Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

kwiaty

Florofilia Ani Mizgajskiej

izakow2

Jedną z nowych gałęzi sztuki jest bio art – twórczość zainteresowana różnorodnymi formami życia pojawiającymi się w naszej rzeczywistości, zwierzętami, roślinami, a także samą biologią. Sztuka ta łączona bywa z posthumanizmem, gdyż, jak podkreślają współcześni myśliciele, nie jesteśmy jedynymi, a przy tym najważniejszymi mieszkańcami Ziemi. Jesteśmy raczej zapatrzonymi w sobie egoistami, którzy zapominają o tym, jak bardzo nasze życie uzależnione jest od całego świata przyrody. A słyszeliście, że wymierają pszczoły? Gdy ich zabraknie, życie na ziemi może zacząć umierać. Bio art to również poszukiwanie transgresji, przekraczanie granic, poszukiwanie tego, co wspólne pomiędzy nami a innymi mieszkańcami planety. Ale bio art to również próba odpowiedzi na pytania, jak daleko może sięgać ludzka ingerencja w naturę, co mogą przynieść nam genetyczne modyfikacje czy inne sposoby ingerencji w świat biologii. Zaciera się przy tym różnica między nauką a sztuka, gdyż ta ostatnia, tak jak nauka, wykorzystuje często biotechnologie, a także dąży do odpowiedzi na pytanie, jak może wyglądać nasza przyszłość. Sztuka ta podejmuje również wezwania etyczne, każąc nam zastanowić się nad słabszymi (a przynajmniej za takie uważane) formami życia.  


Dużo na ten temat pisze Monika Bakke, która wydała ostatnio książkę „Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu”. Bardzo podoba mi się jej określenie florofilia, czyli miłość do roślin. Pisała o tym między innymi w numerze „Czasu Kultury” pod znaczącym tytułem „Rośl-inność” (5, 2008). Bakke pisząc o francuskim artyście George Gessercie, zwraca uwagę, że rośliny są wszędzie, jednakże postrzegamy je przede wszystkim poprzez nasze potrzeby fizjologiczne, takie jak oddychanie czy jedzenie, choć traktujemy je również jako obiekty estetycznej kontemplacji. „Najrzadziej zaś myślimy o roślinach w kontekście wspólnej genealogii, gdyż nasze ciała tak bardzo różnią się od ich ciał. Rośliny są jednak naszymi przodkami, formami życia zamieszkującymi Ziemię na długo przed nami. Mają więc własne strategie przetrwania i skomplikowane relacje z innymi formami życia, takimi jak na przykład zwierzęta, którym nie tylko pozwalają się zjadać, ale również potrafią się nimi posługiwać. W kontekście jednak Arystotelesowskiej hierarchii bytów, a później jeszcze pod wpływem idei chrześcijańskich – rośliny zostały niemalże całkowicie zdegradowane i uprzedmiotowione”.  Dalej Bakke pisze o poszukiwaniu tego, co w nas roślinne, pytając o roślinność naszych ciał, zwracając także uwagę na nasze upodobanie do roślin, szczególnie do kwiatów.  


Piszę o tym, bo niedawno odwiedziła mnie koleżanka jeszcze z liceum, Ania Mizgajska, fotografka, ostatnio zafascynowana też ogrodnictwem. Pokazała mi swoje zdjęcia, które od razu skojarzyły mi się z opisywaną przez Bakke, florofilią.




 

Na tych fotografiach roślinność przenika się z cielesnością, gdyż nałożone i odpowiednio skomponowane ze sobą (zmodyfikowane komputerowo) zostały zdjęcia roślin i intymnych miejsc kobiecego ciała. Przez to roślinność na tych fotografiach jest zarazem piękna, jak i groźna.



 

Okazuje się, że to, co wspólne roślinom i ludziom, to właśnie aspekt seksualny. Jak pisze Bakke: „szczególnie fascynują nas kwiaty, które jako organy płciowe roślin w sposób oczywisty istnieją właśnie po to, by budzić zainteresowanie: owadów, ptaków i innych zwierząt, w tym człowieka”. Warto więc przyglądać się uważniej roślinom, a także pracom artystycznym podejmującym ten temat.



Ogród Zofii Kulik

izakow2

Ogród kojarzy się zwykle z czymś pięknym, niezwykłym, tajemniczym. Z miejscem natchnienia, lub wytchnienia.


Ale ogród jest też po prostu miejscem, które nam czegoś dostarcza, gdzie coś hodujemy, albo wyrasta samo: proszone, albo i nie, chciane, lub niechciane. Mogą to być owoce, warzywa, kwiaty, chwasty, grzyby (moje ostatnie grzybobranie ograniczyło się w zasadzie do przestrzeni mojego leśnego ogrodu).


Ale czy może to być ludzkie ciało?



 

To pytanie pojawiło się w związku z cyklem prac „Ogród” Zofii Kulik, o którym przypomniałam sobie w związku z „Deseniami” i pytaniem o modela, które pojawiło się przy poprzednim wpisie.


Tutaj forma kwiatu została nałożona na wizerunek modela (tak, tak, wciąż tego samego).



 

Ale o czym to świadczy? Czy kwiat jest jak ciało, a ciało jest jak kwiat? Jaki kwiat? Szlachetny, polny, chwast? Choć o nie, pielęgnujemy, dbamy, i tak zwiędnie... Nieposłuszne i nieokiełznane, jak trawa i chwasty na ogrodzie, które mimo naszych wysiłków i tak mają nad nami przewagę.


Albo wątek 'genderowy' - bo kto by wpadł na pomysł porównania męskiego ciała do formy kwiatu? Czy nie jest to przewrotne, a zarazem perwersyjne?



 

Choć myślę, że artystka chciała jeszcze coś innego pokazać. Pokazać własny zielnik, w którym jak kwiaty kolekcjonuje ludzkie pozy.

Czarne tulipany

izakow2



 

Oj nie, dzisiaj nie mam siły na pisanie o sztuce. Chociaż wczoraj na weselu Paweł Ł. przekonywał mnie, że powinnam być artystką ze względu na silną osobowość i rozstawianie ludzi po kątach. Jednak nigdy nie chciałam być artystką, bo to wymaga zbyt wiele cierpliwości. Ale, mam jedną słabość, hoduję kwiaty. Czarne tulipany, to jedne z moich chlub, choć oprócz posadzenia cebulek, niewiele więcej trzeba było z nimi robić. To właśnie lubię.



 

Impreza wczoraj była cudna, a dzisiaj zupełnie przez przypadek udał się nam przesympatyczny piknik u ciotki. A przy okazji doszłam do wniosku, że moje upodobanie do okropności nie jest w tej rodzinie odosobnione. Prawie rodzina Adamsów. Najpierw dzieci bawiły się w popiele z kominka, obsypując przy tym moją matkę. Potem mój starszy syn był bez rączki, Olka (kuzynka chłopaków) była wampirem, zaś najmłodszy Bartek przygotowywał truciznę dla bobo, czyli dla lalki. Próbował złapać do butelki dym z papierosa mojego kuzyna, ale jakoś nie dało rady.


A’propos kuzyna, który jest między innymi fotografem, kiedyś na naszym ogrodzie złapał do słoika szerszenia, by zrobić mu później zdjęcie. Moja mama nie mogła przeżyć, że męczymy biedne stworzenie. Krzych-sadysta zabrał słoik z szerszeniem, ale zdjęcia nie zrobił do teraz. Z ogrodu zostały mi więc jedynie moje zdjęcia czarnych tulipanów. Może kiedyś uda mi się pokazać jednak szerszenia.


© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci