Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Niewidzialna praca kobiet-artystek

izakow2

W ostatnim czasie ukazały się Polsce co najmniej dwa opracowania dotyczące prekaryzacji pracy twórczej, braku honorariów dla artystów za udział w wystawach, braku zabezpieczeń socjalnych, silnej polaryzacji dotyczącej dochodów artystów oraz innych procedur wyzysku. Problemem jest brak namysłu nad zróżnicowaniem płciowym pracy artystycznej. Autorzy „Fabryki Sztuki” piszą: „Kwestie płci i powiązanych z nimi niesprawiedliwości pozostają niewidoczne i nierozpoznane”. Rozmawiałam dzisiaj z Mikołajem Iwańskim, który powiedział mi, że ten temat nie doczekał się do tej pory opracowań w ramach działań Ogólnopolskiego Forum Sztuki Współczesnej (choć prawdopodobnie pojawi się ze względu na przypadek bardzo złego potraktowania pewnej znanej artystki przez jedną z polskich uczelni artystycznych, ale o tym postaram się napisać przy innej okazji).

 

A przecież kwestia pracy artystów i artystek, ich sytuacji materialnej, zabezpieczeń socjalnych, sytuacji na rynku sztuki, jest zróżnicowana, jak w przypadku każdej innej pracy, ze względu na płeć. Można postawić tezę, że to zróżnicowanie jest tutaj nawet większe, niż w przypadku innych zawodów. Jak pokazały amerykańskie artystki działające w ruchu Guerilla Girls na swoim plakacie z połowy lat 90.: „Kobiety w Stanach Zjednoczonych zarabiają tylko 2/3 tego, co mężczyźni, kobiety artystki zarabiają tylko 1/3 tego, co mężczyźni artyści”.

 

 

guerillagirls3 

 

Niedawno ukazał się numer „ARTnews” zatytułowany „Women In the Art World”, powracający do dyskusji rozpoczętych na łamach tego pisma niemal 45 lat temu, kiedy opublikowany został tu słynny esej Lindy Nochlin, w którym postawiła prowokacyjne pytanie: „Dlaczego nie było wielkich kobiet artystek”. Pojawił się też tekst Elisabeth C. Baker, która pisała o utrudnieniach oraz stereotypach w zasadzie uniemożliwiających kobietom karierę artystyczną. Teksty te zostały ponownie opublikowane w „ARTnews” i, co więcej, cały numer pokazuje, że w zasadzie wciąż pozostają one aktualne.

 

Autorki współczesnych już tekstów zwracają uwagę na dysproporcje związane nie tylko z zarobkami artystów i artystek, ale też z ilością wystaw indywidualnych w, uchodzących za najważniejsze, galeriach i muzeach, a także z zasadniczo mniejszym z udziałem kobiet w najbardziej prestiżowych wystawach.

 

Maura Reilly przywołuje badania dotyczące udziału kobiet w wystawach w latach 2007 – 2014. W tym czasie w Whitney Museum w Nowym Jorku zostało zorganizowanych 29% wystaw indywidualnych kobiet artystek, jeszcze gorzej sytuacja wyglądała w takich muzeach jak Guggenheim i MoMa.

 

06_15_Women_Figure1Za: ARTnews

 

Podobne dysproporcje dotyczą wystaw indywidualnych organizowanych przez najważniejsze muzea i galerie w Niemczech, Wielkiej Brytanii oraz Francji. Reilly zauważa, że w przypadku takich ekspozycji jak Biennale w Wenecji czy Documenta w Kassel, mamy do czynienia z wzrastającym udziałem artystek. Jednak w tym przypadku najwięcej zależy od głównego kuratora i zdarza się, że udział kobiet w późniejszych edycjach jest niższy, niż we wcześniejszych. Autorka tekstu o seksizmie we współczesnym świecie sztuki, daje przykład Biennale w Wenecji, kiedy podczas edycji w 2009 roku, której kuratorem był Daniel Birnbaum, udział kobiet wynosił aż 43%, jednak w 2013, podczas edycji kuratorowanej przez Massimiliano Gioni ich udział spadł do 26%.

Również przeceniany i zmitologizowany rynek, zdecydowanie rzadziej interesuje się kobietami artystkami, zaś prace kobiet, jak podkreśla Amelia Jones, zyskują dużo niższą wartość od prac mężczyzn artystów z tego samego pokolenia oraz kręgu. Prawdopodobnie wciąż pokutuje przeświadczenie, które przywołała w 1971 roku Elisabeth C. Baker, że prace artystek sprzedają się gorzej. Maura Reilly podaje najwyższe ceny, jakie do tej pory na rynku sztuki osiągnęły prace artystek, porównując je z kwotami najdrożej sprzedanych prac stworzonych przez mężczyzn. I tak wśród artystek żyjących najwyższą cenę osiągnął obraz Yayoi Kusamy sprzedany za 7,1 mln $. Jednak najdrożej sprzedanym dziełem artysty żyjącego - za 58,4 mln $ - jest rzeźba Jeffa Koonsa. W przypadku XX-wiecznych twórców już nieżyjących, najdroższym obrazem namalowanym przez kobietę jest dzieło Georgii O’Keeffe sprzedane za 44 mln $, natomiast przez mężczyznę – tryptyk Francisa Bacona sprzedany za 142,4 mln$.

 

Amelia Jones pisze z kolei: „Rasistowski, klasowy i stosujący wykluczenia geograficzne zachodni system sztuki jest też seksistowski i heteronormatywny: „kobieta” jest ok, jeśli jest biała, niefeministyczna i odgrywa rolę „artysty geniusza” [jak przywołana w tekście Marina Abramović], „gej” może być akceptowany o ile artystę można zidentyfikować jako męskiego, białego i wpisującego się w średnia lub wyższą klasę”. Podkreśla ona również kwestię związaną z komercjalizacją sztuki, która pogłębia jeszcze istniejące dysproporcje, bowiem zarówno komercyjne galerie, jak i domy aukcyjne uprzywilejowują prace artystów, którzy pasują do „bezpiecznych” kategorii, takich jak: „biały męski malarz” lub „biały męski artysta intermedialny”.

 

Warto zwrócić na marginesie uwagę na kwestię geograficznych wykluczeń, o których wspomina Amelia Jones. Są one jednak również grzechem zachodnich feministek. Niedawno Wydawnictwo Rebis opublikowało polski przekład obszernej książki Whitney Chadwick „Kobiety, sztuka i społeczeństwo”. Autorka stara się przepisać historię sztuki z feministycznego punktu widzenia, dając wgląd w dzieje kobiecej twórczości od średniowiecza (m.in. niezwykła historia Hildegardy z Bingen) po współczesność. Ta publikacja wydana po raz pierwszy w 1990 roku była kilka razy aktualizowana. Autorka starała się uwzględnić i opisać artystki działające po dacie pierwszego wydania. Współczesności przygląda się ona bardzo szczegółowo, omawiając przede wszystkim artystki, które brały udział w takich wystawach jak Biennale w Wenecji.  Ale, choć wspomina zdawkowo o takich artystkach jak Katarzyna Kozyra czy Elżbieta Jabłońska, w zasadzie Europa Wschodnia jest w tej książce „białą plamą”, zaś wykluczenia geograficzne nie zostają sproblematyzowane. Nie znajdziemy informacji na temat Olgi Boznańskiej, Katarzyny Kobro, Aliny Szapocznikow, Marii Bartuszowej czy Sanji Iveković, zaś w przedmowie do wydania polskiego, autorka nie widzi potrzeby, aby z tych braków w jakikolwiek sposób się wytłumaczyć, dość ogólnie wskazując na potrzebę feminizmu w globalnej rzeczywistości XXI wieku, ale też zwracając uwagę, niestety bezkrytycznie, na obecny związek sztuki z realiami rynku.

 

 

Kobietysztukaspoleczenstwominimalka213x300

 

 

Można dojść do mało optymistycznego wniosku, że nasze rodzime artystki wciąż funkcjonują w systemie wielokrotnej dyskryminacji: jako należące do grupy zawodowej twórców, których dotyka prekaryzacja pracy, która jednak w naszych rodzimych dyskusjach dotyczących pracy artystów wciąż pozostaje niezróżnicowana płciowo, a co za tym idzie niezauważane są takie problemy jak np. „szklany sufit”; jako kobiety-artystki, które, aby funkcjonować w świecie sztuki muszą dostosować się do jego wymogów, odpowiadać na konkretne zapotrzebowania, wpisywać się w dominujące trendy (aktualnie podejmowanie przez nie tematów związanych z feminizmem czy orientacją homoseksualną w zasadzie usuwa je poza nawias mainstreamu), ale też jako artystki z Europy Wschodniej niezauważane przez zachodni feministyczny dyskurs (publikacja Chadwick pokazuje, że wystawa stworzona przez Bojane Pejić "Gender Check" przeszła niestety bez większego echa).

 

Zdecydowanie więc pojawia się u nas potrzeba sproblematyzowania pracy kobiet artystek, zobaczenia tej kwestii jako problemu strukturalnego, ale również, jak pisze Maura Reilly, potrzeba otwartego działania na rzecz zmiany tej sytuacji. Reilly przywołuje Jacqueline Rose, która uważa, że feminizm dzisiaj potrzebuje nowego, głośniejszego, bardziej wyrazistego, wręcz skandalicznego języka, który nie będzie siebie ugrzeczniał.   

 

Dlatego warto na koniec raz jeszcze przywołać Guerilla Girls:

advantages_woman_poster_15182_large

Komentarze (19)

Dodaj komentarz
  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    O to ze Europa Wschodnia jest "biala plama" to juz prosze miec pretensje do siebie, szanowne panie i szanowni panowie. Nie wiem czy w ogole zamieszczalbym tu komentarze, gdyby nie to ze robicie Polsce zly marketing.

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Mam dwa pytania:
    1. jak one maja zarabiac, jezeli pani Iza jest przeciw komercjalizacji?
    2. ktory "wielki Polak" przestrzegal zeby baby na statek nie wpuszczac?

  • Gość: [schody do nieba] *.251-131-66.mc.videotron.ca

    A jak sie wam podoba takie zdanie: "Zydzi czytali wiele ksiazek i w ten sposob hamowali rozwoj polskiego czytelnictwa."?

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Jakis czas temu mialem okazje obserwowac "sprawe Malanowskiej". Czytalem chyba z tuzin wypowiedzi w tej sprawie. Kto z wypowiadajacych sie mial racje? Nikt.
    Pani Malanowska chce zeby ludzie ktorzy drukuja ksiazki, ludzie ktorzy produkuja papier, kierowcy ciezarowek ktore rozwoza ksiazki zrobili zrzutke i dali pani Malanowskiej wiecej pieniedzy na bycie pisarka. Otoz jest dokladnie odwrotnie. To zadanie pani Malanowskiej polega na tym by poprzez swoja tworczosc dac tym wszystkim ludziom mozliwosc zarobienia.

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Pani Izo, czy pani czegos nie przekreca?
    www.moma.org/visit/calendar/exhibitions/1279

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Od lat 90' uplynelo tez troche czasu, szanowna pani profesor. Teraz 7 milionow to jak kiedys 3 miliony. Dzis nawet rzezby Koonsa sie za to nie kupi ;-)
    www.youtube.com/watch?v=jSRdQgidCHY

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Iza, smoke that cigar, and show niggers how we run this city!!!
    www.youtube.com/watch?v=37rfbbtM220

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    W tym wpisie pani profesor probuje wyjasnic niekomfortowa sytuacje kobiet tak zwana teoria postkolonialna. Ale to nie ta teoria. Objetosci wody nie mierzy sie w amperach. Globalizacja to przeciwienstwo kolonizacji. Kraje postprzemyslowe nie potrzebuja nikogo kolonizowac. To raczej style zycia mieszkancow tych krajow kolonizuja. Wystarczy tez spojrzec kto wygrywa w globalizacji - Chiny, Japonia, Niemcy. A wiec sami oddani przyjaciele Stanow Zjednoczonych ;-)

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Czytalem tez tekst Lindy Nochlin jak tez manifest Riot Girlz i odebralem je zupelnie inaczej niz szanowna pani. Pierwszy tekst argumentuje ze kobiety nie musza dreptac za facetami. Natomiast drugi wzywa do tworzenia autonomicznego zycia kulturalnego kobiet. Amen.

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Przepraszam, mialem na mysli Guerilla Girls, a nie Riot Girls. Swoja droga to Sellout Girls brzmialoby tez dobrze.

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Do czego to jeszcze dojdzie, pani Izabelo? Moze dziewczyny ze wsi beda tramwajami jezdzic? Festiwalizacja i komercjalizacja!
    www.youtube.com/watch?v=W2zwT_wW-Eg

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Podsumowujac..... nie rozumiem dlaczego krytyk ( czyli "gatekeeper" ) obnosi sie ze slabymi wynikami swojej pracy i szuka winnych wszedzie tylko nie we wlasnym podejsciu.

  • tcktck

    Mnie zastanawia inna rzecz, bo na pytanie o braku wielkich artystek odpowiedziała "kilka" lat temu Nochlin i pomimo powołania się w tekście na jej artykuł to zdaje się pani Kowalczyk powinna przeczytać go jeszcze raz - zwłaszcza w kontekście mitu wielkiego, sprzedającego się artysty.

    Mianowicie, tą inną rzeczą jest motywacja, która kieruje dziewczęta i kobiety na kierunki artystyczne. Nie mam pod ręką żadnych wiarygodnych statystyk (słusznie zatem ankiety rozesłała Fundacja Kozyry w celu zbadania tej liczebności), ale z doświadczenia wiem, że 80 procent studentów Akademii to kobiety . Zatem w którym momencie następuje "tresura dziewczynek", tak aby nie mogły stać się tzw. wielkimi artystami? Zatem jednak nie w liczebności siła, inaczej po boomie na studia zarządzająco-ekonomiczne powinniśmy mieć perfekcyjnie wykształconą kadrę specjalistów, którzy podnieśliby polską gospodarkę z niebytu w jakikolwiek byt... ale zostawmy metaforę, która nie do końca licuje ze specyfiką studiów artystycznych.
    Tak naprawdę, parafrazując Nochlin, nie ma wielkich artystów, bo artysta stał się tylko produktem rynkowym. Roszczenia produktu wobec swojego copywritera i eksportera są jakby... niesłyszalne. Chciejcie myśleć, że to nadal destrukcyjny wpływ mitu wielkiego artysty rzutuje na niskie ceny cennych malarek - a to tylko ten mit wzbogacony marketingiem.

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Pare dni telewizja nadala ten film
    en.wikipedia.org/wiki/Anna_and_the_King
    Wydaje mi sie ze to bardzo genderowy film, tyle ze dla nastolatek. Bylo troche o roznicach pomiedzy Azja i Zachodem, pomiedzy statusem i zawodem.

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    A moze wyzwolenie kobiet, ktore juz troche trwa, skonczylo sie terrorem maminsynkow? ;-))))

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Ostatnio przeczytalem i to:
    magazynszum.pl/krytyka/czy-twoj-umysl-jest-pelen-dobroci
    Jakie bledy sie tu popelnia?
    1. Praca Julity Wojcik. Uslugi to nie tylko sprzatanie, uwazane za ponizajace. Chirurgia, pilotowanie samolotow, reklamowanie atrakcji turystycznych, projektowanie budynkow, to takze uslugi. Zreszta sprzatanie tez wymaga inteligencji i mozebyc bardzo dochodowe.
    2. Rafal Jakubowicz. Praca w takich zakladach jest lepsza od smierci glodowej. Sa kobiety ktore zatrudniaja sie w tego typu fabrykach zeby nie siedziec w domu, a jeszcze czesciej zeby oplacic edukacje dzieci. O ile wiem to pan Jakubowicz robi wlasnie w edukacji. Zeby porownywac te miejsca do obozow koncentracyjnych, to trzeba byc "wnusiem".
    3. Jacek Markiewicz. Ten projekt mozna skomentowac nastepujaco "tak niektorzy wyobrazali sobie kapitalizm". O ile wiem pan Markiewicz wybitnym biznesmenem na razie nie zostal.

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Ja mysle ze one sa, takie wielkie artystki. Tylko ze wy ich nie znacie. Wy po prostu praktykujecie pewien styl zycia. Jakos nie wyobrazam was sobie tam gdzie Durer kombinuje jak zarobic, zeby sie za bardzo nie narobic; ani tam gdzie Leonardo zatrudnia sie jako konsultant militarny i potem "no to moze ja bym tu cos namalowal na tej scianie, bo tak pusto?"; ani tam gdzie Van Gogh obcina sobie ucho; ani nawet w burdelu z Toulouse - Lautrec. No chyba ze w fantazjach ;-)
    www.youtube.com/watch?v=rmXZzN6VHP0

  • Gość: [poznański obserwator z Afryki] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    i co tam Pani Izo?
    idą zmiany... :)

    zdaje się ,że już nie będzie Pani rozdzielać stypendiów z podatków biednych ludzi ... ;)
    byczo jest!

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    A kto powiedzial ze wam sie jakies stypendia naleza?
    www.youtube.com/watch?v=_K-mw4CSfnI

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci