Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : pamiec

Niepamięć u Wojciecha Wilczyka

izakow2

Pisałam niedawno o „Paskudnych pocztówkach” Michała Szlagi, które dokumentują proces wymazywania z mapy Gdańska stoczni, a zarazem – jej historii. Kiedy jakieś historie skazywane na są zapomnienie lub podlegają manipulacjom, niekiedy sztuka przejmuje rolę ocalenia pamięci. Współczesne prace artystyczne jednak częściej śledzą właśnie to zamazywanie, znikanie, odnosząc się do problemu niepamięci czy też pamięci niechcianej.

 

Tak dzieje się też w dość starej pracy, której jednak jeszcze tutaj nie prezentowałam, w cyklu fotografii Wojciecha Wilczyka „Niewinne oko nie istnieje” (2009), które były zarówno prezentowane na wystawach, jak i składają się na obszerną książkę.

 

Synagoga - Lubań 4.01.2007

 

W książce znajduje się ponad 300 zdjęć z najróżniejszych miejsc w Polsce prezentujących dawne synagogi lub żydowskie domy modlitwy. Obecnie są one zniszczone, zapomniane, przekształcone w sklepy, domy mieszkalne, kina, magazyny, a nawet miejskie toalety. Informacja towarzysząca każdej fotografii zamieszczonej w książce mówi o powstaniu budynku, o jego stylu oraz o przekształceniach, którym został poddany po wojnie.

 


Synagoga - Działoszyce 7.11.2006



Jak napisała Dorota Jarecka: „Fotografie robią wrażenie dopiero w masie, mówiąc w ten sposób o powtarzalności tego, co działo się w czasie wojny w każdym polskim miasteczku z ludźmi i żydowską kulturą. [...] To cykl, w którym symbolicznie materializuje się nieobecność Żydów i który ujawnia niemal powszechny brak refleksji o tym pustym miejscu”. Ta nieobecność jest bardziej odczuwana, niż uświadomiona. Bo, choć martyrologia Żydów nie stanowi integralnej części polskiej pamięci zbiorowej, to, jak napisała Alina Cała: „zniknięcie trzech milionów ludzi o skrystalizowanej i wyraźnie artykułowanej kulturze, nie mogło pozostać bez śladu. Trwa po nich pustka, którą nie wszyscy w pełni sobie uświadamiają, ale odczuwają”.

 


Synagoga - Buk 11.05.2007



Część fotografii Wilczyka wskazuje na to, jak bardzo starano się ukryć pierwotną funkcję tych budynków, zmieniając je, zasłaniając m.in. szyldami reklamowymi. Jakby chciano wykreślić ich obecność z przestrzeni publicznej, aby nie mogły być już zobaczone. Jakby pierwotna - sakralna funkcja budynków musiała zostać za wszelką cenę wyparta. Jakby wstydzono się pozostałych jeszcze śladów żydowskiej historii, która mimo, że silnie wrosła w historię naszego kraju, wciąż skazywana jest na niepamięć. Zastanawiają przyczyny tej niechęci, które poniekąd ujawnione zostają przez ten cyklu o niezwykle znaczącym tytule "Niewinne oko nie istnieje" - ignorancja, niechęć, wstyd, zażenowanie...

 


 Synagoga w Zawierciu

 



Synagoga - Nowy Tomyśl 11.05.2007





Artmix: wizualizacje wojny

izakow2

Jest już nowy numer "Artmixa", a w nim:

 

Paweł Leszkowicz, Susan Sontag i etyka fotografiii

Beata Łazarz, Feminizowanie ciał "terrorystów", czyli o cyklu Abu Ghraib Fernando Botero z  nie-męskiej perspektywy

Elżbieta Janicka, Miejska partyzantka symboliczna. O Widoczkach Patrycji Dołowy

Marta Raczek-Karcz, Ciała mimo wszystko – o projekcie That You Have Someone Agnes Janich

Joanna Turowicz, Historie Ziny i jej dzieci, wywiad z Nelą Brzezińską, Danielem Brzezińskim, Katarzyną Regulską, Magdą Sobolewską i Joanną Wichowską

Dorota Łagodzka, Performance interwencyjny Angeliki Fojtuch

 

W tym numerze prezentujemy teksty odnoszące się wizualizacji wojny i koszmaru Zagłady.  Chcemy zastanowić się wspólnie z czytelnikami i czytelniczkami, w jaki sposób współcześnie ukazywane są w sztuce działania wojenne oraz na ile tego rodzaju przedstawienia podejmują wyzwania etyczne.


Jak pisała Susan Sontag, dzisiaj to przede wszystkim fotografie określają sposób, w jaki pamiętamy i oceniamy ważne konflikty. O rozważaniach tej autorki na temat fotografii wojennych, problematycznego ukazywania cierpienia innych i współczesnych „okropności wojny” pisze Paweł Leszkowicz. Autor pyta za Sontag o etykę fotografii, a pod koniec swojego tekstu zastanawia się nad kwestią recepcji jej myśli w kontekście polskiej kultury wizualnej. Sontag rozważając patrzenie na cierpienia innych pisała przede wszystkim o fotografiach z Abu Ghraib ukazujących torturowanie irackich więźniów przez amerykańskich żołnierzy. Te fotografie stały się inspiracją dla obrazów Fernando Botero, o których pisze Beata Łazarz, zwracając uwagę na kwestię feminizowania ciał „terrorystów”.

 


Fernando Botero, Abu Ghraib 50


Kwestia etyki, współodpowiedzialności, potrzeby zaświadczania o koszmarze przeszłości pojawia się w tekście Elżbiety Janickiej omawiającym Widoczki Patrycji Dołowy.

 

Patrycja Dołowy, Widoczki. Pamięć miasta, pamięć ciała, odlew

 

Prace te odnoszą się do topografii miasta, w którym zapomniano o odprawianiu pochówku, przywołane zostaje bowiem dawne warszawskie getto. Janicka opisuje metodę pracy artystki: „Patrycja Dołowy sporządza odlewy własnego torsu, pokrywa je emulsją fotograficzną, naświetla pod powiększalnikiem obrazami z rodzinnego archiwum, następnie zaś zakopuje w ziemi”. Chodzi w ten sposób o uwidocznienie rozpadu, ale także – co ważne – dawanie świadectwa. Inną artystką zwracającą uwagę w swej sztuce na potrzebę zaświadczania o koszmarze Zagłady jest Agnes Janich, o której pisze Marta Raczek-Karcz. W przypadku projektu tej artystki That You Have Someone, odnoszącego się do obozowych wspomnień, chodzi przede wszystkim o ocalenie pamięci ciała – pożądającego i kochającego. Ważna dla tego tekstu, jak i pozostałych, jest również problematyka płci, m.in. odmienność kobiecych doświadczeń w kontekście wojny.

 

Agnes Janich, That You Have Someone #4, 2012



Tego problemu dotyczy również wywiad Joanny Turowicz z autorami spektaklu Historie Ziny, a dotyczący kobiecego doświadczeniu wojny i uchodźstwa, teatru dokumentalnego oraz tożsamości drugiego pokolenia uchodźców z Kaukazu. Tekst ten jest przedrukowany dzięki uprzejmości „Didaskaliów”.

 

Również na polu sztuki toczą się wojny – o prawa autorskie, o prawo do swoich idei artystycznych, a także o szacunek. Tego problemu dotyczył performance Angeliki Fojtuch „Nie kradnij”, który miał miejsce 11 stycznia 2013 roku, o którym pisze w komentarzu Dorota Łagodzka.

 

Dziękujemy przy okazji Alicji Kusiak-Brownstein za namówienie nas do podjęcia tego tematu. Informujemy również, że z naszej redakcji odeszła Edyta Zierkiewicz, której dziękujemy za wieloletnią współpracę.

 

Izabela Kowalczyk i Dorota Łagodzka

 

 

Michał Szlaga o wymazywaniu historii Stoczni Gdańskiej

izakow2

 

„Paskudne pocztówki” Michała Szlagi to efekt dwunastu lat dokumentowania przez fotografa przemian na terenie dawnej Stoczni Gdańskiej.

 

 

Fotografie ukazują ruiny, to, co pozostało z dawnych budynków, hal, biur, przedstawione są również złomowane żurawie. Ukazują proces zrównywania tego miejsca z ziemią.

 

Każda z pocztówek opisana jest w zimnym inwentaryzatorskim języku: miejsce, data zrobienia zdjęcia, rodzaj obiektu, numer inwentarzowy, a w przypadku niektórych – dane dotyczące historii danego obiektu.

 


Gdańsk, tereny postoczniowe, 24 kwietnia 2012. Plac między ulicą Marynarki Polskiej i zakładową ulicą Malarzy. Miejsce po hali 6A. Złomowanie żurawia. Udźwig: 20t. Numer inwentarzowy: 26. Pozostałe opisy na blogu Szlagi

 

Szlaga wskazuje na cel, który przyświeca temu projektowi:

 

„Mam nadzieję, że analiza tego cyklu przyczyni się do szerszej refleksji nad procesem, którego mimowolnymi świadkami jesteśmy od kilkunastu lat. Gdańsk traci bezpowrotnie jedną ze swoich najbardziej fascynujących i niesamowitych przestrzeni. Można ją bezrefleksyjnie zastąpić „nowym”, na pewno jednak, nie da się odbudować jej charakteru stylistycznymi sztuczkami architektów. Nie wystarczy jeden osamotniony żuraw. Dzisiejsze Młode Miasto, uboższe o kilkadziesiąt procent oryginalnej zabudowy, nie jest już tym, czym było dziesięć lat temu”.

 


„Czekam na rozwój nowej, wielkomiejskiej, nowoczesnej dzielnicy z wizjonerskimi rozwiązaniami, wieżowcami i tym wszystkim, o czym śnią deweloperzy. Nie mogę jednak pogodzić się, z tym, że zabraknie w niej tego, co najważniejsze, czyli prawdziwej historii tego miejsca”. 

 


 

Cykl Szlagi można potraktować jako dokumentację wymazywania historii – historii miasta, historii robotników a wreszcie historii Solidarności, za której kolebkę uważana jest Stocznia. To również wymazywanie śladów oddolnych inicjatyw. Na terenie Stoczni znalazł swe miejsce Instytut Sztuki Wyspa, wcześniej działała tu również Kolonia Artystów. Kolonii już nie ma, Wyspa walczy o przetrwanie, wszelkie ślady działań artystycznych również są niszczone. Niedawno Iwona Zając pokazała w sieci fotografie ukazujące rozbiórkę murów z namalowanymi przez nią muralami, na których przedstawione były historie stoczniowców. O rozbiórce historycznego muru pisano też w "Gazecie".

 

Wymazywanie historii prowadzi do zapomnienia, a jak pisał Paul Ricoeur „ekwiwalentem zapomnienia jest zniszczenie archiwów, muzeów, miast – świadków minionej historii” („Pamięć, historia, zapomnienie”, s. 384.).

 

 

 

Jakiś czas temu brałam udział w dyskusji „Rewitalizacja przestrzeni miejskiej” odbywającej się w ramach Festiwalu Fotodokumentu, podczas którego były też prezentowane dwie wystawy „Sztuka rewitalizacji” ukazujące przemiany Zagłębia Ruhry. Byłam dość sceptycznie nastawiona, gdyż pojęcie rewitalizacji używane jest najczęściej w znaczeniu  przejmowania przez deweloperów czy korporacje biednych, często poprzemysłowych obszarów miasta pod przyszłe inwestycje, co wiąże się z procesem gentryfikacji, a więc wypierania z tych terenów ludzi słabych i ubogich. Tymczasem rewitalizacja powinna być rozumiana jako  ożywianiem miejsca, aby stało się przyjazne dla jego dotychczasowych mieszkańców, a także takimi działaniami, które mają zapobiec postępującemu ubóstwu. Dotyczy to zwłaszcza terenów poprzemysłowych, gdzie w wyniku likwidacji dawnych zakładów czy fabryk duża część społeczności boryka się z bezrobociem.

 

W przypadku wystawy i dyskusji dotyczącej Zagłębia Ruhry okazało się, że pojęcie  „rewitalizacji” miała to drugie – pozytywne znaczenie. Autorowi wystawy – Peterowi Liedtke, jak i autorom fotografii, chodziło przede wszystkim o dokumentowanie przemian oraz włączanie sztuki w sam proces rewitalizacji, ale w sensie – aktywizowania mieszkańców, czynienia miejsca swego zamieszkania przyjaznym dla wszystkich, również dla ludzi starszych i ubogich. Chodziło więc nie tylko o rewitalizację obszarów zniszczonych przez przemysł, ale przede wszystkim o rewitalizację społeczną, jak również o zachowanie dziedzictwa tego miejsca.

 

 

Podczas spotkania, w którym brałam udział, szczególnie cenne wydawały mi się uwagi autora projektu Petera Liedtke na temat potrzeby ochrony specyficznego krajobrazu Zagłębia Ruhry zdominowanego przez miejsca związanych z przemysłem – huty, kopalnie i fabryki. Na trwałe weszły one do historii tego regionu, a w zasadzie tę historię współtworzyły. Mają zarazem ogromne znaczenie symboliczne dla ludzi, którzy kiedyś tam pracowali, ale także dla całej lokalnej społeczności. Można powiedzieć, że współtworzą one tożsamość mieszkańców i dlatego, zamiast je niszczyć, burzyć czy pozwalać, aby pozostawały bezużyteczne, należy je chronić oraz wykorzystać właśnie na rzecz miejscowej społeczności.

 

Pomyślałam wtedy o Stoczni Gdańskiej, o tym, co ukazują prace Michała Szlagi – zarówno „Paskudne pocztówki”, jak i prezentowane już wcześniej (m.in. podczas gdańskiej Alternativy) filmy oraz fotografie prezentowane na wystawie Postdokument w CSW w Warszawie.

 

Pomyślałam tym, jak bardzo różni się nasze podejście do miejsc związanych z najnowszą historią od podejścia dominującego w Niemczech. Nie chodzi tylko o opisane tu Zagłębie Ruhry, warto też udać się do Berlina, gdzie mieszkańca Polski dziwić mogą niezburzone pomniki Marksa czy Lenina. Ale przecież są one śladem historii, nawet jeśli tej złej, to ją również, a może nawet przede wszystkim należy pamiętać. Wymazanie tego, co wstydliwe jest tylko wyparciem, nie ma nic wspólnego z tworzeniem krytycznej historii czy pamięci. Bo zapomnienie, jak powiada cytowany już Ricoeur szkodzi historii i szkodzi życiu.

 


 

W przypadku Stoczni Gdańskiej nie chodzi przecież o złą historię, choć jej historyczna nazwa – Stocznia im. Lenina również musiała zostać wymazana. Tylko na krótko przywrócono w ubiegłym roku napis nad głównym wejściem, później musiał on zniknąć. Jednak przede wszystkim trudno zrozumieć, że to miejsce związane z ruchem „Solidarności”, z przezmianami, które doprowadziły do przełomu 1989 roku nie stało się miejscem tzw. dziedzictwa narodowego. Jest to przewrotny koniec ideałów „Solidarności”, które zostały wyparte przez neoliberalną żądzę zysku.  

 


 

Pocztówki Michała Szlagi można zamówić i odebrać osobiście na terenie Stoczni Gdańskiej. Szczegóły na blogu autora.

 


Lodowy antypomnik Jerzego Kaliny

izakow2

We Wrocławiu z 9 na 10 listopada 74 lata temu spłonęła synagoga na ulicy Łąkowej. Również w innych niemieckich miastach doszło do zniszczeń. Nazwano te wydarzenia Nocą Kryształową, gdyż ulice zostały zasypane szkłem ze zniszczonych żydowskich mieszkań i sklepów. Możliwe też, że nazwa wzięła się od "krystalizacji", a więc postulatu oczyszczenia narodu niemieckiego z Żydów. Język III Rzeszy pełen był podobnych, eufemistycznych, a zarazem niezwykle znaczących, pojęć odnoszących się do biopolityki, w której ochrona życia (własnego narodu) zbiegała się z walką przeciwko innym, którzy mieli zostać wyeliminowani. 


W tym roku wrocławska Fundacja Bente Kahan w rocznicę Nocy Kryształowej zorganizowała Marsz Wzajemnego Szacunku połączony z prezentacją pracy Jerzego Kaliny pt. "Czarny Kryształ" na dziedzińcu przed synagogą pod Białym Bocianem.

 


 

I choć nie jestem zwolenniczką prac Kaliny, instalacja stworzona z 35 bloków lodu w kształcie macew, przywołująca nazwę Nocy Kryształowej, jest niezwykła, wymowna, a przede wszystkim nie jest to kolejny pomnik, który na trwałe wpisze się w przestrzeń miasta, obok którego przechodzi się obojętnie, ale poruszający antypomnik, dzieło efemeryczne, zanikające, kruche jak sama pamięć. 

 


Bo antypomniki przede wszystkim problematyzują samą pamięć, znikając, wskazują na zapomnienie, na wyrzucanie z pamięci ważnych bolesnych wydarzeń z przeszłości; a w tym przypadku przypadku także na to, że niektóre z tych wydarzeń nie do końca mieszczą się w ramach pamięci zbiorowej, jakby nie pasują, bo mówią o Żydach, a nie o Polakach. To znaczące, że gdy wszyscy mówili o przygotowaniach do Marszu Niepodległości, obchody rocznicy Nocy Kryształowej przeszły niemal niezauważone.


Pierwsze antypomniki powstały w Niemczech w latach 80., autorstwa Jochena Gerza i jego żony Ester Shalev-Gerz oraz Horsta Hoheisela i również odnosiły się do Zagłady. Gerz stworzył w Hamburgu 12 metrowy obelisk - "Pomnik przeciwko faszyzmowi i wojnie", który w całości w ciągu kilku lat zapadł się pod ziemię. Cechą antypomnika jest właśnie zanikanie, a równocześnie problematyzowanie pamięci zbiorowej i znaczenia pomników w przestrzeni publicznej. Antypomniki, jak pisze Piotr Piotrowski, zachowują milczenie w obliczu zbrodni, a często też prowokują do interaktywności. W przypadku pomnika Gerza było to umieszczanie przez przechodniów na powierzchni obelisku swoich przemyśleń. 


Chodzi również o to, że pomniki odciążają naszą pamięć, usprawiedliwiają nas w niepamiętaniu, natomiast antypomniki, jak pisze Paul Sigel, "nie tylko zwracają uwagę na bolesne wydarzenia historyczne, lecz także przekazują zwiedzającemu zadanie pielęgnowania pamięci o tych wydarzeniach i wyciągania z nich wniosków". 

 

Chodzi więc o to, że to my mamy być nośnikami pamięci, jej mediami, a nie martwe pomniki, bo wtedy nasza pamięć topnieje.

 


 

O tym własnie mówi roztapiający się i rozpadający "Czarny kryształ" Jerzego Kaliny.

 


 

Fotografie z fanpage'a Fundacji Bente Kahan


Baumgart - o uwięzieniu w obrazach oraz w historii

izakow2

Często dobre wystawy mają miejsce poza centrum, w lokalnych galeriach BWA, w małych miastach, gdzie z pozoru mało się dzieje. Piszę o tym w związku z wizytą w Olsztynie, gdzie właśnie dobiega końca wystawa Anny Baumgart Strzeż się tych miejsc.


Ekspozycja w interesujący sposób przedstawia drogę twórczą tej artystki – od pierwszych filmów "O miłości" z lat 1997 – 99, przez znakomite filmy z cyklu Prawdziwe? (2001), gdzie artystka weszła w przestrzeń filmów "Lecą żurawie" oraz Miś, zajmując miejsce kobiecych protagonistek oraz poruszający film"Ekstatyczki, histeryczki i inne święte" z 2004 mówiący o niedostosowaniu kobiet do rzeczywistości, ich lękach i strachu, które przejmują formy histerii czy samookaleczania. Przedstawione zostały też rzeźby, które powstały na podstawie fotografii, jak Natascha czy prace z cyklu "Hipoteza skradzionego obrazu" oraz "Baby Farm" (ta ostatnia odnosząca się do archiwalnych fotografii dzieci z Lebensbornu, a więc tym samym podejmująca wątek nazistowskiej biopolityki).


 

Na wystawie znalazł się też neon nawiązujący do symboliki rewolucji oraz dzieła Mikołaja Kopernika "O obrotach sfer niebieskich" (De Revoulutionibus Orbium Ceolestium, 2011).


 

Jednak najmocniejszym punktem pokazu jest film "Świeże wiśnie" z 2010 odnoszący się do zjawiska przymusowej prostytucji w obozach koncentracyjnych oraz gwałtów wojennych.


Wystawa ta pokazuje, że artystkę interesują przede wszystkim doświadczenia kobiet, które są tematem wszystkich zaprezentowanych tu filmów, a także to, w jaki sposób kobiety poddawane są treningowi kulturowemu, jak muszą wciąż mierzyć się z wyobrażeniami na temat kobiecości, stereotypami czy wymogami, które stawia przed nimi kultura i społeczeństwo.  


Bardzo ciekawe u Baumgart jest ukazanie swoistej władzy w takim sensie, jak opisywał to Michel Foucault. To, co zewnętrzne, kulturowe czy społeczne zostaje przyswojone jako własne. Podmioty poddane zniewoleniu niekiedy starają się z tym walczyć, ale w gruncie rzeczy najczęściej same ten system zniewolenia reprodukują, a przynajmniej próbują się do niego dopasować. Mówiąc o władzy czy raczej o systemie wymogów dotyczących kobiecości mam na myśli siatkę znaczeń tworzonych przez historię, społeczne stereotypy, ale również – medialne reprezentacje. Artystka wnika w te zależności, ukazując, że z jednej strony nie ma tu możliwości ucieczki (niektóre jej prace można odczytać jako dotyczące uwięzienia w rolach), ale z drugiej – poprzez ich ujawnienie, Baumgart pokazuje ich sztuczność, ich zewnętrzność wobec konkretnych podmiotowości.


Niezwykłe są też rzeźby powstałe na podstawie fotografii prasowych.


 

Artystka zastępuje płaskość fotografii trójwymiarowymi wyobrażeniami, niektóre z nich dodatkowo maluje. Jednakże kolory pojawiają się najczęściej tylko z jednej strony, jakby artystka chciała wskazać na jednostronność fotografii, niemożność ich wieloznacznego odczytania.


 

Ponadto figury konkretnych osób przedstawionych na fotografiach, jak Nataschy Kampusch uwolnionej po ośmiu latach udręki czy Weroniki, pokrytej pyłem po zamachu terrorystycznym w londyńskim metrze w 2005 roku, są małych rozmiarów, co akcentuje ich bezbronność, ich poddanie się wobec władzy naszego spojrzenia.




Artystka wydobywa również uwodzącą moc tych fotografii.

 

Rzeczywistość, jak i historia ulegają medialnemu przetworzeniu, istnieją dla nas przede wszystkim jako obrazy. Pewne problemy czy kwestie ulegają wymazaniu, zniknięciu, jako niepasujące do skonstruowanych już ram. Tak dzieje się z kobiecym doświadczeniem wojennym. Przez długi czas w ogóle nie zastanawiano się nad płcią tego rodzaju doświadczeń. Mówiąc o ofiarach, mówiono o nich w sensie uniwersalnym, jakby pozbawione były płci. Ponadto w kontekście wojny, doświadczenia kobiet zostały uznane jako zdecydowanie drugorzędne w porównaniu z doświadczeniami mężczyzn. Gwałty czy przymusowa prostytucja pomijane są w większości opowieści wojennych. Ponadto są czymś, co traktowane jest jako okrywające wstydem same kobiety. Dlatego one również nie chcą o tym mówić lub zdobywają się na opowieść po wielu latach milczenia, niekiedy pod koniec życia. Tego rodzaju opowieści stały się podstawą filmu "Świeże wiśnie".


 

Pojawia się tu główna protagonistka Klara, która reprezentuje zarówno kobiety wykorzystywane w obozowych domach publicznych (tzw. puffach), jak i gwałcone przez rosyjskich żołnierzy. Jej historia zderzona jest z historią współczesnego reżysera (w tej roli Marcin Koszałka), który chce nakręcić poruszający film o Zagładzie, a także współczesnej badaczki (w swojej roli wystąpiła Joanna Ostrowska) mierzącej się z tym tematem.  Film prowokuje między innymi do pytań o możliwość wyleczenia traumy, o to, na ile ciało przechowuje pamięć złych doświadczeń, ale również o niewypowiedzianą traumę, która może być przenoszona z pokolenia na pokolenie. W bardzo dobrym tekście na temat tego filmu, Katarzyna Bojarska pisze:

 

"Propozycja Baumgart jest iście krytyczna i feministyczna. Nie dlatego, że w filmie występują przede wszystkim kobiety ani nie dlatego, że dotyczy on historii kobiet, ale dlatego, że artystka z chirurgiczną niemal precyzją, choć bez zbędnego ciężaru dydaktyki, dekonstruuje istniejące ramy wiedzy/władzy, które nie tylko organizują naszą świadomość przeszłości, nazywają możliwe do przyjęcia traumy i ofiary, ale przede wszystkim hierarchizują, tworząc godne zainteresowania centrum i „mniej istotne” peryferia. Istnieje pewien consensus dotyczący tego, że kiedy myślimy o wojnie, zazwyczaj nie myślimy o kobietach ani przemocy seksualnej (choć ta podług Konwencji Genewskiej uznawana jest za zbrodnię wojenną), prostytucji w obozach nie traktujemy jako formy pracy przymusowej, zaś w kontekście przemocy seksualnej wstyd i winę zazwyczaj skłonni jesteśmy lokować po stronie ofiar."



 

W filmie pojawia się propozycja terapii, jaką są ustawienia Helinigerowskie. Metoda ta uchodzi ponoć za bardzo kontrowersyjną, ale jej założeniem jest silne przekonanie o historii zapisanej w ciele. Dlatego też wydobyta zostaje tu właśnie cielesność traumy, tej traumy, która jest tak trudna do wypowiedzenia. Akcent zaś zostaje przeniesiony na teraźniejszość, na pytanie o to, jak my mamy radzić sobie z tego rodzaju opowieściami czy też, jak bardzo tamte historie, nawet niewypowiedziane, kładą się cieniem na naszej rzeczywistości.



© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci