Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : artmix

Artmix o rzeczach - call for papers

izakow2

 

Zapraszamy do nasyłania propozycji artykułów do kolejnego numeru „Artmixa”:

 

nr 33(23) „Rzeczy”

 

Ukazały się już trzy numery „Artmixa”, których problematyka wiązała się z posthumanizmem – najwcześniejszy skupiał się na antygatunkowizmie, który wpisuje się w nurt animal studies, kolejny numer dotyczył szerszej problematyki posthumanizmu przyrodniczego, późniejszy numer natomiast traktował o cyborgach, a zatem temacie, który można zaliczyć do posthumanizmu technologicznego.

 

Posthumanizm w swych szerokich zainteresowaniach nie-ludzkimi bytami uwzględnia także rzeczy, które, wbrew pozorom, wcale nie są bierne, lecz mają znaczący wpływ na życie ludzi i (innych) zwierząt. Rzeczy, na co wskazują tacy badacze jak Arjun Appadurai, posiadają swoje biografie, które łączą się z biografiami ludzi, uwikłane są też w życie społeczne. Słowo rzecz oznacza przedmiot, coś namacalnego i konkretnego, ale jest też pojęciem ogólnym, abstrakcyjnym oznaczającym po prostu coś, sprawę, ideę, problem.

 

Rzeczą – obiektem zazwyczaj jest też dzieło sztuki, zaś w historii awangardy zwyczajny przedmiot wyniesiony został do rangi dzieła, jak miało to miejsce m.in. w przypadku ready mades. Również współczesna sztuka wykorzystuje rzeczy w bardzo dosłowny sposób, ukazując m.in. ich znaczenie w życiu społecznym. Interesują nas teksty, które wskazują na sprawczość rzeczy oraz odkrywają ich biografię, w szczególności w obszarze sztuki, a także różnorodność funkcji i znaczeń przypisywanych rzeczom w sztukach wizualnych, w tym status gotowego przedmiotu jako dzieła sztuki i dzieła sztuki jako przedmiotu – materialnego obiektu. Zachęcamy także do zastanowienia się nad tradycją martwych natur i współczesnymi wizerunkami rzeczy w sztuce.

 

Proponujemy zastanowienie się na następującymi problemami:

 

Rzeczy w perspektywie posthumanistycznej

Rzeczy jako nie-ludzkie byty

Sprawczość rzeczy

Biografie rzeczy

Znaczenie rzeczy w życiu społecznym

Status rzeczy w sztuce

Ready mades

Rzeczy w martwych naturach

Dawne i współczesnej wizerunki rzeczy

 

Teksty o długości 5-8 stron prosimy nadsyłać na adres artmix_obieg@tlen.pl  lub bezpośrednio do redaktorek do 20 maja 2014.

 


 Praca Elżbiety Jabłońskiej z wystawy "Smakołyki" (Arsenał, Poznań), 2010.

 

O krytyce zaangażowanej

izakow2

 

Podczas niedawnego zamieszania dotyczącego tekstu Karoliny Plinty na temat wystawy Roberta Maciejuka i Honzy Zamojskiego "Góra i dół", w którym szczególnie oberwało się temu ostatniemu, jak bumerang powrócił problem kryzysu polskiej krytyki artystycznej.


Honza nie wytrzymał i wysłał do redakcji „Szumu” list, w którym zarzuca Plincie operowanie stereotypami, sprowadzającymi Czechów do piwa, knedliczków i prymitywnego humoru. O głębszą analizę pokusił się Iwo Zmyślony zauważając, że poziom tekstu Plinty dorównuje bluzgom rzucanym niegdyś pod adresem Hasiora przez oburzonych widzów wystawy, a problem z tego rodzaju krytyką polega na kompletnej ignorancji oraz banalizacji sztuki, zwłaszcza, że stwierdzenia o złej sztuce nie są tu uzasadnione argumentami merytorycznymi.


Nie mam jednak zamiaru odnosić się do tej dyskusji, ani wnikać w intencje Karoliny Plinty (nie bardzo wiem zresztą, o co w ogóle chodziło w jej tekście), chcę natomiast zapytać o to, co w ogóle stało się z krytyką?


To pytanie było już podnoszone wielokrotnie, w ostatnim czasie pisali na ten temat między innymi: Magda Ujma - o bezbrzeżnej nudzie krytyki, Dorota Łagodzka - o jej jałowości, Jakub Banasiak - o archipelagizacji i wirtualizacji czy wspomniany już Iwo Zmyślony. Ten ostatni, przywołując Adorna, który postrzegał filozofię jako krytykę, zaproponował, aby traktować krytykę jako filozofię – „tylko tą drogą możemy stawić czoła własnym ograniczeniom, zachwiać dyskursem od wewnątrz, przełamać myślowe nawyki, wyruszyć na poszukiwania nowego paradygmatu”. To piękne założenie, pytanie tylko, czy ten postulat ma szansę sprawdzić się w naszym – lokalnym kontekście, gdzie sztuce towarzyszą powszechne niezrozumienie i abnegacja. Prace artystyczne traktowane są najczęściej jako wybryki zblazowanych artystów. Sztuka nie jest doceniana jako obszar rozwijania wyobraźni, nie docenia się też jej roli dla demokracji. A przecież pokazuje ona różne punkty widzenia, wydobywa różnorodność poglądów, a zarazem uczy nas „jak różnić się pięknie”, ale też zwraca uwagę na trudne problemy społeczne (można tu wspomnieć choćby wystawę zorganizowanej przez Monikę Weychert Waluszko „Domy srebrne jak namioty”, która stała się też znakomitą okazja do rozmowy na temat polskich Romów).

 

To właśnie niezrozumienie istoty demokracji, a może wręcz niechęć do niej każe prezesowi Kaczyńskiemu dzielić sztukę na dobrą i złą – destrukcyjną. Jeśli wskazał on, że miejscem dla tej ostatniej powinien być tylko obieg prywatny, to oznacza to zapowiedź zrobienia porządku ze sztuką niepokorną.


Ale tego rodzaju ignorancja pojawia się nawet wśród osób zajmujących się sztuką. Dużo do myślenia dały mi prace zaliczeniowe, które zadałam studentom jednej z uczelni artystycznej. Postawiłam dość proste pytanie: czy wiedza o sztuce współczesnej jest potrzebna dla twojej praktyki artystycznej? Odpowiedzi były oczywiście w przeważającej części twierdzące, ale wielu studentów i studentek pisało o tym, że sztuki współczesnej nie rozumieją, że denerwuje ich twórczość, która wymaga dodatkowych komentarzy, bo bez nich nie są w stanie o współczesnych pracach nic powiedzieć, niektórzy pisali też, że sztuka ich bulwersuje. Natomiast podczas zajęć okazało się, że nikt nie nauczył ich do tej pory (a byli to już słuchacze studiów magisterskich) analitycznego patrzenia na sztukę oraz jej interpretacji. Można powiedzieć: patrzyli i nie wiedzieli, co widzą. Zgadzam się z konstatacjami m.in. Krzysztofa Pomiana, który pisał o tym, że nasze społeczeństwo cechuje analfabetyzm wizualny. Wracając w tym miejscu do postulatu Iwo Zmyślonego – można odpowiedzieć – niestety, ale temu analfabetyzmowi nie zaradzi krytyka jako filozofia. Czy nie dlatego teksty krytyczne nie są czytane, bo są właśnie zbyt filozoficzne, zbyt trudne, zbyt hermetyczne? Może więc należałoby zejść z wyżyn naszych uczonych mikroświatów i wrócić do podstawowych założeń krytyki, jakimi są: tłumaczenie, próba przekładu języka wizualnego na język werbalny, wyjaśnianie, interpretacja, ocenianie. Może więc przede wszystkim powinna ona umożliwić „zobaczenie” pracy artystycznej, a dokładnie – „zobaczenie ze zrozumieniem”. Świetnym pomysłem na realizację tego postulatu był projekt Karoliny Breguły "Biuro tłumaczeń sztuki" .


Oczywiście pytanie pozostaje otwarte, kto, w jaki sposób i przede wszystkim gdzie - na łamach prasy?, w internecie? - ma się tym zajmować? Jak zainteresować czy przyciągnąć odbiorców do sztuki?

 

Warto zastanowić się na początek, jak wygląda dzisiaj rynek pism artystycznych? Swoistym tłumaczeniem sztuki zajmują się wciąż autorzy i autorki publikujący w „Obiegu”, dobre teksty pojawiają się od czasu do czasu w "Dwutygodniku", w „Szumie” jest misz-masz, trochę tekstów i ciekawych dyskusji, a poza tym sporo krótkich notek i fotek, które niczemu nie służą, „Exit” przestał wychodzić, „Arteon” stał się przyczółkiem poglądów na sztukę wyrażonych przez wspomnianego tu Jarosława Kaczyńskiego, „Magazyn Sztuki” ponoć się reaktywował, jest jednak bardzo niszowy.

 

Blogi o sztuce również zamierają. Nim zaczęłam pisać ten tekst, zajrzałam do blogów podlinkowanych do „Obiegu”: większość ostatnich wpisów to listopad lub grudzień 2013, blog „Art Addict” jest rekordzistą – ostatni wpis pochodzi z 29.08.2011 roku. Nie lepsze są „Art Aktualia”  - 8 sierpnia 2012, a tytuł blogu zakrawa w tym kontekście na kpinę. „Blog on Tour" skończył swoje wpisy na relacji z ostatniego Biennale w Wenecji. Aktualny i zmieniany jest tylko blog Wojtka Wilczyka, ale ten nie jest związany z krytyką artystyczną.

 

Nie podlinkowano tu niestety aktualnego i ciekawego blogu „chill-art” ani blogu, który stanowi przykład krytyki zaangażowanej, Doroty Łagodzkiej „Nie-zła sztuka”. Swoją drogą przyglądając się temu ostatniemu, można zauważyć, że autorka pisze o wielu interesujących problemach związanych ze sztuką (np. o dziecięcym artywizmie czy szympansim konkursie malarskim), ale zaczyna coraz częściej omijać szerokim łukiem sztukę profesjonalną. Ja sama publikując notki poświęcone wyłącznie sztuce, mam wrażenie, że nikt ich nie czyta, no może poza jednym Gościem Niedzielnym. Natomiast, kiedy zajmuję się takimi kwestiami, jak gender czy akcje przeciwko przemocy wobec kobiet, od razu zainteresowanie wzrasta – pojawia się mnóstwo polubień i komentarzy. Dużym zainteresowaniem cieszyły się też wpisy o zamieszaniu wokół Arsenału, który w końcu ma zostać przejęty przez Piotra Bernatowicza, który też wie, jaka sztuka jest dobra, a jaka zła. Symptomatyczne jest to, co napisała jakiś czas temu na swoim blogu Magda Ujma, że nie chce jej się pisać o wystawach, bo nikogo to już nie interesuje, może więc należałoby zacząć pisać na tematy niezwiązane ze sztuką. Można przypuszczać, że wspomniane tu blogi umarły śmiercią naturalną, bo ich autorzy i autorki doszli do smutnych konstatacji, że nikt już ich nie czyta...


Wnioski z tego nasuwają się dwa – po pierwsze to potrzeba wspomnianego tłumaczenia sztuki, swoistej pracy u podstaw, której nigdy dosyć, ale po drugie – to potrzeba krytyki zaangażowanej, etycznej oraz świadomej swego celu. Iwo Zmyślony na wyrost pisze o tym, że wyczerpał się dyskurs emancypacyjny. Jeśli chodzi o polską krytykę artystyczną, to nie sądzę, żeby można było ją określić jako „emancypacyjną” (to słowo wydaje się już nieco anachroniczne, a poza tym, kto i w jaki sposób dzięki krytyce miałby być emancypowany?). Owszem, można mówić o krytyce feministycznej, którą cały czas staram się pielęgnować, wydając pismo „Artmix”, które wciąż cieszy się dużą poczytnością.  Nie chodzi jednak o emancypację, ale świadomość wagi podejmowanych problemów, o pisanie o sztuce, która daje nam coś więcej niż chwilowe zaspokojenie nudy. 

 

Wydaje się, że to właśnie dyskusje i zainteresowanie kwestami społecznymi – problematyką gender, sprawami mniejszości, akcjami społecznymi, ekologią i prawami zwierząt, ale też szeroko pojętym artywizmem, sprawami związanymi z instytucjonalizacją sztuki, funkcjonowaniem tych instytucji, złą sytuacją artystów wciąż domagają się zajęcia stanowiska, przyciągają uwagę, ale też pokazują, jak bardzo na tym tle potrzebna jest sztuka. To, co łączy te dwa postulaty to określenie roli sztuki w kontekście społeczno-kulturowym, a to oczywiście wcale nie jest łatwe…


Trochę o tym problemie mówi praca artysty wspomnianego na początku tego wpisu - Honzy Zamojskiego "Anarchia", która prowokuje pytanie - czy sztuka jest obszarem nieskrępowanej wolności i wyzwalania czy może raczej kłamstwem, a może tym, co jest pomiędzy tymi obszarami?



Artmix o migracjach - Call For Papers

izakow2

 

Informujemy o możliwości nadsyłania tekstów do następnego numeru „Artmixa” http://obieg.pl/artmix

 

 

MIGRACJE  - styczeń 2014

 

Ten numer odnosić się będzie do tematu migracji, przemieszczania się, nomadyzmu. Na ile sztuka odpowiada na kwestie związane z dobrowolnym i przymusowym przemieszczaniem się ludzi? W jaki sposób podejmuje wątki bycia w podróży?  Zadajemy też pytanie, jak sztuka odnosi się do problemu imigrantów, którzy najczęściej traktowani są jak ludzie drugiej kategorii? Czy zwielokrotnione wykluczenia, które często dotyczą imigrantów, są problemem zauważanym i poddawanym analizie przez artystów? Interesuje nas także problem styku kultur, wiążący się coraz częściej z konfliktem wartości reprezentowanych przez przybyszów i tubylców. Czy emigracja jest pogonią za czymś, za lepszym życiem czy może ucieczką przed czymś, na przykład tradycją i prawem rodzimego kraju? Zadajemy też pytanie o to, co w tym wypadku oznacza poszanowanie innych kultur i czym się różni od konformizmu, jeśli przeczą one prawom człowieka?


Jak te kwestie wyglądają w przypadku Polski, z której wiele osób wyjeżdża zagranicę w celach zarobkowych, ale też wielu imigrantów szuka właśnie tutaj schronienia? Chcemy też zastanowić się nad tym, na ile migracje ludzi, w tym artystów, do centrów, osłabiają peryferie? Jak zmienia się w ten sposób krajobraz sztuki współczesnej? I czy można jeszcze uratować to, co lokalne?

 

Proponujemy zastanowienie się nad następującymi problemami:

 

Sztuka wobec emigracji i imigracji

 

Tożsamość artysty-e/imigranta

 

Artyści jako nomadzi

 

Sztuka i podróż

 

Migracje a problem styku kultur i konfliktu wartości

 

Migracje a umacnianie się centrów

 

Migracje i biopolityka

 

Deadline: 15.11.2013

 

 

Teksty prosimy przesyłać na adres artmix_obieg@tlen.pl

 

Izabela Kowalczyk i Dorota Łagodzka


Artmix: wizualizacje wojny

izakow2

Jest już nowy numer "Artmixa", a w nim:

 

Paweł Leszkowicz, Susan Sontag i etyka fotografiii

Beata Łazarz, Feminizowanie ciał "terrorystów", czyli o cyklu Abu Ghraib Fernando Botero z  nie-męskiej perspektywy

Elżbieta Janicka, Miejska partyzantka symboliczna. O Widoczkach Patrycji Dołowy

Marta Raczek-Karcz, Ciała mimo wszystko – o projekcie That You Have Someone Agnes Janich

Joanna Turowicz, Historie Ziny i jej dzieci, wywiad z Nelą Brzezińską, Danielem Brzezińskim, Katarzyną Regulską, Magdą Sobolewską i Joanną Wichowską

Dorota Łagodzka, Performance interwencyjny Angeliki Fojtuch

 

W tym numerze prezentujemy teksty odnoszące się wizualizacji wojny i koszmaru Zagłady.  Chcemy zastanowić się wspólnie z czytelnikami i czytelniczkami, w jaki sposób współcześnie ukazywane są w sztuce działania wojenne oraz na ile tego rodzaju przedstawienia podejmują wyzwania etyczne.


Jak pisała Susan Sontag, dzisiaj to przede wszystkim fotografie określają sposób, w jaki pamiętamy i oceniamy ważne konflikty. O rozważaniach tej autorki na temat fotografii wojennych, problematycznego ukazywania cierpienia innych i współczesnych „okropności wojny” pisze Paweł Leszkowicz. Autor pyta za Sontag o etykę fotografii, a pod koniec swojego tekstu zastanawia się nad kwestią recepcji jej myśli w kontekście polskiej kultury wizualnej. Sontag rozważając patrzenie na cierpienia innych pisała przede wszystkim o fotografiach z Abu Ghraib ukazujących torturowanie irackich więźniów przez amerykańskich żołnierzy. Te fotografie stały się inspiracją dla obrazów Fernando Botero, o których pisze Beata Łazarz, zwracając uwagę na kwestię feminizowania ciał „terrorystów”.

 


Fernando Botero, Abu Ghraib 50


Kwestia etyki, współodpowiedzialności, potrzeby zaświadczania o koszmarze przeszłości pojawia się w tekście Elżbiety Janickiej omawiającym Widoczki Patrycji Dołowy.

 

Patrycja Dołowy, Widoczki. Pamięć miasta, pamięć ciała, odlew

 

Prace te odnoszą się do topografii miasta, w którym zapomniano o odprawianiu pochówku, przywołane zostaje bowiem dawne warszawskie getto. Janicka opisuje metodę pracy artystki: „Patrycja Dołowy sporządza odlewy własnego torsu, pokrywa je emulsją fotograficzną, naświetla pod powiększalnikiem obrazami z rodzinnego archiwum, następnie zaś zakopuje w ziemi”. Chodzi w ten sposób o uwidocznienie rozpadu, ale także – co ważne – dawanie świadectwa. Inną artystką zwracającą uwagę w swej sztuce na potrzebę zaświadczania o koszmarze Zagłady jest Agnes Janich, o której pisze Marta Raczek-Karcz. W przypadku projektu tej artystki That You Have Someone, odnoszącego się do obozowych wspomnień, chodzi przede wszystkim o ocalenie pamięci ciała – pożądającego i kochającego. Ważna dla tego tekstu, jak i pozostałych, jest również problematyka płci, m.in. odmienność kobiecych doświadczeń w kontekście wojny.

 

Agnes Janich, That You Have Someone #4, 2012



Tego problemu dotyczy również wywiad Joanny Turowicz z autorami spektaklu Historie Ziny, a dotyczący kobiecego doświadczeniu wojny i uchodźstwa, teatru dokumentalnego oraz tożsamości drugiego pokolenia uchodźców z Kaukazu. Tekst ten jest przedrukowany dzięki uprzejmości „Didaskaliów”.

 

Również na polu sztuki toczą się wojny – o prawa autorskie, o prawo do swoich idei artystycznych, a także o szacunek. Tego problemu dotyczył performance Angeliki Fojtuch „Nie kradnij”, który miał miejsce 11 stycznia 2013 roku, o którym pisze w komentarzu Dorota Łagodzka.

 

Dziękujemy przy okazji Alicji Kusiak-Brownstein za namówienie nas do podjęcia tego tematu. Informujemy również, że z naszej redakcji odeszła Edyta Zierkiewicz, której dziękujemy za wieloletnią współpracę.

 

Izabela Kowalczyk i Dorota Łagodzka

 

 

Artmix o cyborgach

izakow2

Po dniu, kiedy Obieg zniknął z sieci, jakby na potwierdzenie tezy Kuby Banasiaka, o której pisałam wczoraj, że krytyka artystyczna umiera, dziś Obieg pojawił się na nowo, a wraz z nim - nowy Artmix na temat cyborgów.


 

Patryk Lichota, Magdalena Przybysz, Marta Romaszkan, "Strange lóóp" - fotografia z tekstu Eweliny Jarosz

 

W nowym Artmixie zamieszczone są teksty Marcina Wilkowskiego, Eweliny Jarosz, Beaty Łazarz i Marty Maksymowicz odnoszące się do cyborgizacji współczesnej kultury, jak i do samej figury cyborga, a także recenzja Barbary Röhrborn z retrospektywnej wystawy Diane Arbus w berlińskim Martin-Gropious-Bau. Artykuły te mogą inspirować i zaskakiwać. Ja chcę tutaj zwrócić uwagę tylko na jeden z tekstów, w zasadzie najmniej odnoszący się do sztuki, a podejmujący temat sztucznej pamięć.


Pisze o niej Marcin Wilkowski w tekście memory_get_usage: cyborg jako metafora pamięci w nowych mediach. Autor podejmuje temat przechowywania wspomnień w dobie cyfryzacji, wskazując, w jaki sposób zewnętrzna pamięć w postaci twardych dysków, interfejsów, elektronicznych archiwów, zamieszczanych na portalach społecznościowych fotografii oraz tekstów, zmienia naszą pamięć. Tak powstaje pamięć cyborga - "niekończący się, interaktywny lifestreaming, nieskończenie puste miejsce wymagające nieustannego uzupełniania", niedająca jednak prawa do zapomnienia.

 

Tekst jest niezwykle inspirujący, zwłaszcza, że obecnie w dobie natłoku informacji, nie poradzilibyśmy sobie bez sztucznej pamięci. Moją sztuczną pamięcią jest między innymi ten blog, utrwalający przemyślenia, spostrzeżenia na temat zobaczonej sztuki, wrażenia z podróży, nie tylko artystycznych, będący też katalogiem moich ulubionych prac. Bardzo często przygotowując coś na zajęcia czy pisząc jakiś tekst uruchamiam tę sztuczną pamięć, wrzucając do blogowej wyszukiwarki jakieś hasło. Żałuję, że takiej wyszukiwarki nie mam we własnej głowie, prawdę mówiąc nie miałabym nic przeciwko temu, aby być bardziej cyborgiem (piszę "bardziej", bo uważam, że w zasadzie wszyscy jesteśmy już cyborgami). Nawet nie wiem, ile obrazów, prac, tekstów, przemyśleń umknęło by mi bez tego "pamiętnika", jakim jest ten blog!


Ale ma rację Wilkowski, że w ten sposób nasza pamięć podlega formatowaniu, że pewne rzeczy wpisywane są w gotowe schematy, w których jakoś się nie mieszczą lub, do których nie przystają. Autor pokazuje to znakomicie na przykładzie facebookowego fanpage'a Muzeum Auschwitz, gdzie kolejne wpisy opatrywane są zwyczajowym kliknięciem "Lubię to". Wilkowski zauważa: "W ten sposób sam interfejs w jakimś demonicznym stylu nadaje pozytywny wymiar informacjom o kolejnych transportach i mordach więźniów. Część użytkowników nie widzi w tym nic złego - w pełni akceptują narzucany im język, chociaż z pewnością wyrażają za jego pomocą zupełnie odwrotne emocje".


Pamiętam, że miałam podobny dyskomfort podczas referatu pana prowadzącego ten fanpage podczas konferencji w Sztutowie właśnie na temat pamięci i muzeów Zagłady w dobie cyfryzacji. Dla mnie jeszcze bardziej demoniczne, od tego, o czym pisze Wilkowski, było wskazywanie, ilu fanów ma strona Muzeum Auschwitz (zajrzałam teraz - ponad 70 tysięcy!), ile ma odwiedzin w ciągu dnia, miesiąca, roku, ile pojawia się tam komentarzy, a wszystko to zaświadczać miało o popularności tej strony i pośrednio o tym, że "PAMIĘTAMY". Ale miałam wrażenie, że to, co "pamiętamy" odsunięte jest gdzieś w dal, a na pierwszym planie pojawia się popularność strony i liczby fanów, odwiedzin, komentarzy itd. I miałam skojarzenie z tym, co powiedział kiedyś Mirosław Bałka, że "Holocaust przelicza się na liczby", ale nie daje nam to nic w zrozumieniu tej tragedii.


Nie chcę przez to powiedzieć, że taki fanpage nie powinien istnieć, chcę podkreślić za Wilkowskim zmianę struktury pamięci, jej formatowanie, ale i nasze uzależnienie od sztucznej pamięci. Zastanawia mnie, czy gdyby wszystkie komputery oraz inne elektroniczne nośniki pamięci (jak chociażby telefony komórkowe) uległy nagle awarii, to co i w jaki sposób byśmy jeszcze pamiętali? Anna Nacher, która wczoraj występowała w Poznaniu, zarówno na koncercie grupy Karpaty Magiczne, jak i na spotkaniu promocyjnym jej znakomitej książki "Rubieże kultury popularnej", mówiła, że wrócilibyśmy w takiej sytuacji do znaczenia oralności, ja myślę, że również do znaczenia bezpośredniego doświadczenia. Ale niekoniecznie jest to sytuacja, o której marzę. We mnie niepokój spowodowało już, wspomniane na początku, jednodniowe zniknięcie "Obiegu" (wraz, z którym zniknął Artmix i parę, a może parenaście moich tekstów, a więc jeszcze jedna moja zewnętrzna pamięć).


Poniżej spis treści nowego Artmixa:


Marcin Wilkowski, memory_get_usage: cyborg jako metafora pamięci w nowych mediach 

Ewelina Jarosz, Naprawdę dobrze zrobić coś nie tak: cyber punkowy performance "Strange lóóp" 
Beata Łazarz, Nieznośna cyborgiczność terroryzmu 
Marta Maksymowicz, "Onone - Świat Po Świecie" - cybernetyczne ciało jako pełnia 

Barbara Röhrborn, Diane Arbus - "A further chapter in the history of mistery"


Polecam też materiał Aleki Polis z wystawy przygotowanej przez Dawida Radziszewskiego w poznańskim "Psie", jeśli znajdę czas - postaram się parę słów o niej napisać.

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci