Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

O krytyce zaangażowanej

izakow2

 

Podczas niedawnego zamieszania dotyczącego tekstu Karoliny Plinty na temat wystawy Roberta Maciejuka i Honzy Zamojskiego "Góra i dół", w którym szczególnie oberwało się temu ostatniemu, jak bumerang powrócił problem kryzysu polskiej krytyki artystycznej.


Honza nie wytrzymał i wysłał do redakcji „Szumu” list, w którym zarzuca Plincie operowanie stereotypami, sprowadzającymi Czechów do piwa, knedliczków i prymitywnego humoru. O głębszą analizę pokusił się Iwo Zmyślony zauważając, że poziom tekstu Plinty dorównuje bluzgom rzucanym niegdyś pod adresem Hasiora przez oburzonych widzów wystawy, a problem z tego rodzaju krytyką polega na kompletnej ignorancji oraz banalizacji sztuki, zwłaszcza, że stwierdzenia o złej sztuce nie są tu uzasadnione argumentami merytorycznymi.


Nie mam jednak zamiaru odnosić się do tej dyskusji, ani wnikać w intencje Karoliny Plinty (nie bardzo wiem zresztą, o co w ogóle chodziło w jej tekście), chcę natomiast zapytać o to, co w ogóle stało się z krytyką?


To pytanie było już podnoszone wielokrotnie, w ostatnim czasie pisali na ten temat między innymi: Magda Ujma - o bezbrzeżnej nudzie krytyki, Dorota Łagodzka - o jej jałowości, Jakub Banasiak - o archipelagizacji i wirtualizacji czy wspomniany już Iwo Zmyślony. Ten ostatni, przywołując Adorna, który postrzegał filozofię jako krytykę, zaproponował, aby traktować krytykę jako filozofię – „tylko tą drogą możemy stawić czoła własnym ograniczeniom, zachwiać dyskursem od wewnątrz, przełamać myślowe nawyki, wyruszyć na poszukiwania nowego paradygmatu”. To piękne założenie, pytanie tylko, czy ten postulat ma szansę sprawdzić się w naszym – lokalnym kontekście, gdzie sztuce towarzyszą powszechne niezrozumienie i abnegacja. Prace artystyczne traktowane są najczęściej jako wybryki zblazowanych artystów. Sztuka nie jest doceniana jako obszar rozwijania wyobraźni, nie docenia się też jej roli dla demokracji. A przecież pokazuje ona różne punkty widzenia, wydobywa różnorodność poglądów, a zarazem uczy nas „jak różnić się pięknie”, ale też zwraca uwagę na trudne problemy społeczne (można tu wspomnieć choćby wystawę zorganizowanej przez Monikę Weychert Waluszko „Domy srebrne jak namioty”, która stała się też znakomitą okazja do rozmowy na temat polskich Romów).

 

To właśnie niezrozumienie istoty demokracji, a może wręcz niechęć do niej każe prezesowi Kaczyńskiemu dzielić sztukę na dobrą i złą – destrukcyjną. Jeśli wskazał on, że miejscem dla tej ostatniej powinien być tylko obieg prywatny, to oznacza to zapowiedź zrobienia porządku ze sztuką niepokorną.


Ale tego rodzaju ignorancja pojawia się nawet wśród osób zajmujących się sztuką. Dużo do myślenia dały mi prace zaliczeniowe, które zadałam studentom jednej z uczelni artystycznej. Postawiłam dość proste pytanie: czy wiedza o sztuce współczesnej jest potrzebna dla twojej praktyki artystycznej? Odpowiedzi były oczywiście w przeważającej części twierdzące, ale wielu studentów i studentek pisało o tym, że sztuki współczesnej nie rozumieją, że denerwuje ich twórczość, która wymaga dodatkowych komentarzy, bo bez nich nie są w stanie o współczesnych pracach nic powiedzieć, niektórzy pisali też, że sztuka ich bulwersuje. Natomiast podczas zajęć okazało się, że nikt nie nauczył ich do tej pory (a byli to już słuchacze studiów magisterskich) analitycznego patrzenia na sztukę oraz jej interpretacji. Można powiedzieć: patrzyli i nie wiedzieli, co widzą. Zgadzam się z konstatacjami m.in. Krzysztofa Pomiana, który pisał o tym, że nasze społeczeństwo cechuje analfabetyzm wizualny. Wracając w tym miejscu do postulatu Iwo Zmyślonego – można odpowiedzieć – niestety, ale temu analfabetyzmowi nie zaradzi krytyka jako filozofia. Czy nie dlatego teksty krytyczne nie są czytane, bo są właśnie zbyt filozoficzne, zbyt trudne, zbyt hermetyczne? Może więc należałoby zejść z wyżyn naszych uczonych mikroświatów i wrócić do podstawowych założeń krytyki, jakimi są: tłumaczenie, próba przekładu języka wizualnego na język werbalny, wyjaśnianie, interpretacja, ocenianie. Może więc przede wszystkim powinna ona umożliwić „zobaczenie” pracy artystycznej, a dokładnie – „zobaczenie ze zrozumieniem”. Świetnym pomysłem na realizację tego postulatu był projekt Karoliny Breguły "Biuro tłumaczeń sztuki" .


Oczywiście pytanie pozostaje otwarte, kto, w jaki sposób i przede wszystkim gdzie - na łamach prasy?, w internecie? - ma się tym zajmować? Jak zainteresować czy przyciągnąć odbiorców do sztuki?

 

Warto zastanowić się na początek, jak wygląda dzisiaj rynek pism artystycznych? Swoistym tłumaczeniem sztuki zajmują się wciąż autorzy i autorki publikujący w „Obiegu”, dobre teksty pojawiają się od czasu do czasu w "Dwutygodniku", w „Szumie” jest misz-masz, trochę tekstów i ciekawych dyskusji, a poza tym sporo krótkich notek i fotek, które niczemu nie służą, „Exit” przestał wychodzić, „Arteon” stał się przyczółkiem poglądów na sztukę wyrażonych przez wspomnianego tu Jarosława Kaczyńskiego, „Magazyn Sztuki” ponoć się reaktywował, jest jednak bardzo niszowy.

 

Blogi o sztuce również zamierają. Nim zaczęłam pisać ten tekst, zajrzałam do blogów podlinkowanych do „Obiegu”: większość ostatnich wpisów to listopad lub grudzień 2013, blog „Art Addict” jest rekordzistą – ostatni wpis pochodzi z 29.08.2011 roku. Nie lepsze są „Art Aktualia”  - 8 sierpnia 2012, a tytuł blogu zakrawa w tym kontekście na kpinę. „Blog on Tour" skończył swoje wpisy na relacji z ostatniego Biennale w Wenecji. Aktualny i zmieniany jest tylko blog Wojtka Wilczyka, ale ten nie jest związany z krytyką artystyczną.

 

Nie podlinkowano tu niestety aktualnego i ciekawego blogu „chill-art” ani blogu, który stanowi przykład krytyki zaangażowanej, Doroty Łagodzkiej „Nie-zła sztuka”. Swoją drogą przyglądając się temu ostatniemu, można zauważyć, że autorka pisze o wielu interesujących problemach związanych ze sztuką (np. o dziecięcym artywizmie czy szympansim konkursie malarskim), ale zaczyna coraz częściej omijać szerokim łukiem sztukę profesjonalną. Ja sama publikując notki poświęcone wyłącznie sztuce, mam wrażenie, że nikt ich nie czyta, no może poza jednym Gościem Niedzielnym. Natomiast, kiedy zajmuję się takimi kwestiami, jak gender czy akcje przeciwko przemocy wobec kobiet, od razu zainteresowanie wzrasta – pojawia się mnóstwo polubień i komentarzy. Dużym zainteresowaniem cieszyły się też wpisy o zamieszaniu wokół Arsenału, który w końcu ma zostać przejęty przez Piotra Bernatowicza, który też wie, jaka sztuka jest dobra, a jaka zła. Symptomatyczne jest to, co napisała jakiś czas temu na swoim blogu Magda Ujma, że nie chce jej się pisać o wystawach, bo nikogo to już nie interesuje, może więc należałoby zacząć pisać na tematy niezwiązane ze sztuką. Można przypuszczać, że wspomniane tu blogi umarły śmiercią naturalną, bo ich autorzy i autorki doszli do smutnych konstatacji, że nikt już ich nie czyta...


Wnioski z tego nasuwają się dwa – po pierwsze to potrzeba wspomnianego tłumaczenia sztuki, swoistej pracy u podstaw, której nigdy dosyć, ale po drugie – to potrzeba krytyki zaangażowanej, etycznej oraz świadomej swego celu. Iwo Zmyślony na wyrost pisze o tym, że wyczerpał się dyskurs emancypacyjny. Jeśli chodzi o polską krytykę artystyczną, to nie sądzę, żeby można było ją określić jako „emancypacyjną” (to słowo wydaje się już nieco anachroniczne, a poza tym, kto i w jaki sposób dzięki krytyce miałby być emancypowany?). Owszem, można mówić o krytyce feministycznej, którą cały czas staram się pielęgnować, wydając pismo „Artmix”, które wciąż cieszy się dużą poczytnością.  Nie chodzi jednak o emancypację, ale świadomość wagi podejmowanych problemów, o pisanie o sztuce, która daje nam coś więcej niż chwilowe zaspokojenie nudy. 

 

Wydaje się, że to właśnie dyskusje i zainteresowanie kwestami społecznymi – problematyką gender, sprawami mniejszości, akcjami społecznymi, ekologią i prawami zwierząt, ale też szeroko pojętym artywizmem, sprawami związanymi z instytucjonalizacją sztuki, funkcjonowaniem tych instytucji, złą sytuacją artystów wciąż domagają się zajęcia stanowiska, przyciągają uwagę, ale też pokazują, jak bardzo na tym tle potrzebna jest sztuka. To, co łączy te dwa postulaty to określenie roli sztuki w kontekście społeczno-kulturowym, a to oczywiście wcale nie jest łatwe…


Trochę o tym problemie mówi praca artysty wspomnianego na początku tego wpisu - Honzy Zamojskiego "Anarchia", która prowokuje pytanie - czy sztuka jest obszarem nieskrępowanej wolności i wyzwalania czy może raczej kłamstwem, a może tym, co jest pomiędzy tymi obszarami?



Komentarze (61)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Jakub Banasiak] *.uw-fw1.rtr.net.uw.edu.pl

    jest też SZUM drukowany, regularnie jak w zegarku, a w każdym numerze 30 recenzji, duże teksty przybliżające sylwetki młodych artystów, teksty analityczne i rozmowy! Iza, net w założeniu jest lżejszy, ale pamiętaj proszę o druku, tam się rehabilitujemy! ;)
    pozdrawiam,
    k

  • izakow2

    Kuba, oczywiście, że pamiętam, ale sieciowy momentami jest nieznośny!!!
    pogadamy jutro ;)

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Sztuka jest dla wszystkich - rzec można - ale nie każdy chce w niej uczestniczyć.

    Potencjał zbliżania do sztuki, chęci jej poznania i obcowania z nią wogóle , tkwi w samych odbiorcach, zależy od stopnia wrażliwości - i szczerze powiedziawszy : krytyka niewiele tu zadziała. Krytycy nie mogą lokować się w roli mentora, który będzie przewodził tłumem. To zresztą niemożliwe. Istnieje w końcu inteligencja, świadomość zbiorowa; każda jednostka decyduje sama. Krytycy, kuratorzy, artyści - im prędzej sobie to uświadomią, tym lepiej dla ich psychicznej higieny.
    Odbiorcy decydują, co do nich przemawia, a co nie - żadne tłumaczenie, objaśnianie drabinkowej sztuki, a bardziej sztuczki na nic się nie przyda, gdy nie ma spełnionego podstawowego warunku - woli autentycznego poznania, zaangażowania Odbiorcy.
    Niestety trzeba to powiedzieć sobie jasno - działania typu drabina i inne części składowe, które rzucają cień na ścianie - przemówi co najwyżej do niszowej garstki zainteresowanych (dla twórcy, czy kuratora dobre i to). Ostatnio zauważyłem w jednym z Twoich, Iza wpisów zdanie, którym wyrażałaś żal (może głębiej nawet - pretensje), że z Centrum przyjechała jedynie Aleka Polis na wystawę w Toruniu, której byłaś kuratorką. Nie uczestniczę już w tworze sztucznie budującym poczucie wspólnoty jakim jest "fejsbuk", ale raz zajrzałem na profilową stronę CSW, jest ona dostępna bez logowania i widziałem mnóstwo gości, którzy przybyli na "Mikroutopie codzienności" - dla Ciebie jednak (wybacz, może moje wrażenie jest mylne) zdawało się nie to być istotne, zupełnie tak, jakby osiągnięty potencjał wynikający ze wspólnoty Odbiorców był nieważny, istotne stało się to, że ze stolicy przyjechała tylko jedna osoba (nazwałaś to bodajże problemem z prowincjonalizmem ). Ale właściwie czy to jest ważne, że "wielce zaszczytna Warszawa" nie zbliżyła się do Torunia? Nie! Takie nastawienie wywołuje niepotrzebną frustrację. Widzę tu analogię do tematu związanego z tłumaczeniem sztuki, zbliżaniem jej do ludzi - środowisko krytyczne koncentruje się na nośnych, lichych, czasem tak mocno tandetnych eksponatach , wystawach zamiast na tym, co faktycznie jest - jak sama napisałaś - sztuką profesjonalną (swoją drogą to bardzo względna kategoria, ale w tym kontekście należałoby używać precyzyjnych określeń, aby móc wyraźnie uchwycić istotę omawianej rzeczy). Chcę przez to powiedzieć jako obserwator i odbiorca - nie jako twórca - , że poddawanie tzw. analizie krytycznej tego, co w formie i treści jest po prostu słabe , to nagminnie stosowana metoda współczesnej krytyki, którą można dojrzeć (prędzej na nieszczęście) w sieci. Dodatkowo łatwiej jest pisać o złych rzeczach, bo krytyka jako pojęcie tak mylnie jest rozumiane - jako ocena negatywna - oczywiście to duży błąd. Wskazałbym jeszcze na przekorność kuratorów i krytyków sztuki - rzecz jasna nie myślę o wszystkich, tylko o pewnej ich części - pokażemy ludziom na wystawie zużyte ołówki, boazerię z posklejanych zapałek, śmieszny cień rzucany przez drabinę i całą resztę (taki nonszalancki teatrzyk cieni - naprawdę nic porywającego), bo lubimy śmiać się odbiorcom w nos i ochoczo podajemy im na tacy przekorę, mówiąc im, że to SZTUKA (jakie to małe).Dzisiaj wiem jedno: już nie wierzę, że sztuką jest wszystko i jeszcze raz powtórzę: sztuka jest dla wszystkich, ale nie każdy chce w niej uczestniczyć. Na pewno istnieje dobra krytyka, ale przedmiotem jej rozprawy są rzeczy poważne.
    A to, że następuje większe poruszenie po wpisach związanych z przemocą itp. to akurat nie powinno dziwić - wszak zagadnienia te dotyczą wymiaru życia społecznego (bliska ciału koszula), bo... nie każdy chce w sztuce uczestniczyć.
    Dziękuję.

    TRogaliński

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    No prosze, prosze. A ja jeszcze niedawno myslalem ze ten blog robi ambitna nastolatka, ktora tata zabral na wycieczke do Wenecji.

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    Chyba Strasznej Sztuce gangbang sie marzy. Ale jeszcze nie wie z kim.

    www.youtube.com/watch?v=I5VvSjpbScE

  • izakow2

    Ło matko, zapomniałam wspomnieć o schodach do nieba, toż to jeszcze jeden wierny czytelnik!

  • udawana.greczynka

    zgadzam się z Izą K. tak niestety jest: albo krytycy piszą teksty dla innych krytyków i wtedy oczywiście bardzo ładne (czasem) i bardzo hermetyczne (zazwyczaj), albo nie piszą o sztuce, wystawach, pracach, ale raczej o mnóstwie innych zjawisk, gdzie sztuka pełni funkcje poboczne. A krytyka zaangażowana w sztuce - sztuce by się bardzo przydała. Czyli taka, która tłumaczy, krytykuje, rozpoznaje, szuka połączeń i znaczeń, pisana zrozumiałym językiem. Taka krytyka, która wynika z pasji i chęci zrozumienia, z przyjemności/nieprzyjemności obcowania, której nie chodzi o personalne złośliwości. i tak można wymieniać i wymieniać...

  • philip_k_dick

    Bardzo, ale to bardzo ciekawy artykuł i ważki temat Pani porusza! Byłaby szóstka, ale było małe niedociągnięcie i możemy przyznać jedynie pięć z plusem. Szóstka byłaby, gdyby Pani nie zapomniała o blogu Galeria Browarna. Ale pięć z plusem! To przecież wciąż wyśmienity wynik! :)
    W dowód naszej wdzięczności za Pani tekst, za ten super odważny obiektywizm, przesyłamy to pocieszne wideo o Pani imienniczce :)

    www.youtube.com/watch?v=hnh28le_OWM

    Kłaniamy się gibko w pas
    Trzech Wesołych Amigos :)

  • Gość: [maya] *.dip0.t-ipconnect.de

    mnie z kolei zastanawia, czy problemem jest tylko i wyłącznie hermetyczny język krytyki, czy też raczej zmiana nastawienia odbiorców przyzwyczajonych do tekstów łatwych i przystępnych: plotka w miejsce wiadomości, chwytliwy i kontrowersyjny tekst zamiast analizy problemu społecznego. Podobne jest chyba nastawienie do sztuk wizualnych: ma być natychmiast czytelne, kontrowersja jest be, zmuszanie do myślenia lub wytrącanie z ekwilibrium krytykowane. Pytań mam wiele, rozwiązań mniej niż odpowiedzi. I na zakończenie: blogi nie poświęcone problemom społecznym wydają się być mniej popularne, a blogi specjalistyczne to sprawa niszowa. Czy coś z tym można z tym zrobić? Jestem pesymistką....

  • suitcreature

    Dobrze dobrze. Nich Ci wszyscy tu szanowni krytycy i kuratorzy zastanowią się do czego doprowadzili. Na wystawach zamiast prac pokazuje się gówno i karteczki z nadętymi opisami dzieł (prace też można zobaczyć, ale po co?). Fajnie gdyby świat się rozpadł i wszystko zaczęło się kształtować od początku i kiedy znów z rysunków naskalnych doszlibyśmy do karteczek kuratorskich wtedy świat znów powinien się rozpaść. Piotr Kotlicki

  • suitcreature

    Przepraszam. W poprzednim wpisie zgubiłem słowo "często". Nie zawsze na wystawach pokazuje się gówno oczywiście... Jest wiele wspaniałych wystaw, ale wiecie co mam na myśli : gruz pod ścianą, czy jak to Sieńczk nazwał "wannę z piaskiem". Także proszę Państwa sami sobie jesteście winni.

    www.dwutygodnik.com/artykul/5028-moj-kacik-jak-wykonalem-prace-na-wystawe.html

  • suitcreature

    Jakby ktoś nie zrozumiał o co mi chodzi, to wyjaśniam. Sztuki wizualne nie wymagają komentarza. Jeśli wymagają, to znaczy, że artysta powinien iść na grzyby. Piotr Kotlicki

  • Gość: [Magda] *.dynamic.chello.pl

    Piszę z pozycji przeciętnej analfabetki sztuki, ale również osoby zainteresowanej kulturą. Na sztuce się nie znam i najczęściej odbieram ją tylko wizualnie. Czytam ten blog, bo znajduję tu właśnie przystępne wyjaśnienia rzeczy, których sama nie ogarniam. I jestem przeciwna pisaniu o sztuce dla niespecjalistów tylko w kontekście bieżących tematów. Wydaje mi się, że sztuka powinna być bardziej ponadczasowa, przywiązana raczej do ogólnej kondycji ludzkiej, nie do ostatniego gorącego newsu. I to spojrzenie na kondycję człowieka, społeczeństwa, świata mnie w sztuce najbardziej interesuje.

    O rynku prasy dotyczącej sztuki też nie mam jakiejś bardzo pogłębionej wiedzy, ale wydaje mi się, że jest, nawet jak na polskie warunki, bardzo skromny. Oprócz tego Blogu (z którego nawet wolę teksty stricte o sztuce od tych zaangażowanych) czytuję Arteon, chociaż nie przekonuje mnie jego konserwatyzm. Ale czy jest coś jeszcze, co warto poznać? Coś niezideologizowane, tylko o sztuce?

  • Gość: [andrzej biernacki] *.xdsl.centertel.pl

    Na czasie byłoby napisać o kretynce zaangażowanej, w kolejce po angaż do europarlamentu, wraz z Kazimierą.

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Pani Magdo, jeśli można:
    zawsze powtarzam - na sztuce nie trzeba się znać, tylko odczuwać i ją odbierać wizualnie - reszta to kwestia gustu, wrażliwości, zainteresowań, potrzeby zgłębiania pewnej wiedzy. Oczywiście, jeżeli interesują Panią pisma to uwagę można zwrócić na Arttak, kwartalnik wydawany przez Orońsko - ale istotne jest , aby poddać w wątpliwość to, co się przeczyta, a nie przyjmować odgórnie to, co przeczytane za jedyną słuszną rację, polecam również teksty Stuarta Morgana.

    Dlaczego Arteon jest konserwatywny? Wydaje mi się osobiście, że P. Bernatowicz ma zdrowe podejście do sztuki, ale wychodzi z założenia, że nie każde tzw. działanie artystyczne jest sztuką. W przywołanej przez obieg.pl rozmowie z redaktorem Arteonu pojawia się na końcu jego wypowiedź, że nie zdzierży pracy, która będzie przedstawiała polską flagę w psiej kupie. Może dlatego właśnie Bernatowicz uchodzi za konserwatywnego patriarchę, ale w mym przekonaniu to błędna, powierzchowna interpretacja - nie wydaje mi się, że P.B. mówi o tym, aby podkreślić własny patriotyzm, który nie może pogodzić się z poszarganiem flagi państwowej, ale dlatego, że praca tego rodzaju jest zwyczajnie płytka i banalna.

    Nie ma czasopism niezideologizowanych - każde posiada misję (rozumiem, że to słowo w pewnych kręgach jest niemile odbierane, ba! ulega nawet obśmianiu, bo niesłusznie kojarzy się z mesjanizmem itd.), tak jak w marketingu - jeśli firma nie posiada misji , to umiera. Ideologizacja istnieje również tam, gdzie istnieje swoboda (wolność bywa więzieniem) , która stwarza jednak pozory szerokiego spojrzenia obejmującego wszystkie aspekty związane ze sztuką (teraz dominantą, ale powoli obumierającą stanowi "Duchampowska" działalność "artystyczna", czyli robienie obiektów, z niczego coś itd.). Obserwuję witryny internetowe poświęcone sztuce, kulturze od około 3 lat i na palcach jednej ręki mógłbym policzyć teksty, które przedstawiałyby ciekawe twórcze przedsięwzięcia, artystów zdolnych i śmiałych - stąd wniosek, że trzeba poszukiwać samemu tego, co zaspokoi estetyczny i intelektualny głód. Blog Izy stanowi doskonałe miejsce do wymiany takich spostrzeżeń, ale również teksty Autorki są obarczone ideami, choć sprawiedliwie trzeba powiedzieć, że jej spojrzenie na sztukę jest dosyć szerokie, ale i tu zdarzają się artystyczne (i nie tylko) wpadki.

    Z uszanowaniem
    TRogaliński

  • tadeusz.modrzew

    Jeżeli odpowie sobie Szanowna Kowalczyk na pytanie, czemu przy wymienianiu istotnych blogów o sztuce zapomniało się Pani wymienić Galerię Browarną? To zrozumie Szanowna Pani Krytyk, czemu polska sztuka i jej krytyka jest w tak żałosnej kondycji?

    galeriabrowarna.blogspot.co.uk/

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    @ suitcreature

    Sztuki wizualne nie wymagaja komentarza - zgoda. Ale komentarz czesto pomaga.
    Zdaje mi sie ze to Leonardo wymylil cos takiego jak list motywacyjny. Nawet on musial "sie sprzedac". I to nie jako artysta, ale jako przede wszystkim inzynier. Problem moze wystapic gdy komentator "wpycha sie" pomiedzy tworce i odbiorce.
    Druga sprawa jest taka ze tworcy w bardzo niewielu wypadkach wypadaja dobrze opowiadajac o tym co robia. Nawet A. Biernacki, ktory lubi przyjmowac role kaplana, pisuje generalnie o biznesie a nie o malowaniu.
    ........
    Nie rozumiem o co ta afera z Karolina. Znam jakies 5 jej tekstow i wszystkie fajnie sie czyta. Przeczyta sie pierwsze zdanie, potem czyta sie drugie, trzecie i dolatuje sie do konca.
    Straszna sztuke tez traktuje jako pisarke. Jej "wyroki" sa mi kompletnie obojetne, ale to jest jeden z moich ulubionych blogow.

  • w.piotrowski-mikrobi

    Szanowna Pani Izabelo,
    domyślam się, że wymagam wiele, ale proszę zrobić taki mały rachunek sumienia odpowiadając sobie tylko na trzy pytania:

    1. Czy ja Izabela Kowalczyk, mająca marne pojęcie o czytaniu formy dzieła sztuki, a uważająca siebie za krytyczkę sztuki, mam prawo zarzucać komukolwiek jakikolwiek analfabetyzm wizualny?

    2. Czy ja Izabela Kowalczyk promująca pod szyldem sztuki produkty niskiego gustu estetycznego (przykład jeden z wielu - link poniżej) nie przykładam się aby znacząco do upadku wyższej kultury wizualnej w Polsce?
    strasznasztuka.blox.pl/2013/04/Psy-u-Agaty-Zbylut.html

    3. Czy ja Izabela Kowalczyk, w świetle postawionych sobie zarzutów w pytaniach 1 i 2, nie jestem modelowym wręcz przykładem krytyczki, która wraz z podobnymi mi krytykami doprowadziłam do obecnego, niewesołego stanu rzeczy, na który teraz narzekam?

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    Problem nadrzedny to przekonanie ze zeby cos miec to trzeba komus zabrac. Tu wychodzi roznica pomiedzy "artysta" i "tworca".

  • tadeusz.modrzew

    @ schodydonieba

    Czy mogłyby Pan przybliżyć, co dokładnie kryje się za sformułowaniem: przyjmować rolę kapłana w przypadku gospodarza Browarnej? Z góry dziękuję.

  • Gość: [Wojtek Wilczyk] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Jak to nie ma "krytyki zaangażowanej"? ;))
    www.pch24.pl/sztuka-wspolczesna-oczyma-chrzescijanskiego-faszysty,12149,i.html
    Dzięki Iza za wzmiankę o blogu, POZDROWIENIA :)

  • philip_k_dick

    ad 3 Czy ja Izabela Kowalczyk, w świetle postawionych sobie zarzutów w pytaniach 1 i 2, nie jestem modelowym wręcz przykładem krytyczki, która wraz z podobnymi mi krytykami doprowadziłam do obecnego, niewesołego stanu rzeczy, na który teraz narzekam?

    Pani Izabela jest niewinna ona tylko wykonywała rozkazy! :)

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    @ Tadeusz Modrzew

    Sa ludzie ktorzy nadaja i odbieraja na pewnej fali, tak? Jest tych osob niezbyt wiele, tak? To jest "ideologia" Galerii Browarna, zgadza sie? Andrzej Biernacki lubi podkreslac roznice pomiedzy wtajemniczonymi i niewtajemniczonymi.

  • Gość: [stalowka-kaligraficzna] *.warszawa.vectranet.pl

    Być może jesteśmy analfabetami wizualnymi, ale to dlatego że takim miałkim "dziełem" do tej pory nas karmiono. Dla mnie sensowna sztuka współczesna kończy się na Szapocznikow. Coraz więcej hucpy i bełkotu w galeriach sztuki współczesnej. Obieranie zeimniaków i pożal się Boże - instalacje. Tak jak w dobrej muzyce obowiązuje wciąż rzemiosło, tak też w sztukach wizualnych powinno obowiązywac rzemiosło a nie tylko pomysł i konceptualizm. Ale jestem amatorką więc się nie upieram przy swoich racjach. Z poważaniem -M.

  • tadeusz.modrzew

    @ schodydonieba

    Dziękuję Panu za odpowiedź, ale niestety wciąż mam wątpliwości.
    Zgadzam się z Panem co do tego, że ludzie o podobnej wiedzy i podobnych zainteresowaniach nadają i odbierają na podobnych falach, jest to powszechne zjawisko. Nie rozumiem tylko czemu Pan widzi w tym ideologię i jaką?
    Jak każdy ekspert w jakiejś dziedzinie tak i Biernacki lubi swoich rozmówców klasyfikować według stopnia wtajemniczenia w arkana jego specjalizacji. Chyba nie ma w tym nic specjalnie nadzwyczajnego?
    Użycie przez Pana słowa kapłan sugeruje konieczną obecność czynnika wiary. To o czym mówi Biernacki jest sprawdzalną wiedzą i nie ma nic wspólnego z myśleniem dogmatami, braniem czegoś na wiarę. Dlatego nadal zastanawiam się, czemu użycie tego określenia względem Biernackiego wydało się Panu zasadne?

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    @ tadeusz modrzew

    Wlasnie o te wtajemniczenia mi chodzilo. Poza tym nie stawiam wiary na przeciw rozumu. Ale to juz inny temat, na dodatek taki w ktorym nie czuje sie zbyt mocny. Co do fal - to raczej typ wrazliwosci mialem na mysli. Podobno Kandinsky mial niesamowita pamiec wizualna. Ja nie pamietam twarzy osoby z ktora rozmawialem przed minuta.

  • izakow2

    Szanowni i szanowne,
    dziękuję za te głosy, oczywiście jak najbardziej czuję się współodpowiedzialna za opisaną przeze mnie sytuację.
    Zgadzam się też z Mayą, że zmieniły się oczekiwania publiczności i że krytyka sztuki w ogóle jest niszowa, a wręcz coraz bardziej niszowa.
    Co do galerii Browarna, tak, jest to przykład blogu zaangażowanego, ale osobiście nigdy nie myślałam o Andrzeju Biernackim jako o krytyku sztuki, a raczej jako o piszącym artyście.
    Pozdrawiam

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    Blog "Nie-Zla Sztuka" byl kiedys rewelacyjny. Widac bylo ze dziewczyne pasjonuje to co robi, znajdywala fajne rzeczy i prezentowala je bez niepotrzebnego przegadania. Akurat ten wpis markuje zwrot. Nastapil wlasnie w momencie gdy prawie, juz prawie, odkryla ze wszystko mozna robic lepiej lub gorzej, szybciej lub wolniej, skuteczniej lub mniej skutecznie. Czyli...
    odkryla ekonomie!
    Nie wiem czy jest kryzys krytyki, ale jest kryzys blogow. Bo sa robione z pozycji "przerywam milczenie". Ania Nacher tak jest soba zachwycona, ze pisze ze zaraz cos napisze ;-). A potem pisze ze czyta gazete.
    Moze napiszcie nam jak to jest byc krolewnom? Kryzys sztuki, ekologie, kryzys krytyki - te sprawy da sie zalatwic od reki. Ale bycie krolewnom... oj. To sie domaga specjalnej troski.

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    tidudidutidudidu
    www.youtube.com/watch?v=jW7Y_Ta7wbw

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    Dziewczyny robiace blog "Chill-art" wypracowaly fajna formule. Ciekaw jestem jak maja zamiar finansowac ten projekt.

  • tadeusz.modrzew

    @ izakow2: Co do galerii Browarna, tak, jest to przykład blogu zaangażowanego, ale osobiście nigdy nie myślałam o Andrzeju Biernackim jako o krytyku sztuki, a raczej jako o piszącym artyście.

    Pani odpowiedź jest dowodem na poparcie tezy Jakuba Banasiaka o archipelagizacji polskiej sceny krytyki artystycznej.
    Pani nigdy nie myślała o Andrzeju Biernackim jako o krytyku sztuki, lecz raczej jako o piszącym artyście. Tymczasem przytłaczająca większość moich znajomych malarzy i rzeźbiarzy nigdy nie myślała o Pani jako o krytyku sztuki. Natomiast myślą o Pani raczej jako o piszącym - na polu krytyki - historyku sztuki, zaś Biernackiego uważają za krytyka.
    Ten relatywistyczny mętlik nasuwa fundamentalne pytanie, co właściwie czyni krytyka sztuki krytykiem sztuki?
    Odpowiedź na to pytanie pozwoli nam wtedy ustalić: Jaka jest różnica pomiędzy krytykiem a piszącym artystą? Jaka jest różnica pomiędzy krytykiem a piszącym historykiem sztuki? Czy w ogóle istnieją jakieś zasadnicze różnice? A jeżeli tak, to w czym się one przejawiają?
    Bardzo jestem ciekaw Pani opinii.
    Pozdrawiam

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Istnieją twócy, którzy tworzą, ale również są teoretykami.
    "Artysta piszący" wcale nie jest gorszy od "krytyka piszącego".
    Jeżeli zaś ma chodzić o ich obiektywizm i dystans, to jest to również względne.
    Krytyk sztuki także wyraża subiektywne zdanie , o jednym przedstawieniu teatralnym każdy krytyk wyrazi zdanie z osobna i nie można liczyć na jedną słuszną rację. A jeżeli nawet wyrażona zostanie aprobata, to tylko w pewnych kręgach.

    Niektórzy artyści piszący posługują się ciężkim, niemalże topornym sposobem pisania, dlatego może ciężko się ich czyta (może więc należałoby nieco zmodyfikować styl pisania?)


    Tygodnik kulturalny na TVP Kultura co tydzień przedstawia grono "ekspertów" od sztuk wszelakich, prezentują swoje racje, potem następuje podsumowanie, co warto polecić telewidzom z wybranych książek , filmów, przedstawień, oper i wystaw... Krytycy - bogowie? Przecież to graniczy z manipulacją i jest wybiórcze.

    Wspomniano tu o tym, że krytyka jest już niszowa: w moim przekonaniu inaczej należałoby sformuować to zdanie - krytyka powinna znajdywać się zawsze w niszy, czyli zajmować takie miejsce , które nie będzie ingerowało w odczucia odbiorcy, w których już samoistnie istnieje potencjał poznawczy.

    Odnoszę wrażenie, że środowisko krytyczne niejednokrotnie silnie koncentruje się na konkretnym środowisku artystycznym (albo idei - wskazują na coś, co w ich wykoncypowanym mniemaniu na to zasługuje - tutaj demaskacji ulega zauroczenie czymś, co nikomu nie kojarzyłoby się ze słowem sztuka, a bardziej eksperyment rodem z laboratorium doświadczalnego, czyli jak np. ktoś ekscytuje się skręconym drucikiem maźniętym farbą (neuron) w dodatku przez uznanego nieżyjącego już artystę , to od razu zapala się czerwona lampka w rodzaju "mam do czynienia z historykiem sztuki, tyle wspaniałych rzeźb, hiperrealizm, ludzie z potężnym talentem artystycznym chodzą po ziemi, a ten człowiek podnieca się skręconym drutem ) , które otacza szczególną aurą zainteresowania - ale wybór określonej jakości zdradza brak przenikliwości, zmanierowanie, co później jest nazywane trendem, modą (myślę tu o twórczości, będącej nagłym ulotnym pomysłem, który eliminuje talent - na tej podstawie każdy może ochrzcić się artystą, bo umieścił w galerii klatkę z papużką i szuka jakichś posthumanistycznych kontekstów albo wstawił jakąś kolumnę z gąbki i krytyka przydaje temu niesłychanej wartości ponadczasowej...). Czasem taka krytyka wynika niestety z przynależności do pewnego środowiska. Ale to nie jest niszowe.

    Artysta piszący również może być krytykiem - często bogatszym w doświadczenie- samoobserwacja w procesie tworzenia, analiza tego, co jest wynikiem tej pracy, refleksyjność i umiejętność przekazania tych wartości staje się dobrą nauką, pozwala wskazać na braki , niedociągnięcia artystyczne, ale również obnażyć to, co rzeczywiście zasługuje na uznanie.

    Jest to odwieczny spór między rolą i funkcjonowaniem krytyków, artystów i odbiorców.
    Lecz sądzę, że pierwszorzędne miejsce zajmują artyści (ale rzeczywiście dobrzy artyści, a nie chwilowi, krótkoterminowi z pomysłami na coś) i przedmiot ich twórczych dokonań, bo bez tego nie byłoby ani odbiorców, ani krytyki, także kuratorów- zaś ci ostatni winni zachować pokorę wobec twórców, ponieważ można zaobserwować , że niektórzy kuratorzy wchodzą w rolę artysty, który stworzył wystawę i to jemu składa się słowa uznania, tymczasem on jedynie zebrał gotowe eksponaty, będące (oby) wynikiem wzmożonej aktywności twórczej, refleksji, solidnej "roboty", wyrażonej w formie i treści, która nie spadła przecież z nieba samoistnie a wychodzi ze strony konkretnej wrażliwości w osobie twórcy.

    TRogaliński

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    *sformułować

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    To nie jest tak ze zeby cos miec, trzeba komus zabrac.

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Co do tygodnika kulturalnego na TVP Kultura uczciwie należy przyznać, że prowadzący podkreśla subiektywny wybór książek, filmów itd. - i to dobrze ukazuje , że krytyka kieruje się własnymi odczuciami, ale gdy uświadomić sobie, że to program, który dociera do jakiejś części społeczeństwa, to jednak można powiedzieć o wybiórczości i maleńkiej manipulacji, nawet rynkowej, bo produkty tam prezentowane wchodzą w obszar działań ekonomicznych i chyba nie jest trudno domyśleć się, że część tych książek, filmów , płyt może być proponowana przez ich wydawnictwa, co jest już zabiegiem marketingowym, a ukazanie ich w TV daje szansę dotarcia do szerszego grona odbiorców. Zastanawiam się jak dalece opinia krytyków w studio jest w stanie zaważyć na decyzji odbiorców programu: czy faktycznie kupią tą polecaną książką i pójdą na ten film, który zdobył większość głosów na tak, czy jednak odbiorca jest w stanie zaufać sobie i jedynie posłuchać burzliwych rozmów przy stole w studio TVP w piątkowy wieczór lub niedzielne popołudnie, gdy jest powtórka.

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    @ Tomek Rogalinski

    Dzis slowa rzeczownika "kultura" nie da sie uzyc bez przymiotnika. Kultura - jaka? ktora? i tak dalej.

  • tadeusz.modrzew

    @ izakow2

    Dopiero teraz przeczytałem zamieszczony pod Pani tekstem komentarz Pana T. Rogalińskiego, w którym pyta Panią, dlaczego uważa Pani Arteon za pismo konserwatywne?

    Jednak w całym Pani tekście nigdzie nie pada słowo konserwatywny.
    Dokładnie Pani zdaniem: Arteon stał się przyczółkiem poglądów na sztukę wyrażonych przez wspomnianego tu Jarosława Kaczyńskiego. O którym pisze Pani wcześniej, że: To właśnie niezrozumienie istoty demokracji, a może wręcz niechęć do niej każe prezesowi Kaczyńskiemu dzielić sztukę na dobrą i złą destrukcyjną.

    Takie zestawianie i porównywanie może sugerować, iż zarzuca Pani Arteonowi to samo co Kaczyńskiemu, czyli niezrozumienie istoty demokracji, a może wręcz niechęć do niej, która każe redagującym Arteon dzielić sztukę na dobrą i złą destrukcyjną. Na taką myśl może dodatkowo naprowadzać Pani wzmianka o redaktorze naczelnym magazynu Piotrze Bernatowiczu, który Pani zdaniem podobnie jak Kaczyński: też wie, jaka sztuka jest dobra, a jaka zła.

    Chciałbym więc poprosić o uściślenie, by nie zrozumieć opacznie Pani intencji.
    Czy faktycznie uważa Pani, że redagujący Arteon mają problemy ze zrozumieniem istoty demokracji, a może wręcz niechęć do niej?
    A jeżeli uważa Pani inaczej, to przyczółkiem jakich konkretnie poglądów na sztukę, wyrażonych przez Jarosława Kaczyńskiego, stał się Arteon?

    Pozdrawiam

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Panie Tadeuszu,
    moje pytanie nie było skierowane do Izy, tylko do komentarza Pani Magdy, która napisała "Oprócz tego Blogu (z którego nawet wolę teksty stricte o sztuce od tych zaangażowanych) czytuję Arteon, chociaż nie przekonuje mnie jego konserwatyzm."

    ***
    Przy okazji chciałbym też wyjaśnić, że z Izą dawno przeszliśmy na "ty" i zwracanie się do Jej osoby po imieniu nie jest oznaką braku kultury, szanuję Autorkę bloga i żadna różnica zdań dostrzegalna niekiedy w moich komentarzach nigdy na tym szacunku nie położy cienia.

    ***

    Ale odnośnie tego =konserwatywnego= tematu, chciałbym podzielić się spostrzeżeniem: jeżeli nawet w tekście napisanym przez osobę z redakcji pisma pojawia się motyw katastrofy Smoleńskiej - co zauważa w swoim tekście i wytyka Łukasz Gorczyca

    (...)"Lekceważenie to grzech wrodzony złej władzy, a zła władza to ta, która nie potrafi zaspokoić podstawowych potrzeb. Potrzeba konceptualizacji symbolu czyli O sztuce po katastrofie smoleńskiej esej krytyczny Georgi Gruewa (strony 25-27): Jeśli sztuce po 10/04/10 czegoś brakuje, to godnego i subtelnego symbolu smoleńskiej tragedii. Wzrok łapczywie połyka kolejne akapity: [...] z niejasnych, wciąż badanych przyczyn 10 kwietnia 2010 roku... [] ...pomnik, jaki ma stanąć na miejscu smoleńskiej tragedii nie zaspokaja potrzeby upamiętnienia ofiar zdarzenia.... I nagle, na koniec, pełne dramatyzmu wyznanie autora: Jako Polak jestem niezwykle ciekawy jaki rzeczywiście przebieg miała smoleńska katastrofa; jako Bułgar chciałbym mieć pewność, że dawne państwo bloku jest w stanie skutecznie prezentować swoją rację stanu wobec Rosji. Jako prawnik wierzę w skrupulatność polskich organów ścigania, ale jako historyk sztuki nie mogę się zgodzić ze stanowiskiem niektórych, że tragedia jest zbyt świeża, by oczekiwać dzieł sztuki, które pozwalałyby ją godnie artystycznie przedstawić.(...) ,

    to osobiście nie widzę powodu dla przerzucenia tej myśli na redaktora P. Bernatowicza , jakoby on również miał uważać tak samo - bo prawdopodobnie daje możliwość szerszej wypowiedzi każdej stronie nawet tej, którą można by zdefiniować jako prawicową.

    Być może się mylę, być może należałoby spytać samego P.B., aby cokolwiek wnioskować.

    TRogaliński

  • tadeusz.modrzew

    @ TRogaliński
    Faktycznie, Pańskie pytanie było skierowane do komentarza Pani Magdy. Wychodzi na to, że dzięki Pana wypowiedzi do Pani Magdy i mojej nieuwadze przeczytałem raz jeszcze tekst Pani Izy, w poszukiwaniu wzmianki o wspomnianym przez Pana konserwatyzmie (teraz wiem dlaczego nie mogłem go znaleźć), i natknąłem się na ten fragment o przyczółku, Arteonie, Kaczyńskim itd.. Którego to fragmentu przyczyn powstania jestem teraz ciekaw.
    Pozdrawiam i przepraszam za to małe zamieszanie z Pana udziałem

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Pozdrawiam również.

    TRogaliński

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    Niezaleznie od wewnetrznych podzialow, wszystkie wychodzicie z tego samego zalozenia - nie kazdy moze byc artysta. A wspolczesna nauka udowadnia ze kazdy jest. Tylko najpierw szkola wybija jej/mu to z glowy, a potem nie kazdej/kazdemu sie to oplaca. Tak ze waszym pierwszym zadaniem jest wylawaianie talentow, a pozniej ich promocja i komercjalizacja.
    To oczywiscie bedzie sie wiazac ze zmiana wielu innych zalozen zapatrywan a nawet obyczajow. Pomiedzy "bylem na koncercie" a "ide na koncert" jest ogromna roznica, rowzniez w typie satysfakcji ;-)
    No i rzeczywiscie balbym sie przyszlego premiera. Obecny musial pozyczyc 50 milardow, poniewaz turystyka wyjazdowa pomylila sie wam z turystyka przyjazdowa, a parady gejowskie z komercjalizacja talentow.

  • Gość: [gość niedzielny] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    ha,ha,ha...
    Karolina Plinta rulez!
    a ten Kaczyński... wow! Pani nie wie ,że gorszy diabeł teraz to Macierewicz????
    -od dawna jestem przygotowany : w mojej piwnicy będę ukrywał Żydów,Izę Kowalczyk z rodziną i innych prześladowanych przez złych ludzi gratis... ale Wojtek Wilczyk zapłaci 5 PLn... (bo to moja piwnica...;) )
    i Będzie pięknie...zastanawiam się jaki kolor ścian będzie odpowiedni...
    damy radę...a potem te wywiady i wizyty w zakładach pracy itd. ....(to jest z filmu Seksmisja,,,)

  • izakow2

    Panie Tadeuszu,
    tylko jeden cytat: "Natomiast prawdziwa sztuka w swej istocie jest konserwatywna potrzebuje czasu by wybrzmieć". A całość tutaj: chill-art.net/?p=1265
    To własnie na tej sesji Stowarzyszenia Historyków Sztuki Bernatowicz z całym przekonaniem powiedział, że wie, gdzie jest dobra sztuka - po prawej stronie.
    Pozdrawiam
    P.S. z piszącym artystą ma Pan rację, że popadłam w stereotyp.

  • izakow2

    P.S. i jeszcze: "[prawdziwa sztuka] opiera się o tradycję", choć poprawnie powinno być: na tradycji. W każdym razie, jeśli fundamentem jest tradycja, a prawdziwa sztuka ma być konserwatywna, jest to konserwatyzm. Taka jest też linia wspomnianego pisma. W przedostatnim numerze Bernatowicz przestrzegał przed "pornograficznieniem" kultury.

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    W tym miejscu warto wspomniec ze ta wasza "nowoczesnosc" jest z polowy lat 60', ( ale czy wtedy mezczyzni nie byli najprawdziwszy? prawda panie dziekanie? ;-), a wykladnia "lewicowosci" dziwnie pokrywa sie z interesami biznesu edukacyjnego.

    www.youtube.com/watch?v=tPD-MrMWYi4

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Sztuka. twórczość może być tradycyjna pod względem warsztatowym, ale to nie skazuje jej na tematyczny konserwatyzm.

    Niepotrzebnie lokuje się sztukę w granicach lewej i prawej strony. Zawężające i ciasne.

    A gdyby tak wskazać na współistnienie?

    TRogaliński

  • izakow2

    Tak, to jest pułapka, pisałam już o tym: strasznasztuka.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?227977

  • zwrot123

    Jestem sudentem uczelni artystycznej. Panowie i panie ode mnie starsi i mądrzejsi wyrażają w tych komentarzach opinie, które obrażają ich intelekt. Rozumiem, że łatwo dać się ponieść NA NECIE, ale: jeśli 24 letni pajac (ja) umie pisać konstruktywnie to wy też powinniście.
    Pozdrawiam autorkę bloga- wpis jest "w pytkę"!

  • philip_k_dick

    Do Szanownego zwrot123

    Ho ho ho! Mocne słowa! :) A czy Pan student mógłby wyrazić się mniej tajemniczo i raczy wyjaśnić, do kogo Pan właściwie kieruje tę uwagę i czym to, według Pana, piszący na tym forum obrażają swój intelekt? Prosimy uprzejmie o maksymalnie - według Pańskich standardów - konstruktywną krytykę! Scena należy do Pana, powodzenia bohaterze! :)

    Trzech Wesołych Amigos

  • Gość: [annapopiel] *.play-internet.pl

    Kilka słów apropos tekstu Karoliny Plinty o Honzie Zamojskim. Zupełnie zaskoczył mnie ten hmm ...felieton? Zaczęłam czytać, z zaciekawieniem, że oto ktoś odważył się skrytykować twórczość wielokrotnie nagradzanego artysty (za którym zresztą nie przepadam) , nie przeszkadzała mi nawet specjalnie "stylówa na język z fejsa"... Tylko w tym artykule nie było totalnie nic. Ani nic co przybliżyło by twórczość Zamojskiego, umieściło ją w jakimś kontekście , ani nic co podważyło by jej "prestiżowość" .
    Mój główny problem z tym tekstem jest taki, że mógłby go napisać przypadkowy przechodzień, który znalazł się przez przypadek w galerii. Czy to dobrze? Czy to "schodzenie z piedestału?" Może i tak, problem w tym, że nic z tego nie wynika, a taki przechodzień prawdopodobnie napisałby to samo o wielu innych twórcach z zupełnie odrębnych nurtów, nie rozumiejąc o czym mówi.
    Dlatego zdziwiła mnie zaciekle bronienie tekstu p.Plinty przez redakcje Szumu po (dość rzeczowej, jak mi się wydawało) polemice p.Zmyślonego... Zwłaszcza, że w innych tekstach z Szumu, znalazłam dużo dobrych, rzetelnych analiz i ciekawych punktów widzenia.


    Tak trochę z innej beczki; widzę, że the Krasnals dostali nagrodę Arteonu , podobno jury było jednogłośne ;-)
    Bardzo bym się zdziwiła, gdyby dostał ją ktokolwiek inny (mam wrażenie, że redakcja Arteonu uparcie trzyma się tezy, że w młodej polskiej sztuce nie dzieje się nic godnego uwagi) i gdyby jury jednogłośne nie było. Bardzo bym się też zdziwiła gdyby dostał tę nagrodę ktoś posługujący się innym medium niż malarstwo czy rzeźba. Mam jednak nadzieję , że w Arsenale pod dyrekcją p.Bernatowicza będzie można obejrzeć czasem coś oprócz krasnalsów (a także oprócz Mitoraja i ewentualnie sztuki religijnej ;-) .

    Mimo to uważam, że Krasnalom nagroda się należała, bo trzeba przyznać że są pewnym fenomenem , chociaż nie wiem czy akurat teraz jest najlepszy moment na jej przyznanie. Nie sądzę by ich twórczość była jedyną godną wyróżnienia propozycją na rok 2013. Mam wrażenie, że ich formuła i siła powoli się wyczerpuje. Ile można eksploatować slogan "wszyscy artyści to prostytutki"?. Wielu ludzi zastanawia, jaki cel przyświeca The Krasnals, ja myślę, że tym celem jest wywoływanie powszechnego bólu d*py w świecie sztuki, co, trzeba przyznać, do tej pory wychodziło im całkliem skutecznie. Nie jestem wielką entuzjastką ich twórczości, ale muszę im oddać, że ciężko przejść obok nich oboętnie. Pozdrawiam Krasnali, bo napewno czytają tego bloga.

  • Gość: [gość niedzielny] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Droga Aniu...
    świat jest okrutny...dlatego koniecznie musisz to zobaczyć ! :
    ,,Żeby zwiedzić najnowszą wystawę Karola Radziszewskiego w Poznaniu, trzeba naprawdę bardzo tego chcieć. Widzów przed ekspozycją "chronią" kuriozalne zabezpieczenia, wśród których brakuje chyba jedynie skanera tęczówki. A wszystko dlatego, że na ścianach rozwieszono erotyczne i pornograficzne zdjęcia z prywatnych kolekcji. Radziszewski pokazując spektrum interesującego go od dawna zjawiska nie szukał skandalu. Przekaz jego twórczości to coś więcej niż homo-erotyka, jednak ogółowi trudno to zrozumieć. Dlaczego w Polsce powszechną reakcją na sztukę nienormatywną jest wciąż wstręt i oburzenie?,,
    -a dobre porno gejowskie zwiększy Twoją wrażliwość na percepcję obioru Sztuk Pięknych...
    Aniu ! wspólnie trzymając się za ręce poczujmy tą energię i powtarzajmy :
    ...Jeszcze będzie przepięknie
    Jeszcze będzie normalnie ...
    i niech tego Kaczyńskiego i Macierewicza Piekło pochłonie... :)
    będzie dobrze!
    ;)
    czuwaj!

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    "Przekaz jego twórczości to coś więcej niż homo-erotyka, jednak ogółowi trudno to zrozumieć. "

    Ogół nie musi rozumieć, ma święte prawo nie zgadzać się - o ile pojęcie ogółu znajduje tu konieczność, czy uzasadnienie jego zastosowania - niestety albo stety. Natomiast zawsze zaistnieje grupa zwolenników, tak jak i przeciwników, a oprócz tego jeszcze taka, którą można nazwać obojętną. Oto jeden człowiek, którego ogół nie rozumie i o to tenże człowiek wyniesiony na piedestał niezrozumienia ulokowany zostaje w wyobrażeniu typowego bohatera romantycznego, który za milijony staje na szczycie i gromkim głosem wyraża oburzenie. Zdanie ilustruje sztucznie i niepotrzebnie kreowaną rzeczywistość, w której istnieją dwa skonfliktowane obozy - artysta i ogół, który nie rozumie ( to najprostsza i tania diagnoza). Oczywiście tzw. artysta również ma święte prawo robić to, co robi, ale winien brać pod uwagę możliwość niezrozumienia jego działalności, jeżeli zaś zaślepia się wyobrażeniem jakoby miał być niezrozumiany przez "ogół" , to walczy z wiatrakami, bowiem uwzględnienie i takiej reakcji (oburzenia, niezrozumienia, obojętności) również musi mieć na uwadze. To wymóg, wynikający z poczucia obowiązku i szacunku do każdego odbiorcy, o ile i ten nie przekracza granic zdrowego rozsądku i nie narzuca się artyście niczym psychofan albo o zupełnie innym skrajnie negatywnym nastawieniu.

    Uogólnienia są zwyczajnie szkodliwe.

    TRogaliński

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Natomiast cały wywiad z K.R. do znalezienia w sieci.

  • Gość: [gość niedzielny z TVN] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Uogólnienia są zwyczajnie szkodliwe. ..
    ==========================
    eh Tomek,Tomek...to był taki żart...(czyli joke jak mówią w Australii...)
    -zobacz ,że taki Bernatowicz to ma bardziej przejeba...e ,niż jakikolwiek gey w naszym ukochanym kraju.. ;)
    pzdr.
    g.n

  • Gość: [TRogaliński] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Pozdrawiam.

  • Gość: [Milena] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Dziękujemy za ujęcie nas w Pani zestawieniu :)
    Schody do nieba: niestety, ale jeśli chodzi o sprawy finansowe zmuszone jesteśmy dopłacać do "interesu", nad czym ubolewamy. Nie chodzi tylko o coroczną opłatę za serwer i domenę (to było przecież opcjonalne i w pełni nasz wybór, byśmy mogły samodzielnie nazwać bloga i nadać mu określony image). Przede wszystkim jest to ogrom czasu jaki poświęcamy na jego systematyczne prowadzenie. Oczywiście dzięki temu szkolimy warsztat i zaznaczamy swoją obecność.... ale nie można w naszym przypadku mówić o biznesie.

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    @ Milena

    To najpierw zapytajcie pani profesor, czy mozecie zarabiac pieniadze. Nie chce wam robic klopotow z pania profesor. Jak pani profesor pozwoli, to badzcie dobrej mysli.

  • Gość: [Milena] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Schody,
    rozumiem że prowokacja to jedyny język jakim operujesz. Nas to nie rusza

  • Gość: [schodydonieba] 142.243.254.*

    @ Milena

    A teraz dziecko przytul misia i idz juz spac.

  • Gość: [Milena] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    zadziwiająca błyskotliwość. ucinam tę bezsensowną dyskusję z człowiekiem, który nie ma nawet odwagi podpisać się nazwiskiem

  • izakow2

    Mileno, dokładnie! Zwłaszcza, że też na blogu nie zarobiłam ani złotówki.

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci