Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : intertekstualnosc

Kolaże Jiřego Kolářa

izakow2

Było ostatnio trochę na temat krytyki, teorii i różnych spraw, które dzieją się wokół sztuki. Tym razem chcę wrócić do samej sztuki, a konkretnie do tematu przetworzeń, który jakiś czas temu fascynował mnie w kontekście memów i obrazków Sztucznych Fiołków oraz ogólniej - tego, jak sztuka funkcjonuje w internecie. Pisałam też między innymi o dziedzictwie Duchampa oraz o tym, co Bourriaud określa postprodukcją będącą recyklingiem dawnych obrazów i wyobrażeń.

 


Jiří Kolář, Śniadanie w krowie, 1967

 

Warto jednak podkreślić, że sztuka przetwarzania nie jest charakterystyczna jedynie dla poczatku XXI wieku. Lev Manovich pisząc o języku nowych mediów podkreślał, że na jego specyfikę wpłynęły z jednej strony XIX-wieczne wynalazki (m.in. fotografia oraz licząca maszyna Babbage'a), a z drugiej - typowe techniki awangardy, w tym przede wszystkim kolaż.  

 

Artystą, który sytuuje się dokładnie pomiędzy pierwszą awangardą oraz współczesną postprodukcją jest Jiří Kolář (1914 - 2002).

 

Jiří Kolář, Mrożone słowa, 1981

 

Ten czeski poetoartysta, jak określiła go Maria Anna Potocka, tworzył początkowo poezję wizualną, obiekty artystyczne określane "poematami - przedmiotami", a przede wszystkim, stosownie do swojego nazwiska, kolaże w rozmaitych odmianach. Nadawał im własne nazwy, Piotr Piotrowski wylicza: "muchlage" (przekrzywione, pocięte fotografie), "intecollage" lub "prollage" (połączone fragmenty obrazów, powycinane w kształcie powszechnie używanych przedmiotów, "confrontage" (powiększone i zestawione ze sobą fragmenty fotografii), "raportage" coś w rodzaju fotograficznego reportażu, "rollage" (rozciągnięte, wydłużone fotografie), "chiasmage" (formy przypominające gazety złożone z małych literek i fragmentów tekstów). ("Awangarda w cieniu Jałty", s. 182). W wielu pracach te techniki łączył ze sobą. Niekiedy też dokonywał zestawień różnych dzieł sztuki, przekształcając je w swoiste "mozaiki cytatów". Dziś można by użyć określenia: obrazowy remiks, co ujawnia najbardziej moje ulubione "Śniadanie w krowie". Tu na marginesie warto przypomnieć współczesną twórczość malarską Cesara Santosa. Choć artystów tych różni technika, widać u nich tę samą fascynację obrazami i przemieszczaniem się ich najbardziej rozpoznawalnych motywów.

 

W twórczości Kolářa odnaleźć można wpływy konstruktywizmu i dadaizmu, niekiedy bywa ona łączona z nową figuracją czy nawet z pop artem. Przede wszystkim jednak, ujawnia się u tego artysty fascynacja dawną sztuką i jej reprodukcjami, tym, co można z zdziałać poddając sztukę manipulacjom, tworząc w ten sposób całkowicie nową jakość.  

 


 Wenus (Botticelli), 1968-69

 

Pod koniec lat 80. Kolář pisał o sztuce, że "ma moc nieskrępowanej wypowiedzi i nie traci siły, nawet gdy podlega reprodukcji, uwięzieniu czy naśladownictwu", zaś jej wielkość można spotęgować jeszcze bardziej przez jej świadome upośledzenie, zadanie rany "na drodze transformacji wyobrażeń, który trywializują się za sprawą cywilizacyjnego przesytu nieprzebraną rozmaitością technik drukarskich i właściwego naszej kulturze fałszywego rozumienia pojęcia 'doskonałość'".

 

 


Zakochane gołębice, 1969

 

Potwierdzał, że sztuka rodzi się ze sztuki:


"Mam świadomość, że piszę te słowa w czasie, kiedy sztuka 'potyka się o własne nogi', jak niegdyś ujął to Burckhardt, i że moja twórczość jest tego efektem - niemniej wypływa ona także z mojego wieku, z mozolnej pracy, którą zwracam artystom i być może reszcie świata, z trudu, który zapożyczyłem od nich".

 

W tekście "Kilka słów o sztuce wadliwej", przedrukowanym w katalogu wystawy Kolářa "Kolaż z łasiczką", która miała miejsce w krakowskim MOCAKU na przełomie 2012 i 2013 roku, artysta daje też prosty przepis na przetworzenie:

 

"Weź reprodukcję ulubionego dzieła sztuki i rozerwij ją w najistotniejszym miejscu albo rozerwij ją na pół, a następnie sklej z powrotem zwykłą taśmą. Przekonasz się, że reprodukcja nie straciła wiele ze swojego pierwotnego wyglądu i że - gdy wpatrzeć się w nią uważniej - zyskała pewną dodatkową jakość, stała się w pełni twoja, ponieważ sposobu, w jaki ją rozerwałeś, nie da się powtórzyć idealnie tak samo. Pamiętaj jednak, że nawet rozdzierania, przebijania, gniecenia, bazgrania, przypalania itp. trzeba się wpierw nauczyć" (s.17). 

 

 


1996

 

Można więc powiedzieć, że twórczość Kolářa oscyluje pomiędzy poczuciem dewaluacji obrazów a poszukiwaniem w nich siły, pomiędzy typowym dla awangardy "szarganiem świętości" wielkiej sztuki a odkrywaniem jej potęgi, która ujawnia się nawet w dziełach tak bardzo przetworzonych, jak słynna "Dama z łasiczką".

 


 Dama z łasiczką, 1966

 

O pochwale sztuki pirackiej i pracy Oli Ska

izakow2

 

W dyskusjach na temat wolnej kultury pojawiają się postulaty, aby nie używać określenia piractwo w odniesieniu do sfery komunikacji kulturowej.  Tak mówi np. Jarosław Lipszyc w kontekście sprawy portalu Chomikuj.pl i w tym przypadku te postulaty mają wymiar strategiczny.

 

Ja natomiast mam całkowicie odmienny postulat, aby o sztuce dokonującej przetworzeń (zarówno tworzonej przez sieciowych anonimów, jak i uznanych artystów), mówić właśnie jako o sztuce pirackiej, aby przewartościować to określenie, zmienić jego negatywny wydźwięk, tak jak kiedyś stało się to z pojęciem queer. Mówiłam o tym na konferencji na UAP-ie "Czy wszystko już było?", a poniżej zamieszczam fragment mojego wystąpienia.

 

Przetworzenia, zawłaszczenia, remiksowanie i samplowanie kultury, sztuka kowerów, recykling kulturowy, brikolaż, plagiaryzm, postprodukcja – już mnogość określeń dotyczących zjawiska, o którym mowa może przyprawić o zawrót głowy. I choć w języku angielskim używa się najczęściej terminu appropration art, to jego polskie odpowiedniki: sztuka zawłaszczania czy sztuka apropriacji, nie brzmią dobrze, dlatego też, podkreślając wywrotowy charakter tego rodzaju działań, chcę zaproponować właśnie termin sztuka piracka.

 

Pierwotne znaczenie pojęcia pirat odnosi się do osoby, która przy użyciu statku lub łodzi dokonuje rabunku innego statku. Piraci dokonywali najczęściej abordażu, a więc walki mającej na celu wejście na pokład obcego statku w celu jego zatopienia, a częściej opanowania i przejęcia. Legendarni piraci owiani są wieloma romantycznymi legendami, w czym utwierdza nas kultura popularna i jej superprodukcje takie jak "Piraci z Karaibów".

 

W przenośni termin ten stosowany jest najczęściej wobec osób kopiujących i sprzedających nielegalnie nośniki z utworami artystycznymi, szczególnie z muzyką. Piratami nazywa się zarówno osoby, które czerpią zyski finansowe z tego procederu, jak i te, które ściągają nielegalnie pliki wyłącznie na własny użytek. Pojęciem tym określa się również kierowców drastycznie łamiących przepisy ruchu drogowego, jednak to znaczenie jest najmniej adekwatne w odniesieniu do sztuki, choć można powiedzieć, że artyści używający pirackich praktyk również nie respektują zasad obowiązujących w świecie sztuki, zaś łamiąc je wyprzedzają innych – poruszających się zgodnie z przepisami i dzięki przywłaszczeniom budując własną karierę (mistrzem tej praktyki jest Maurizio Cattelan, choć również na jego dziełach dokonywany jest abordaż).

 

Piractwo wydaje mi się szczególnie atrakcyjnym terminem ze względu na ambiwalencję tego pojęcia. Bo z jednej strony kojarzone jest z rabunkiem, kradzieżą, łamaniem obowiązujących przepisów, ale z drugiej – przywołuje romantyczną aurę dawnych piratów, może kojarzyć się z wolnością, co zostało wydobyte w kontekście protestów ruchu Anonymous przeciwko porozumieniom ACTA, ze wskazaniem na problematyczność obowiązujących praw autorskich, które, jak wskazują niektórzy, hamują rozwój kultury (Lessing), i w konsekwencji – kojarzy się z walką o dostęp do wolnej kultury, co, nawiasem mówiąc, jest jednym z postulatów międzynarodowej Partii Piratów.

 

Można powiedzieć, że w sposób piracki tworzona jest także część kultury, w tym – kultura Internetu i opisywane przeze mnie wczoraj przykłady artystycznych memów (i postmemów ;). Ambiwalencja piractwa wiąże się również z tym, że większość z nas deklaruje potępienie praktyk pirackich, jednak – czy ktokolwiek mógłby powiedzieć, że ani razu nie był piratem? Podobne sprzeczności wiążą się ze sztuką – większość z nas obstaje przy tradycyjnych postulatach oryginalności, nowości, innowacji, ale z drugiej strony powtarzamy teorie o śmierci autora, o tym, że wszystko już było, a przy okazji doskonale bawimy się przy pirackiej sztuce, rozsyłamy zabawne memy przetwarzające dawne obrazy, a niektórzy – jako artyści – sami dokonują pirackich napaści na dawne dzieła.

 

Takiego abordażu dokonała Aleksandra Ska na pracy Brâncuşiego "Niekończąca się kolumna" z 1920 roku, wystawiając niecały tydzień temu pracę pt. "Obiekt w posiadaniu" (tytuł w tym kontekście jest niezwykle znaczący). 

 

 

Modele kolumny zaprojektowanej do Targu Jiu w Rumunii znajdują się w zrekonstruowanej pracowni Brâncuşiego przy Centrum Pompidou w Paryżu. Całość prezentowana jest za grubą pancerną szybą, a więc kolumny oddzielone są od widzów, niedostępne i niedotykalne.

 

 

Praca Ski, choć jest dokładnym powtórzeniem modeli "Niekończącej się kolumny", wykonana jest z pianki z pamięcią kształtu, jakiej używa się do wyrobu wysokiej jakości materacy.

 

 

Prowokuje ona do dotyku, ugniatania, ściskania, przytulania się. A więc, choć wygląda tak samo, praca zmienia całkowicie percepcję widzów, akcentując zaniedbany zmysł dotyku i pozwalając na fizyczne wzięcie w posiadanie…

 


 

Ola Ska to jedna z wielu artystek należących do "idealnych wnucząt" Duchampa - artysty, który w słynnej pracy "LHOOQ" zderzył martwotę arcydzieł z „napaloną” Moną Lizą, a więc odwołaniem do namiętności i tego, co wydaje się kompletnie nie przystawać do tzw. wielkiej sztuki. Praca Ski Obiekt w posiadaniu, dokonująca abordażu na pracy Brâncuşiego, jest działaniem wpisującym się doskonale w strategię Duchampa – to rozbicie muzealnej szyby, chroniącej wielkie dzieła sztuki, aby dokonać na nich czegoś nieodpowiedniego i niestosownego, domalować wąsy i wskazać na wykluczoną z obszaru sztuki namiętność - w przypadku Duchampa lub jak w przypadku Ski – twardy szlachetny materiał zastąpić miękkim materacem i pozwolić na miętoszenie oraz wzięcie w posiadanie.

 



Tym samym istotnym elementem pracy są reakcje oraz działania publiczności, to właśnie publiczności artystka oddaje w posiadanie przechwycony przez siebie obiekt. W ten sposób jej działania wpisują się w to, co Nicolas Bourriaud nazywa estetyką relacyjną. W naszych czasach bowiem największym problemem jest, według teoretyka, kryzys ludzkich relacji i sprowadzenie ich do poziomu relacji handlowych. Istotne znaczenie zyskuje więc sztuka nastawiona na odbudowanie relacji z innymi, dlatego też powstają projekty artystyczne, których tematem jest współobecność, świętowanie, wspólnotowość i współuczestnictwo. Podobnie zresztą dzieje się w innych pracach Ski, np. w przedstawionym tu niedawno "Osobistym akcie artystycznym".

Postmemy i postfiołki

izakow2

A oto komentarz niejakiej Malwiny De do poprzedniego wpisu:

 

 

Naśladowców Fiołków można z kolei nazwać postfiołkami, oczywiście ;)

 

Podziwiam za szybką reakcję! Kultura netu to jednak dobra zabawa!


Obrazy w internecie jak zombie

izakow2

Na konferencji "Czy wszystko już było" na poznańskim UAP-ie mówiłam m.in. o przetworzeniach dawnej sztuki w internecie, co jak wiedzą czytelnicy tego blogu, jest jednym z moich ulubionych tematów.


W sieci można znaleźć wiele memów odwołujących się do znanych dzieł sztuki, dokonujących ich przetworzenia, obracających je w wizualny żart, odbierających im powagę ale też sprawiających, że dawne dzieła możemy zobaczyć w nowym, zaskakującym kontekście. Najwięcej jest ich oczywiście na popularnych Demotywatorach. Po wystukaniu hasła sztuka, wyskakuje ponad 5000 demotywatorów, choć zaznaczyć trzeba, że wiele z nich, np. z hasłem "Niezła sztuka" lub "sztuka całowania" raczej niewiele ma wspólnego. Ale sporo z nich odnosi się zarówno do dawnych dzieł, jak i sztuki współczesnej, której zresztą najczęściej towarzyszy komentarz: "Nie rozumiem".

 

 

 

 

 

W przypadku części przetworzeń można je potraktować jako przepisanie starych historii i obrazów na nowe media, mieszanie mediów czy też swoiste ożywianie martwych mediów, jak określa to Ewa Wójtowicz.

 

Przykładem takiej praktyki może być działalność Sztucznych Fiołków, o których pisałam już na blogu, a więc popularnego facebookowego fanpage’a, mającego aktualnie niemal 19 tysięcy fanów. Stare obrazy zostają ożywione i zaczynają przemawiać współczesnym kolokwialnym językiem, niestroniącym od wulgaryzmów, a niekiedy odnoszą się do współczesnych wydarzeń lub do innych tekstów kultury.

 

 

 

 

Jak niektóre lolkoty (popularne w sieci memy z kotami) opisywane przez Magdę Kamińską w książce "Niecne memy", te obrazowe dowcipy przybierają formę wysublimowanych kolaży intertekstualnych. Pytałam Magdę, czy można wyprodukowane przez Fiołki przetworzenia nazwać memami, do czego nie była jednak przekonana, zaproponowałam więc pojęcie postmemu, na co przystała (tego pojęcia oczywiście traktować poważnie nie należy, co zaznaczam, bo już pojawiły się wątpliwości).


Memy, jak i postmemy tworzą, jak pisze Kamińska, specyficzny internetowy folklor, ale także ciekawą wypowiedź na temat sztuki. Działania Sztucznych Fiołków, podobnie jak anonimowych autorów innych memów, dokonują przemieszana mediów, nie respektują zasad odpowiedniości, odbierając dziełom sztuki godność i autorytet. Potwierdzają, że sztuka uległa demokratyzacji i każdy z nas może ją użytkować i nadawać jej własne znaczenia.


Martwe obrazy powstają z martwych i pojawiają się we współczesnym wirtualnym świecie niczym widma. Bo przecież nie są żywe, a więc materialne; istnieją jedynie widmowo, a w dodatku przetworzone tak, aby obumarły też ich pierwotne znaczenia. I niczym zombie atakują świat żywych, a dokładnie nasze utarte wyobrażenia o tym, czym jest lub być powinna sztuka.

 

 

I dlatego potrzebny był mi fiołek z zombi, za który dziękuję Sztucznym Fiołkom.


Oczywiście pojęcie zombi użyte jest tu tak, jak funkcjonuje ono w kulturze popularnej sycącej się wyobrażeniem żywych trupów ("Walking Dead" is the best!). Jak podpowiedziała mi koleżanka antropolożka, zombi jeszcze nie umarły, ale już nie żyją, są pasywne. Ale dawna sztuka też jeszcze nie umarła, skoro powraca, ale zarazem jest pasywna, poddając się tak różnym przeróbkom!

 

A na koniec jeszcze dwa demotywatory na potwierdzenie mojej tezy:

 

 

Ola Ska do zjedzenia

izakow2

 

Zachwyciły mnie zdjęcia Aleksandry Ska z jej performance pod tytułem "Osobisty akt artystyczny", który odbył się 6 października przy Muzeum Sztuki w Łodzi w ramach akcji "Sztuka raz".


 

Ska wykonała swój performance w ogrodzie, zaś jego tłem stał się film Natalii LL "Sztuka konsumpcyjna". Tym samym Ska stała się następna artystką, po grupie Sędzia Główny i Karolu Radziszewskim, wchodzącą w dialog z najpewniej jednym z najważniejszych dzieł polskiej sztuki nowoczesnej, jakim jest praca Natalii LL. Ponadto performance Ska wpisuje się w twórczość o zabarwieniu kanibalistycznym, odnoszącą się do pojawiającej się w kulturze figury kobiety do zjedzenia (by wspomnieć tylko o pracach Zuzanny Janin, Joanny Rajkowskiej czy Eli Jabłońskiej).

 

 

Aleksandra Ska, poznańska artystka o łódzkich korzeniach, tworzy instalacje, obiekty oraz filmy wideo. Jej sztuka odwołuje się do obszarów seksualności i podświadomości. Interesuje ją cielesność prezentowana poprzez formy odcisków ciała, szczególną uwagę przykłada do przedmiotów, takich jak np. stroje czy ubrania mające kontakt z ciałem. Sztuce tej artystki towarzyszy wysmakowana elegancja, przepych i zmysłowość. Ska wprowadza jednak do swych instalacji to, co niepokojące, budzące lęk, co pochodzi z obszaru podświadomości, marzeń oraz snów. Artystka odnosi się do fetyszyzmu, wskazując na to, co uwodzi, oczarowuje, przyciąga, ale niekiedy też – przeraża. Jej prace odwołują się nie tylko do zmysłu wzroku, ale także dotyku czy smaku. Tak było w przypadku filmu wideo "Fat Love", którego projekcja odbywała się w jednym ze sklepów mięsnych w Poznaniu podczas festiwalu „Urban Legends” w 2009 roku, o którym pisałam na blogu.

 

Tym razem artystka sama zamienia się w kobietę do zjedzenia, w karmicielkę oplecioną zwojem kiełbas, której zielona suknia jest zarazem stołem, na którym podawane jest jedzenie.

 

 

Mam wrażenie, że w ostatnim czasie sztuka odwraca się od wizualności w stronę docenienia innych zmysłów: smaku, dotyku, zapachu, słuchu. U Ska mamy do czynienia ze zmysłowym kuszeniem, z odwołaniem się do cielesnej przyjemności związanej z jedzeniem, jednak nie rezygnuje ona z odwoływania się do zmysłu wzroku. Fotografie ukazujące artystkę ubraną w ogromną zieloną suknię oraz w kiełbasy na tle jesiennego ogrodu oraz niemal ascetycznej w tym kontekście formy filmu Natalii LL są niesamowicie malarskie, barokowe. Tak, jak dawna sztuka, dostarczają przede wszystkim przyjemności estetycznej. Mogą przywołać też skojarzenia z płodnością natury czy nawet przepych tych przedstawień, których centralnym punktem są kiełbasy, może też kojarzyć się z holenderskimi martwymi naturami. Tak jak w tamtych obrazach, tak i tu, uchwycony jest wątek fizyczności egzystencji, ale i przemijania.

 

Film Natalii LL jest tu znakomitym kontekstem, artystka ta ukazała bowiem kobietę wyzwoloną, świadomą swojej seksualności, nastawioną na sprawianie sobie przyjemności. Ola Ska z jednej strony chce sprawiać przyjemność innym, ale swoista monstrualność jej wizerunku wskazuje też na coś przeciwnego. Film Natalii odczytywany był również jako groźba, banan jako substytut męskiego przyrodzenia, zjadany przez ukazaną na filmie dziewczynę, wskazywał na zagrożenie kastracją, na to, że kontrolę nad spojrzeniem, przyjemnością oraz regułami reprezentacji przejęła kobieta. W zdjęciach ukazujących Ska z wielkim nożem kryje się również coś przerażającego…

 

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony artystki na facebooku.

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci