Menu

strasznasztuka

Blog Izy Kowalczyk o sztuce i kulturze popularnej

Wpisy otagowane : fizjologia

Tryskanie farbą i nie tylko

izakow2

Problem płynów fizjologicznych, a konkretnie mleka oraz związanych z nimi znaczeń symbolicznych, przypomniał mi kwestię konotacji pomiędzy energią artystyczną a energią seksualną oraz płynów fizjologicznych używanych przez niektórych artystów. Pewnie już o tym nieraz pisałam.


Renoir, gdy był już stary i schorowany, zapytany o to, jak to możliwe, że mimo artretyzmu wciąż maluje piękne akty, odpowiedział, że maluje swoim penisem. Kandinsky mówił, że traktuje płótno jak nagą dziewicę, którą zdobywa jak europejski kolonizator. Picasso dolewał ponoć do farby swojej spermy, ale najciekawszy w tym kontekście wydaje się Jackson Pollock, który rozkładał płótna na ziemi, obchodził je z wszystkich stron wylewając na nie farbę, paćkając je, tryskając, brudząc, rzucając na nie śmieci i odpadki (np. martwe osy w „Oczach w upale”). Problem jego tryskanych obrazów został przedstawiony przez Pawła Leszkowicza w tekście „Sexy Pollock”.



 

Pozwolę sobie przytoczyć fragmenty tego fascynującego artykułu. Leszkowicz zwraca uwagę na nową relację do pola obrazowego, na które patrzy się w dół, schodzi w dół ku tym wszystkim elementom, które uznaje się za niskie. Czasami, gdy zbliżymy twarz do pięknych abstrakcji, wydają się one pulsująco odpychające.



 

Wskazując na znaczenie tryskania, Leszkowicz przywołuje interpretacje feministyczne, które wyartykułowały to, co w malarstwie jest niewypowiedzianie oczywiste: smugi bieli przeplatające się wśród innych barw i linii wyglądają niczym wytrysk spermy. Całe te pomazane płaszczyzny mogą kojarzyć się z efektem seksualnego tryskania.


Nieświadomość, której dopatrują się w sztuce Pollocka liczni interpretatorzy, wydaje się ekspresją aktywności czystego libido. Jest to pierwotna nieświadomość związana z popędami i instynktem, stąd wynika jej energia oraz wymykanie się wszelkiemu znaczeniu. Pollock zanurzył wizualność w libidalnej lawie. Feministyczne analizy dotknęły sedna, określając sztukę Pollocka jako głęboko maskulinistyczną, jest to bowiem ekspresja męskiego libido, unikalny przykład jego artystycznego zmaterializowania, a nie tradycyjnej transpozycji objawiającej się w kobiecych aktach.


Pollock nigdy nie wypierał tego pogrążenia w instynktownej bazie. (...) W roku 1989 ukazała się kontrowersyjna książka Stevena Neifeha i Gregory White Smitha pt. "Jackson Pollock: An American Saga", dokładnie dokumentująca jego "ubikacyjne" zwyczaje i skandale.


Najsłynniejszy epizod miał miejsce na przyjęciu u Peggy Guggenheim, kolekcjonującej i wystawiającej dzieła Pollocka. Oburzony jej prośbą o przycięcie monumentalnego "Muralu" tak, by pasował na ścianę mieszkania, artysta nasikał na kominek w obecności swojej patronki i gości.


Autorzy biografii notują również częste przypadki oddawania moczu w miejscach publicznych, a także spektakularne "załatwienie się" na łóżku bogatej i sławnej Ms. Guggenheim. Przytaczane są również plotki głoszące, iż Pollock zwykł oddawać mocz na płótna przeznaczone dla dealerów i klientów, których nie lubił oraz, że w dzieciństwie on i jego brat byli obsikiwani przez pijanego ojca.


Analogia pomiędzy malarstwem akcji, polegającym na rozlewaniu farby na podłoże, a fizjologicznym gestem tryskania nasieniem lub moczem pogłębia rozumienie Pollocka opisywanego zazwyczaj jako artysty, który radykalnie zespolił malarstwo z energią psychiczną i cielesną. Ta cielesna podszewka wydaje się istotą aktu transgresji, z jakim mamy tutaj do czynienia. Akcentowanie tej instynktownej i wysoce indywidualnej strony sztuki Pollocka stanowi interesującą kontrinterpretację inspirowanej Jungiem wizji malarstwa archetypicznego, otwierającego się na uniwersalne mity z dna podświadomości.



 

Ciekawe, prawda?


Dla porządku warto jeszcze wspomnieć o lubującym się w płynach cielesnych Andreasie Serrano i choćby takiej pracy, jak „Frozen Sperm”.


 

 

Ale przede wszystkim chciałam zwrócić uwagę na jedną pracę współczesną, a mianowicie „Cream Pie” mojego ulubionego Maurycego Gomulickiego.


Dodam tylko, że określenie creampie używane jest w slangu pornograficznym, a co oznacza, to już domyślcie się sami, gdyż wynika to z tego obrazka.



 

Ta praca też wydaje się swoistą ekspresją męskiego libido, choć zupełnie inną, niż w przypadku Pollocka. Gomulicki rozsadza kategorie sztuki i pornografii, ale chyba zgodzicie się, że przedstawia niezwykle piękne, choć, w jakimś sensie, niebezpieczne formy. Co prawda to niebezpieczeństwo nie tyle wynika z tego, co przedstawione, bo przecież „róża jest różą”, ale raczej z dwuznacznego tytułu oraz tego, co jawi się w naszej wyobraźni (aż chciałoby się powiedzieć: naszej libidalnej wyobraźni, choć nie wiem, czy to prawidłowy termin).


sztuka o sikaniu: Smith i Levine

izakow2

Szukając czegoś na temat Kiki Smith i bajek, natknęłam się na coś a’propos poprzedniego wpisu, a mianowicie, na „urynalną” pracę tejże artystki, pt. „Pee Body” z 1992 roku:





Kiki Smith eksploruje w swojej sztuce między innymi abjekt; a więc, to, co przeraża w ciele, można powiedzieć: ciemną, zwierzęcą stronę naszej jaźni. Tę stronę, od której się odcinamy, którą odrzucamy ze wstrętem. Artystka ukazuje nasze „zezwierzęcenie”, odwołuje się też do bajek, które mówią o przedziwnej symbiozie świata ludzi i zwierząt.


Wracając do sztuki urynalnej – Christopher Chapman dokonał ikonograficznego przeglądu sztuki związanej z sikaniem w tekście pt. “Piss art: Images of urination in 20th century art”
(http://ensemble.va.com.au/array/chap_00.html)


Podobny przegląd „Piss Art” znajduje się na http://www.arts.ualberta.ca/~aoki/Teaching/objet_a/urine/Smith/Smith.htm

Tu znajdziemy ciekawy podział na “Piss Artists” i “Urinal Artists”. Wśród tych pierwszych wymienieni są między innymi Andreas Serrano, Andy Warhol i Jakson Pollock, zaś wśród urynalnych prac (związanych bardziej z urządzeniami sanitarnymi) znalazły się “Fontanna” Duchampa i “Fontanna (za Marcelem Duchampem)" Sherry Levine z 1991 (w tym przypadku znowu mamy do czynienia z powtarzaniem...):



 

Zamieszczony jest tu też „Manneken Pis”, o którym pisałam po przyjeździe z Brukseli (http://strasznasztuka.blox.pl/2006/06/wpis-1.html ), ale nie ma fotografii Wolfganga Tillmansa (http://strasznasztuka.blox.pl/2006/06/Tillmans-dla-Bogny.html ).

Zastanawiam się tylko jak nazwać taką sztukę po polsku? Sztuka moczu, sikania? Po angielsku brzmi to jednak lepiej – po prostu “Piss Art”...

Anna Krenz: siusiający anioł i nie tylko...

izakow2

Na stronie Anki Krenz http://www.annakrenz.net/ znalazłam dwa urocze obrazy z serii „Between words” (2003):




Tytuły obrazów to: „All Human”. Są to więc obrazy o ludzkiej kondycji, o której zaświadcza fizjologia, płyny cielesne, wydzieliny... Ale czy np. anioł może oddawać mocz? – oto jest pytanie. Anka w swych obrazach, dość przewrotnie, bo z lekkością i poczuciem humoru, mówi o rzeczach ważnych, trudnych, wstydliwych. Niekiedy porusza się wręcz na granicy pastiszu i w zasadzie niewiadomo, czy mówi poważnie.


W jej twórczości można znaleźć też tematy związane z polskim zaściankiem (cykl „Kury”), z sytuacją polskich kobiet w Niemczech („Polish Wife”) czy problemami związanymi z wielokulturowością.


Anka jest z wykształcenia architektem, mieszka w Berlinie, współtworzy Galerię ZERO. Niekiedy zagląda do Polski, by np. pokazać coś ze swej twórczości, albo przeprowadzić wywiad o sytuacji kobiet w Polsce.

Ron Mueck - iluzje życia i śmierci

izakow2


Pregnancy, 2002


Wspominałam niedawno o Young British Artists. Jest jeszcze jeden ciekawy artysta związany z tą grupą, mimo, iż pochodzi z Australii: Ron Mueck (ur. 1958). Rzeźbiarz hiperrealista, tworzący ludzkie figury z tworzyw sztucznych (m.in. silikon) - figury, które do złudzenia przypominają ludzkie ciało. Sztuczność podkreśla on zmianą skali tworząc, np. gigantycznych rozmiarów twarz, figury niemowlęcia czy siedzącego mężczyzny; albo pomniejszając skalę, jak w przypadku figury martwego ojca czy starej kobiety w łóżku.


 


Dead father, 1996/7


Artysta ukazuje między innymi narodziny, umieranie oraz śmierć.


Koło życia. Albo inaczej: życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową (jak w tytule filmu Zanussiego).



Mother and child, 2001

 

Uciekamy przed tą prawdą o naszej biologiczności, fizjologii, skończoności.
Ale zapomnienie o śmierci kaleczy nasz umysł, jak pisał Zygmunta Bauman...




Untitled (Old Woman in Bed), 2000

Marc Quinn

izakow2

Ostatnio przywołałam Young British Artists, dając przykłady prac Damiena Hirsta i Sam Taylor Wood. Ale na „strasznej sztuce” nie może zabraknąć innego czołowego artysty tego kierunku – Marca Quinna (ur.1964), który eksploruje problem życia i śmierci, całości i okaleczenia, stałości wrażeń i nietrwałości życia. Próbuje w swych pracach pokonać nietrwałość, ulotność, procesy psucia. Jego prace wskazują na zagadki cielesności i fizjologii.


Self 1991

 

Sławę przyniosły mu „Autoportrety” (1990 i 1991) wykonane z jego własnej zamrożonej krwi (te rzeźby muszą być na stałe podłączone do urządzeń zamrażających).


Po 11 latach artysta wykonał następne dzieło z krwawej substancji – tym razem z łożyska swojej partnerki, wydalonego po porodzie ich syna Lucasa, stworzył jego portret ("Lucas", 2001). Ta praca wykorzystująca łożysko, była według słów artysty o tym, „gdzie kończy się matka, a zaczyna dziecko”.



 

Z czym zmaga się Quinn próbując tym nietrwałym fizjologicznym substancjom nadać kształty twarzy? Czyn są te niezwykłe portrety? Krew, kiedy krąży w naszych żyłach – daje nam życie, przenosząc tlen do odległych komórek naszego ciała. Quinn próbuje wniknąć w te procesy, ukazać to, co wewnętrzne, niereprezentowalne, ale co jest samą istotą życia. Próbuje ukazać "materialność" naszego życia. Widać jednak jak bardzo takie próby skazane są na niepowodzenie. Krew poza organizmem nigdy nie może być już „żywa” (a co najwyżej zamrożona).


To, co przetworzone jest już martwe, choć tak bardzo łudzi nas wrażeniem żywotności (jak zamrożone kwiaty Quinna: w instalacji „Eternal Spring” czy serii „Garden”).


Wintergarden 2004


Jego sztuka oszukuje, balansując pomiędzy wywoływaniem wrażenia czy może raczej stwarzaniem stanów „życia” i „śmierci”.



 

Pozbawiona życia wydają się dwie następne figurki syna: „Day 1” i „Innoscience” z 2004 roku.



 

Ta ostatnia przypomina inną serię prac artysty „The Complete Marbles”, w której w marmurze z Carrary wykonane zostały rzeźby osób niepełnosprawnych (z tej serii jest również słynny pomnik ciężarnej kobiety Allison Lapper posiadającej niewykształcone kończyny, obecnie matki samotnie wychowującej dziecko. Ten pomnik w 2004 roku stanął na Trafalguar Square).



 

Jednak rzeźba leżącego Lucasa nie jest wykonana jak tamte z marmuru, ale ze sproszkowanego substytutu mleka, będącego pożywieniem uczulonego na mleko dziecka.


Marble 2004

© strasznasztuka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci