możliwość wychowania własnych dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami - nawet jeśli oznacza to, że inni ludzize będą swoim dzieciom przekazywać inne wzorce.

    To właśnie różni prawdziwą tolerancję od ideologiczno-genderowej pseudo-tolerancji, która akceptuje tylko to, z czym się zgadza a resztę stara się odgórnie zniszczyć. Tak jak wszyscy fanatycy w historii fanatycy gendera są absolutnie pewni swojej racji i chętnie złożą ofiarę na ołtarzu swoich przekonań. Szkoda tylko, że będzie to ofiara z innych ludzi.

  • izakow2

    Dyskusja zrobiła się gorąca, a mnie najbardziej rozbawiły mity na temat gender (ciekawa jestem, kto tego rodzaju głupoty produkuje????), np., że w gender chodzi o operacyjną zmianę płci albo o zwracanie się do dzieci: "Ono". Podobnie jest zresztą z wyobrażeniami na temat dewastacji rodziny. Dzisiaj pan Bortkiewicz w programie pana Pospieszalskiego momentami gadał takie głupoty (np., że gender chce zrównać ciała ludzi z ciałami zwierząt i bakterii..), że to, co napisałam w powyższym wpisie jest naprawdę delikatne. Potem pan Pospieszalski dołożył wypowiedź jakiegoś pana Jonesa ze Stanów Zjednoczonych, który gadał o tym, jak tolerancja dla gejów oraz zła Unia Europejska szkodzą polskiej gospodarce i kościołowi, a ideologie gender są gorsze niż sowieckie czołgi i należy z tym walczyć. Szkoda tylko, że pan Jones nie pojechał z takim wykładem na ukraiński Majdan... Może przemówiłby protestantom do głowy lepiej niż Janukowycz i Birkut. Poszli by grzecznie do domu i pozamiatane. Bo przecież lepsze rosyjskie czołgi i swojskie dyktatury, aniżeli UE i ideologia gender, jak wynikało z wypowiedzi pana Jonesa! A może ktoś z Państwa, może np. Pani - Pani Karolino - zaryzykowałaby taką wyprawę na Ukrainę???
    Powoli zaczynamy się dusić w oparach absurdu.
    Na szczęście u Pospieszalskiego był prof. Kubicki, który trzeźwo kontrował głupotę.
    A paradoksem tych wszystkich dyskusji jest to, że wciąż stawia się na piedestale rodzinę, z którą jakoby genderyści walczą. Może więc Państwa uświadomię, że swoich synów nie ubierałam w różowe sukienki, nie zwracałam się do nich per "ono", ani też nie narzucę im zawarcia homoseksualnych małżeństw; mają swoje poglądy i zainteresowania, generalnie rodzinę mam super i śmiem twierdzić, że niejeden ideolog, który wyciera sobie usta hasłami o obronie rodziny mógłby mi pozazdrościć. Śmiem twierdzić też, że wiele feministek-genderystek dużo lepiej dba o własne rodziny niż zapalczywi anty-genderowi ideolodzy.
    Proszę wybaczyć, ale część z was chyba spadła z księżyca. Ale zawsze jest szansa na powrót do normalności, jak to zrobiła choćby Eliza Michalik, czego z całego serca części z Państwa życzę.
    P.S. Bartoszcze - chyba zupełnie o coś innego chodziło w moim wpisie! Proszę czytać uważnie.

  • Gość: [poruszona] *.dynamic.chello.pl

    No cóż, walka z ideologią gender przybiera paranoidalne wymiary. Nie dalej jak tydzień temu przecierałam oczy ze zdumienia podczas kazania w warszawskim kościele (w dzielnicy typowo inteligenckiej) gdy ksiądz głosił prawdy odbiegające od dotychczasowego postrzegania przeze mnie świata i ról społecznych. Usłyszałam wówczas między innymi, iż największe zło przyniosła rewolucja francuska, bo kobiety stały się wówczas obywatelkami i przestały być niewiastami. A już zupełnie nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać jak ten sam ksiądz krytykował pracę zawodową kobiet, podając przykład stworu ohydnego i potwornego jakim jest "biznesłomen", która wg niego do trzydziestki jest jeszcze akceptowalna, bo jest ładna a po trzydziestce "to już ani biznes ani łomen". Dokąd my zmierzamy? Może czas odczepić się od kobiet i zapytać gdzie są mężczyźni.

  • Gość: [m] *.piekary.net

    @cerebralshunt - Nie mam litości dla błędów :)

    @ffh - udało ci się mnie zmartwić. Znam rasistów. Znam fanatyków religijnych. Znam homofobów. Znam szowinistów bardzo różnych rodzajów. Każdy z nich uważa, że jest normalny, bo go rodzice w normalności wychowali. Ktoś inny zaś jest nienormalny, należy go usunąć z kraju albo ograniczyć mu prawa, bo jest inny. Nietypowy.

    Że córka miała wybór - ok. Że nie podtykano jej ODKĄD - to oznacza, że podtykano jej wcześniej. Inna rzecz, że piszesz nieprawdę. Jak z oddychaniem. Możesz wiedzieć, że to robisz, możesz nie zdawać sobie sprawy, ale nie możesz przestać. Jest nieprawdą, że nie wychowujesz córki "na dziewczynkę", co zresztą widać w poście wyżej. Wychowujesz pod "typowość".

    Dzieci masturbują się nierzadko wcześniej niż w wieku 5 lat. Niektórzy ludzie uważają, że o seksie warto uczyć PRZED seksem. Dziwne, że masz ich za nastawionych ideologicznie. Nauka po seksie to jak nauka o chorobie po chorobie, o ciąży po ciąży i - ha - nauka o wychowaniu po wychowaniu. :) No, musisz mnie zmartwić.

    Cały protest przeciwko gender celuje w skrajność, bo bez wyolbrzymienia, wydumania, wykoślawienia i nieprawdziwych dodatków - NIE BYŁOBY CO KRYTYKOWAĆ. :) Podstawą nieracjonalnej krytyki jest przypisanie oponentowi rzeczy skrajnych, łatwych do krytykowania. A ja tobie nie muszę, mnie wystarczy to, do czego się co zdanie przyznajesz. A gdybyśmy szli w skrajności, to już by mi przykre rzeczy przyszło mówić.

    Co do zdania o rozumowaniu-konfabulacji: skoro wyróżniasz normalność/typowość/zwyczajność, to siłą rzeczy wyróżniasz to, co jest poza normą, nietypowe, nienormalne, nienaturalne, patologiczne, chore, zboczone. Albo są warianty równorzędne, albo też któreś są normalne, a któreś już poza normalnością - czyli w patologii. Sprzecznością byłoby twierdzić, że akceptujesz to, co uważasz za patologię, popadasz więc w sprzeczność. ;)
    Skoro jednak jako dwunastolatek znałeś podstawy gender, co spowodowało nawrót do stereotypów?

    Nie rzucałem żadnej tezy o przekazach podprogowych. Dzieci się uczą. voodoo byłaby teza o tym, że wszystko jest w genach. Czemu? Bo wystarczy inne wychowanie, np wśród mniejszych uprzedzeń - i już jest inaczej. Różnie wychowani ludzie są różni. Sądzisz, że wychowanie nie ma wpływu? To po co wychowujesz? Sprzeczność. Sądzisz, że wpływ wychowania jest ograniczony do tego, co WIDZISZ, że robisz, a skoro ty nie widzisz, że przekazujesz wzorzec, to siłą rzeczy dziecko go nie widzi? Albo wierzysz zatem, że jeśli nie widzisz, to nie ma (to przesąd dziecinny), albo wierzysz, że jeśli nie widzisz, to i inni nie widzą - to arogancja. W każdym przypadku popełniasz bardzo prosty błąd logiczny. Poziom matematyki pierwszej klasy liceum. Nie trzeba do tego nastawionych ideologicznie światowych organizacji. :)

    "Genderowo skrzywia" - zabawne. Słowa można zbijać w różne połączenia. Na przykład "zbyt dobry". Nie ma rzeczy zbyt dobrych. Są dobre, a lepsze niż dobre są jeszcze lepsze. :) Można być zbyt słonym nawet, gdy ktoś słone lubi, ale nie można być zbyt dobrym. Można - zbyt uległym albo zbyt szczodrym, nic nie może być zbyt dobre, choć da się te słowa wypowiedzieć. Wychowanie do braku skrzywień nie jest skrzywieniem. :) Nie ma zboczenia pod nazwą "brak zboczeń", rozumiesz? Przy tym nie twierdzę, że gender to jakiś zbiór zasad dobrego wychowania dzieci. To gałąź badań nad człowiekiem.

    Argument z komunizmu słyszałem w Radiu Maryja. I wiele innych, fantastycznych. Z pewnością ludzie, których przestanie prześladować religijna sekta od razu wpadają w nędzę komunizmu. ;)

    Ja mam malutko tolerancji, choć akurat nie różni nas to, a upodabnia. Dla mnie "gender" nie jest sztandarem, choć chcesz go nim uczynić, nie jest też sztandarem "tolerancja". To słowo. Nie toleruję szkolnych błędów. Po co popełniasz?

  • Gość: [m] *.piekary.net

    Zresztą z tolerancją to tylko manipulacja. Wychodzimy od tego, że środowiska prawicowe nie akceptują gałęzi nauki, bo podważa ona zasadność wielu panujących nieracjonalnych przekonań. Tu się zaczyna brak tolerancji, a jest to brak tolerancji dla inności, a nie dla błędu.

    Ja nie mam tolerancji dla ludzi, którzy żądają prawa do błędu. Nie przeszkadza mi homoseksualizm, nie przeszkadzają inne rasy. Ale jeśli ktoś popełnia błąd w dodawaniu, jest to tylko błąd - nie pogląd, przekazanie go dzieciom jest jedynie ze szkodą dla tych dzieci. Proste błędy logiczne wykazuje się łatwo. Kto je popełnia - jedynie szkodzi. Nie ma sensu udawać, że ja walczę z jakimś poglądem. Poglądem tezy przeciwników gender byłyby od momentu, gdy pozbawione by zostały błędów elementarnych, wykrywalnych na pierwszy rzut oka.

    Wystarczy podstawowa wiedza o innych kulturach - ta z telewizji czy kolorowych czasopism, by sobie zdać sprawę, jak wiele zależy od wychowania i kultury. Każdy człowiek o elementarnej wiedzy, nawet niezbyt inteligentny, rozumieć powinien, że skoro wychowuje, to postawy nie przekazał genami. Każdy ksiądz chyba rozumie, że skoro kieruje owieczkami, to owieczki nie mają danej w genach wiedzy od razu. Gender wychodzi z tego miejsca. A krytyka - nagle cofa się w geny i zaprzeczanie wpływowi kultury.
    Można łatwo krytykę gender zrozumieć. Okazuje się nagle, jak wątłe - bo przypadkowe - są podstawy kultury, wielu zachowań, wielu twierdzeń Ducha Świętego! To jest BÓL dla katolików! Duch Święty nie miałby podstawowej wiedzy, zaprzeczał sam sobie? Lepiej nazwać to tajemnicą. Inne rzeczy mają być dobre, bo są stare, czyli tradycyjne. Czy błąd powtórzony przez 5 pokoleń jest mniejszy? Moim zdaniem jego trwanie sprawia tylko, że więcej rzeczy się popsuje. Nic nie jest prawdziwe na mocy tradycji.

    Nic nie jest także prawdziwe na mocy głosowania, woli większości. Jedynie w wąskich obszarach ścisłej nauki pogląd, który panuje, jest zarazem najlepiej uzasadniony. W świecie ludzi prostych pogląd panujący jest tym, który akurat trafił na dobry grunt (o, biblijna analogia), na ludzi podatnych. Zatem ani większość, ani tradycja, ani religia - nic nie stanowi w obliczu naukowego uzasadnienia dobrego argumentu. Stąd oczywisty sprzeciw środowisk konserwatywnych, czy religijnych czy nie.

    Póki konserwa jest w większości - można atakować gender. Gdy się dostanie odpór, to pojawia się fala mówienia o tolerancji. :) Ja powiem otwarcie, że tradycyjnego bełkotu nie toleruję, ale tu gender nic do rzeczy nie ma, to moja właściwość osobista. Kwestia wychowania w potrzebie prawdy, a nie komfortu bycia "normalnym".
    No, miśki, wyjeżdżam, to teraz możecie rzucić dowolną nieprawdą, a nie sprostuję.

  • Gość: [sakaki] *.adsl.inetia.pl

    Drogi ffh,

    gdyby tak jak twierdzisz ktoś narzucał to jak masz wychowywać dzieci, to nie miałbyś wyboru i nie byłoby tej dyskusji. Jeszcze nikt Ci nie narzuca i tak na prawdę nie istnieje miejsce na świecie, gdzie by narzucał. Spokojnie.

    Być może Ty nie dyktujesz córce czym ma się bawić i jak ubierać, ale uwierz mi są rodzice, którzy to robią, mówią, że coś dziewczynce/chłopcu nie wypada, kwestionują dlaczego się dziewczynka/chłopiec czymś interesuje. Na studiach uczyłam dzieci prywatnie, żeby dorobić i różne rzeczy słyszałam od rodziców i od samych dzieci - na przykład, że dziewczynki nie muszą się znać na obsłudze komputera, albo, że dobrze, żeby miały dobre stopnie z matematyki, ale to i tak się im do niczego nie przyda w życiu. A jak raz jeden chłopiec nie przykładał się i nie robił prac domowych i próbowałam z nim poważniej porozmawiać, czy nie uważa, że powinien pomagać rodzicom ucząc się, że dzieci też mają swoje obowiązki etc, to później dostałam upomnienie od jego matki, że on nie musi pomagać, że w domu pomaga jego siostra - siostra, podpowiem, nie miała problemów z nieprzykładaniem się do nauki i pomagała mamie w pracach domowych.

    Tak więc, drogi ffh, Ty być może nie pokazujesz córce, że jej rolą jest pomagać, a jednocześnie pozwalasz synowi (z tego co rozumiem z Twoich wypowiedzi nie masz takiej możliwości, bo nie masz syna) na wszystko w tym na lenistwo, jak opisana powyżej pani. Niemniej takie postawy się zdarzają (znam mnóstwo dorosłych facetów, którzy nie potrafią zrobić prania, a kanapka to szczyt ich kulinarnych możliwości, więc często wysługują się mamusią bądź dziewczyną). Twierdzenie, że Ty takiej postawy nie reprezentujesz jest czysto anegdotyczne, tak samo jak mój przykład, uczyłam może 20 dzieci, żadna to poważna próba statystyczna.

    To co piszesz o rekomendacjach WHO to oczywiście nieprawda, wystarczy ich rekomendacje przeczytać ze zrozumieniem. Nie ma tam nauki masturbacji, tylko ewentualne udzielenie informacji na ten temat, jeżeli to potrzebne - głównie piszą tam o zrozumieniu własnego ciała, poznaniu norm społecznych co wypada, a co nie, wytłumaczeniu czym jest bliskość i zrozumieniu własnych granic i nauczeniu się wyrażania sprzeciwu, jeżeli dziecko nie czuje się dobrze z jakimś kontaktem fizycznym z drugą osobą (dzieckiem lub dorosłym)
    Ten "jakże kontrowersyjny" dokument można przeczytać tu, niestety nie ma wersji po polsku (pewnie dlatego tak łatwo przypisywać mu różne fantastyczne treści):
    www.bzga-whocc.de/?uid=072bde22237db64297daf76b7cb998f0&id=Seite4486


    Pamiętam z przedszkola i podstawówki, że były "zabawy w doktora", "pokaż mi swoje, to ja pokaże ci moje", całowanie się w krzakach (głównie stanie z zamkniętymi oczami i czekanie na nie wiadomi co) i tym podobne. Dzieci są w jakimś tam ograniczonym stopniu świadome istnienia seksu, nawet gdy są bardzo małe i rekomendacje WHO mówią o tym, że powinno się im przekazać wiedzę na ten temat stosowną do ich wieku, żeby nie tworzyły sobie jakiś mitów na podstawie przypadkowych obserwacji.

    Być może Ty przekażesz córce wiedzę, która uchroni ją przed niechcianym kontaktem ze strony natarczywych osób stosujących nierzadko szantaż emocjonalny (oby nigdy takich nie spotkała); albo wiedzę, która uchroni ją przed konsekwencjami zbliżeń chcianych - takimi jak ciąża, czy choroby weneryczne. Jednak wielu rodziców nie przekazuje dzieciom tej wiedzy, a one same z ciekawości edukują się w Internecie. Fakt, że Ty jesteś jakiś, albo uważasz, że jesteś jakiś i coś robisz dobrze, to niestety ma się nijak do sytuacji dzieci, których rodzice wyraźnie inaczej traktują (często faworyzują) dziecko jednej płci, albo których rodzice nigdy nie porozmawiają z nimi o bliskości ani o seksie.

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Przytoczona tu Eliza Michalik "Nie ma żartów", "Szpile" - dobrze prowadzi rozmowy i jest otwarta na każdy(!) pogląd.

    (Niestety nie każdy tak jest w stanie uwzględnić w swym światopoglądzie np. tego, że przemoc dotyka tak samo kobiety, jak i mężczyzn, i że przy temacie gender należałoby mówić o co najmniej dwóch płciach biologicznych - bo przecież istnieje również trzecia płeć interseksualna - chociaż umysł ma otwarty, ale przecież lepiej być uparciuchem ... )

    Najlepsze rozmowy E. Michalik z Olgą Lipińską.

    Równie ciekawe jest "Krzywe zwierciadło" Kuby Wątłego.

    Oba programy na Superstacji.
    Póki co jedyny kanał, w którym można jeszcze posłuchać ciekawych dyskusji odnośnie tematów bieżących.

    A gender - płeć kulturowa wzięła się z obserwacji życia społecznego, zachowań.
    To ciekawe spojrzenie, ale tak jak ze wszystkim - zależy w jaki sposób zostanie przedstawione i odebrane.
    Jeżeli pojawia się jednostronne przedstawienie tego tematu, jego narzucanie innym - to oczywiście, że nie jest to postawa właściwa. Dotyczy to zwolenników i przeciwników.
    Akcja protestacyjna na sali wykładu otwartego tylko utwierdziła przeciwników w swoich przekonaniach. Ale nie można też powiedzieć, że akcja ta nie miała swojego uzasadnienia.
    Trzeba wreszcie stwierdzić, że wszystko, co nowe dla większej liczby osób spotka się z różnym przyjęciem. Tak jak z obiektem sztuki - u jednych wzbudzi zainteresowanie, u drugich sprzeciw/ brak zainteresowania, a trzecich postawi gdzieś po środku i będą widzieć wszelkie odcienie, skrajności przedstawianego tematu.

    Performatywność płci to mniej więcej tak jak z aktorem/aktorką i teatrem - wchodzenie w role. Ale nie każdy lubi teatr i nie każdy rozumie intencje twórcy. Tak było, jest i będzie.
    Trzeba mieć na uwadze, że NOWE może się tak samo podobać, jak i nie podobać.

    TRogaliński


  • Gość 178.73.8.*

    cóż, Finowie nie mają rozróżnienia na on/ona w języku i jakoś żyją, cóż za straszny gender. Dziękuję za dobry tekst

  • Gość: [Marcin] *.ip.netia.com.pl

    Błędem jest nazywanie tej ideologii terminem obcojęzycznym. Dla wielu ludzi nie posługujących się językiem angielskim brzmi to odstraszająco, nieznajomo, strasznie.
    Więc, jeżeli naprawdę Wam zależy na wprowadzeniu tej zasady w życie to proponuję zejść na poziom komunikacji i nazewnictwa w języku polskim. Wówczas 'gender' wypowiadane z ambony nie będzie mogło straszyć, jeżeli zastąpimy je 'równością płci.'

  • Gość: [gender srender] *.dynamic.chello.pl

    www.youtube.com/watch?v=5oGL7njQwrg

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Zgadzam się , że " Dla wielu ludzi nie posługujących się językiem angielskim brzmi to [gender] odstraszająco, nieznajomo, strasznie. "

  • bartoszcze

    @izakow
    Ależ ja się odnosiłem do pierwszego akapitu, a zwłaszcza jego trzech-czterech ostatnich zdań.

  • izakow2

    Bartoszcze, ale w całym artykule nie było nic o obronie ludzi, którzy przerwali wykład, w ogóle tego nie popieram.
    Po polsku gender to płeć kulturowa i niekiedy również to określenie jest stosowane. Oczywiście to ważne pytanie, czy lepiej używać terminu gender studies czy studia nad płcią kulturowa. Ja osobiście wolę to drugie.

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    @ gender srender - bardzo ciekawy ten film, a szczególnie ta końcowa konfrontacja z uczonymi.

    Poświęciłem niecałe czterdzieści minut, aby obejrzeć zalinkowany film i nie żałuję.

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Oczywiście, że nazwa "studia nad płcią kulturową" daje bogatszy obraz tej dziedziny.

  • bartoszcze

    w całym artykule nie było nic o obronie ludzi, którzy przerwali wykład

    OK, po prostu pierwszy akapit odebrałem jako krytykę możliwości przeprowadzenia wykładu, czyli pozycję w okolicy obrony przerywających.
    Nie ma sprawy.

  • Gość: [nonono] 91.187.253.*

    Panie staszak, coś za dużo tego "no" u Pana jak na inteligenta:) Ale proszę próbować nadal, praktyka czyni mistrza, ale trolować to też trzeba umieć

  • izakow2

    Hm, to chyba ja mogłabym powiedzieć: nie ma sprawy... ;)

  • Gość: [Pan albo Pani] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Dziękuję serdecznie za powyższy tekst!

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    "Czy taka historia sztuki ma w ogóle sens?"
    Nie ma i nie można też odciąć się od źródeł, które doprowadziły do współczesności, o czym w swoim tekście Iza również napisałaś.

    Warto wiedzieć, że od roku 2008 - jak zwykło się podawać - istnieje nowa dziedzina nauki:

    neurohistoria sztuki i to dopiero jest wyzwanie dla obecnego i nadchodzącego pokolenia nowych historyków, czy już bardziej neurohistoryków sztuki. Polecam zapoznać się z tematem. Pierwsze spotkanie polskich neurohistoryków sztuki, ogłoszenie manifestu miało miejsce w Toruniu 2013.

  • Gość: [x15] *.bakernet.com

    To przypomina sytuację z marksistowsko-leninowskim spojrzeniem na historię sztuki. Tam poddawano krytyce jałową, burżuazyjną historię sztuki, która próbowała na siłę zignorować klasowy kontekst. Mnóstwo zasłużonych osób, poważnych naukowców, krytykowało wtedy wszelkie próby klasowego spojrzenia na sztukę, pod różnymi pretekstami, nieudolnie maskując swoje prawdziwe czysto ideologiczne powody. Bo w sumie co było złego w tych teoriach? Co złego, że ktoś che się przybliżyć do prawdy, pogłębić temat?

  • annapopiel

    Wklejam kontrowersyjny fragment wykładu (o zatrudnianiu kobiet) :

    Elementem wyzwolenia kobiet w radykalnym feminizmie stają się te wszystkie narzędzia, które służą odebraniu kobiecie jej stereotypu ją zniewalającego, a zatem odebranie jej macierzyństwa i wychowania dzieci. Funkcji matki. I dlatego aborcja na żądanie, antykoncepcja, wolność seksualna, zatrudnienie kobiet, przetrzymywanie dzieci w żłobkach. To wszystko stanowi element owej propagandy radykalnego feminizmu.

    Szczerze mówiąc w pełnej wersji brzmi to jeszcze bardziej groteskowo niż w tej strasznie zmanipulowanej relacji GW. Co to jest w ogóle jest "radykalny feminizm" ?? To że niektóre kobiety chcą pracować i nie czują potrzeby posiadania dzieci?? No to już faktycznie terror. (uprzedając potencjalne docinki: ja mam dzieci i cieszę się, że jestem matką, ale nikomu nie narzucam co ma robić ze swoim ciałem i życiem, niezależnie od płci).

    Czy feministki postulują przymusową karierę zawodową zamiast wychowywania dzieci? Przecież to właśnie ruchy feministyczne walczą między innymi i o to by kobiety, które nie pracują a wychowują dzieci i zajmują się domem, miały prawo do godziwej emerytury, o dobrą opiekę medyczną dla kobiet w ciąży.. .

    Chodzi o równouprawnienie i o wolny wybór, o walkę z dyskryminacją i z przemocą (choć za pewne przeciwnicy gender studies powiedzą
    "facet już tak ma że bije kobiety (biologicznie). a kobieta biologicznie już tak ma że pada ofiarą gwałtu i nie warto temu przeciwdziałać".

    Bardzo jestem ciekawa jak pani K. Staszak "osobiście doświadcza dyskryminacji ze strony "oświeconych" feministek a nie zwolenników tradycyjnego modelu rodziny"

  • annapopiel

    Wracając do historii sztuki, w październiku ostatni raz (do odwołania ;) kupiłam Arteon, gdyż jego zawartość po raz kolejny mnie rozczarowała :

    .We wstępniaku pan Bernatowicz pisze " Andrzej Biernacki przygląda się twórczości artystów nominowanych do nagrody Spojrzenia" - otóż nie!, w krótkim tekście pan Biernacki przygląda się sztuce którą chciałby widzieć (zamiast tej prezentowanej), co najwyżej lakonicznie i z niechęcią podsumowując nominowanych artystów.
    Krytyczne spojrzenie? Hmm jak najbardziej, tylko dlaczego w każdym numerze, w dwuch artykułach (drugi standardowo o wałkach pieniężnych i monotematyczności instytucji sztuki)? Jednak kupując pismo o sztucę, chciałabym czytać o sztuce...

    Kolejna rzecz: "okładkowy" artykuł o Fridzie Kahlo ( autorstwa, jak pisze Pan Bernatowicz "specjalistki od sztuki kobiet" p.Karoliny Staszak. ) który jest tak naprawdę trochę kąśliwą polemiką z artykułem Pawła Leszkowicza o Jerzym Beresiu i Marii Pinińskiej O_o, przy czym twórczość Kahlo omawiana jest gdzieś na marginesie i na siłe.

    Recenzja wystawy "In God we trust" p. Bernatowicza, gdzie co łatwe do przewidzenia, krytykowane są dzieła "bluźniercze", a chwalone te odwołujące się pozytywnie do chrześcijaństwa (akurat wyjątkowo zgadzam się z oceną tych prac, chociaż pewnie z zupełnie innych przyczyn niż pan redaktor).

    Do tego któryś z kolei artykuł o Mitoraju......... czasem coś o The Krasnals - najwyraźniej jedynych wartych uwagi polskich artystach współczesnych według redakcji... I to by było na tyle jak chodzi o ostatnie wydania Arteonu : monotematyczność. Mam wrażenie jakbym czytała w kółko ten sam numer.

    Pozdrawiam

  • izakow2

    Pani Anno, bardzo dziękuję za ten fragment wykładu, właściwie to sama ideologia, oszczerstwa i kłamstwo. tak, jak już pisałam, ciekawe, jak to się dzieje, że wiele z tych "radykalnych feministek" jest matkami i w dodatku dobrze się w tym spełniają. Pewnie dla tego pana jest to zupełnie nie do pomyślenia. Ja tez już od dawna nie czytam "Arteonu"...
    Neurohistoria sztuki to temat interesujący, choć kontrowersyjny. Można tez postawić pytania o twarde dowody.

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl



    "Neurohistoria sztuki to temat interesujący, choć kontrowersyjny. Można tez postawić pytania o twarde dowody."

    Ale każdy rodzaj nauki wymaga twardych dowodów i na tym polega nauka, aby te dowody pozyskiwać i na ich podstawie przeprowadzać dalsze badania naukowe.

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Pani Anno,

    "To że niektóre kobiety chcą pracować i nie czują potrzeby posiadania dzieci?? No to już faktycznie terror. (uprzedając potencjalne docinki: ja mam dzieci i cieszę się, że jestem matką, ale nikomu nie narzucam co ma robić ze swoim ciałem i życiem, niezależnie od płci).

    Czy feministki postulują przymusową karierę zawodową zamiast wychowywania dzieci? Przecież to właśnie ruchy feministyczne walczą między innymi i o to by kobiety, które nie pracują a wychowują dzieci i zajmują się domem, miały prawo do godziwej emerytury, o dobrą opiekę medyczną dla kobiet w ciąży.. . "

    Zgadzam się z Panią.

    "Kolejna rzecz: "okładkowy" artykuł o Fridzie Kahlo ( autorstwa, jak pisze Pan Bernatowicz "specjalistki od sztuki kobiet" p.Karoliny Staszak. ) który jest tak naprawdę trochę kąśliwą polemiką z artykułem Pawła Leszkowicza o Jerzym Beresiu i Marii Pinińskiej O_o, przy czym twórczość Kahlo omawiana jest gdzieś na marginesie i na siłe. "

    Tak. Napisałem tekst do Arteonu względem tego artykułu. List został wydrukowany w listopadowym numerze, a pani K. Staszak udzieliła odpowiedzi. Ale i na tą odpowiedź napisałem odpowiedź, którą można przeczytać tutaj:

    rzezbatomka.blogspot.com/2013/11/odpowiedz-na-odpowiedz-z-arteonu.html

    Pozdrawiam


  • Gość: [staszak] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    @annapopiel, jeśli o Mitoraju napisaliśmy "któryś z kolei artykuł" to ja nie wiem gdzie pracuję :) piszemy o różnych artystach, w grudniowym numerze występują - Hilma Aft Klint, Etam Cru, Tara von Neudorf, Malewicz, młode malarstwo.. więc gdyby faktycznie chciała Pani poczytać o sztuce to trochę tego jest :) Co do mojego artykułu o Fridzie, nie będę tłumaczyć się z braku czołobitnego stosunku do twórczości tej artystki. Jest tyle tekstów na temat twórczości Fridy, że nie widziałam sensu powtarzania raz jeszcze ochów i achów :) A komentarze Andrzeja, w których zwraca on uwagę na istotne problemy trawiące światek artystyczny to góra 5 % zawartości Arteonu, o sztuce jest cała reszta :) Oczywiście szkoda, że tracimy jednego czytelnika, ale bilans i tak jest dodatni. Zaspakajając Pani ciekawość odnośnie dyskryminacji - zwolennicy tradycyjnego modelu rodziny na ogół szanują moje zdanie i moje wybory. Nie zarzucają mi np. niesamodzielnego myślenia kiedy z czymś się nie zgadzam, a "oświecone" feministki i feminiści właśnie to robią tylko dlatego, że często występuje z pozycji konserwatywnej - zarzucają, że powtarzam nie swoje myśli i nie mam własnych poglądów, czym próbują mnie zdyskredytować. (Podobnie złośliwe komentarze o trollowaniu i o tym, że niby nie potrafię pisać są świadectwem tego jak "oświeceni" czytelnicy strasznej sztuki traktują osoby o odmiennych poglądach). Przy czym, (ktoś tu zarzucił mi zasłuchanie i zapatrzenie w księży..) ja nawet nie jestem katoliczką (od 10. roku życia nie chodziłam na religię i oczywiście nie przystąpiłam do sakramentu bierzmowania a moje dzieci na pewno nie zostaną ochrzczone). Już mnie trochę żenuje ta sytuacja, w której muszę się bronić w taki sposób przed oskarżeniami o brak samodzielnego myślenia. Swego czasu bardzo dobrze znałam historię kościoła, przez co nabrałam sporego dystansu do tej instytucji, jednak daleko mi do głupiego antyklerykalizmu.
    @TRogaliński, pod tym adresem jest nagrany cały wykład www.fronda.pl/a/obejrzyj-wyklad-ks-bortkiewicza-ktory-chcieli-uniemozliwic-genderowcy,32516.html
    Ks. profesor wyraźnie zaznaczył, że patologie w rodzinie są stare jak świat, więc nie zamierza oskarżać o nie gender. W jego krytyce gender chodzi o to, że ta ideologia oferuje niebezpieczną w dłuższej perspektywie wizję człowieka. A w praktyce, jeśli gender wchodzi do przedszkoli pod postacią programów równościowych, po prostu zagraża prawidłowemu rozwojowi dzieci, może powodować poważne problemy tożsamościowe (mówić dzieciom, że tożsamość płciowa zależy od kultury to niepoparta naukowo bzdura, której mała osoba nie potrafi krytycznie ocenić..) oraz prowadzi do seksualizacji maluchów (zalecenia WHO aby dzieciom do lat 4 pokazywać jak można czerpać seksualną przyjemność z dotykania swojego ciała!). Nie wydaje to się Państwu groźne? Współcześnie młodzież z programów typu Warsaw Shore wciąż wydaje się marginesem ale strach pomyśleć co wyrośnie z dzieci, które przejdą tego typu edukacje seksualną. A społeczeństwo, dla którego sensem życia jest bzykanie to głupie społeczeństwo podatne na manipulacje. Myślę, że o takich sprawach warto byłoby rozmawiać a nie udawać, że nie ma problemu. Stawka (przyszłość dzieci ale i cywilizacji) jest wysoka.
    Pani Izo, pisać o społecznych uwarunkowaniach kształtowania się karier artystycznych można i bez gender. Nochlin w artykule "Dlaczego nie było wielkich artystek?" po prostu rozsądnie zgłębia historię, o gender ani słowa. Na tym właściwie polega tradycyjna historia sztuki.. Fakt, prace feministek typu Nochlin otworzyły oczy na pomijane dotąd kobiety - dla mnie super. Ale gender to już inna bajka - niepotrzebna do tego by pisać o twórczości kobiet. Podobnie jak gender nie jest potrzebne to po żeby mąż/partner opiekował się dzieckiem w podobnym wymiarze godzin co żona/partnerka, ani po to żeby facet mył gary. Podział obowiązków wynika z miłości i szacunku. Wreszcie, róbcie sobie co chcecie, studiujcie co uważanie, ale proszę (i taka prośbę wyraża skrytykowany przez Panią list) nie cenzurujcie debaty!

  • Gość: [staszak] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    A także, nie zbywajcie śmiechami zagrożenia jakie odczuwamy kiedy sprawa dotyczy nie tylko Państwa dzieci! I może jeszcze fragment wpisu od Piotra, który znalazł czas żeby raz jeszcze przesłuchać wykład:
    "A co powiedział rzeczywiście Bortkiewicz? Wspomniał o kwestii zatrudnienia kobiet w kontekście założeń radykalnego feminizmu. Był to margines jego wykładu i - jak zaznaczył nie chciał rozwijać tej kwestii zbyt szczegółowo. Powiedział tak:
    Elementem wyzwolenia kobiet w radykalnym feminizmie stają się te wszystkie narzędzia, które służą odebraniu kobiecie jej stereotypu ją zniewalającego, a zatem odebranie jej macierzyństwa i wychowania dzieci. Funkcji matki. I dlatego aborcja na żądanie, antykoncepcja, wolność seksualna, zatrudnienie kobiet, przetrzymywanie dzieci w żłobkach. To wszystko stanowi element owej propagandy radykalnego feminizmu.
    To już brzmi inaczej zatrudnienie kobiet to jeden z postulatów radykalnego feminizmu, służący wyzwalaniu jej ze stereotypowej roli matki. Tak można to zrozumieć.

    A co mówią o tym same radykalne feministki?
    Zatrudnienie kobiet (...) to nieodłączna część drogi do wyzwolenia kobiet z kleszczy domowego zacisza (). (codziennikfeministyczny.pl/marksizm-emancypacja-kobiet/)

    Czyli Bortkiewicz nie zmyśla.

    Jest różnica między mówieniem o zatrudnieniu kobiet jako postulacie emancypacji kobiet w radykalnym feminizmie a głoszeniem, że zatrudnianie kobiet jest przyczyną rozpadu rodziny.
    Co więcej, Kowalczyk kwituje wykład Bortkiewicza jednym zdaniem, tym bardziej znaczące jest to przekłamanie, służące wykazaniu oszołomstwa wykładowcy.

    Ale skąd się to wzięło? Nie sądzę, by Iza Kowalczyk zapoznała się z treścią wykładu. Prawdopodobnie zapoznała się natomiast z artykułem opublikowanym w Gazecie Wyborczej. Tam właśnie odnajdujemy podobną redukcję treści wykładu do jego marginalnego elementu.

    Wykład "Gender - dewastacja człowieka i rodziny" na poznańskim Uniwersytecie Ekonomicznym wygłaszał w czwartek wieczorem ksiądz prof. Paweł Bortkiewicz. - Gender wiąże się z radykalnym feminizmem, który opowiada się za aborcją, zatrudnianiem kobiet i przetrzymywaniem dzieci w żłobkach - mówił do zgromadzonych.
    Cały tekst: poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,15084132,Policjanci_z_palkami_i_paralizatorami_interweniowali.html#TRrelSST#ixzz2nGQ5Hfra

    Zauważmy, że autor w GW dokładniej zacytował Bortkiewicza, ale jako reprezentatywną dla wykładu wybrał myśl marginalną. To po pierwsze. Pod drugie wyłączając z kontekstu ukierunkował taki jej odbiór, jaki widzimy już w tekście Izabeli Kowalczyk: zatrudnienie kobiet - gender dewastacja rodziny. No i gotowe".

  • Gość: [panna_turkus] *.lublin.mm.pl

    bardzo trafny tekst. dziękuję
    (matka w drugiej ciąży i feministka)

  • Gość: [marlena przybył] *.fbx.proxad.net

    abstrahując od kontekstu (ksiądz na uczelni, przerwany wykład, policja), mam po pytaniu do każdej ze stron.

    "wielu z nas do teorii gender odnosi się krytycznie, bowiem jest ona oparta na dyskusyjnych hipotezach" - o jakie konkretnie hipotezy chodzi? (pytam więc o jak najbardziej pierwotne założenia. płynące z nich wnioski dla organizacji życia społecznego, np. kiedy się masturbować i kto ma o tym decydować, to inny obszar rozważań.)
    jak zgrabnie streszcza powyższy artykuł, w obrębie historii sztuki perspektywa gender wniosła wiele dobrego. choć zarazem - to chyba oczywiste? - perspektywa ta naświetla jedynie pewien aspekt sztuki, w żadnym razie nie wyjaśniając wszystkich jej aspektów czy jej jako takiej. i drugie "zarazem" - choć posługiwanie się pojęciem "płci kulturowej" wyjaśnia pewne zjawiska z historii sztuki, to nie znaczy to jeszcze, że ci którzy poddają pod wątpliwość założenia leżące u podstaw tego pojęcia, nie mają racji.
    "wielu z nas do teorii gender odnosi się krytycznie, bowiem jest ona oparta na dyskusyjnych hipotezach" - powtórzę, o jakie konkretnie hipotezy chodzi?
    niestety nie bardzo mam możliwość zapytać o to bezpośrednio samych autorów cytowanego wyżej listu, pytam więc tą drogą.

    by podsumować ten wątek, pisze Pani, Pani Profesor: "Zastanawiam się przede wszystkim, co jest dyskusyjnego w teoriach o kulturowej tożsamości płci w kontekście historii sztuki?". może i w kontekście historii sztuki nic (choć gdyby dobrze poszukać, pewnie i tu znaleźliby się badacze, którzy w jakichś skrajnych analizach przekroczyli daleko granice naukowości). ale nie o tym kontekście napisano w przytoczonym przez Panią liście, ale o "dyskusyjnych hipotezach" teorii gender jako takiej, jeśli dobrze rozumiem. czyli mniej więcej o tym, o czym traktuje wspomniany przez Panią w komentarzu film norweskiego komika. "Każdy ma prawo uważać, że gender nie ma podstaw naukowych lub jest dyskusyjne, proszę jedynie o uzasadnienie i może niekoniecznie w stylu norweskiego komika" - a dlaczego odrzuca Pani Profesor przedstawioną w tym filmie argumentację? przyznam, że dla mnie, mimo jak najgorętszych feministycznych sympatii, ten film dobrze ukazuje obszar owych "dyskusyjnych hipotez". o konkrety poprosiłam - ale to już nie prośba do Pani - wyżej.

    nie uważam więc, by hipokryzją było korzystanie z teorii gender w takim wymiarze, w jakim ona dobrze działa i zarazem stawianie pod znakiem zapytania jej ogólnych założeń (zapewne zresztą tych w skrajnej formie, bo nikt chyba nie dyskutuje z tym, że płeć kulturowa istnieje, lecz z jej ewentualną całkowitą niezależnością od biologicznej).
    z drugiej strony (i może tak należało to ująć) hipokryzję poznańskich historyków widzę jednak jak najbardziej w bacznym, uczciwym przyglądaniu się założeniom jednej teorii, a przyklaskiwaniu obecności na uczelni innej, ewidentnie ideologicznej. ale pozycja Kościoła w Polsce to już inny wątek.


    PS
    konferencja na temat neurohistorii sztuki w Toruniu dobrze pokazała, że są to badania w bardzo początkowej fazie, generalnie, póki co, brak jakiegokolwiek wspólnego języka. nie było tam bodaj ani jednego prelegenta, który znałby się zarazem na obu dziedzinach (poza zaproszonym Johnem Oniansem, nawet prof. Duch, wspaniały badacz, zaliczał wpadki - z historii sztuki, a wykład sprawiał wrażenie przygotowanego na kolanie, zapewne z grzeczności). obiecujące były ze dwa, trzy wystąpienia (dr Komedziński, inne już uleciały z głowy), reszta - albo banały, albo bełkot. i co najgorsze i najdziwniejsze, dlaczego nie zaproszono do udziału psychologów poznawczych?? rzeczy, które są dla nich oczywiste, na tej konferencji były rysującymi się jeszcze gdzieś bardzo daleko punktami dojścia.

    z pozdrowieniami!

  • izakow2

    Pani Karolino Staszak, co Pani tutaj wypisuje, że teorie Nochlin oraz gender to zupełnie inne bajki???? Nochlin otworzyła badania genderowe w historii sztuki akcentując znaczenie uwarunkowań kulturowych płci dla badań nad sztuką! (faktem jest, że badania te określamy najczęściej jako feministyczną historię sztuki, ale zarazem wpisuje się ona w to, co określa się jako gender studies)! Gender nie jest żadną ideologią, jak wmówił to Pani Pan Bortkiewicz, ale kategorią badawczą.

  • Gość: [annapopiel] *.play-internet.pl

    @Karolina Staszak
    Chyba nie wyraziłam się jasno ale zupełnie nie chodziło mi o "ochy i achy" nad Fridą (tego było aż za dużo, zwłaszcza po filmie z Salmą Hayek, po którym twórczość Fridy była maglowana na prawo i lewo, niekoniecznie przez ludzi zajmujących się sztuką). Zgadzam się z tym co napisał p.Rogaliński w swojej odpowiedzi.

    Zaś co do gender; nie wiem z jakimi feministami ma Pani doczynienia, ale ludzie są różni niezależnie od poglądów: są ludzie o konserwatywnych poglądach i jest np.Wojciech Cejrowski, są feminiści/feministki i ludzie którzy podając się za takowych jednocześnie gardzą wszystkimi kobietami oprócz tych bezdzietnych robiących karierę w korporacij... tyle że to nie jest feminizm (podobnie jak "samospalenia pod klinikami aborcyjnymi" czy palenie tęczy do których nawołuje cejrowski nie są raczej esencją chrześcijaństwa...)
    Winne temu są przede wszystkim media , którym opłaca przedstawiać się skrajne poglądy, bo to nabija oglądalność. I tak zamiast dialogu jest walka katoli z lewakami.

    Przerażają Panią ludzie z reality show, a nie dostrzega Pani , że oni właśnie są produktem krzywdzących stereotypów na temat płci! Przecież to żywa lalka-barbie i ken. Kobieta- przedmiot pożądania i mężczyzna- mięśniak. Właśnie dlatego wychowanie równościowe jest potrzebne.

    Prosty przykład; porównanie zabawek dla chłopców i dziewczynek (link co prawda z portalu rozrywkowego, ale pokazuje faktyczny problem) :
    joemonster.org/art/21738/Zabawki_z_jasnym_przeslaniem
    Na tym etapie rodzi się dyskryminacja; skoro kultura przekazuje chłopcom komunikat, że "dziewczyńskie" zajęcia są gorsze i uwłaczające; a dziewczynkom, że powinny się skupić na wyglązie, a nauka jest dla chłopców. "chłopcy muszą się wyszumieć" (dziewczynki nie muszą?) "dziewczynkom nie przystoi takie zachowanie".

    Poza tym nikt nie chce "mówić dzieciom, że tożsamość płciowa zależy od kultury". Ten program jest przystosowany do maluchów, oparty na zabawie.

    Pan Bernatowicz którego Pani cytuje, przytacza fragment z codziennika feministycznego, oczywiście wyrwany z kotekstu, a myśłałam, że brzydzi się Pani manipulacją. Poza tym nie widzę w nim nic niepokojącego w wyrażeniu "wyzwolenie kobiet z kleszczy domowego zacisza". Kobiety, które pracują a wolałyby być w domu mogą chcieć "wyzwolić się z kleszczy zatrudnienia" i też będzie ok. Chodzi o wolny wybór i świadomość swoich praw.

    Pozdrawiam

  • Gość: [Realista] *.191-133-109.adsl-dyn.isp.belgacom.be

    Stek gender-bzdur :( tylko dlatego ze stwierdzisz ze cos ma podstawy naukowe wcale tak sie nie stanie. To zaklinanie rzeczywistości . Bzdury, bzdury i jeszcze raz bzdury.

  • izakow2

    Realista - to się nazywa argumentacja! Poza tym nie jesteśmy na "ty".
    Pani Staszak - jeszcze jedna rzecz, co pojawia się nowy cytat z Botkiewicza, to robi się ciekawiej! Przecieram oczy ze zdumienia i nie wierzę, że ktoś może mówić publicznie takie bzdury. Po pierwsze widać, że nie rozróżnia on między gender (czyli teorią) a radykalnym feminizmem (który można uznać za ideologię, ale też za praktykę).
    Natomiast gadanie, że feministki chcą odebrać kobietom macierzyństwo i wychowanie dzieci, to jest totalne nieporozumienie, o czym wielokrotnie w komentarzach była już mowa. Sama pisałam o tym, że wiele feministek to również matki (czy uważa Pani, że odbiorą sobie same macierzyństwo w imię feminizmu????). Raczej walczą m.in. o żłobki i przedszkola, o godziwą opiekę dla kobiet w ciąży, o rzetelną edukację dla swoich dzieci, o docenienie pracy domowej itp.
    Pani Marleno, wykładam na genderach z przerwami od ok. 15 lat, wiem, że teorie feministyczne się zmieniają, że niektóre stoją do siebie w sprzeczności, gdyż w ramach gender studies występują bardzo różne opcje. Mało kto obecnie chce np. rozmawiać o tzw. nowym feminizmie czy teologii feministycznej, bo to niewygodne w zajadłych atakach na gender. Dlaczego więc miałabym przyjąć się tym, co robi norweski komik?
    Jest jeszcze jedna sprawa, o której nikt nie wspomnina w komentarzach, a na którą zwrócił mi uwagę ktoś na facebooku - ataki przedstawicieli kościoła na gender to w gruncie rzeczy próba odwrócenia uwagi od problemu pedofilii w KK. To rzeczywiście bardzo sprytne posunięcie.

  • Gość: [ffh] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Bardzo fajnie byłoby rozróżnić "gender studies", czyli naukę opierającą się na mocnych, solidnych podstawach od ideologii. Naukowiec powinien (przynajmniej od czasu do czasu) pracować razem z biologami, genetykami by móc lepiej określić które nasze zachowania są w większym stopniu kształtowane przez kulturę, a które przez płeć i geny.

    Genderowy ideolog opiera się na aksjomacie, że czegoś takiego jak płeć i geny w zasadzie nie ma, a wpływ tych czynników na nasze życie jest pomijalny. Na tej podstawie buduje cały system wartości i działań, które następnie są krytykowane przez takich ludzi jak ks. Bortkiewicz.

    Przy odrobinie dobrej woli można rozróżnić te dwa pojęcia, pamiętając że przejście między nimi może być płynne - tak samo, jak kostka lodu poddana działaniu temperatury w którymś momencie rozpuszcza się i zaczyna parzyć.

    Wyczyny norweskiego komika są intrygujące, bo bardzo wyraźnie pokazuje on różnicę między nauką a ideologią.

  • izakow2

    ffff - Proszę mi wskazać publikację z zakresu Gender Studies, w której neguje się płeć i geny!

    Nawet najbardziej radykalna teoretyczka J. Butler pisze o tych kwestiach jedynie na poziomie językowym (czyli np., jakim językiem i w jaki sposób mówimy o płci i genach).

    Oczywiście wielu naukowców spiera się o to, co jest bardziej dominujące - geny czy wychowanie, ale z drugiej strony - to są spory, które daleko wychodzą poza samo gender.
    Np. wspomniany przeze mnie we wpisie G. Kubler, choć z gender nie miał nic wspólnego, twierdził w w ważnej dla historii sztuki książce "Kształt czasu" (oryg. 1962), że wychowanie jest ważniejsze niż geny.
    A np. z mojego p-ktu widzenia te spory są zupełnie jałowe, ale musiałabym chyba kompletnie upaść na głowę, żeby zanegować płeć, geny itp.
    Po prostu mamy do czynienia z następnym mitem na temat gender, rozpowszechnianym m.in. przez norweskiego komika i księdza Bortkiewicza.

  • Gość: [ffh] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Ja nie jestem specem, ale trochę poszukałem i...

    www.markedbyteachers.com/international-baccalaureate/anthropology/discuss-cultural-differences-in-gender-the.html

    moje wolne tłumaczenie samego nagłówka:
    "Determinizm kulturowy" (pogląd, że gender jest określony tylko przez kulturę) został po raz pierwszy zaproponowany przez Margaret Mead...

    The 'cultural determinism' view (that gender is solely determined via our culture) was first proposed by Margaret Mead

    Praca z lat 70-tych dwudziestego wieku.

  • Gość: [cerebralshunt] *.ssp.dialog.net.pl

    >> ffff - Proszę mi wskazać publikację z zakresu Gender Studies, w której neguje się płeć i geny!

    a mogę ja???

    "labeling someone a man or a woman is a social decision. We may use scientific knowledge to help us make the decision, but only our beliefs about gender not science can define our sex. Furthermore, our beliefs about gender affect what kinds of knowledge scientists produce about sex in the first place."

    Fausto-Sterling, Anne (2000). Sexing the body: gender politics and the construction of sexuality, p3

  • izakow2

    No to sam Pan widzi, jakie to jest stare. Faktycznie poglądy Margaret Mead mają znaczący wpływ na gender studies, ale, jeśli się Pan wczyta w jej teorie, to zobaczy Pan, że nigdzie nie podważa ona faktu płci biologicznej, pisze tylko o tym, jak czynniki kulturowe determinują role płciowe w społeczeństwach określane jako prymitywne (oczywiście w antropologicznym "raju" Papui Nowej Gwinei).
    Zresztą poglądy Mead jeszcze bardziej wpłynęły na samą na antropologię, a przecież nikt akurat tej dziedziny nie kwestionuje.
    Jak starałam się Panu pokazać problem myślenia o kulturowym determinizmie (przykład historii sztuki i Kublera, zresztą bardzo zabawne poglądy w tej dziedzinie pojawiały się w XIX wieku na temat determinizmu geograficznego, ale to już temat na inną dyskusję) jest dużo szerzy niż same teorie gender. I jak napisałam, obecnie nikt przy zdrowych zmysłach, nie zaneguje faktu płci biologicznej czy genów.
    Choć owszem są i teorie, że na geny i ich przekazywanie w znaczący sposób wpływają czynniki kulturowe. Ale znowu - nie jest to przedmiot badań studiów nad płcią kulturową, tylko samych genetyków. Zajmują się tym również antropolodzy biologiczni oraz psycholodzy ewolucyjni.
    A z drugiej strony - niektóre teoretyczki, które zajmują się też kwestiami gender stawiają śmiałe tezy, że to to natura jest motorem ewolucji kulturowej...

    Jak to w nauce - wiele hipotez i namysł nad tym, od której strony ugryźć człowieka ;)

    Cieszę się, że Pan napisał - "nie jestem specem", bo na tym własnie polega problem, że wiele osób, nie mając żadnego pojęcia na temat tego, czym zajmują się studia genderowe formułuje takie opinie, jakby każdy z nich był super specjalistą w tej dziedzinie. Czy byłby Pan równie odważny w formułowaniu zarzutów, gdyby chodziło o wymienione tu dziedziny nauki: antropologię, zarówno kulturową, jak i biologiczną, genetykę czy też psychologię ewolucyjną???

  • izakow2

    A drugiej osobie, która pisze, "czy mogę ja?" (Oczywiście, każdy może :), powiem tak: sama nie czuję się super specem od gender, ale coś tam wiem, to nazwisko słyszę pierwszy raz. Ten wyrwany fragment zinterpretowałabym hipotetycznie jako popłuczyny po teoriach Butler i tym samym - jako skupienie się na języku, w którym mówimy o płci i seksualności. Ale to znowu jest szerszy problem, związany w ogóle z naukami humanistycznymi i społecznymi, które w pewnym momencie doszły do wniosku, że wszystko dzieje się w naszym języku i opisie rzeczywistości. Obecnie odchodzi się od tego myślenia, zwracając się w stronę realności (oczywiście, że ten fragment tę realność zupełnie zawiesił). To nie tylko problem gender studies, ale też tak tradycyjnej nauki, jak historia.

  • izakow2

    Powiem Państwu jeszcze jedno - to wszystko, o czym piszę jest potworną porażką polskiej nauki - niesamodzielnej, wtórnej i odtwórczej, a także braku etosu naukowca, który po 1989 roku w żaden sposób nie został podany do dyskusji. Liczy się jedynie wpisywanie się w hierarchie, znajomość swojego miejsca w szeregu, nie wychylanie się, myślenie stadne, karierowiczostwo. Tym trudniej przebić się tak niepopularnym dziedzinom, jak gender studies, takie akurat można walić, ile wlezie, bez jakichkolwiek konsekwencji. I może niektórych z Państwa zaskoczę, ale jestem przekonana, że wynika to z tego, że polski uniwersytety tkwią w zaklętym kręgu PRL-owskich reguł gry. A te reguły degenerują...

  • Gość: [cerebralshunt] *.ssp.dialog.net.pl

    Ejże! Pani Izo! Pani Fausto-Sterling jest jedną z najbardziej znanych "badaczek" gender - odsyłam do wikipedii.

    Napisała Pani "Proszę mi wskazać publikację z zakresu Gender Studies, w której neguje się płeć i geny!" opatrując to wykrzyknikiem, więc wskazuję. Odpowiednio sprowokowany wskażę nie jedną taką publikację ale 2, 4, 10 czy nawet 100. Więc proszę się nie wycofywać rakiem i nie bagatelizować pani FS, tylko spojrzeć prawdzie w oczy. Chyba że Pani nadal je "przeciera ze zdumienia i nie wierzy, że ktoś może mówić publicznie takie bzdury".

    Cytat jest faktycznie wyrwany z kontekstu, z tym że kontekst jest dokładnie taki, jak to wynika z cytatu. Odsyłam do tekstu źródłowego lub opracowań.

    c
    (wyprzedzając i ułatwiając ataki ad personam napiszę o sobie: biały, heteroseksualny mężczyzna, nauki ścisłe, niewierzący, a mimo to zacofany)

  • Gość: [ffh] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    O zgrozo... może i jest to stare, ale dokładnie to samo (jak w przetłumaczonym przeze mnie fragmencie) uslyszałem w tym słynnym norweskim filmie, z ust przedstawicieli Institute of Gender Studies. I to nie był film sprzed czterdziestu lat a to, co tam zobaczyłem to właśnie ideologicznie umotywowana negacja wpływu płci i genów.

    To rodzi pewien dysonans poznawczy, który prowokuje mnie do postawiena trzech kluczowych pytań
    1. co jest podmiotem dyskusji?
    2. czy podmiot dyskusji istnieje?
    3. czy prace zahaczające o gender daje się prowadzić źle i wyciągać z nich zbyt daleko idące wnioski?

    Podmiot dyskusji nieustannie umyka właśnie ze względu na brak woli do rozróżnienia między "ideologią gender" a "gender studies". Ja próbuję tutaj jakoś tą granicę nakreślić, ale jak widać jest to zaskakująco skomplikowane. Może to efekt połączenia nieco rozmytych nauk humanistycznych z brakiem dobrej woli.

    Sam pomysł, żebym szukał wśród "gender studies" przejawów tego, co nazwałbym "ideologią gender" wydaje mi się chybiony. Równie dobrze mógłbym szukać błędów obliczeniowych w pracach Riemanna, Cauchy'ego czy Fichtenholza.

    Nasz nieuchwytny podmiot najprawdopodobniej materializuje się w zupełnie innym miejscu, jedynie z lekka inspirując sie rzetelnymi pracami z zakresu gender studies.

    Ks. Bortkiewicz mówi o tym, że gender przeszedł z płaszczyzny naukowej, opisowej do wdrożeniowej i politycznej. Tak więc prace z zakresu gender studies wydają się złym miejscem do rozpoczęcia poszukiwań.

  • izakow2

    Ejże panowie ;), ja chyba wyraziłam się jasno, nie odwracajcie kota ogonem, ale, jeśli musicie, proszę o ustosunkowanie się do moich argumentów, a nie odnoszenie się do argumentów komika z Norwegii, ciotki Wikipedii, wujka google'a czy też księdza, któremu coś się wydaje. Jak od lat wykładam gender studies, w życiu nie wpadłabym na pomysł zanegowania - już mitycznych w tej dyskusji - płci i genów. Panie fff - właśnie o to mi chodz:i komizm to nie nauka, a nauka to nie komizm (choć w polskim wydaniu - czasami tak). A myśli pan, że w ogóle istnieje podmiot tej dyskusji? Bo ja w to nie wierzę ;) Pan już sam nie wie, czy chodzi o gender studies czy ideologie gender, a zapewniam Pana, że jedno nie ma nic wspólnego z drugim (mity, mity, mity...) i jestem przekonana, że chodzi o zupełnie inne kwestie.

  • Gość: [ffh] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    od mojego komentarza nr 1 w ramach tego wątku staram się rozróżnić te pojęcia i wskazać, że podmiot dyskusji leży gdzie indziej i nie należy utożsamiać problemu z gender studies.

    Przeszukiwanie prac naukowych pod tym kątem wydaje mi się chybionym pomysłem ponieważ - moim skromnym zdaniem - problem powstaje na płaszczyźnie politycznej, wdrożeniowej, rewolucyjnej a nie naukowej.

    Ja mogę stwierdzić, że gdyby dokonania antropologii czy psychologii ewolucyjnej w podobny sposób przekuwać na działania natury politycznej / wdrożeniowej / rewolucyjnej budzily by one takie same kontrowersje. Może łatwiej byłoby o nich dyskutować, bo same terminy "antropologia" czy "psychologia" są mocno zadomowione w języku i pewnie łatwiej byłoby dojść do tego "co autor ma na myśli".

    Proszę również przestać się zasłaniać komikiem, człowiek zadał pytania, odpowiedzieli mu przedstawiciele Institute of Gender Studies i to ich wypowiedzi tutaj przywołuję. Komik nie przestaje być człowiekiem myślącym i - skoro go zainteresował temat - ma prawo go drążyć i pytać.

    Argument typu "spytał komik więc nieważne kto i co odpowiedział" nie jest na miejscu. Jeśli akceptujemy ideę, że człowiek może sobie zdecydować, że zmienia gender na męski/żeński to tym bardziej należy pogodzić się z faktem, że komik z zawodu może zrobić coś zupełnie poważnego.

  • Gość: [starszak1] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Mózg ma płeć. Od 8 tygodnia życia płodu (dla wątpiących, polecam Luize Brisandine"Mózg kobiety" i "Mózg mężczyzny", przy czym faktycznie, w tej pierwszej książce jest znacznie więcej treści - i jak z tej treści wynika, to nie przypadek). To oznacza, że każdy mózg (kobiety i mężczyzny) pracuje w inny sposób, czy nam to się podoba, czy nie. Tak sie zastanawiam w tym kontekście, czy wychowywanie w klimacie "nie ma różnic miedzy dziewczynami i chłopakami" zwiększy czy zmniejszy dezorientację co do przyjęcia przyszłych ról społecznych?

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Oj, głowa mi puchnie!

    Dlatego zamieszczam link do mojego zdjęcia, na którym uwieczniłem początkowy etap powstawania swojej rzeźby. To zdjęcie nosi tytuł "Kiedy byłem mały", jest z roku 2010.

    www.galeriascena.pl/media/DIR_120001/DIR_135801/Kiedy_bylem_maly_1.jpg


    Wersja ostateczna rzeźby nosi tytuł "Chłopiec triceratops", bo kiedy byłem mały miałem przyjemność obserwować proces powstawania gipsowych figur dinozaura tego właśnie rodzaju. Zdjęcia nie posiadam, dlatego opiszę: całość wykonałem w styropianie, zastosowałem gips, żywicę, jeden róg wykonałem z tkaniny, uszyłem go celowo nieporadnie, aby podkreślić dziecięcość -bo we wczesnych etapach jeszcze nie odwracałem wykrojów pacynek własnego projektu na drugą stronę tylko pozostawiałem zszyte krawędzie na zewnątrz. "Chłopiec triceratops" miał wzniesione do góry ręce, tak jakby chciał nas przestraszyć, ale było to również symboliczne podkreślenie gestów pracowitych dłoni małego kreatora. I nie miał już różowej koszulki, tylko niebieski sweterek, pojawił się akcent różowego, ale w postaci przywołanego rogu. Było to podkreślenie pierwiastka kobiecego (archetypu Animy), ale stąd czynię już odwołanie do psychologii jungowskiej. Polecam!

    Pozdrawiam
    TRogaliński


  • Gość: [młódka] 91.187.253.*

    A pan starszak swoją wiedzę na temat ludzkiego mózgu opiera na jednej przeczytanej książce. Czy nam się to podoba czy nie.

  • Gość: [starszak1] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    do młodki: klasyczne zachowanie. Ja podaje przykład, by nie być gołosłownym A życzliwy RODAK od razu wali miedzy oczy, że to poziom mojej wiedzy. Nie wiem, młoda czy stara, damo, czy nie-damo, żyj sobie jak chcesz, nie miej jeno pretensji, że ludzie Tobie ten sam chleb oddadzą, którym bodziesz.

  • Gość: [cerebralshunt] *.ssp.dialog.net.pl

    @Izakow2
    Ja akurat cytowałem KSIĄŻKĘ, a do wikipedii odesłałem Panią, bo nie zna Pani autorki, choć zajmuje się Pani tematyką gender. Widzę zresztą, że sama ma Pani stronę na wikipedii.

    Czyli najpierw blef: "pokażcie choć jedną publikację", a teraz banalizowanie i zbywanie tej publikacji. I argumenty z autorytetu: "ja to ho ho ho, bo wykładam gender na uczelni". Tak się składa, że nawet w naukach ścisłych ludzie wykładający jakiś przedmiot często nie są w nim ekspertami. Żeby zgłębić temat, trzeba się nim faktycznie zajmować, czytać i pisać - nie wystarczy się interesować.

    Gdyby AFS nie znała Izabeli Kowalczuk, to zupełnie bym się nie dziwił: nie pisze Pani na ten temat po angielsku, nie prowadzi badań, nikt na zachodzie Pani nie cytuje - natomiast w drugą stronę, jeżeli zajmuje się Pani genderem, to zaskakujące jest, że nie zna Pani AFS.

    Być może nie tylko "księdzu się coś wydaje" ale również Pani Kowalczuk się coś wydaje i wypowiada się na tematy, których nigdy dogłębnie nie poznała.

    @młódka
    Czy starszak czerpie CAŁĄ swoją wiedzę z tej książki, czy nie, to nie mnie rozstrzygać. Ale nawet gdyby tak było, to jest to niezłe źródło. W moim egzemplarzu tej książki (chodzi o Female Brain) referencje do poważnych źródeł naukowych zajmują 60 (!) stron.

    c

  • Gość: [schodydonieba] *.199-201-24.mc.videotron.ca

    A moze sprzeda nam pani te gender studies?

    www.youtube.com/watch?v=yz8b7GaYcFg&list=PL30A77C06C364DAA2

  • izakow2

    Cerebralshunt - czy Panu się wydaje, że ktoś, kto zajmuje się fizyką kwantową zna wszystkich specjalistów z dziedziny powiedzmy akustyki??? Ta Pani zajmuje się głównie seksuologią, a ja zajmuję się głównie historią sztuki i kulturą popularną. Chyba nie muszę wyjaśniać, że to inne obszary. A poza tym wydaje się Panu, że my w Pl mamy absolutny obowiązek znać wszystkie publikacje, które wychodzą po angielsku??? Przykro mi Pana rozczarować, ale mam sporo artykułów opublikowanych po angielsku i jestem też cytowana w tym języku. A Pan nawet nie jest w stanie napisać poprawnie mojego nazwiska.

  • Gość: [ffh] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    pani izakow2,

    dla dobra dyskusji należałoby wypowiedziom swoich adwersarzy ponadawać odpowiednie priorytety, gdzie osobiste wycieczki powinny znaleźć się na samym dole. Na górze natomiast - rzeczowe argumenty, dążenie do prawdy i wzajemnego zrozumienia.

    Posłuchałem wykładu ks. Bortkiewicza, przeczytałem definicję pojęcia gender (
    rownetraktowanie.gov.pl/aktualnosci/oswiadczenie-w-sprawie-nieprawdziwych-interpretacji-pojecia-gender ) i ewidentnie obie strony rozumieją to pojęcie inaczej. A konkretnie rzecz biorąc: dla ks. Bortkiewicza i krytyków gender pojęcie to ma o wiele szerszy zakres, niż dla Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania czy pani Izy.

    Skoro już wiemy, że ks. Bortkiewicz posługuje się inną definicją gender niż pani Kozłowska-Rajewicz należy sobie postawić pytanie - o co tę definicję rozszerza i czy aprioryczna krytyka postawionej przez niego tezy i wezwania do cenzury jest uzasadniona.

    Ks. Bortkiewicz jako element ideologii gender wskazuje m.in. radykalny feminizm powołując się przy tym na materiały źródłowe. Konkretnie, powołując się na książkę "The Reproduction of Mothering: Psychoanalysis and the Sociology of Gender" Nancy Chodorow:

    "Stwierdza wyraźnie, że radykalne feministki powinny głosić poglądy, aby dzieci były bez rodziny. Nowy feminizm właśnie reperezentowany właśnie w tej książce dotyczy zniesienia rodziny biologicznej, natomiast powrotu do naturalnej, wielopostaciowej i perwersyjnej seksualności. Oczywiście perwersyjnej wedle standardów cywilizowanych, naszych, ale w gruncie rzeczy jest to pierwotna, przecież naturalna seksualność a więc seksualność która powinna być przywrócona i osadzona w naszej rzeczywistości."

    Pytania pomocnicze:
    1. Czy wprowadzenie w życie takich idei oznacza destrukcję człowieka i rodziny?
    2. Czy te poglądy, przedstawione w publikacji o tytule "...Psychoanalysis and the Sociology of Gender" można łączyć z pojęciem gender?
    3. Czy ten nieszczęsny Institute of Gender i wypowiedzi jego pracowników można łączyć z pojęciem gender?
    4. Czy wskazaną przez pana cerebralshunt publikację "Fausto-Sterling, Anne (2000). Sexing the body: gender politics and the construction of sexuality" można łączyć z pojęciem gender?

    No i teraz krytycy gender odpowiedzą 4x tak.
    Stosując definicję "rządową" uzyskamy pewnie odpowiedzi T/N/N/N

    To jasno pokazuje, że problem ma charakter semantyczny. Dobrze, że pani Kozłowska-Rajewicz swoją definicję przedsawiła, chociaż uznawanie z góry każdej innej definicji za nieprawdziwą wydaje mi się trochę na wyrost. Niemniej jednak tworzy to pewien stabilny punkt odniesienia. Człowiek może rozpocząć swój wywód słowiami "posługując się definicją geneder wg. AK-R" albo też "posługując się alternatywną definicją gender, w której [... i tu lista różnic / założeń ]" i w ten sposó uniknąć nieporozumień w warstwie semantycznej.

    Przeciwnicy wykładu ks. Bortkiewicza zamiast włożyć wysiłek w rozwikłanie tej semantycznej zagadki postanowi spróbować cenzury prewencyjnej. Historycy z UAMu napisali, że lepiej byłoby postarać się te różnice wyjaśnić w ramach otwartej dyskusji. Ks. Bortkiewicz sam zaznaczył miejsca, w których jego definicja "gender" roszerza tą, proponowaną przez samych badaczy...

    Do kompletu należałoby zapytać UAMowych historyków, co konkretnie rozumieją przez "dyskusyjne hipotezy" a następnie sprawdzić, czy łapią się one do rządowej/naszej osobistej definicji terminu "gender".

    Żeby to zrobić należałoby jednak wykazać wolę dyskusji, ujednoznacznienia definicji i odkrywania wspólnego języka. Dla wielu wydaje się to jednak być zadaniem ponad siły.

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    @ ffh

    Jaki wysilek? To pokolenie ani nie musi, ani nie moze sie wysilac. Za to musi sie podobac.

    www.youtube.com/watch?v=5cT3cNv8z_U

  • izakow2

    Panie ffff, oczywiście, że problem dotyczy rozumienia pojęcia gender, ja już pisałam, że nawet osoby, które posługują się tą teorią to pojęcie rozumieją na różne sposoby, zwłaszcza w kontekście relacji z naturą (o prymarnym znaczeniu natury wobec kultury pisze np. Elisabeth Grosz). Wynika to z prostej przyczyny, teorie gender nie są ideologią, więc nie może być tu żadnej - jednej wykładni. I dlatego pewne stwierdzenia Bortkiewicza, że wie, czym jest gender i opisuje go na własny sposób pod względem naukowym są nie do przyjęcia. Podobnie, jak wyrywkowe korzystanie z nieznanych niestety w Pl teorii, które w dodatku są delikatnie mówiąc przestarzałe (oczywiście są ważne, wniosły istotne problemy do nauki, ale po nich powstała już masa innych publikacji, a tym samym nie można traktować czegoś, co zostało napisane w latach 70. jako pewnej wykładni "gender").
    Mi osobiście definicja podana przez Kozłowską-Rajewicz jest bliska.
    Problem bierze się też z braku znajomości obcojęzycznej literatury, z braku tłumaczeń, ze złej kondycji polskiej nauki, z udawania, że jest się znawcą w każdej dziedzinie itp. Chodorow nie została, z tego co wiem, przetłumaczona na język polski. Ona zajmuje się przede wszystkim psychoanalizą. Ja w tym obszarze również nie czuję się specem. Ale z tego, co wiem, ona występuje przede wszystkim przeciwko idealizacji macierzyństwa, pokazuje, jak jak macierzyństwo jest realizowane w kontekście tzw. "męskiej dominacji", dyskutuje z tym, jak opisywano matki we wcześniejszych teoriach psychoanalitycznych, m.in. z tezą Freuda, który uważał, że dziecko jest dla kobiety substytutem penisa. Analizuje też kulturowe uwarunkowanie wdrażania w role płciowe i podkreśla rolę ojca w wychowaniu dzieci.
    Więc ten fragment mi zupełnie nie pasuje, ale oczywiście należałoby się przekopać przez książkę Chodorow, przy czym należałoby również mieć odpowiednie zaplecze psychoanalityczne, żeby wiedzieć, o czym ona mówi.
    Jeśli chodzi o Fausto-Sterling - pisałam już, że nie znam tej książki i pisałam, że najprawdopodobniej łączy się ona z badaniem, jak językowo funkcjonuje płeć i seksualność, choć nie mogę być tego pewna, bo widzę, że ona jest biolożką (tym bardziej mnie zaskakuje wymóg tego Pana, który kpił ze mnie, że nie znam jej teorii). I pewnie jest to książką uwzględniającą perspektywę genderową.
    Może jeszcze jedną rzecz należałoby uściślić. Nieporozumienia biorą się chyba równeiż z tego, że nie ma w zasadzie nauki gender jako takiej, jest to raczej zbiór perspektyw i teorii, który pojawiają się w różnych dziedzinach, nie tylko humanistycznych czy społecznych, ale również ścisłych. Studia genderowe to studia z zasady interdyscyplinarne, gdzie specjaliści z różnych dziedzin przedstawiają badania z zakresu ich własnych dyscyplin w perspektywie płci kulturowej.
    Nie wiem, o który Instytut of Gender chodzi, bo takich jest przynajmniej kilka.

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    Izakow 2

    Ta Polska to kobieta po przejsciach, podatna na melancholie i dorabiajaca po cichu prostytucja. Ma dwa wilkie cyce,m do samej ziemi. Jeden lewy; drugii prawy. I kazdy ma dla niej jakies plany.

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    Akurat szukam czegos do czytania i trafilem na cos takiego:

    www.theatlantic.com/national/archive/2013/12/being-against-gay-marriage-doesnt-make-you-a-homophobe/282333/#disqus_thread

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    Moim zdaniem uzycie slowa "dyskusyjne" nie implikuje niecheci, czy podejrzliwosci wobec gender studies. Sprawdzilem znaczenie slowa "discussion" w slowniku.
    www.youtube.com/watch?v=DjhXk9l5-mE

  • Gość: [cerebralshunt] *.ssp.dialog.net.pl

    @Izakow2
    Za tę "Kowalczuk" przepraszam - mam koleżankę, która się tak nazywa i palce zadziałały bez udziału mózgu.

    Gdyby ten fizyk kwantowy pouczał całą Polskę na temat akustyki, to tak: oczekiwałbym od niego znajomości współczesnego stanu akustyki, z teoriami, metodami i nazwiskami.

    Pani AFS ma TYSIĄCE cytowań (sama książka, którą przytaczam ma dzisiaj 1742 cytowania!) i jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci ruchu/ideologii/"badań" gender. Nie musi znać Pani WSZYSTKICH publikacji, ale jednak te najważniejsze wypadałoby choćby rozpoznawać po nazwisku autora czy tytule.

    W odpowiedzi na mój post pisze Pani, że nie jest specjalistą, jednak nie przeszkadza to Pani wszystkich pouczać, traktować z góry i demonstracyjnie okazywać brak szacunku do prof. Bortkiewicza. Nie przeszkadza to też Pani doradzać wszystkim, żeby się douczyli, udowadniać, że nie znają się na gender i szafować ocenami o tym co jest, a co nie jest naukowe. Teraz okazuje się, że Pani sama się nie zna.

    ffh (którego nick Pani świadomie przekręca) podejmuje desperackie próby przekonania Pani do rzeczowej dyskusji i proponuje rzeczywisty problem, który w takiej dyskusji można by podjąć, jednak Pani zbywa go stwierdzeniem "Pan już sam nie wie, czy chodzi o gender studies czy ideologie gender". To ten fragment tak mnie wzburzył, że postanowiłem sprawdzić kim jest ta Izabela Kowalczyk, która aż tak strasznie się mądrzy.

    To sprawdzenie, jak już napisałem, nie wypada dla Pani korzystnie. Pisze pani o wielu publikacjach anglojęzycznych, ja jednak jestem w stanie znaleźć NIEwiele. Pisze Pani o tym, że ją cytują, ja jednak jestem w stanie znaleźć tylko trzy cytowania anglojęzyczne, żadne z nich nie dotyczy gender studies. Jak to się ma do dorobku AFS?

    Krytykuje Pani naukę polską za zaściankowość, nieznajomość literatury obcojęzycznej, udawanie, że jest się znawcą w każdej dziedzinie oraz brak etosu naukowca i zapewne ma Pani rację, jednak pod rozwagę poddam Pani stare powiedzenie: "przyganiał kocioł garnkowi".

    c

  • Gość: [ffh] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    pani Izakow2,

    pisze pani, że są osoby, które posługują się pojęciem "gender" na różne sposoby.

    Jedną z takich osób jest ks Bortkiewicz. Skoro ten człowiek:
    a) przedstawił, jak osobiście rozumie pojęcie gender
    b) przestudiował temat i przeczytał te wszystkie książki, o których w swoim wykładzie mówi
    ... to dlaczego akurat jego interpretacja jest "nie do przyjęcia"?

    Poza tym muszę panią zmartwić - jeśli pani interpretacja pojęcia gender jest choć odrobinę inna niż rządowa, to jest ona nieprawdziwa. Wynika to wprost z tytułu oświadczenia ("OŚWIADCZENIE W SPRAWIE NIEPRAWDZIWYCH INTERPRETACJI POJĘCIA GENDER").

    Idąc dalej tym tropem, jak nazwać trend, który odmawia ludziom prawa do własnej interpretacji interesujących ich zjawisk? Czy to przypadkiem nie jest już ideologia?

    Naprawdę, nadal nie wiem co stało na przeszkodzie by znawcy teorii gender pojawili się na wykładzie i zmiażdżyli ks. Bortkiewicza swoimi pytaniami, czy też po prostu w rzeczowy sposób podkreślili by różnicę między "rządowym" a "Bortkiewiczowym" rozumieniem terminu gender.

    Dalszą dyskusję n/t książek uważam za bezcelową, bo ani ja ani pani ich nie czytaliśmy a po co się przerzucać cytatami z wikipedii.

    Materiały wideo natomiast zarówno z wykładu:
    www.fronda.pl/a/obejrzyj-wyklad-ks-bortkiewicza-ktory-chcieli-uniemozliwic-genderowcy,32516.html

    jak i wycieczki po Institute of Gender Studies z Oslo...
    www.mojanorwegia.pl/rozrywka/hjernevask_powodem_zamkniecia_studiow_gender_w_oslo.html

    Chętnie posłuchałbym rzeczowej polemiki z argumentacją Bortkiewicza, już po odfiltrowaniu szumów na poziomie semantycznym czy uprzedzeń z gatunku "mówi ksiądz więc z założenia nia ma racji".

  • izakow2

    Panowie, ja też uważam, że dalsza dyskusja jest bezcelowa. Zakładałam Waszą dobrą wolę, jednak bardzo się pomyliłam. Jeśli nie chcecie czy też udajecie, że nie można zrozumieć, że specjalista/specjalistka od historii sztuki i kultury wizualnej uwzględniający perspektywę genderową nie jest tym samym, co specjalista/specjalistka od biologii, seksuologii uwzględniającą również tę perspektywę (podobnie jak specjalista od mechaniki kwantowej nie jest tym, samym, co specjalista od akustyki, choć łączy ich fizyka), że ich obszary badawcze są zupełnie inne, a także, że nie można być specjalistą od wszystkiego, jak udaje Bortkiewicz, który, gdyby chciał zachować poziom naukowy mógłby odnieść się jedynie do teologii feministycznej (bo, jak rozumiem jest specjalistą od teologii, a nie np. antropologii czy seksuologii), to faktycznie cała ta dyskusja nie ma sensu.

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    Zgodnie i konsekwentnie ignorujecie ekonomie. To tak jakbyscie ignorowali "s" w H2SO4. Nie tylko nie macie tego co myslicie ze macie, ale nie wiecie co macie. Powiedzialmbym ze to ignorowanie juz samo w sobie jest zlowrogie.

    www.youtube.com/watch?v=tVoH6ZTDrD0&list=PLE5E8A70C17C88527

  • Gość: [ffh] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Tak więc posumuję naszą małą dyskusję:
    1. (ffh) proponuję rozróżnienie między gender studies a ideologią gender, pozbawioną mocnych naukowych podstaw (negujących wpływ genów)
    2. (izakow2) neguje istnienie publikacji z zakresu gender pozbawionych takich podstaw
    3. (ffh + cerebrelshunt) typujemy takie publikacje, ponownie wskazuję wypowiedzi pracowników Oslo Institute of Gender Studies.
    4.... i w zasadzie koniec, bo do żadnych wniosków nie doszliśmy. Szkoda, bo może dałoby się jakoś dokopać do tezy postawionej przez sygnatariuszy listu przeciw sprzeciwowi i ją wspólnie obalić (chociażby wskazując, że błędy i wypaczenia w rodzaju negacji wpływu genów to - miejmy nadzieję - już pieśń przeszłości jeśli chodzi o gender studies) :)

    pozdrawiam

    ps. dyskusja w teatrze dnia ósmego (byłem) nieco rozjaśniła mi sceptyczną perspektywę... jak na mój gust trochę za dużo w tym było ideologii a za mało nauki no ale i tak było w miarę ok.

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    Tu jest o szympansach, moze Niezla Sztuke zainteresuje:

    socio.ch/evo/stone.htm

  • Gość: [Kobieta urocza czarodziejka nie mylić z czarownicą ] *.dynamic.chello.pl

    Pani wywód to bełkot, bełkot i jeszcze raz bełkot. Zagaduje Pani wielkie nic, które gender wnosi do badań naukowych i historii sztuki w szczególności.

  • izakow2

    A Pani komentarz świadczy sam za siebie! I proszę się tak nie denerwować, bo złość piękności szkodzi, jak powiadają ;)

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    Na pewno powinnyscie ( na tym etapie ) wlozyc wiecej pracy w public relations. Spotkalem nawet takie opinie ze matka Madzi kierowaly motywy feministyczne, gdy zabijala swoje dziecko. Slyszalem to od kobiety, pracujacej na uczelni, deklarujacej sie jako feministka.

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    What do elders say?
    www.youtube.com/watch?v=xiKiAlv9wWw

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    Widze ze wiele osob podniecil termin "wojny kulturowe". Te osoby nie wiedza ze wlasnie te "wojny kulturowe" pomogly w USA dojsc do wladzy neokonserwatystom.

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Mam pytanie: czy Olga Boznańska była wielką malarką?

  • Gość: [takete_malouma] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Jejciu, jak wy kochacie tych katabasów za te ich zasługi na polu ośmieszania opozycji wobec feminizmu. Tylko byście o nich pisały i pisały.

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci