Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

sakrum

Wystarczająco dobre dla Jezusa

izakow2

Mój blog wydaje się Wam pewnie już martwy. Przyznaję - wakacje wytrąciły mnie zupełnie z nawyku pisania. Może uda mi się wrócić, napisać czasami coś o sztuce, podzielić się spostrzeżeniami na temat kultury popularnej, która zresztą coraz bardziej mnie fascynuje albo po prostu zamieścić coś znalezionego w sieci.
A teraz właśnie natknęłam się na taką ciekawostkę szukając plakatów PETA "Holocaust on Your Plate". Może o tym też napiszę, ale nie teraz.


Znalazłam mianowicie plakat PETY namawiający do naturalnego karmienia:





Po pierwsze przestawienie to wpisuje się w pewien trend w reklamie, jakim jest wykorzystywanie religijnych symboli i przedstawień do ukazywania czegoś zupełnie ze sferą religii niezwiązanego. Trend ten nie jest zresztą czymś nowym w naszej kulturze, był bardzo silnie obecny w malarstwie XIX wieku, w którym miała miejsce sekularyzacja tematów religijnych oraz sakralizacja tematów świeckich.
Mam wrażenie, że zarówno w XIX-wiecznym malarstwie, jak i we współczesnej reklamie chodzi o siłę tych wizerunków. Mają one niezwykłą moc uwodzenia, coś, co przyciąga spojrzenie. Oczywiście można mówić tu również o kiczu i jego mocy uwodzenia. A kampanie PETY bardzo często sięgają również do kiczu, że przypomnę słynną Joannę Krupę z pieskami.


Drugim powodem mojego zainteresowania jest sprawa, o której tu również pisałam - cenzury plakatów kampanii na rzecz naturalnego karmienia w warszawskim metrze. Okazało się wtedy, że fotografie prezentujące karmiące matki mogą zostać odebrane jako szokujące czy też obraźliwe.


Pomyślałam sobie, że może fundacja Mleko Mamy skorzystałaby z pomysłu PETY ukazując Marię karmiącą Jezusa. Tylko ciekawe, co powiedzieliby na to nasi rodzimi obrazoburcy?

Laktacyjne obrazy - appendix

izakow2

Już chciałam pisać o wytrysku i malarstwie, ale nie mogę się powstrzymać, aby nie dodać tego, co przesłaliście i sugerowaliście odnośnie laktujących piersi.


Tomek Rogaliński wskazał na obraz Fridy Kahlo Moja piastunka i ja z 1937 roku.


 

Dla mnie najbardziej niesamowite w tym obrazie jest połączenie życia i śmierci. Wiem, Frida nie pamiętała swojej mamki, więc zastąpiła jej twarz maską, ale ta maska jest dość przerażająca, a przez to, że czarna i bez oczu, kojarzy się z martwotą, a jednocześnie ukazana jakby podskórnie pierś, z mlecznymi gruczołami zaświadcza o życiu. Dla mnie ten obraz jest przede wszystkim o umieraniu i narodzinach, o odwiecznym tańcu życia i śmierci. To, co nie rzuca się od razu w oczy, ale jest dla mnie również niezwykle ciekawe to krople mleka ukazane jest jako deszcz (albo odwrotnie: deszcz ukazany jako krople mleka). Myślę, że chodzi tu o wskazanie na życiodajną siłę, a przede wszystkim o ukazanie analogii między substancjami ciała a natury.


 Ala wskazała na grecki mit o powstaniu drogi mlecznej z kapiącego mleka Hery karmiącej Heraklesa. Ciekawe, że Hera była boginią macierzyństwa, rodziny, ale Herakles nie był wcale jej synem, próbowała go za wszelką cenę zgładzić. W związku z tym nie karmiła go dobrowolnie. Otóż, gdy spała, jej mąż Zeus próbował przystawić do jej piersi Heraklesa, by w ten sposób zapewnić nieśmiertelność swojemu synowi zrodzonemu ze związku z kobietą. Hera obudziła się, odtrąciła próbujące ssać niemowlę, a wypływające krople jej mleka rozprysnęły się i zamieniły w gwiazdy.


Temat ten przedstawił Tintoretto na obrazie z 1570 roku:



 

Katarzyna Hołda podesłała mi natomiast obraz Cano Milagro ze św. Bernardem i cudem laktacyjnym:



 

Szukając odpowiedzi na pytanie, o co chodzi w tej historii, natknęłam się na świetny blog starych znajomych, Babilasów, którzy piszą tak:


Cud laktacyjny wywołał się na wyraźne życzenie świętego, który domagał się go słowami “Monstra te esse matrem” (okaż, żeś matką). (...) W oficjalnej wersji laktacja zwilżała usta, w mniej oficjalnych leczyła oko świętego.


Babilasy przywołują też obraz Murilla przedstawiający ów cud laktacyjny oraz fresk ukazujący Madonnę karmiącą jedną piersią dzieciątko, a drugą Bernarda (niestety nieznanej proweniencji).




 

Przedstawiają też Łaskawość z Ikonologii Cesarego Ripy (która ma coś i z Hery, i z przywołanej w poprzedniej notce Artemidy):


 

Dochodząc do przedstawienia Izydy karmiącej małego Horusa, Babilasy również łączą wyobrażenie Madonny lactans z boginią-matką.


Dzięki za podpowiedzi i pozdrawiam gorąco!

Cielesne Madonny Katarzyny Hołdy

izakow2

Dzięki Magdzie Ujmie zetknęłam się z pracami Katarzyny Hołdy, która maluje, tworzy lalki, projektuje biżuterię, jest też autorką chust rezerwistek, które wykorzystane były podczas krakowskiej Manify w 2004 roku. Z umieszczonych na jej blogu zdjęć wynika też jak bardzo zafascynowana jest ludową religijnością, a zwłaszcza jej kiczowatą stroną.

Zachwyciły mnie prace Hołdy. Autorka z jednej strony odwołuje się do tradycji, do rękodzieła oraz tradycyjnego malarstwa. W malarstwie korzysta również z tradycyjnych wzorów ikonograficznych – malarstwa średniowiecznego, wschodnich ikon, widać w jej pracach także fascynację Fridą Kahlo. Z drugiej jednak strony, tworzy prace niepokorne, łamiące konwencje, które mogą być odczytane jako feministyczne, a przez niektórych jako wręcz obrazoburcze.

 

Biała Madonna, czarna Madonna, czerwona Madonna, akryl na płótnie, 60x90 cm

 

W swoich obrazach Hołda odnosi się bowiem przede wszystkim do figury Matki Boskiej, ale zamiast przedstawień uduchowionej Maryi, pojawia się wizerunek Maryi cielesnej. Jej wizerunek bliższy jest pogańskiej bogini płodności, Matce-Ziemi, aniżeli Maryi znanej z przedstawień chrześcijańskich. Wśród tych ostatnich zdarzają się niezwykłe wyobrażenia, gdzie znaczącą rolę odgrywa cielesność Matki Boskiej, jak w obrazach ukazujących Marię w ciąży, tańczącą Matkę Boską czy Matkę Boską w kapeluszu, której przedstawienie znajduje się w kościele w Krzeszowie. Jednak tego rodzaju przedstawień jest w gruncie rzeczy niewiele.



 

Chyba najbardziej boginicznym obrazem Hołdy jest Ogród, ukazujący młodą, piękną kobietę, trzymającą na swoim łonie dzieciątko połączone z nią wciąż pępowiną. Z jej piersi wypływa mleko, a jej figura wpisana została w mandorlę złożoną z czaszek.

 

O znaczeniach mandorli pisała w „ArtmixieAnna Kohli:

 

 

Mandorla, czyli po włosku "migdal" (), połączenie dwóch półksiężyców, to symbol yoni. Migdały są do tej pory symbolem dziewiczej płodności tak jak w micie o Nanie, która na wzór najstarszych partogenetycznych bogiń zrodziła boga Attisa "z jej migdału". Inna nazwa mandorli to "vescica piscis" - "łódź, naczynie ryby" sugeruje związki z płodnością i wodą. Święta Afrodyty na Paphos miały miejsce właśnie w czasie znaku Ryb. Jej inne wcielenia - Isis, Freya, były przedstawiane ubrane w rybne sieci. Później znak mandorli został przejęty przez wczesnych chrześcijan jako symbol narodzin ryby, czyli Jezusa, z matczynego "źródła".

 

Mandorla w swoim kształcie przypomina waginę, w przedstawieniach Sheeli–na-gig, praceltyckiej bogini – waginy, była ona prezentowana jako wyraźnie eksponująca swoją waginę. Z przedstawieniami Sheeli, kojarzy mi się lalka-Aborygenka Katarzyny Hołdy.



 

U Hołdy cielesność akcentowana jest przez przedstawienia cieknącego z piersi mleka, ciężarnego brzucha oraz akcentowania starości (jak w obrazie ukazującym św. Annę Samotrzeć oraz Madonnę jako staruszkę w jej potrójnym przedstawieniu).


Św. Anna Samotrzecia, akryl na płótnie, 80 x 80 cm

Madonny C.D.

izakow2

 

Problem cielesności jest dość newralgiczny w kontekście religii, gdyż chrześcijaństwo nauczyło nas traktować ciało jako podległe duszy. Ciało to miejsce umartwiania i karania (Chrystus, święci męczennicy, pustelnicy – wszyscy ukazali nam, że choć karze się ciało - maltertuje, zabija - dusza pozostaje nieskazitelna, udowadnia się w ten sposób siłę ducha i wiary). Chrześcijaństwo zarysowało też silną opozycję pomiędzy seksualnością utożsamioną z grzechem (seksualność Ewy stała się powodem wygnania z Raju) a czystością i świętością (pokorna Maria Dziewica miała odkupić winę Ewy). I tak cielesność, seksualność i zmysłowa przyjemność zostały nacechowane negatywnie. Ciało zostało potępione jako źródło pokus i siedlisko występku. Zaś seksualność skojarzona z grzechem pierworodnym stała się w chrześcijaństwie tematem tabu. Czysta Maria ominęła dzięki niepokalanemu poczęciu, ten przyziemny sposób spłodzenia syna.

 

Katarzyna Hołda, Biała Madonna, czarna Madonna, czerwona Madonna, fragment

 

Jednak bywało, że przedstawienia Maryi (zwłaszcza wiejskie) nawiązywały do pogańskich bogiń płodności. Krzysztof Kowalski w książce Eros i kostucha podaje przykłady, gdy jeszcze w czasach nowożytnych w niektórych regionach Francji, przed posągami Niepokalanej Dziewicy odbywały się orgie, będące reminiscencją dawnych rytuałów płodności. Ten aspekt wydaje się niesamowicie ciekawy, na ile można wiązać osobę Maryi właśnie z pogańską boginią płodności (do tego też nawiązuje Hołda w przedstawieniu czaszek, powiązaniu Madonny z ziemią, a więc tym samym ukazaniu odwiecznego powiązania życia i śmierci, odradzania się życia i jego przemijania).

 

Część badaczy zwraca uwagę na pogański rodowód przedstawień maryjnych, akcentując, że obok wyobrażeń bazujących na postaci bogini płodności, odnaleźć możemy też wyobrażenia odwołujące się właśnie do symboliki Matki Ziemi. Wspomnieć można też Czarne Madonny, które według Ursuli Kroell „są symbolami pradawnych bogini księżyca. Często umieszczane w miejscach znanych od wieków jako miejsca uzdrowień. Przeważnie są opiekunkami uzdrawiających źródeł, jaskiń czy miejsc tak zwanej koncentracji siły” (fragment w tłumaczeniu Anny Kohli). Taką księżycową boginią może być również Czarna Madonna Hołdy.

 

Biała Madonna, czarna Madonna, czerwona Madonna, fragment


Warto przytoczyć jeszcze fragment tekstu Marty Jermaczek:

 

 

W patriarchalnej Trójcy Świętej zabrakło miejsca dla jednej z najważniejszych postaci większości pierwotnych religii - bogini płodności. Musiała nią zostać Maryja.

Jednak Maryja nie jest katolicką boginią. Jej kult jest wyrazem tęsknoty do kobiecych bóstw z czasów pogańskich, z czasów czci przyrody, płodności, Matki Ziemi. Biblia i Kościół odmawiają jej wielu atrybutów nadawanych przez ludowych (lub przez nich zainspirowanych) artystów na obrazach, rzeźbach i kapliczkach, w pełnych poezji pieśniach. Dopiero Maryja postrzegana przez pryzmat pragnień i potrzeb, starych rytuałów i pierwszych kamiennych rzeźb, przez chęć powrotu do naturalnego, intuicyjnego systemu wierzeń, drzemiącego w każdej kulturze, nie narzuconego z zewnątrz, staje się boską osobą, bliższą ludziom niż męskie bóstwa, nie tak surową i karzącą, łagodną, wysłuchującą próśb.

 

 

 

 

Niesamowite, jak bardzo Hołda trafia swoimi wyobrażeniami właśnie w to rozdarcie – pomiędzy chrześcijańskim kultem Maryi a odebraniem jej owego boginicznego aspektu, o którym piszą cytowane przeze mnie autorki.

 

 

Więcej na ten temat:

Blog Katarzyny Hołdy 

Marta Jermaczek, Dziewica, matka, królowa. Poszukiwanie pradawnej bogini w kulcie maryjnym

Magda Łazar-Massier, Bogini cielesna,

Anna Kohli, Bogini jako wagina


Uwodzący kicz

izakow2

Buszując dzisiaj po internecie, natknęłam się na reklamę Salonu Fryzjerskiego z Montrealu.

 

 

Więcej reklam z tego cyklu: tutaj.

 

Nie mogę się oprzeć, aby nie zamieścić tej reklamy na moim blogu, bo mieści ona w sobie coś, co kiedyś Maurycy Gomulicki określał jako „The Best of the Rest” – coś z marginesu sfery wizualnej, ale najbardziej ‘cute’, największy kicz, któremu nie potrafimy się oprzeć, denerwującą słodkość, śliczność i niewinność, która jednocześnie uwodzi i prowokuje.

W dawnych czasach święta Panienka przedstawiana była jako współczesna kobieta, ale dzisiaj raczej taki obrazek wzbudza oburzenie.

Jednak mniejsza o oburzenie, to, co mnie fascynuje w przypadku tej reklamy, to połączenie tzw. świętego obrazka z estetyką mangi. Trzeba być zupełnie niewrażliwym, by się tej słodkości oprzeć. I to niesamowite gorejące serce w zestawieniu z modnie przyciętymi włosami (i to w kolorze różowym!).

 

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci