Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Gender Check

Czytając płeć Europy Wschodniej

izakow2

 

W ramach projektu Gender Check został wydany reader pod redakcją Bojany Pejić z tekstami na temat sztuki, gender i teorii w Europie Wschodniej. Podstawowy problem podniesiony przez cały ten projekt odnosi się do niewidzialności prac artystycznych z Europy Wschodniej w opracowaniach dotyczących płci i sztuki wydawanych na Zachodzie, ale również na organizowanych tam wystawach. Pisała o tym Bojana Pejić w tekście zamieszczonym w poprzednim numerze „Artmixa”, Dlaczego feminizm zrobił się nagle taki sexy?.


 

Reader Gender Check: A Reader. Art and Theory in Eastern Europe  został zaprezentowany w Wiedniu podczas Sympozjum Gender Check – Narratives and Exhibition Practices (19-20.11.b.r.). Teksty takich autorek i autorów jak Ewa Franus, Edit Andras, Piotr Piotrowski, Martina Pachmanova, Katrin Kivimaa, Suzana Milevska, Maria Vassileva, Laima Kreivyte i innych zamieszczone są w następujących rozdziałach: Reading the Socialist Iconosphere, Gendering Modernism, Politics of Representation after the Wall, Democracy and its Contents, Situated Knowledges and Feminist Practices. Uzupełnieniem tego jest obszerna bibliografia dotycząca kultury wizualnej w kontekście gender w poszczególnych krajach opracowana przez poszczególne badaczki i badaczy, a uporządkowana przez Marę Traumane.

Teksty te wskazują na krzyżowanie się różnych systemów opresji: komunizmu i specyficznej, ale też różnorodnej sytuacji sztuki w tej części Europy, gdzie obowiązywał albo socrealizm, albo też jego miejsce zajmowała sztuka formalistyczna; dyskryminacji dotyczącej kobiet przy głoszonym w tych krajach postulacie równouprawnienia, a w szczególności wskazują na dyskryminację kobiet artystek. Teksty te podkreślają również znaczenie feminizmu jako z jednej strony dyskursu pozwalającego na wypowiedzenie swoich doświadczeń i zwrócenie uwagi na sytuację kobiet, ale z drugiej strony jako dyskursu dokonującego swoistej kolonizacji, będącego swoistą matrycą interpretacyjną, nie pozwalającą na zobaczenie problemów, które w zachodnich opracowaniach były nieobecne. Dlatego zresztą pokazują one potrzebę wypracowania własnego dyskursu feministycznego. Warto też zaznaczyć, że feminizm w krajach naszej części Europy widziany był niemal wszędzie jako zagrożenie, co ciekawe, albo opisywany był jako przejaw zdegenerowanej zachodniej burżuazyjnej kultury, albo jako wytwór zdegenerowanej zachodniej lewicy. Jak udowadnia Martina Pachmanova, jesteśmy wciąż „pomiędzy”: „‘szara strefa Europy’, jak czasem nazywa się Europę Wschodnią nie jest ani wewnątrz, ani na zewnątrz. Jest pomiędzy, a podobnie dwuznaczna jest pozycja teoretyczek feminizmu i sztuki z krajów byłego bloku wschodniego na wyobrażonej mapie globalnych feminimów. Doświadczające nieufności, a czasem nawet nienawiści i ostracyzmu we własnych krajach są podwójnie marginalizowane”.

Chodzi więc o możliwość spojrzenia na sztukę Europy Wschodniej z uwzględnieniem płciowej specyfiki, możliwość wypowiedzenia się o sobie samych (wiele feministek stąd ma wrażenie, że w zachodnich opracowaniach, które odnoszą się do sytuacji Europy Wschodniej, mówi się „za nas”), ale chodzi również o możliwość przełamania dominacji zachodnich wzorców teoretycznych (choć oczywiście paradoksem pozostaje, że wspólnym językiem, a więc językiem tego opracowania jest oczywiście angielski). Maria Wassilewa z Bułgarii podczas spotkania przy okazji wystawy w Warszawie zwróciła uwagę, że jesteśmy wciąż zmuszone, aby tłumaczyć – tłumaczyć zachodnie teksty na swój język, tłumaczyć nasze teksty na angielski, tłumaczyć innym swoje doświadczenie, tłumaczyć się z feminizmu albo z jego braku czy z jego niezrozumienia, niekiedy też z niedostatecznego feminizmu (kiedy np. dostrzegamy wyzwalający urok kultury konsumpcyjnej…) i to spostrzeżenie wydaje się również kluczowe dla praktyczek i teoretyczek zajmujących się feminizmem.

Można również mówić o lekceważeniu – doświadczenie kobiet w Europie Wschodniej zostało zlekceważone, lekceważąco były traktowane artystki stąd (nie do końca zrozumiane i w końcu rozczarowane feminizmem), wreszcie lekceważona jest potrzeba znalezienia własnego miejsca do mówienia o sztuce Europy Wschodniej w kontekście feminizmu (najczęściej powtarzanym zarzutem jest bowiem – czy te problemy są w ogóle jeszcze ważne i interesujące?).

Z drugiej strony pojawia się niebezpieczeństwo, że feminizm zmienia się po prostu w styl artystyczny, o czym mówiła Martina Pachmanova w komentarzu do niezbyt ciekawego wykładu Amelii Jones. Zastanawiające jest bowiem, czy sztuka faktycznie może działać, czy może być wciąż obszarem społecznej krytyki? Czy radykalna sztuka feministyczna ma szanse rozwoju w naszych krajach w kontekście dominacji sytuacji rynkowej?

Oczywiście wystawa Gender Check, jak i cały projekt spotkały się też z krytyką, jako, że inicjatorem projektu był zachodni bank, zarzucano więc ekspozycji, że wpisuje się w neoliberalny dyskurs. Powierzchownie wyrażana krytyka neoliberalizmu nie dotykała jednak bardzo podstawowego problemu – najbardziej wykorzystywane przez system neoliberalny są kobiety pracujące dla korporacji nie tylko w Azji czy Ameryce Południowej, ale również tutaj, w krajach wschodnich (dość wspomnieć przypadek kasjerek z Biedronek, które zmuszone były do zakładania pampersów, nie mogąc odejść od kas). Na nowe formy opresji nakładają się inne problemy – konserwatyzm i nacjonalizmy w części krajów Europy Wschodniej, reżimy (jak reżim Łukaszenki na Białorusi), powojenna trauma w krajach byłej Jugosławii, zakaz aborcji w Polsce, kobiety żyjące na skraju nędzy zmuszane do prostytucji czy stające się obiektem handlu kobietami, homofobia w krajach byłej Jugosławii oraz w Polsce, bezrobocie i przemoc dotykająca w większości kobiety. Problemem jest, jak zauważyła Bojana Pejić, w jaki sposób budować krytykę neoliberalizmu, kultury konsumpcyjnej czy szerzej kapitalizmu, które krytykowane są przecież również z pozycji nacjonalistycznych. Jak przekonać do krytyki globalizmu kobiety, które żyją w krajach nacjonalistycznych (chodzi np. o Serbię), zamkniętych przecież na globalną kulturę, gdzie największym zagrożeniem dla wolności kobiet są dyskursy prawicowe?

Można powtórzyć za Bojaną, że przede wszystkim potrzebna jest feministyczna krytyka pozwalająca sproblematyzować kwestie doświadczenia kobiet w tej części Europy, zobaczyć podobieństwa, jak i różnice pomiędzy poszczególnymi krajami, ale także pomiędzy kobietami pochodzącymi z różnych grup społecznych. Krytyka taka daje też możliwość sproblematyzowania samej kultury (choćby powtarzanego tu wciąż jeszcze obiegowego przekonania, że sztuka nie ma płci), zaś tego rodzaju projekty, mogą na pewne problemy zwrócić uwagę, otworzyć, zmusić do dyskusji. Zwłaszcza, że, jak sądzę, kręgi feministyczne czy queerowe w poszczególnych krajach pozostają wciąż raczej zamknięte na podobne doświadczenia feministek z sąsiednich krajów. Wciąż mamy kompleks Zachodu, wydaje się, że zachodnie feministyczne teoretyczki są od nas lepsze, tymczasem, nie znają one ani naszych doświadczeń, ani też nie zawsze są w stanie zaprezentować coś ożywczego. Można mówić o „zapatrzeniu w Zachód”, które również wśród samych feministek z tej części Europy powinno zostać poddane krytyce.

 

After Gender Check

izakow2

13.06.2010 miał miejsce ostatni dzień wystawy „Gender Check”. Miałam przyjemność odbyć tego dnia oprowadzanie kuratorskie. Osoby, które przyszły były bardzo zainteresowane, ale mi osobiście niestety udało się pokazać ułamek tego, co było prezentowane na wystawie.

Myślę, że potrzebne są solidne studia i badania dotyczące problematyki gender, tożsamości seksualnej oraz kwestii wykluczeń w odniesieniu do Europy Wschodniej i Południowej, do czasu zarówno przed 1989, jak i w odniesieniu do sztuki współczesnej. To wciąż jest jednak biała plama na mapie historii sztuki nowoczesnej i współczesnej. Zastanawiam się, choć sama taką historię sztuki uprawiam, jak bardzo mocno wpisujemy się w myśleniu o sztuce, w narodowe podziały i jak trudno poza nie wyjść. To zarzut, który można by postawić większości polskich badaczek feministycznych (i samej sobie również). Podobnie zresztą, jak odnoszenie przedmiotów interpretacji oraz teorii do sztuki feministycznej powstającej na Zachodzie, jak również do zachodnich teorii. Twardy orzech do zgryzienia, jak to zmienić, ale jeśli krytykuje się kanon, to należy poddać krytyce przede wszystkim to nasze zachodnio-centryczne myślenie.

A w związku z zakończeniem wystawy – kilka fotek, które ściągnęłam z facebooka (za zgodą autorki i autora, zresztą moich byłych studentów, ale z innych uczelni i raczej nieznających się. A zabawne było to, ze fotki te pojawiły się na facebooku niemal rownocześnie). Zdjęcia te są ciekawym „przepisaniem” dwóch prac, które były na wystawie „Gender Check”: „Postaci” Wojciecha Fangora oraz „Sztuki konsumpcyjnej” Natalii LL.

 

Osoby, które udzielają się na facebooku tworzą specyficzną kulturę użytkowniczek i użytkowników. To tworzona oddolnie kultura popularna, ale zazębiająca się z tropami z tzw. „kultury wysokiej”. Zresztą podział ten wydaje się nieadekwatny do pisania o facebooku. Fotkę Eweliny Jarosz z Fangorem, jeden z naszych wspólnych znajomych określił jako „Poznańską Łódź”, oczywiście w odniesieniu do Łodzi Kaliskiej. A z tym bananem, to squeerowana Natalia LL.

Fajnie, że sztuka prowokuje do performatywnych działań!

Gender Check - łyżka dziegciu

izakow2

Najpierw sprostowanie: pracy Olega Kulika (mojej ulubionej!), którą reprodukowałam w poprzednim wpisie na wystawie warszawskiej nie ma (o ile mnie pamięć nie myli, była ona lata temu wystawiana gdzieś w Polsce, chyba w CSW). Ten brak nie jest winą Zachęty, ale ogromnych kosztów, które wiązałyby się z pozostawieniem części prac z kolekcji rosyjskich (tak przynajmniej tłumaczyła mi Bojana Pejić). W efekcie reprezentacja rosyjska na wystawie „Gender Check” została uszczuplona.


Napisać muszę o swojej dość niekomfortowej sytuacji, a mianowicie o tym, że nie mam zbyt wiele do napisania i do pokazania. Na konferencji prasowej nie byłam, bo o niej nie wiedziałam, zdjęć nie robiłam, bo nie wzięłam z domu karty pamięci. Poprosiłam o materiały prasowe, otrzymałam gazetkę, którą, jak sądzę, powinni otrzymywać wszyscy widzowie przychodzący na wystawę.


Nawet wystawy nie obejrzałam ze spokojem, bo ktoś w dobrej wierze wrobił mnie w pracę za friko. Wiem, że się narażę, ale w końcu krytycy są po to, żeby krytykować i się narażać. Głupio, co prawda krytykować wystawę, którą się współtworzyło i w dodatku, która tak bardzo się podoba!


Uważam jednak, że ta wystawa przerosła Zachętę, a przede wszystkim z trudem się w niej zmieściła. Brakuje oddechu, przestrzeni, takiego wyeksponowania prac, aby można było spojrzeć na nie z perspektywy, z oddalenia. Obcięłabym tę ekspozycję o 1/3 prac. Przez to nagromadzenie, traci się możliwość zobaczenia związków formalnych między pracami, gry formalnej, którą wydawały się ze sobą prowadzić w wiedeńskim MUMOK. Oczywiście, jest to moja subiektywna opinia, aranżacja Roberta Rumasa wcale nie jest zła, właściwie dokonał on rzeczy niemożliwych. Wiele osób mówiło mi, że niektóre prace są tutaj zdecydowanie lepiej wyeksponowane niż w Wiedniu. Faktycznie, są miejsca, gdzie widać relacje między poszczególnymi pracami, bardzo dobry jest dół. Ale praca wideo „na wejściu” niczego nie wyjaśnia w zasadzie dotycząc innej nieco, choć też ważnej, problematyki, bo związków między chrześcijaństwem a islamem. Właściwie wystawa zaczyna się na piętrze, po lewej stronie. Tam wisi obraz Fangora Postacie, który otwierał też ekspozycję wiedeńską. Tyle, że tutaj, ze względu na specyficzną architekturę tego budynku, nie jest już wyeksponowany „na wejściu”. Mam wrażenie, że widzowie mogą się tu dość łatwo pogubić. Innych rzeczy również żal. Znakomity, ale wielkich rozmiarów, obraz Einsemkeit Sobczyka i Modzelewskiego pokazywany jest tak, że nie sposób zobaczyć go w całości. Praca Sejli Kamerić, Bośniacka dziewczyna ma tu bardziej formę plakatową, ale przez to nie stajemy z dziewczyną twarzą w twarz i nie ma już tego niesamowitego wrażenia, od którego ciarki przechodziły po plecach. Jest, co prawda lepsza wersja On i ona Barbary Falender – epoksydowa. Z tym wiąże się ciekawa historia, bo ja od początku upierałam się przy wersji epoksydowej, a nie z brązu, ale okazało się, że praca spoczywająca gdzieś w piwnicy, została porządnie nadgryziona przez ząb czasu. Barbara Falender napisała jednak do mnie niedawno, że teraz decyduje się na wersję epoksydową. Po prawdzie praca nie jest zbyt zniszczona, ale jest przede wszystkim bardzo cielesna, a jak każde ciało, uległa pewnej destrukcji...


Inna sprawa, że wystawa już wywołała pewne kontrowersje. W sobotniej lokalnej „Wyborczej” krótki tekst informował o tym, że panów na wystawie zbyt wielu nie ma (co nie jest prawdą), a powodem tego zapewne jest to, że Muzeum Ludwiga i Zachęta zdominowane są przez kobiety. Kobiety powinny w zasadzie czuć się winne, że są na wystawie liczniej reprezentowane. Stąd już krok do argumentów, że sztuka jest wyrazem nerwicy współczesnych kobiet, które nie są w stanie zrozumieć męskiego pierwiastka (który to komentarz pojawił się na moim blogu pod poprzednim wpisem), a można iść jeszcze dalej i zapodać coś na temat obrzękniętych mózgów kobiet przed miesiączką. Ciekawe zresztą, że „Wyborcza” z jednej strony wyśmiewa takie argumenty ale z drugiej puszczając oko do niewiadomo kogo, prezentuje bardzo podobne.


Inne kontrowersje dotyczą wyborów poszczególnych artystów i artystek (bardziej zresztą artystek). Ponoć niektóre polskie artystki, które nie są prezentowane na wystawie mają do mnie duży żal. Dorota Jarecka w „Wyborczej” zarzuca mi, oczywiście nie wprost, brak Doroty Nieznalskiej. Trudno jest zauważyć recenzentce, jak i innym malkontentom, że Polska jest na tej wystawie wręcz nadreprezentowana, ale, jak widać, nie umiemy zauważyć czegoś więcej poza końcem swojego nosa. Jest to wystawa historyczna dotycząca sztuki po 1945 roku i nie tyle dotyczy sztuki feministycznej, ile pyta o wspólne doświadczenia życia i opresji płci w tzw. „demoludach”, próbuje zreinterpretować i ugenderowić naszą, Europy Wschodniej, historię. A z drugiej strony wskazuje też na wewnętrzne zróżnicowanie, pyta o konstrukcję bytu określanego jako Europa Wschodnia. Pojawia się tu również problem zmiany relacji płci w związku z transformacjami ustrojowymi, ale jest to już jakby otwarcie nowego rozdziału w sztuce. Zresztą uważam, że najlepiej byłoby, gdyby wystawa zamykała się na roku 1989. Byliśmy z Piotrem Piotrowskim też doradcami przy tej wystawie proponując właśnie taką opcję, ale przeważyła opcja pokazania również prac bardziej współczesnych. Dla mnie jednak wciąż ta wystawa ma przede wszystkim wartość historyczną.


Największa zaletą ekspozycji jest to, że możemy zobaczyć, co działo się w tym samym czasie u naszych wschodnich czy południowych sąsiadów. Daje do możliwość wyjścia poza ciągłe odnoszenie i porównywanie naszej sztuki z tym, co na Zachodzie. Okazuje się, że w odniesieniu do sztuki krajów Europy Wschodniej istnieje wiele, bardziej niejednoznacznych, ale ciekawszych kontekstów.


Boję się jednak, że trochę została u nas zmarnowana szansa na zbadanie tych kontekstów. Zachęcie udało się znakomicie spotkanie wokół Postaci Fangora. Sam Fangor, trochę ubarwiając, trochę udając, że nie wie, o co chodzi fantastycznie wszedł w dialog z historyczkami sztuki interpretującymi jego obraz. Dialog był naprawdę przedni.


Tyle tylko, że to znowu nasz polski artysta i nasza polska historia sztuki. Zastanawiam się, czy nas w ogóle obchodzi to, co działo się w innych krajach, czy jesteśmy ciekawe/ciekawi kontekstów tamtej sztuki (np. socrealizmu, który w niektórych krajach skończył się dopiero w 1989), czy interesuje nas, jak konstruowana była płeć, klasa, sfera pracy i sfera prywatna w innych krajach tzw. bloku wschodniego, co działo się np. w DDR, w byłej Jugosławii, w byłych republikach ZSRR: Estonii, Litwie, Łotwie, itd.


Ja zawsze odczuwam wstyd spotykając się z badaczkami czy badaczami z innych krajów Europy Wschodniej, bo okazuje się, że nasza sztuka jest na wschodzie dobrze znana, ale niestety bez wzajemności z naszej strony. W pewnym sensie Polska z czasów komunizmu z jej otwartością, awangardą i zapatrzeniem w Zachód na tle innych krajów ma pozycję... nieco kolonizatorską. Czy to może się zmienić? Miałam duże nadzieje, że ta wystawa może do takiej zmiany się przyczynić. Ale zaglądam do programu wykładów i spotkań towarzyszących wystawie: polski teatr, kino, polska sztuka gender, nasze problemy, nasza niewinność... Nasz mały zamknięty świat i znowu odczuwam ten wstyd i właściwie myślę sobie, że może sposobem na rozwiązanie problemu przeładowania tej wystawy byłoby usunięcie jej polskiej części...


Dla porównania wgląd w wersję wiedeńską:

 

 



Gender Check w Warszawie

izakow2

Już w piątek w warszawskiej Zachęcie otwiera się wystawa "Gender Check", o której pisałam przy okazji jej wiedeńskiej edycji. W Polsce ekspozycja prezentowana jest pod tytułem "Sprawdzam płeć? Kobiecość i męskość w sztuce Europy Wschodniej".


Trochę nie mogę przyzwyczaić się do tego tytułu, ale przede wszystkim jestem bardzo ciekawa, jaka będzie ta polska edycja wystawy.


A to wspomnienie z Wiednia:


Na pierwszym planie praca Olega Kulika, a w tle "Madonny" Katarzyny Górnej.

Według mnie, wystawa jest fantastyczna, ale trochę nie wypada mi tego mówić, bo uczestniczyłam przy jej współtworzeniu (a dokładnie tworząc jej polską część). Ale to przede wszystkim ogromna zasługa Bojany Pejić, która przy wsparciu ERSTE Stiftung zorganizowała tę niebywałą ekspozycję.
 
Mam nadzieję, że wystawa będzie impulsem do rozważań nad problematyką płci w Europie Wschodniej oraz do badań nad sztuką podejmującą tę problematykę. Potrzebne są tu zwłaszcza analizy, które odejdą od interpretacyjnych klisz zachodnich, gdyż relacje płci bardzo mocno związane były tu ze zniewoleniem związanym z systemem, ale później także z wojnami na Bałkanach, zachłyśnięciem się konsumpcjonizmem i zwrotem
w stronę wartości konserwatywnych, który miał miejsce 
w wielu krajach Europy Wschodniej .

W każdym razie gorąco namawiam do obejrzenia wystawy!

Gender Check w Wiedniu!

izakow2

Wróciłam z Wiednia, gdzie 12 listopada w MUMOK została otwarta ogromna wystawa Gender Check. Femininity and Masculinity in the Art of Eastern Europe.



Pomysłodawczynią i kuratorką ekspozycji jest Bojana Pejić.


Jest to wydarzenie wyjątkowe, pierwsza wystawa pytająca o reprezentacje płci w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, od socrealizmu po czasy współczesne. Ekspozycja podejmuje problemy konstrukcji kobiecości i męskości w czasach socjalizmu oraz mechanizmów oporu wobec różnych rodzajów zniewolenia, dekonstrukcji płci, feminizmu. Pyta o podwójne wykluczenie oraz przełamuje niewidzialność tego, co bliskie, ale nieznane (bo paradoksalnie zachodnia sztuka feministyczna wydaje się bliższa niż sztuka tworzona u naszych sąsiadów).

Wydawałoby się, że dzisiaj tak ogólne przedsięwzięcia skazane są z góry na niepowodzenie, tymczasem tutaj dzieje się coś zupełnie innego.

Bojana podzieliła wystawę na określone sekcje tematyczne, jak np. „Politics of Self-Representation”, „Nationalism and Critique”, „The Politization of the Private” i inne. Wybory prac do tych działów nie są oczywiste, sama chętnie pozamieniałabym część prac miejscami. Pokazuje to jednak, jak pewne tematy nakładają się na siebie, przenikają, prace w niesamowity sposób korespondują ze sobą.


(na pierwszym planie "On i ona" Barbary Falender, obraz po prawej to "Malarka i jej modelka" Tymona Niesiołowskiego.)


Pracowałam przy tej wystawie jako doradca i badaczka odpowiedzialna za część polską (weszły prawie wszystkie prace, które zgłosiłam, oprócz Wróblewskiego i Berezowskiej, prawdopodobnie problemem okazało się ich wypożyczenie). To, że te prace pojawiły się w niespotykanym wcześniej kontekście, kontekście innych dzieł, które były tworzone w tzw. „bloku wschodnim” było dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem.

Część osób mówiło o tym, że takiej wystawie powinno towarzyszyć przybliżenie kontekstu (w domyśle – kontekstu społecznego). Zupełnie się z tym nie zgadzam, bo dopiero teraz część tych prac pojawiła się właśnie we właściwym sobie kontekście innych dzieł (ponadto kontekst jako coś stałego jest utopią, nie istnieje!). To właśnie te prace „ramują” się wzajemnie, ponadto pojawiają się one w ramach dwóch przywołanych tu systemów zniewolenia – komunizmu oraz, jeśli można tak powiedzieć, a w tym kontekście chyba można, patriarchatu. Uważam, że daje to zarazem nowe ramy interpretacyjne, gdzie odwołaniem nie są już, jak do tej pory, prace powstające na Zachodzie, ale prace z tej „gorszej Europy”.

Te ramy mogą prowadzić do bardzo dziwnych pytań, np. o to, na ile feminizm może być rodzajem kolonizacji? (co nie znaczy, że wyrzekam się feminizmu!); na ile kultura konsumpcyjna jest wyzwalająca? (co nie znaczy, że neguję to, iż zniewala); na ile tutaj potrzebne było wyzwolenie prywatności z tego, co publiczne? (wbrew feministycznemu hasłu „prywatne jest publiczne”, które oczywiście uważam za ważne), itp., itd. Wszystko pojawia się tutaj w takim właśnie podwójnym wiązaniu. Uważam, że genialne w tej wystawie jest właśnie to, że umożliwia postawienie takich prowokacyjnych pytań, dając zarazem możliwość namysłu nad feminizmem w Europie Wschodniej. Jestem absolutnie pełna podziwu dla Bojany.

Na koniec dobra wiadomość – wystawa będzie prezentowana w przyszłym roku w Warszawie.

I jeszcze parę fotek, ale to naprawdę bardzo pobieżny przegląd. Na wystawie prezentowane są prace ponad 200 artystek i artystów.


Obraz Fangora przyciągał publikę, bo jednak od tajemniczej elegantki (burżujki, lub też reprezentantki zachodniego świata) trudno oderwać wzrok...


Ten obraz Michaila Kornetskiego z Łotwy (1959) wisi na przeciwko "Kamieniarek" Kobzdeja...


Ana Baranovici, Kobiety przy pracy, 1974 (Mołdawia) - dyskretny urok socu, a może dyskretny urok ukazanych kobiet?



Na pierwszym planie "Akt dziewczęcy" Kobro, po prawej - praca Evy Kmentovej. Obraz za Kobro to "Akt biały" Teresy Pągowskiej. Poniżej "Trudny wiek" Aliny Szapocznikow...


Gyula Pauer, Miss Hungary, 1985 - 95 - czy nie jest genialną partnerką dla pracy Szapocznikow?

Jarosław Modzelewski, Marek Sobczyk, Einsemkeit, 1984 - męskość, samotność...?


Sejla Kamerić, Bośniacka dziewczyna, 2003

"Twoje ciało to pole walki"....


Tanja Ostojić (Sebia), Szukając męża z paszportem EU, 2000-2005


Kriszta Nagy (Węgry), 200.000 Ft, I - VI., 1997 - konstruujemy ciało według swoich życzeń czy według wymogów dyktowanych przez kulturę?


Nie mogło zabraknąć Sanji Iveković... Kultura popularna użycza twarzy zapomnianym bohaterkom... Kultura konsumpcyjna jako wyzwolenie?



Ewa Fikowa (Słowacja), Bez różnicy, 2001

Kobieta do zjedzenia, bez różnicy, Madonna czy gwiazda porno. Kultura konsumpcyjna zniewala i pożera...



Zestawienie pracy Olega Kuliga z pracą Katarzyny Górnej jest genialne (cyborg wykreowany przez kulturę konsumpcyjną kontra tradycyjne wzorce..., power-girl kontra Madonna, ale też ciało pożądane kontra ciało skazane na niewidzialność))! Jakie otwierają się tutaj możliwości interpretacyjne! I jak bardzo władza różnych, konkurujących ze sobą systemów wnika w ciało, by w końcu nie potrzebować go już zupełnie:


oczywiście CUKT


I ja tam byłam :-)

z Bojaną



No i bardzo dziwne zdjęcie w klimacie już świątecznym z Katy Deepwell (wydawczynią n.paradoxa, nie ukrywam, że Artmix powstał trochę z zazdrości o to pismo) i Almirą Ousmanovą (która przeprowadzała tu badanie sztuki Białorusi).


© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci