Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Zwrot konserwatywny C.D. - głównie na przykładzie Poznania

izakow2

 

W 2009 roku pisałam na blogu o konserwatywnym zwrocie w sztuce. W międzyczasie temat ten pojawił się też na sesji w MSN-ie w 2014 roku, ale rzadko zdarza mi się bywać na warszawskich salonach, a z peryferyjnej perspektywy niektóre rzeczy widać ostrzej. Dzisiaj warto zapytać o dalsze losy konserwatywnego zwrotu.

W 2009 starałam się go scharakteryzować w ten sposób:

Jedni twierdzą, że panują tu tendencje lewicowe, co jest jakąś totalną pomyłką. Bo to, co oni określają „lewicowością”, jest zwyczajnym neoliberalizmem. Ten z kolei, jak sądzę nałożył się na konserwatyzm, który zawsze miał się w tym światku dobrze. Ten konserwatyzm prezentowali ci, którzy atakowali sztukę krytyczną – i prawicowcy, i gamoniowaci krytycy, którzy jakoś nic z niej zrozumieć nie mogli. A do tego cała rzesza artystów i krytyków, którzy twierdzą, że ze sztuką wiążą się uniwersalne wartości, albo najważniejszy jest warsztat i jakość wykonania (jakby to zresztą ktoś odrzucał!).

Aktualne? Raczej obecnie jest gorzej, polityczne podziały przekładają się na świat sztuki, mowa już nie o układzie, ale o mafii. Niektórzy są przekonani, że „trzeba rozbić ten układ”, choć tak naprawdę każdy, kto zachowuje odrobinę zdrowego rozsądku, a ma coś wspólnego z polskim światem sztuki, nie wie, czym niby ten układ jest. Środowisko nie jest jednolite, jedni są bardziej lewicowi, inni bardziej neoliberalni (w tej chwili nie nakłada się to już na siebie tak, jak wówczas sądziłam, zaś opcje te ulegają coraz większej polaryzacji). Toczą się zażarte dyskusje i polemiki (to choćby casus książki Karola Sienkiewicza, a obecnie na FB Iwo Zmyślony występuje jako obrońca rynku przeciwko, niczemu niewinnej, bo jedynie rzetelnej recenzentce książki „Skuteczność sztuki” – Agacie Pyzik). Momentami można odnieść wrażenie, że wszyscy ze wszystkimi toczą wojnę (szczególnie w Warszawie), a niektórzy nawet nie są wpuszczani do galerii (opisany ostatnio przypadek Karoliny Plinty). Wspomniany podział na centrum i peryferie bywa dotkliwy, zaś strategie wykluczania dotykają sporą grupę artystów i artystek, również tych lewicowych. Oto ów mityczny układ…

Tymczasem prawicowy, coraz bardziej brutalny, język przenika do publicznych galerii oraz wybrzmiewa podczas dyskusji. W tej wizji istnieją tylko dwa obozy: czarny i biały.

 

Weźmy na przykład Poznań i aktualną wystawę „Strategie buntu” w galerii „Arsenał”, na której pojawiają się takie oto hasła: „III RP śmierdzi od łba”, „Feministko, użyj mózgu przed stosunkiem. Nie pieprz bez sensu!”, „Jesteś wredna, brzydka i leniwa - zostań feministką”, „Jesteś homo? OK. Ale nie spedalaj nieletnich”, „Kobiety palą się lepiej”.

 

To nic innego, jak użycie raniących słów, jak powiedziałaby Judith Butler, słów, ustawiających określone podmioty w pozycji podporządkowanej, słów, których nawet przytaczanie w celu krytyki, jest podwajaniem raniącej mowy.

 

Zadziwia uparte eksponowanie przez Piotra Bernatowicza, dyrektora "Arsenału" i kuratora wystawy, prac The Krasnals. Popieranie tej grupy jest bowiem niczym innym jak popieraniem słownej agresji, chamstwa, a także znieważania innych (co samo w sobie jest czynem karalnym, art. 216 KK). Grupa ta ujawniła w pełni swoją „kulturę” w odpowiedzi na ostatni ranking „Obiegu”, gdzie pod adresem jego współpracowników padły takie określenia jak: „lizofiut”, „nomenklaturczyk”, „stara menda”, „powinien siedzieć w psychiatryku”, „pierdziel”, „cuchnący ferment” itp. Warto postawić pytanie, czy tego rodzaju język powinien być wspierany przez publiczną galerię sztuki?

 

Bernatowicz, skrytykowany przez dziennikarza lokalnej „Gazety Wyborczej”, poczuł się od razu wywołany do odpowiedzi. 

 

Kończąc swój przewrotny tekst, Bernatowicz, nie pierwszy raz zresztą, był łaskaw powołać się na mnie (prawdopodobnie robi to specjalnie, na zasadzie „uderz w stół”, a oczywiście ja nie będę milczeć, jak milczy obecnie większość poznańskiego środowiska, udając, że tej galerii nie ma. Ale galeria jest publiczna, poznańska, należy do nas wszystkich jako mieszkańców i mieszkanek tego miasta, a nie jest czyimś prywatnym folwarkiem!).

 

Pisze on:

 

„Na koniec chciałbym zaakcentować, że zrobiłem tę wystawę właśnie dlatego, że kieruję publiczną galerią i tak postrzegam swoją misję, aby korzystając z autonomii instytucji kultury, dotykać spraw ważnych, wytrącać z kolein myślowych, choć czasem może to wywoływać kontrowersje. Pobudzić do myślenia poprzez wykorzystanie wyjątkowości mediów wizualnych i sztuki. Przede wszystkim wywołać dyskusję, która jest w interesie publicznym, w interesie polskiej demokracji, która - jak mówi historyczka sztuki i feministka, prof. Izabela Kowalczyk - "nie jest dla obrażalskich"”.

 

Proszę! Wytrącaniem z kolein myślowych, pobudzaniem do myślenia nazywa on nawoływanie do nienawiści? Pełen samozadowolenia zadaje też pytanie, czy redaktor Nyczka słyszał kiedykolwiek o sztuce krytycznej.

 

Widać niestety, że Piotr Bernatowicz, który na początku mojej kariery uniwersyteckiej był moim studentem, zajęcia ze sztuki krytycznej musiał chyba przespać. Bo może warto mu przypomnieć – sztuka krytyczna w polskim wydaniu burzyła stereotypy i przyzwyczajenia, ujawniała brak tolerancji i wykluczenie innych. Nie zaś, jak chciałby Bernatowicz, wspierała ksenofobię, seksizm czy homofobię! Tym samym mamy raczej do czynienia z żałosną karykaturą sztuki krytycznej czy raczej myślenia o niej. Pokazuje to zresztą, że Bernatowicz nie ma żadnych narzędzi teoretycznych w obronie własnej wystawy, skoro musi „zgapiać” narzędzia wrogiego sobie obozu. Ujawnia się tu słabość zarówno intelektualna, jak i twórcza, o której mówił jakiś czas temu Stach Szabłowski:

 

„Myślę, że kłopot środowiska konserwatywnego polega na problemie z tworzeniem [i myśleniem – IK]. Dlatego dyskusja o tym, co robić samemu, tak często zbacza w dygresję o tym, czego by tu zabronić robić innym. Podejrzewam, że w tym rzekomo zepchniętym do podziemia świecie sztuki tradycyjnej panuje nie kontrrewolucyjny ferment, lecz niemoc. I dlatego krytyka konserwatywna tak łatwo wyradza się w krytykę spiskową”.

O bezwładzie intelektualnym tej opcji zaświadczają też setki bełkotliwych komentarzy na tym blogu, które już dawno przestałam czytać.

 

Wracając do sztuki krytycznej – nie była ona jednoznaczna, ani nie zawierała prostych przekazów. Jakoś trudno mi przypomnieć sobie prace, w których pojawiałyby się np. takie hasła: „Kościół śmierdzi od łba”, „Mężczyzno, użyj mózgu przed stosunkiem. Nie pieprz bez sensu!”, tudzież: „Jesteś wredny, brzydki i leniwy – wstąp do partii prawicowej”, „Jesteś księdzem? OK. Ale nie spedalaj nieletnich”, „Mężczyźni palą się lepiej”. Może w tej wersji będzie niektórym łatwiej zrozumieć, że w Arsenale prezentowana jest mowa nienawiści! A gdyby ktoś poczuł się urażony, niech zgłosi się do Piotra Bernatowicza, to w końcu tylko delikatna trawestacja haseł z jego wystawy. Gdyby jednak taki język pojawił się w sztuce krytycznej, nie byłaby to już sztuka, ale tania i głupia propaganda! Czy naprawdę Bernatowicz myśli, że ktoś nabierze się na ten bełkot, że sztuka prezentowana w Arsenale jest krytyczna?

 

Istotną częścią sztuki krytycznej lat 90. była twórczość feministyczna, natomiast feminizm w poznańskim Arsenale jest obecnie wybitnie nielubiany. Ujawniła to już wystawa „Bez różu” (a więc sztuka kobiet bez feminizmu), „Strategie buntu” zaś to potwierdzają. Za co Bernatowicz tak bardzo nie lubi feministek, trudno stwierdzić. Sama zwykle pytam studentki, które mówią, że nie lubią feminizmu, komu właściwie zawdzięczają możliwość studiowania, pracy, robienia kariery? Może „sprawiedliwe” byłoby więc, gdyby kobitki zamknąć w domu, przy garach, a jak się nie dadzą – to je spalić?

 

 

gust_arsenal

 Izabella Gustowska, frahment instalacji "She - Ona", wystawa "Uroki władzy", Galeria Arsenał, Poznań 2009

 

  

Ale żarty na bok, Poznań ostatnio chyba zaczął zmieniać się na lepsze, staje się bardziej otwarty, co potwierdził tegoroczny Marsz Równości. Trudno niestety powiedzieć to samo o poznańskich publicznych instytucjach sztuki. Chlubnym wyjątkiem na tym tle pozostaje Centrum Kultury Zamek, gdzie organizowane są ciekawe wystawy, ale nie jest to przecież instytucja zorientowana wyłącznie na sztuki plastyczne.

 

„Arsenał”, podobnie zresztą jak Muzeum Narodowe, wydają się natomiast przeciwieństwem otwarcia, zasklepiając się w swoim konserwatyzmie. Co się stało z moimi kolegami po fachu – poznańskimi historykami sztuki, między innymi tymi, którzy zarządzają wspomnianymi instytucjami publicznymi? Czy nie dopadł ich syndrom „końca sztuki”, o którym pisze Georges Didi-Huberman? Wskazuje on na „krzyk rozpaczy tych, których sztuka współczesna w całości przeraża”. A pewnie jeszcze bardziej przerażają ich pojawiające się w tej sztuce odniesienia społeczne, choćby wspomniany feminizm. Paradoksem jest to, że pierwszy raz o feministycznej historii sztuki słyszałam na wykładach u moich starszych kolegów w Instytucie Historii Sztuki. Nie wyszydzali feminizmu, nie wyśmiewali, traktowali z dużym zainteresowaniem… Dziś natomiast sztuka feministyczna, krytyczna, społeczna, jak się wydaje, zostały przez nich skreślona jako nie-sztuka.

 

Następny paradoks polega na tym, że jeśli w Poznaniu pojawia się sztuka feministyczna, to w prywatnych galeriach (choćby aktualna jeszcze ekspozycja „Fotografowie i feministki”, zapowiadają się interesujące wystawy Izabelli Gustowskiej i Oli Ska). Dobrze, że są, ale dlaczego nie w galerii miejskiej albo w Muzeum? (tu osiem lat temu miała miejsce świetna ekspozycja Gustowskiej, ale to już kawał czasu…).

 

Nie chodzi bowiem tylko o niedostrzeganie sztuki zaangażowanej. Jak to jest możliwe, że „Koło Klipsa” nie miało w Poznaniu wystawy monograficznej, jak ta, którą zorganizowało łódzkie Muzeum Sztuki? Dlaczego wystawa Leszka Knaflewskiego odbywa się jedynie w warszawskim CSW? Dlaczego nie dostrzegany jest w poznańskich instytucjach potencjał naszych intermediów? A wielki nieobecny w poznańskich publicznych instytucjach – Jarosław Kozłowski? Dlaczego nie było zainteresowania w Muzeum Narodowym Andrzejem Matuszewskim, ani wystawą, która byłaby dyskusją z kontekstualizmem Jana Świdzińskiego?  Dlaczego Muzeum nie dopuściło do prezentacji w tym roku wystawy „Projekt Ulotka”, będącej integralną częścią tournée ekspozycji „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna awangarda”? Brali w niej udział między innymi świetni poznańscy graficy, jak choćby Stefan Ficner. Cenzura, przeszła jak zwykle niemal bez echa, zauważona jedynie przez poznańskich anarchistów. Pytania o to, czego nie ma, można by mnożyć w nieskończoność, ale nie o to chodzi. Chodzi bowiem o to, co stało się z Muzeum Narodowym, które przeistoczyło się w miejsce mało interesujące i niemal zupełnie niezainteresowane współczesnością (jedna jaskółka – Joanna Przybyła wiosny jeszcze nie czyni…)?

 

A problem doskwiera, mamy przecież w Poznaniu świetnych artystów i artystki, zarówno tych starszych, jak i znakomicie zapowiadających się studentów i studentki. Dość wspomnieć, że tegoroczne Rybie Oko wygrał Adrian Kolarczyk, absolwent studiów licencjackich (owszem, przyłożyłam się do tego, ale nawet go nie znam). W swej realizacji podejmuje on problem pracy, fachu, rzemiosła, pytając zarazem o status artysty dzisiaj.

 

To jeden z najbardziej nurtujących obecnie problemów i mogę zaręczyć, że w sztuce będzie wracał coraz częściej. Nawet, jeśli Karolina Staszak, redaktorka „Arteonu”, współpracująca z poznańskim „Arsenałem”, powiedziała niedawno na dyskusji „Młodzi w polu sztuki” towarzyszącej wystawie najlepszych dyplomów w gdańskiej ASP, że kondycja prekarna artystów nie jest ciekawym tematem do dyskusji i jej zupełnie nie interesuje, bo w sztuce szuka ona znaczeń metafizycznych…

 

To tak, jakby za wszelką cenę zapominać o tym, o czym napisała Ewelina Jarosz w odniesieniu do gdańskiej wystawy:  „To, z czym często spotykają się młodzi artyści i artystki zaraz po wyjściu z uczelni to nie Hollywood, ale brak perspektyw, brak nabywców ich wytworów, mozolne przedzieranie się do świata sztuki, problemy z utrzymaniem pracowni, konieczność godzenia pracy artystycznej z zarobkową, a nierzadko także porzucenia sztuki i wyjazdu na Zachód w roli rzemieślników lub pracujących ‘na zmywaku’”.

 

Wracając zaś do sytuacji w Poznaniu, brakuje tu tego, co integrowałoby środowisko artystyczne, a taką funkcję powinny przecież pełnić instytucje publiczne. Galeria ON odeszła już prawie w niepamięć, komercyjne galerie takie jak Starter, Stereo, Pies, nastawione na młodych twórców, uciekły do Warszawy. W Poznaniu jest więc tak: artyści – sobie, instytucje publiczne – sobie. Przykre tylko, że tak świetni artyści i artystki, nagradzani, biorący udział w prestiżowych wystawach, nie mają w zasadzie czego tutaj szukać. Jeszcze gorsze perspektywy mają studenci i studentki, bo marne są szanse, aby wspierana była tu – w sposób instytucjonalny – ich kariera.

 

W innych miastach nie jest zresztą wcale lepiej. Oburza choćby to, co dzieje się obecnie wokół konkursu na dyrektora Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu. Konkurs wygrał Stach Ruksza, jeden z najbardziej profesjonalnych i interesujących kuratorów w Polsce, jednakże, oprócz niego, komisja zarekomendowała prezydentowi Torunia dwóch innych kandydatów, w tym Wacława Kuczmę, obecnego dyrektora Galerii BWA w Bydgoszczy i to właśnie on miałby zostać powołany na stanowisko dyrektora CSW. Miałam okazję posłuchać tego pana podczas wspominanej dyskusji na ASP w Gdańsku. On również, jak Karolina Staszak, uważał, że prekarna sytuacja artystów nie jest interesującym tematem. Zwłaszcza, że artyści są, według niego, coraz bardziej roszczeniowi. Podał też przykład niemiecki, gdzie, według niego, artyści sami płacą za udział w wystawie. Można sobie wyobrazić próbę wprowadzenia takiego wzorca w toruńskim CSW… Najbardziej jednak dziwi mnie to, że Kuczma jako dyrektor publicznej galerii i osoba starająca się o stanowisko w publicznym Centrum Sztuki, w czasie dyskusji wspomniał, że publiczne galerie powinny zostać zlikwidowane!

 

Ludzie prezentujący podobne poglądy, stający po prawej stronie sceny artystycznej nie chcą wiedzieć o tym, że sztuka jest dobrem publicznym, a nie tylko przedmiotem handlu czy przedmiotem politycznych manipulacji.

 

Obawiam się, że w przypadku Poznania ziściło się to, o czym pisałam na blogu w 2013:

 

Kandydatura Bernatowicza pociąga za sobą niebezpieczeństwo polityzacji sztuki. W jednej ze swych wypowiedzi mówi on wyraźnie: „prawdziwa sztuka w swej istocie jest konserwatywna – potrzebuje czasu by wybrzmieć. Opiera się o tradycję”. Sprzeciwia się on również tradycji kontrkultury, wiążąc ją w przedziwny sposób z ideologiami totalitarnymi.

 

Oby nie ziściło się to w Toruniu czy gdziekolwiek indziej. Ale trzeba wciąż przypominać, że sztuka jest sprawą publiczną, a instytucjami publicznymi powinni zarządzać ludzie, którzy zdają sobie z tego sprawę!

 

Komentarze (20)

Dodaj komentarz
  • Gość 46.228.232.*

    a dlaczego w opisie poznańskiego pejzażu zabrakło galerii w Starym Browarze?

  • izakow2

    odpowiedź jest prosta: pisałam o instytucjach publicznych! wystawy w Starym Browarze zostały wspomniane

  • Gość: [bulgota piknik] 142.243.254.*

    Szanowana pani Izabelo. Mamy zdaje sie poczatek roku akademickiego. To swietna okazja oby wyjawila nam szanowna pani ile ma zaliczen (zdobytych na jakich uczelniach i u jakich to naukowych znakomitosci ) z nastepujacych dziedzin:
    1) nauki polityczne
    2) ekonomia.
    www.youtube.com/watch?v=-HjIRDBStrg

  • Gość 46.228.232.*

    Nie rozumiem dlaczego każdy musi się interesować sytuacją socjalną artystów? to nie jest tak że artyści przeanalizowali już sytuację socjalną innych grup społecznych, i teraz na końcu zajmują się sobą. Była sztuka o sztuce, sztuka o instytucjach, a teraz jest sztuka o bycie artysty, wydaje mi się że tematyka ogranicza się do świata sztuki.
    Oczywiście są też inne tematy ale nie rozumiem dlaczego każdy musi się interesować wszystkim albo tym modnym.

  • Gość 46.228.232.*

    Pisała Pani o galeriach komercyjny Starter, Stereo, Pies które uciekły do Warszawy, więc może warto wspomnieć że galeria w Starym Browarze nie została zamknięta. Nie oczekuje analizy programu no ale albo wymieniamy wszystkich albo przeprowadzamy precyzyjną selekcje.

  • Gość: [ojeju] *.play-internet.pl

    Dodam, że po wystawie zapowiada się niezmiernie ciekawa dyskusja
    "Pułapki współczesnej kultury dzis o 19.

    Gościem będzie między innymi Mateusz Matyszkowicz z Frondy Lux (tak to od tej Frondy),redaktor portalu Teologia Polityczna...

    Może lepiej byłoby dodać przymiotnik "katolicka" do "galeria miejska", przynajmniej każdy wiedziałby czego się spodziewać.

    Pozdrawiam

  • Gość: [bulgota piknik] 142.243.254.*

    gosc 23.07.26

    Kazdy jest odpowiedzialny za siebie. Student to osoba pelnoletnia. Ale co sie dzieje na tych uczelniach, ze ich absolwenci ida prosto na zmywak?

  • Gość: [bulgota piknik] 142.243.254.*

    Moze to jest opcja dla niektorych?
    www.youtube.com/watch?v=8xHun6klxvA

  • Gość: [bulgota piknik] 142.243.254.*

    Po czym wy poznajecie co jest tradycyjne, a co progresywne jak was interesuje tylko zabawa "we wlasnym gronie"?

    www.youtube.com/watch?v=Gh0UZW8Q_xA

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Powyzej wkleilem film o hipsterach z Brooklynu ktorzy sami sobie tworza miejsca pracy. To sie dzieje nie tylko w Nowym Jorku. Ale w samym Nowym Jorku powstalo od 2008 roku okolo 430 tysiecy nowych miejsc pracy. Przede wszystkim w takich dziedzinach jak: arts, media, entertainment. Aglomeracja nowojorska to okolo 20 milionow. Polska to prawie 40 milionow. mogloby byc juz okolo miliona nowych miejsc pracy. Wiec dlaczego ich nie ma? Ano taka jest destrukcyjna sila chorych ideologii. Moi znajomi nie tylko czytaja te same ksiazki co wy, oni je czesto pisza. A dlaczego je pisza? Bo madrzy ludzie ksiazki pisza, glupi ludzie ksiazki czytaja.

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Poor but sexy Polish girl. Jak tu was nie lubic dziewczyny ;-)))

    www.theguardian.com/books/2014/aug/07/poor-but-sexy-culture-clashes-europe-east-west-agata-pyzik-review

  • Gość: [Jacek Adamas] *.tonetic.pl

    Historia sztuki wg. Kalego! Mężczyźni nie mogą palić się lepiej gdyż to kobiety palą się lepiej o czym mówią doświadczenia sonderkommando w Auschwitz na które się powołałem w swojej pracy. Proponowałbym krytycznie o rzeczy po jej wcześniejszym obejrzeniu. www.youtube.com/watch?v=jyYbHb4onaI Sztuka krytyczna ograniczona do jedynie słusznych tematów jest propagandą. Jest Pani kolejnym profesorem po Marku Wasilewskim odwołującym się do Kodeksu Karnego, może pozew zbiorowy od uczelni artystycznej.

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Izakow 2

    Pani profesor. Czy czasem wyprzedaje pani swoja uzywana bielizne?

    www.youtube.com/watch?v=67iwT2C8kMA

  • Gość: [schody do nieba] 142.243.254.*

    Na pewno przydaloby sie jej wysokosci szkolenie z komunikacji asertywnej.
    W tym kraju przeciez wszyscy wszystkich szkolom.

    www.youtube.com/watch?v=OraCnnqObRU

  • Gość: [Angela Merkel z poznania] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    nie ma Gender ,nie ma kasy...
    ale są nowe nabory w Biedronce...
    Pani Kierownik Iza Kowalczyk ...to dobrze brzmi... :)

  • Gość: [schody do nieba] *.201-203-24.mc.videotron.ca

    Rock patriotyczny i "elementy kultury wyzszej". Moje gratulacej, czyli tak naprawde bez zmian.

  • Gość: [schody do nieba] *.201-203-24.mc.videotron.ca

    No i za cztery lata wybory. Radze to wziac pod uwage.

  • izakow2

    Ktoś tu anonimowo pytał o Stary Browar. Wtedy jeszcze nie było mowy o zamknięciu galerii, ale zamknięta zostanie!

  • Gość: [Pan Andrzej] *.play-internet.pl

    Skonczylem asp w Poznaniu ladnych kilka lat temu, poszedlem do pracy i troche przestalem interesowac sie sztuka i tym co sie dzieje w poznaniu. Oczywiscie dochodzily mnie sluchy, ze galerie stad uciekaja( pies, stereo) i ze hest troche kulturalna pustynia ale nie przykladalem do tego wiekszej uwagi, bo skupilem sie na sciezce zawodowej. Ostatnio zona kupila mi arteon... Pamietam to pismo z dawnych studenckich czasow, uwazalem je za troche przeintelektualizowane ale trzymajace poziom, natomiast to co tam teraz zobaczylem to jest totalna katastrofa, poziom tej gazety jest porownywalny do plastikowych

  • Gość: [Pan Andrzej] *.play-internet.pl

    Skonczylem asp w Poznaniu ladnych kilka lat temu, poszedlem do pracy i troche przestalem interesowac sie sztuka i tym co sie dzieje w poznaniu. Oczywiscie dochodzily mnie sluchy, ze galerie stad uciekaja( pies, stereo) i ze hest troche kulturalna pustynia ale nie przykladalem do tego wiekszej uwagi, bo skupilem sie na sciezce zawodowej. Ostatnio zona kupila mi arteon... Pamietam to pismo z dawnych studenckich czasow, uwazalem je za troche przeintelektualizowane ale trzymajace poziom, natomiast to co tam teraz zobaczylem to jest totalna katastrofa, poziom tej gazety jest pidobny do wyrobow sztukopodobnych ktore tam opisuje, do tego w srodku reklama galerii z takim glucuarstwem jakiego juz dawno nie widzialem( trzeba niestety nazywac rzeczy pp imieniu). Przypomnial mi sie ten blog, ktory tez kiedys czesto odwiedzalem i odetchnalem troche z ulga, na szczescie zostal ktos kto badal trzyma poziom. Jesli arsenal jest zwiazany z arteonem i ma ten sam poziom to lepiej byloby go zamknac i otworzyc tam biedronke. Wspolczuje Pani Izo bo zostala juz Pani chyba jako jedna z nielicznych na placu boju. zycze wiec duzo sily i cierpliwosci :) ( przepraszam za literowki, ale pisze z telefonu)

Dodaj komentarz

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci