Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : Piersi

Piersi ocenzurowane

izakow2

Pamiętacie mój wpis, że nagość jest „cool”? Ale nie dla wszystkich, a przede wszystkim nie każda nagość. Od dłuższego czasu zastanawia mnie niezwykły fenomen: biorąc pod uwagę reklamy, wydaje się, że jest w nich dużo nagości, że jesteśmy z nią oswojeni, że nie robi już na nas wrażenia. Na ulicach naszych miast, co rusz można spotkać reklamę z jakimś fragmentem nagiego kobiecego ciała. Jedną z bardziej rzucających się w oczy była reklama gładzi murarskich. Na tej reklamie przedstawione było leżące bokiem kobiece ciało, opatrzono napisem: "gładź gładź gładź!!!", co sugerowało, że to ciało jest bardzo milutkie do głaskania, gładzenia, pieszczenia. Chodziło też o inną sugestię, a mianowicie że kładzenie tych akurat gładzi murarskich jest tak przyjemne jak pieszczenie kobiecego ciała. Który murarz nie chciałby z takiej oferty skorzystać!


Kiedy w 1999 roku ocenzurowana została praca „Więzy krwi” Katarzyny Kozyry prezentowana na billboardach w ramach galerii AMS-u, nie mogłam się nadziwić, że w tym samym czasie na ulicach prezentowana była reklama ukazująca nagie piersi latynoskiej tancerki. Ale u Kozyry kobiety nie były seksualne, nie kusiły, zaś jedna z nich nie miała fragmentu nogi. I właśnie te obrazy zostały zaklejone.


Kiedy pokazywałam grupie studentów „Olimpię” Kozyry, a dokładnie fotografię ze staruszką, kilka osób ostro zaprotestowało mówiąc, że na takie zdjęcia nie chcą patrzeć.


Można więc mówić o zakazie nałożonym na kobiecą nagość, który pojawia się w momencie, gdy kobiece ciało nie sprawia męskiemu oku przyjemności. Zresztą nie chodzi tylko o męskie oko. Te zasady uwewnętrzniamy wszyscy bez wyjątku. Krytykowany przeze mnie John Berger, który pisał, że kobiety patrzą na siebie męskim wzrokiem, może jednak miał trochę racji. Ostatnio będąc nad morzem na plaży, zobaczyłam grubą kobietę ubraną (a raczej rozebraną) tak, że było dokładnie widać wszystkie fałdy tłuszczu. Skrzywiłam się i jakoś to skomentowałam, ale do porządku przywołał mnie mój mąż mówiąc, że każdy ma prawo wyglądać jak chce.  To prawda, ale nasza kultura wpisała w nasze spojrzenie wymóg, który każe dyscyplinować siebie i innych i bardzo trudno jest się od tego wymogu uwolnić.  


W sferze wizualnej, jeśli ukazana jest kobieta chora, starsza, grubsza, nieatrakcyjna, jeśli ukazane są jakieś aspekty związane z fizjologią, od razu na takie przedstawienia nakładany jest zakaz. Inaczej mówiąc, dopuszczone do obiegu obrazów są tylko te, w których nagość łączona jest z seksualnością. Nie seksualne kobiece ciało wyparte jest ze sfery wizualnej.


To dlatego, jak sądzę, galeria Pociąg do Sztuki, która prezentuje prace artystyczne na stacjach warszawskiego metra nie zgodziła się na pokazanie fotografii ukazujących karmiące matki, które zostały nagrodzone w konkursie przygotowanym przez fundację Mleko Mamy.




 

Co więcej, jak wynika z tekstu w Wyborczej, fotografie zostały odebrane jako mogące szokować, prowokować czy obrażać. ("Pewnych rzeczy nie możemy pokazać (...). Z tej przestrzeni korzystają przedstawiciele różnych grup kulturowych czy religijnych, a naszym zadaniem nie jest ich szokować, lecz umilać im życie, czasem edukować, ale nigdy naszym celem nie może być prowokowanie czy obrażanie (...). Dlatego po obejrzeniu zdjęć większość wypowiedziała się niestety za rezygnacją z prezentacji tej wystawy".) Magda Ramos z Fundacji Mleko Mamy słusznie zauważa paradoks, który staram się tu przedstawić: „Szokuje nas karmienie piersią, a nie szokują już nas wkładane za wycieraczki ulotki agencji towarzyskich ani obsceniczne reklamy? Czy sama goła baba - traktowana jak obiekt seksualny - nie przeszkadza, a odrobinę goła, karmiąca dziecko "szokuje i obraża"?”.


 

Oczywiście tych paradoksów jest więcej, Polska to ponoć kraj prorodzinny, w którym matkę otacza się szczególnym szacunkiem, tymczasem ukazanie jednego z najbardziej podstawowych dla wielu matek aspektów macierzyństwa, jakim jest karmienie, jest tabu. To nie pierwszy raz, gdy karmiąca kobieta „obraża” spojrzenie innych, nie tak dawno z CSW Zamek Ujazdowski wyrzucono kobietę karmiącą piersią. Wiele matek karmiących w miejscach publicznych spotkało się z różnego rodzaju reprymendami. Dlaczego, jeśli macierzyństwo stawiane jest na piedestale, karmienie piersią uznawane jest za obrzydliwe?


Może chodzi właśnie o nasze wyobrażenia, mówi się o pięknie macierzyństwa, a do tego wyidealizowanego obrazu nie pasuje aspekty fizjologiczne. Nie chodzi tylko o karmienie piersią. Wiele lat temu ostre sprzeciwy wywołał plakat Benettona zaprojektowany przez Toscaniego ukazujący noworodka umazanego płodowymi maziami. Maria Janion zwróciła kiedyś uwagę na wypowiedź jednego z mężczyzn, który był świadkiem porodu w pociągu. Powiedział on, że było to, coś najbardziej obrzydliwego, co oglądał w swoim życiu. Janion wskazała na następujący paradoks – dlaczego cud urodzin uznawany jest za coś ohydnego, zaś nie brzydzą nas obrazy serwowane przez media, na których oglądamy zabijanie. Paradoksem jest, że za obrzydliwe uchodzi dawanie życia, a odbieranie życia jest zwyczajnym obrazem. Janion wskazała, że jest to jedna z bardziej charakterystycznych cech męsko-wojennej kultury.  


Ja wolałabym to interpretować w kontekście abiektu opisanego przez Julię Kristevą: fizjologia, krew, matczyne mleko – wszystko to świadczy o niepewnych granicach naszej podmiotowości, o zagrożeniach, z którymi nie potrafimy sobie radzić, o strachu przed innością, tą zewnętrzną, ale i przede wszystkim tą wewnętrzną; o tym, że nie umiemy pogodzić się sami ze sobą i ze swoim ciałem. Sami siebie i swoje ciało cenzurujemy, co przekłada się na cenzurę obrazów.


Ale też właśnie dlatego tak bardzo potrzebne są takie zdjęcia, jak te, które zaproponowała do prezentacji Fundacja Mleko Mamy, niezwykle pięknie ukazujące ten aspekt macierzyństwa.


 

Przypomniało mi się zresztą, że obrazy laktacyjne już kiedyś wywołały tu sporo zamieszania, prowokując mnie do poszukiwań ikonograficznych dotyczących tego motywuoraz, jak to ktoś określił, motywu "bryzgających piersi".

Laktacyjne obrazy - appendix

izakow2

Już chciałam pisać o wytrysku i malarstwie, ale nie mogę się powstrzymać, aby nie dodać tego, co przesłaliście i sugerowaliście odnośnie laktujących piersi.


Tomek Rogaliński wskazał na obraz Fridy Kahlo Moja piastunka i ja z 1937 roku.


 

Dla mnie najbardziej niesamowite w tym obrazie jest połączenie życia i śmierci. Wiem, Frida nie pamiętała swojej mamki, więc zastąpiła jej twarz maską, ale ta maska jest dość przerażająca, a przez to, że czarna i bez oczu, kojarzy się z martwotą, a jednocześnie ukazana jakby podskórnie pierś, z mlecznymi gruczołami zaświadcza o życiu. Dla mnie ten obraz jest przede wszystkim o umieraniu i narodzinach, o odwiecznym tańcu życia i śmierci. To, co nie rzuca się od razu w oczy, ale jest dla mnie również niezwykle ciekawe to krople mleka ukazane jest jako deszcz (albo odwrotnie: deszcz ukazany jako krople mleka). Myślę, że chodzi tu o wskazanie na życiodajną siłę, a przede wszystkim o ukazanie analogii między substancjami ciała a natury.


 Ala wskazała na grecki mit o powstaniu drogi mlecznej z kapiącego mleka Hery karmiącej Heraklesa. Ciekawe, że Hera była boginią macierzyństwa, rodziny, ale Herakles nie był wcale jej synem, próbowała go za wszelką cenę zgładzić. W związku z tym nie karmiła go dobrowolnie. Otóż, gdy spała, jej mąż Zeus próbował przystawić do jej piersi Heraklesa, by w ten sposób zapewnić nieśmiertelność swojemu synowi zrodzonemu ze związku z kobietą. Hera obudziła się, odtrąciła próbujące ssać niemowlę, a wypływające krople jej mleka rozprysnęły się i zamieniły w gwiazdy.


Temat ten przedstawił Tintoretto na obrazie z 1570 roku:



 

Katarzyna Hołda podesłała mi natomiast obraz Cano Milagro ze św. Bernardem i cudem laktacyjnym:



 

Szukając odpowiedzi na pytanie, o co chodzi w tej historii, natknęłam się na świetny blog starych znajomych, Babilasów, którzy piszą tak:


Cud laktacyjny wywołał się na wyraźne życzenie świętego, który domagał się go słowami “Monstra te esse matrem” (okaż, żeś matką). (...) W oficjalnej wersji laktacja zwilżała usta, w mniej oficjalnych leczyła oko świętego.


Babilasy przywołują też obraz Murilla przedstawiający ów cud laktacyjny oraz fresk ukazujący Madonnę karmiącą jedną piersią dzieciątko, a drugą Bernarda (niestety nieznanej proweniencji).




 

Przedstawiają też Łaskawość z Ikonologii Cesarego Ripy (która ma coś i z Hery, i z przywołanej w poprzedniej notce Artemidy):


 

Dochodząc do przedstawienia Izydy karmiącej małego Horusa, Babilasy również łączą wyobrażenie Madonny lactans z boginią-matką.


Dzięki za podpowiedzi i pozdrawiam gorąco!

"Bryzgające" piersi

izakow2

Przedstawione przeze mnie poprzednio obrazy Katarzyny Hołdy wywołały gorącą dyskusję, ale najbardziej kontrowersyjny wydał się moim czytelnikom obraz Madonny „bryzgającej mlekiem”.


 

Wydaje mi się, że jest to nawet dobre określenie, choć gorzej rzecz wygląda z odwołaniami. Bo po pierwsze, większość czytelników zgadza się z tym, że są to obrazy symboliczne (na co wskazywał między innymi Pan Tomek), więc przywoływanie fizjologicznych opisów dotyczących laktacji jest tu chyba nie trafione. Jeszcze mniej trafione są skojarzenia odnoszące się do wyobrażeń pornograficznych, które pojawiają się chyba na zasadzie: jak widzę pionowy, sterczący kształt, to kojarzy mi się z jednym. A swoją drogą dziwnie świadczy to o naszej wyobraźni wizualnej.


Tymczasem, jak pisałam poprzednio, Hołda raczej odwołuje się do dawnej sztuki i symboli, które w niej można odnaleźć. Są one też dwuznaczne, ale chyba jednak są bardziej adekwatne do interpretacji tych prac niż motywy pornograficzne. Na przykład przedziwne są wyobrażenia Rzymskiego Miłosierdzia odnoszące się do historii rzymianki Pero karmiącej swego uwięzionego ojca Szymona mlekiem z własnej piersi i tym samym ratującej go od głodowej śmierci.


Rzymskie miłosierdzie Petera Paula Rubensa



Jean-Babtiste Greuze

 

Miłosierdzie, miłość bezinteresowna, poświęcenie – takie było zapewne przesłanie tej opowieści oraz tych obrazów. Choć jest w nich coś, co we mnie zawsze powodowało lekki dreszcz obrzydzenia...


Ale pierś obfitująca w pokarm to również symbol obfitości, szczodrości, swoistej potęgi życia. Ciekawe jest to, że tego rodzaju przedstawienia znajdziemy przede wszystkim w dawnych fontannach, gdzie z kobiecych piersi wypływają strumienie wody.


 

Jedną z najsłynniejszych jest przedstawienie Nereidy w Fontannie Neptuna w Bolonii. Fontanna jest dziełem Gianbologny i została wykonana około 1567 roku.


 

Ale chyba najdziwniejsze jest przedstawienie Artemidy (bądź też Diany) w Villi d’Este w Tivoli (wykonane przez Pirro Ligorio w XVI w. dla kardynała Hipolita d’Este).



 

Artemida symbolizuje tu obfitującą w pokarm Matkę Naturę. 


I stąd już krok do symboliki, do której odwołuje się Hołda. Bez potrzeby sięgania do wyobrażeń obscenicznych. A zresztą może do nich także sięgać. Obsceną jest to, co nie mieści się na scenie (scenie sztuki), jak powiada Lynda Nead. To, co odczytywane jest jako zagrożenie dla kulturowego porządku bywa często określane jako obsceniczne. Obsceniczny jest abiekt, czyli to, co przekracza granice, co przeczy integralności podmiotu, a więc między innymi cielesna materia wypływająca z ciała (krew, mocz, łzy, ślina, sperma, ale również mleko) – to już oczywiście Kristeva, do której odwołuje się Nead. Abiektualna symbolika może wzbudzać lęk, wywoływać wstręt i obrzydzenie, ale zarazem świadczy o sile biologicznego życia. Obrazy ukazujące Rzymskie Miłosierdzie, jak mówiłam, zawsze mnie trochę brzydziły, ale przecież ta przypowieść mówi właśnie o ratowaniu życia, za cenę obnażenia córki przed własnym ojcem, wstydu i upokorzenia. Ale wola życia zwycięża.


A i jeszcze jedno – przy okazji tych fontann, znalazłam różową fontannę odnoszącą się do świadomości raka piersi i jego profilaktyki.


 

Znajduje się ona na kapitolu w Pensylwanii, normalnie tryska wodą białą, ale w październiku 2009 wpuszczono wodę różową. W ten sposób cała ta fontanna w kontekście powyższych rozważań staje się symbolem piersi. Ale zarazem także mówi o woli życia.


Piersi - ale czy do zjedzenia?

izakow2

Wracając do tematu kobiety do zjedzenia:


„Deser” III, 1971 – to jedna z wielu niezwykłych prac Aliny Szapocznikow.


Fragmenty kobiecego ciała podane na pucharku - takim samym, na którym zwykle znajdują się lody, lub inne pyszności. Deser kojarzy się z przyjemnością, ale i z folgowaniem sobie. Deser to chwila zapomnienia, chwila dla siebie. Najważniejszy jest pierwszy moment, nim zaczniemy jeść. "Pożeramy" to, co znajduje się na półmisku wzrokiem. Forma ma niebagatelne znaczenie. (Najlepsze i najpiękniejsze desery są w "Morskim Oku" w Zakopanem. Mniam!)


W pracy Aliny Szapocznikow zamiast lodów, owoców i bitej śmietany umieszczone zostały kobiece piersi o zróżnicowanej kolorystyce: białe z intensywnie czerwonymi sutkami kojarzące się erotycznie, ale tuż obok nich umieszczone są dwie złożone niczym muszla różowe piersi z żółtymi sutkami. Jeszcze atrakcyjne pod względem swej formy, ale już przerażające. Kojarzą się nie z erotycznym obiektem, ale z chorą tkanką, z zepsuciem, a wręcz z czymś martwym.


Poprzez to przewrotne zestawienie, praca prowokuje pytania o znaczenie kobiecych piersi. Kobiece ciało jest chętnie prezentowane, jeśli spełnia określone wymogi atrakcyjności (jest zdrowe, młode, kształtne), jest wtedy ciałem przeznaczonym do wizualnej konsumpcji – metaforycznie: „ciałem do zjedzenia”.


Alina Szapocznikow chorowała na nowotwór piersi, nie przeszła jednak mastektomii. Choroba skazuje na odrzucenie, na wręcz symboliczne „wyrzucenie” poza możliwość reprezentacji.


Niezwykle ciekawe jest to, że artystka cały czas grała z tymi sprzecznymi znaczeniami przypisywanymi kobiecemu ciału, jakby pytając czy możliwe jest połączenie piękna i brzydoty ciała, jego atrakcyjności i ukrytej w nim grozy. Tym samym, jakby próbowała odkryć znaczenia cielesności, która wciąż oscyluje pomiędzy tymi dwoma biegunami: życia i śmierci.


Piszę o tym też w związku z niedawno wydaną książką: „Kobieta i (b)rak” (red. Edyta Zierkiewicz i Alina Łysak). To książka na temat kulturowych reprezentacji raka piersi oraz społecznej problematyce związanej z tą chorobą. Polecam!



 

A na marginesie zastanawiam się nad kulturowym konsumowaniem takich tematów, jak rak piersi...

Anna Maria i jej dziewczeta i zwierzęta

izakow2

Na prace Anny Marii Kaczmarskiej natknęłam się przez przypadek na stronach Bunkra Sztuki. Potem zobaczyłam, że ta młoda krakowska artystka miała już kilka wystaw i i że prowadzi w swojej sztuce ciekawą grę z przyzwyczajeniami kulturowymi, ze stereotypami kobiecości, z kulturą konsumpcyjną itp.


 


Cecylia, z cyklu: Trzynaście świętych dziewcząt, 2006


W cyklu „Trzynaście świętych dziewcząt” ukazała siebie wcielającą się w różne święte.


A jednak w niczym nie przypomina ona na tych zdjęciach dawnych obrazów ukazujących święte kobiety, głównie męczennice, a raczej wygląda – jak gdzieś napisano – jak hostessa z supermarketu.



Weronika, z cyklu: Trzynaście świętych dziewcząt, 2006


Oto jako święta Agata (męczennica, której odcięto piersi ) podaje na talerzu dwa budynie z wisienkami. Smacznego?




Agata, z cyklu: Trzynaście świętych dziewcząt, 2006


Męczennice łączy więc artystka ze współczesnymi kobietami do zjedzenia (jak w tytule książki Margaret Atwood) – kobietami, których zadaniem jest dobrze wyglądać (służyć wizualnej konsumpcji) oraz karmić innych (dosłownie i metaforycznie: spełniać ich marzenia i zachcianki).



Pieczątki: mysz, mysz, kot, (fotografie i pieczatki z ziemniaka), 2005



Mi spodobała się jeszcze jedna praca Kaczmarskiej: „Pieczątki”. Oto kształty martwych zwierząt zostają przekształcone w ładne formy dziecięcych pieczątek. Dla mnie martwe zwierzęta, które czasami możemy zobaczyć na ulicach naszych miast, podobnie jak „zdobiące” te ulice psie kupy, a czasami także ludzkie wymioty są charakterystycznym przykładem abjectu. Przerażają, ale i fascynują. Takie niechciane obrazy, które atakują nas znienacka, gdy jedziemy samochodem, albo chodzimy po ulicy, niemal wciskają się w nasz mózg. Wydają się bardziej jaskrawe od otaczającej rzeczywistości, bardziej dojmujące, bolesne, ale też fascynujące. Może chodziło Kaczmarskiej o pieczątkowanie naszego mózgu? A może o to, że wszystko, nawet, abject, można przerobić w produkt konsumpcyjny (bo przecież o to też chodzi w serii o „świętych dziewczętach”)?

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci