Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

nagość

Nagość jest "cool"

izakow2

Pamiętacie mój dawny wpis o kontrowersyjnych fotografiach z Joanną Krupą dla PETY (organizacji walczącej o prawa zwierząt)?


Podobna sprawa pojawiła się w najnowszym "Arteonie", gdzie Dorota Łuczak pisze o nagości w tychże kampaniach.





 

Oczywiście tekst przeczytam, ale ciekawie brzmi zdanie, które zachęca do tego na facebooku:

"Czy do walki o prawa zwierząt można wykorzystywać fotografie uprzedmiotawiające ludzi?".

A ja się zastanawiam, czy możemy się wreszcie uwolnić od tego myślenia o uprzedmiotowieniu? Czy feministki mogą zaakceptować przedstawienia nagich ciał w reklamach? Kiedy i pod jakimi warunkami?

Dlatego też obiecałam w facebookowej dyskusji znalezienie swojego starego tekstu, a właściwie jego fragmentu, gdzie proponuję spojrzeć na sprawy nieco inaczej:

 

Uważa się, że feministki nienawidzą obrazów nagich kobiet; nie znoszą reklam, które traktują ciało kobiece przedmiotowo; oburzają się na fotografie roznegliżowanych pań. Niekiedy tak bywa, na przykład w odniesieniu do reklam, w których kobieta upodobniona jest do dmuchanej lalki z sex-shopu, albo jej ciało jest obiektem zastępczym dla samochodu, materiałów budowlanych lub, nawet najpiękniejsze, okazuje się być mniej atrakcyjne od butelki z piwem. Faktycznie też, dawne teorie feministyczne wskazywały na uprzedmiotowienie kobiet pokazywanych zarówno w dawnej sztuce, jak i w reklamach. Pisano o tym, że te obrazy powstawały jedynie dla zaspokojenia przyjemności męskiego widza.

 

Ale przecież obrazy kobiet wzbudzających pożądanie mogą odnosić się również do przyjemności przedstawionych kobiet. To przyjemność pozowania, bycia oglądaną, panowania nad spojrzeniem tych, którzy patrzą. To również „kobieca próżność” (bo która z kobiet nie lubi pięknie wyglądać?) oraz narcyzm – poszukiwanie uznania w oczach innych. Kobieca nagość może być więc całkiem zabawna, a nawet mieć znaczenie wyzwalające.

 

Jakiś czas temu, pojawiły się w sieci fotografie z polską modelką, Joanną Krupą, wykonane dla PETA (organizacji walczącej o prawa zwierząt) na rzecz adopcji psów i kotów. Zdjęcia te wzbudziły protesty ze względu na użycie religijnej symboliki (krzyż częściowo przysłaniający nagie ciało modelki). Na Krupę obruszyły się organizacje katolickie w Polsce oraz Stanach Zjednoczonych. Okazało się też, że również niektóre feministki mają wątpliwości, co do kampanii PETA. Chodzi nie tylko o zdjęcia Krupy, ale i innych znanych modelek występujących między w akcjach antyfutrzarskich pod hasłem: „Wolę wyjść naga, niż założyć futro”.


 

Wątpliwości wzbudzało zapewne to, że zaprezentowane modelki ukazywane były nieco podobnie, jak w „Playboyu”, były ponętne, atrakcyjne, seksowne. Ale nad czym tu lamentować? Kobiety te zgodziły się na udział w tych sesjach fotograficznych dobrowolnie, zrobiły to w dobrym celu, a odważne pokazanie ich ciał wywołało medialny szum potrzebny tego rodzaju akcjom.

 

Ponadto noszenie futra może się niektórym kobietom kojarzyć nie tylko z prestiżem, ale i z przyjemnością. Tak zresztą przedstawiona została przez Rubensa jego żona Helena Fourment w futrze. Duchamp przebrany za Rrose Selavy też wskazywał na odczuwanie własnej przyjemności poprzez gest ręki na futrzanym kołnierzu. W akcjach PETY te kobiety się dotykają. Przyjemność mają dać im własne ciała, które akceptują i w których czują się dobrze, a nie futra zabitych zwierząt.

 

I jeszcze na marginesie. Nagość może być wyzwalająca i pozwalająca na samoakceptację. Tak często dzieje się w przypadku zdjęć osób, które nie są reprezentowane w mediach czy kulturze popularnej, które ze względu na jakąś wstydliwą przypadłość, na chorobę czy niepełnosprawność spotykają się z odrzuceniem. Pisałam tu chociażby o fotografiach Izy Moczarnej-Pasiek z cyklu "Harda Wenus", z Edytą Zierkiewicz pisałyśmy też o zdjęciach "Amazonek".

 

Myślę więc, że kobieca nagość może być "cool", także dla feministek.


Intymna historia sztuki Ewy Świdzidzińskiej

izakow2

Było ostatnio o "przepisywaniu" dawnej sztuki przez działania facebookowe. Jak zauważył jeden z czytelników (Tomek), takie "przepisywanie" ma miejsce w samej sztuce. I nie chodzi tylko o bezpośrednie inspiracje, w zasadzie cała sztuka powstaje w odwołaniu do innej sztuki. Jak twierdził Gombrich, to zawsze język artystyczny i schematy wizualne znane artystom są podstawą tworzonych przez nich dzieł. Dawne dzieła odbijają się w dziełach współczesnych, artyści wciąż wracają do dawnych tematów ikonograficznych. To znana derridiańska metafora muzeum jako gabinetu luster - obrazów, które przeglądają i odbijają się w sobie wzajemnie.


Jednak, aby sztuka nas zaciekawiła, artyści muszą zaproponować nowe podejście, stworzyć coś, co będzie intrygujące i ciekawe.


Kiedy pisałam jakiś czas temu o wystawie Ewy Świdzińskiej, prosiliście o fotki. Umieszczę je teraz, bo artystka cudnie "przepisuje" historię sztuki. Robi to na obszarze własnego ciała, poprzez prezentację swoich "wstydliwych" miejsc, o czym pisałam w notce towarzyszącej wystawie. Ewa sama mówi, że jej fotografia ma wiele wspólnego z najbliższym jej gatunkiem sztuki, jakim jest performance. Tym samym przekracza podziały pomiędzy gatunkami w sztuce, ale również tę sztukę "ucieleśnia". Na obszarze jej ciala powstają interpretacje impresjonizmu, dadaizmu i innych artystycznych kierunków. Tworzy też fotografie malarskie, jak choćby w przypadku "Różyczki":


 

To z kolei "Impresjonistka":


 

To oczywiście "Mona Liza":


 

Do dadaizmu odwołuje się również "Meret":


 

Jest jeszcze pop-artowska "Twiggy":


 

I tak powstaje "intymna historia sztuki"...

Anielica-krasnalica

izakow2

Krasnale rozebrali budowniczą metra Samochwałowa: 


 

Generalnie można to uznać za świetny komentarz do wpisu na temat Łodzi Kaliskiej i burzliwych dyskusji, które przy jego okazji miały miejsce. Nie ma sensu więc się powtarzać. Choć jej hybrydyczność jest tu jeszcze większa niż w oryginale - czy to kobieta z fallusem, czy mężczyzna z piersiami? Może po prostu Androgyne? (ale czy to nie jest już queerowanie The Krasnals? ;-)


Obrazek ten grupa The Krasnals dała na swoje pierwsze urodziny (Sto lat!!! Połamania pędzli i wierteł! ;-).


Z tego zabiegu rozebrania wyszedł im skupiony anioł, który przy użyciu gigantycznej wiertary próbuje rozwalić podstawę, na której stoi. A więc w zasadzie coś na temat działalności The Krasnals. A więc to taka Anielica-krasnalica, zwana też Napierdalatorem. Ale, czy te fundamenty w ogóle drgną?


A zwróciliście uwagę, że w poprzednim wpisie na temat queerowania Joanny d’Arc, też znalazło się przedstawienie nagiej Joanny (ilustracja z książeczki Woltera)? W tamtym przypadku miało ono udowodnić, że nie była ona dziewicą, ale rozpustnicą.


Ciekawe z tym rozbieraniem, prawda?

Berezowska i erotyczne fantazje

izakow2

Trochę zmęczona rozmową z Panią Małgosią Butterwick, postanowiłam jej zadedykować wyszperane w sieci rysunki Mai Berezowskiej (1893 lub 98 – 1978) - artystki, ilustratorki i karykaturzystki (w 1935 roku stworzyła serię karykatur Hitler pt. "Miłostki słodkiego Adolfa. Tworzyła swoje rysunki także jako więźniarka obozu w Ravensbruck). Tu jednak chcę pokazać to, co było jej pasją - rysunki erotyczne.

To odnośnie erotycznych fantazji, o które między innymi toczył się spór z Panią Małgosią. Wypięte gołe pupy w pracach Łodzi Kaliskiej, według mnie, mało mają wspólnego z fantazjami kobiet... Ja w tym widzę jedynie prostackie uprzedmiotowienie kobiet. A zresztą, może i są takie kobiety, które marzą, by pracować nago w fabryce... Na szczęście jednak erotyczne fantazje bywają różne i przede wszystkim na różne sposoby są przedstawiane (Część poniższych ilustracji pochodzi z albumu „Piórkiem przez stulecia”, rysunki te powstawały w latach 40., 50. i 60.).

 








 

Zresztą to zupełnie niesamowite, że te rysunki powstawały w czasach socjalistycznej moralności... Fenomen Berezowskiej zdecydowanie domaga się analiz.

Są jeszcze i obrazki, które można zadedykować Pawłowi Leszkowiczowi, który wskazuje w swoich badaniach, że w polskiej sztuce czasów PRL-u niemal nieobecne były przedstawienia nagich mężczyzn. A co w takim razie z rysunkami Berezowskiej?



 

Szczególnie ciekawa jest ta ostatnia ilustracja ukazująca łaźnię (rok 1954). Na pierwszym planie grupka nagich panów, którzy zajęci są sobą, myciem swoich ciał, ale również jakąś konwersacją, kłótnią, a może erotyczną grą. A w oddali leżąca pani, która przygląda im się z zaciekawieniem, a może nawet z pożądaniem... Jakby oceniała i wybierała.

Oj, jestem ciekawa, czy wreszcie ktoś zorganizuje wystawę prac Mai Berezowskiej...

Ciąża w pracy Ewy Łowżył

izakow2

W cyklu fotografii „Loch Ness” Ewy Łowżył prezentowanym niedawno w Poznaniu znalazło się zdjęcie dwóch kobiet w zaawansowanych ciążach.



 

Cały cykl ukazuje rozmaite postacie ludzkie czy zwierzęce, które podczas obróbki zdjęć zostały poddane przez artystkę mniejszym lub większym modyfikacjom. Toteż widzimy na przykład ludzkie ciało z wyrastającym ogonem, dziewczynkę-cyborga, kobietę z głową Meduzy czy androgyniczną postać noszącą na lewej piersi krwawy ślad jakby po przebiciu włócznią. Ewa mówi, że te fotografie są o „potworach”, wskazując na różne mity drzemiące w kulturze, tak właśnie jak mit o potworze z Loch Ness. Można zastanawiać się, jaki jest sens tych mitów, które mówią o postaciach hybrydycznych, monstrualnych, łączących w sobie sprzeczne cechy, przekraczających gatunkowe podziały. Czego nas uczą, z czym oswajają?


Stan bycia „pomiędzy” jest także kondycją kobiety w ciąży. Jej ciało to również ciało hybrydyczne, rozrastające się i zmieniające, drastycznie ujawniające niemożność panowania nad tymi zmianami. Można powiedzieć, że jest to ciało, które pęcznieje i wzbiera. Wiele kobiet w tym okresie doznaje poczucia oddzielenia od własnego ciała, wydaje im się, że to nie jest ich własne ciało, ale ciało zawłaszczone, zajęte przez Innego. Kondycja ciąży, a także samego porodu to również zaprzeczenie podziałowi na „ja” i „inny”, to niepewność granic (gdzie one przebiegają?).


Stąd też stan ciąży, właśnie ze względu na jego fizjologię może budzić grozę, przerażać. Z pewnością napawać może też lękiem kobietę będącą w ciąży. W naszej kulturze mówi się o ciąży, próbując ją od-materializować (a zarazem od-maternalizować), jakby była stanem duchowym (stan łaski, stan błogosławiony), a nie fizycznym, jakim jest przede wszystkim. Ale zarazem fizjologia ciąży, podobnie jak fizjologia porodu, połogu, karmienia piersią zostają odrzucone, zanegowane (wyparte ze wstrętem? – jak powiedziałaby Julia Kristeva). No bo dlaczego poród uznaje się za coś obrzydliwego? Krzywo patrzy się na matki karmiące w miejscach publicznych? Doradza się kobietom nie eksponować ciężarnego brzucha? Czy dlatego, że jest to wszystko sprzeczne z erotycznym obrazem kobiety, utrwalanym przez kulturę? Czy chodzi o coś więcej, o strach, jaki wzbudza wszystko, co łączy się z transgresją?


Nieraz zdarza się tak, że kobieta będąc w ciąży zostaje sama z tą przerażającą fizjologią. Jeśli w dodatku odbiera wciąż komunikaty o owej duchowości ciąży, poczucie nieadekwatności własnego ciała wzrasta.


Fotografia Ewy z kobietami w ciąży przełamuje tę samotność. Ukazane są dwie kobiety, które wydają się do siebie podobne, jakby były siostrami (może bliźniaczki?), obejmują się i trzymają za ręce. Splatają w ten sposób swoje ciała, a zarazem dają sobie wsparcie. Ta fotografia gra wizualnie przede wszystkim poprzez podwójność (już sama kobieta w ciąży jest takim bytem podwójnym): dwie kobiety w ciąży, dwie splecione ręce, dwie podobne twarze, po dwie piersi (mocno wyeksponowane), dwa brzuchy, dwa pępki (blizny po matce...). Przypomina się tekst Luce Irigaray „Ta płeć, którą nie jest jednością”, albo „Ciało-w-ciało z matką”...

Kobiety w ciąży nie goszczą często w sztuce. Przypomina się autoportret w ciąży Pauli Modersohn-Becker, obrazy Vermeera czy przedstawienie u Klimta. Niewiele. Tym ciekawsze i ważniejsze wydaje się to przedstawienie z cyklu „Loch Ness”.


Tymczasem praca okazała się zbyt kontrowersyjna, aby zaprezentować ją na wystawie w Galerii U Jezuitów w Poznaniu. Czy szefami galerii kierowała nadgorliwość, czy tak bardzo obawiali się Jezuitów jako ongiś srogich kontrreformatorów czy też dostali od nich reprymendę? Trudno powiedzieć, ale zarazem wyszła tutaj na jaw ta przykra cecha, o której pisałam wyżej – „ciąża” brzmi pięknie, ale tylko w słowach... („oglądać jej nie chcemy”).


W efekcie praca ukazująca ciężarne kobiety oraz nagiego mężczyznę (ta praca też wywołała kontrowersje, ale mniejsze) została przeniesiona do magazynu. A nawet aresztowana! Bo artystka odważyła się do tegoż magazynu prowadzić swoich znajomych.

Inne prace na stronie Ewy Łowżył.

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci