Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

ptaki

A w Poznaniu jak u Hitchcoca...

izakow2


 

Fot. Piotr Skórnicki / AG


13 października, godz.13.00, rondo Kaponiera, Poznań.


Przystanek tramwajowy. Student Radosław w drodze na uczelnię czeka na tramwaj linii 5 w towarzystwie gołębi.


 

To zdjęcie Piotra Skórnickiego zdobyło II miejsce w kategorii przyroda w konkursie „Grand Press Photo”. Potem okazało się, że autor „dokleił” tu kilka gołębi, a więc zdjęcie zostało zmanipulowane i nagrodę mu odebrano. Później fotograf został chyba też zwolniony z pracy w „Gazecie Wyborczej”. (Więcej na ten temat.)


Nie będę bronić fotografa, ale z drugiej strony – ileż to zdjęć prasowych jest manipulowanych, łącznie z tymi najbardziej znanymi, zdobywającymi główne nagrody na World Press Photo. Niekiedy manipuluje się podpisami, niekiedy się estetyzuje, czasami autorzy dopuszczają się nawet tego, by „upozować” odpowiednio trupy. Byleby zdjęcia pasowały do konwencji.



Szkoda, że ta afera nie spowodowała szerszych dyskusji na ten temat. Ktoś na jakimś forum napisał, ile to krzywdy wyrządził autor zdjęcia samej fotografii (może właśnie dlatego, że wszyscy udają, iż zdjęcia prasowe są „prawdziwe”?).


Mam dziwną nieufność do fotografii prasowej w ogóle. Ona nie ukazuje rzeczywistości, ale symulacje rzeczywistości, nie tyle odtwarza świat widziany, ile go stwarza, kreuje, stwarzając pozory wiarygodności i obiektywności.


W przypadku owego wymysłu, jakim jest „Grand Press Photo” (nie dostajemy nagród na WPP, więc stwarzamy sobie substytut tego konkursu i nazywamy go od razu „Grand” – wielki. Cóż za skromność!!!) i zdjęcia Skórnickiego, nie wiem, co jest tu zabawniejsze – to, że autora „trochę” poniosło i wstawił niemożliwą ilość gołębi na ten skromny daszek (na tych daszkach, jeśli przysiądą dwa gołębie, to jest już dużo) czy naiwność i brak profesjonalizmu jury.


Wracając do problematycznego zdjęcia. Myślę, że pan Skórnicki minął się z powołaniem i nie powinien zajmować się fotografią prasową, ale może bardziej powinien iść w działania artystyczne.


W kategoriach strasznej sztuki zdjęcie jest naprawdę super. (Niech ma ode mnie ode mnie pierwsze miejsce, co mi tam ;-).


Jako osoba, która boi się gołębi, o czym już kiedyś pisałam , mam od razu skojarzenia z filmem „Ptaki” Hitchcocka, a dokładnie ze sceną, kiedy ptaki zbierają się w pobliżu przedszkola. A że duże wrażenie zrobiła na mnie książka „Patrząc z ukosa” Slavoja Žižka, to również w tej fotografii widzę pewne dziwne tropy psychoanalityczne.


Chłopak siedzi spokojnie, nie przeczuwając zbierającego się nad nim zagrożenia. Nie może go jednak sobie uzmysłowić, gdyż „nieświadomość jest na zewnątrz”, oddzielona wyraźnie pleksiglasową płytą wspomnianego już daszka. Zdjęcie przedstawia jak u Hitchcocka z pozoru spokojny, pełen ładu świat. Ale ten ład jest zwodniczy, cytuję Žižka: „w każdej chwili może zawładnąć nim strach, w każdej chwili może dojść do erupcji tego, co rzeczywiste i traumatyczne, zakłócając obieg symboli”. Dalej w tej interpretacji odnoszącej się do „Ptaków” jest jeszcze ciekawiej. Ptaki ucieleśniają dysharmonię, nierozładowane napięcia w relacjach intersubiektywnych, odnoszą się, według autora, do dysharmonii w stosunkach rodzinnych, dominującej zawłaszczającej figury matki (ta pojawia się pod postacią pożerającego ptaka).


W tym zdjęciu, ptaki również złowieszczo dominują, anektują cały świat chłopaka, ale świat imaginacji, wyobraźni (jego głowa znajduje się dokładnie na tle daszka, na którym siedzą gołębie). W tym kontekście groteskowo wygląda informacja umieszczona na tylniej ścianie przystanku, że jest to obiekt chroniony. Bo wydaje się, że nic, nawet najlepsza agencja ochrony, nie jest w stanie uchronić tu przed atakiem ptaków...


Proponowałabym ustanowić nową kategorię na konkursach fotografii prasowej: „podświadomość” ;-)

Krystyna Kofta i kobiety-ptaki

izakow2

Pamiętacie opowieść o ptakach przy okazji przedstawienia rysunków Doroty Jurczak? (http://strasznasztuka.blox.pl/2006/06/Dlaczego-ptaki-atakuja-Jurczak-i-nie-tylko.html )


Pewnie nie bardzo. Ptaki pojawiają się tam jako metafora lęków, odniesienie do niepoukładanych relacji rodzinnych. To ptaki z koszmarów dzieciństwa i z filmu Hitchcocka.


Ale w kulturze można mówić nie tylko o strachu przed ptakami, ale też o fascynacji nimi, a nawet o swego rodzaju „sptasieniu”. „Malowany Ptak” Kosińskiego, „Ptasiek” Whartona...



Krystyna Kofta, Nocny spacer, 2004


Jako opowieści o „sptasieniu” można też odczytać grafiki Krystyny Kofty.


Ta znana pisarka i felietonistka tworzy również prace plastyczne. Ale tworzy je raczej dla siebie, do szuflady. To bardzo intymne prace, odnoszące się między innymi do przebytej choroby nowotworowej i koszmaru chemioterapii. Może dlatego pokazała je dopiero kilku osobom. Również Edycie i mi, kiedy ostatnio ją odwiedziłyśmy. Jednak nie chcę tutaj przedstawiać prac dotyczących choroby (o tym będzie przy innej okazji). Najbardziej zaintrygowały mnie rysunki (wykonane głównie piórem i ołówkiem na kartonie, następnie wycinane i naklejane na nowe kartki i na nowo obrysowywane) właśnie odnoszące się do ptaków.


Ciekawe zresztą, co jest takiego w ptakach, że u jednych budzą grozę, podczas gdy u innych chęć identyfikacji?


Ptasiek, bohater powieści Whartona mówił: „Sto miliardów ptaków, pięćdziesiąt na jednego człowieka - a ludzie jakby ich nie widzieli. Taplamy się w szlamie niebotycznych obszarów i jakoś nikomu to nie przeszkadza. Jak musi patrzeć na naszą niewolę ptak z przepychu przestworzy?”


Ptaki stają się symbolem wolności, opanowania bezkresnych przestworzy, przekraczania granic (a może nawet ich braku). Ale są też symbolem bezpieczeństwa. Ptak, cały pokryty piórami, posiada warstwę ochronną, która dzieli go od świata zewnętrznego. Ptak nigdy nie jest nagi (chyba, że od razu po wykluciu się z jajka), staje się więc symbolem osłonięcia własnego „ja” przed spojrzeniem i oceną innych. To ciekawe więc, bo jeśli dla ptaka nie istnieją granice geograficzne, jeśli należy do niego cały świat, to posiada jednak wyraźne granice siebie oddzielające siebie od świata, wnętrze od zewnętrzności...


Ptak staje się więc symbolem marzeń o wolności, ale w zasadzie wolności niemożliwej, bo takiej, która wiąże się z bezpieczeństwem, a nie wiąże się z ryzykiem naruszenia granic własnego „ja”.



Ptasia Królowa, 2004

 

Rysunek Krystyny „Ptasia królowa” ukazuje kobietę wysiadująca jajko, która otoczona jest ptakami, w ptaki zamieniają się też jej włosy. Spogląda z lękiem na rzeczywistość, próbując ochraniać przed nią zarówno ptaki, jak i jajo. Tu z kolei ptaki oraz jajko pojawiają się raczej jako symbol delikatności, kruchości, narażenia na niebezpieczeństwo. Bo ptaki wydają się niezwykle delikatne, wypadają z gniazda, są narażone na ataki drapieżników. Kruche ze złamanymi skrzydłami nie mają szansy na przeżycie.



bez tytułu, 2005


Ale są też ptaki nieloty, jakby zaprzeczające swej naturze. Taki ptak pojawia się w następnej pracy Kofty, gdzie kobieta siedzi na wielkim ptaku, który w zasadzie bardziej przypomina rybę. Niemożność lotu, niemożność rozwinięcia skrzydeł, przykucie do ziemi... Bo raczej dryfujemy, niż możemy wznieść się do lotu...



Suburbia, 2005


I jeszcze jedna grafika pt. „Suberbia”. Leżąca kobieta ma tutaj ptasie nogi i małe skrzydła, ale jest naga. To jakby znowu marzenie o tej warstwie ochronnej, której jesteśmy pozbawieni, to ukazanie naszej bezbronności wobec przytłaczającego nas świata. Pomiędzy drzewami fruwają ptaki, one są wolne. Nam pozostaje jedynie ucieczka w marzenia o lataniu...

Dlaczego ptaki atakują? (Jurczak i nie tylko)

izakow2


Dorota Jurczak, Altar, 2005


Jako dziecko nie bałam się ciemności ani duchów, nie bałam się też pająków czy też szczurów, (które niekiedy można było znaleźć martwe na tyłach Starego Rynku i o których krążyła wówczas wieści, że odgryzają dzieciom nóżki).


Bałam się Baby Jagi, której domek, a raczej wejście do domku, znajdowało się tuż za rogiem naszej ulicy. Prawdopodobnie było tam wejście do piwnicy, ale ciężkie, żelazne drzwi nie dawały mi spokoju.


Ale nade wszystko bałam się ptaków, gołębi fruwających tuż nad głową, gdy przechodziło się przez Stary Rynek, a także tych, które przynosiła do domu babcia i z którymi rozmawiała. Bałam się też latających nad parkiem Chopina i kryjących się za starą Farą gawronów, bo jak mówiły inne dzieci, zdarzyło się, że ptaki te zlatywały na dół i w grupach atakowały ludzi, siadały im na włosach i wydziobywały oczy. Porywały też dzieci. Zdarzyło się... w „Ptakach”, ale tego jeszcze wtedy nie wiedziałam.


Moja babcia natomiast miała zwyczaj przynoszenia z ulicy chorych ptaków: głównie gołębi, trafiały się też kawki, wróble i chyba również jeden kos. Kiedy wracała rano z rynku, albo ze spaceru z psem i przynosiła takiego nieszczęśnika, przychodziła do mojego pokoju, by pokazać mi znajdę. Sam widok przerażał mnie tak bardzo, że chowałam głowę pod kołdrę i robiłam wszystko, żeby wstać z łóżka jak najpóźniej (późne wstawanie zostało mi do teraz), by nie oglądać tego okropnego ptaszyska. Ale niestety znajdy te stawały się gośćmi na dłuższy czas, o ile nie zdechły od razu. Chociaż mam wrażenie, że moja babcia – lekarka ptaków, wszystkie je wyprowadziła do życia. Pielęgnowała, czekała aż zrośnie się złamane skrzydło lub nóżka, karmiła pincetą, by ptaki doszły do siebie.


Dorota Jurczak, Babuszka wstrictila balasa i Maciusia, 2003


Babcia najbardziej lubiła synogarlice, które lubiły latać w parach. Karmiła je na parapecie naszego okna, wyganiając zwykłe gołębie- większe i bardziej agresywne. Synogarlice lubiła tak bardzo, że z nimi rozmawiała. Mówiła im, że są piękne. Ale zwyczajne brudasy tłoczyły się i tak na tym parapecie, nieraz trwała tak zacięta walka, że wpadały one do środka, do kuchni. To dopiero był koszmarny widok – latający po mieszkaniu gołąb. Zawsze chciało mi się wymiotować, gdy to widziałam.


Dorota Jurczak, Babuszka wstrictila balasa i Maciusia, 2003


Dziwna była ta miłość mojej babci do gołębi, bo przecież opowiadała też, że w czasie wojny najlepszym daniem dla dzieci był rosół z gołębia.


 

Dorota Jurczak, Friss Mich!, 2004

 

Dziwne jest też to, że nieraz śniło mi się, że latam, chociaż nie przypominam sobie, żebym była w tych snach ptakiem.


Przyjaźń mojej babci z gołębiami skończyła się w momencie wyprowadzki ze Starego Rynku. Na naszym osiedlu prawie nie ma ptaków. Po jakimś czasie babcia umarła, a parę dni po niej po niej umarła, mimo młodego wieku, nasza ukochana kotka. Mam nadzieję, że jeśli siedzi z babcią w niebie, to straszy tam te wstrętne ptaszyska.


Dorota Jurczak, Babuszka wstrictila balasa i Maciusia, 2003


Myślę, że podobną historię mogłaby opowiedzieć Dorota Jurczak. I opowiada, ale poprzez swoje niesamowite grafiki. Tam również pojawiają się ptaki, jest dziwna babuszka, która i pielęgnuje ptaka i go zjada... Ptaki są potworami, o jakichś przedziwnych seksualnych upodobaniach, ale są też bezbronnymi ofiarami wpadającymi w pajęcze sieci.


Dorota Jurczak, Pajęczyna, 2004

 

Prace Jurczak –artystki urodzonej w 1978 roku w Warszawie, a mieszkającej w Hamburgu – to kolejne odkrycie Berlińskiego Biennale. Oczywiście prace te pokazywane były w krainie przywołującej dziecięce koszmary, a więc w dawnej szkole dla żydowskich dziewczynek. Rysowane przy użyciu ostrych konturów, mocnym prowadzeniem ołówka, jakby ze złości, ale i ze szczególnego – trochę dziecięcego upodobania do koszmarów – były jak sięganie w przeszłość, w dzieciństwo, w najgłębsze pokłady własnej pamięci i własnej wyobraźni. Poczułam znowu to ściśnięcie żołądka, jak dawno temu – na widok ptaków przynoszonych przez babcię do domu.


Dorota Jurczak, Sowa, 2005


A wracając do „Ptaków”, o których dowiedziałam się nieco później, a więc do filmu Hitchcocka: pytanie o to, dlaczego atakują, zadaje Slavoj Žižek.


Poza interpretacją “kosmologiczną” i “ekologiczną”, przytacza interpretację “rodzinną” – problem relacji matki z synem. „[...] złowieszcza figura ptaków ucieleśnia w tym, co rzeczywiste, dysharmonię, nierozładowane napięcie panujące w relacjach intersubiektywnych. Ptaki funkcjonują w filmie niczym plaga w Edypowych Tybach: stanowią ucieleśnienie rozstroju panoszącego się w stosunkach rodzinnych – ojciec jest nieobecny, funkcja ojcowska (łagodząca prawa Imienia ojca- zostaje zawieszona, a powstałą próżnię wypełnia „irracjonalne” macierzyńskie „nad-ja”, arbitralne, niegodziwe, utrudniające „normalne” związki seksualne”).


Dorota Jurczak, Jeder fasse sich an die eigene rotze, 2004


W efekcie wykluwa się „patologiczny narcyzm”. Žižek cytuje Lascha: „nieświadome wrażenia związane z matką tak silnie są naznaczone przez agresywne impulsy, a macierzyńska troska w tak niewielkim stopniu współbrzmi z potrzebami dziecka, że w dziecięcych fantazjach matka pojawia się pod postacią pożerającego ptaka” (Lasch, The Culture of Narcissism, s. 176, Žižek, Patrząc z ukosa, s. 151).


Ptaki atakują więc prawdopodobnie dlatego, by przywrócić równowagę w porządku symbolicznym.

 

Prace Doroty Jurczak ze strony: http://www.corvi-mora.com/dorotajurczak_window.php?0

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci