Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Leszek Knaflewski 1960 - 2014

izakow2

 

Kilka lat temu Wojtek Makowiecki, ówczesny dyrektor poznańskiego Arsenału, poprosił mnie o tekst do książki o sztuce Poznania. Miałam napisać o tym, dlaczego nie było sztuki krytycznej w Poznaniu. Zdałam sobie jednak sprawę z tego, że nie jest to dobrze postawione pytanie, gdyż można mówić o poznańskich artystach krytycznych, zaś najciekawszy wydał mi się Leszek Knaflewski.

 

Knaf odszedł od nas 6 września. Smutno pisać o nieżyjącym przyjacielu, ale należy Mu się tekst o nim na moim blogu.

 


 Elektryczna trumna, 2002

 

Leszek Knaflewski należał do artystów krytycznych wypowiadających się na tematy związane z religią i wpływem kościoła katolickiego na życie publiczne i prywatne w Polsce.


Zainteresowanie symbolami religijnymi pojawiło się w jego sztuce już w latach 80., kiedy działał w Kole Klipsa. Zresztą to właśnie od wystaw Koła Klipsa na Wielkiej 19 zaczęła się moja fascynacja sztuką współczesną. W ostatnim czasie Leszek z wielkim zaangażowaniem dążył do uwiecznienia dorobku tej grupy, traktowanej wciąż przez historyków sztuki nieco marginalnie. Niedługo córka moich cudownych przyjaciół – Justyna Kowalska wyda książkę o tych poznańskich młodych - gniewnych.

 


 

Leszek realizował wtedy obiekty oraz instalacje z użyciem materiałów organicznych: korzeni, ziemi i włosów, a jednym z istotnych motywów tych kompozycji był krzyż. Ukorzeniony krzyż interpretowany był jako znak siły oraz rozdarcia polskiego katolicyzmu, który z jednej strony przyniósł wielkie idee i wolę walki o samorządność, ale z drugiej – podtrzymuje postawy ksenofobiczne i ogranicza wyobraźnię.

 


 

Jedna z najbardziej znanych prac Leszka „Catolic Cola” z 2001 roku to fotografia przedstawiająca konia, który ma do boku przytwierdzony krzyż służący do orki, a towarzyszy temu logotyp: Catolic-Cola. Fotografia na lightboxie jest częścią instalacji złożonej ze szklanek z tym samym logo napełnionych ziemią.

 

 

To ukazanie świata zacofanego, kierującego się religijnym fundamentalizmem, odrzucającego wszelki postęp czy widzącego wszelkie zło w mitycznym „Zachodzie”. Paradoksalnie jednak ten świat przyswaja kulturę konsumpcyjną, ta staje się dla niego jedyną rozrywką, jeśli nie wręcz – jedyną rozkoszą, zaś jej symbolem jest Coca Cola (zamieniona na Colę katolicką).

 


Problem władzy symbolicznej Kościoła Knaflewski podjął też w pracy „Killing me softy” z 2005 roku, gdzie artysta występuje w przebraniu księdza, testując niejako znaczenia związane z tym strojem oraz pełnionymi przez księży funkcjami społecznymi (niesamowite jest to, że w sobotę, gdy umierał Lechu, pierwszy raz w życiu spotkałam księdza, który był człowiekiem uśmiechniętym i serdecznym, całkowitą odwrotnością wyobrażeń z tej pracy).  U Lecha ksiądz staje się postacią przerażającą, od której emanuje władza i siła, co wzmacniają użyte w pracy akcesoria militarne.

 


Inną pracą Knaflewskiego odwołującą się do przemocy systemów władzy jest instalacja "Good mit uns" z 2004 roku, o której pisałam, gdy zaczęłam prowadzić blog. Knaflewski nałożył na ramiona swastyki prezerwatywy przekształcając ją w przedziwną seksualną machinę. Koszmarny system III Rzeszy sprowadził kobiety jedynie do funkcji biologicznych, związanych z rozrodczością. Silny naród, silna rodzina, najważniejsza rola kobiety jako matki... To wszystko nie jest jednak aż tak bardzo odległe. Powraca jak nocny koszmar w wypowiedziach niektórych polskich prawicowych polityków czy księży. Założone na swastykę prezerwatywy to jakby próba zatrzymania tej machiny, powiedzenia stop namnażaniu się systemów przemocy.

 

Prace Knaflewskiego są analityczne, bije od nich zimno. Zresztą za to najbardziej je cenię. Są też niesamowicie precyzyjne. Można mieć wrażenie, że Leszek tworzył przedstawienia przy użyciu chirurgicznego skalpela. Pewnie, gdyby nie wybrał drogi artystycznej, zostałby chirurgiem. Przyglądając się jego pracom widać teraz, że fascynowała go również śmierć czy  - precyzyjniej - pytanie o niebyt.


Knaf był też prekursorem sztuki zrywającej z prymatem wizualności na rzecz dowartościowania dźwięku.  Uwielbiał muzykę rockową, sam grał na perkusji (tak przynajmniej twierdzi mój mąż, choć zastanawiamy się też nad gitarą elektryczną).

 

Pamiętam nasz wspólny wyjazd do Legnicy, gdzie byliśmy jurorami „Promocji”. Leszek był najspokojniejszym i najbardziej towarzyskim pasażerem, choć ze mną jako kierowcą nie jeździ się łatwo. Przeraził się dopiero, gdy groził nam bezpośredni kontakt z tirem (co zresztą wynikało z głupoty kierowcy tego tira). Było mi też trochę głupio, bo wciąż w kółko odtwarzała się płyta mojego męża z jego ulubionymi rockowymi kawałkami (wzięłam samochód męża, a swoich płyt zapomniałam). Leszek był tą płytą zachwycony, bo, jak powiedział, to jego muza. Potem znaleźliśmy płytę z szantami i też nam się podobało. Przegadaliśmy całą drogę tam i z powrotem. Nigdy tak szybko nie zajechałam do Legnicy, wróciliśmy równie szybko, a nasze wybory na konkursie były zaskakująco podobne. Były tam znakomite prace Pawła Matyszewskiego i Bartosza Kokosińskiego, który był zresztą też studentem Knafa. Równie serdeczny, towarzyski, ujmujący był Leszek podczas wszystkich wernisaży i powernisażowych imprez (zwłaszcza u Cezarego Pieczyńskiego). Wciąż umawialiśmy się na kolację i wciąż coś stało na przeszkodzie (w ostatnim czasie choroba jego ojca i mojej matki).


Leszek był również znakomitym pedagogiem, co widać po jego studentach. Odkryłam to już w 2006 roku na wystawie „Międzynarodowa Noc Dziecka” w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie prace prezentowali jego uczniowie. Jego absolwenci przejmują po nim niesamowite wyczulenie na dźwięk oraz swoistą mroczność.

 

A jeszcze a’propos dzieci – mój syn Bartek wyniósł bardzo wiele z wyjścia do pracowni Knafa. Grupka dzieciaków z poznańskiego gimnazjum Kuronia wraz z Kamilem Wnukiem odwiedza co jakiś czas mury, już teraz również mojego, Uniwersytetu Artystycznego. W kwietniu byli na świetnym performance studentki Knafa mówiącym o uwięzieniu w chorobie. Zdjęcie Kamila z tego wydarzenia jest teraz dla mnie magiczne. Jedna z ostatnich fotek, jakie mam z Knafem. To był już czas choroby mojej matki, której pogrzeb odbył się dzień przed śmiercią Leszka.


 

 

Na fotce – niesamowita dziewczyna wykonująca performance, po prawej - studenci, których znam z wykładów wraz z czuwającym nad wszystkim Leszkiem (jak zawsze ubranym na czarno), jeszcze bardziej po prawej gimnazjaliści, w tym mój długowłosy młody rockman. W tle  - centralnie ustawiona trumna i napis: Silence.

 

Cisza nad trumną? Leszku, ale czy Ty wytrzymasz bez rocka?

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [lolo pindolo z Poznania] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    cyt: Cisza nad trumną? Leszku, ale czy Ty wytrzymasz bez rocka?
    -------------------------
    taka też może być końcówka...
    ......a pogrzeb odbył się na Cmentarzu Górczyńskim parafii p.w. Matki Boskiej Bolesnej...

  • Gość: [artau] *.adsl.inetia.pl

    To był wspaniały gość, emanował równowagą choć w jego pracach wszelkie energie szaleją. Oprócz znajomości prywatnej łączyła nas dodatkowo pomyłka. Przez jakiś czas nasza [ i inni.] praca Obwieszczenie. Symetria opresji krążyła podpisana nazwiskiem Lecha. Mnie to wcale nie przeszkadzało. Ogromna strata.

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci